Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 60
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



popięram Rzondanie!
- a nase Rzondanie to konieczność chistoryczna, bo to demokratczne hcenie, wienkszości, a kópa to Siła a siła to Prawda;
hej! ahoooj!
jeah! :))
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Agatko, dla Francuzów francuskim Araratem, nawyższym miejscem chroniącym przed potopem będzie Mont Blanc, dla Polaków - Rysy; gdybym napisał z małej "rysy" to nie byłaby góra tylko jakieś zadrapania na jakiejś powierzchni, a ja odnoszę wiersz do konkretnej rzeczywistości, wspólnej dla Ciebie i mnie - tegorocznej powodzi trapiącej kraj, więc przywołanie biblijnego Araratu ma tu swoje uzasadnienie, nie jest przypadkowe;
pozdrawiam;
J.S
Opublikowano

Poeta to też archeolog, tylko "kopiący" we współczesności/ chwili - ona nigdy nie zaczyna się dzisiaj :) Archeolog klasyczny zaczyna od permu, by wyobrazić sobie oczy kobiety, poeta zagląda w owe oczy i widzi perm - myślowo spotykają się gdzieś pośrodku :)
Zacny wiersz.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



popięram Rzondanie!
- a nase Rzondanie to konieczność chistoryczna, bo to demokratczne hcenie, wienkszości, a kópa to Siła a siła to Prawda;
hej! ahoooj!
jeah! :))
J.S
akurat idea demokracji średnio do mnie przemawia, ale jak to mówią - lepszej nikt nie znalazł;)
Opublikowano
chwila

kalendarz mówi
dziś są imieniny
Anzelma i Zelmiry
co za niezwykła chwila
- krotochwilna strofka rodem z prostej wierszowanej bajeczki

dzisiaj
cokolwiek to znaczy dla archeologa
-- refleksja na poziomie szkolnym
szedłem przez Kraków
względność ruchu wobec Alfa Centaury
kwestionuje fakt przemieszczania się gdziekolwiek
a miasto pominięte w Biblii
znika jak Niniwa

otwarte na oścież niebieskie upusty
kierują myśl na Rysy
polski Ararat
---- łopatoliogicznie podana myśl. niegodna poety.


a jednak jestem
(cokolwiek to znaczy dla archeologa)
----- cha! o archeologię się poeta znów potyka.
bo choć nie zostawię malowanej willi
zasypanej popiołem wulkanu czy wojen
ujrzałem w oczach kobiety
potwierdzenie wędrówki
która trwa dłużej niż perm i czwartorzęd

czy zrozumie archeolog
dlaczego szukam poety

jak Homer Troję
ocali Kraków
--------------- znów łopatologia godna ściągawki a nie wiersza.
oczy tej kobiety
większe niż świat
i moje
wątpliwe istnienie


są fragmenty godne uwagi, o ruchu w czasoprzestrzeni oraz zaniku wręcz do niebytu, do czasu, gdy powtarzalność powraca - w drugiej strofie, oczywiście oczy kobiety większe niż świat i sam ciąg myślowy w wierszu, ale wykonanie niestety pół na pół. i oczywiście można ten fakt pominąć i skupić się na pajacowaniu mojej uwagi, marginalnej zresztą, o pisowni wielkich liter. autorowi łatwo przyczepić się do jednego z punktów i nie widzieć innych. łatwo też takim postaciom jak fisia i Olesia, które małpują i słyną z przeszkadzajstwa niegodnego istoty ludzkiej, kpić sobie i drwić. potem szepnąć autorowi pochlebną opinię w ramach nagrody za brak reakcji. autor łasy na podjęcie tematu wiersza.
fajnie się pajacuje i kpi z moich słów serią dysortografi, choć nie ma ona nic współnego z pisownią wielkich liter. no tak. na poziomie przedszkola. chociaż nie, moje dziecko nawet w tym wieku zachowywało się godniej.
/b
Opublikowano

... a może te wszystkie kłótnie niczemu i nikomu potrzebne podciągnąć pod pojęcie "licentia poetica"?

