"Żołądź i kasztan"
Żołądź spada z drzewa, tuż obok kasztana.
– Co pan u mnie robi? – zapraszałem pana?!
Kasztan zadziwiony spogląda na niego:
– Tutaj jest pan u mnie, szanowny kolego!
– Gdzie u pana, panie? No nie, proszę pana!
Zawsze tutaj spadam, to moja polana!
Dziwi mnie pan, panie, mam ja inne zdanie!
Bo na tej polanie, jest moje spadanie!
– A spadaj pan, panie, bo dam panu w banię!
Na mojej tyś polanie, uparty kasztanie!
Kasztan zaczął szukać kamienia wokoło.
– Uspokój się, żołędziu, bo dostaniesz w czoło!
Spadła szyszka w środek, ale się poturlała.
Spojrzeli po sobie: – Dobrze, że nie została!
Mówi półuśmiechem żołądź do kasztana.
– Noo… – przytaknął kasztan – to nasza polana.
> Jak niewiele trzeba, żeby dojść do zgody,
nawet się podzielić częścią swej wygody.
Gdy do podziału przybywa chętliwych,
nawet złośliwców zamienia to w życzliwych.
Leszek Piotr Laskowski.