Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
„…gdy wdarli się na te schody marmurowe,
Kołowały światła złoceń jak w lichtarzach,
Dygotały ściany płowe,
Stropy płowe,
I warczało echo kroków w korytarzach.

Stary świecie, oto przyszła noc zapłaty,
Gdzie się skryjesz przed wyklętym który powstał.
Robotnicza ciężka młotem dłoń
Z sierpem już się wdrąża w twoją skroń.

I zapłacisz

Za te noce dzieci nieprzespane,
Za te matki z swoim życiem przeoranym
Za tych ojców co dla dzieci nadstawiali skroń
Z młotem sierpem ich dosięgnie
Sprawiedliwa dłoń"*


* W. Szymborska 1953

sprawiedliwość wymierzają do dziś
na sztandarach brak sierpa brak młota
zaś najbardziej przeszkadza im krzyż
no i moher ta zwykła hołota

nieposłusznych wyrzucić na pysk
niechaj w mediach ton jeden rozbrzmiewa
jeszcze zdążyć zagarnąć swój zysk
nim miast ptaków uderzy grom z nieba

a dla wolnych narkotyk i sex
patriotyzm to faszyzm rzecz prosta
za robotą na Zachód idź precz
by wyklęty już nigdy nie powstał
  • Odpowiedzi 45
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


O tym samym, czyli o piesni "krew naszą długo leją katy..." pomyślałam czytając tytuł i faktycznie jest patriotycznie a Wisia przeszła samą siebie; nie poraz pierwszy.:) Pozdrawiam serdecznie:) E.K.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przypomniałem ten kawałek ponieważ historia kołem się toczy. Tylko nazewnictwo się zmienia i metody likwidacji przepraszam sprawiedliwości - bardziej wyrafinowane.
Pozdrawiam Jacek

Się toczy .. Ale to koło najwyraźniej lubi przystawać na dłużej w miejscach których nie znoszę.
Niech więc sie toczy jeśli tak musi być, ale nich przynajmniej zachowa równe tempo. Pozdrawiam.
Opublikowano

he!he!

a ja mam antologię wydaną w 1953 przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie pt.: "Hejnał poetycki" - a w nim taka oto perełka pani Wisławy:

"Młodzieży budującej Nową Hutę"

Kto dom budował w którym mieszkam?
Kto kładł swą pracę na fundament?
Ów murarz, zdun i szklarz i cieśla
minięci są przez ludzką pamięć.

Klasa z pamięcią złą - umiera.
Wierniejszą pamięć wybieramy:
sama jak książka sie otwiera
w miejscach najczęściej czytywanych.

Dziś dla was, przy was, od was, młodzi,
miasta zaczyna się się życiorys.
Pamięć imiona wasze co dzień
notuje słowem zdobnym w podziw,
notuje normy waszej poryw
i włącza w piekny plan obliczeń.
Bo to jest pamięć robotnicza
służąca klasie robotniczej.

----------------------------------prawda, jaki wdzięczny wierszyk? i wszystko na swoim miejscu, jak to w socrealiźmie, obowiązującemu i narzuconemu przez partię artystom stylu pisania: wymieniamy zawody ludu pracującego miast i wsi, piszemy nie w swoim ale w ich imieniu - więc nie ma obrzydliwego "ja", zawsze jest obezwładniające "my", no i oczywiście adresatem są młodzi...pytanie: bo jeszcze głupi?
ale niechby...
ale kiedy czytam tejże autorki "List Edwarda Dembowskiego Do Ojca", którego bohaterem jest "czerwony kasztelanic":

"Ścigają mnie
żandarmi trzech zaborów.
Kto im wskazuje ślad:
"tędy a tędy idźcie"?
Jest takich dość.
Znam okna takich dworów,
ten w oknach szept,
ten wzrok zmrużony chytrze..."

