Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 30.06.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Zgubiła się pomiędzy bladym świtem a cierpką kawą, teraz mija siebie codziennie - niczym obcą kobietę. W pośpiechu poprawia płaszcz, biegnie do pracy przez gąszcz cudzych uśmiechów i chmurnych spojrzeń. W torbach z zakupami dźwiga ciężar dnia, rzuca w korytarz wymuszone „dzień dobry”, a ten odpowiada pustym echem. Wieczorami, gdy w samotnych ścianach drży głos Bajora, karmi porzuconego kota i niezagojoną tęsknotę. Czasem wykrzesze z siebie krótki śmiech, jakby na przekór głuchej ciszy, która od tamtego dnia wciąż w niej dorasta. Na spacerze odwraca wzrok od splecionych dłoni. Chciałaby po prostu wrócić do siebie.20 punktów
-
wysoka stopa ecru bo na lato proszę pani brązy beże i ecru tylko to no...może jeszcze kremowy drobny dodatek ważka owoc kwiatek niech pani się nie waży nie wydać na to pieniędzy wyjazd ja pani doradzę dokąd za granicę niewielki kredyt aaa... trzeba mieszkać i wyglądać świadomy konsument nie chce pani to jak pani będzie wyglądała nie to nie - pani sprawa @Leszek Piotr Laskowskiserdeczne podziękowania 🌻12 punktów
-
kwiat na skwerze na ciebie spogląda podobasz mu się już się nie rozgląda różową sukienką wiatr się bawi nie chce mnie ochłodzić ciebie nie zostawi promienie słońca grzeją drzewa cień rzucają tobie dają osłonę na mnie nie zważają 6.2026 andrew10 punktów
-
bezimię najpierw zniknęło echo. powiedziałem swoje imię. wróciła tylko cisza. cisza, która wyglądała, jakby już wcześniej wiedziała, co miałem powiedzieć. od tego dnia świat zaczął oszczędzać na mojej obecności. drzwi zamykały się odrobinę za wcześnie. fotokomórki nie zawsze mnie widziały. pies sąsiadów przestał odwracać głowę, kiedy przechodziłem. w sklepie kasjerka podała resztę człowiekowi stojącemu za mną. uśmiechnęła się. mnie nie zauważyła. myślałem, że to przypadki. przedmioty przestały stawiać mi opór. usiadłem na krześle, a drewno pod moim ciężarem nawet nie skrzypnęło. materac przestał pamiętać kształt mojego ciała, jakbym ważył mniej niż cień. stałem się tak lekki, że bałem się, iż przestanę odciskać stopy na podłodze. potem zaczęły znikać zdjęcia. ramię żony obejmowało powietrze. córka śmiała się do kogoś, kogo aparat już nie pamiętał. spytałem ją, kto zrobił to zdjęcie. popatrzyła na mnie długo. w jej oczach nie było już mojego odbicia. wzrok prześlizgnął się po mnie tak gładko, jakby patrzyła na dobrze umyty kafel. byliśmy sami w pokoju, ale ona zaczęła już powoli wietrzyć po mnie powietrze. w ustach miałem smak świeżo rozkopanej ziemi. dotknąłem kuchennego blatu. miałem wrażenie, że to nie ja go dotykam. jakby nawet dotyk musiał najpierw przypomnieć sobie moje imię. tej nocy usłyszałem, że ktoś chodzi po mieszkaniu. nie szukał mnie. szukał miejsc, w których kiedyś byłem. jakby upewniał się, że naprawdę zniknąłem. rano wszystkie lustra były zaparowane. na każdym ktoś zostawił ślad dłoni. nie od zewnątrz. od środka. ścierałem parę rękawem. szkło było ciepłe. jakby ten ślad zostawiono po tamtej stronie. zacząłem mówić głośniej. stawiać cięższe kroki. trzaskać drzwiami. hałas wracał. tylko nie do mnie. z każdym dniem pamiętałem mniej. nie dzieciństwo. nie twarze. pamiętałem coraz mniej samego siebie. któregoś ranka nie potrafiłem przypomnieć sobie własnego głosu. otworzyłem usta. wyszedł z nich oddech. cudzy. jakby ktoś od dawna ćwiczył go we mnie. ostatni raz spojrzałem w lustro. stał tam mężczyzna. wyglądał dokładnie jak ja. tyle że był spokojniejszy. bardziej prawdziwy. pozbawiony mojego błędu. uśmiechnął się z ulgą. jak ktoś, kto przez wiele lat czekał, aż właściciel wreszcie opuści dom. podniósł rękę. nie