Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 24.07.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
kocha za moment w którym światło pomyliło mnie z ogniem rozchyliłam się cała w czerwieni to wystarczyło od tamtej pory jestem dowodem że piękno zdarza się naprawdę przeglądam się w jego źrenicach widzę różę nie siebie sprawdzam płatki czy noc zostawiła na brzegach cienką biel ciało wie wcześniej niż kolor odejdzie niż zapach przestanie wracać do skóry boję się jego wzroku kiedy zauważy że kwitnienie nie jest miejscem w którym można zostać zielona uparta naga - łodyga czekała od zawsze niech więc odejdzie zanim podniesie klosz zanim zobaczę jak zachwyt myli z miłością insp. Antoine’a de Saint-Exupéry, "Mały Książę".18 punktów
-
durny wierszyk jak przyszło Co do Czego to Nic i tak nie wyszło zamiast się zdarzyć wreszcie dać uwieść beznamysłom wszystko się pomyliło i teraz jest do bani jak przyszło co do czego i tak to było na nic10 punktów
-
Gdybyś - moja droga A - całowała za każdy udany wiersz, zacałowałabyś na śmierć. No i właśnie dlatego mamy kłopot, o czym wiesz, tak, dobrze o tym wiesz. La Bastide, 24.07.2026r.10 punktów
-
B.G. Mrą kwiaty w szkle pociętym, skra tańczy po stole, w rogu parkiet olśnieniem kosztownym migoce, pod oknem przysłoniętym sofa wygodnieje i fotel się zatraca w słonecznej pomroce. Na ścianach w zgrzebnych ramach – wnuczęta i dzieci, synów, córek, sióstr, pociech – ustawione grono, a na stole, w obszyciu dzierganej serwety, ze stosownym obyciem, aromat parzonej… Ach, świecie mój, najdroższy, w pokoju zamknięty, ileż trzeba zabiegów, kokieterii, siły, by w tym srebrnym odbiciu – na odległość ręki – nie widzieć końca świata i cienia mogiły.10 punktów
-
Kołyszę pytania do snu, niech zasną troski serdeczne, a czas je zapewni, że nic na świecie tym nie trwa wiecznie. I cicho zanucę im pieśń, niech miękko utulą głowę, wierząc, że często odpowiedź, jest prawdą, tylko w połowie.8 punktów
-
„Gortatów – dom wakacji” – 4 Często widywałem dzieciaki mnie śledzące, w blokach za piecami cegielni mieszkające. Słowa nigdy z nimi nawet nie zamieniłem, bo ja tych dzieci – po prostu się wstydziłem. A dla nich ja byłem postacią zagadkową, z karabinem i psem, i z miną wciąż surową. Stroniłem tam od ludzi, mamusin syneczek, strzyżowickie wychowanie i za mamą smuteczek. Była tam piwnica, której bardzo się bałem. Nigdy do tej piwnicy sam nie zaglądałem. Był tam piekarnik olbrzymi, do pieczenia chleba, pomieściłby człowieka całego, jak trzeba. Przed domem były szopy, pełniutkie różności. Bądź co w nich robiłem, w mojej pełnej wolności. Tworzyłem w nich rakiety, auta i traktory, wybór materiałów w tych komórkach był spory. Bywało, że szliśmy plewić z babcią buraki. Było to już dla mnie zajęciem byle jakim. Babcia to widziała, do pracy nie zmuszała, więc i siostrę, i mnie do swych zabaw puszczała. Tak to czas tam spędzałem, w wakacyjnym amoku, zimową porą dwa razy, latem co roku. Aż do lat szesnastu się co roku tak działo, dwa tygodnie lata u babci się spędzało. Tam z dziadkiem Bogusiem miód z ramek odciągałem. Maszyną, jakby beczką, korbą pokręcałem. Ramki się obracały, miód się lał z kranika. Jak dziadek nie patrzył, podstawiałem języka. I były tam króliczki, mieszkały jak w meblu, w zbitej szafie z desek – domek na każdym szczeblu. W domkach małe truśki z ich matkami dużymi. Króliczki mnie