Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'piękno' .
Znaleziono 30 wyników
-
Wstałem od wieczernego stołu, zrzucając na oparcie krzesła serwetę a na blat zasłany krochmalonym obrusem, odstawiłem pusty kieliszek po szampanie. Okrążyłem stół do przeciwległego końca jadalni i nachylając się z błogim uśmiechem, ucałowałem rumiany i jędrny policzek małżonki. Dziękując jej za wspaniały posiłek i oferując pomoc przy sprzątaniu ze stołu. Zawsze słyszę, że nie trzeba, więc obracam się na pięcie ku wyjściu na korytarz. Po drodze puszczam oczko do starszej córki a młodszej poprawiam rudo słomiany warkocz by nie utopiła go w talerzu. Po całym dniu pracy i obowiązków, mam czas dla siebie i rodziny. Dwa najcudowniejsze słowa. Spokój i rodzina. Elegijna utopia człowieczego celu. Niczego więcej nie pragnę. Bo te trzy boskie istoty, które zostały w jadalni, są wszystkim co mam najdroższego. I wszystkim czego zawsze pragnąłem. Więc w dobrym nastroju idę do salonu. Noce i wieczory są już wystarczająco ciepłe. Lecz ja lubię zasiadać w fotelu przy trzaskającym kominku. Jest to ten szczególny czar, ogniska domowego. Opiekuńczych duchów domu. Doglądają nas z ciemnych kątów i błogosławią nam. Mieszkają w kominie, w cieniu pod kredensem, za ramami obrazów i oczywiście pod wejściowym progiem. Wziąłem porcelanowy talerzyk z najlepszej zastawy i ułożyłem na nim kilka kruchych maślanych ciastek oraz kubek mleka. Postawiłem go na zydelku opodal progu pomiędzy starą szafą a drzwiami. Młodsza córka właśnie przez nie wbiegła wesoło kołysząc malutkimi rękoma. Nadęła policzki i wykrzyknęła piskliwie. Mamo a tata znów karmi duchy! Wziąłem ją na ręce i lekko połaskotałem. Roześmiała się słodko. Karmię Domowika, by miał na nas przychylne baczenie. Jak myślisz kto poprawia Ci kołderkę kiedy smacznie śpisz? Kto ściąga kotary w oknie by nie raził Cię księżyc? Kto sprząta zabawki, które porzucasz w całym domu? To właśnie on. Prawdziwy pan domu. Piastun starszy niż ja czy mama a nawet Twoi dziadkowie. Należy mu się szacunek i trochę strawy czy napitku. Pieniądze go drażnią. Obraziłby się i wpadł w złość a wtedy biada temu domowi. Więc nawet pojedynczą kopiejkę trzeba podnosić z podłogi bo jeśli nocą natknię się na nią Domowik to gotów jest robić na złość. A tam Domowik! Stwierdziła odstawiona na podłogę córeczka. Nocą po domu harcują myszy i szczury no i nasz kochany Grisza, który na nie poluję. A Wy tatko bierzecie te odgłosy za duchy. Nie lekceważ dziecko moje słowiańskiej magii i tradycji bo nieraz może Ci ona pomóc w czasie gdy nikt inny nie zdoła. Pokiwała główką i pobiegła po swoje lalki. Przyniosła dwie oraz grzebyki i wsuwki z toaletki mamy. Starsza córka podeszła do biblioteczki i wysunęła z niej książkę oprawioną w czarną skórę ze złotymi literami na grzbiecie. Zapewne jakieś bajki lub baśni. Ukłoniła się grzecznie na pożegnanie stwierdzając że będzie czytać u siebie w pokoju. Z życzeniem dobrej nocy, odeszła po schodach na górę. Cudownie ułożona i dobrze wychowana panna. W przeciwieństwie do młodszej siostry. Lalki szybko jej się znudziły, więc widząc to że w zupełnym odprężeniu usiadłem w fotelu by zapalić fajkę. Doskoczyła do mnie niczym mały lew i poczęła wdrapywać się na moje kolana, kwiląc przy tym radośnie bo wiedziała doskonale, że za ledwie moment będę zmuszony zareagować i wywiąże się między nami udawana a jednak zacięta bitwa zakończona zawsze wynikiem nierozstrzygniętym. Mała będzie mnie zaczepiać. Ciągnąć za ucho albo brodę. Skubać wąsy lub skacząc po mnie będzie symulować jazdę na koniu. Przyniesie lalki i będę na zmianę czesał ich włosy a potem rozplątywał jej warkocz i czesał ją do snu. Kiedy już aż nazbyt mi dokucza lub gdy mam jeszcze coś ważnego do wypełnienia w dokumentach z pracy. Wtedy udaje rozzłoszczony i władczy ton głosu i grożę jej wskazującym palcem ze słowami. Ksieżniczko Anastazjo Nataszo Pietrowna, czy aby księżna widziała kiedykolwiek inną księżniczkę która zachowywała się w sposób tak skandalicznie grubiański i plebejski? Nie przystoi to wam Anastazjo Nataszo. Czyż nie może księżna zachowywać się z równie arystokratyczną gracją jak wasza siostra Maria Antonina? Najlepiej będzie jeśli księżna pójdzie teraz do niej by odebrać naukę dobrych manier. Wiedziała, że mam dość kiedy padały z moich ust jej oba imiona i otczestwo. Ale było w tej udawanej groźbie przyzwolenie na dokuczanie starszej siostrze z którego ochoczo korzystała. Biegła na górę i już po chwili słychać było krzyki zdenerwowanej Marii i śmiech Anastazji. Osunąłem się głębiej w fotel. Zapatrzyłem się w ogień. Jakie to szczęście mieć piękny dom i cudowną rodzinę.