zrobiłem tego samego. to nie było odbicie. to był gest pożegnania. odwróciłem się. za plecami nikogo nie było. kiedy spojrzałem ponownie, lustro było puste. po raz pierwszy w życiu odbicie zniknęło przed człowiekiem. stałem na środku ulicy. czułem, jak czas przepływa przeze mnie, nie zostawiając we mnie żadnego śladu. od tamtej chwili ludzie coraz częściej przechodzili obok mnie. czasem na ułamek sekundy marszczyli brwi. jakby prawie mnie pamiętali. jakby zaraz mieli wypowiedzieć moje imię. ale świat był szybszy. to wystarczało. świat nie odbiera życia. po prostu pewnego dnia przestaje pamiętać, że kiedykolwiek byłeś.9 punktów
-
Układam z tęsknot myśli, które po cichu wykrada czas, a one odlatują z wiatrem. Zaplotłam w warkocze dni minione. Trochę jest smutno mi, że obok nie ma Cię, Babuniu. W Twoich błękitnych oczach mieścił się mój beztroski świat. Z serdecznym uśmiechem witałaś mnie w progach, jak dobra wróżka zamieniałaś chwile w słodycz. Byłaś wsparciem służąc zawsze mądrą radą. Nie zapomnę wspólnych wędrówek przez miedzę, gdy łany zbóż i maki witały nas o świcie. Poczciwej krasuli i karego konia, co piły wodę ze strumienia. U Ciebie, Babuni, jak u Pana Boga za piecem, wakacje pachniały lawendą.9 punktów
-
Wiatr przetoczył się. Wyrwał korzenie z ziemi. Drzewo padło bez ostrzeżenia. Rozbiło szybę pod ciężarem nieba. Stoi biała i cicha. Pod kablami. Szklana pajęczyna rozbija światło. A w środku zapach burzy. Blachę wymienisz. Życia się nie da.8 punktów
-
Spokojnie grzebie Sobie w ogródku Mała chudziutka nieuczesana Patrzę przez okno nie czuję smutku Myślę czy kiedyś była kkochana Co jest w Jej głowie co myśli czuje Czy coś Ją cieszy Czegoś żałuje To nieistotne to bez znaczenia Zadziała tutaj dar przedawnienia Zrobię Jej kawy Przykryję kocem Pomogę przetrwać Wszystkie złe noce Gdy przyjdzie moment To będę blisko Wezmę za rękę To nic i wszystko7 punktów
-
w tańcu potępionych zbaw nas ode złego w ciemności tańczymy tango obcasy uderzają o podłogę dreszcze w żyłach cztery na cztery czuję wilgotność oddechu rytm płynie gładko uderzenia wioseł pięciopalczaste dłonie nawet gdy nie patrzysz oczy podglądają lornetki cudzych okien w tańcu potępionych przebacz nam żale wylane z kieliszka wina czerwonego w ciemności tańczymy tango niepowstrzymane źrenice dotyk krok po kroku tańczymy tango tańczymy w ciemności szaleństwo się obudziło i skacze z radości ciało jest tkaniną ruch czystą zabawą niewyartykułowana sylaba na trzy czwarte objęcia zazdrosnej namiętności obracam się w takcie czułości7 punktów
-
Dziś nastanie koniec świata w szklance soku mucha lata wiatr łagodnie się kołysze wiersz poeta w domu pisze wtem zachciało mu się pić weny prysła wątła nić wystarczyła jedna chwila mucha w soku się topiła taki to był koniec świata mucha zdechła już nie lata nasz poeta cóż kochanie skończył na tym swe pisanie nie ma soku muchy zgon wieszcz odetchnął ucichł ton7 punktów
-
Dla ciebie wszystko jest proste, odpowiedź w zasięgu ręki. Ja po pytanie się schylam, podnosząc do n-tej potęgi. Ty lubisz rozwiązać problem, stawiając na końcu kropkę. A ja na czworo myśl dzielę i każdej wręczam ulotkę. Gdy nocą liczę barany, do ciebie lgną sny najpierwsze. Więc już mnie więcej nie pytaj, dlaczego znów piszę wiersze.6 punktów
-
