Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 13.03.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Nie pisz dla mnie świata tak ogromnego, Kochany Wiesz, że się gubię w mysiej dziurze Ze mną się nie pogubisz :) Wystarczy mi mały ogród słów, ławka pod czereśnią Resztę dopisze wiatr. A jeśli kiedyś naprawdę odważę się napisać Twoje imię - to tylko dlatego, że już dawno mieszkało w moim wierszu.13 punktów
-
Strumienie szemrzą: któż by nie pragnął tego pulsu pod kruchym, pękającym lodem? Ileż obietnic ma w spojrzeniu panna rozkwitła przedwiośniem.13 punktów
-
O jaka to krzywda niesłychana że pan spotkał panią i że młodzi byli i swobodni i że na wino lub dwa piwa poszli posiedzieć późną porą ba, pod latarnią, gołym niebem, księżycem i że mogli się tam swobodnie przytulać a nawet może coś więcej co tak bardzo niestosowne i brzydkie i złe i ukraść złorzeczącemu światu piękne chwile co miało miejsce nawet w stolicy europejskiego miasta inaczej mówiąc współczesnej metropolii podobno pod konstytucją i pałacem kultury w pełnym blasku wieczornych świateł mało tego, bo flamastrem tam napisali że jak dotąd bardzo się kochają a może tylko lubią? Warszawa – Stegny, 13.03.2026r.11 punktów
-
Zakochani Napisane wiesze śpią Schowane w głębi komputera Przypieczętowane hasłem Nie zobaczą bieli papieru Nie ożyją czernią Nie będą drżeć w dłoni Dziś nikt nie ma czasu na czytanie Drukowanie, wysyłanie, płakanie Dziś dzień pędzi od mema do mema Ani mnie, ani ciebie tam nie ma10 punktów
-
Karmisz mnie chwilą tak ulotną jak mgnienie, aż dziwne, że zostaje wspomnieniem. Karmisz mnie słowem szeleszczącym jak świerszcze, że otulam nim swoje wiersze. Karmisz mnie sobą na trochę, na chwilę, a mi się wtedy wydaje, że żyję. Karmisz mnie każdej wiosny marcowym migdałem, a potem szepczesz cicho: „Nie chciałem.”9 punktów
-
Alicji W. W małym ogródku dziś przysiadła na skromnej ławce pod czereśnią, jakby czekała bym zagadał, że wiosna idzie, ptaki lecą. I że niedługo przyjdzie czerwiec, przyniesie parny wieczór letni, a my będziemy niby w niebie wielbiąc dojrzałych smak czereśni. Zauroczeni ich słodyczą, skąpi we wszelkie zbędne słowa, znów usłyszymy czas jak milczy, zaś cisza wspomni coś tam o nas. Nie wylewając żadnych żali, uradowana że jesteśmy i będąc rada tym, że trwamy, zostawi z rymów kilka wierszy.6 punktów
-
Usiadł na mym rękawie motyl: rusałka pawik. Spojrzał na mnie ciekawie, lecz długo nie zabawił. Wnet zwinął swoją trąbkę, zatrzepał skrzydełkami i wzleciał ponad łąkę, by tańczyć z kuzynami. Tak piękne niczym kwiat, ulotne, tak jak życie. Na ich motyli świat patrzę w niemym zachwycie. (zdjęcie własne)6 punktów
-
Patrz, patrz! Boży kuter na wzburzonym niebie! Wsypuję zmyślone bursztyny - do prawdziwego ciebie Pijemy dżin i kakao, czytamy Hemingway'a Szczęściem zapłakana Rozpaczy śmiechem Szaleję Minuta po minucie Zostańmy tacy sami: ciało z marcepanu, serce - z krwistego salami Częstuję cię beczką soli Doganiam pędzące anioły Chwilę milczymy Ty gnieciesz ... Bożego płaszcza poły Choć ze mną! Wieczór jest jeszcze młody To tylko my - mamy wieki. Prądy miłości, przewody Pleśnieją nasze ściany Spleceni wspólnym freskiem wspólnie pieścimy zacieki ...5 punktów
-
Wyjść z nawiasu nie jest łatwo postawić się jak kropka na „i” mówić „a” kiedy większość mówi „be” nie będąc zdaniem podyktowanym układać słowa we własne litery trzeba odwagi by odmieniać przypadki a postawienie kropki to heroizm myśli każdy myśl to nikt a w środku myślnik oddziela głowę od głowy nie każdy umie żyć przez właściwe’ rzy ‘ trudno dyktować zdania podzielone łatwo jest umżeć niegramatycznie4 punkty