lubiały, więc bawiłem się z nimi. Listki mleczu codziennie im tam przynosiłem. Kiedy smacznie jadały, po główkach je gładziłem. Nie wiem, czy głaskanie moje one lubiały, uszy po sobie kładły i mlecze szamały. Na wprost klatki królików był chlew i obora, z wielkimi drzwiami, jak do szlacheckiego dwora. Tam świnki z ich mamą w dwóch chlewikach mieszkały, a po lewo, pod ścianą, dwie krowy zawsze stały. Jak babcia je doiła, koty przybiegały. A było ich pięć: cztery bure, jeden biały. Każdy miał tam miseczkę na mleczko świeżutkie, czekały posłusznie, były bardzo grzeczniutkie. Nad chlewikami w gniazdach mieszkały jaskółki. Miały one na gniazdka porobione półki. Co wieczoru babcia przed zamknięciem sprawdzała, czy rodzina jaskółcza już w gniazdach siedziała. Czasem ja pilnowałem ptaka spóźnialskiego. Za prośbą babciną tam czekałem na niego. A kiedy już przyleciał, drzwi ja zamykałem, tak wielkie były, że ledwie radę dawałem. – cdn Leszek Piotr Laskowski8 punktów
-
Raz Ambroży, jeż ze Zgierza polną dróżką żwawo zmierzał, maszerował na piechotę, bo na spacer miał ochotę. Szedł Ambroży w odwiedziny do Jeżowa, do rodziny. Bo Jeżowie, kuzyn Jerzy, mały domek miał wśród jeżyn. Krótkie nóżki ma Ambroży, w marszu nie jest bardzo hoży. Tupcze, drepcze już dzień drugi, aż się w końcu marszem strudził. Przysiadł w cieniu jarzębiny i wyrzuty zaczął czynić, że ta ścieżka taka długa, że w podróży ciągle nuda, że w Jeżowie kuzyn czeka, i że droga jest daleka, że nikt mu tu nie pomoże, że być może tylko gorzej. Ponarzekał sam do siebie, po czym czuł się nieco lepiej. Więcej niczym się nie smucił i do Zgierza w dwa dni wrócił. Zaraz wsiadł do autobusu i ponownie w podróż ruszył. Za niecałe dwie godziny Jerzy witał się z kuzynem.7 punktów
-
lubię długie dni skąpane w słońcu lipcowe marzenia zawieszone w powietrzu i wszystko co piękne ląduje w dłoniach gdzie ciepło rozpuszcza wątpliwości kilka momentów zawieszam na szyi tam słychać miarowe bicie jutro wciąż będą przy mnie6 punktów
-
Jeszcze jestem smukła, jeszcze jestem zgrabna ciągle jeszcze czysta ale czy powabna? Czy czas co przez listki i kolce przepływa nie kaleczy płatków... urody ubywa? Ciągle jeszcze czekam na tego jednego ale nie przybywa i nie wiem dlaczego. W myślach zatopiona róża trwa codziennie i tylko czas jeden jest przy niej, niezmiennie.5 punktów
-
trwamy przy swoim tam gdzie nie warto nie pytamy siebie zapominamy ... lecimy z wiatrem który wciąż coś obiecuje a przecież ... mamy nie tylko głowę mamy … misję Chrystus na krzyżu odwraca głowę jesteśmy na podobieństwo niestety ... Błogosławieni którzy idą w imię Pańskie 7.2026 andrew Piątek, dzień wspomnienia męki i śmierci Jezusa5 punktów
-
i powiadomienia i dowody wpłat i reklamy ze skrzynki i potwierdzenia nadania i listy które napisała i kartki na święta i te co nie wysłała i te co otrzymała i ponaglenia do zapłaty i wezwania i umowy i regulaminy i recepty i brudnopis i zeszyty i zużyte zdjęcia i zapiski jakieś takie zmięte poplamione pościskane mój Boże5 punktów
-
Dla mnie uciszasz głośny świat, Ja już nie muszę bać się burz. Jesteś obok po prostu tak, Podajesz mi pomocną dłoń. Między nami nie ma granic, zlewamy się we wspólny nurt. Potrafisz smutne chwile spalić, nim mróz uderzy w serca próg. Ty rozumiesz moje troski, Gdy ich ciężar za mną gna. Nasza miłość - splot najczystszy, Który karmi wspólny czas. Kiedy własne ścieżki gubię, Ty wytyczasz dla mnie szlak. W naszą jedność mocno wierzę, gdy mi sił i sensu brak. W Twoich dłoniach milknie gwar, znika lęk i chłodny cień. Z Tobą mogę iść pod wiatr, z Tobą budzi się mój dzień. NTadeusz KOCH5 punktów