Idąc tym tokiem myślenia, równie dobrze można kwestionować fakt, że odkrycie koła nie było odkryciem gdyż okrągłe są dynia, jabłko i wiśnia ... a jednak!
Lecz magia słowa tkwi chyba w słowach najprostszych :)

:))))

Najprościej i najpiękniej skomentował wiersz H. Lecter :)

Opublikowano

tak, Matyldo, tylko nic tam o formie. zauważ.
zresztą, dziś serii metafor dopełniaczowych Herberta tu na orgu większość by nie przebolała, gdyby nie autorytet autora. czasem wydaje mi się, że ta jego skłonność brała się z niechęci do przegadania tematu. stosował metodę siły dookreślenia. być może nie mam racji i po jakimś czasie uznam, że ten wiersz tak właśnie miał wyglądać w swojej kostropatej gdzieniegdzie formie :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


szanowna u2
że świat nie wygląda wg u2, wcale nie oznacza 'tym gorzej dla świata',
na moje zezowate oko, jesteś zakutana w gorsecik rodem z minionej epoki (socjalistyczny real ;),
niby można sierpem i młotem (albo kilofem) przekonywać do swoich racji, ale w praktyce to jest wykonalne ino na własnym folwarku i na prywatnych niewolnikach,
a załóż sobie kobito własną 'orgię' i rozstawiaj gmin po kątach według swoich zasad,
tutaj ci się nie uda ;)

Sojana rozczytuję od kilku lat, może nie popadam w ekstazę przy każdym jego tekście, ale lubię podążać śladem rozstawionych przez niego intelektualno-poetyckich 'pułapek' ;),
czasem pokuszę się o skrótowo-myślowy komentarz, który Jacek 'chwyta',
ty - nie, bo jesteś za cienka w uszach i na dodatek w gorseciku ;)

ps. Apropos - Oleśka, jak leci? kiedy dzieci? ;)
:)

pps. będę się małpować do woli, w granicach anielskiej tolerancji ;)


ppps. Jacku, sory za spam :(
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


szanowna u2
że świat nie wygląda wg u2, wcale nie oznacza 'tym gorzej dla świata',
na moje zezowate oko, jesteś zakutana w gorsecik rodem z minionej epoki (socjalistyczny real ;),
niby można sierpem i młotem (albo kilofem) przekonywać do swoich racji, ale w praktyce to jest wykonalne ino na własnym folwarku i na prywatnych niewolnikach,
a załóż sobie kobito własną 'orgię' i rozstawiaj gmin po kątach według swoich zasad,
tutaj ci się nie uda ;)

Sojana rozczytuję od kilku lat, może nie popadam w ekstazę przy każdym jego tekście, ale lubię podążać śladem rozstawionych przez niego intelektualno-poetyckich 'pułapek' ;),
czasem pokuszę się o skrótowo-myślowy komentarz, który Jacek 'chwyta',
ty - nie, bo jesteś za cienka w uszach i na dodatek w gorseciku ;)

ps. Apropos - Oleśka, jak leci? kiedy dzieci? ;)
:)

pps. będę się małpować do woli, w granicach anielskiej tolerancji ;)


ppps. Jacku, sory za spam :(
:)
fisiuniu podpisuję się pod tem obiema ręcami!

widzisz Bea, my się tu znamy od lat (również w realu, bo internet to nie wsjo!) i czytamy, i choć nie zawsze nam się wszystko podoba, potrafimy się zawsze dogadać - na luzie, a nie wszyscy to potrafią;) różne sposoby patrzenia na świat nie przeszkadzają, żeby ze sobą rozmawiać, a nie na siebie warczeć;)

ps. Fiśka - dzieci jeszcze niet, ale latam za białą sukienką, bo się zbliża zakajdankowanie;);p

pps. Bea, moja babcia jest pewnie sporo starsza od Ciebie, a potrafi mocniej wyluzować i nie spinać wiadomo czego;) a moje dzieci w przedszkolu będą się bawić - to nie czas na musztrę;)

pozdrowienia dla/od futurystów
i dla klasyka Jacka:*
Opublikowano

i jeszcze jedno - dziwni mnie, że nowi użytkownicy chcą przekabacić orgię na swoją modłę

i jeszcze ta nasza sława, Fiśka, legenda... ona nas przerosła... :D
niektórzy nie poradziliby sobie emocjonalnie w tym miejscu 5-6 lat temu, no, ale wtedy ludzie nie straszyli się sądami i mieli jaja

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


szanowna u2
że świat nie wygląda wg u2, wcale nie oznacza 'tym gorzej dla świata',
na moje zezowate oko, jesteś zakutana w gorsecik rodem z minionej epoki (socjalistyczny real ;),
niby można sierpem i młotem (albo kilofem) przekonywać do swoich racji, ale w praktyce to jest wykonalne ino na własnym folwarku i na prywatnych niewolnikach,
a załóż sobie kobito własną 'orgię' i rozstawiaj gmin po kątach według swoich zasad,
tutaj ci się nie uda ;)

