Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

piąta czternaście
ma to w sobie
że noc jeszcze w pełni
ale tylko zimą

dobra pora na śnieg
księżyc pochylony
subtelną pierzynę
z kawy cappuccino

niemo wiszą nad drogą
uliczne latarnie
płatkami niebios
dotykane

cicho skrybię ołówkiem
pierwsze w tym sezonie
miotłą po chodniku
wierszowanie



Wolin 30 XI 2010

Opublikowano

jaki piękny skoroświt, Cezar.
pierwsza, druga - miodzio
trzecia, czwarta... a co tam! miodzio z pianką!

(słuchasz Trójki o tak nieludzkiej porze? bo mi jakoś zagrało?)
już jakiś czas tak bardzo jak ten ;))
bardzo.
:)
;)

Opublikowano

Ja tam raczej z gatunku sowiego, ale o 03:00 świat zimą wygląda podobnie. Bardzo fajny klimat, taki wiersz o "Zenku", ale jakże odmiennie zaprezentowanym ;) Dobrze się przez niego (wiersz, znaczy się ;), płynie.
Też mi troszkę przeszkadza rzeczona "kawa" (może "z mgiełki" albo "z puchu", albo "z ciepła"?). No i "płatki niebios" bym podmieniła. Taa, wiem, ale po babsku zamieniłabym na "skrzącą poduszką otulane" lub coś tam Twojego. Przepraszam za zbyt głębokie nosa wścibianie, bo to nie W, ale to tylko z troski. Pozdrawiam ciepło :)

Opublikowano

Cezary, bardzo mi się podoba. Utrwalony fajny moment, lekko się czyta. Z resztą mojego komentarza podpinam się pod Annę Myszkin. Ja też jestem późnowstawacz, że tak powiem "nocny Marek" i to, co Twój peel widuje wstając, ja widzę często na krótko przed położeniem się spać. Kawę wymieniłbym zdecydowanie. Anna dała już kilka propozycji.
Pozdrawiam. J.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


puch i mgiełka odpada bo już jest pierzyna - i to taka przeskocznia bo generalnie chodzi o pierzynę śniegu ... skomplikowane ;-) - wiem ... Ciepło apoetyckie ... inne też odpadają bo następuje przyśpieszenie wiersza , poza tym pojedyncze płatki nie mogą być poduszką .
Przekłamałbym zaobserwowaną sytuację . Ale zawszem skory do uwag ;-)
Opublikowano

Zapowiada się nieszablonowo, stąd trzecia zwrotka trochę mnie rozczarowała.
Nie wiem też, co robi księżyc pochylony z pierzyną, lub raczej co robi pierzynie. Szkoda, bo pierzyna z kawy jak i reszta wiersza nader intrygująca.

Sztacheta

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


księżyc ? - pierzy po niebie :-) Pochylony bo w kształcie rogala - fajnie było widać stąd dobra pora
między innymi na " księżyc pochylony " .
Tyś mi drzazgą w ten wiersz ? ;-)

Przepraszam, wygłupiłam się, no gdzie miałam oczy! Z tym księżycem... - proszę, rzućmy w niepamięć.
Jednak tym bardziej teraz ta trzecia najsłabsza, bo takie płatki niebios... to może coś innego tych niebios?

Sztacheta
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


puch i mgiełka odpada bo już jest pierzyna - i to taka przeskocznia bo generalnie chodzi o pierzynę śniegu ... skomplikowane ;-) - wiem ... Ciepło apoetyckie ... inne też odpadają bo następuje przyśpieszenie wiersza , poza tym pojedyncze płatki nie mogą być poduszką .
Przekłamałbym zaobserwowaną sytuację . Ale zawszem skory do uwag ;-)

Ok, ok, już się nie wcinam - za płytko, widać, ropatrzyłam rzecz, a i kawę innym rzeczownikiem niełatwo zastąpić ;(

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...