-
okna wiszą w ciemności jak zimne akwaria miasto głęboko pod nami mruczy w kablach w rurach w wybebeszonych ulicach wchodzę do windy metalowa matryca lustra powielają milczenie tracąc kształt w nieskończoności szklane oko kamery w narożniku sufitu żre obecność bez mrugnięcia jak bezduszny świadek który nie odróżnia modlitwy od erekcji od głodu od drżenia ciała drzwi prawie się schodzą i wtedy twoja ręka przebija je w ostatnim calu wchodzisz gwałtownie jakby noc wciąż trzymała cię za kark pachniesz lodowatym tlenem mokrym asfaltem i tym nagłym zwierzęciem które wibruje pod twoją skórą drzwi ryglowane ciężkim klik krwawe cyfry nad nami rosną w neonowym odliczaniu w szybie wysoko nad kabiną stalowy kabel wyje pod ciężarem naszej ciszy jedyny nerw wyrwany z krtani miasta napięty do pęknięcia napięty tak mocno że zaczyna pamiętać ból stoimy za blisko zbyt blisko na obcych to już jest wtargnięcie twoje ramię parzy moje ten dotyk nie znika wgryza się znajduje drogę do tętnic winda szarpie w górę lekki wstrząs metal dyszy twoje oczy są gęste niecierpliwe pełne nocnego żaru patrzysz tak jakbyś mnie rozcinała jakbyś przypominała sobie topografię moich blizn i moich szwów smak soli na karku twoja dłoń kotwiczy na moim biodrze a grawitacja zdycha bez pytania to jest spokój drapieżnika który odnalazł swoje terytorium swoją własność piętra mijają dziewięć dziesięć jedenaście w tej ciasnej puszce powietrze zaczyna drżeć i gęstnieć od skóry od potu od ciepła twoje włosy na mojej szyi są jak zapalnik cichy prąd idzie po kręgach w dół kręgosłupa twój oddech jest za krótki zbyt gorący na miejsce gdzie ludzie mają tylko stać i milczeć czekając na ocalenie drzwi twoje usta przy moich bez słów ciało wykłada swoją rację powoli brutalnie cierpliwie nieodwołalnie palce ryją nowy alfabet - mój ból i rozkosz w szybie windy metal skowyczy jakby budynek poczuł że w jego sterylnym wnętrzu pękło coś żywego krwistego i niebezpiecznego twoje udo twarde ciepłe i czułe dyktuje moją uległość twarz przy twarzy usta tak blisko że ślina miesza się ze śliną że oddech miesza się z oddechem ta stalowa klatka zawieszona w próżni szybu staje się jedyną amboną świata gdzie liczy się tylko prawo skóry przyciągasz mnie nie ma już pomiędzy jest tylko łomot serca i to bezwstydne wycie mięśni głód który nie potrzebuje nazwisk bo jest starszy niż język nasze tkanki pamiętają się z jakiegoś pierwotnego błotnistego życia gdzie ciało było jedyną mową winda zwalnia świat pod nami karleje świat nad nami jeszcze nie wie a tutaj w tej skrzyni uniesionej w noc twoje usta pożerają mój oddech zachłannie jak ostatni haust powietrza pod wodą ciało wierzy natychmiast choć drzwi zaraz wyplują nas w jasny korytarz choć beton upomni się o schematy i swoje reguły przez te kilka sekund między jednym piętrem a drugim - zewnątrz nie istnieje wieżowiec jest tylko klatką piersiową w której bije nasze wspólne jedyne tętno ten beton ta noc to miasto są tylko tłem dla potu na twojej skórze dla tego krótkiego czarnego pożaru który trawi nas bez pytania który zapala się między ludźmi dwoje obcych ludzi w mechanicznym sercu kolosa zatrzymało obrót ziemi w jednym wspólnym spalającym nas oddechu4 punkty
-