Sojana rozczytuję od kilku lat, może nie popadam w ekstazę przy każdym jego tekście, ale lubię podążać śladem rozstawionych przez niego intelektualno-poetyckich 'pułapek' ;),
czasem pokuszę się o skrótowo-myślowy komentarz, który Jacek 'chwyta',
ty - nie, bo jesteś za cienka w uszach i na dodatek w gorseciku ;)

ps. Apropos - Oleśka, jak leci? kiedy dzieci? ;)
:)

pps. będę się małpować do woli, w granicach anielskiej tolerancji ;)


ppps. Jacku, sory za spam :(
:)
fisiuniu podpisuję się pod tem obiema ręcami!

widzisz Bea, my się tu znamy od lat (również w realu, bo internet to nie wsjo!) i czytamy, i choć nie zawsze nam się wszystko podoba, potrafimy się zawsze dogadać - na luzie, a nie wszyscy to potrafią;) różne sposoby patrzenia na świat nie przeszkadzają, żeby ze sobą rozmawiać, a nie na siebie warczeć;)

ps. Fiśka - dzieci jeszcze niet, ale latam za białą sukienką, bo się zbliża zakajdankowanie;);p

pps. Bea, moja babcia jest pewnie sporo starsza od Ciebie, a potrafi mocniej wyluzować i nie spinać wiadomo czego;) a moje dzieci w przedszkolu będą się bawić - to nie czas na musztrę;)

pozdrowienia dla/od futurystów
i dla klasyka Jacka:*

owszem, rozumiem. ja gorset - wy luzik. tylko skąd wytrzasnęłyście zakajdankowanie i ten czerwony gorset socjalizmu? to mi pachnie waszymi jakimiś naleciałościami, bo z pewnością nie moimi. i kto powiedział, że atakuję Jacka Sojana? mówię o tekście wiersza, nic więcej. lubienie/nielubienie nie ma tu nic do rzeczy. nadal uważam, że wiersz posiada wiele potknięć a ta wyartykułowana na koniec rola poety, to już normalna zasmażka. wiersz relatywnie zaledwie dobry. a myśl - bywają lotniejsze. i to moje zdanie, nikomu go nie narzucam.

tymczasem
/b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


fisiuniu podpisuję się pod tem obiema ręcami!

widzisz Bea, my się tu znamy od lat (również w realu, bo internet to nie wsjo!) i czytamy, i choć nie zawsze nam się wszystko podoba, potrafimy się zawsze dogadać - na luzie, a nie wszyscy to potrafią;) różne sposoby patrzenia na świat nie przeszkadzają, żeby ze sobą rozmawiać, a nie na siebie warczeć;)

ps. Fiśka - dzieci jeszcze niet, ale latam za białą sukienką, bo się zbliża zakajdankowanie;);p

pps. Bea, moja babcia jest pewnie sporo starsza od Ciebie, a potrafi mocniej wyluzować i nie spinać wiadomo czego;) a moje dzieci w przedszkolu będą się bawić - to nie czas na musztrę;)

pozdrowienia dla/od futurystów
i dla klasyka Jacka:*

owszem, rozumiem. ja gorset - wy luzik. tylko skąd wytrzasnęłyście zakajdankowanie i ten czerwony gorset socjalizmu? to mi pachnie waszymi jakimiś naleciałościami, bo z pewnością nie moimi. i kto powiedział, że atakuję Jacka Sojana? mówię o tekście wiersza, nic więcej. lubienie/nielubienie nie ma tu nic do rzeczy. nadal uważam, że wiersz posiada wiele potknięć a ta wyartykułowana na koniec rola poety, to już normalna zasmażka. wiersz relatywnie zaledwie dobry. a myśl - bywają lotniejsze. i to moje zdanie, nikomu go nie narzucam.

tymczasem
/b
ale my nie dyskutujemy o wierszu:) (sorry Jacek) może się Pani podobać lub nie, nam nic do tego, nie ingerujemy w gusta. chyba jasno wyartykułowałyśmy - Fisia przynajmniej - że czytamy, ale nie zawsze się zachwycamy.

