Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

posuwam się cicho po strunach życia
w czerwieni twoich dywanów
muzyką wyobraźni dotykam
nutami serce duszy
mój hombre gra na okarynie
najpiękniejszą symfonię miłości
w połowie drogi naszego żywota
czekam na ciebie jak zwykle sama

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję Ci Anno, taka jest właśnie moja miłość do tego łotra Emila... ech, szkoda mówić.
Nie kazał mi tego wstawiać, ale go nie posłuchałam. Niech się dowie trochę prawdy o sobie.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie, Panie Krzywak, grafomania nie jest przeciwko Panu. Pan odnajduje tutaj siebie i myślę, że to najbardziej Panu dokucza. To taki nieustalony behawioryzm Pańskiego nieudanego warsztatu twórczego i nieustanne odcinanie się od jakiejkolwiek twórczości kojarzonej przez Pana z grafomanią, ponieważ przypomina to Panu o potrzebie inności i zaskoczenia czytelników
swoim sposobem pisania, który według mnie nawet grafomanią nie jest, bo grafomanię piszą z powodzeniem ludzie inteligentni, czego niestety nie można Panu przypisać, oglądając Pana ataki na innych użytkowników poezji orgowej. Pan ma jakąś dziwną manię czyszczenia portalu z poezji, Pana zdaniem, niepotrzebnej. Myślę, że ta samozwańcza rola zupełnie nie pasuje do Pana poziomu twórczego, bo czytając Pana wiersze mam nieodparte wrażenie o przypadkowości i nieuzasadnionym pędzie do pisania poezji przez Pana. Naturalnie, to nie znaczy, że Pan ma przestać pisać. To wyłącznie moje zdanie o Pana zachowaniu na portalu. Pana nie interesuje wcale poezja, ale wszystko to, co Pana przewyższa wywołuje u Pana nieuzasadnione mdłości, czego absolutnie nie rozumiem. Niech Pan spróbuje odpuścić sobie takie gminne wycieczki wobec innych, a przekona się Pan również, że więcej osób zacznie czytać Pana wiersze i doszukiwać się innego Krzywaka, nie kojarzonego z tym Pana obrzydliwym teledyskiem(mam przejebane, czy coś tam takiego). Pan zaprasza wszystkich na wieczorki z poezją. A jak Pan myśli, kto zgodzi się odwiedzić Pana dom poezji po takiej autokryptoreklamie
własnej osobowości? Niech Pan to przemyśli, bo przyznam szczerze, że czuję się nie w porządku wobec innych użytkowników, wykorzystując strony dla poezji na ustawiczne, nic nie przynoszące dyskusje z Panem. Stać Pana jeszcze na jakieś refleksje? Proszę spróbować nie palić za sobą mostów, bo mogą się przydać przede wszystkim poezji, która powinna docierać do jak największego grona użytkowników.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kuba, nie jest to może wiersz wysokich lotów, bo trzeci w moim życiu, ale nie mogę doszukać się tutaj kiczu, w rozumieniu takim, za co kicz uznaję.
Proszę się nie kierować ogólną falą uprzedzeń. Nie oczekuję pochwał, ale obiektywnej oceny.
Wiersz nie musi się podobać, ale formułując takie sądy mógłby się Pan przynajmniej wypowiedzieć
gdzie tutaj widzi Pan Kicz. Być może moje pojęcie o kiczu jest niekompletne.
Dziękuję za odwiedziny.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz absolutne prawo do sympatii dla wiersza, jak również odmiennych uczuć. To respektuję i nie wywołuje to u mnie niepotrzebnych emocji. Zaś co do poklepywania, to nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Poklepują się ci, którym się trochę to spodobało, czy może ci, którzy tworzą celowo nieprzyjazny front dla mojego nicka, nie mającego nic wspólnego z pisaniem poezji i komentarzy przez Emila. Nie uprawiam jego działki a kwiatki swoje sadzę na mojej, niezależnie od niego.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kuba, nie jest to może wiersz wysokich lotów, bo trzeci w moim życiu, ale nie mogę doszukać się tutaj kiczu, w rozumieniu takim, za co kicz uznaję.
Proszę się nie kierować ogólną falą uprzedzeń. Nie oczekuję pochwał, ale obiektywnej oceny.
Wiersz nie musi się podobać, ale formułując takie sądy mógłby się Pan przynajmniej wypowiedzieć
gdzie tutaj widzi Pan Kicz. Być może moje pojęcie o kiczu jest niekompletne.
Dziękuję za odwiedziny.
Pozdrawiam

Mógłbym oczywiście powiedzieć, że kicz to kwestia smaku a "poprzeczka kiczowatości" jest zindywidualizowana i zawieszona na różnej wysokości ale można też przyłożyć do wiersza miarę definicji powszechnie dostępnych. Mamy tu do czynienia ze schematyczną (droga życia) i niemiłosiernie sentymentalną (mój hombre gra na okarynie) składanką zużytych motywów (muzyka wyobraźni, symfonia miłości, struny życia, serce duszy), nie tworzącą żadnej wartości artystycznej (bo nie jest nią pozerstwo) i epatującą tanim "przepychem" (w czerwieni twoich dywanów). Mam wrażenie, że inspiracją były latynoskie telenowele...