Link do piosenki: Tyś jest gwiazdą, złota jaśniejesz Na nieba nocnego granatowym tle I uśmiechasz się, i śmiejesz A na dnie Twojego uśmiechu Zalążek grzechu Dwie latarnie – Twoje oczy A w nich obietnica się tli Długich, nieprzespanych nocy I sennych dni Głębiej zajrzeć nie wypada Bo tam tygodni zagłada Łany zbóż – włosy naturalnie Po co mówić więcej – cóż I tak już banalnie Porównać do róż To chyba dłonie W których wszystko płonie Dwie topole – przecież nogi Smukłe, gładkie i tak… Ach, ich urok błogi Tak, czy siak Słów nie starczy I tyle wystarczy Staw – a tu zagadka niemała Oczywiście piękna twarz Jak z obrazka cała Więc taką masz A niech mówią co innego Nic im do tego Czy resztę porównać potrzeba Może stopy drobne jak Chyba mówić nie trzeba Piękne – wystarczy tak I co jeszcze... Wszystko najlepsze I tak dalej… słów za mało Brakuje setki słów A ze mną co się stało Co chcesz to mów Ja wiem swoje Kocham usta Twoje4 punkty
-
Parostatek Parostatek wciągany na pustynię. Zardzewiała turbina stukocze kopytami osłów zasznurowanych z nim. Mimiczne udawanie, wpisane w ciało, mimikra pocałunku, symulowana jego poszukiwaniem, są posuwem piasku, rozsypującego się z wydm czasu. Patrzcie na zlewnię ziemi i nieba, rozcieńczoną w sine osocze. U kresu jej kropel, piramidy nie będą tunelem do gwiazd, staną się grobowcem.4 punkty
-
stare drzewo zapomniana chata obok niej studnia z którą żuraw rozmawia zachwaszczony płot który pachnie minionym oraz ostatni kwiat zagubione zapomnienie trawę głaszczę to jemu wiatr nauczył sie kłaniać to wszystko altanka upiększa pluszczem ozdobiona w niej echo śpi oraz świerszcz którego wieczorny koncert księżyc podziwia także cień miłości która tu kiedyś gościła zakochana4 punkty
-
"Na odwrocie paragonu" Poezja to nie bilet ani żaden VIP dla wybranych; nie tym, co odpowiedzi w obłokach szukają, co to dusza. Nie wyrasta z dyplomów ni pochwał przez mędrców samonazwanych, gdy słowo z myśli prosto w serce szczere jak pocisk wyrusza. To nie są wyścigi po wieńce, które gniją u krytyka, ani żadne egzaminy dla elity w sztywnym kołnierzu. Na co dzień ona nie śpi w tomiszczach, gdzie tylko kurz spotyka – nie znajdziesz jej w herbach pochodzenia ani w pańskim spichlerzu. Możesz mieć dłonie w smarze, jak również buty z grubą zelówką, być tam, gdzie serce pęka lub cieszy dziecko radosną wiosną. Te słowa, które w tobie siedzą, wypuść na wolność stalówką – chociażby na odwrocie paragonu, niech z napiwkiem wzrosną. Poezja nie zdobi salonów – ona jest jak kromka chleba, jest jak te drzwi, które dla wszystkich stoją otwarte na oścież. Jeden z niej rzeźbi diamenty, bo taka jest jego potrzeba, drugi zaś rzuci testament – najkrótszą drogą i najprościej. I obydwa są tak samo ważne i tyle samo warte. Prawdziwe wiersze są stołem, przy którym każdy usiąść może. Nie bój się, że masz słownictwo surowe i czasem uparte – tutaj nie mierzy się twych wersów linijką o żadnej porze. Nie słuchaj wykładów, kiedy w tobie tętni rozmowa żywa; stare wieńce laurowe już dawno nikogo nie wzruszają. Jeśli coś cię uwiera, rodzi się w tobie, twój mózg rozrywa – to jest to prawdziwa sztuka, którą ludzie w sobie miewają. Poezja nam służy po to, by wreszcie przerwać milczenie głów, gdy rzeczywistość robi się ciasna i pęka twoja szuflada. Usiądź wtedy śmiało przy tym stole we wspólnym szeleście słów – chleb jest nasz, ten wspólny, w którym jest i twoja własna prawda. -Leszek Piotr Laskowski4 punkty
-
czas teraźniejszy czas teraźniejszy jest z blachy falistej drutu i pary idącej z kanałów zza ciemnej szyby sklepu w której miasto przymierza twarze rano wypełza z kontaktów zimnego kranu popiołu w popielniczce nie przychodzi dumnie nie staje w progu raczej przeciska się przez uszczelki okien pęknięcia farby grdykę rur które całą noc mówiły przez sen na stole leży chleb ciężki jak argument nóż ma krótki błysk jakby ktoś w metalu zostawił nerw za ścianą sąsiad przesuwa krzesło mebluje ciszę na nowo ulica od rana mieli ludzi w zębach przejścia dla pieszych trzyma ich chwilę i wypluwa po drugiej