- to podziwiam konsekwencję lasnowania swojej wierności dla wytycznych dla artystów, gdzie obowiązkowo pan i pańska Polska z przeszłości musiała być pokazana z jak najgorszej strony, choćby przy pomocy prostackiego kłamstwa.
- pytanie, czy Szymborska wówczas czytała cokolwiek poza Marksem, czy znała Żeromskiego "Wierną rzekę"..."Popioły"?
- i dalej

"Wiersz o rewolucji bolszewickiej"
( ale ten fragment, który mój Szacowny Imiennik akurat tu pominął;)

.............................................................
.............................................................
Więc zapadaj się w topiel w głąb zwierciadła
jazdo moru, jazdo głodu, pańska jazdo
z każdą chwilą podobniejsza do widziadła
Kawalerio kapitału, na dno, na dno."

--------------------------------------------ciekawe, co też autorka zrobiła z kapitałem noblowskim (a skąd że by on się wziął bez kapitalistycznego pomnażania w bankach?);

- podarujmy sobie równie piękny wierszyk Szymborskiej pod tytułem "Lenin", bo ten panegiryk jest tego rodzaju, że od nadmiaru człowieczeństwa, przypisanego Wodzowi, wg. autorki "wieńczony będzie kwiatami z nieznanych dziś jeszcze planet";
- więc wyjaśniła się sprawa poszukiwania przez astronautów nowej Żiemi we wszechświecie...

ale na koniec:

"Wstępującemu do Partii"

Pytania brzmią ostro,
ale tak właśnie trzeba,
bo wybrałeś życie komunisty
i przyszłość czeka
twoich zwycięstw.

Jeśli jak kamień w wodzie
będzie twe czuwanie,
gdy oczy zamiast widzieć
będą tylko patrzeć,
gdy wrząca miłość
w chłodne zamieni się sprzyjanie,
jesli stopa przywyknie do drogi najgładszej.

Partia. Należeć do niej,
z nią działać, z nią marzyć
z nią w planach nieulękłych,
z nią w trosce bezsennej -
wierz mi, to najpiękniejsze,
co się może zdarzyć,
w czasie naszej młodości
- gwiazdy dwuramiennej.

----------------------------------dlaczego dwuramiennej? bo pewnie jedno ramię to Ty, a drugie, pomocne i wspierające - Partii....

- - ale do rzeczy:
Szymborska miała pecha urodzić się przed wojną (1923) i debiutowała w jakiejś pokracznej rzeczywistości, dla niej chyba nieogarniętej; a że spalała ją ambicja, potrzeba druku - jak to u młodej osoby, pisała tak, aby swoje marzenia spełnić; dlatego wstąpiła do partii w 1952, a więc krótko po słynnym szczecińskim zjeździe literatów (1949), na którym proklamowano socrealizm.
Była, jak to trafnie Michalkiewicz nazwał, pożytecznym głupcem....grzech młodości!


Ale, jeśli weźmiemy pod uwagę takie zbiory poetyckie jak:
Wołanie do Yeti (1957)
Wielka liczba (1976)
Ludzie na moście (1986)
Tutaj (2009)
- to daj nam Boże na portalu org/debiuty/ choćby małą cząstkę tej doskonałości artystycznej i imponującej konsekwencji myślowej, jaka promieniuje z tych wierszy - pięknych wierszy!

- cóż, pokrętne są ludzkie losy, ale norwidowska Przyszłość Korektorka i tak odsieje ziarno od plew i pozostawi dla innych inspirujący przykład wielkiej Sztuki, a Szymborska, niewątpliwie, tę tajemnicę Sztuki poetyckiej opanowała w sposób perfekcyjny.

J.S

Opublikowano

Drogie Jacki!
jak was lubię - tak nie cierpię politycznej hucpy, którą uprawiacie. Mieliśmy to szczęście, że wchodziliśmy w pełnoletniość po 68-ym, po Grudniu, a w trakcie Radomia i Ursusa. Można było się skręcić w "stabilną przyszłość", wystarczyło okazać siłę przebicia (przepicia?). Nie będę Was pytał coście wtedy pisali czy robili, choć nie jestem pewien, czy niejeden nie został kataryniarzem na czerwonym carpenterze...
Róbmy swoje - piszmy i zajmujmy się tu poezją - a 'swoje' paranoje zostawcie w swoich szufladkach. Świat nie jest westernem i - fakt - nie wszystkim trzeba się publicznie chwalić.
Pozdrawiam

Opublikowano

@dawniejbezet

Zgadzam się z Tobą w 100 procentach.

