Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.03.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. ( z przymrużeniem oka 😉) Gdzieś w środku, tam, koło serca, czai się miłe uczucie i sprawia tyle szczęścia przy każdym silnym wyrzucie. Gdy tylko spojrzysz w słońce, świat wokół ciebie się zmienia, ciało otula się dreszczem, dochodzi do uwolnienia… Tych wszystkich ciężkich myśli, żalu, co grzebie w głowie, tych tęsknot, co uwierają, smutków płynących po sobie. I chociaż trwa to sekundę, wyrzuca endorfiny… A gdyby to tak zatrzymać i kichać przez godziny. Uwalniać dopaminę, zmieniać dzień bylejaki w chwile pełne euforii, zażywając tabaki. Takie myśli mnie naszły w porze wczesnego śniadania. Od dziś każdy swój poranek zaczynam od kichania.
    11 punktów
  2. ( zazdrosny on, zazdrosna ona) - Moja Droga, ja cię kocham. Przecież zawsze było tak. Przestań patrzeć takim wzrokiem, jakbyś chciała spalić nas. - Mój Przemiły, skąd ten pomysł, że w mym oku iskra jest? Może, kiedy cię nie było, to ktoś inny kochał mnie? - Teraz, to mi sztylet w plecy! Jak żem głupi myśleć mógł, że mi wierna będziesz Miła, póki nie rozdzieli grób? - Gdzie niewierność w tej rozmowie? Nie zdradziłam przecież cię. Tak czekałam ciebie długo, że podroczyć trochę chcę.
    8 punktów
  3. Słyszałam o wyspach szczęśliwych - jak o narkotyku dla znużonych dusz. Podobno niebo nie cierpi tam na zaćmienia, nie krztusi się czarnym światłem. Mówią, że bogowie odeszli stamtąd z elegancją, w rękawiczkach milczenia, zostawiając tylko zapach kadzidła i chłód marmurowych stopni. Żadnego manifestu. Żadnej skargi. Jedynie doskonałą obojętność. Odnaleźć je - to pewnie tylko rzemiosło złudzeń, kilka metafor rzuconych na wiatr i odrobina zachwytu. A może uczyć się pływać w wodzie o barwie starego wina, nie oczekując zbawienia, nie domagając się sensu i tonąć - z nienaganną postawą. Szczęście jest mętne. Śmierć - konkretna. Reszta - to zbędne światło.
    7 punktów
  4. Miłość Wypełniam cię bez dotyku, płynnie, płynnym płynem, lepko, cieknąc ciekami cielesności. Wilgotna posoka w kapilarach oczu. Pod linią spojrzenia wyhaftowana rzemyczkami spęczniałych żył. Piersi jak nocne chmury, zakryte czerwienią księżyca. Rozpuszczają mnie. Płyniesz we mnie.
    7 punktów
  5. łączę cię z moim przybyciem bo oświetlasz mnie słońcem miłość to więź delikatnie wpleciona nićmi z sosnowej słomy wyłaniam się jaskrawofioletowym krokusem
    7 punktów
  6. jak kwiaty 🌻🌹🌸🌺 konwalie róże orchidee magnolie storczyki piwonie śliczne maki jest ich wiele są różne nawet Te z kolcami są wspaniałymi Kobietami bywają tygrysem lub przymilnym kotkiem deserem który ciągle za nami chodzi dobrą poranną kawą nie wiadomo które ... a moja moja jest owocem z drzewa niezakazanego smakuje wybornie 3.2026 andrew Wszystkiego miłego w Waszym święcie i nie tylko 🌻
    6 punktów
  7. Wyczekiwanie Sroki i brzozy Czarno-białe Czekaja na zieleń Na pocałunki słońca I szepty wiatru Zbudują gniazdo Schowane w cieniu Świeżutkich liści Zakołyszą pisklęta do snu I ludziom na pociechę
    6 punktów
  8. ciszo trwaj w kącikach ust mnożą się ślady ciepłych promieni przede mną i za mną białe tulipany na wyciągnięcie ręki lśnią mokre krople między wersami srebrny błysk jak dotyk anioła miłością i zrozumieniem wplecione w trawy przyśpieszone oddechy ocierają się o siebie czułe słówka
    6 punktów
  9. Ja się nie pytam, kto go tu położył. Nie unoszę pięści na zapach. Nie wykrawam części spornych, tylko zwyczajnie się zastanawiam - co mnie tutaj przyniosło? Nie wiem. Jaki moment z tarczy zegara? Jaki impuls z karty pamięci uruchamia w człowieku migrowania? Siedzę, bo po co stać gdy krzesło… łokcie opieram teraz na stole. Siłą woli chciałabym przesunąć ten obraz w obraz przyjemniejszy. Wymyślam mu jakieś przybranie, w tle ustawiam muzykę pierwszą. Na dwa się tym tańczy, na trzy gasną wszystkie smutne światła. Teraz jestem w ogrodzie kwiatów. Jestem? A może mnie nie ma...
    5 punktów
  10. kominiarz i chmurka kominiarz przez przypadek białej chmurki dotknął i rzecz dziwna się stała chmurka dotykiem zaskoczona w czarną się przemieniła a zaraz potem duża ulewa wszystkie dachy pokryła Wierszyk napisałem z inspiracji @iwonaroma :)
    5 punktów
  11. Czasem rodzą rzeczywistość jakże różne mogą być sny jedne znikają po przebudzeniu inne wybudzają środek nocy nieznośnym kołataniem krzykiem smak i woń rumianku to ulga rozkoszny uśmiech w trakcie to przyjazny sen niemowlęcia aby po latach rozbudzić w głowie żądzę dominacji i pogardę... bo głowa ma wizję czyjegoś dobra nad wstęgami dróg wiośnieje od lat te same cykle - w kluczach ptaki rozglądają się za swojską ziemią kiełkuje myśl - jakie to szczęście nad dachami ciągłe przyloty i odloty oby - przenigdy - naloty marzec, 2026
    5 punktów
  12. Poznałem sposób w fizyki wzorach, jak tworzyć wymiary jeszcze nieznane, i między znakami, w cichych pozorach, nasze istnienie mam zapisane. Jest tam dom trwały i łódź, która znika pod turkusem fal i pod nieba blatem, a człowiek w ciszy w przestrzenie przenika, szukając miejsca pomiędzy światem. Kwant i olbrzym — dwa rytmy istnienia, bliźniacze odbić ukryte w uczuciu, jakby dwa losy w chwili patrzenia zostały nagle splątane w przeczuciu. Krzywizna przestrzeń łagodnie nagina, czas się odsuwa jak brzeg od przypływu, zieleń jak puch dzikich gęsi się wspina nad klif trzydziestu stóp nad odpływu. Stoimy długo nad wodą w milczeniu, od grani chłody powoli spływają, a nasze dłonie w jednym drżeniu światy możliwe na chwilę stwarzają. Bo w świecie kwantów wszystko się zdarza dopiero wtedy, gdy ktoś spojrzeć umie. Może więc miłość jest tylko pomiarem chwili, która istniała w rozumie.