stronie autobusy są wielkimi rybami połykają mokre kurtki parasole zapach taniego tytoniu resztki snu i płyną z brzuchami pełnymi nieobecnych myśli czas teraźniejszy ma dłonie spracowane paznokcie czarne oczy od monitorów czoło złożone jak reklamówka po zakupach siedzi z nami w poczekalniach windach mlecznej lampie nad stołem telefonie który świeci jak tresowana rana czas teraźniejszy nie mówi żyj mówi patrz mięsiste światła zwisające z marketu na kałuże gdzie niebo wygląda jak pobity świadek na gołębia co dziobie frytki z godnością starego aktora na kobietę niosącą siatki jak dwa małe prywatne światy na chłopca który kopie puszkę i brzmi przez chwilę echem całej epoki wszystko tu jest ostre ma krawędzie rysy poświaty i kurz a jednak czasem coś się rozsuwa w szybie tramwaju łyżce kałuży pod neonem oku psa przywiązanego do słupa oto staje się widoczne że świat nie składa się z rzeczy tylko uderzeń oddechów pęknięć chwil które nie nadążają za nami czas teraźniejszy historia bieżącej daty iskra w kablu krew pod skórą miasta pył tańczący w smudze światła jakby to co martwe miało jeszcze ostatni odruch piękna to my kiedy stoimy zupełnie na chwilę nieruchomo między nagłym hałasem a długim milczeniem słysząc jak dzień ostrzy zęby o nasze kości4 punkty
-
Wiosna, radość — krążą w mocy. Światło, ciemność — bez różnicy. Z Tobą iść! Gdzieś, gdziekolwiek. Czym jest miłość? Marazm starań. Po cóż więcej siebie karać? Wiosna, kwiaty — w rytm natury. Pustka, nicość… To szczyt pragnień. Ciebie widzieć! Tu i teraz. Czym jest miłość? Ciężar, kamień. Póki jestem — sam zostanę.4 punkty
-
3 punkty
-
Weszłam w przestrzeń bez granic, a on już tam był. Nie musiał się zbliżać - powietrze gęstniało samo, jakby od zawsze należało do niego. Nie widziałam go, lecz czułam ciężar jego spojrzenia - spokojny, pewny, nieunikniony. Zbliżył się, a moja skóra stała się cienka, jak zasłona gotowa opaść. Jego obecność wypełniła mnie bez pytania. Nie opierałam się. Niewidzialna dłoń spoczęła na sercu, i przyspieszyła puls do tempa, które należało do niego. Moje "chcę" rozpuściło się w jego pewności. Zanurzyłam się w nim całkowicie. Nie było przemocy - tylko nieuchronność. Jak przypływ, który zawsze wraca. Jak noc, która bez pytania obejmuje ziemię. I wiedziałam, że od tej chwili nie dotyka mnie już dłońmi. Dotyka mnie od środka.3 punkty
-
mgły mgiełki i kłębki pary koty z porannymi zorzami schodzą ze swoich ścieżek sarny te wiotkie przechery znów przechodzą przez drogę w miejscu nieoznakowanym gdy zające chcą wyprzedzić światła mojego samochodu po niebie wędrują wiersze ilustrowane uśmiechami aniołów a na podchmurzu starzy rodzice ojciec goli się wiosennym powiewem matka pierwsze pierwiosnki wpłata w warkocze samolotów a ja jadę po bitumicznych zmarszczkach tegorocznej zimy z marcowym przymrozkiem na skroniach cicho śpiewam trzynastego wszystko zdarzyć się może ..3 punkty
-
Czasem Žilina bywała nam po drodze. Od zawsze pytam — jedziemy przez Żylinę? Nieraz zupełnie w podróży tylko do niej. Wzrósł w nas aż Poprád, Żylino-urodzaj. Žilina = Zsolna (węg.)3 punkty
-
@huzarc Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. :) @Migrena Bardzo dziękuję! Twoje słowa to poezja - o lodzie, który chce pękać, o tajemnicach, napięciu i o czasie robiącym krok w bok.Czytasz tak, że odnajdujesz puls pod pulsem. Twoje słowa są jak echo, które odsłania to, co w wierszu czekało. Serdecznie pozdrawiam. :)) @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! "Oprawiona w zachwyt i zawieszona na oku" - piękniej się nie da. :) Serdecznie pozdrawiam. :) @Myszolak Bardzo dziękuję! Dokładnie o tym - obietnica jest pełniejsza niż spełnienie. Przedwiośnie i obietnica trwa, dopóki nie nadejdzie wiosna. Pozdrawiam serdecznie :) @Łukasz Jurczyk Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) "Pij, póki słodkie" - przedwiośnie przeminie, ale smak zostanie. :) Ułuda czy nie ułuda . Przedwiośnie ma najlepszy marketing. Piję na zdrowie :) @Wochen @Czarek Płatak Bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam. :)3 punkty
-
Jeszcze ci nie wolno mrużyć powiek - a jedynie w celu nawilżenia źrenic. Przecież nie wiem, co ja wtedy zrobię, gdy odfruniesz mi z tej ziemi… Nie - nie połkną cię zszargane nerwy i klepsydra nie wykrzyknie cię imieniem. Minie miesiąc, może rok, a może cztery - i odnajdziesz milszą ziemię. Jeśli jednak zechcesz odejść - idź, ty jędzo! Narysuję portret, oczy półwesołe, a na koniec - niech to wszyscy wiedzą - cisnę w grób ci tym gryzmołem! 20 II 20253 punkty
-
Poszedłem tam, choć buty miałem nieodpowiednie na taką historię. Pod górę, przez wiatr, który szarpał płaszczem z tą samą obojętnością, z jaką szarpie dachy domów. Chciałem zapytać o radę kogoś, kto ma na mądrość etat od kilku tysiącleci. Atena stoi. Podobno bogini, w praktyce – sporo wapnia i krzemianów. Ma minę kogoś, kto widział już wszystko, więc przestał mrugać, żeby nie przegapić reszty. Zapytałem ją o nas. O to wyrywanie sobie z rąk tego, co i tak nie nasyci. O nienawiść, która jest u nas tańsza niż chleb. O dwulicowość, tę naszą zapasową twarz, noszoną w kieszeni na wypadek prawdy. Milczała. W tym milczeniu była jakaś fachowa precyzja. Kropla deszczu upadła na posadzkę – to był jedyny komunikat, jaki otrzymałem. Dość lakoniczny, jak na tyle wieków doświadczenia. Więc powiedziałem jej, bez podnoszenia głosu: — Skoro tak, to stój. Bądź tylko tym, czym jesteś – eksponatem pod numerem jeden. Twoja mądrość nie pasuje do naszych małych wojen. Jesteś nieaktualna, jak zeszłoroczny śnieg, zbyt czysta na nasze brudne palce. Twoje miejsce jest w lamusie, między eposem a kurzem. Usiadłem na chwilę, bo nogi też mają swoje prawa. I wtedy słońce, niepytane o zdanie, weszło do środka i oślepiło mnie jasnym promieniem. Burza na zewnątrz nagle uznała, że wystarczy, i poszła psuć pogodę komuś innemu. Wstałem. Nie było sensu dłużej tu siedzieć. Otrząsnąłem płaszcz i ruszyłem przed siebie, żeby znaleźć jakieś inne, stare miejsce i tam pomęczyć kogoś innego moimi myślami.3 punkty
-
3 punkty
-
Było jak w kinie, gdzie celuloidowe marzenie w ciasnym mroku kryło się za brudną kotarą, jak dym gasnącej huty. W Psach narodziła się Polska, którą poznajemy, patrząc bez kłamstwa, z otwartymi oczami na detale lizane już przez kolejne pokolenie. Kurwy stały się madonnami, gdy znajomość obcych języków przekreśliła rachunek win, a każde skurwysyństwo przechrzczono w cnotę - przez palce oglądane obrotem złotej monety. Rewizorzy czerwonej gwiazdy, komisje od niebieskiej flagi. Wszyscy grali, pierwsi i ostatni. Wszyscy przegrali. Nadejdą nowi. Jak zawsze - od wschodu albo z zachodu nocy. W naszym kinie - prosektorium.3 punkty
-
2 punkty
-
To już trzydzieści lat. Sam się dziwię, że tyle przetrwałem. Sam. Próbowałem zapełnić pustkę i żal takim zwykłym, normalnym życiem i wcale mi się nie udało. Do wczoraj nie wiedziałem dlaczego ten rok 96 był taki ważny dla mnie, ale widzisz, że nawet bezmyślnie wtłoczone daty mają znaczenie, że nie da się zapomnieć. Dzisiaj świeczka, bo tylko tyle mogę chociaż trzeba jeszcze tyle poukładać. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Samotnie. Ten cień pozostał na zawsze. Na zawsze oddzielił złudzenia. A dzisiaj po prostu kolejny dzień, który trzeba przeżyć, jakoś przeżyć. Wiesz? Ta twoja córka wcale nie jest wspaniałą osobą, ale godzę się na to, bo wiem, że wiele wycierpiała. I pozostanę w tym trującym układzie, żeby domknąć ostatni odcinek życia. Nie wiem, naprawdę nie wiem czy dam radę się podnieść. Tak wiele się zmieniło we mnie i na świecie, ale ciągle marzę, że wrócę, że będę mógł posprzątać twój grób. I to wcale nie od święta. Wiem, że to już nic nie zmienia. Nic. Ale każdego dnia pamiętam.2 punkty
-
miejsce na ziemi słyszałaś o tym że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma to ja właśnie jestem wszystkimi miejscami jednocześnie pewnie dlatego do dziś nie znalazłem tego mojego2 punkty
-
usiadłem na skraju zapomnianej łąki złakniony oczyszczony zieleń zawija się tuz za rogiem kolejnego żubra dziś wiatr ma odmienne stany świadomości ale to już inna strona Narwi2 punkty
-
Siadłam z trudem przy jeziorze, cała mokra już od potu, i topiłam się w ferworze lepkich myśli, skutych w tłoku. Głośno, duszno… Tonę w sobie! Odpływałam – wodna zmora. Nie chcąc skończyć w ciemnym grobie, wpełzłam ciężko do jeziora. Na dnie, w głębi, odetchęłam. Chaos spłynął z mego ciała. Leżąc w ciszy, pustki pełna, swoje myśli przelewałam. Zlały się te troski z wodą, oczyszczając ranną duszę Lecz co zrobić z tą swobodą, skoro na brzeg znów wyjść muszę?2 punkty
-
noc nad Gwadalkiwirem rozpięła balkony gitara zapaliła w powietrzu pierwszy krąg z ulic wyszły czerwone suknie jak płomienie i taniec rozwiązał milczenie naszych rąk obcas uderzał w kamień — krótko, nieustępliwie jak serce które nie chce zgubić swego tła a struny niosły cię dalej przez ciemne oliwki gdzie w winie dojrzewała niedopita łza twoje włosy pachniały rozgrzanym południem i solą która wraca z dalekiego dna gitara mówiła coś ciszej i trudniej jak gdyby znała pytania sprzed wielu lat a potem ucichł taniec i krąg się rozproszył noc w butelkach zostawiła tylko ton i znów wróciły wyspy których nie przeszedłem z twoją czerwoną suknią na horyzoncie stron i tak idę przez ciszę jak przez archipelag gdzie gitara w oddali jeszcze czasem drży bo każda nieprzespana wyspa była tobą a ja tylko uczyłem się na niej śnić.2 punkty
-
2 punkty
-
Od lat utrwala pamięć na nietrwałym papierze paragonów. Żeby wiedzieć, kiedy kupił ostatnie mleko. W kuchni wciąż stróżują dwa kubki. Jeden, z pękniętą wargą. Drugi - gładki i pusty - relikwia dla gościa, który nigdy nie przyszedł, choć jego kroki wciąż słychać na schodach. Śmieci wynosi ukradkiem, o zmierzchu. Chowa przed światem dowody swojej obecności. W szklanym oknie telewizora żyją ludzie, którzy potrafią rozmawiać ze sobą dotykiem i głosem. Ścisza więc dźwięk, żeby nie przeszkadzać im w szczęściu. W szufladzie, pod stosem rachunków, trzyma list bez adresu. Złożony na czworo, jak skrzydła martwego motyla. Nauczył się, że nawet za ostatnie słowa będzie trzeba zapłacić. Wie, że kiedyś wyjdzie i nie przekręci zamka. Zostawi klucz w drzwiach - niech tkwi, dając pewność, że dom zawsze czeka, aż ktoś wreszcie wróci.2 punkty
-
Pokłóciła się noc z dniem o to kto jest bardziej lubiany Kto potrzebniejszy jest kto jest bardziej znany Pierwsza zaczęła chwalenie noc mówiąc że chociaż jest ciemna kryje w sobie wielką moc że kochankom jest niezbędna Że jest natchnieniem dla malarzy lubią pisać o niej znani poeci Jest westchnieniem dla cmentarzy że nieśmiałych ludzi kręci Potem zaczął chwalić się dzień że to on wymyślił dla ludzi Tak bardzo potrzebny im cień że wszyscy go uwielbiają Że lasy łąki sady rzeki i pola drzewem i kwiatem go upiększają Że ma słonce tęcze i ptaki a ludziom sny nie dokuczają W tą kłótnie ja wkroczyłem postępując sprawiedliwie obie strony pogodziłem i się temu nie dziwię2 punkty
-
Piramidę na sznurku zaciągnąłeś w sam środek pustyni ktoś w niej zamieszka albo nie. Na zmoczonym piasku po nocnej ulewie małe domki budujesz ktoś po pracy będzie w nich mieszkał. Z porannej tęczy bierzesz kolory pomalujesz budowlę zanim opadnie mgła i podniesie się piasek. Do doliny zaniesiono zmarłych ludzie zapomnieli pozbawić ich duszy tylko zamknęli w grobowcu. Nikt tutaj nie przychodzi nikt nie odwiedza jest zupełna pustka pośrodku starego miasta. Posadzili drzewa po środku pustyni człowiek pługiem piasek orze będzie siał zboże. Oplotły kamienie kłosy pszenicy dorodne i duże na ciałach poległych swoje ziarno wykarmiły. Przyjdą Rzońcy i kłosy zbiorą opustoszeje pustyni do jesieni kiedy znowu siać będą. Usiądziesz i pomyślisz masz przecież rozum tam co kamienie sterczą łan pszenicy rośnie.2 punkty
-
Nazywam je niebieskimi, choć nie są niebem, a brzegami pierzastych chmur niknących w turkusowych głębinach. Mgliste, łagodne kontury piętrzą się w moim zenicie, i za każdym razem są inne, gdy tylko spojrzę do góry. Chcę podziwiać ich naturę, nie rozpraszać mgielnych par, błądzić w lnianych bielach, nie nasycać siwych barw. Choć gdy na mój widok przysłania je miłosna źrenica, wypełniają się światłocieniem. Myślę wtedy - niebieskie! Wyraźnie widzę - są szare. I szare są najpiękniejsze.2 punkty
-
Tłusta Bolonia, Uczona Bolonia I trzecia w której została Dobra i jeszcze trochę czysta Madzia je boczek w piątek wylotu Mała Madzia jej już nie poznaje Posty odbyte wielokrotne Mączne piątki Mączne mączne piątki Rybne piątki Rybne rybne zimne Biodra po wczorajszym ogniu Okryłam Jensen Okryłam się jak zwykle Nikt nie musi wiedzieć Jaki dzikus jest między niewiastami Zostawiam ją tu Madzia zostaje Naiwny mały dzikus Sobie myślała że Przyjaźń istnieje Takie coś między nim a nią Nim a nią Nimanią2 punkty
-
2 punkty
-
Gdzie idziesz? Gdzie idziemy? Gdzie podróżujesz? Gdzie podróżujemy? Skąd jesteś? Skąd jesteśmy? Skąd pochodzisz? Skąd pochodzimy? Bezsens? Bezsens.2 punkty
-
Pani Michalina z Oleśnicy hodowała węża w swej piwnicy. „To zaskroniec” snuła. A więc czemu pluła jadem na sąsiadów z kamienicy? # Pewna grzybiarka spod Oleśnicy uprawiała grzybki w swej piwnicy. Mówiła:„To pieczarki”. Czemu więc do grzybiarki schodziły się ćpuny z okolicy? # Pewna zielarka spod Oleśnicy uprawiała zioła w swej piwnicy. „To rumianek” mówiła. Czemu więc przychodziła do niej rzesza ćpunów z okolicy?2 punkty
-
@Berenika97 Świetna miniaturka. I na czasie :) Przedwiośnie kusi. Jak każda nowa ułuda. Pij, póki słodkie. Pozdrawiam2 punkty
-
,, Nie czyń nam,Panie według naszych grzechów ,, Ps 79 grzech nie jest przekąską deserem gdyby ... nie byłoby źle bywa daniem głównym to już jak powódź zerwane tamy nurt płynie niekontrolowanie trudno o ratunek patrzę na niebo Panie nigdy nie zawodzisz obudzić sumienie nie czyń nam według ... Jezu ufam Tobie 3.2026 andrew Piątek, dzień wspomnienia męki i śmierci Jezusa Grzech czasami smakuje , jak poziomki. Nie objadajmy się.2 punkty
-
2 punkty
-
@Nata_Kruk Bardzo dziękuję! Cieszę się, że i się spodobał. Serdecznie pozdrawiam. :) @Rafael Marius Bardzo dziękuję! Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