„Szanujmy się” Ruski zęby szczerzy, choć boi się sam siebie, Ukrainiec, po kawałku, widzi się już w niebie. Niemiec swoją dyscypliną tkwi w kompleksie wyższości, Włoch — to śpiew i wino, w życiowej próżności. Francuz opór stawia, wciąż na barykadzie, Hiszpan, leń, na plaży w słońcu wciąż się kładzie. Anglik gardzi byciem w Europy nacjach, z Irlandią w niezgodzie i w przeciwnych racjach. Węgier, choć malutki, wielkim się uważa, Polak wciąż na wszystkich o coś się obraża. Portugalczyk z Czechem prawie się nie znają, to i źle o sobie nie opowiadają. Kraje Skandynawii, jakby z innych światów, za Bałtykiem żyją, z dala Euro-bratów. Belgowie z Duńczykami Holendrów nie lubią, bo przez zapach tulipanów w kierunkach się gubią. Cygańskie plemiona, Rumun z Bułgarem, żyją duchem lenia, z wakacyjnym czarem. Austriak Chorwatowi przygrarza paluchem, by się nie pchał do niego ze swym pustym brzuchem. Wszyscyśmy ludnością Europy wielkiej, gdzie różnice kultur oraz wierzeń wszelkich, gdzie miłości piękno winno zapanować — trzeba tylko trochę bardziej się szanować! Leszek Piotr Laskowski6 punktów
-
nie zdobi ust szminką ani nie podkręca rzęs włosy rozsypały się pasmami ciało ubrane w blask słońca bezruch rozlał się na drewnianym pomoście czas umilkł i nie recytuje chwil ciszę łamie tylko cmokanie jeziora i trzepocząca w trzcinie ważka kobiecość zamknęła się w złocie lata6 punktów
-
Widziałem jak dajesz mu pieniądze a ledwie wczoraj gdy ja chciałem od Ciebie pożyczyć, zbyłeś mnie tym, że nie masz tyle by jeszcze pożyczać innym. I ja bynajmniej nie potrzebowałem na wódkę a po drugie oddałbym Ci te drobne już dziś a on, zerknął przez ramię na kloszarda, który ściskał pięciodolarówkę, tak mocno niczym kochanego syna albo wyśnioną kochankę, będzie miał u Ciebie wieczny dług w piekle. Dziękuję, że traktujesz żuli spod sklepu, lepiej niż starych przyjaciół. Wykonał ruch jak gdyby chciał, obrócić się i ruszyć do bezdomnego, wyrwać mu banknot i wsadzić go sobie do kieszeni kurtki. W tym czasie pozostawiony sam sobie kloszard, skierował swe posuwiste, niepewne kroki do sklepu. Mi w tym czasie udało się ukierunkować rozmowę znów na poprzednie, przyjemniejsze tory. Gdy wróciliśmy do dialogu o dzisiejszej próbie naszego zespołu i zaczęliśmy omawiać koszta związane z wynajęciem sali koncertowej, bezdomny opuścił sklep. Teraz w jego dłoni zamiast dolara z Lincolnem, spoczywała niewielka butelka najtańszej whisky. Widać byłem finalnym darczyńcą tego dnia. Jego oczy śmiały się wręcz do rubinowego płynu w środku. Alkohol widział w nim kogoś więcej niż istotę z marginesu. Nie widział w nim ofiary ani rzuconego w otchłań choroby uzależnionego. Był naczyniem, które skupiało w sobie procenty. Mistrzem powolnych, wymierzonych dokładnie łyków. Lekarzem swej duszy. Szamanem inicjacji. Wyzwolonym z systemu praw społecznych bytem. Był plamą na honorze krajobrazu, lub plamą honoru pośród upadku ideałów społecznych. Usiadł z butelką na niskim murku i pociągnął z niej solidny łyk. Dlaczego mu się tak przyglądasz? Liczyłeś na to że kupi sobie burgera i colę? Nie znasz go? Zapytałem wybijając go lekko z rytmu. Że co? Czy z nim kiedyś gadałem? Nigdy w życiu. Raz, kilka lat temu podszedł do mnie i poprosił o drobne. Kazałem mu spadać i grzebać w śmietniku. Czekaj, czekaj … a niby dlaczego miałbym go znać? Gość jest legendą. Jeszcze żywą. Mój rozmówca zrobił wielkie, zdumione oczy. Legendą? Pijaków? Pobił jakiś miejscowy rekord promili i przeżył? Czy obudził się w kostnicy i kazał się zawieźć z powrotem na imprezę? Pamiętasz sezon Sfinksów w dziewięćdziesiątym trzecim? Zbiłem go z tropu zupełnie. Wybacz ale jak przez mgłę, ironizował, miałem wtedy dwa lata i Ty zresztą też. A co to ma z nim wspólnego? Bo ten oto gość, zapewnił nam wtedy wicemistrzostwo stanu. Jedyne jak dotąd w historii. Do niego również należy nie pobity rekord przebiegniętych jardów i celnych podań w historii klubu. Oto przed Tobą James Crighton we własnej osobie. Mój kolega nie dał się nabrać, choć była to czysta prawda. Pieprzysz! Crighton zarobił miliony przez lata gry. Mam gdzieś jego platynową kartę w domu. Mój