dyskutujemy z Pani postawą, która jest, hmmm... trochę sztywna;) więcej luzu, to internet, nie szkoła;) nie wszystko trzeba brać na poważnie i strzelać focha. pasowałoby trochę wyjść z formy, a nie upupiać wszystkich, którzy zachowują się 'nie tak jak trzeba'.

a zakajdankowanie to zupełnie inna bajka;) o białym koniu;) przeca to nie było o Pani.
a gorset skąd? może stąd, że czasem Pani powietrza brakuje?

ps. no właśnie, kto powiedział, że Pani atakuje Sojana?

chilll
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



owszem, rozumiem. ja gorset - wy luzik. tylko skąd wytrzasnęłyście zakajdankowanie i ten czerwony gorset socjalizmu? to mi pachnie waszymi jakimiś naleciałościami, bo z pewnością nie moimi. i kto powiedział, że atakuję Jacka Sojana? mówię o tekście wiersza, nic więcej. lubienie/nielubienie nie ma tu nic do rzeczy. nadal uważam, że wiersz posiada wiele potknięć a ta wyartykułowana na koniec rola poety, to już normalna zasmażka. wiersz relatywnie zaledwie dobry. a myśl - bywają lotniejsze. i to moje zdanie, nikomu go nie narzucam.

tymczasem
/b
ale my nie dyskutujemy o wierszu:) (sorry Jacek) może się Pani podobać lub nie, nam nic do tego, nie ingerujemy w gusta. chyba jasno wyartykułowałyśmy - Fisia przynajmniej - że czytamy, ale nie zawsze się zachwycamy.

dyskutujemy z Pani postawą, która jest, hmmm... trochę sztywna;) więcej luzu, to internet, nie szkoła;) nie wszystko trzeba brać na poważnie i strzelać focha. pasowałoby trochę wyjść z formy, a nie upupiać wszystkich, którzy zachowują się 'nie tak jak trzeba'.

a zakajdankowanie to zupełnie inna bajka;) o białym koniu;) przeca to nie było o Pani.
a gorset skąd? może stąd, że czasem Pani powietrza brakuje?

ps. no właśnie, kto powiedział, że Pani atakuje Sojana?

chilll

to w końcu wolno, czy nie, wyrażać własne zdanie??
bo się pogubiłam w tych fiszbinach ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ale my nie dyskutujemy o wierszu:) (sorry Jacek) może się Pani podobać lub nie, nam nic do tego, nie ingerujemy w gusta. chyba jasno wyartykułowałyśmy - Fisia przynajmniej - że czytamy, ale nie zawsze się zachwycamy.

dyskutujemy z Pani postawą, która jest, hmmm... trochę sztywna;) więcej luzu, to internet, nie szkoła;) nie wszystko trzeba brać na poważnie i strzelać focha. pasowałoby trochę wyjść z formy, a nie upupiać wszystkich, którzy zachowują się 'nie tak jak trzeba'.

a zakajdankowanie to zupełnie inna bajka;) o białym koniu;) przeca to nie było o Pani.
a gorset skąd? może stąd, że czasem Pani powietrza brakuje?

ps. no właśnie, kto powiedział, że Pani atakuje Sojana?

chilll

to w końcu wolno, czy nie, wyrażać własne zdanie??
bo się pogubiłam w tych fiszbinach ;)
a czy ktokolwiek zabrania?
Opublikowano

Bea.2u.;
- przeczytałem uważnie wszystkie Twoje zastrzeżenia;
wypadałoby się do nich odnieść, zatem:

- wstęp, owszem, nieco krotochwilny (ale ja od samego początku walczyłem z postawą uroczystego durnia w poezji polskiej i staram się być tu konsekwentny);
- ale, nie tylko z tego powodu podałem dzień imienin niemal wcale nie mających pokrycia w polskiej rzeczywistości dotyczących patronów jakich sobie wybieramy dla naszych pociech - skoro wiersz nosi tytuł jaki nosi, musiałem zaznaczyć ten element który uchodzi świadomości archeologów, a mający znaczący wpływ na żywych, niemożliwy do rozpatrzenia z punktu nauki zwanej archeologią....
co do łopatologii - mam wrażenie naciągania tezy do wniosku, zgodnie z klasyfikacją Kanta, który rozróżnia zło na złośliwe ( sporadyczne i dokuczliwe czynienie rzeczy niemiłych bliżniemu) od zła diabolicznego (czynienia zła dla samego zła i czerpania z tego przyjemności);
dla mnie łopata to bardzo szlachetne narzędzie, zarówno w tworzeniu rzeczywistości jak i w pożegnaniu jej w sensie personalnym;
- mało obiektywizmu, rzeczowego w zarzutach - uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję, zatem proponuję dyskusję artystyczną, w wierszach i na wiersze; bo proszę wyjaśnić mi pojęcie "łopatologiczne" w odniesieniu do zaznaczonych wersów - u mnie nic przypadkowego, więc skoro coś akcentuję, ma to jakieś (według autora) znaczenie;
- trudno mi zrozumieć te wszystkie personalne ataki - bo jednak powtarzające się ataki na wiersz wybranych osób są wskazówką, że nie dotyczy to tylko wiersza lecz także autora;\
pozdrawiam
i życzę dystansu - do siebie i do czytanych utworów;
i przyjmuję do wiadomości - generalnie moja twórczość działa na panią negatywnie i jej Pani nie trawi...zdarza się;
sam też tak mam....
J.S

Opublikowano

f.isia.;
- dyskusje służące z założenia prezentacji swoich uprzedzeń nigdy nie prowadzą do rzeczowego konsensusu - każdy argument jest dobry byle kopnąć adresata; to było jest i będzie u osób z kompleksami; muszą sobie zrekompensować szukając "na siłę" wad u innych, czy też w ich "dziełach" - przecież to oczywiste;
ja nie uważam własnych utworów ani za doskonałe ani za skończone - ale liczę na dobrą wolę czytelnika, że zechce wziąć moje przesłanie za własne a przy okazji zwróci uwagę na ewentualne potknięcia i zaproponuje korekty, które uczynią utwór lepszym...
potrafię współpracować z czytelnikiem (wydaje mi się) i bardzo często ulegam ich sugestii, poprawiając tekst z pełną wdzięcznością – bo obiektywizmu czytelnika nie można zlekceważyć, co często ma niestety miejsce na orgu, gdy sam komentuję nieudane twory wskazując albo na absurd sformułowań albo niezręczność formuł... tu nie można pobłażać, bo inaczej wszyscy na tym tracą - złe praktyki szybko znajdują naśladowców, a chcących się doskonalić ubywa;
- niestety, obecna fala poetów na orgu chciałaby bez pracy nad sobą oczekiwać samych oklasków, i jeśli zjawi się pod tekstem tak wymagający czytelnik jak Lecter (a wcześniej Bogdan Zdanowicz) - mali charakterem poeci szukają tylko zemsty za to, że wykazał mierność ich dzieła;
zamiast być mu wdzięcznym - czekają tylko okazji aby mu dokopać i szybko skrzykują się aby hurmem odprawić egzekwie nad jego dziełem w przekonaniu, że odwet jest czymś nie tyle koniecznym co "honorowym" w swoiście pojętym znaczeniu tego słowa...nawet gangsterzy mają swój kodeks honorowy….