P.S.
Na falach uprzedzeń się nie znam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kuba, nie jest to może wiersz wysokich lotów, bo trzeci w moim życiu, ale nie mogę doszukać się tutaj kiczu, w rozumieniu takim, za co kicz uznaję.
Proszę się nie kierować ogólną falą uprzedzeń. Nie oczekuję pochwał, ale obiektywnej oceny.
Wiersz nie musi się podobać, ale formułując takie sądy mógłby się Pan przynajmniej wypowiedzieć
gdzie tutaj widzi Pan Kicz. Być może moje pojęcie o kiczu jest niekompletne.
Dziękuję za odwiedziny.
Pozdrawiam

Mógłbym oczywiście powiedzieć, że kicz to kwestia smaku a "poprzeczka kiczowatości" jest zindywidualizowana i zawieszona na różnej wysokości ale można też przyłożyć do wiersza miarę definicji powszechnie dostępnych. Mamy tu do czynienia ze schematyczną (droga życia) i niemiłosiernie sentymentalną (mój hombre gra na okarynie) składanką zużytych motywów (muzyka wyobraźni, symfonia miłości, struny życia, serce duszy), nie tworzącą żadnej wartości artystycznej (bo nie jest nią pozerstwo) i epatującą tanim "przepychem" (w czerwieni twoich dywanów). Mam wrażenie, że inspiracją były latynoskie telenowele...

P.S.
Na falach uprzedzeń się nie znam.

Nie przekonałeś mnie, Kubo... sentymentalizmu nie mogę pojąć w kategorii kiczu.
Sentymentalizm jest ciepłym uczuciem, a kiczem nie steruje temperatura naszych uczuć.
życie nie jest kiczem ani śmierć, chociaż starte są jak płyty szelakowe w kosmicznych latach świetlnych. Co w takim razie tworzy Twoim zdaniem wartość artystyczną?
"życie, czyli łajno?" a może "modlitwa", czy "jabłoń kwitnąca"? A może "gorycz w ustach pomiatanej dziwki?"
Widzisz tutaj jakieś analogie do pozerstwa? Zamiast taniego przepychu z czerwonych dywanów,
bogata dziwka, modląca się o gorycz w ustach w cieniu kwitnącej jabłoni.
Sam widzisz, jak wieloznaczne jest pojęcie kiczu i interpretacja jego oblicza.
Każdy ma swój styl i nawet odrobina kiczu czasami jest potrzebna, żeby oddać pewien nastrój,
zaprogramowany przez poetę. To tak, jak powietrze nas otaczające. Oprócz życiodajnego tlenu wchłaniamy połowę tablicy Mendelejewa i nawet nie można zaprotestować, bo to nasze środowisko i tu musimy oddychać, czy chcemy, czy nie. Z poezją jest podobnie. Wszyscy piszą inaczej i nawet pomimo naszych usilnych sposobów walki z pewnymi tendencjami w poezji,
musimy pogodzić się z tym, że udawanie eksperta i nieomylności jedynie dobrego kierunku, przyjętego przez nas, nie będzie miało kiedykolwiek dla kogokolwiek istotnego znaczenia. Poezja dlatego jest piękna, bo ma wszystko to, co siedzi w każdym z nas i to musimy respektować, czy chcemy, czy też nie. Ale oczywiście nie musisz się z moją teorią zgodzić, bo każdy ma swoją, tylko poezja jest jedna.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Otóż nie, nie jest daleko. To powtórka z rozrywki z forum dyskusyjnego, gdzie ci ludzie wykłócają się do utraty tchu z taką zawziętością i uporem, że już robi mi się od tego niedobrze i mam ochotę odpuścić sobie przebywanie w tak niezdrowej atmosferze.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • @dwa123

       

       

      Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.

       

      Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.

       

      Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.

       

      Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.

       

      Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.

       

      Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses

      Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.

       

      Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię.