-
w starej chacie pod lasem nie tylko cisza śpi robi to wiatr i zmęczony dniem cień śpi tu też zapomnienie oraz okiennice pilnuje ich pająk zerkając na drzwi bo wie że echo lubi tu zaglądać i opowiadać o swoich kłopotach i o tym co wie a on pająk dobrze wie że cisza nie lubi gdy ktoś grzebie w jej śnie więc pilnuje drzwi modląc się by nie otworzyły się by dalej śniła4 punkty
-
Monotonia zawisa jak dym nad spokojem. Ołowiane chmury wypluwają myśli pełznące kroplami po szybie. Sny - topniejące fotografie i chropowate wspomnienia rozmazują cienie postaci, oderwane od stóp i wędrujące we mgle. Szare komórki nadal mieszają czerń i biel. Komponują grafitowe odczucia. Jabłka szarej renety nie znają smaku smutku.4 punkty
-
Świat jest mój twój i jego mamy do niego klucze którymi otwieramy noce i dni Świat należy do nas nie wstydźmy się go mówmy o nim poetycko kochajmy jak brat siostre Świat to nie tylko znój i trud to mosty szczerości otulone mgłą gdy ona opadnie uśmiech i fajne sny Świat to horyzont to codzienny chleb który smakuje o każdej porze nawet gdy czerstwy4 punkty
-
4 punkty
-
@Marek.zak1 Bardzo dziękuję! Można, można! :) Dziękuję za tak smakowite podsumowanie - rzeczywiście, wszystko zależy od towarzystwa, nawet szara reneta z odpowiednim partnerem nabiera słodyczy. Pozdrawiam serdecznie! @Kwiatuszek Bardzo dziękuję! Miło mi, że wiersz przywołał takie wspomnienie - stary sad z szarą renetą to piękny obraz sam w sobie. Serdecznie pozdrawiam! :) @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! Serdecznie dziękuję za tak wnikliwy i piękny komentarz. Twoja interpretacja szarości jako bezpiecznego schronienia przed emocjonalnym tornadem jest niezwykle trafna i sama w sobie brzmi jak świetna literacka myśl - cieszę się, że się nią podzieliłaś. Z puentą trafiłaś idealnie w to, co myślałam - ta "szarość" jabłek miała właśnie kontrastować z ludzkim smutkiem, którego natura nie zna. Serdecznie pozdrawiam. :)4 punkty
-
Jola z Bartkiem w szkole parą byli. Jola jakiś wabik w sobie miała, więc Bartkowi wszyscy zazdrościli, gdy po lekcjach na niego czekała. Znajomi wróżyli im wesele. Cztery lata to trwało bez mała, aż powiedziała w pewną niedzielę: „Chyba Bartku trochę odpoczniemy. Cztery lata to dla mnie za wiele. Jakiś czas się widzieć nie będziemy, bo na studia jadę do Brukseli. Odległość rodzi same problemy. Mądrzy ludzie mi tak powiedzieli.” Kiedyś po powrocie z zagranicy, przez przypadek, po Wielkiej Niedzieli, spotkała go Jola na ulicy. Zapytała, gdy się przywitali: „Mieszkasz Bartku w tamtej kamienicy? Może byśmy znów się spotykali? Na to zawsze jest dobra godzina. Zobaczymy więc, co będzie dalej.” Bartek na to: „Też czasem wspominam nasze dawne, wspólne szkolne lata. Lecz wspaniałą żonę mam i syna, a tam jest przedszkole małolata.”4 punkty
-
całkiem nieźle ląduję mało mam ale widać dobrze gospodaruję sama pochwalić się muszę co rzadko się zdarza a szkoda skoro niewielu a może i nikt wokół to ja powinnam trzeba się lubic kochać każdy terapeuta to powie ale wracając do finansów wciąż siedzą w mojej głowie starcza do pierwszego?! a gdzie na czarną godzinę na białą kolorową też nie do cholery daleko nie pofrunę no nie wiem słowo daję jak leci się w wyższe sfery na przykład na Hawaje lecz może i na Hawajach o tej samej porze podobna do mnie kobieta rozgryza taki sam orzech4 punkty