- ci, którzy uważają, że ta czy inna ocena utworu wynika tylko z niskich pobudek, z odruchu pantofelka – oceniają według siebie, nie biorąc pod uwagę, że ktoś może się kierować tylko i wyłącznie artystycznymi kryteriami – wolą mu przypisać złą wolę aniżeli uczciwość….
rozpisałem się przy okazji – rzeczywiście, znamy się i z realu i portalu, wiemy – gdzie są granice bufonady, gdzie głupoty a gdzie zabawy w najlepszym tego słowa znaczeniu…zdaje się, że wielu użytkowników orga myli te granice i miesza….
to że nasze doświadczenia i te życiowe i filologiczne są lekceważone – to można złożyć na karb przerostu ambicji, gorzej, że idzie za tym zatarcie granicy dobrego wychowania czyli pospolite chamstwo albo prostactwo; dawniej wśród literatów to było nie do zaakceptowania, wykluczało się takich ze środowiska – dzisiaj pauperyzm pozwala opluwać nauczyciela w imię oryginalnie pojętej „sztuki” zamiast czerpać ze wskazówek;
instytucja mistrza i ucznia nadal jest potrzebna ale jeśli uczeń chce rewolucji i niszczy nauczyciela byle zająć jego miejsce nie czekając na uznanie innych i przyznanie mu tego tytułu – zaczyna się pospolita bolszewia, gdzie homo sovieticus ma tylko urojone roszczenia bez żadnych realnych podstaw do ich egzekwowania;
- to wszystko piszę na marginesie prowadzonej tu dyskusji pod wierszem, bo sądzę, że sporo osób (wnioskując po ilości wejść) zagląda;
nikt, a znam i Olesię i f.isię nie chce pogrążać rozmówczynię Bea 2u, a jedynie – poniekąd z bezsilności – pojawia się tzw. komentarz domyślny, pozornie tylko złośliwy, ale mający jedynie na celu zdystansować ją samą do jej własnej postawy – wykazać pewnego rodzaju niekonsekwencję i przegięcie, a w końcu i niekompetentne wpadki, skoro adresatka ich nie zauważa ale nadal brnie na sztywno w lansowaniu swoich tez; trudno nie zauważyć, że przecież można dążyć do zbliżenia stanowisk a nie upierać się przy swoim – wystarczy tylko uważnie śledzić odpowiedzi do siebie kierowane;
-a w ogóle – po co aż tak napinać się, nie można trochę popatrzeć z przymrużeniem oka? Na zasadzie swobodnej rozmowy o?....bez takiego namaszczenia i zadęcia prorockiego i sądowego?
- przyjąć różnicę zdań jako naturalną i prowadzić dyskurs w formie otwartej zabawy słownej, bez togi?
- trzeba być aż tak do końca śmiertelnie nieprzemakalnym?
- o życie idzie?
o wierszyki! zachowajmy miarę!
J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka ... a gdyby na początek z ptakami podzielić się myślami   polecam wróble są wielkimi gaduałami ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Dwóch turystów w knajpie, w Sopocie  Miało ochotę na pyszne łakocie  Pytają więc gości  Skąd takie pyszności? Oni im mówią, to resztki po kocie 
    • RONDO ALLA POLACA Jeśli Twój majestat żąda, bym Zamilkł jak po zachodzie ptak, Ciemności nie skalam głosem mym, Nie ubliżę nim urodzie dnia. Nic nie powiem już, Będę tylko trwał, aż Policzony będzie każdy oddech mój, Jeśli taka wola Twa. By głos nie zadrżał mi, Gdy z kurhanu złych sław Będę śpiewał Ci Z tego kurhanu lat, Śpiewał Chwałę Twą, Jeśli tylko dasz Wciąż śpiewać ją  Z tego kurhanu dni Twa chwała będzie grzmieć, Jeśli pozwolisz mi Mą śpiewać pieśń Na sam rozkaz Twój, Lub gdy wybór dasz, Rzekom daj nabrać wód, Wzgórzom radość wskaż. Niech łaska Twa udzieli się Sercom zgorzałym w piekielny czas Jeśli tak Pan chce - Chce uzdrowić nas I zgarnąć do rąk, Na rękach zacieśnić więź, Twym dziatkom tu, Jeśli Ty tak chcesz. W tych z lumpexu snach, Wszystkie w na zabój sznyt I dać, by śpiew pokonał strach, Jeśli zechcesz Ty. W Twych w szmaciankę grach I w strzelankach, gdzie każdy to wróg, I dać by odszedł strach, (Jeśli tak zechce Bóg...). Jeśli Twój majestat chce, bym nie mówił nic, Mój głos skryje się Jak w ciemnościach widz Nic nie powiem już Będę tylko trwał, aż Policzone będą me dni Jeśli taka wola Twa Jak pan Władza chce, Żebym zamknął ryj, Z chęcią zamknę się Jak w komórce stryj Jak tak, to tak Jak mam być twój błękitny ptak, Jak chcesz, zamknę się W klatce, jak papug ten To co? Stul pysk, bo.... Z tulipana ci.... Ci, ci, ciuciubabko, Won Casino Royale Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty   Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór  Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi  A na ulicy czekał limuzyn sznur... To był powód, to był Nowy Jork W kolejce po szmal i po szał ciał To zwali miłością do mas śpiewających ten song Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są... Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum?  Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum, Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję." Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż: Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące... I mówisz, że wolisz, jak przystojni są, Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek... I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja, Co jęczą pod jarzmem piękna, Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”... Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię Potrzebuję; nie, nie potrzebuję." Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje... Nie mówię, że kochałem najbardziej cię  Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto  Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel  To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często... Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę, Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące... Wciąż biorą do ust twój biust więdnący... Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był, Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek...  "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję." Ja też miałem w ustach smak  Na życie pieśnią tętniące.. Też wolę, jak ładne są pół tak  Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek...  "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję.  Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje. Tango Anus   TANGO ANUS  Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść, Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg, Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób, Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób.. Pokaż mi swe piękno, Gdy świadczyć miał nie będzie kto Daj  poczuć, jak tętni W tobie Babilonu noc  Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź, Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc.. Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag, Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią  Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą, Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to... Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas, Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar, Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić, Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic... Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc Wtańcz, gdzie zechce Bóg ""Tańcz mnie, po miłości kres..." z POPULARNE Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone Lecz rzucamy, zaciskając kciuk Wiemy, że wojna jest skończona; Wszystko świetnie: wygrał wróg... Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos Już taki los. Tak chce populi Vox... [Zwrotka 2] Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę I myślą, że kapitan to łgarz Lecz w tych okolicznościach przyrody Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł.... Wszyscy zapatrzen są w konta stan: Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak  I bukiet że stu róż Tak tu jest już... [Zwrotka 3] I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie Wiedzą, że Święty ci małżeński próg Lecz tak monitują do Twych ud Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg Taki masz drobny druk [Refren] Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu Taki razem ciągniemy drut Tak czytamy z nut Maestra Ubu Taki hołd składamy mu Nie licz więc na cud [Zwrotka 4] Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty I wiemy, że jak żyć, to nie umierać Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film.. Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś Nawet Kali ma nieswoje momenty I wszyscy odkładają wszystko na zaś [Zwrotka 5] I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz... A nadzy on i ona na planecie Ziemia To dziś niezwykle niezwykła rzecz Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól, Który zaksięguje jak wół To, co wiemy już [Zwrotka 6] I wszyscy znają ten twój zapaszek I się zakładają, jak wcielasz im cel, Od krwawego krzyża na Górze Czaszek Do plaży na półwyspie Hel Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat,  A Najświętsze Serce jest pełne łat Zaraz pęknie jak Albert brat, Totus Eium już od lat.. [Refren] Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Och, wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą ŚNIEŻYNKA I STRACH (Dialog na cztery kopyta) [STRACH] Przyszłaś do mnie dziś rano I obrobiłaś jak sztukę mięs. Tylko facet ci powie, jaki to Delikatny, jaki czuły gest. Tyś w lustrze jest odbiciem mym, Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह, Bo kto inny by mnie zechciał wziąć W tysiąca swych pocałunków toń? (Dla tych, którzy przywitali mnie) Nieważne, że droga nam dłuży się, Nieważne, że pod górę wciąż, Nieważne, że księżyc już zszedł I zapanował mrok. Nieważne, że gubimy szlak, Spisane jest, że spotkasz mnie. Na pewno mi mówiłaś tak Na pocałunków dnie. I kocham cię, gdy na słońca blask Jak lilia otwierasz płatki swe, A ja – to na wróble strach, Którego smaga deszcz. Strach, co strachliwie kocha cię, Choć ma z lumpeksu twarz, Ciało i wszystko, czym był i jest, Aż do pocałunków dna. Wiem, że znasz ten kłamstwa smak I oszustw bez zbędnych słów: Nauczyłaś się operować tak Na kolanach ojca i u matki stóp... Ale czy musiałaś się bić, By ulicę w ogniu przejść, Jeśli całe to nasze mieć i być Wisi u pocałunków tajnych miejsc. Numerki, odwyk i jasna rzecz: Wracam na Square du Blues. Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz Podchodzi mi już do ust. Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu, A akta sprawy twej kompletne są, Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu Płynąc w pocałunków głąb. Nieważne, czy masz moc sił i dóbr, Czy opuściła cię moc, Czy napiszesz te kilka słów, Które słowiki cytują co noc. Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR, Czy nieregulowany czas, Rzucasz życie w kąt, bo masz Przeżyć pocałunków tysiąc pięć. Biegną poszły, a dziewczyny młode są, Bieg ten jest szansy wart. Los bierze stronę twą, Lecz szybko kończy się fart. Wezwanie: masz być jak widz W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra, Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic, Odbijasz się od pocałunków dna. Słyszę głosy ich na kufla dnie, Co czasem tak woła mnie. Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń? Lecz gwardia nie cofa się; Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew, Choćbyś oddał tu swój życia skok, Tak świadczą nasz czas, nasza krew I tysiąca pocałunków twych mrok. Tak wiem: musiałaś kłamać I oszukiwać bez słów: Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał, A matka tuliła do stóp... Wiem, że musisz tak kłamać im, By system ograć, zamiast się położyć na wznak, Lecz majątek nic nie gwarantuje ci, Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt. Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk, Styl dawny ma dziś naftaliny woń, Bo Duch przeszedł przez próg W tysiąca pocałunków toń. A Wewnętrzne Światło twe, co Nie ma równych i ma gest? Garbię się w kolejną noc, Po tysiąca pocałunków kres Zaklinam los, nastrajam głos, I wracam na Avenue du Blues. Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo Jestem za cienki tchórz. Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest, A my potulnie zapijamy żal, Burzymy się, zbieramy zabawki serc I odchodzimy w pocałunków dal. Tym pachnie ta o tobie myśl, Mam o tobie komplet akt – Poza tym, co mi nie umknęło dziś W pocałunków niski takt. Grałem z Dizem raz i z Dantem też – Brak mi było tego ich „coś”, Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie, Wciągnęli w pocałunków blues. Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał, Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym. Zespół wpadł już w weny twórczy szał, Serce nie cofnie się przed morzem win. Może musiałem jechać drogi szmat I obietnic tysiąc złamać, lecz Rzuca się wszystko, ot tak, By przeżyć twych pocałunków treść. Teraz jesteś jak Anioł Śmierć, Potem jak Parakleta szał, Czasem jak Zbawiciela Dech, Potem – w Belsen stos ciał. Nie ma odwrotu już od miłości gróźb, Czy meta to skoku w bok – Jak zaświadczono czasem i krwią W pocałunków równy krok. Przyszłaś do mnie tu skoro świt, Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp. Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd, Tak delikatnie, czule zrobić wstęp. Tak delikatnie, czule w materię wejść. Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść, Że przynieść miłość jak kwiatu pąk – To przyjść bez pustych rąk. [ŚNIEŻYNKA] Tyś mój brat z lustra, krewny mój Z najczarniejszych snów. Kto, jak nie ty, by dał mi znój Podróży w tysiąc pocałunków znów? Czekałam, aż otworzysz się Na ulic skwar. Jeden z wielu tak... A ja jestem jak kula śnieżna łez, Tocząca deszczu z deszczem ślad. Topniejącą miłością wciąż kocham cię I fizis tą z drugiej ręki – Całą sobą, wszystkim, czym chcesz, Tysiącem pocałunków namiętnych. Cała ja, aż do granicy mórz, Przeniknięta przez seks, Widzę, że oceany tu wyschły już Modliszce, co we mnie jest... Docieramy na dziób, Syreną daję znak, że twej floty wrak Ma mi się rozbić tu Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak. Przychodzisz do mnie co noc I ubijasz jak stek, Lecz baba powie ci, że większą moc Ma czułych obelg stek. Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest, Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień, Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień, Woła na ratunek i składa ci Na czole obśliniony pocałunek. (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...) Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym, Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare. Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić W ten słodko-kwaśny smaku czar... Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny, Poznałbym cię przez sen. Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie W tysiąc pocałunków namiętnych? Wzdychamy na los; poprawiamy włos I wjeżdżamy na Autoroute du Blues. Próbowaliśmy rzucić to nasze coś – Cóż, na inny rejs sił nie mamy już. Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż, Miast miłości – z wyprzedaży twarz, Miast szału ciał – goryczy czar, A pocałunków czar dna dosięgł już. Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż, Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans. Za chwilę wygramy, a potem raut – Dzisiaj zacznie się nasza passa pass! A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz, Jaką im odpowiedź dasz? Jakie życie? Życie poszło precz. Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz... A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się Ze stanu, w jakim jest cały ten kram, Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień, Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam. Przyszliśmy tu w ostatnie dni, Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp. Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty, Na Twą czułość ogarniał nas śmiech. Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść. Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść, Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk – I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.  
    • nie szukam  naszych śladów  jeszcze nie jest pora    patrzę na czas  już bez makijażu  zabiorę ze sobą  nie tylko złudzenia  wezmę  uśmiechy emocje   wizytówka z marzeń  zostanie    spojrzenie z mola  zatopiło się w morzu  niebo rzuca cień  zaglądam do zatłoczonych myśli  przystanki zbyt długie  oczekiwanie poza skalą    otworzę drzwi do jutra  nie zostawiając śladów  most na drugą stronę  już nie daje azylu przeprowadza  przypadkowych  przechodniów    może kiedyś … zapiszemy kartkę  z drugiej strony    6.2026 andrew   
    • A za groby cywil da wina
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...