      @dwa123 opowiadanie jest świetne 

      Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Umoczyć skrzydła białe, ociężałe Wiotkie Balustrady chłodne stopnie, marmur blady pod stopą topnie  Nieprzytomnym ostrym okiem  Ujrzeć - to trup, zabity orzeł  Tłumok zdechł samotnie Leży wygodnie Pośród porośniętej świetlnej trawy  Pośród jakiś strzępów, ruin ludzkiej sprawy  Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Więc tak zagra   Kręć, kręć skrzydła białe, stopy białe wiotkie, nagie  Przebrnęły kółko po zimnym betonie szarym  Przemknęły przez schody - cóż widzę, sale?  Sale puste, zapomniane…  Jeden człowiek stoi  I mówi, wciąż plącze słowa, dumnie się wystroi  Jakby mu się udało zatrzymać  Nagły zryw zaciśniętych ogromnych sal  Wyjrzyj tam - puste sale wielkich fal  Fale się odbiły, w gładkiej sali na fali Fale….. i wciąż ogrom fal Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Gnają! Będą wbijać na pal, wrogów na pal!  Pali się serce, w głowie sto myśli gna Czy to czystość tych zapałów, czy to brud Tej piekielnej broni odzew, krew bratnia się przelała! Nie ostatnia się przeleje….  Jakiś szmer, dygotanie serca zmienia się  W bas! Wali! Wali! Każdy strzał Basem wali każdy szmer  Urwał się sali sen Zerwał pajęczej nadziei sen, powstańca  Wymazali państwo - zostawili wygnańca  Jak psa! Lecz znów….  Jakiś szmer, pali się serce, sto myśli gna Serce się palić nie chciało… lecz zimne  I prosto!  I uporem!  I pragmatycznie!  I nie zachwiało!  Zerwało sukno obcej ręki wrzask i trzask, kłódka zerwana!  A druga się zamknęła,  Acz o niej mówić nie będą, zbyt mocno schowana   Pod stopami czysta trawa  Trwa zabawa pełnego lata Zabrali broń, czysta jest już skroń  Słońce jednak ciepły puch zabrało Skryte w zimnym błękicie szarym, smęt  Będą nam zwłoki innych zwierząt pod stopami stać!  Zauważywszy głowę trać!  W nogę dać!    Skrzydeł nie było, ciężkich czy lekkich  Tych bujnych, majętnych, przepychem wypchanych Nie było skrzydeł białych, tych mętnych  Ledwie zarysowanych, smętnych  Nie było nawet zimnej balustrady….  Był ryk i grom! I spadły żagary  I nic poza tym…. przepadły zamiary Bo kłódka zamknięta, ta mała schowana Na dnie mego serca rozgorączkowanego wybrzmiała  Jako wielka skrzynia złota, tajemna  Klucz do niej mam, czuj duch!  Duchem opamiętam braci wszystkich serca
    • @dwa123     Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.   Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.   Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię. @dwa123 opowiadanie jest świetne 
    • @dwa123   Zgodnie z prośbą, proponuję poprawę. Myślę, że nie piszę lepiej, ale zawsze jest nam trudniej poprawiać własne prace. Wolimy, żeby zrobił to ktoś inny.   Nocą to miasto,(?) (interpunkcja) również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości, (interpunkcja) przed nadchodzącym koszmarem. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffé Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocne marki, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem kieszenie z nadzieją (w nadziei), iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. W zamian (zamiast tego) znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak bardzo nienawidziła. Natomiast ja tak bardzo czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody,(?) na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu (przecinek) z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem na peron, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem poszukiwać miejsca aby usiąść. W Nowym Yorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe. Wreszcie, gdy znalazłem miejsce siedzące, otworzyłem swój czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki.   Zadowolony swoim (ze swojego) szybkim znaleziskiem, przystąpiłem do lektury. Była nią (książka) The Great Gatsby (cudzysłów lub kursywa) Zakochałem się w tej książce, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Gdy znowu do mojej głowy nabiegały (wszelakie?) myśli, postanowiłem zaprzestać temu tragizmowi (z tym tragizmem), zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem, oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca mnie (powtórzenie) postać,(bez przecinka) punka z różowym irokezem , mnóstwem tatuaży w czaszki i nazwa kapeli Guns and Roses (kursywa).   Kilka stacji później, do metra wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, były jeszcze dziwniejsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, więc wstałem, podszedłem do drzwi, a one automatycznie się otworzyły (to warto przeredagować).   Po wyjściu z metra kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która ma (miała) za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, rozkoszując się urokami miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety którą kiedyś kochałem.   Gdy w końcu otworzyłem drzwi domu i zatrzasnąłem je za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś w tym domu mogłem usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać światło księżyca (wstawić prawidłowo tytuł). Teraz nastała pustka, smutek a ja w niej od lat tak tkwię (nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię).
    • @Gra-Budzi-ka @Berenika97 @MIROSŁAW C. @piąteprzezdziesiąte 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       Dziękuję, miło że wpadliście. Pozdrawiam.
    • @LessLove ja pamiętam nocne eskapady w poszukiwaniu świetlików, była ciepłą nocą mnóstwo światełek w łące :) podrywałyśmy pana zawiadowcy :) był młody i przystojny:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...