ojciec miał piłkę podpisaną przez niego na jakimś festynie. Zrobił sobie z nim zdjęcie. Stało na kominku w zaszczytnym miejscu. Bliżej jego oczu niż własna rodzina. Crighton był bogiem. Kasyna, fury, kobiety, modelki, apartamenty. Kasa lała się jak szampan. Fakt, chyba miał tutaj kiedyś dom. Przepisał na syna, wtrąciłem, tylko on mu został. Cały czas próbuję go wyciągnąć z ulicy ale stary zawsze wraca pod sklep. A kasa? Nie da się przepić milionów. Ostatni majątek, który miał przepisał na syna. On nie nosi nazwiska ojca lecz matki. Jednej z setek kochanek Crightona. A kasa poszła w butelki, koks i ruletkę. Normalnie historia na film, ironizował dalej, ktoś może kiedyś mu pomoże na pewno nie ja. A ja tak. Pamiętam każdą noc i zimę spędzoną na ulicy. Rękawice bez palców nad rozpalonymi koksownikami. Napady na pustostany jakiś miejscowych gówniarzy. Pożary i bójki. Godziny na komisariatach. Chociaż tam było ciepło. Jeden z policjantów zawsze poratował świeżą kawą a czasami wczorajszym donutem. Pamiętam odór wyziewów z kratek ściekowych. Spało się na nich w plątaninie starych szmat i kocy, wyciągniętych ze śmietnika. Błagało się o resztki z restauracji albo drobne. Przeszukiwało budki telefoniczne i kosze na przystankach. Cały dobytek mogłem zmieścić w marketowym wózku na kółkach. I broniłem go jak niepodległości. Pisałem dziesięć lat z poziomu bruku i o bruku. Tragedie i dramaty o ludziach duchach. O swoim utraconym człowieczeństwie. Nie znałeś mnie wtedy i postąpiłbyś ze mną tak jak dziś z Crightonem. A ja mam wobec niego i innych dług. I spłacam go w tych kilku dolarach. Nie piszę o tym co ludzie chcieliby czytać a o tym czego nie chcą widzieć i czego nie chcą być świadkami. A ja nie boję się już żyć. Nie boję potknąć się i zderzyć z brukiem. Bo wiem, że na Crightona i innych mogę liczyć. A ludzie niech dalej żyją sobie na swoim biegunie. Chyba nie słyszał ostatnich zdań. Podszedł szybko do Crightona. Dał mu kilka banknotów z portfela. Uścisnął dłoń. Wyjął marker z torby na ramię a były gracz umieścił na niej swój autograf. Tak powinno czcić się legendy.5 punktów
-
hałaśliwa* cisza w ciszy słychać wszystko wokół szelest myśli poszarpanych bezszelestne jak mysz pochłaniają resztki niewypowiedzianych słów i stukanie dzięcioła w drzewo z ciszą nawet czas jest za pan brat i Twardowski na księżycu *Fizycznie cisza jest brakiem dźwięku, ale subiektywnie może wydawać się „hałaśliwa”. Dzieje się tak z kilku powodów: jeden z nich poniżej: Szumy uszne: W całkowicie wygłuszonej przestrzeni (np. komorze bezechowej) mózg pozbawiony zewnętrznych bodźców zaczyna rejestrować własną pracę i układ nerwowy, co często objawia się jako pisk lub dzwonienie.4 punkty
-
4 punkty
-
siedząc w altance myślę czy kiedyś znudzi mnie pisanie wierszy wierszy które piszę od bardzo dawna raz gorsze lub lepsze a może będę pisał do końca o tym co czuję widzę i słyszę czyli o moim i waszym świecie o upadkach i zwycięstwach o codziennym życiu czyli o czyś co zawsze ma sens tak jak miłość szum drzew i deszcz jeszcze na koniec zapytam czy też taka myśli was nachodzi czy tylko mnie4 punkty
-
@EsKalisia Bardzo dziękuję! Dziękuję Ci serdecznie za te słowa - "śmiech na przekór" to chyba najtrafniejszy sposób, by opisać tę chwilę w wierszu. Twoje życzenie poczytnej poezji bardzo mnie motywuje. To trzeci wiersz z Luizą. Pozdrawiam ciepło i dziękuję, że zechciałaś się zatrzymać. @lena2_ Bardzo dziękuję! Też myślałam o tym, ale pierwszy wiersz "Luiza" też był o samotności, trochę cięższej niż teraz, gdy stara się "wrócić do życia". Serdecznie pozdrawiam. @Kwiatuszek Dziękuję Ci serdecznie - masz rację, to portret właśnie takiej kobiety. Cieszę się, że wiersz to