"Ścierki rodzime"
W kuchni, na uchwycie klapy piekarnika,
gdzie go się otwiera i gdzie się zamyka,
na rączce obok siebie dwie ścierki wisiały.
I choć uchwyt nie był wcale taki mały,
w przepychankach słownych trwała tam gorączka:
— Nie jest twoja, ty ściero, cała ta rączka!
— Nie bądź tak, ty szmato, zaborczo paskudna,
nie wpychaj się na mnie, boś cała jest brudna!
— Odczep się, ty hadro! — sąsiadka jej rzecze. —
Czystą nie jestem, tego wcale nie przeczę,
ale ty nie jesteś ode mnie czyściejsza,
w dodatku podarta i o wiele mniejsza!
Wtem do kuchni pani gospodyni przyszła,
trzecią pośrodku, czystą ścierkę im wcisła–
pachnącą, wypraną i wyprasowaną,
całkiem nowiutką, jeszcze nieużywaną.
W jednym momencie te brudasy po boku
zgodnie już na nią wyskoczyły w amoku.
— Co za wciskalska! Żadnego wychowania!
Wepchnęła się w środek bez zapytania!
Tanim proszkiem cuchnie, a przemądrzała!
Zawisła – i nawet się nie przywitała.
— Patrz, jak się nosi! Jak jej u nas wygodnie! —
Brudna do brudnej teraz mówi już zgodnie.
Wspólnie gadając, w przymierzu się zjednały,
na ścierkę pośrodku razem nadawały.
Tak samo my w Polsce, między Polakami:
jak wroga nie mamy, to żremy się sami.
Leszek Piotr Laskowski.