A swoją drogą ciekawe co byście powiedzieli jakbym tu dajmy na to napisał wiersz wychwalający Narodowy socializm, pogromy mniejszości narodowych itd.
Domniemam że bym dostał bana. Prawda ?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- jako jeden z Jacków wezwany do tablicy jestem autorem debiutanckiego "dziedzictwa kataryniarza" ( pisany w latach 1975-1980) a wydanego w 1981, tuż przed stanem wojennym - mojego pierwszego zbioru wierszy prezentujacego sytuację egzystencjalną w wyraźnym dystansie do obowiązującej ówcześnie poprawności politycznej, iż w socyaliźmie jest fajnie, wszyscy mają chleb i dach nad głową, a w ogóle żyją w raju....a w Twoim komentarzu bezecie jest dwuznaczna sugestia, która bardzo mi się nie podoba, bo jest insynuacją, podczas, gdy ja w swoim komentarzu do wiersza Suchowicza niczego nie insynuuję podając tylko gołe fakty w formie cytatów autorstwa samej noblistki...że była koniukturalistką w świetle faktów nie jesteś w stanie zaprzeczyć, natomiast ja protestuję przeciwko określeniu hucpą przypomnienie początków artystycznych Szymborskiej, bo to jest prawda - żadna hucpa!
Proszę wyjaśnić, na czym polegają nasze - Jacków - paranoje]? To odwołanie się do debiutu Szymborskiej? To historia, żadne paranoje. Tylko dokument.

J.S
Opublikowano

Ja nie nie rozumiem, o co naszemu szacownemu koledze, którego nawiasem mówiąc bardzo lubię, idzie.
Napisałem swoje trzy strofki w tzw błysku czytając w/w lekturę, chcąc zasygnalizować, że okres lat 50 i obecny mają jednak coś z sobą wspólnego i to wszystko.
Powoli mam dość pisania i o złamanym mieczu i łkającej pochwie (a tu prawie 90% o tym).
Cieszę się, że Sojan przypomniał więcej tekstów noblistki i cóż przypomnę stare powiedzenie: "potulne ciele dwie matki ssie". My Jacki jesteśmy może w jakiś sposób ułomni, że tak nie potrafimy.
A hucpę polityczną to dopiero ewentualnie możemy zrobić.
Bezecie pozwól, że Ciebie pozdrowię w imieniu swoim i Imiennika (mama nadzieję, że akceptuje) "naszym" powiedzeniem "mordo Ty nasza".
Dzięki wszystkim za komentarze
Zbite Jaja jest wolność słowa możesz pisać o wszystkim zgodnie z regulaminem.

Pozdrawiam Jacek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




owszem, można insyunuować, iż jest to donos na Szymborską - bo to się nazywa poprawnością polityczną (nie wypada mówić o głupotach osób na piedestale, a mnie się przpominają "Brązownicy" Boya) - a przecież, w świetle historii literatury - jest to tylko fakt, z inspiracji którego powstał wiersz Jacka Suchowicza;
cytat nie został wymyślony, pochodzi ze zbiorów autentycznego dorobku noblistki - niepokój autora bynajmniej nie jest "agitką" lecz gorzką konstatacją rzeczywistości;

J.S
Opublikowano
gdy oczy zamiast widzieć
będą tylko patrzeć


to gwiazdą zrobić idzie
i por w tym teatrze

to tyle, jeśli idzie o "błędy młodości" szanownej noblistki,
których nie uważam za zasadne usprawiedliwiać, kiedy za "niesocrealistyczną" twórczość odsiadywało się srogie wyroki.
A takie "reakcyjne paszkwile, ziejące sadystycznym jadem nienawiści do naszej partii" pisał m.in Janusz Szpotański, który ówczesnemu I sekretarzowi (bohater jego oratorium) W. Gomułce zawdzięcza niezapomniany przydomek "człowieka o moralności alfonsa".
Aż zazdrość bierze, prawda?
Przeczytałem Twój wiersz Jacku i przyznam, że niektóre rzeczy pasują jak ulał
- do każdej władzy, jaką mieliśmy szansę doświadczyć na własnej d, nie tylko do tej teraźniejszej.
Podobnie u Szpotańskiego, znajdzie się sporo odniesień, zapraszam. I pozdrawiam.