oddał. Pozdrawiam serdecznie! @andrew Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. Może i Luiza, krok po kroku, za kotem pójdzie ku słońcu, ku życiu, i odnajdzie znów tę dawną śmiałość, która czeka cierpliwie w oddechu. @LessLove Bardzo dziękuję! To głębokie spostrzeżenie - rzeczywiście, jest w tym wierszu ta wielowarstwowość Luizy, ciągła zmiana, mijanie samej siebie. Dziękuję za tak refleksyjne spojrzenie - pytanie "kim jutro" zostaje ze mną. Pozdrawiam serdecznie! @Wiechu J. K. Bardzo dziękuję! Twój kot rzeczywiście wygląda nadal jak aniołek. A że kot potrafi ukoić tęsknotę, to myślę, że wiele osób się o tym przekonuje. Przekona się również i Luiza. Serdecznie pozdrawiam. @Migrena Bardzo dziękuję! Dziękuję za to wnikliwe odczytanie - "cicha erozja podmiotowości" to określenie, które chciałabym ukraść na własny użytek. Trafiłeś dokładnie w tę funkcję bez imienia, w którą zamienia się Luiza. Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne. Serdecznie pozdrawiam.4 punkty
-
Tak mawiał ukochany ojciec: Kiedy już będziesz żył na tej ziemi, synu, musisz być silnym. Tak mówił mi… Bądź szybki jak jastrząb i mądry jak sowa. I niech Lauretta od zła cię uchowa. A kiedy będziesz kochał, kochaj mocno. Nie marnuj dni. Niech Pampinea sprowadzi na ciebie roztropność. Tak mówił mi… Lecz kiedy dopadnie cię płomień miłości, niech Fiammetta zimnym winem schłodzi twoje usta. Niech wstrzemięźliwość w tobie zagości. Wsłuchuj się codziennie w śpiew Filomeny. Nie będziesz ostatnim, by nieść jej lirę. Emilia — choć zazdrosna jest — ukoi cię. Wiarę także musisz w sobie mieć. Najlepiej tę silną, choć młoda jest jeszcze nasza Neifile. A kiedy ciężkie dni dopadną cię, i myśli pokryje mrok, Elissa cię rozweseli, podając ci nadziei koc. Kochany synu, nakryj się nim, byś godnie żył na tej ziemi. Bo przecież musisz być silnym. Tak mówił mi…4 punkty
-
Link do piosenki: Uciekam z poezji, na ferie się wybieram Na tęsknotę za słowem uczucia zabieram Gorzkimi łzami będę płakał, będę milczał Bezsens cyfr porządkował, liczby obliczał Uciekam w świat ładu, porządku, próżności Do krainy bez wspomnień, natchnienia, miłości Do znudzenia swoją pamięć będę ćwiczył Dopóki nie zapomnę com wykonał, obliczył Bo wrócę w poezję, wrócę w baśnie, bajki Wrócę w błękity, w kwiaty: niezapominajki Wrócę w rym trafny, w rytm, w melodię Wrócę zanim: odszedłem – moje serce powie To prawda, że odchodzę, to prawda, że tęsknię Lecz szereg cyfr jak topór marzenie zetnie I tak samą poezją brudnej duszy nie umyję Może nakarmię serce – lecz nie po to żyję Nie tylko serce spragnione krwi i spełnienia Żołądek jak ja słów – pragnie jedzenia Więc dla poezji i wierszy – marnych może Pieniądz co nieco zmieni i żyć pomoże Bo wrócę w poezję, wrócę w baśnie, bajki Wrócę w błękity, w kwiaty: niezapominajki Wrócę w rym trafny, w rytm, w melodię Wrócę zanim: odszedłem – moje serce powie3 punkty
-
* * * letnia spiekota w brzuszkach balast z powietrza jętki nad wodą * * * pulsuje ziemia larwy drążą chodniki na bagnach życie * * * paląca gwiazda polana dziś bez rosy drzemią ropuchy czerwiec, 20263 punkty
-
Nigdy nie pokona ciemność światła kłamstwo prawdy płacz uśmiechu Zdrada miłości samotność czegoś co zwie się dom niewola wolności Głupota mędrca zła wola dobra niewiara wiary hałas ciszy I co najważniejsze nicość życia nie pokona bo jest zbyt ważne3 punkty
-
smak spoconego uda kubańskiej dziewczyny miesza się z zapachem szkockiej w duszy gra blues ile losów człowieczych splata się w tyglu pokoleń świata ile jeszcze trzeba przejść dróg by miłość przeniknęła istnienie zanim ostatni zginie poeta w duszy gra blues3 punkty
-
