Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że dzień wcześniej strasznie piliśmy ze szwagrem. Ale to strasznie.
Obudziłem się wtedy o poranku, ale moja pamięć, z której byłem tak dumny, moja chlubna pamięć, przestała działać. To znaczy, zepsuła się w odniesieniu do dnia wczorajszego. Jak gdyby ktoś wyłączył czerwony przycisk ’’STOP’’ w dobrze funkcjonującej, naoliwionej maszynerii.
Głowa mnie tak bolała, jakby właśnie Atlas wypierdolił mi na łeb całą kulę ziemską.
- Żyjesz?
Podążyłem ołowianym wzrokiem w kierunku, z którego padło pytanie.
Przy drzwiach do pokoju stała Luśka, osiedlowy kurwiszon, i uśmiechała się głupkowato. W dłoni trzymała parujący kubek.
- Chcesz kawy? - spytała i wystawiła przed siebie rękę z kubkiem.
- Co ty tu, kurwa, robisz? - wycedziłem, ale w taki sposób, jakbym to nie ja zadał to pytanie. Język mi falował, jak wstążka w ręku gimnastyczki.
- Ha, ha, nie pamiętasz już? Ty łobuzie, ty, ty. Nie spodziewałam się, że z ciebie taki ogier jest.
Poczułem się jeszcze słabiej, niż chwilę wcześniej. W głowie miałem zainstalowany Dzwon Zygmunta, w który ktoś napierdalał młotem górniczym.
- Muszę się przewietrzyć - powiedziałem słabo.
- Na twoim miejscu bym tego nie robiła.
Wstałem, ignorując oczywiście to, co powiedziała, ale potknąłem się o czyjeś nogi, ledwo zrobiłem pierwszy krok. Rąbnąłem znowu na podłogę. To znaczy, nie dokładnie na samą podłogę, ale wprost na ciało jakiejś kobiety. Niewątpliwie, była to kobieta - poznałem po tym, że w jednej dłoni ściskałem obfitego cycka z wielkim, brązowym sutkiem, a druga ręka znalazła się na nieprzystrzyżonym, bujnym łonie ze srebrnym kolczykiem.
- Kurwa, co tu się dzieje? - w mózgu zadudniło mi moje własne pytanie, a za mną usłyszałem głośny rechot.
Pozbierałem się szybko. Sprężyłem się, żeby się nie przewrócić. Minąłem rozbawioną Luśkę.
’’Powietrza, powietrza’’ - tylko to pragnienie, dawało nogom siłę, by iść.
Odblokowałem trzy klamki i wyszedłem na balkon.
O, nareszcie!
Oddychałem głęboko. Powietrze było rześkie, ostre. Założyłem ręce za głowę, zamknąłem oczy i wystawiłem twarz ku porannemu słońcu. Ogrzewało delikatnie skórę i przez chwilę jakbym czuł, że snopki złotych promieni wnikają głęboko wewnątrz mnie, dostarczając nowych sił do życia.

Intensywnie usiłowałem sobie przypomnieć wczorajszy dzień. Pamiętałem, jak kupowaliśmy ze szwagrem wódkę, dużo wódki. I zgrzewkę piwa. Rany, ale arsenał!
Pamiętam, jak wypiliśmy kilka pierwszych luf. Szwagier się rozluźnił i zaczął deklamować swojego ukochanego Petrarkę:
’’Marzyłem zawsze żyć na uboczu
( Wiedzą to tchnienia łąk i gajów świeże ),
Bym mógł od siebie precz mieć te kacerze,
Co dla dróg Pańskich ślepe mają oczy’’.