    5 punktów
  13. stara fabryka stoi jak otwarte żebra okna połykają wiatr oddają go ciepłem cegieł wchodzimy w beton i ciszę maszyn kurz unosi się spod kroków jak dym z wygasłego pieca twoja dłoń znajduje mnie w ciemności hali powoduje zwarcie jak w mokrym kablu pod napięciem twoje ciepło rozlewa się po mnie rury drżą od pociągu w oddali albo od nas namiętność tak mocna że stal zaczyna wierzyć w krew twoje ciało pod moimi dłońmi pali mnie od środka każdy dotyk rozsadza ciszę i uczy nas języka w którym mówią tylko kochające się ciała kiedy mnie dotykasz fabryka nagle ma puls księżyc spada wąskim nożem z dziury w dachu przecina nas na światło i cień twoje usta jedyny punkt w którym noc przestaje być zimna stoimy tak blisko że nasze cienie zaczynają się mylić ciepło ud jak powolny wzrost ciśnienia w stalowych splotach piersi falują namiętnością tętniąc pod moją dłonią jak ciężki głęboki oddech maszyny która po latach wypuszcza z siebie pierwszy gorący obłok pary to nie jest tylko krew – to rzeka, która niesie ogień rozpuszcza szron na metalu kruszy lód w moich żyłach każdy skurcz mięśni to rytm, od którego pęka betonowa skorupa nocy oddech rysuje mnie od środka bije szybciej niż stare tłoki noc na chwilę przestaje być nocą zaczyna być ciałem twoje włosy pachną rdzą pyłem cegieł i czymś gorącym czego miasto nie zna podłoga pamiętała ciężar maszyn teraz pamięta tylko nas twoje palce czytają braille’a na moich łopatkach a mapa ciała rysuje się pod skórą twoje usta na moich - ciepła wilgoć języka jak pierwszy strumień wody puszczony po latach w zardzewiałej instalacji tej hali jak iskra od której martwe transformatory nocy zaczynają znowu śnić o ogniu jesteśmy jedyną sprawną częścią w tym martwym mechanizmie namiętnością która prostuje zgięte szyny spada kawałek tynku krótki krzyk metalu twoje tętno w moich skroniach jedyny dowód że Bóg ukrył się w zardzewiałej przekładni świata w gęstym smarze ciszy oddechy mieszają się w jedno i przez chwilę całe miasto pulsuje pod naszymi stopami jak ogromny organizm z betonu tej nocy fabryka znowu pracuje w rurach w murach w naszych ciałach twoje ciało przy moim - dwa przewody pod napięciem które na chwilę rozświetlają całe miasto i sprawiają, że stare żebra hali zaczynają oddychać i nawet Bóg jeśli patrzy zatrzymuje się na chwilę żeby poczuć jak pulsuje noc
    5 punktów
  14. banalny dla aniat Więc apsik, apsik potem spokój. Niechaj kichaczka idzie sobie, bo dzień jak z bajki mam na oku i szybko zadbam o swe zdrowie. A tak naprawdę - zdrowie ducha, który gdzieś utkwił w moim ciele. Kiedy on zdrowy, ciałem rusza, a pomysłami mózg zaścieli. Od razu każe kochać siebie i razem z sobą wszystkich ludzi. Mam być łagodnym zimą w lecie i dobrym słowem wszystkim służyć. Nawet tej wrednej Kiełbasińskiej, Która dla wszystkich jest jak zadra; w mig szpilę wsadzi, zło przyniesie. Ja jeszcze takiej mam przebaczać? Następnie mam pójść do Canossy, na tym poprzestać i nic nie knuć! A świat się staje przeuroczy choć stale pragnie ktoś go zepsuć!