być sobą czy udawać że się nim nie jest cholera wie co jest racją być sobą czy głupa palić myśląc że i tak to nie ma sensu być sobą czy się żalić że świat i tak jest do dupy być sobą czy nie to jest pytanie które męczy jest trudne być sobą czy się dziwić czemu życie nie zawsze na tak3 punkty
-
-Mistrzu, są tacy, którzy wolą żyć samemu. -Skoro tak uważają, muszą wiedzieć czemu, lecz może tego nie chcą i sobie wmawiają, że to ich decyzja, a wtedy łatwiej mają.3 punkty
-
trzymam się termometru srebra coraz wyżej na skali ciepła pulsuje kołatka wnętrza żalem przygrzać serce stopi wątpliwość czucia bez lodowej góry pode mną Grenlandia białego wiersza w igłach wody dzwoni stan zamrożenia do pulsu plusa plum3 punkty
-
Idę po równinie bez sensu, bez celu deptam własną drogę, nic nie mam w portfelu nie mam postanowień, planów, oczekiwań krok za krokiem stawiam i jestem szczęśliwa. Wokół trawy, kwiaty, Bogu się kłaniają w górze wdzięczne ptaki, na chwałę śpiewają równy, mocny oddech, serce pełne wiary nic wiecej nie trzeba, w tym świecie wspaniałym. Idę po równinie, nie zdobywam szczytów szczyty noszę w sobie - miłości, zachwytów pewne kroki stawiam, życia się nie boję z losem się nie szarpię, tańczę ze spokojem. Niech się dzieje co chce, skoro Bóg jest ze mną światło noszę w sobie, noc rozpalę ciemną przyniosę pogodę, tam gdzie ciemne chmury nie pozwolę sobie w całym szukać dziury. Idę po równinie, proste wiersze składam piszę na kolanie, nie za wiele gadam milczę i podziwiam, śpiewam Matce Bożej nigdzie mi nie spieszno, a ze wszystkim zdążę. * z cyklu "Pisanie na kolanie"2 punkty
-
Im szybsze mam myśli tym spokojniej chodzę gdy bujam w obłokach leże na podłodze gdy świat mi dopieka piję zimną wodę gdy brzydnie mi życie to dbam o urodę. Gdy hałas mnie goni to uciekam w ciszę gdy ktoś mówi brednie niczego nie słyszę kiedy słowo boli znieczulam milczeniem gdy sen nie nadchodzi uciekam w marzenie. Gdy wkrada się proza to wierszem rymuję gdy coś burzy spokój to azyl buduję gdy deszcz srogi pada to słońcem się śmieję gdy smutek mnie dusi to chwytam nadzieję. I gdy tak pomyślę to jestem sprzecznością świat mnie nie pokochał ja karmię miłością i choć się nie spina z wyobraźnią życie idę swoją drogą w niezmiennym zachwycie. * z cyklu "Pisanie na kolanie"2 punkty
-
ulotność ile waży ważka co się odbiło w kropli rosy co rano zjadł robaczek świętojański czy kiedy się rodziłeś świeciło słońce jak smaczna była kawa i lody z truskawkami tylko poezja to wie2 punkty
-
ze stanu splątania sypią się płatki kwiatów żywymi emocjami w okruchy chleba naszego powszedniego tej jednej nocy magiczny promień muska dusze czerwcowym miodem2 punkty
-
Między nowiem a pełnią księżyca zastanawiałam się, czy przytaczać kolejne napotkane przykłady zmieniającego się otoczenia, jednocześnie zanudzając kolejnych czytelników, czy też opowiedzieć jeszcze inną stronę mojej duchowej ścieżki. Choć w zasadzie "ścieżka" to zbyt skromnie ujęte. Była to droga - długa, kręta, pod górę, obłocona, z której czasami ześlizgiwałam się, mając wrażenie, że częściej, niż wspinałam na górę. Jednak pomimo wszystkich niedogodności wiedziałam, że na ten szczyt, tak czy siak muszę dotrzeć. Nie było możliwości odwrotu, choćbym nie wiadomo jak bardzo tego chciała. Jak można więc zauważyć, po długich rozważaniach wszelkich "za" i " przeciw" wygrała jednogłośnie opcja numer dwa.2 punkty
-
nie musisz być gwiazdą by jak słońce lśnić myśli o tobie kwitną smakują owoce nie musisz być gwiazdą by obudzić świt i … sny 6.2026 andrew2 punkty
-
@Migrena chyba tylko Twoją poezją, można dotknąć w tak intensywnie autentyczny sposób choroby ducha, która sprawia, że człowiek staje się boleśnie niewidzialny dla świata i dla siebie samego. Ale nie dla Boga - wiec tylko On może nas z tego wyciągnąć. Prawdziwe dzięło stworzyłeś. Opisy nieziemsko bolesne ale autentyczne. Dla mnie - bo stan mi znany. Czytając- wszystko się w człowieku odtwarza. Pod wrażeniem !2 punkty