-
Siadam do stołu, talerz czeka na słowo, zupa paruje, jakby chciała mówić, ale naprzeciwko tylko krzesło, które pamięta ciężar dawnych dni. Było lato u dziadków, pachniały jabłonie, piasek rzekał pod stopami w drodze do wody, teraz wspomnienia wieszają firanki, żeby zakryć nagą samotność ścian. Jedno słowo, rzucone jak kamień, roztrzaskało lustro wspólnych rozmów. Nie da się go cofnąć, choć milczenie próbuje sklejać odłamki. Wszyscy kruszeją powoli jak kreda, ich spojrzenia są dłuższe niż zdania. Nie pytają, czy wrócę, bo wiedzą, że pustka nie znosi pytań. Święta nie pachną już cynamonem, choinka stoi obok telewizora. Światło lampki nie rozgrzewa, tylko podkreśla zimno stołu. Wspólne obiady to teraz echo, słyszalne w talerzu stukającym samotnie. A ja liczę łyżki, jakby miały przypomnieć liczbę wspomnień. Z czasem zrozumiałem - pustka to wybór, który karmią urażone serca. Nie jest wieczna, choć próbuje udawać nieśmiertelną. Więc wyciągam dłoń ponad ciszę, szukam mostu wśród spalonych belek. Bo rodzina jest wszystkim, i to tylko tyle co chcę mieć.
-
czy piękno może być trwałe? czy może jednak jest pewne że w stracie się piękno dostrzega i zdobyć je można cierpieniem? czy piękno „pięknem” się mieni jedynie przez swą ulotność? we wzlotach i spadkach słońca w tęczach i w sile odśrodka cyklicznie, rzadko, czy ciągle?
-
To krótkie życie trzeba posmakować, rozkoszować się nim, bo ma się je tylko jedno i nie można go tylko przeżyć. Dla mnie żyć to śmiać się, płakać, mieć świetne relacje ze znajomymi, zwiedzać świat, miłować, doceniać, spełniać marzenia i robić to co się kocha. Po tym jest praca i pieniądze. Co osiągnę z życia i jak poznam jak najbardziej Ziemię i matkę naturę, która jest darem, jeśli zatracę się w życiu przyziemnym, skrytym, życiu pochłoniętym pracą i stresem? Dla mnie nic. Chcę korzystać, robić co chcę, pisać niepowtarzalną historię, a przy tym też się kształcić i wykorzystywać swój potencjał, lecz robiąc to z miłością.
-
Żyjemy pochłonięci w świecie kolorowych świateł. W świecie gdzie nie ma prawdy. Jeśli taka jest - ukryta w teorii intrygi, złudzenia, skrytykowana przez wielkich znawców internetu, którzy nie potrafią poczuć. Poczuć życia, wsłuchać się w wiersze ptaków, posmakować złotych promyków słońca, zobaczyć to co dla wielu niewidoczne, poczuć zapach delikatności lasu. Dla nich wszystko jest martwe. Szare światła. Gdzie zbyt kolorowe, zbyt gładkie, udawane piękno, nie jest pięknem. Jest brzydotą, a piękno tak powszechne, bo łatwo kogoś oszukać, łatwo jest coś przeoczyć, gdy oślepia ciebie martwe światło. W tym świecie to wyczyn poczuć życie.