    5 punktów
  15. W krainie snu dobre wieści rozchodzą się znacznie szybciej niż te złe. I moje pojawienie się nad brzegiem płynącej leniwie Skai uznano za dobry omen a wręcz długo wyczekiwane święto. Cztery ziemskie noce błądziłem po znajomych mi krainach. Tak tych przyjaźnie nastawionych jak i tych położonych na rubieżach jak Thraa czy Kadatheron. Do Ultharu jednak zagoniły mnie koszmary powstałe w wyniku kolejnej poważnej infekcji i gorączki. Leczyłem się przez jakiś czas w krainie ghouli. Nigdy by mnie nie wypuścili, gdybym wyjawił im prawdziwy cel mojej podróży. Koty Ultharu. Ich rycerze i zagończycy, od zawsze zwalczają ghoule. Polują na nie dla zabawy i treningu lub po prostu z nudy. A nuda w Ultharze potrafi trwać całą ziemską wieczność. Dlatego ghoule gardzą snem i jego marzeniami. Wolą mgielne, posunięte rozkładem nekropolie o dusznym wyziewie moru. Rozkwitłe, krzywo zbitymi krzyżami na połaciach zapomnianego ugoru pogranicza. Odprawiają tam czarnomagiczne sabaty, harcują wesoło po wnętrznościach mogił, z odgryzionymi dłońmi lub całymi nogami trupów w ostrych lecz krzywych zębach. Ghoule słyną z gościnności dla mistrzów snu. Lecz nie warto posilać się u nich czymś więcej niż wodą. Na szczęście ziemskie ograniczenia tutaj nie sięgają. Człowiek jest jedynie spragniony przygód i zabawy a także plotek i wieści. Nie było mnie przez cztery noce lecz tu minęło wieleset lat. Choć czas o jakim zwykle mówimy i do stosowania jakiego, się dostosowaliśmy, nie ma tu zastosowania. Można powiedzieć, że wszystko żyje lecz stoi w miejscu. Nikt się nie rodzi ani nie umiera. Postaci dzieci i starców zdarzają się na ulicach. Lecz są to mistrzowie snu, odwiedzający jak ja tę krainę. Ulthar, Celephais czy nawet Kadath, zawsze wyglądają tak samo. Zaproszono mnie do sali tronowej. Byłem w niej setki razy. Wysokie, marmurowe sklepienie o żebrowym wzorze, pokryte było freskami historii królestwa. Były tam walki w Zaczarowanym Lesie, wojny z ghoulami a także podróż kociego króla za Bazaltowe Słupy Zachodu ku księżycowi. Na pokładzie kryształowego galeonu bez żagli a o anielskich skrzydłach. Były tam księżycowe istoty oraz postać Randolpha Cartera w niewoli u Mi-Go. Wszędzie tak wokół tronu jak i w kątach, krzątała się kocia arystokracja i służba a także uzbrojeni w rapiery strażnicy. Byli tam persowie, koty brytyjskie, egipskie, zwykłe dachowce i syberyjskie o jasnych, przenikliwych oczach. Tron był wydawać by się mogło, prostym fotelem o puchowych obiciach, pełnym wełnistych frędzli i gałganów. Zaściełał go stos długowłosych kocy i miękkich poduszek. A na ich szczycie dumnie wypoczywał koci król, w otoczeniu swego haremu. Był persem w sile wieku i umysłu. Ciemną, połyskującą zdrowo sierść ukrył pod zbroją ze złota a na łebku spoczywał mu niewielki, zdobiony najprawdziwszym rubinem turban o barwie najczystszej bieli. Panie Tracy, Ulthar czekał na Pana z utęsknieniem i można rzec, że niby czarodziej, zjawia się Pan idealnie w czas. Nigdy zbyt wcześnie i nigdy zbyt późno. Ukłoniłem się przed królewskim majestatem. Koty Ultharu tak samo jak ich ziemscy krewniacy, są dumni, pyszni i przekonani o wyższości swej rasy ponad wszelkie inne a w szczególności ludzi. Tylko osoba o wyjątkowych cechach charakteru i woli, może pozwolić sobie na to by stanąć przed obliczem kociego króla w sali tronowej. Koty lubią postaci inteligentne. Naukowców, wynalazców, artystów czy poetów i bardów. Uwielbiają ziemskie opowieści o swoich kuzynach. Choć trzeba przyznać, że koty Ultharu są od nich znacznie większe, silniejsze, mądrzejsze no i potrafią pisać i czytać a nawet malować i rysować. Koci król podobnie do mnie jest poetą. Dodatkowo również miał zaszczyt spisać kronikę swego ludu od dnia pierwszego marzenia sennego o Ultharze aż po finał wędrówki kotów na rubieże krainy snu do ruin miasta cyklopów. Gdzie zginął jego chwalebny ojciec, w walce z nocnymi zmorami. Śnię o Ultharze bardzo często królu, bo nie ma dla mnie jako prostego człowieka, większej nagrody ponad tą która daje możliwość spędzania wśród Was, doskonałych istot, czasu jaki oferuje mi mój niespokojny ostatnio sen. Tym razem wieleset lat błądziłem po prastarych borach i krainach. Górach Pierwszych Bogów, śnieżnym i bijącym piorunami Hateg-Kla. Śniłem tak głęboko, że wypadłem prawie poza płaskowyż żalu… nie karz mi królu mówić o nim i samotnej górze w zimnej postaci ostałej nad jego grozą przeżartym jestestwem. Król spuszył swe wspaniałe futro na wspomnienie Kadath a wzrok jego na mgnienie wręcz osnuła mgła lęku. Miast tego dał znak straży a ci rozwarli wrota. Wprowadzono o dziwo kilku ludzkich więźniów, w kajdanach i brudnych przepaskach. Jednym z więźniów bezsprzecznie była kobieta. Ją rozkazano zakryć szczelnie od stóp do głów, a to dlatego, że ziemskie kobiety są w Ultharze postrzegane jako synonim niesamowitego piękna i seksualnych pragnień. Wojownicy gdy tylko spotkają ziemską