Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 69
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Podpisywalibyście te linki, bo boję się klikać :)

Fatboy Slin - Praise you (cool teledysk)
www.youtube.com/watch?v=hBlJMnM9Ij8

Kult - A gdy będę umierał
www.djoles.pl/teledyski/pobierz/32137,a-gdy-bede-umieral-kult.html

Knockin On Heaven's Door (nie wiem, czyje wykonanie, w każdym razie amatorski klip poświęcony dzieciom zamordowanym w masakrze w szkole w Dunblane w 1996 roku).
www.youtube.com/watch?v=2KQzQVREMbU

Opublikowano

www.youtube.com/watch?v=W_ACXuhQiS4&feature=related

STING - Fields of gold

Zapamiętasz mnie gdy zachodni wiatr
Jęczmienia łan poruszy
I zapomnisz się gdy będziemy szli
Wśród słonecznych złotych pól

Wzniosła miłość swą
Chcąc zobaczyć ją
Nad morzem pól jęczmienia
I zapadła się w jego ramion sieć
Wśród złotych łanów zbóż

Czy pokochasz mnie, czy zostaniesz tu
Wśród łanów pól jęczmienia
Położymy się, zapomnimy się
Wśród słonecznych złotych pól

Patrz, zachodni wiatr jak kochanek co
Jęczmienia łan pogładził
Ciało pręży się muskasz usta jej
Wśród złotych łanów zbóż

Obietnic swych nie kładę na wietrze
Już kilka z nich złamałem lecz wiem
Że resztę dni spędzimy by iść
Wśród złotych łanów zbóż
Wśród złotych łanów zbóż

Przeszło wiele lat od tych ciepłych dni
Wśród złotych pól jęczmienia
Słychać dzieci śmiech słońce chyli się
Wśród złotych łanów zbóż

Znowu wspomnisz mnie gdy zachodni wiatr
Jęczmienia łan poruszy
Powiedz słońcu jak chodziliśmy tam
Wśród złotych łanów zbóż
Wśród złotych łanów zbóż
Wśród złotych łanów zbóż

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...