Janusz Szpotański Targowica czyli opera Gnoma (poświęcona obchodom milenijnym)
Akt I
Więźniowie czekają na amnestię, ale 22 lipca 1966 roku naczelnik oznajmia, że zamiast amnestii odbędzie się wykonanie poniższego utworu.

ORATORIUM "GNOM"
(wykonane przez więźniów pod batutą naczelnika więzienia)

To nie ranne wstają zorze,
jeno wstał gospodarz nasz,
ponad ziemię, ponad morze
rzuca blaski jasna twarz!
Uroczysty, promienisty,
pewnie nowe ma pomysły,
pewnie miał proroczy sen,
jak podwyżkę zrobić cen.

Jaki rześki, jaki świeży
wstał z pościeli dziś nasz wódz!
Do KC prędziutko bieży,
by rządzenia podjąć trud.
"Prędzej - klaszcze na Namiota -
bo mi myśl ucieknie złota.
Sekretarzu, prędzej pisz,
jak załatwić wyż i niż!"

I już niskie czoło marszczy,
by do pracy zmusić mózg.
Słychać odgłos sapki starczej,
słychać wody w głowie plusk.
Wtem genialny pomysł błyska:
"To śmiertelność jest zbyt niska.
Ach, od dawna tom już czuł!
Krzywa zgonów idzie w dół!

Kiedy wszystko rośnie wokół -
ludność, ceny i MO,
musi wzbudzać to niepokój,
że wciąż skarbca widać dno.
Teraz rzecz się prostą staje,
że zbyt wolno wymierają,
teraz mamy jasny cel:
więcej zgonów w PRL!

Hej, staruszku emerycie,
zbyt wesoły jest twój los!
Musisz sobie skrócić życie,
by ogólny podnieść wzrost.
PRL jest młodym krajem,
starość państwu nic nie daje,
ciebie nic nie czeka już,
więc czym prędzej kładź się wzdłuż!

A gdy znikną źli renciści -
sekretarzu, prędzej pisz -
to przedpole się oczyści
i my nań wpuścimy wyż.
Gdy wydajność jest do kitu,
wiek obniżę emerytów -
mniejszy będzie płacy koszt,
za to jaki zgonów wzrost!

Ale to jest, sekretarzu,
mego planu tylko pół,
bo zapewnić nieboszczykom
teraz trzeba minimum.
Gdy wśród żywych cię nie stanie,
w grobie dam ci wyrównanie,
lecz, że dziś jest drogi grób,
więc na raty wpierw go kup!

Zapamiętaj to, młodzieży,
że choć dziś ze śmierci kpisz,
wkrótce możesz w ziemi leżeć,
więc się do spółdzielni wpisz.
Na Powązkach i na Bródnie
jest o miejsce coraz trudniej,
chcesz pochować swoje ciało,
składaj forsę na PKO.

Lecz się na tym nie urywa,
sekretarzu, wielki plan:
gdy wystrzeli zgonów krzywa,
gdzież pochować tyle ciał?
Liczyć z tym na kwaterunek
kiepski byłby to rachunek.
Choćbyś zmniejszył normę stóp,
ciężko będzie wciąż o grób.

Lecz i na to ja mam radę,
bom jest mędrzec wielki przecie,
i od dziś budować każę
krematorium Tysiąclecia!
Choćbyś wielkie spalił ciało,
miejsca zajmie bardzo mało,
sekretarzu, szkoda słów,
jam najtęższa z polskich głów!"

I uśmiechnął się jak słońce
dobroczyńca nasz i wódz,
on, co troszczy się bez końca,
jak urządzić polski lud.
Wreszcie znalazł rozwiązanie
mądre, trafne oraz tanie:
choć nie będzie raju w kraju,
wkrótce wszyscy będziem w raju!

1966 Janusz Szpotański

Rozmowa w kartoflarni*

* - jak podała prasa polska w ogłoszonym z okazji 60. rocznicy urodzin życiorysie tow. Gomułki, podczas pobytu w więzieniu w Rawiczu przed wojną pracował on w więziennej kartoflarni wraz z pewnym poetą ukraińskim.

GNOM
Już my obrali ziemniaków korzec,
a może kwintal, można by orzec.

TARAS
W ojczyźnie mojej - na Ukrainie
zemla uprawoj prekrasnoj słynie,
bo tam kołchozy są i sowchozy,
tam się stosuje sztuczne nawozy.
Tu zacofane są tylko dwory,
tam - progresywne w polu traktory,
stąd też kartoszki u nas kak dynie:
Nie masz, jak życie na Ukrainie!

GNOM
Z tego, co mówisz, drogi Tarasie
konsekwencyje wyciągnąć da się.
Gdy tylko w Polsce obejmę władzę,
sztuczne nawozy zaraz wprowadzę,
gdzie grykę sieje wsteczny feudał,
tam nawozowe uczynię cuda,
wydajność upraw to nie są mrzonki!
Lecz wprzód mi powiedz, jak tam kiszonki.
Czy Ukraina także z nich słynie?

TARAS
Kiszonek mnoho na Ukrainie!
Bywa, że mija za dzionkiem dzionek,
a tam nic nie ma oprócz kiszonek,
bo choć wspaniała u nas uprawa,
na polach kiśnie zboże i trawa,
gdyż wróg klasowy wciąż spuszcza deszcze,
a my silosów nie mamy jeszcze.
Stąd z paszą kłopot. Radziecka władza
makuchy musi ciągle sprowadzać,
a na to nużne cenne dewizy,
stąd też w hodowli przejściowy kryzys.

GNOM
Ach, te makuchy! Ach, te makuchy!
Toż socjalizmu są wprost złe duchy!
Gdy tylko w Polsce obejmę władzę,
szereg surowych ustaw wprowadzę:
za krowobójstwo, za świniobicie
będę odbierał mienie i życie,
a za wydajność niską uprawy
sabotażystom wytoczę sprawy.
Przewidujący żem jest gospodarz,
widzę, że wzrośnie przestępców podaż
i trza budować będzie więzienia.
Radzieckie cenne są doświadczenia,
więc mi opowiedz, drogi Tarasie,
jak z więzieniami u was rzecz ma się.

TARAS
Ach, Wiesław miłyj, w ZSRRze
jest więzień tyle, że aż dziw bierze!
Gdzie dawniej były stepy, burzany,
dziś tysiąc łagrów pobudowanych.
Smotrisz wokoło, wot progres kakij -
zamiast kurhanów wszędzie baraki,
a w tych barakach żyźni swej goda
prawie połowa pędzi naroda.
I poprzez stepy pieśń rzewna płynie:
"Nie masz, jak życie na Ukrainie!"

GNOM
Piękny to obraz, drogi Tarasie!
Lecz on niestety na nic mi zda się,
do socjalizmu mam polską drogę
i naśladować was wprost nie mogę,
bo choć ogólnie wspólne są cele,
ja się w szczegółach różnić ośmielę.
Nie chcę budować w stepie baraków,
będę więzienia wznosił z pustaków.

TARAS
Toż prawicowe jest odchylenie!

GNOM
Zdania swojego za nic nie zmienię!

TARAS
Oj, Wiesław miłyj, a znasz ty Czeka?
Czeka z decyzją nigdy nie zwleka
i odkłonienie twe nacjonalne
następstwa będzie miało fatalne!