-
@wiedźma tak, to szczery i prawdziwy opis. traumatyczne przeżycie. na całe szczęście przemijające. ale nie bez śladów. pięknie Ci dziękuję;) @violetta świetna uwaga:) przyjaciele są potrzebni zawsze! nie zawsze jednak są:) potrzeba trochę cudownego szczęścia:) dziękuję:)2 punkty
-
@Poet Ka Poe:) serdeczne dziękuję:) @Benjamin Artur opisałem ten stan jak najlepiej umiałem. bardzo dziękuję:) @andrew fajny Twój koment:) bardzo dziękuję. pozdrawiam:) @Kwiatuszek dziękuję za miłe słowa:) wszystkiego dobrego dla Ciebie:) @Berenika97 z czym boryka się człowiek w takim stadium? z lękiem, niepokojem i przepotężnym lękiem fizjologicznym. Twoja analiza genialna!!! dzięki Nika śliczne:)2 punkty
-
@wiedźma Świetne przejście od materialnych zniszczeń do kruchości ludzkiego istnienia. "Szklana pajęczyna rozbija światło" i "zapach burzy w środku" to obrazy działające na zmysły.Ten wiersz idealnie przypomina o tym, co w życiu ma prawdziwą wartość. Bardzo podoba mi się metafora rozbitego świata, w którym rzeczy da się naprawić, a ludzi nie... Piękne i smutne zarazem. Zmusza do zatrzymania się.2 punkty
-
@Poet Ka Ty nie piszesz wierszy banalnych. to nie jest język z podręcznika tylko jego rozszczelnienie brązy beże i ecru nie są tu kolorem tylko systemem zawężania widzenia treść nie układa się w porządek tylko w ruch myslenia który udaje chaos. ten wiersz świetnie pokazuje jak język codzienny potrafi stać się narzędziem presji i kontroli robi to bez nadmiaru gestów tylko przez precyzję przesunięć znaczen, to jest tekst który zostaje w głowie bo nie kończy się razem z ostatnim wersem i to jest w Twojej poezji piękne .2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97 to jest zapis powolnego odklejania się tożsamosći od własnej obecności luiza nie znika nagle tylko rozprasza się w rutynie gestów i grzeczności aż zostaje z siebie tylko funkcja w świecie który nie pyta o imię kapitalnie uchwycilaś napięcie między byciem a jego pozorem . z cichą erozją podmiotowosci która dzieje się bez dramatów ale bez powrotu. poezja z wyższej półki tak jest.2 punkty
-
@Poet Ka ... i proszę Pani niech Pani nie jedzie sama bo w takim ecru kostiumie będzie Pani rozrywana konieczna opieka silnego Pana poda nie tylko ramie postwi lody przy Floriańskiej bramie potem może być zagranicą lub nasza Krynica ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia2 punkty
-
@Berenika97 Koty potrafią ukoić tęsknotę. Mój ukochany Albert a.k.a. Biały Nosek był aniołem w kocim przebraniu. To ten kot na moim zdjęciu profilowym. :)))))) **************************2 punkty
-
Liz Taylor na dachu Trala lala lala Trala lala Trala lala la Trala lala Tralalala Tralalala La! La! La!* Gdybym była Stone nie stonka Nosiłabym dessous w koronkach I nie z Sylwkiem Stallone pod tusz Lecz z Paulem Newmanem jeśli już! Kocice mieć za swoje psiapsi Pod pazurem gorącą blachę Na niebie widzieć gwiazd ipsilon Manewry miłosne na dachu. Przez noce filmów z Hollywoodu Liz szafirowe kaskaderki Siedem dekad czekają cudu Lecz piękny Newman zwiał z tej gierki. *pod melodię ze „Skrzypka na dachu”- słowa wiersza tylko do recytacji i cichego czytania2 punkty
-
@Berenika97 ... wrócić do siebie ... pierwszy krok zrobiła kota polubiła on ją wyprowadzi do parku na słońce i psotami podsunie myśli kwitnące jak on była kiedyś śmiała więcej życia już więcej nie będzie się bała ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia2 punkty
-
@Berenika97 Smutny obrazek kobiety, która dała zbyt dużo siebie. Ładny wiersz. Pozdrawiam Cię 🙂2 punkty
