Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

znosiłem te wiersze i kładłem na stole
nigdy ich nie czytał
nie wyjmował słów ze środka
zgarniał niezdarnie zesztywniałą dłonią
ściskał niczym poręcz stromych schodów
i odkładał
jak stare pudełko po cygarach
których nigdy nie próbował
potem
obchodził sad mamrocząc cicho pod nosem
brał siekierę i rąbał drewno
ze stękaniem uporem i złością
usypywał pod płotem
wielką jasnożółtą górę

siedzimy razem w niebieszczańskim progu
smakujemy papieros milczenie i wieczór
to już wrzesień synu

tak to już wrzesień

Opublikowano

Jak ja lubię taki klimat. Dziadek mi się przypomniał. U Niego też rąbało się drewno ( Wielkopolska).
Lubię do Ciebie zaglądać, bo to takie filmowe pisanie z zatrzymaniem kadru.


Serdecznie...........................................Wawrzynek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przenikają się dwa światy, a nawet idą równolegle - metafizyka ? :)
Plus klimat uspokojonego lata, pełnego zamyślenia i czułości.
Ciepło wielkiej jasnożółtej góry ma swoją ciągłość, jest utrwalone i oddane.
Siedzimy razem w niebieszczańskim progu
smakujemy papieros milczenie i wieczór
to już wrzesień tato

tak to już wrzesień

;))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • W izbie ciemnej, gdzie dym pod strzechą się snuje, Gdzie piec od dawna już ciepła nie daje, Siedziało dziecko — tak ciche, że ledwie się czuje, Jakby i ono w cień domu wsiąkało po trochu.   Nie płakało już — łzy wyschły prędzej niż siły, Nie wołało — bo któż by je słyszeć tu miał? Tylko patrzyło, jak myszy po kątach chodziły, I liczyło dni głodem, co wracał jak żal.   Matkę wynieśli — pamiętała ludzi i ciszę, I ziemię, co spadła na wieko z głuchym odgłosem, Ojciec odszedł — czy wróci, czy zginął gdzieś w świecie — Nie pytała. Zbyt wcześnie pojęła już los ten.   Chodziła potem po progu, po błocie, po śniegu, Do drzwi obcych — z rękami zbyt lekkimi, pustymi: „Dajcie chleba…” — szept cichy, jakby ze wstydu, z lęku, Lecz drzwi się zamykały. I milczano nad nimi.   A gdy przyszła noc jedna — jak wszystkie, a cięższa — Bo mróz szczypał ostrzej, a wiatr był jak nóż, Usiadła przy murze, gdzie ściana od wiatru ją strzegła, I skuliła się cicho, nie doczekała zórz.   Nazajutrz ktoś rzekł tylko: „Zmarzło biedactwo…” Ktoś inny przeżegnał się szybko i odszedł do pracy. Ktoś trzeci przykrył ją płótnem — bez słów, bez świadectwa — Bo takich jak ona nie liczy się w świecie.   I tylko ślad drobnych stóp w śniegu jeszcze został, Lecz i ten wiatr zawiał — i nie ma już nic. Tak kończą dzieci nie przez wolę Boga — Lecz przez ludzi, co patrzą — i mijają jak nic.
    • @KOBIETA no ja nie mam:) @KOBIETA mam sezamki :)
    • jesteście niepoprawni :-)(
    • @FaLcorN  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Nata_Kruk   Bardzo poruszający wiersz. Trafnie oddaje ten słodko-gorzki ciężar naszej historii, który wszyscy w sobie nosimy. Końcówka z "twarzami false" zostawia z mocnym niepokojem o to, co dopiero przed nami. Daje do myślenia.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...