GNOM
Tylko mnie nie strasz, drogi Tarasie,
bo tych pogróżek nie boję ja się!
A co zaś tyczy się odchylenia,
to dogmatyczny masz punkt widzenia,
gdy ja - przeciwnie - mam gospodarski,
bo chcę popierać przemysł murarski,
a inwestycje łączyć z wsadzaniem.
To idealne jest rozwiązanie!
Zdania swojego przeto nie zmienię
i będę głosił nieustraszenie:
Do socjalizmu droga Polaków
poprzez więzienia wiedzie z pustaków!

TARAS
Wzgliady twe, Wiesław, cenię niezmiernie,
no sprzeciw może być w kominternie.
A choć tam często nie majut racji,
bardzo nie lubiat tam innowacji.

GNOM
Słuszności mojej to będzie miernik,
że zrobię w Polsce własny październik!
A przyznać musisz, drogi Tarasie,
na pol-Lenina nadaję ja się,
bo niezrównany ze mnie orator,
co kunszt wymowy na nowy pcha tor!
To mam z Leninem wspólnego jeszcze,
że moc problemów w swym mózgu mieszczę,
a równie dobrze jak na diamacie
znam się, jak uszyć należy gacie!
Gdy tylko w Polsce obejmę władzę,
wnet kult osoby własnej wprowadzę,
by czcić mnie mogli w kraju i w świecie,
bom niezrównany jest mędrzec przecie!
A kto nie będzie Gomułki kochał,
ten będzie w lochu jęczał i szlochał!

TARAS
Ach, Wiesław miłyj, kakże prekrasno
kreślisz przede mną swą przyszłość jasną!
Lecz pora rzucić cudne marzenia,
bo się naczelnik zbliża więzienia,
a trzeba jeszcze obrać ziemniaków...

NACZELNIK
(rozjuszony widokiem nie obranych ziemniaków)
Ach, wy, przeklęta paro próżniaków!
Zbyt wam się dobrze w więzieniu dzieje!
Ja was nauczę pracy, złodzieje!
(okłada Gnoma i Tarasa pięściami)

GNOM
(kuląc się pod ciosami)
Wszystko to zniosę, wszystko to strawię,
ale zdobędę władzę w Warszawie.