- To po coś się hajtnął z moją siostrą? - pamiętam to moje beznadziejne pytanie.
- A co, nie pasuje ci? - odparł z udawanym wzburzeniem.
Później, jak przez mgłę, dudniło mi w pamięci, że zeszliśmy na tematy dotyczące sensu życia, egzystencji ludzkiej i zasadności tego wszystkiego tutaj, co właśnie doświadczamy. Czy doświadczenia są jedynym naszym wyznacznikiem zrozumienia życia, jego pojęcia, czy jest jeszcze coś innego?
On znowu wyjechał wtedy z Petrarką, że: ’’ - Nie znałem innego szczęścia, prócz nauki’’, i na tym, można powiedzieć, film mi się urwał.
A skąd się wzięła, w takim razie Luśka? I ta druga, z wielkimi cycami?
Jednego razu, dawno temu, facet Luśki tak się nachlał, że wyskoczył z czwartego piętra drąc się, że jest Batmanem.
Mylił się.
Luśka na pogrzeb nie poszła. Załamała się i zaczęła dawać każdemu. A może, może… Obudziły się w niej wtedy po raz pierwszy, te straszliwe, upiorne demony, które pchają ludzi prosto ku przepaści? Szkoda jej, nie była wcale brzydka. Ale, zaczęła się szlajać z takimi mętami…
Jak ją czasem mijałem, szybko odwracała wzrok, jednak nie dość szybko, żebym nie zauważył w jej oczach ogromnego rozczarowania tym światem. Zawsze myślałem, że jej potrzeba po prostu porządnego mężczyzny, który się nią zaopiekuje i wyciągnie z tego bagna. Zdawałem sobie sprawę z tego, że agresywny makijaż i wyzywający styl bycia, był jej ochroną przed światem, żeby nikt nie mógł mieć dostępu do jej wnętrza.
Przestałem się zastanawiać i dałem odpocząć umysłowi.
Chyba był to niezły pomysł, bo momentalnie pojawiły się błyski, migawki zdarzeń z dnia wczorajszego, o których wydawało mi się, że na zawsze już przepadły w odmętach mojej niepamięci:
Jakieś rozwrzeszczane twarze. Jakaś psychodeliczna, głośna muzyka. Rzyganie przez balkon.
O kurwa!
’’Rzyganie przez balkon’’?

Otworzyłem oczy i prawie natychmiast zobaczyłem staruszkę z bloku obok, trzymającą niedużą siatkę z zakupami.
Kobieta stała i wpatrywała się we mnie. Mieszkałem na parterze, więc widziała mnie bardzo dobrze.
- Sodoma i Gomora! - odezwała się, wyraźnie zgorszona, co chwila żegnając się - W Imię Ojca I Syna I Ducha Świętego! Sodoma i Gomora!
Po chwili ruszyła przed siebie, wciąż jednak coś mamrocząc i kiwając głową.
'' Pięknie'' - pomyślałem - ''zajebiście''. Pewnie widziała te rzygi pod balkonem.
Wychyliłem się, pełen trwogi, przez balustradkę.
Ale nie. Pod balkonem rosła wysoka trawa, której jeszcze na szczęście nie przystrzygli, więc nic nie było widać.
’’No to o co jej chodziło?’’ - zacząłem się zastanawiać.
Kilkadziesiąt metrów od mojego bloku, był plac zabaw. Powstało na nim jakieś ogromne zamieszanie, i wyrwało mnie z zadumy.
Urwipołcie piszczały i śmiały się o wiele głośniej, niż zazwyczaj.
Ze zgrozą jednak stwierdziłem, że wszystkie patrzą w moim kierunku, palcami wskazując sobie nawzajem… chyba mnie?
Co jest…
Gorączkowo zacząłem się rozglądać po balkonie. Nic podejrzanego, do cholery. Stoliczek, krzesełko, jakieś rupiecie.
Na moment, oglądnąłem się za siebie. Zobaczyłem swoje odbicie w szybie.
Przez krótki moment poczułem się, jakbym się bujał w innym wymiarze.
Byłem zupełnie nagi. Blade dupsko złośliwie odbijało się od szyby. Ale, co tam dupsko!
Kurwa jebana!
Myślałem, że wpadnę do mieszkania razem z drzwiami.

***

Luśka dławiła się ze śmiechu. Patrzyła na mnie, jak szybko z balkonu przygalopowałem do przynoszącego schronienie mieszkania, pełen przerażenia, z czerwonymi z przepicia oczami.
- Tak, kurwa, dobrze się bawisz?! - wykrzyknąłem głośno, wymachując rękami.
- Ostrzegałam cię - wlała w usta resztę kawy z kubka.
- Kurwa, co teraz? Pół osiedla widziało mojego fiuta. Rany, przecież jestem tu spalony!
- Nie dramatyzuj. To się wyprowadź. Jak chcesz, mogę jechać razem z tobą.
Przykucnąłem i złapałem się za głowę.
- Zaraz, zaraz, pomału - podniosłem głowę i zauważyłem na stoliku niedopitą flaszkę wódki - nalejesz mi?
Luśka bez słowa podeszła do stolika i wprawną ręką wlała pozostałą zawartość butelki do literatki o stumililitrowej pojemności.
- Masz, pij. Zrobi ci się lepiej. Pogadamy później.
Miała rację. Wychyliłem szklankę i spojrzałem na świat z innej perspektywy.
- Luśka, czy ja jestem alkoholikiem? - zapytałem.
- Nie, Marku. Alkoholikami byli moi rodzice, a ty jesteś tylko wstawiony.
Fakt, że alkohol mi się rozlał po wszystkich nerwach, jednak w tamtym momencie zadziwiająco trzeźwo spojrzałem na Luśkę.
- A kto to jest ta pani? - rzekłem, wskazując na wielkie piersi, które wciąż leżały na podłodze.
- Aaaa. To moja koleżanka z pracy. Mieszka na drugim końcu miasta, więc jej pewnie nie znasz… Wiesz, zadzwoniłam po nią, jak tylko twój szwagier zaprosił mnie na tę zajebistą balangę - odrzekła, figlarnie kręcąc swoje czarne włosy. - Wyskoczył do nocnego po fajki, bo mu się skończyły, a ja tam byłam.
- Super, naprawdę.
- Nie, Marku. Chciałabym coś powiedzieć - popatrzyła mi prosto w oczy. Jej były zielone i przez moment zachłysnąłem się tym kolorem.
- Chciałabym powiedzieć, że w życiu z nikim nie było mi tak dobrze, jak z tobą. Miałam kilka orgazmów i są to moje pierwsze orgazmy z facetem. Czy ty w ogóle wiesz, czym są orgazmy dla kobiety?
- Jestem wzruszony, ale w tej chwili gówno mnie to obchodzi. - odrzekłem cynicznie, wciągając spodnie - A gdzie jest mój szwagier?
Luśka westchnęła.
- Nie wiem, chyba leży w łazience. Wiesz, co on wczoraj robił? - znowu zaczęła się śmiać, ukazując równe, białe zęby - Włożył głowę do sedesu i co chwila spuszczał wodę, krzycząc: ’’- Niagara, kurwa! Niagara!’’.
’’Ja pierdolę’’ - pomyślałem - ’’nieźle’’.
Szwagier, wraz z moją siostrą, mieszkał w innym mieście. Przyjechał do mnie, bo miał tu do podpisania jakieś papiery w wydawnictwie. Kiedyś był zwykłym robolem, pracował w hurtowni jajek, ale mu się odwidziało i zaczął pisać poezję. Wydał nawet dwa tomiki, a trzeci już był na ukończeniu nakładu i czekał na dystrybucję. Stąd jego wizyta w wydawnictwie.
Szczerze skubańcowi zazdrościłem, ale z ręką na sercu trzeba przyznać, że facet miał autentyczny talent. A ja… No cóż, nie chciało się nosić teczki - trzeba nosić woreczki.
Kolejną lufę nalałem sobie sam. Kiedy wychyliłem setkę do dna, ból głowy gdzieś zniknął. Za to, spotęgowała się ochota na Luśkę. Miałem już gdzieś, że stałem na balkonie z dyndającym fiutem i widziało mnie pewnie z pół osiedla.
- Luśka, czy wiesz, że jesteś bardzo apetyczną kobietą?
- Wiem - odrzekła szczerze - wielu facetów mi to mówi, choć nie w takiej formie - jej oczy jeszcze bardziej się zazieleniły.
- Chodź tu - wyciągnąłem rękę w jej stronę - chodź do mnie.
Ruszyła posłusznie, a ja, z nieukrywaną przyjemnością obserwowałem, jak ponętnie buja biodrami, jak kołyszą się jej niezwykle proporcjonalne piersi, jak ładnie opadają jej na ramiona ciemne włosy. Jako jedyna chyba tutaj, była ubrana, ale dżinsy i zielony tiszirt zdarłem z niej w ułamku sekundy. Znowu zrzuciłem z siebie spodnie, a ją delikatnie położyłem na beżowej sofie.
Jak opuszkami palców prześlizgiwałem się po jej nagim, śniadym ciele, natychmiast pokryło się ono gęsią skórką. Kiedy wsunąłem się w nią, wpierw ostrożnie, później coraz śmielej i szybciej, miałem uczucie, że jesteśmy jednym organizmem. Nie zaprzestawałem przy tym pieszczot. Lizałem i ssałem sterczące, ciemnoróżowe sutki, całowałem szyję, twarz, usta, włosy. Czasem pobudzałem jeszcze bardziej jej wilgotną cipkę.
Ona też nie pozostawała mi dłużna. Odwzajemniała pocałunki, drapała mnie delikatnie po plecach, jej biodra dostosowały się rytmem do moich, tworząc idealną harmonię ruchów.
Luśka stękała i pojękiwała głośno, ale tuż przed moim wytryskiem krzyknęła, wijąc się na wszystkie strony. I ja nie wytrzymałem. Wypełniłem ją swoim nasieniem. Zdyszani, spoceni, zespoleni, przeleżeliśmy tak parę chwil.
- Zabiorę cię stąd - wychrypiałem, jak tylko wróciła mi zdolność mowy.
- Naprawdę? - nigdy, u nikogo nie widziałem tak jarzącej się zieleni tęczówek.
- Tak.

***

Dwa miesiące później, sprzedałem mieszkanie i wyprowadziłem się do innego miasta.
Lucyna była zachwycona.
W następnym roku, zaszła w ciążę i urodziła nam przepiękną córeczkę.
Wydawało mi się, że zacząłem pojmować istotę miłości.
Lecz miłość jest ulotna, jak wszystko na tym świecie.
Przeżyłem z Lucyną cztery najlepsze lata w moim życiu.
Pewnego dnia odeszła, zostawiając mnie samego z córeczką. Znowu zaryczały w niej przebudzone bestie, zimne i bezlitosne, gotowe do rwania duszy na strzępy.
Odeszła do swojego mrocznego świata, pełnego niezbadanych tajemnic, śmierdzącego moczem, stęchlizną i alkoholem.
Szwagier mi zawsze mówił: ’’ - Nigdy nikogo do końca nie poznasz’’.
Luśka ciągle nosiła w sobie część takiej siebie, której nie rozumiałem. Każdy ma w sobie coś takiego, jednak jej część była ciemna, niewytłumaczalna, atawistyczna i samo destrukcyjna.
Starałem się, jak mogłem, by dać jej to, na co zasługiwała.
Każdy zasługuje na miłość.
Ale ona odeszła. To było silniejsze od niej samej. Znowu zaczęła się włóczyć z jakimiś menelami. Chodziłem za nią, ciągnąłem do domu. Nic to nie dało.
Aż pewnego smutnego dnia, dowiedziałem się, że nie żyje.
Utopiła się.
Menele imprezowały gdzieś nad rzeką, i zapragnęły popływać. A ona, oczywiście, razem z nimi. Nikt nie zwracał uwagi, że zniknęła nagle z tafli wody.

Widziałem wiele, coraz mniej już mnie dziwi, codziennie, z niezmienną pasją, staram się poznawać świat.
Nie mam pojęcia jednak, dlaczego pokochałem tę zdeprawowaną kobietę, pełną uśpionego, wewnętrznego zła, raniącą z niewytłumaczalnych powodów…

***

Pozostała mi po niej córeczka. Jestem dla niej wszystkim. Jest moim najdroższym skarbem.
Śmieje się w taki sam sposób, jak ona. Ma śniadą skórę i czarne włosy.
Ale ciemnoniebieskie oczy ma po mnie.

Jednak jej są o wiele piękniejsze.

Opublikowano

Całkiem niedawno zabierałeś już nas w podobne klimaty. To konstatacja, nie zarzut. Właściwie niewiele mogę powiedzieć nowego; przygnębiające jak zawsze, napisane z wyczuciem i w dobrym tempie jak (prawie) zawsze, parę zdań i sformułowań ja bym widziała trochę inaczej - jak zawsze :) Jak na sobotni poranek, zafundowałeś mi refleksyjny początek weekendu :)
Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

Cieszę się, że udało mi się wywołać w Tobie zadumę :)
Jednak, muszę się poważnie zastanowić nad dalszym pisaniem w ten sposób, bo nie chcę nikogo przygnębiać ( choć, paradoksalnie to robię?:)), no i, zaczynam się chyba robić nudny zwyczajnie.

Dzięki za czytanie i komentarz :)
Pozdrówka -
M.

Opublikowano

Wiesz, zastanawiałem się nad tym niedawno i doszedłem do wniosku, że jeżeli mam być szczery wobec siebie, to tak - musiałbym dalej pozostać w tej swojej skrajności...
Chyba Szalom Asz powiedział kiedyś, że na ludzi spacerujących po moście nikt nie zwraca uwagi, a prawdziwe emocje powstają wtedy, gdy ten most się zawali wraz z ludźmi.

Muszę jeszcze pogadać z samym sobą.
:)

Opublikowano

Takie słowa od Mistrzyni Słowa... :)
Wypada mi zaprzestać czasochłonnych dialogów z samym sobą, zakasać rękawy, i - wziąść się do roboty :)
Dzięki serdeczne za czytanie i wnioski.
Pozdrówka :)
M.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Uczeń przerósł mistrza/mistrzynię
;))))))))))
najważniejsze to dać kopa (napęd) do działania, a więc daję
i pozdrawiam Mistrza Dialogów i Tekstów Erotycznych, co sprawia piszącym największą trudność - Tobie - nie. trening czyni mistrza!
nie ustawaj!
;P
  • 3 tygodnie później...
  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • przeplatanka   ptaki lecą skrzydłami wywijają o mój nos zahaczają kropkę stawiają życie udają   martwe na papierze litery rozkładają się parzą wzrokiem gonią mnie mijają   usychają jak atrament w środku lata zmęczony   kłuje biel na niebie soczystością winogron za późno zebranych
    • Od tłumacza: Copybook Headings - co z braku odpowiednika w Polskim przełożyłem jako "Kaligraficzne Wzory" - to przysłowia i maksymy drukowane na górze stron (headings) zeszytów (copybook) do nauki pisania, czy raczej kaligrafii, XIX-wiecznych brytyjskich uczniów. Biedacy mieli je wielokrotnie przepisywać na stronie poniżej, ćwicząc pismo i rozsądek jednocześnie. - Ależ to musiała być nuda - myślicie. O tym jest ten wiersz. I o wielu innych rzeczach. W wersie: Na pierwszych piaskowcach Feminianu obiecano nam Życie Obudzone, Feminian nie jest rzecz jasna prawdziwą epoką geologiczną, jak Kambr czy Karbon. Fuller Life dosłownie oznaczałoby pełniejsze życie, ale Margaret Fuller była pionierką feminizmu. Inne przypisy - pomocne w rozszyfrowaniu - można znaleźć na: 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      . Życzę przyjemnej lektury.     Przez wszystkie swoje wcielenia, przez wieków i ras odsłony, Ku chwale Bogów Targowiska biję stosowne pokłony. Zerkając przez palce pobożne, widzę jak kwitną i upadają, Zaś Bogowie Kaligraficznych Wzorów, sądzę, ich wszystkich przetrwają.   Żyliśmy na drzewach przy pierwszym spotkaniu. Kolejno nam pokazali, Że Woda z pewnością nas zmoczy, a Ogień z pewnością przypali: Lecz uznaliśmy, że brak im Polotu, Wizji i Błyskotliwości, Zostawiliśmy ich więc z Gorylami, by ruszyć w Marszu Ludzkości.   My szliśmy niesieni Duchem, oni swego kroku nie zmienili,  Wszak chmurą czy wiatrem, jak Bogowie Targowiska, nie byli, Lecz zawsze nasz postęp doganiali i wtedy słowo się rozchodziło,  Że plemię z lodowca starte zostało, albo w Rzymie coś światło zgasiło.   Z Nadziei, na których Świat stoi, kompletnie nic do nich nie dociera; Zaprzeczali, że księżyc jest z Goudy; w ogóle zaprzeczali, że z Sera; Zaprzeczali, że Babcia ma Wąsy, zaprzeczali, że Świnie Latają; Więc czciliśmy Bogów Targowiska, co te piękne rzeczy obiecają.   Gdy formowały się Kambryjskie linie, Oni pokój wiekuisty obiecali. Przysięgali koniec plemiennych wojen, gdybyśmy broń im oddali, Gdyśmy się rozbroili, sprzedali nas i wrogom rzucili związanych, A Bogowie Kaligraficznych Wzorów mówili -Trzymaj się Diabłów znanych.   Na pierwszych piaskowcach Feminianu obiecano nam Życie Obudzone (Zaczynasz kochając bliźniego swego, a kończysz kochając jego żonę); Aż nasze kobiety rozstały się z dziećmi, a mężczyźni z rozumem i wiarą, A Bogowie Kaligraficznych Wzorów mówili: - Śmierć jest za Grzechy Karą.   W epoce Karbonu obiecano nam, że każdy z nas się obłowi, Okradając wybranego Piotra, by wypłacić zbiorowemu Pawłowi; Lecz co nam po takich pieniądzach, gdy na rynku pustką zieje,  A Bogowie Kaligraficznych Wzorów mówili: - Kto nie pracuje, ten nie je.   Wtedy upadli Bogowie Targowiska, a ich złotouści prorocy zniknęli I otworzyła serca czereda wszystka i wierzyć prawdzie zaczęli, Że nie Wszystko Złoto, co się Świeci, a Dwa i Dwa daje Cztery- A Bogowie Kaligraficznych Wzorów dreptali, by znów objaśniać litery.   Tak jak będzie w przyszłości, tak było u zarania rodu ludzkiego. Cztery są tylko rzeczy pewne od początku Postępu Społecznego. Że pies do swych wymiocin wróci, a świnia babrać się błotem, A głupiec zabandażowany palec do ognia wsadzi z powrotem;   I, że gdy to się już dokona i nowy wspaniały świat nadejdzie, Kiedy ludziom będą płacić za bycie, a grzech bez kary się obejdzie, Jak Woda z pewnością nas zmoczy, a Ogień z pewnością przypali, Bogowie Kaligraficznych Wzorów pośród rzezi będą wracali!   I Rudyard (1919): As I pass through my incarnations in every age and race, I make my proper prostrations to the Gods of the Market Place. Peering through reverent fingers I watch them flourish and fall, And the Gods of the Copybook Headings, I notice, outlast them all.    We were living in trees when they met us. They showed us each in turn That Water would certainly wet us, as Fire would certainly burn: But we found them lacking in Uplift, Vision and Breadth of Mind, So we left them to teach the Gorillas while we followed the March of Mankind.    We moved as the Spirit listed. They never altered their pace, Being neither cloud nor wind-borne like the Gods of the Market Place, But they always caught up with our progress, and presently word would come That a tribe had been wiped off its icefield, or the lights had gone out in Rome.    With the Hopes that our World is built on they were utterly out of touch, They denied that the Moon was Stilton; they denied she was even Dutch; They denied that Wishes were Horses; they denied that a Pig had Wings; So we worshipped the Gods of the Market Who promised these beautiful things.    When the Cambrian measures were forming, They promised perpetual peace. They swore, if we gave them our weapons, that the wars of the tribes would cease. But when we disarmed They sold us and delivered us bound to our foe, And the Gods of the Copybook Headings said: "Stick to the Devil you know."     On the first Feminian Sandstones we were promised the Fuller Life (Which started by loving our neighbour and ended by loving his wife) Till our women had no more children and the men lost reason and faith, And the Gods of the Copybook Headings said: "The Wages of Sin is Death."   In the Carboniferous Epoch we were promised abundance for all,  By robbing selected Peter to pay for collective Paul;  But, though we had plenty of money, there was nothing our money could buy,  And the Gods of the Copybook Headings said: "If you don't work you die."   Then the Gods of the Market tumbled, and their smooth-tongued wizards withdrew, And the hearts of the meanest were humbled and began to believe it was true That All is not Gold that Glitters, and Two and Two make Four– And the Gods of the Copybook Headings limped up to explain it once more.    As it will be in the future, it was at the birth of Man There are only four things certain since Social Progress began.  That the Dog returns to his Vomit and the Sow returns to her Mire,  And the burnt Fool's bandaged finger goes wabbling back to the Fire;    And that after this is accomplished, and the brave new world begins When all men are paid for existing and no man must pay for his sins,  As surely as Water will wet us, as surely as Fire will burn,  The Gods of the Copybook Headings with terror and slaughter return!
    • @LessLove    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        przyszedł ! Niszczyciel dobrej zabawy

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      specjalista od mechanizmów obronnych rozumiem, że znasz mnie lepiej ( jako mój Brat ) ale chyba obowiązuje nas tajemnica, rodzinna? może jeszcze zdradzisz wszystkim w czym sypiam.? a sypiam z każdym!   dziękuję, pozdrawiam Braciszku   @Łukasz Wiesław Jasiński   można  sobie tańczyć o północy pozdrawiam i dziękuję! @Alicja_Wysocka   nie ! otwieram okno, odsłaniam rolety i tańczę! przed snem! Taka mała rewia Mam sąsiada, który mnie obserwuje ( przez lornetkę) dziękuję Alicjo ! Słońce dla Ciebie ( i nie wierz w to, co napisałam )!   @Konrad Koper   dziękuję Konrad ! Pozdrawiam Ciebie serdecznie
    • @LessLove dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...