- 5 odpowiedzi
-
10
-
Pijąc kakao, wyczuwam Criollo, jedząc ser cienki – Ementalera. Gdy leci motyl tuż nad mą łąką, barczatkę widzę, śliwówkę nie raz. Dotykam ziemi, czuję rędziny, wciągam zapachy – chyba zielone. Słucham muzyki granej Vivace, kocham te zmysły, niezwyciężone.
-
W wirze życia, w którym każdym dzień jak rozbity talerz wygląda, większość osób bez reakcji wołania o pomoc ogląda. Zawsze odnajdzie się anioł jak twoja osoba, dzięki której zbity talerz będzie cały od nowa.. Za opiekę jaką od Ciebie dostaję, moje życie może znów zamienić się w danie.
-
ogród pełen czerwonych róż pośród nich jedyna niebieska inna niż wszystkie lecz tak samo piękna zrozumiała to chwilę przed tym nim zwiędła
-
Na łąki brzegu rozległym zakwitły pąsowe róże jak pocałunki miłosne w błękitu skryły się chmurze. Schowaly się ze swym pięknem bo szpetny swiat nie pojmuje jak można kwitnąć bezkarnie z ich pięknem świat źle się czuje. Błękity spływają z niebios tym dziełom Bóg błogosławi i dobrym oczy się śmieją lecz złych gorzka zawiść dławi. Bo jakże to można kwitnąć i chwalić się swą urodą co piękne powinno zniknąć co dobre - wielką przeszkodą. A róże kwitną w błękitach dumne, niezmiennie pachnące czerwienią, różem i bielą koloru dodaje słońce. Człowieku co szpecisz świat w koło goryczą, złym słowem, czynami nie szukaj ogrodów pachnących i nie depcz ich swymi winami. Lecz jeśli chcesz zacząć od nowa powrócić na łąki różane to zacznij siać kwiaty w około a będzie ci zło zapomniane. W błękitach wciąż modlą się kwiaty pokornie z naturą splecione a kiedy czas przyjdzie je zerwać ozdobią wieczności koronę.
-
Wydarzenia, spod którego wypływu nie mogłam się uwolnić przez większość dotychczasowego życia, niemal wcale nie odkrywałam na światło mojej świadomości. Choć rozpoczęło procesy, którymi boleśnie żyłam, to one skrzętnie chowały swoją przyczynę. Choć skryte, urosło w mojej głowie do rangi mitycznej. Może przez pełnię i potęgę tego momentu nie było w nim miejsca na ból czy lęk, tylko na bardzo intensywne przeżywanie tej chwili zmysłami. Jej teraźniejszość była wszechobecna, pochłonęła w czasie, który do niej należał, przeszłość i przyszłość. Mój ówczesny młody wiek też musiał ukształtować surrealistyczny charakter tego wspomnienia. Po prostu baśń, którą mogłam czasem odwiedzać, obnażyła moim kosztem swoją brutalną rzeczywistość. Złamałam jej zasadę, okazało się, że grałam w grę, w której zrobiłam beznadziejny ruch. Tego pamiętnego dnia, do którego nie przyznawała się moja pamięć, postanowiłam na nowo poodkrywać znane mi kąty Sklepu ze Szklanymi Kulami. Nie pędziłam do mniej znajomych wnętrz, czy do salki Ollie, jak miałam w zwyczaju, tylko spokojnie przekroczyłam próg lokalu. Przechodząc się przez pierwszą salę, badałam ją wzrokiem, by sprawdzić, czy tańczące postacie w kulach zmieniły się od dnia, w którym po raz pierwszy ujrzałam je przez witrynę sklepu. Nadal te figury, w większości dziewczęce, zachwycały mnie swoim pięknem i gracją, ale teraz stały się tylko estetycznym otoczeniem, elementem magicznej ale powszechnej przestrzeni. Choć wciąż było w nich coś dziwnego, wtedy powiedziałabym, że niezwykłego. W końcu, gdy zaczęłam się zbliżać do drzwi prowadzących w głąb Sklepu, rozbrzmiał dobrze znany mi delikatny dźwięk dzwoneczka – zwiastun kolejnej sali pełnej dziwów. Jak zwykle witało mnie początkowo ciemne wnętrze, ale wraz z kolejnymi krokami stopniowo się rozświetlało. Nadal byłam pod urokiem postaci w kulach otoczonych grą świateł i rozsuwających się kurtyn, jak mogłam inaczej. Musiałam też wstąpić do Ollie, bo czyż odwiedzałam Sklep po coś