-
"Him never stopped loving her. But the pain it cause him was too much to live with but not enough to cause him to die." "Tragoedia Amoris Nimii" Historia ta o człowieku bez serca, Zbyt wrażliwa dusza to jego morderca, Miłość jego granic żadnych nie znała, Przez to ocean cierpienia poznała. Dla niej poświęcił całość swej duszy, Przyjął klątwę, cierpienie katuszy, Był gotów dla niej spalić cały świat, Złoczyńcą zostać, by ocalić swój kwiat. Ona kłamstwem pięknym go karmiła, Jego emocjami, sercem długo się bawiła, Aż w końcu pewnego, chłodnego dnia, Zdradziła go, rozbiła serce na dwa. Jedno, wciąż miłością do niej wypełnione, Drugie nienawiścią splamione, skrawione, Z czasem w jedno znów się złączyły, Do swej mogiły zbyt szybko toczyły. Stracił on wszystkie swe emocje, Nadzieje, zaufanie, życie beztroskie, Okrucieństwo nowym jego panem, Zło jego jedynym, wiernym fanem. Ideały duszy jego wraz z honorem, W pustce były, gdy został potworem. Serce swoje wyciął i zamknął na zawsze, W skrzyni utopił, zapomniał prawdę. Serce niegdyś do miłości zdolne, Kamieniem obrosło, już nie jest wolne, A pod nim do niego kłódka powstała, Po kluczu się tylko jedna myśl ostała. A jaka w tym jest tragedia straszliwa, W tym jak skończyła jego dusza wrażliwa? Bez serca życie staje się przeszłości cieniem, Śmierć jego jedynym wybawieniem...4 punkty
-
Są chwile ktòrych nikt nie rozumie Poranki w które nikt nie wstaje Zmierzch gdzie tylko Słońce zachodzi I nikt nie zasypia Są chwile..... Ktòrych nikt nie rozumie. Są dni Ktòrymi nikt się nie cieszy Są pola na ktòrych niema ziarna Są drzwi których nikt nie otwiera I słońce ktòre nie oślepia.4 punkty
-
wystawa wystawa obrazów koła na kolorze i w kołach kolory liczne konfiguracje pastele cieniowane grube linie kolory jak dawne witraże przetworzenie światła soczewką mikroskopu na końcu korytarza upchane malarstwo wskrzeszenie dawnych wieków brak ziarnka w klepsydrze tak już czasu nie było patrzyłam na feerię ale nikt nie chciał wnikać każdy krótko uważał Malewicz, Picasso w mikroskali zastygli miłość do Kandinskiego nic poza widoczne przetworzenie mistrza bo wstyd mieć warsztat czy być kapłanem sztuki dokładnym i cierpliwym3 punkty
-
Spuściłem myśli z kagańca prawie się pogryzły bo ta pierwsza była ostatnia merda wspólny ogon smutny oswajam je w tych słowach chociaż lękiem warczą na zewnątrz groźna pogoda w duszy własne gardła duszą przekarmione siebie nie zjedzą uspokajam jedną i tysięczną bezpańskie przybiegły watahą chcąc rozszarpać duszę moją umysł to hycel który myśli łapie wypuszczając je nawet gdy gryzą lecz te ze wścieklizną dzikie jak wilki do mojego lasu wracają3 punkty
-
Biegnę szybko po lesie bez drzew, ratując wszystko, co jeszcze jest. Łapczywie chwytam ostatki żywota. Każdy zamykam w bez klamki wrotach. Chronię jak potrafię, troszczę się o każde. Za głowę się łapię, jednocześnie je miażdżę.3 punkty
-
nie wyjeżdżaj sam na wakacje spójrz, macoszki piąstki pogryzły zobacz krawat raptem przyciąłeś i wystaje cisza z walizki chodź, wyśnimy wyspy szczęśliwe dwa anyżki, złote księżyce, oglądałam prospekt w nefryty, cena warta naszych zasyceń nie wyjeżdżaj sam na wakacje wymienimy chęci na słowa? wtedy starczy już nam na wszystko, no więc jak - czy mam się pakować?3 punkty
