Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jak bardzo mnie nie ma, wiedzą tylko słowa-
świadkowie pobieżnych, żebraczych refleksji.
jak bardzo nie jestem, milczy nawet mowa
wieszanych na wierszach parami czereśni.

czereśniowo wzdycham o odległym świecie,
dręczona pokusą wysokich podwiązek,
starannie wycieram każdy lęk o ciebie -
różowe zachcianki pudruję wciąż brązem.

kiedyś mi to powiesz jednak nie mam racji,
chociaż jest gdzieś powód dla światła nadziei;
zadręczę się sobą i po cichu zamrę,
zimna czarnym kleksem na białej pościeli.

wtedy przyjdź po wiersze, pisane milczeniem
czereśniowych westchnień, wiszących parami,
ukrytych dyskretnie wśród półcieni rzęsy.
nawet teraz widać, że się błyszczą łzami.

Spółka autorska:Para&Lubow

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Aniu. Bardzo piękna ta wasza spółka autorska, jak dwie czereśnie. O wierszu nawet nie wspomnę, bo i co mam powiedzieć ? Myślę, że masz świadomość tego, że piszesz bardzo dobrze i robisz ze słowami co ci się żywnie podoba. To wirtuozeria. :-)) Pozdrawiam Aniu. A
Opublikowano

Pisanie Spółka.... Z O.O. czy S.A....? Po treści bardziej mi się widzi ta druga... Wiadomo, kapitał jest :)))
Pozdrawiam i gratuluję.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie ważne jaka spółka - niech się uczą

pozdrawiam Jacek

ps zamiast: wśród półcieni rzęsy lepiej: pośród rzęs półcieni (rym i akcenty)
A jak najbardziej :))) To ja też się coś poduczę podpatrując.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Para, jak czytam Twoje zwrotki, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że są dużo lepsze... kiedy pisaliśmy, to mówiłem Ci, że siedzimy za blisko i nie mogę się skupić... haha :) ale Tym mnie nie słuchałaś :)
Cieszę się, że mogłem ze słynną Parą popisać w Parze... :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • a może morze jesteśmy sami bez uniesień bez fal namiętności noc otula nas rybim ogonem łuszczą się sny rozmaite zimno drapie się za głowę panele podłogowe imitują mokry piach i senną plażę na odludziu chore zatoki dokuczają nieobecnym dryfujące myśli wyrzuciło na brzeg zrywamy się zachłannie każdy w swoją muszlę
    • @Poet Ka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Odbiliśmy od nabrzeża. Sternik skierował prom silnie na sterburtę, pozwalając by śruby złapały energię nurtu. Delta rzeki była jak zawsze spokojna. Zakole portu pamiętało jeszcze czasy francuskich eskard i niewolniczych barek. Wszędzie tylko grząski muł,  czarne cuchnące błoto  i brunatne, nieprzejrzyste fale. Taka była powierzchnia. Klucz do prawdziwego koszmaru.     A było nim dno. Pełne tanich oparów bimbru, duchów secesyjnych posiadłości, upiorów dawnych zarządców plantacji, czarnych potomków kultystów  voodoo i hoodoo. Zioła, kości i krew  na poświęconych kartach tarota. Dym czarnych świec, okadzający nagie, spocone ciała. Młode wiedźmy z dredami na głowie, szepczące w ciemnych zaułkach strychów  zaklęcia ochronne, ze starych, nadpalonych woluminów. Przywołani z niebytu  zaoranych przed laty cmentarzysk. Lgną ochoczo słowa dusz, na języki kapłanek.     Namorzynowy las był głuchy. Ginęło w nim światło i dźwięk. Ludzie także. I to nie w paszczach  ukrytych w toni aligatorów. Był to swoisty labirynt natury. Nie tej dobrej i ułożonej. A dzikiej i sadystycznie szalonej. Wysepki wyrastały z bagien. Liche, kruche i niestabilne. Oczy drapieżników śledziły każdy krok. Czasami jedynie rzeka wydała cichy plusk, szuwary zaszeleściły  szargane nie wiatrem a grozą. Drzewa pękały z trzaskiem  osuwając się do wodnego grobu. Ptaki milczały. Nie ze strachu a z klątwy ciszy.     Gdzieniegdzie dostrzec można było  zalążek ognia czy dymu. Ogniska miejscowych metysów. Czerwonych diabłów tych włości. Mieszkali daleko w lasach lub na samotnych odizolowanych wysepkach. Po nocach niosły się odgłosy bębnów. Modlitw i błagań do prastarych bóstw. Kultów wyklętych przed wiekami. Skakali dziko przez ogień, wychwalając imiona zapomniane o których ludzkość  nie powinna mieć już wiedzy.     Płynąłem do domu. Wracałem z ciemności do światła. Prom wszedł na kurs. Mijał rybackie łodzie i kutry. Stare motorówki i łodzie wiosłowe. Barki załadowane węglem. Promy i statki pasażerskie  a nawet mniejsze okręty  marynarki i straży przybrzeżnej.     Na Long Brigde wjechała  z donośnym gwizdem  lokomotywa ze składem. Mijała te wszystkie domy, gospodarstwa, farmy i cmentarze. Pełne historii, bólu, łez i rdzy. Ten skład nazywają imieniem tego miasta. Jego synem i dumą. Na gwizd lokomotywy  odpowiedziały syreny morskich jednostek. Byliśmy wolni. Czując jednak cały czas, ołowianą kulę z łańcuchem przy nodze.            
    • @hollow man Hahaha

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...