tak naprawdę innego? Przecież błąkanie się, nawet po tak wyjątkowym miejscu, pozostawało tylko błąkaniem się bez celu. I byłoby nim nadal, jakbym pewnego razu nie dojrzała spadającej karteczki w jednej z kul. Przez twarz postaci zamkniętej w niej przebiegł grymas, nieprzystający do jej zwykłego delikatnego uśmiechu pochylającego się nad listami, które zawsze pisała. W ten sposób stała się dziewczynką, z którą mogłam dzielić moje wszystkie wrażenia ze Sklepu ze Szklanymi Kulami. Powitała mnie swoim subtelnym uśmiechem, który, czułam, że kierowała tylko do mnie. - Wiesz, że już dorosłam i nie pędzę po Sklepie? Już nie możesz się z tego śmiać – powiedziałam i zaczęłam szukać reakcji na jej twarzy. Mimo mojej pewności, że była przy mnie, coś nas oddzielało – nie rozumiałam dlaczego. Przypomniałam sobie, jak jednego razu sfrustrowana, że postanowiłam się odezwać do zwykłej postaci z kuli, zaczęłam zbierać się do odejścia. Jednak znowu zatrzymała mnie wirująca karteczka, tym razem z napisem „Ollie”. Czyż nie cudowna była ta pełna niepewności zabawa w poznawanie się z Ollie? Choć tajemniczość i wszelkie subtelności z jej strony niezwykle mnie fascynowały i ekscytowały, to dziwność tej więzi mnie czasem niepokoiła. Jesteś tam? Nie żartujesz, prawda?, to właśnie w takich momentach chciałam powiedzieć. Ale tym razem tylko przewróciłam oczami. Kiedyś przestraszę ją, że aż krzyknie, pomyślałam sobie, nie bez satysfakcji. Choć tak naprawdę wizja Ollie krzyczącej wcale mnie się nie podobała. Nie można było tak brutalnie przerywać ciszy Sklepu ubarwionej od czasu do czasu dzwoneczkami - przecież mimo wielu emocji zwykłam niemal szeptać do jasnowłosej dziewczynki. Było w tym pomyśle też coś bardzo strasznego, co mnie zasmuciło. Zapragnęłam nagle mocno się do niej przytulić. W spojrzeniu Ollie odnalazłam troskę, ale też zrozumienie, rozluźniło mnie to nieco. I chyba ten chwilowy spokój, skłonił mnie ostatecznie do tego, że położyłam dłoń na jej kuli – granicy, która nas dzieliła i której jak dotąd nie przekraczałam. Chwila nabrała swojej potęgi, gdy już z innej persepktywy widziałam rozsypane kartki w kuli Ollie pochłaniane przez kałamarz i jej pożegnalne spojrzenie. Spojrzenie dotknięte przejmującym przerażeniem. Uczucie lekkości pod stopami szybko minęło pod wpływem siły ciągnącej w dół. Pokój z kulami ulatywał w górę, wraz z nim jego światło. A ja pogrążałam się w ciemności. Zapamiętałam to tak, że gdy już światło salki Ollie było malutkie i odległe, pochwycono mnie w sieci. Wcale nie dorosłam, gdyby tak było, nie dotknęłabym kuli. Nie pozwoliłabym sobie na tak kategoryczny czyn – moją klęskę.
-
- dojrzewanie
- iluzja
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Słowo Słowo Takie jesteś piękne Racjonalne Pełne Oczywiste A jednak ludzie używają Cię w celach gniewnych Rewolucyjnych Po co mówisz o człowieku? O płaczu kochanków O tapecie pełnej gwiazd Oczy(ów) Gniewie rozpaczy miłości blask w świecie pięknych… /czy już limitu nie-słów nie przekroczyłem?/
-
Pigułka gwałtu zbiorowego Idzie mą mądrości szczepom Idzie, idzie i mną gardzi Urok piękna mądrość traci I ja proszków już nie biorę W kwiatów ból mądrości orze "Oczne szaleństwo" Artysta nieznany Źródło: https://blue-s.pl/item.php?id=1923
-
Nocą gwiazdy chmurami przykryte, niczym ukryty skarb pod piachem Kosmosu piękno za chmurami jest schowane, możliwe że większość go nie dostrze Lecz ci, co ujrzeli, wiedzą co kosmos skrywa, wiele pięknych gwiazd o których inni nie mają pojęcia, Lecz kosmos będzie skrywał gwiazdy w swoich odmętach, w tych ciemnych miejscach przykrytych na zawsze.