-
(tryptyk) Piszesz wiersze piękne, czułe I rytmiczne. Od niechcenia, tak przypadkiem Rzucasz słowa. I przeplatasz swe tęsknoty Spontaniczne, Z takim wdziękiem, że je można Zacałować. Chociaż wersy jednym ciągiem Są pisane, To przestrzenie między nimi, Pustką krzyczą. A te zwrotki niby razem Układane, Nigdy siebie nie zobaczą, Nie usłyszą. Wybacz proszę mą brutalną Ingerencję I przepraszam, że się wtrącam, Tu akurat. Lecz pozbieram Twoje słowa Bardzo skrzętnie, By je potem wszystkie razem Poprzytulać. Bardzo chłodno, ze złą miną, Patrzysz bokiem, Że zostawię twoje strofy Gdzieś na drodze. Jeszcze tylko się zatrzymam Rzucę okiem, Może zgarnie zabłąkany Ten przechodzień. Już pochyla się niechętnie I je czyta. Zebrał szybko wszystkie wersy W jedną całość I uśmiecha się serdecznie, Bo jak widać W słowach szczęście, na tej drodze Go spotkało. Za pazuchę skrzętnie schował Twoje wiersze I do serca je przytulił Tak ochoczo. Bo zrozumiał że miłości Są cenniejsze, Niż pieniądze, splendor, sława Oraz złoto. Idę dalej, a nade mną, Świeci księżyc. Mleczna droga gdzieś mnie wiedzie Wokół cisza. W dali wodnik wraz z pannami Wozem pędzi, Lecz hałasu ani rozmów Tu nie słychać. A przy drodze wartkim prądem Strumień płynie; Próśb, uczynków oraz marzeń Niespełnionych. Czy pragnienia ktoś wysłucha I je przyjmie, By nasycić i napoić Tych spragnionych? W dali ziemia swym błękitem Jeszcze mami. Tam się kończy i zaczyna Coś od nowa. Ktoś pamięta i wspomina Żeś kochany, Póki żyją - rozrzucane Twoje słowa. wspomnienia do których wracam właśnie umuzyczniłem i nie che mi wejść na stonę proszę o podpowiedź3 punkty
-
@Berenika97 bardzo poruszająca i dojrzała reinterpretacja mitu róży zachwyt bywa ślepy na to co pod spodem a Twój wiersz z niezwykłą czułoscią odsłania prawdę o łodydze i lęku przed byciem dostrzeżonym naprawdę bez pięknej oprawy Nika to jest piękny i głęboki tekst a ja przy okazji - cytat z Antoine'a de Sant Exupery który tkwi we mnie od lat "miłosć nie polega na tym żeby wzajemnie sobie się przyglądać lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku"3 punkty
-
pomimo przeciwności losu nie walczę z wiatrakami, godzę się na dziś. odizolowany od świata, stąpam po suchym piasku aż do zachodu słońca. wierzę, że odnajdę siebie w perspektywie jutra, w nadziei, którą cierpliwie tkam. bo gdzieś tam w oddali jest moje El Dorado – obietnica szczęścia. w samotni, choć obok siebie, mając ziarnko wiary tworzymy lepszą wizję świata. już wiem, że pomimo trudnych walk jest szansa na ocalenie naszych marzeń z popiołów.3 punkty
-
Już miał uderzyć w lirę, Ale przegapił chwilę, Gdy celna synekdocha Pękła i legła w prochach. Chcąc więc ratować imię, Chwycił za metonimię, Lecz ta była niespora Jak licha metafora. Zawszeć przydatna psota – Niech będzie anegdota: Jak biedak zamiast glorii, Zyskał pysk w alegorii, Gdzie chociaż w żłoby dano, On miał już w głowie siano.3 punkty
-
Pochmurne lato Kapryśna aura A ludzi i tak tłumy Tylko ptaki nie Śpiewają już Swoich miłosnych Pieśni o 3 w nocy3 punkty
-
A może to nie o mnie ? :) Granice kuszą :) Dziękuję i pozdrawiam:) @Berenika97 Cała prawda. Dziękuję i pozdrawiam:) I tego należy się trzymać :) Dziękuję i pozdrawiam:) Jeśli to skuteczne ( sprawdzone) to dylemat ma wyjście :) Dziękuję i pozdrawiam:)3 punkty
-