1968 Janusz Szpotański

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • "Historyjka grzeczności" Witam Panią, Pani Gieniu – rzecze Jasiu już od proga, w niskim Pani ukłonieniu i w chwaleniu Pana Boga. Znaną z gościnnej hojności, Pani Gienia Jasia wita, uśmiechnięta i z radością, czy nie głodny – w drzwiach już pyta. Jaś, całując w rękę Panią, w szlachetnym, zgiętym pokłonie, z elegancją patrząc na nią, wręcza jej piękne piwonie. – Ależ piękne! – krzyczy Gienia, Jasia w policzek całując, zarumieniona z wrażenia, w oczy Jasia się wpatrując. Jasiu, dumny z adoracji, rzecze z drżącym głosem w krtani: – Zostać mogę do kolacji, jeśli mnie tu zechcesz, Pani? Gienia wzrokiem opuszczonym mówi w dumie kobiecości: – Czuj się gościem zaproszonym w mojej skromnej posiadłości. Nie będąc impertynentem, przyjmuję Twoją gościnę – odpowiada Jaś z akcentem, uniżoną robiąc minę. Gienia z uśmieszkiem nęcącym do stołu go zaprosiła, niewiasty wzrokiem płonącym głęboko się pochyliła. Jasiowi oczy wypadły, poniesione tym widokiem, w środek jej dekoltu wpadły przekrwionym żyłkami wzrokiem. Pani Gienia to widziała i w panieńskiej kokieterii umyślnie prowokowała w zamierzonej swej pruderii. Mruknął Jasiu samczą mocą, dając tym do zrozumienia, że pomruczeć mógłby nocą, gdy dostanie przyzwolenia. Bez słów Gienia zrozumiała pomruki Jasia zalotne i szybko odpowiedziała, puszczając mu oczko psotne. W Jasiu krew się zgotowała, budząc instynktu instrument, wulkanicznie napełniała jego męskości postument. Zaczerwienił się po twarzy, oddech odebrał mu mowę, o Gieni w łożu zamarzył, nie prosząc o to jej słowem. W jego oczach to widziała, myślą waląc wszelkie płoty, w udach już się rozjeżdżała w zgodzie na jego ochoty. Odchodząc w szczęścia nadmiarze szykować wieczerzy jadło, dziękując za bieg wydarzeń – szczęścia, które na nią spadło. Jasiu szuka komplementów, w głowie pustka, słów brakuje, jakich użyć argumentów? Boi się, że coś zepsuje. Nie chce spłoszyć kochaneczki, w ciszy myśli przegrzebuje i zaczyna z innej beczki: – Pogoda dziś dopisuje! Gienia bez reszty zdziwiona: – Byłam jemu taka rada, czułam się już uwiedzioną, a on o pogodzie gada! Może nie podobam mu się? Możem w seksapilu marna? Może pomyliłam tu się, że byłam nazbyt figlarna! Dla zmiany nastroju tego, pyta Jasia o wieczerzę: czy chce coś upieczonego, czy coś innego wybierze. Jaś z pytania ucieszony, odpowiada: – Wszystko jadam, będę dwukroć zaszczycony, w Pani ręce się pokładam. Myśli Gienia: – Miłam jemu, dobrze, że jest wszystkożerca, nakarmię go po staremu: „przez żołądek aż do serca”. W kuchniowanie więc się wdała, nucąc przy garach namiętnie, seksownie przytańcowała, tak dla Jasia najponętniej. – Pięknie tańcząc, podrygujesz – słodko Jasio ją zachwala. – Wszystko we mnie się gotuje, ci wyznać sobie pozwalam. Gieni mokro się zrobiło, pod fartuszkiem się zagrzała, bo od pieca żarem biło i z gorącem się zmagała. Kiedy już za stół zasiedli, oczu z siebie nie spuszczali, prawie niczego nie zjedli, wzrokiem siebie pożerali. Chleb na myśli u głodnego, jadło na bok odstawione, chcieliby czegoś innego, w pożądaniach wymarzone. Jedno czeka na drugiego, najwstydliwsze pierwsze kroki, dalej to już nic trudnego – kto złamie wstydu amoki? Czy to Gienia się ośmieli, czy to Jaś zacznie ją pieścić? Oboje o tym wiedzieli, że muszą to jakoś streścić. Siedzą na wprost, patrząc w siebie, temat jakoś się nie klei, z myślami o wspólnym niebie, w ciemnej zawstydzenia kniei. Wtem Gienia na pomysł wpada, do Jasia rzecze z czułością: – Deser z drinkiem się nakłada po kolacji kolejnością. Przeszli do kanapy z ławą, przy butelce zasiadając, brzdękli się lampkami żwawo, w oczy sobie spoglądając. Jak tu zacząć? – Jasiu duma. – A jak mnie odepchnie Gienia? Może ona nic nie kuma? Może to moje złudzenia? Gienia w myślach popatruje: „Może ja go nie pociągam? Może źle się zachowuję, że rąk do mnie nie wyciąga?”