-
Jem Pochłaniam Pożeram Jak zwierzę którym jestem, więc jak się za to winić Jak? Prędko, gdy kątem oka ujrzę odbicie w szybie pustego pokoju Gdy uchylę oczy a moje palce wbiją we mnie wzrok Soczyste, tłuste, aż ociekają na kartkę jak moje łzy Gdy już sił brak a ból nie ustał
-
Po czym wiadomo, że wiosna nadchodzi? Nawet po tym, że biedronka po liściu chodzi, po tym, że motyl lata z kwiatka na kwiatek, że pod grzybkiem stoi mały krasnalek. Że pszczoła lata z miodem po łące, a w oddali skaczą szare zające. Także po tym, że słońce oświetla knieje. Podczas wiosny tyle się dzieje...
-
Pamiętam Cię jedynie z mądrych ksiąg i pięknych wizerunków, wiem dobrze, ludzka ręka Cię nigdy nie dosięgnie, to byłby jej koniec. Wyciągam więc swoją rękę. Świadomy końca. Wcześniej może bym zrobić nie umiał, później bym pewnie nawet nie chciał. Ale teraz... Kiedy biegasz wśród zbóż, naga i nie uchwytna, oprze się nie mogę. Piekło mi za to pisane, wiem. Co z tego? Anioła byś do piekieł zesłała, i kto wie czy z niejednym już tak nie zrobiłaś. Zasłonie wzrok, to może wybaczy Bóg. Nie nie daruje, zazdrosny o twą urodę na wieczną mękę skaże. Nikt swojego dzieła nie odda, gdybyś tylko była moim dziełem zrobiłbym dokładnie to samo. Kruche życie twe, niejeden ostrzy nóż, bo wie, że jedynym wyjściem by z Tobą być, jest porwać Cię w ostatnią podróż.
-
Kontekst Tracę wątek szybciej, niż kończę początek Kątem oka widzę zatarty kontekst Wolę Boga przyjmuję bez pieczątek na dokumentach, jednak wolę Boga, który oszczędza wrzątek: jak wola jest letnia, to ja jestem święta, wśród łąk wrażeń i zrażeń, się parzę jak mięta Nie pokażę wam marzeń gdyż mi nikt nie rozkaże, a nienawidzę nakazów; ten inicjatywy mnie nęka Niby człowiek jest żywy, póki jego ręka nie zatonie w betonie i się stanie cmentarzem w cementach, zgubionym w nie swoim planie, na polanie nikłego piękna, a zaczęty wątek stanie się stosem szczątek Więc jaki był kontekst?
-
Wzgardziłem słowem i każdą jego literą, wzgardziłem myślą łączącą wyrazy. Wzgardziłem do obrzydzenia słowem, kiedy chciałem, gdy spróbowałem nazwać, opisać, porównać Piękno. Wstyd mi jest teraz na głos je wypowiadać, jakbym bezcześcił najświętsze z świętych. Piękno nie zna słowa i żadne mu nie przynależy. Piękno jest Bogiem, Bóg nazywa się Piękno. Na nie spojrzeć nie zawsze wypada, bo na ogół oczy dostrzec potrafią jedynie słowo-znak zawsze wzgardzone. I wstyd jest mi, że piszę o Pięknie, gdy każda litera i każde tu słowo odbiera zamiast odbijać blask pięknego Nieba. Prawda, że blasku przyćmić się nie da, lecz słowo bezbożne, niewierne, słowem każde słowo, stawia granice, buduje schronienie (w którym samo się chowa), które zniekształca jak zwierciadło skrzywione Piękno stworzenia, stworzenie Piękna i Piękno stworzone. Wersja audio+wideo:
-
Unoszę się niczym Papierowy samolocik Nad zieloną świeżą trawą gładzony jej koniuszkami. Tonę pomiędzy źdźbłami Dojrzałego zboża By wynurzyć się znów I dalej płynąć. Niesiony wiatrem zachwytu Zamiera całe życie Gdy patrzę na ciebie Lękliwie i nieśmiało. To nie jest twarz, To obraz malarza Boskiego czasów dawnych Minionych bezpowrotnie. To nie są oczy, To znajome dwa światła Latarni na horyzoncie Nocnego oceanu. To nie są brwi, To dwa kłosy złociste Ugięte wieczornym Sierpniowym zachodem. To nie są usta, To wrota niebiańskie Rozkoszy aksamitnych Doznań i ukojeń. To nie są włosy, To gładkich fal smuga Sunąca po morzu Lekko kołyszącym. Co czuję gdy patrzę Na twoją duszę tak bardzo delikatną? To nie miłość... Kai, 2019 r.