kobietę tracą zupełnie głowę i rozsądek. Zakochują się bez pamięci, piorą między sobą a czasami nawet porywają je wywołując zbędne wojny i zatargi. Słowem, kobieta w Ultharze przynosi ogromnego pecha. Więźniowie nie wyglądali mi na mistrzów snu. I z pewnością nimi nie byli. Zdarza się, że niektórych we śnie prowadzi wspaniała i barwna wyobraźnia. Wtedy czasami trafiają przypadkiem do którejś z krain snu. Są w niej jednak zupełnie zagubieni. Nie znają miast, wiosek, postaci. Trafiają wiedzeni jedynie strachem do miejsc z których już nie dane im będzie się obudzić. Nie potrafią kontrolować snu. Płyną z falą postępującego marzenia, raz lądując w bezpiecznym porcie łóżka, innym razem rozbijając się o skały koszmaru. Więźniów postawiono naprzeciw tronu. Zaiste prześmiewczy wydawałby się Wam ten widok. Koty w zbrojach i z szablami w dłoniach prowadzą spętanych, półnagich ludzi przed oblicze króla kotów. Dwóch z nich krzycząc, błagało mnie o łaskę i wstawiennictwo. Zostali szybko uciszeni ostrymi pazurami, które u kotów miejscowych bardziej przypominały pazury lwa niż dachowca. Panie Tracy, sądzę po pana mimice, dokładnie tak samo jak ja, uważa Pan, że nie ma wśród nich mistrzów snu. Lecz czy wobec tylu mileniów spędzonych w krainie, rozpoznaje Pan kogoś z tego grona? Widział Pan ich kiedykolwiek na szlaku, w którymś z cudownych miast wybrzeża lub w osadach i miastach poza Morzem Południowym? Jeśli nie to proszę się nie obawiać, nie zostaną straceni, samica również. Sprzedam ich górnikom, lub wymienię na rubiny w Kadatheronie. Ale wolałem zaczekać z tym do pańskiego przyjazdu. Nie chciałbym być winny tak okrutnej zbrodni i zniewagi jak sprzedaż przyjaciela, własnego przyjaciela. A więc czy rozpoznaje Pan w choć jednym przyjaciela? Długo patrzyłem w ich umęczone oblicza. Wychudzone postury. Na bose stopy i spętane linami dłonie. Zatrzymałem się i przy kobiecie. Czułem podświadomie, że jest inna niż reszta więźniów. Nie odzywała się, nie szlochała nie ruszała się nawet. Dumnie wyprostowana i ciskająca gromy oczyma tak doskonale zielonymi i dużymi, że można by wziąć ją za kuzynkę kotów. Długo na nią patrzyłem. Aż wreszcie… Samicy nie znam ale odkupię ją mości królu i zapłacę sowicie w lepszej walucie niż plugawi górnicy. Zapłacę informacją dla Ciebie i rycerskiej świty, odnośnie tego gdzie wasi zajadli wrogowie ghoule, trzymają klejnoty zrabowane z ciał cmentarnych. A jest to skarb, który widziałem nie dalej jak kilkanaście dni temu, przekraczając bramę głębszego snu. I rozpali on wręcz Wasze wyobrażenie. Cały Ulthar będzie iskrzył blaskiem drogocennych kamieni. A więc ziemska samica za informację? Szedłem z nią do kryształowego nabrzeża. Mój statek o diamentowych żaglach cumował w doku. Weszła niepewnie po trapie. Nie bój się. Już nikt Cię nie skrzywdzi. Odstawię Cię bezpiecznie za granicę snu. Obudzisz się i już nigdy tu nie wrócisz. To sen. Wręcz zdaje się być jawą. Lecz to sen. Podróż przez jego nieskończenie rozległe krainy. Ufasz mi? Przytaknęła głową bez słowa. Była piękna. Jak sen. Jak wieżyczki i zamki Celephais. Jak tajemnicze i senne Ilek-Vad, ukryte w wiecznym półmroku zmierzchu. Jak kamienny, wyniosły i nęcący Thalarion. Jej oczy jak jego bramy za które wejdziesz ochoczo lecz nigdy już nie powrócisz. Ulecieliśmy w gwiazdy. Rozsiane po pogodnym nieboskłonie. Galery pływały w tę i z powrotem wokół nas na szlaku ku księżycowi i Bazaltowym Słupom Zachodu. Wreszcie po wielu miesiącach żeglugi, przekroczyliśmy je. Chwilę przed tym, pocałowałem ją czule, zanim brzask który rodził się nad falami, zabrał mi jej postać do jawy. A ja zostałem znów sam w ukochanej krainie snu. Obudziła się nagle w swoim łóżku. Świt czerwienił się w oknie. Przetarła sen z zielonych, dużych oczu. Czuła się jak gdyby spała miesiącami a nawet latami. Błądziła we śnie tak realnym, że przebudzenie było wręcz zbrodnią. Pamiętała każdy szczegół. Zaczarowany Las, Ulthar, niewolę, ratunek, podróż przez krainy wybrzeża. Swego wybawiciela. Mistrza snu i poetę. Pocałunek na pokładzie jego statku. A potem ciemność i przebudzenie. Obróciła się na drugi bok, przeklinając swoją wybujałą wyobraźnię. Zasnęła tym razem spokojniej. Lecz już zawsze błądziła w jego niekończącym się śnie.
    5 punktów
  16. Nieświadomość o tym miejscu przybija moje serce jak tego na krzyż! Czuję się zagrożona, lecz pojawia się to! Pochłaniam go jak najszybciej, czuję się dobrze. Nie chcę wiedzieć. Nie chcę widzieć. Ściany się zburzyły. Otworzyły mi oczne drzwi na inność. Widzę ich ból, dostrzegam go. Dlaczegóż inni tego nie potrafią? Lecz pojawia się on. Pochłaniam go jak najszybciej, aby poczuć się lepiej. Nie chcę wiedzieć. Nie chcę widzieć. Czuję smutek, lecz mnie on ratuje. Czuję smutek, że tylko na chwilę. Czuję się zagrożona, że mnie wciągną w ich wir złości między sobą. Czuję się zagrożona, że nie będę w stanie czuć miłości. Nie chcę wiedzieć. Nie chcę widzieć.
    5 punktów
  17. "Kukułka Podrzucajka" Przyleciała i kuka Kukułka do wróblowej: „Widziałam dzisiaj sójkę w sukience wciąż zimowej!” Wróblowa skrupulatnie gniazdko właśnie sprzątała, więc na szarą plotkarkę nieufnie spoglądała. Bo kukułka co wiosnę często do niej zagląda, byle co opowiada, lecz na gniazdko spogląda. Słowikowej raz nawet jasne piórko przyniosła, właśnie wtedy, gdy tamta swoje jajka już zniosła. I sikorkę w jej budce odwiedzić bardzo chciała, lecz dziurka do jej domku była dla niej za mała! Tak bardzo towarzysko kukułka się sprawuje, gdy każdy ptaszek wiosną gniazdko swoje buduje. W tej „sąsiedzkiej dobroci” w trosce o każdego, nie ma czasu, by sprawić domku sobie własnego. Wcale się tym nie martwi, bo już plany ma skryte: podrzucać swoje jajka w cudze gniazdka uwite! -Leszek Piotr Laskowski
    4 punkty
  18. Wspomnienie to znam już na pamięć; przez lata jego różne wersje łączyły się ze sobą, jak łączy się mgła, i teraz nie sposób już stwierdzić, co wydarzyło się naprawdę. Przyjmijmy zatem, że mieliśmy wczesną wiosnę, kiedy dni są już dłuższe i jasne, lecz drzewa nie wypuszczają jeszcze liści. Ciocia ubrała mnie ciepło i poszliśmy do miasta, odwiedzić jakichś ludzi z dzieckiem. Zapamiętałem różowe skarpetki tego stworzenia, jego zaślinione rączki, i głowę, która ciążyła mu bardziej niż ciąży dorosłym. Ciężko mi jednak powiedzieć, czy był to chłopiec, czy dziewczynka. Z pewnością dlatego, że, mimo przewidywań ciotki — osóbki skurczonej w sobie i ciepłej — bardziej niż dziecko, zajął mnie chłopak, który się nim opiekował. Nawet kiedy trzymał je na kolanach, miałem wrażenie, że oto stoję na ulicy i patrzę na niego przez szklaną ścianę. Szybko zapadł zmrok i musieliśmy już wracać. Trzymając ciotkę za gorącą i suchą rękę, wciąż miałem go przed oczami. Był niewątpliwie przystojny; raczej miotał spojrzenia, niźli patrzył; a jednak wszystko, na co padł jego wzrok, stawało się tak rozkosznie bezosobowe jak ciemniejąca, pusta ulica. Że też dziecko, spędzając z nim tak wiele czasu, nie straciło, i tak jeszcze nie wykształconych, rysów twarzy! Zapalały się lampy i wiatr przybrał na sile. Naszą drogę znaczyły liczne kałuże, z których nie zdawałem sobie sprawy — przemoczyłem skarpetki. Ciotka szła kilka kroków przede mną. Co jakiś czas odwracała się do mnie, za każdym razem sprawiając wrażenie troszkę zaskoczonej na mój widok. — I jak? — zapytała nagle. Tym razem się nie odwróciła. Znów wszedłem w kałużę. — Co? — Jak podobał ci się dzidziuś? — Był w porządku. — Podrapałem się po nosie. — Ciociu, a czy tutaj straszy? Po obu stronach drogi stały domki i pozamykane bramy. Z któregoś ogrodu dobiegał dźwięk dzwonków wietrznych. — Nie. Skąd ten pomysł, co? Kiedyś też będę miał w ogrodzie takie dzwonki — pomyślałem — będą grały mi w nocy i kiedy śpiewają ptaki. W tym miejscu, w każdej wersji wspomnienia, widnieje biała plama — widać: ktoś złapał dzwonki. I nagle stoję tam, kilka kroków za ciotką, a białą, zawiązaną luźno wokół mojej szyi chustkę porywa wiatr i niesie ją hen, hen — aż przykryje rozpadające się, urojone zwłoki.
    4 punkty
  19. Gdybym była emocją... Woda, jak z zaciśniętych dłoni, wyciekłaby przez każdą szczelinę. Otrułabym twoje usta larwami, licząc, że wyfruną z nich motyle. Wcisnęłabym ci do gardła przecinek, tam, gdzie już dawno postawiłeś kropkę. Z wysokości śledziłabym nurt Odry, wiedząc, że odchodzisz na dobre. Ostra struna rozdarłaby mi gardło, roznosząc się echem wzdłuż mostu. W krzyku bym cię straciła, rzucając się w wir morskich prądów. Dobrze, że nie byłam emocją, umiem nad sobą panować... (sparaliżował mnie wstyd, więc odeszłam bez słowa)
    4 punkty
  20. ptasie koncerty filharmonia pod niebem wiosna uskrzydla xxx wyborny spektakl już prapremiera wiosny grają śnieżyczki
    3 punkty
  21. wysłuchałem wszystkich słów grzęzną jeszcze we mnie nie wiem czy bose stopy dotykają złudzenia trudno zatrzymać się w miejscu zaznaczyć ślad ręce mam skrepowane wyrzutem sumienia coraz rzadziej spoglądam jak białe bałwany wiatr wyrzuca na szerokie plaże kolejni wysłuchają wszystkich słów ślady odnajdą na piasku moze
    3 punkty
  22. Tam, gdzie mnie nie ma, choćby po to żyję Tam, gdzie mnie nie ma, wiodę życie na najwyższym piętrze, gdzie jest teraz jedynie moje serce, a do piwnicy schodzę jedynie po wino, gdzie jest ciało moje, które jest przesypiającą pustką nie pustynią, na której lądowałbym po skoku ze szczytu na chwilową medytację Bo tam, gdzie mnie nie ma, jestem prawdziwie szczęśliwym sobą nie oglądającym, nie kupującym, nie jeżdżącym, by być tobą, czyli tym, który tęskni za byciem uśmiechniętą osobą I dlatego cieszę się każdym oddechem, gdy wyobrażam siebie tam, gdzie mnie nie ma, i może ta jaskinia, w której nie ma nawet cienia, odsłoni w końcu schody i światło, które mnie osłodzi, i oprócz serca i ducha da mi sprawne nogi I dlatego pleśń piwnicy mi nie doskwiera, póki nadzieja kończy każdy wers, każdy mój wers
    3 punkty
  23. Po zachodzie Słońca nad Nidzkim, jakiś czas Wenus świeci jeszcze. Ja na jachcie siedzę z kimś bliskim, meteory na nas lecą deszczem. Jakiś czas Wenus świeci jeszcze, Srebrny Glob po zodiaku chodzi, meteory na nas lecą deszczem, Jowisz bandzie księżyców przewodzi. Srebrny Glob po zodiaku chodzi, a ja nie wiem, czy sen to czy jawa: Jowisz bandzie księżyców przewodzi, a na łące niebieskiej złota trawa. I ja nie wiem, czy sen to czy jawa, że Mars jak Betelgeza się rumieni, że na łące niebieskiej złota trawa, a na brzegu błyska coś w zieleni. Mars jak Betelgeza się rumieni, drzewa w wodzie przejrzeć się starają, a na brzegu błyska coś w zieleni: to świetliki do nas mrugają. Drzewa w wodzie przejrzeć się starają, ja na jachcie siedzę z kimś bliskim, a świetliki do nas mrugają, po zachodzie Słońca nad Nidzkim
    3 punkty
  24. Plansza opustoszała. Kilka figur stoi jak ocaleni po dawnej bitwie. Między polami leży rzucona rękawica. Powietrze gęstnieje. Nad planszą zbierają się ciemne chmury. Król cofa się o krok, wieża spada, as ginie bez znaczenia. Przychodzi burza. Zostawia po sobie jedynie ruinę. ~ ... ;)
    3 punkty
  25. @Marek.zak1 No tak. Dzięki, również pozdrawiam @hollow man Może nie jedynym, lecz wg mnie koniecznym. Tak w ogóle zjednoczenie (miast złączenia) wymaga pewnie wielu różnych ważnych zmiennych, dlatego ludzie tak się starają w tym względzie:) A wychodzi jak wychodzi ;) Dzięki @Nata_Kruk ... Dzięki:) @Migrena :) poetyckie są Twoje komentarze :) Dziękuję @Berenika97 Tak właśnie. Dziękuję:) @Jacek_Suchowicz ;) Dobrze, że potrafisz rozładować sytuację:) Dziękuję @Clavisa @Myszolak @huzarc @Rafael Marius Podziękowania
    3 punkty
  26. przyciskasz mmm... lubię ostro podduszasz mmm... podduszaj testosteron kapie kłam okłamuj kłam Czarneksiężniku intelektualna chłosta egregor wyjątkowo niskiej energii bezczeszczenie flagi w tle Kaczyński wytoczył największe jaja
    2 punkty
  27. On - uosobienie spokoju, powagi, równowagi i porządku. Zawsze prawdomówny - kiedy czegoś nie wie, to po prostu milczy; a w umyśle docieka sensu i drogi prowadzącej do niego. Zawsze można na niego liczyć. Stanowczy. Opanowany. Ona - trzpiotka. Wciąż szczebiocze :) Trochę tu trochę tam, trochę z tego trochę z owego. Jest na łące, raduje ją słonko i kwiaty a za chwilę zamyka się sama w pokoju i płacze, bo ciemno, bo zima, bo miłości nie ma... Logiki u niej tylko ciut ciut, woli hasać po chaosach, paradoksach, metaforach i Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze. Kocha zmieniać zdanie i fatałaszki. Raz z rymami a raz bez. Wersy raz krótkie a raz długie. Kiedy ma wenę to potrafi nawet i poemat choć lubi bawić się też krotochwilkami i uszczuplać słowa do minimum (np. do trzech :)). Ładnie śpiewa i czuje harmonię; bywa, że jej głos brzmi jakby nie z tego świata... Czasami się spotykają - Pan Matematyka i Panna Poezja. On potrzebuje jej radości (choć ona czasem się też złości;)), swobody, luzu. Piękna oczywiście też bo Panna Poezja ma powab i czar (oj, umie czarować :)). Ona natomiast szuka u niego wytchnienia, uspokojenia rozedrganych nerwów, stałości i pewności. On pomaga jej liczyć zgłoski, tak, by była bardziej uporządkowana. Pilnuje jej strof i wersów, by nie wichrzyły się za bardzo na lewo i prawo. Ona głaszcze go po zbolałej niekiedy od wielkich matematycznych problemów głowie i delikatnie łaskocze mu policzki by choć raz porządnie się zaśmiał! Lubią się i nawzajem podziwiają choć nie jest to stały związek, raczej romans. Czerpią z siebie od czasu do czasu ale potem każde wraca na własne poletko - Pan Matematyka do swojego biurka, gdzie wszystko ma w najlepszym porządku, policzone i zmierzone, jak nie teraz to na pewno w najbliższej przyszłości. Bo Pan Matematyka wierzy w siebie - że swoją logiką opanuje ten świat. A Panna Poezja wróci do swoich różowych i błękitnych pieleszy (czasem też czarnych ;)) i będzie marzyć, marzyć, marzyć... O tym świecie i wszystkich innych, nieskończonych... Pozwolą sobie odejść od siebie bo oboje kochają wolność. Poza tym... znów przecież kiedyś poromansują :)
    2 punkty
  28. wierszyk soczysty jak brzoskwinia śni mi się pięknymi literami jak słoneczny dzień gdy się zaczyna jak księżyc gdy nad nami
    2 punkty
  29. — Gdzie mieszkasz? Posłał mi jedno ze swych błękitnych spojrzeń. — Niedaleko. Jak znalazłem się u boku tego chłopca-mlecza, tego połączenia słodkowodnej żabki i płowych dłoni? Kusi mnie, aby napisać, że i dla mnie pozostaje to zagadką; jednak wówczas bym skłamał. Po prostu przyjąłem zaproszenie na jego urodziny. Wkrótce wyrósł przed nami dom: odrapany i na wpół pochłonięty przez bluszcz. Jego strażnicy, dwa dostojne gołębie, siedzieli przycupnięci na dachu. Mój towarzysz uśmiechnął się półgębkiem, po czym wsunął się w szparę między furtką a ogrodzeniem. — Odsuń się! Zrobiłem krok do tyłu; najeżona drzazgami furtka z impetem otworzyła się na oścież. Przez chwilę się jeszcze chwiała — a później, uspokojona, wpuściła mnie na podwórko. W domu przywitała nas zwarta masa obłych fizjonomii, z której wystawał tylko haczykowaty nos najstarszego brata. Wtłoczyliśmy się wszyscy w największy pokój, gdzie każdy przysunął sobie krzesło. Wtedy — pozwólcie, że będę tak nazywał najstarszego brata! — Nos przypomniał sobie o torcie, i pospieszył go przynieść. Wszystko już było gotowe: tort królował na stole, za prawą rękę mając jabłka, a za lewą — czerwoną, chyba nie do końca stężałą galaretkę. I już, już nadchodziła kulminacja — czuło się jej bliskość nawet w drgawkach kurzu nad gałganami dywanu — kiedy solenizant zorientował się, że… na torcie brakuje świeczek. Nos wyartykułował słowo, którego tu nie przytoczę. A potem chwycił jabłko i, zupełnie jak kauczukową piłeczkę, odbił je od stołu. Utkwiło w miejscu, gdzie zwykle znajduje się żarówka. Zaczerwieniony, Nos stanął na krześle i spróbował je wyjąć. Zastygliśmy przy stole. Nos jeszcze wyraźniej poczerwieniał. Objął jabłko obiema dłońmi i pociągnął. Jedna z dziewczynek przytrzymywała oparcie jego krzesła. Pociągnął raz jeszcze, mocniej; napięły się mięśnie chudych ramion. Wreszcie westchnął i odwrócił się. Chciał zeskoczyć na ziemię, lecz, widząc minę brata, zszedł z krzesła. “Obejdzie się bez świeczek…” I zaczynaliśmy już jeść, kiedy na obrzeżach naszego widzenia coś zamigotało. Nie wiem kto zaczął klaskać pierwszy; lecz nie ma to znaczenia, bo klaskali wszyscy. Przez francuskie okno wpadały smugi mlecznego światła, a Nos — włożył do półmiska uwalane kremem z tortu jabłko.
    2 punkty
  30. przemknął śliczny cały czarny tylko policzki jasne w słońcu i uśmiech chwytam za guzik
    2 punkty
  31. przypomina rozwój matematyki wiersze naturalne wiersze ułamkowe wiersze ujemne wiersze niewymierne wiersze urojone ;)
    2 punkty
  32. 46. Król wojny i król królów 1. Świat się zwęża do doliny, której nikt nie znał. 2. Zbyt wiele sztandarów. Za mało miejsca dla dwóch słońc. 3. Król królów modli się, król wojny ostrzy miecz. 4. Dariusz zwołał narody. Będą gnić ramię w ramię, choć się nie znali. 5. Grecy po obu stronach. Zawsze znajdą powód, by zabić brata. 6. Bogowie milczą. Zbyt wielu ludzi mówi za nich. 7. Dwóch królów wierzy w przeznaczenie — każdy w swoje. 8. Wróżby różne, ale krew zawsze ma ten sam kolor. cdn.
    2 punkty
  33. Nie ma już nas Odeszłaś Bez zbędnego bólu Nie chciałaś Prowokować łez We mnie czy U siebie bez Sensu płakać tutaj W tym miejscu Gdzie wszystko Jest takie chwilowe To ironia nie Że byłem tam A ty momentami Jakbyś o tym Nie wiedziała Oczy miałaś Zamknięte Gdy przyszedłem Spałaś i tyle A teraz Cię nie ma To nic nie żebym Czuł ból taka Jest chyba kolej Rzeczy że się Poznajemy i żegnamy A tam A tam ciągle Ciągle pada deszcz
    2 punkty
  34. @Łukasz Jurczyk Brzegi rzeki Pinaros pomiędzy górą a słoną wodą miejsce na śmierć jest ciasne złote rydwany srebrne włócznie a nurt rzeki wciąż mętny
    2 punkty
  35. @Christine Bardzo dziękuję!!! Historia uczy, tylko my się nie uczymy :) W noc przed bitwą każdy lud ma własny język modlitwy. Królewskie dary. Stosy spalonego mięsa. A bogowie wciąż głodni. Dariusz dał sto jagniąt. Ja dałem garść jęczmienia. Obaj straciliśmy świat. Pozdrawiam serdecznie :)
    2 punkty
  36. Rosną w nas dzieci bezdomne, jakby snem albo krwią były, trzymają róże uciętych warg, w czerwone włosy zszyte żyły. Rosną w nas ptaki bezdomne, czarne serca - spalone gniazda, ptaki o oczach jak kosmos, jak grób albo ślepa gwiazda. Rosną w nas kwiaty bezdomne, łąki raf i podartych żagli, płaczą okręty rozbite o wydmy, i huśta się świt, i śpi, i śpi.
    2 punkty
  37. @Łukasz Jurczyk "Bogowie milczą. Zbyt wielu ludzi mówi za nich" - może najważniejszy wers z całości. Dwa imperium, dwa słońca, dwie prawdy, jeden kolor krwi. Minimalizmem mówisz więcej niż kroniki w tysiącach słów. Sorry Bereniko! Ale historia niczego nie uczy. Świetny tekst - jak zwykle u Ciebie. Serdecznie pozdrawiam. :)
    2 punkty
  38. Złudzeniom blisko jest do marzeń, marzenia to cele, osiągnięte cele to szczęście. Może odkrywanie marzeń to właśnie praca rzemieślnicza ze złudzeniami. Odsiew, przypiłowanie do własnego rozmiaru... dopasowanie. Bardzo mi się podoba zwrot "rzemiosło złudzeń". Pozdrawiam :)
    2 punkty
  39. Palce mi wyszły na spacer Dużo przestrzeni, miękkiej Jasnej skóry odbijającej światło Gdzie się zaczyna uwodzenie Gdzie jeszcze to spacer palców Przecież ludzie dotykają się Są pocałunki w policzki Dłonie się dotykają, autobusy Stłaczają nas w jedną Niechcianą czułość I wiozą do celu Ja i moje palce na Twojej Skórze niewinnie spacerujemy Nie mając celu, może to mnie Rozgrzeszy?
    2 punkty
  40. Wylewam te słowa prosto z piekła gotują się myśli w czarnym kotle umarłem lecz wciąż dalej umieram trzymam za rękę chudą Nadzieję boję się siebie mieszkając w piekle domu zbudowanym z ludzkiego ciała wszystkie czarne dni w sejfie zamknięte tylko czasami szepcze Nadzieja ona umiera ja z nią umieram nakarm mnie śpiewa delikatnie które pierwsze wyjdzie z piekła jej początek będzie zakończeniem chcę żyć jeszcze raz razem z Nadzieją wyrzucić z piekła samego siebie zamieszkać tam gdzie myśli nie bolą chociaż na wycieraczce przed Niebem
    2 punkty
  41. @Lenore Grey „Ktoś złapał dzwonki" - i wspomnienie się urywa. Ta biała plama to nie luka w pamięci, to znak, że coś zostało wyciszone. I zaraz potem -wiatr, chustka, zwłoki. Jakbyś pokazywała, że pewne wspomnienia mają w sobie coś, co nie chce być wypowiedziane, tylko zaznaczone nieobecnością.
    2 punkty
  42. @Wiechu J. K. Bardzo dziękuję za tak miłe słowa. Serdecznie pozdrawiam. :) @Waldemar_Talar_Talar Bardzo dziękuję! Cieszę się! Serdecznie pozdrawiam. :) @hollow man Bardzo dziękuję! Rozumiem ten wybór. :) Sedecznie pozdrawiam. @wiedźma Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam.
    2 punkty
  43. @Lenore Grey Oj tak. Kraina Snu u Lovecrafta jest bardzo rozbudowana. Jest tam mnóstwo miast, miasteczek, rzek i królestw. Płaskowyż Leng zwany też posępnym płaskowyżem żalu lub mroźnym płaskowyżem to miejsce występujące zarazem w Krainie Snów jak i świecie realnym na Antarktydzie pomiędzy Górami Szaleństwa a Prastarym Klasztorem Nyarlathotepa i Kadath w zimnej, samotnej postaci. Zamieszkują go dzikie, pierwotne ludy oddające cześć Przedwiecznym jak i Bóstwom znanym np. z Necronomiconu. I oczywiście wymyślił go Lovecraft choć i ja mam kilka autorskich miejsc z Krainy Snu.
    2 punkty
  44. @KOBIETA Takie mimowolne skojarzenie… @Migrena wpadłem, czasu na wszystko mało. Dziękuję, dziękuję, dziękuję:) @Lenore Grey @Lenore Grey @violetta @Waldemar_Talar_Talar @iwonaroma
    2 punkty
  45. – Kłamstwo, jakieś ty śliczne! – Bom ja na miarę odbiorcy płodzone, Prawdy zaś kształty przez fakty skrojone. – Grono fanów nieliczne, Krytyków zaś ma mnóstwo. Ja nie, mą togą do gustu mimikra, Póki mnie nie rozbierze „pani przykra”, Obnażając żem głupstwo. A ty, czyś gotów ściągnąć Twych rozszalałych wymogów wściekły cwał? Jeśli nie, to czyś godny, byś prawdę znał? Więc, przede mną kark racz zgiąć! Ilustrację: „Hołd Kłamstwu” sporządził „Perchance”, pod dyktando Marcina Tarnowskiego. PS. W tej poetycznej alternatywnej rzeczywistości kłamstwo zostało zantropomorfizowane do młodzieńca imieniem Kłamstwo, więc z dużej litery.
    2 punkty
  46. @andrew podpinam się nieśmiało pod życzenia! :)
    2 punkty
  47. Wieje wiatr Szumi las Już nie ma nas Tylko ślady zostały Na piasku o brzasku I czas uwięziony W klepsydrze Odetnę głowę Każdej hydrze!
    2 punkty
  48. @Jacek_Suchowicz A ja warsztatu nie mam tylko potknięcia i zeszyt pełen skreśleń ty budujesz katedry ze słów ja ledwo składam zdania ty odkrywasz metafory ja w nie wpadam przypadkiem czytam Twoje wiersze i widzę rękę mistrza każde słowo na miejscu każdy obraz wyważony ja piszę po omacku ty - z precyzją chirurga może dlatego moje są mętne a Twoje - krystaliczne serdecznie pozdrawiam i dziękuję że czytasz te moje potknięcia
    2 punkty
  49. mój most zdaje się już nie mieć końca mijam wielką wyrwę na odcinku października deski próchnieją jedna pękła mi w twarz do krwi mój most nie jest cudem architektonicznym na tle którego chciałbyś zrobić sobie instaxa ciągnie się ubłoconą deską z wątpliwym łączeniem na niepewnej linie mrużąc oczy dostrzegam kolejną wyrwę mogę ją ominąć i dalej iść we mgle a mogę się pośliznąć spaść 12 X 2025
    2 punkty
  50. "Paryż" Gdzie tych lotnych, zbłąkanych dusz szumy atłasu, Gdzie cienie snują się bezświetlną kamienicą, Dworskich grajków brzmienia słychać w powietrzu czasu - Od królów blasku po rewolucji tragedię. W kawiarniach Les Deux Magots czy Café de Flore, Z posmrodkiem dymu, w szurze Hemingwaya kroków, Gdzie twórczość w mrocznym kącie nieustannie gore, A duchy Sartre’a śledzą myśl dawnych mroków. Nad Sekwaną Mickiewicz wciąż naród nasz wskrzesza, Victor Hugo w wieżach szuka sprawiedliwości, Tu każda kostka bruku historię pośpiesza, W mieście, co kocha sztukę i nie zna litości. Tu Balzac swym piórem komedię ludzką kreśli, A Baudelaire z natury wysysa rymów soki, Każdy zaułek ciężar niesie wielkiej myśli, Która stąd wzlatuje, przebijając obłoki. Z Pigalle na Montmartre, gdzie pędzel drży w dłoni, Na placu dziś skromnym, w turystów kumulacji, Gdzie wciąż można poczuć zapach wina taniego, I fantomy artystów w twórczej egzaltacji. Paryż nie pyta, nie łga, lecz za prawdą goni, W nim słowa jak gwiazdy nad Sekwaną migoczą. Każdy zakątek historią świata naszego, Bo bulwary twórczości środkiem tutaj kroczą. I choć ludzkość cała w księgach mądrość zamyka, Paryż jest serca tętnum, co rytm jej nadaje - Stąd rysunek na bruku czy skromna liryka, Wielkością uniwersum na wieki się staje. -Leszek Piotr Laskowski
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...