-
Tytuł mógłby brzmieć... samotność Luizy, tyle tutaj niezagojonych tęsknot.. przepiękny wiersz:)2 punkty
-
@Berenika97Śmiech na przekór Uśmiech też:) Twój wiersz, mam nadzieję, będzie początkiem poczytnej poezji- dla mnie:) Pozdrawiam2 punkty
-
Witaj - ano napytałem się - a z tym głupem masz racje - dla wesołości - Pzdr.serdecznie. Witaj - miło że czytałeś - dzięki - Pzdr. @Benjamin Artur - @Berenika97 - @viola arvensis - @Posem - dziękuję -2 punkty
-
@Migrena dziekuję. Fakt, wyglada niezwykle poważnie 😎 @Wiechu J. K. Bardzo Ci dziękuję. To ciekawe i niezwykle miłe skojarzenie 🙂2 punkty
-
Niezwykle klimatyczny wiersz w twórczej odsłonie...tango jest tu nie tylko tańcem, ale metaforą ludzkich emocji i relacji. Jest w nim jednocześnie namiętność, niepokój i nutka refleksji...pozdrawiam z podobaniem*)2 punkty
-
Człowiek (z) lodem Dwa Yeti się spotkały u podnóża skały. Oba mądre, wszechwiedzące… Jedno mówi do drugiego, sapiąc ciężko,bo po biegu. “Gówno stary wiesz o śniegu!” “Bredzisz chamie!” - mówi drugi - “Ja biel stoków studiowałem, pięć lat w grocie przesiedziałem!” “Tytuł mędrca otrzymałem!!!” Yeti pierwszy parska śmiechem “Twa głupota bije echem!” “Każdy Yeti świadom jest, że lodzikiem zdałeś test.” Krew drugiego już zalewa, będzie jatka, gniew dojrzewa… “Lepiej z lodem iść na szczyt niż po średniej nie mieć nic!” Pierwszy w szoku pysk rozwiera, wali z liścia, krew ociera. Morał z tego jeden jest, jak kto pisze, jego rzecz. GRAHAMOZA2 punkty
-
instynkt nie kocham cię jak ogień. ogień jest zbyt posłuszny własnemu głodowi. nie kocham cię jak morze. morze od wieków powtarza tę samą liturgię, jakby pamięć była falą, która nie umie się zatrzymać. nie kocham cię jak noc. noc zawsze przychodzi jak ślepiec, który zna drogę, nawet kiedy udaje zagubienie. ja kocham cię inaczej. jak zwierzę, które uciekło z nazwy i nie wie już, czy biegnie, czy jest biegiem. jak wiatr, który rozszarpał się o góry i niesie w sobie odłamki własnego kierunku. jak rzeka, która zgubiła źródło i zamiast początku ma tylko ruch, który nie pyta o powrót. noszę cię w sobie. nie w sercu. serce jest tylko mięśniem, który udaje bóstwo. noszę cię głębiej. tam, gdzie nic nie jest nazwane i nawet cisza nie ma pewności, że jest ciszą. tam pamiętam jeszcze dźwięk twojego śmiechu odbity od szklanki stojącej na kuchennym stole, jakby szkło na chwilę uczyło się człowieka. gdy odchodzisz, świat nie pustoszeje. świat gęstnieje. jakby wyschło powietrze między przedmiotami. na stole zostaje odcisk po szklance. mały krąg niepewności. i przez chwilę nie wiem, czy dotyk ma jeszcze prawo cofać się w siebie. ściany zacieśniają się wokół moich oczu, jakby dom próbował nauczyć się widzenia moją pamięcią. powietrze zapomina, jak być powietrzem, i obsuwa się w ciężar. czas warczy za mną jak ranna suka, która nie rozumie własnego pościgu. nie chcę cię na zawsze. na zawsze to tylko żer dla tych, którzy mylą zastygnięcie z bezpiecznym domem. chcę cię tak, jak pusta przestrzeń domaga się krzyku, żeby rozpoznać własne krawędzie. czasem myślę, że gdybym cię naprawdę odnalazł, musiałbym nauczyć się tęsknić od początku, jakby pamięć nigdy nie istniała. może dlatego nigdy nie przestaję cię szukać. jeśli kiedyś zniknę, nie szukaj mnie w fotografiach. będę ukryty w rzeczach, które nagle staną się zbyt piękne, żeby były niewinne. bo moja miłość nie umie umierać. zmienia tylko ciała, jak zwierzę, które porzuca swoje ślady, kiedy zaczynają mówić za dużo. wraca, jak wracają zwierzęta do miejsc, których nigdy nie opuściły, nawet jeśli już nie pamiętają dlaczego. instynkt nie zna pożegnań.2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne