"Przechadzka wśród przyjaciół"
Krokiem niespiesznym,
w ciszy i pokorze, idę aleją
– wśród swoich, u siebie.
W smugach pamięci,
w porannej dnia porze,
odwiedzam gwiazdy,
zgasłe na mym niebie.
Tu Andrzej –
w ławce dzielił ze mną znoje,
tam Zdzichu –
w biegach był niedościgniony,
Jurek, też tutaj – łamał serca każdej,
w miłosnych podbojach był niezastąpiony.
Małgosia –
Z torbą pełną cudzych wieści,
dziś sama stała się milczącą literą.
Czas w swoich dłoniach
starość ledwie mieści,
zasłona opadła.
Nie pytaj dlaczego.
Krzysiek, Janek, Basia –
cienie z podwórka,
Zbyszek i Asia, - i Czarek –
bratnia krew.
Nasza wspólna młodość,
barwna jak laurka,
dziś brzmi jak odległy,
przygaszony śpiew.
Znam każdy zakręt,
choć przybywa znaków –
nowych imion wyrytych
w chłodnym granicie.
Mijam te rzędy
w spokoju, bez lęku,
bo tu się dopełnia
każde nasze życie.
I choć to cmentarz,
spacer nie jest mroczny,
bo wskrzeszam ich
w sobie każdym wspomnieniem.
Pijemy znów życie
– ten nektar owocny,
ciesząc się chwilą,
a nie przeznaczeniem.
W tej to sekundzie,
– myślą ich dotykam,
nie ma już granic,
grobów ani trwogi.
Śmierć w blasku wspomnień
na moment umyka
i odsłania wspólnie przebyte drogi.
Leszek Piotr Laskowski