Powtarzaj mi wszystkie kłamstwa o miłości, patrząc prosto w oczy powtarzaj je często. Chcę przez chwilę poczuć, jak te słowa żyją: kocham wyraz "kocham", podobnie jak "wierność". Powtarzaj mi wszystkie zaklęcia na świecie, patrząc prosto w oczy rozkochaj mnie szczerze, żebym nie uciekła daleko w samotność. Żebym spróbowała pokochać i Ciebie. Opowiedz mi wszystkie baśnie o miłości, Powtarzaj, że kochasz i tym mnie ugościsz.3 punkty
-
grochówka pomidorowa żurek pieczarkowa rosół szczawiowa warzywna że wszystkich tych zup najbardziej dla mnie grochówka i żurek te ostatnie zupy bardzo lubię ich zapach to czysta poezja wiem że są jeszcze inne na przykład kapuśniak krupnik zalewajka ale one mi nie podchodzą przypominają dzieciństwo były często na obiad wiadomo dlaczego - bo ziemniak kapusta kasza były dostępne nie obciążały domowego budżetu dlatego te zupy gościły w talerzu3 punkty
-
Lato me — lato złe pokazało kły… Przy wierzchołkach drzew krążą cienie niczym sen nocy złej. Płaczą brzozy. Naginają się osiki, jak warkocze Bereniki. Chylą się ku ziemi. Tylko dęby niewzruszone. Opierają się. Tylko dęby nieskruszone. Otwierają się. Chcą się witać. Chcą się tulić. Świat się kończy… Noc ich dziś utuli, nie te czarne dni, co przy wierzchołkach drzew krążą niczym cienie i chcą się na nie rzucić. Lato me — lato złe pokazało kły…2 punkty
-
Tobie w szmaragdowozielonych wodach pływam letnio, w czerwonej azalii odbijam się srebrzystą plamką od małych listków olch.2 punkty
-
nie mogłam dłużej gadać wierszem bo późne było już dobranoc ale też spać nie mogłam przez cię myślałam słowa tam zostaną samiutkie takie zimne rączki kiedy na grzędach w wersach siedzą daleko jedno od drugiego między zwrotkami straszny przeciąg więc wstałam do nich prosto z łóżka jest chyba jakoś przed południem żeby przytulić ucałować żeby słoneczniej albo cudniej2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Chcieliśmy podzielić się muzyczną interpretacją wiersza „Lipiec” Loli Szereszewskiej. To niezwykle zmysłowy tekst — pełen światła, zapachu róż, wilgotnej trawy, miodu i letniego upału. Staraliśmy się zachować tę intensywność również w muzyce i obrazie. Link do utworu:2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97 "Róża" która zamieszkała w sercu, pozostaje różą na zawsze. Piszę, bo sprawdziłem :-)2 punkty
-
@Berenika97 ... piękna pogoda nawet słońce ... patrzymy na owoc zwisający na gałęzi jabłoni widzę deser już chciałem zerwać spojrzałem na nią spogląda zamyślona jakby nieobecna ciekawe co widzi o czym myśli to przecież tylko zwykłe jabłko ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia2 punkty
-
@Leszek Piotr Laskowski Piękna, ciepła gawęda o dzieciństwie u babci - pełna czułych detali (piekarnik, króliki, jaskółki, podkradany miód), które ożywiają tamten świat. Mam również cudowne wspomnienia o babci, która mieszkała z nami. Drugiej nie pamiętam, bo szybko odeszła.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Witaj - prawdę napisałaś w komentarzu - zostają zwłaszcza te miłe i czułe - dziękuję ci za owa melancholijność - Pzdr.spokojnym porankiem. @Posem - @Berenika97 - @APM - dzięki -2 punkty
-
2 punkty
-
„Gortatów dom wakacji” – 3 Z cegielni bandycko szedłem, jak w horror-filmie, z karabinem na plecach i Micholem przy mnie. Na wysypisko śmieci, gdzie szczurów tysiące – było ich tam tak dużo, jak kwiatów na łące. Uciekały stadnie, w śmieciach się chowając, a ja, terminator, na ślepo w nie strzelając. Z rozważaniem dziecka, że zła nie uczyniałem, poparcie dorosłych za dobre uważałem. Pamiętam sikorkę piękną z czubka topoli – jednym pociągnięciem... Do dzisiaj mnie to boli. Krzykliwej, wielkiej wrony też już nie zapomnę, pięć śmiertelnych śrutów – wyrzuty wiekopomne. Inaczej świat ludzie jeszcze wtedy widzieli, bo w tym świecie niewiele jeszcze rozumieli. Gdzieś świtało mi w głowie, że może źle robię, lecz mądrością dorosłych tłumaczyłem to sobie. Nieopodal śmietniska stawy piękne były, wykopane przez cegielnię dla glinianej bryły. Duże, głębokie, na bieżąco wybierane, po latach, w następstwie, śmietniskiem zapełniane. Ale przez te lata, gdy na śmieci czekały, przepiękną naturą wokół się otaczały. Z drzewami na brzegach tworzyły się azyle – mieszkały tam zwierzęta, ptaki i motyle. I kwitło tam życie, jak na brzegu, tak w wodzie. Dla dziecka – to bajeczne wakacje w przyrodzie. Latem tam zbierałem maślaki i czerwonki, i kozaki wzdłuż brzózek zakwieconej łąki. Pamiętam moje pierwsze próby wędkowania – zostawiony samemu do tego zadania. Usadowiony w deszczu nad brzegiem glinianki, z bambusową wędką oglądałem kijanki. Wujek Tadek poszedł, miał coś do załatwienia. Sam siedząc patrzyłem w spławika poruszenia. I nagle coś wzięło, i się coś zahaczyło, i jakoś w tataraku żyłką się zaczepiło! Ja, mały nieborak, a glinianka głęboka. Żeby wyjąć mą rybkę, chciałem zrobić kroka. Po kolana już w wodzie – poślizgiem jadę w dół! Szczęściem nagle poczułem, że ktoś łapie mnie wpół. Wujek właśnie nadszedł, wędkarzyka pochwycił. Po pas zamoczony, chrzest wędkarski zaliczył. Takie to było moje pierwsze wędkowanie i pierwsze, w ryzyku, mojej rybki złapanie. Tak to dzień ten pamiętam sześćdziesiąt lat później, widziany okiem dziecka, pamięci dziś już luźnej. Odległe wspomnienia z pewnością też szwankują, może coś dodają, a może coś ujmują? — cdn. Leszek Piotr Laskowski2 punkty
-
O świcie samotność rozsiadła się w fotelu rechocze nadęta jak żaba udaje księcia na tron zaprasza starym wabi wachlarzem z oddechu w oczy kłuje zmęczone nogi wierzą usta układają się w wiersze do pocałowania2 punkty
-
@Łukasz Jurczyk Napisałeś mocne i precyzyjne studium psychologii zdobywcy. Narrator jest trybikiem w bezlitosnej, doskonale naoliwionej maszynie wojennej. Jego relacja jest pozbawiona wyrzutów sumienia czy litości. Z punktu widzenia imperium, które podbija zróżnicowane etnicznie i językowo tereny, dyplomacja i słowa bywają nieskuteczne. Popiół (śmierć, destrukcja, terror) staje się uniwersalnym językiem. Narrator mówi, jak zdobywcy postrzegają swoje ofiary i ich dorobek - ludzie są zredukowani do czegoś ulotnego, biologiczna zagłada wiosek jest dla niego naturalna, kpi również z ich architektury i obronności. Pojawia się również typowe dla najeźdźców przerzucenie winy na ofiarę - „Teraz już wiesz, co wybrałaś.” Opór jest traktowany jako „wybór” zagłady. Najeźdźca usprawiedliwia swoje okrucieństwo „uporem” broniących się. Trzy kamienie wystrzelone z machin oblężniczych - to cała narracja negocjacji. Puenta jest przerażająca - ukazuje absolutną władzę nad życiem tysięcy ludzi. Aleksander - niemal jak bóg - zadecydował o losie miasta i jego mieszkańców. Uniwersalny poemat o eksterminacji. Znakomity tekst!2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne