Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przechadzają się smyczki dźwięcznymi strunami,
Układając miriady niebiańsko-ogniste,
Zaostrzone jak noże twoimi czuciami,
Zasłaniają mdłe cienie radości wieczystej,

Bo prawdą, że drżenie i szczyty wszelakie,
Przy Twojej, tak znaczeń zbyt wielu postaci,
Wydają się spojrzeń nie warte, jednakie,
Więc tracąc je wszystkie niewiele bym stracił,

I trudno opisać z precyzją zalety -
Speszone litery wbijają wzrok w ziemię,
Gdyż w barwach przesytu Twej duszy planety,
Bezkresne gam dźwięków przeróżne przestrzenie,

Zostaje więc tylko przeklinać zły język,
Niezdolny utrwalić tak lotnej istoty,
Zachować na zawsze Twój wygląd powietrzny,
I czerpać od Ciebie najwyższe snów loty

Opublikowano

miała być klasyczna forma...a co wyszło to wyszło.

Rymy mimo wszystko są ciekawe i nie ma tu żadnej mojej ironii...szkoda, że treść nie dorosła.
Jak spojrzałem pierwszy raz, to już myślałem, że sonet. Oczywiście po sekundzie spojrzałem na dwie ostatnie czterowersówki:).
Jak się już pisze takimi rymami na krzyż, to wypadałoby pisać sylabicznie ze średniówką po 7 wersie...jak nasz Adaś kochany:).

pozdrawiam

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Manek   Pięknie uchwycone to uczucie, gdy cisza staje się jedynym warunkiem, żeby w ogóle coś poczuć wystarczająco głęboko, żeby to zapisać. Ostatnia strofa szczególnie zostaje z człowiekiem. "Z inkaustu wydrę czerń litery" - świetne! :) 
    • W izbie ciemnej, gdzie dym pod strzechą się snuje, Gdzie piec od dawna już ciepła nie daje, Siedziało dziecko — tak ciche, że ledwie się czuje, Jakby i ono w cień domu wsiąkało po trochu.   Nie płakało już — łzy wyschły prędzej niż siły, Nie wołało — bo któż by je słyszeć tu miał? Tylko patrzyło, jak myszy po kątach chodziły, I liczyło dni głodem, co wracał jak żal.   Matkę wynieśli — pamiętała ludzi i ciszę, I ziemię, co spadła na wieko z głuchym odgłosem, Ojciec odszedł — czy wróci, czy zginął gdzieś w świecie — Nie pytała. Zbyt wcześnie pojęła już los ten.   Chodziła potem po progu, po błocie, po śniegu, Do drzwi obcych — z rękami zbyt lekkimi, pustymi: „Dajcie chleba…” — szept cichy, jakby ze wstydu, z lęku, Lecz drzwi się zamykały. I milczano nad nimi.   A gdy przyszła noc jedna — jak wszystkie, a cięższa — Bo mróz szczypał ostrzej, a wiatr był jak nóż, Usiadła przy murze, gdzie ściana od wiatru ją strzegła, I skuliła się cicho, nie doczekała zórz.   Nazajutrz ktoś rzekł tylko: „Zmarzło biedactwo…” Ktoś inny przeżegnał się szybko i odszedł do pracy. Ktoś trzeci przykrył ją płótnem — bez słów, bez świadectwa — Bo takich jak ona nie liczy się w świecie.   I tylko ślad drobnych stóp w śniegu jeszcze został, Lecz i ten wiatr zawiał — i nie ma już nic. Tak kończą dzieci nie przez wolę Boga — Lecz przez ludzi, co patrzą — i mijają jak nic.
    • @KOBIETA no ja nie mam:) @KOBIETA mam sezamki :)
    • jesteście niepoprawni :-)(
    • @FaLcorN  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...