. Po kilku lampeczkach może się na krok pierwszy odważy? Alkohol mu w tym pomoże? Gienia skrycie sobie marzy. Czuła się już rozpalona, trzecią lampkę wypróżniła, coraz bardziej podniecona, Jasia za rękaw chwyciła. Jasiu z lekka zaskoczony, faworyzmu poczuł nutę, lekkim szeptem przytłumionym zaczął swoją bałamutę. – Jaśnie Pani, moja miła, radym ja Ci się przymilić, serce moje Tyś owiła, dasz się Pani uszczęśliwić? Gienia pofrunęła w nieba, anielskich skrzydeł dostała. „Niech mnie bierze, tak jak trzeba!” – nic nie mówiąc, pomyślała. Widzi Jasiu, że już prawie, więc czwartego proponuje, polewając Gieni żwawiej, w oczy lubej się wpatruje. Gienia za kieliszek łapie, jednym haustem go wypija, już nie może, ledwo sapie, wić zaczyna się jak żmija. Jasiu widzi, że już pora, w ust zbliżenie bardzo blisko, poczuł swojego fawora, śliniącego legowisko. Pani rozpływa się w oczach, nogi ściska, kręci, łamie, na ud wewnętrznych swych zboczach czuje mokre przepływanie. Do ataku Jaś przystąpił, kładąc dłoń na Gieni dłoni, lew Atlasu w niego wstąpił! Pot spływał po jego skroni. Gienia dłoń Jasia złapała, wbija mu paznokcie w skórę, ledwie biedna oddychała nagłym wezwaniem w naturę. Jasiu, zęby zaciskając, ku niewieście wiedzie głowę, usta lekko rozchylając, zbliżył się już o połowę. Czuła zapach jego ciała, testosteron tej lwiej mocy, w półomdlona pomyślała: „Oj, nie będę spać tej nocy”. Jasiu zbliżał się powoli, Gienia oczęta zamknęła, chciała być w jego niewoli, głęboki oddech już wzięła. Oddech samicy w ochocie, już bez wstydu, bez oporów, gotową już wejść po krocie w najsprośniejszych szczyt amorów. Jasia robi to zachłannym, męskość go dołem rozpiera, całkiem zbliżony do panny, ciałem na Gienię napiera. Obie głowy opuszczone, na siebie nie popatrują, całą akcją zawstydzone, pocałować się krępują. W końcu łapie Jaś dziewczynę dwoma rękoma za głowę, miał już ją polecieć w ślinę, gdy usłyszał czyjąś mowę. Odwraca się więc raptownie i dostrzega ludzi w progu, całkowicie niefortunnie weszli na wstępie prologu. Znaną z gościnnej hojności, Gienia drzwi nie zamykała, charakteru otwartością wszystkich gości przyjmowała. Siedem godzin zalecania przeszło w taką niewygodę! Tuż przed aktem przytulania przepadło jak kamień w wodę. Goście w moment zrozumieli, że wtargnęli bez pukania, szybko nogi za pas wzięli, wycofując się z mieszkania. Zalotności powracały, lecz opadło już napięcie, Gienię chęci opuszczały, a Jasia męskości wzięcie. Jej wysychać zaczynało, coraz chłodniej się robiło, w Jasiu męskością malało, nie za bardzo było miło. Ale pierwsze kroki poszły, nie wrócą już w ich początki, impulsy do mózgów doszły, więc miną grzeczności wątki. Gienia wstała, drzwi zamknęła, ewidentnie się spieszyła, wracając, sukienkę zdjęła, goła biegnąc powróciła. Skończyła na Jasia Gienia, złapał w locie Jaś dziewuchę i doszło do ukojenia, jeszcze w mokre, bo nie suche. Może goście przeszkodzili w grzecznościach podejść tym dwojgu, a może je ukrócili, dając śmiałość im obojgu. -Leszek Piotr Laskowski
    • @iwonaroma Miała być fraszka, a nie tren do Iwony.
    • @UtratabezStraty Sam przyznajesz że istnieje taka pokusa. Tytuł padł jako prawdziwe zdanie wypowiedziane między mężczyzną a kobietą która chciała się z tym mężczyzną przyjaźnić ale cała jej kobiecość doprowadzała do kokieterii która utrudnia przyjaźń. Będę być może eksportować ten temat, możesz też go ukraść.    Dziękuję za analizę, w poezji odpowiedzi są krótsze, proza ma wiele pytań. Pozdrawiam
    • @Nata_Kruk gdyby można... ok,będzie dobrze.  dziękuję za ogrom włożonej pracy... Pozdrawiam serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Berenika97
    • @UtratabezStraty każdy jest inny i każdy rozumie i odbiera poezję na swój sposób. Nie wiem czy to jest trudność, ujęłabym to jako różnorodność. Czytelnik nie musi zgadywać co autor ma na myśli - choć tego uczyli nas w szkole. Czytelnik po prostu czyta i przeżywa po swojemu. W każdym razie ja jestem takim czytelnikiem. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...