- 1 odpowiedź
-
1
-
- miłość
- zakochanie
-
(i 5 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Gdy Kasia poszła na spacerek, jedząc soczysty serdelek, przyglądała się pięknu przyrody, naturalnej mody. Zauważyła bociana dostojnego, beza bardzo ładnego. Słowika, co bardzo wysoko leci Osę, która każdemu szpeci. Wróciła do domu, i szukała, cały czas czegoś pooszukiwała. Czego? Czegoś pięknego. Wyjrzał na balkon i znalazła coś ładnego, wprost mega pięknego. Tym pięknem jest natura, to nie jest, jakaś bzdura
- 5 odpowiedzi
-
1
-
- piękno natury
- natura
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Kobietą jestem a nie bywam w życiu pewnie kroczę jak po estradzie diwa cierpienia brzemię codziennie dźwigam wieloma barwami się mienię a w środku stara wyga cały swój bagaż skrzętnie ukrywa twarz młoda pełna tajemnic uciec nie zdoła od chwil w czerni pomimo tego wciąż z uśmiechem idę dumnie krok za krokiem nosząc swe imię w świetle blasków i cieni gracja zawsze mi towarzyszy ciemne kolory mych dni przeżywszy zakładam najjaśniejsze odzienie i lśnię jak gwiazda niezmiennie niezmiennie niezmiennie! bo Kobietą jestem − swym okrętem, żeglarzem i sterem każdy sztorm pokonam wewnętrznej mocy płomieniem
-
jak wędrowny maj tak i czerwiec na rowerze przemierza przestrzeń ciekawość tuneli tych z zagajników falami obrzeży dotykając tchnieniem ścieżki zamierzeń i wzywa donośnie pełnią zieleni w oczach otoczenia rośnie pełno cienia co sprawia przyjemność samym bytowaniem na rozległych łąkach skąpo ubranych nie brakuje dziś słońca wszystko we właściwym stanie i to piękno radosne przypomina co jest dane a gdy wieczór chłodem ziści dnia spiekotę nie zapomni człowiek drogi i owoców nań zebranych
-
Manifest w obronie dzieci
Janusz Józef Adamczyk opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Godność dziecka, to jego spokój, to jego Święty Spokój! Przestańcie zmuszać je do zajmowania się tym, czym zajmować się nie chce! Nie przeszkadzajcie mu w pasji poznawania świata, w dojrzewaniu do poczucia Piękna, to Ono, anie hormony wykluczy poczucie obrzydliwości - nieuniknionego następstwa manipulacji i przemocy, której tak nachalnie się dopuszczacie! W imię własnych zboczonych doznań sięgacie po czystość dzieci, niszcząc ich godność na zawsze! Tego świata nie obchodzą już dzieci, żyje chwilą zboczonej radości! Ale piękno, to Bóg, i On przypomni o Sobie! Janusz Józef Adamczyk -
Szklane słońce zetknięte z bryzą głębin mórz i oceanów. Pochowane w nim dusze tych których pochłonęła fala rozpaczy i smutku. Miłość stopiona w bryłkę ugrzęźniętą na mieliźnie wód zaklętych. Zakopane uczucia w piasku po burzy goryczy i rozpaczy. Odcień złota co chciwość wyzwala spod rąk świadomości. Czas zamknięty w zwojach niewiedzy. Lecz wystarczy chwila by ujrzeć życie utkwione w bursztynach.
-
Idąc do... (wiersz - piosenka)
Janusz Józef Adamczyk opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Jest wiele dróg, jedną z nich pójdziesz i ty, twój wybór oceni czas i Wieczny Bóg. Będą chwile dobre i złe, zło - niech szybko mija, a dobro - niech ciągle trwa i przenika nas. Będzie smutek i radość, nie przespane noce i szare dni, lawina myśli i z serca głos - Miłości głos. Są różne skarby, największy, to dusza, jej piękno, to skrzydła i Moc i Wieczność.