Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Rzucała krótki, ostry cień na rozgrzaną południowym słońcem, piaskowo żółtą wstążkę drogi. Powietrze wokoło falowało cicho, ale było przytłaczające, niemal namacalne, wciskało się do wnętrz przez okna i drzwi, przez szpary między nieheblowanymi deskami, z których zbudowane były chylące się do ziemi chaty. Wilgotne i gorące, było jak wszechogarniający duch, otaczający wioskę, znający każdą jej tajemnicę, osobowo obecny.
Jej kształt był bliski grotesce, niepoprawny, nie na miejscu. W tym chaotycznym, leniwym świecie, w przestrzeni przepełnionej suszącym się na sznurach praniem – ospale wiszącymi śnieżnymi prześcieradłami, z rezygnacją łykającymi palące promienie słońca i sprawiającymi wrażenie, jakby utraciły już nadzieję na najlżejsze nawet muśnięcie ustami wiatru – w tej przestrzeni, której porządkiem był chaos rozrzuconych narzędzi, tanich, plastikowych zabawek w piaskownicach, a do której panikę nieznanego wprowadzał porządek niedzielnej procesji na nabożeństwo; ona sprawiała wrażenie intruza.
Była wprost bezczelnie symetryczna. Kiedy wszystko wokół zdawało się rozsypywać jak domek z kart, zapełniając okolicę niespokojnymi bryłami budynków, nieregularnymi kształtami karłów uschniętych drzew, poplątanymi nitkami ścieżek, prowadzących wszędzie i do nikąd; ona obnosiła się z regularnością swoich kątów, równoległością wysmukłych, metalicznie połyskujących linii, płaszczyzną symetrii jej tylko przynależną.
Raziła też obojętnością – jak guwernantka, zamknięta w skorupie swojego staropanieństwa i pozbawiona emocji – tak ona nie wnosiła ze sobą żadnych nowych zapachów, którymi przecież karmiła się wioska, przesycona kojącą wonią pieczonego chleba, silnym zapachem potu spracowanych mężczyzn, delikatnym aromatem kwiatów, przenoszonym na odnóżach wszechobecnych, trzepoczących porcelanowymi skrzydłami motyli. Ona nie wnosiła żadnych boskich tchnień, choć to potrafią nawet dzieci o świetlistych spojrzeniach, lepkich dłoniach i czekoladowych buziach. Stała tam, w swojej technicznej prostocie, zbyt dopracowana, zbyt doskonała, aby pozwolić sobie na szaleństwo wyzwolenia się z norm fabrycznych.
A jednak wzbudziła jedną maleńką iskrę, kiedy na ganek wyszła kobieta, przyobleczona w łąkę spódnicy i chmurę bluzki, kobieta o czerstwej twarzy i dłoniach pomarszczonych, spracowanych, dłoniach jak chlebowa skórka. Rzuciła okiem w jej kierunku, powietrze wypełniło się nagle pełnym ulgi, nasyconym wyzwolonym wreszcie oczekiwaniem, ciepłym westchnieniem niskiego, chropowatego jak polny kamień głosu.
„Wreszcie położymy nowy dach... Syn kupił drabinę...”

Opublikowano

Baaaaaaaardzo :) jedna uwaga: w pierwszym akapicie niesmacznie powtarza się "niemal". Poza tym uwag brak, za to gromkie oklaski. Z wielką frajdą przeczytałbym jakiś większy kawał czegoś tak sprawnie napisanego. Poważnie mówię i znacząco chrząkam. Czołem :)

Opublikowano

Rzeczywiście jeśli wyrwać z kontekstu to wychodzi na to, że chmura bluzki ma twarz czerstwą. Ale przed takim odczytaniem skutecznie bronią nas przecinki :) myslę że to mało znacząca dla całości uwaga (zacny Przedmówca się nie pogniewa :), natomiast samo zdanie bardzo przypominające skojarzenia Nowaka; w ogóle ta wieś sportretowana bardzo nowakowsko, oczywiście in plus :)

Opublikowano

racja Panie Leszku, ja to zmienie, niezaleznie od przecinkow, ale nie przestawie szyku zdania bo mi sie kompozycja zlamie :)
jakos sobie z tym poradze, ale musze poglowkowac
Panie Freney, ja caly czas jakos tak nie mam smialosci czegos tu wklejac, ale moze jeszcze sie tak zdarzy, ze wykorzystam przyplyw odwagi, tak jak w tym przypadku.
pozdrawiam, dziekuje

tenere

  • 9 miesięcy temu...
Opublikowano

ogolnie ciekawe. ale jakby rozkladac na czesci pierwsze, to za duzo wszystkiego. tu troche poezji, to znow stalowe granice prozy. widac potencjal, pomysly, ale widac i prace jaka wkladasz w tekst. o wiele ciekawszy ten niz "synestezje sierpniowo-jesienne".
pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Annie Faktycznie, życie inspiruje różnorako. Pozdrawiam :)
    • @Łukasz Jurczyk   Wiersz, choć osadzony w realiach starożytnej wyprawy wojennej, ma wymiar uniwersalny - opowiada o konfrontacji człowieka z jego własnymi ograniczeniami. To jest jak studium psychologiczne człowieka zderzonego z kryzysem,jak opowieść o każdej życiowej próbie, która odziera nas z codziennych iluzji. Najpierw jest uniwersalny mechanizm obronny ludzkiej psychiki - wyparcie. Na co dzień żyjemy tak, jakby cierpienie, starość dotyczyły tylko innych. To iluzja, która pozwala nam funkcjonować. Utrata wzroku to symbol, bo każda utrata czegoś cennego (zdrowia, statusu, strefy komfortu) zmusza do spojrzenia w głąb siebie. „Kto ślepnie, czasem widzi więcej” - kryzys jest tu pokazany jako brutalny, ale skuteczny nauczyciel.   Góry i pustynia w ujęciu uniwersalnym po prostu los, natura lub absolut. Świat uderza w człowieka „bez gniewu i bez pośpiechu”. Nie ma w tym kary za grzechy, nie ma złośliwości - to bardzo współczesne, egzystencjalne spojrzenie na wszechświat, w którym człowiek jest zdany wyłącznie na siebie. Zmiana z mrozu na pustynię symbolizuje rzucanie nas przez życie od jednej skrajności w drugą. Całkowicie ponadczasowa część poematu to koncepcja wewnętrznej granicy. Na co dzień żyjemy w strefie komfortu, nosząc maski i kreując wyobrażenia na swój temat. Tytułowe „lustro” (stworzone tu przez ekstremalne warunki) to moment weryfikacji. W psychologii czy filozofii to sytuacja, w której człowiek jest tak wycieńczony fizycznie i psychicznie, że nie ma już siły udawać. Kryzys nie buduje charakteru - on go obnaża. W tym lustrze człowiek widzi, ile jest w nim prawdziwej siły, a ile było tylko pozą.   Świetny tekst! 
    • @Kwiatuszek przeczytałam też 2 poprzednie części :) Ciekawy temat - rozwój duchowy ale i trudny.  Tekst zaciekawił :)
    • Ma to ci - no - w zdaniu na dzwon, i co tam.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...