"Akwatyczne aspiracje" W gęstej trzcinie, zapomniany, nieopodal gniazd żurawich, w połowie wodą zalany – gniciem mu dno się dziurawi. Z dziesięć lat już tutaj drzemie, niewidoczny pośród flory, w ciszy znosi swoje brzemię – już skończyły mu się fory. A pozycję miał wspaniałą, zawsze pierwszy wybierany, bo wyporność miał niemałą i za kolor był lubiany. Mógłby dalej sobie pływać, wciąż przodować pośród innych, lustro wody lekko kiwać, bez swych aspiracji dziwnych. Lecz on marzył – być tankowcem, by przewozić ton miliony, lub olbrzymim wycieczkowcem, by turystów brać ukłony. Słyszał co dzień komplementy: że sterowny, elegancki, piękny, niczym z bajki wzięty, istny szef, i to szarmancki! W kadłub mu to uderzyło, więc wyruszył w stronę rzeki, w to, co mu się zamarzyło – nie chciał tkwić tu poprzez wieki. Szybkie ułożył więc plany: „Stąd do rzeki – całkiem blisko, potem morza, oceany i tam będę miał już wszystko!”. Ludzi z wiosłami pogubił, w bystry nurt rzeki wpływając, lecz tam szybko się zagubił, sterowność swą utracając. Nurt go rzucał w prawo, lewo, w końcu w trzcinie wylądował, jak spróchniałe, stare drzewo w gąszczu flory zakoczował. Niewidoczny z żadnej strony, stracił dawnej sławy wdzięki, z dala od swojej przystani, cierpiał samotności męki. Dziś wybrali już innego – nikt nie jest niezastąpiony. Warto trzymać się jest tego, do czego się jest stworzonym. Motyl nie jest w stawie rakiem, każdy ma swoje przesłanie; skoro żeś „dwójką-kajakiem”, Titanikiem nie zostaniesz. -Leszek Piotr Laskowski2 punkty
-
Witaj - miło że czytałeś - dzięki - Pzdr. @Rafael Marius - @Berenika97 - @Pisarzowiczka - @huzarc - dziękuję -2 punkty
-
2 punkty
-
@vioara stelelor Jest w tym pewna... przewrotność? Autorka pisze wiersz, w którym podmiot - "poeta" - uznaje piedestał za przekleństwo swego życia - po czym... wstawia go na forum, na którym utwór ów zbiera oklaski :D Próżność to zarówno pięta achillesowa jak i siła napędowa każdego człowieka, zwłaszcza artysty - choć nikt nie jest tak łasy na słowa uznania jak poeta. No... może poza jego krytykiem? Absolutnie nie jest to przytyk, wręcz przeciwnie - treść wiersza (i jego zamieszczenie na forum) dobitnie obnaża paradoks natury ludzkiej i koegzystencję sprzeczności w niej ukonstytuowanej. W tym kontekście ostatnia strofa nabiera tragicznego wręcz wydźwięku: Te słowa to tak bezradna kapitulacja. Zastanawiam się jednak, czy dla peela nie jest za późno? Choć przypominam sobie, że posągowi Szczęśliwego Księcia pękło ołowiane serce, bo - jak się okazało - był zdolny do miłości. Ten wiersz silniej przywołuje mi właśnie Wilde'a niż Horacego... "Objawić sztukę, ukrywać artystę - oto cel sztuki." - a ostatecznie sztuka okazuje się być punktem "wyjścia", nie "wejścia". Słowa uznania dla @Berenika97 - świetna analiza. Prawie nic nie zostało mi do napisania... :D2 punkty
-
@huzarc... śliczny komentarz... :) dziękuję. @andrew... "obiecywał i dawał.. starczy" na dłuuugo... niech..:) Dzięki Andrzej. @Alicja_Wysocka.... @Waldemar_Talar_Talar... Ala, uroczy.? cieszę się... :) Waldku.. dzięki za dobre słowo. @vioara stelelor... o to mi chodziło.. bliskość.. pomimo upływu czasu. Dziękuję Ci... :) @Berenika97.. słowo.. symbioza.. dane ciutkę na wyrost, być może, ale.. czułam to tak, jak właśnie opisałaś w komentarzu, za który bardzo dziękuję... :) Dygam za każde zostawione słowo.. DZIĘKUJĘ. @Wochen... @Łukasz Jurczyk... @Rafael Marius... Wam także dziękuję za ślady czytania.2 punkty
-
Przed chwilą pożegnałeś się z Bełdanami. Wypływasz na Śniardwy, jacht sunie po fali, przy zachodnim wietrze ściga się z chmurami. Przeciwny brzeg ledwo widać gdzieś w oddali. Widzisz uśmiechnięte twarze towarzyszy. Chcesz za wszelką cenę ten widok ocalić. Poza perkozami nic nie mąci ciszy, Tylko kormorany lecą na śniadanie. Co za raj na Ziemi! A tu nagle słyszysz: Jest zielone światło, obudź się pacanie! Ruszaj, bo blokujesz całe skrzyżowanie.2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne