Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 17.02.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. masz cierpliwe ucho, czujesz nim mój oddech mój kochany, jak dobrze, że jesteś moje usta smakują twój dotyk zazwyczaj czuję gorąco, czasem zwlekam, twój chłód mnie sięga nie odpychając potrzebujemy siebie - może ja bardziej ciebie, niż ty mnie, bo nigdy mi tego nie mówisz jesteśmy wierni sobie od początku dorosłego życia mój Kubeczku do kawy
    9 punktów
  2. Noszę miłość jak bilet w kieszeni – ważny, lecz nieskasowany. Chcę wejść, usiąść przy kimś, a stoję w przejściu, pół kroku od życia. W myślach – zachwyt i alarm. Twe spojrzenie – jak klucz w zamku, chce przekręcić mą duszę. A ja wciąż słyszę: czekaj na wersję „bardziej”, jakby serce miało regulamin zwrotów. Śmieszne to, bo tęsknię jak bohater romansu, a uciekam jak księgowy od ryzyka: liczę procenty, ważę wady, robię bilans ciepła w człowieku. Bezdech lęku mnie ściska, więc udaję luz, a nocą gra w piersi małe kino: ja i Ty… i drzwi, których nie domykam… i budzi mnie serce drżące wciąż w trybie podglądu. Patrzysz tak, jakbyś już wiedziała, że moje „zobaczymy” to czułe kłamstwo, talizman przeciwko bliskości. Ale dajesz mi jeszcze szansę w tej grze na czas. A ja milczę – jakby od tego zależało czy zdążę w ostatniej sekundzie wybrać człowieka zamiast próżnego marzenia…
    8 punktów
  3. Nie chcę cię budzić moja najmilsza śpisz błogo, słodko cicho oddychasz, nie musisz mówić starczy, że jesteś śnisz czasem o mnie i przez sen wzdychasz. Ja wiernie obok czekam aż wstaniesz choć bardziej śmierci niż mi żeś bliższa, wiem - jestem pyłkiem a tak cię pragnę ty jesteś siłą nad inne wyższa. Wiesz, kiedy umrzesz to ja też umrę na cóż mi dalsze bez ciebie życie gdy siedzisz obok i patrzysz w oczy to ja nad wszystkim tonę w zachwycie. Bądź ze mną proszę i nie umieraj, usnę przy tobie razem wstaniemy, i nawet wtedy gdy świat się skończy w ciasnym uścisku pozostaniemy. Już nawet słowa we mnie się chwieją... Wróć do mnie, proszę moja Nadziejo...
    7 punktów
  4. Nie ma mowy! Więc milczę i piszę.
    6 punktów
  5. “Wyjdźmy już, proszę, nie chcę tu być Za dużo hałasu i ludzi — jest mi źle” Odkąd mam ciebie Miasto zbrzydło i zbrukało Wyobrażenie o nocnym życiu kontuarów Za dużo wszystkiego Twojego ciała za mało Wiele tu mar i koszmarów Brzydkich ludzi, wybrakowanych baraków Zdradzieckich kochanków Szukają wzrokiem nowej ofiary Zdejmuje obrączkę — pełen wiary Ona mówi, że sama Konsumując kolejną lampkę szampana Wielu smutnych tułaczy Szczęścia znaleźć nie pozwala Kłamców wierutnych, ludzi obłudnych To jak krąg piekielnych zdążeń okrutnych… Mgła dymu spowiera jak wojenne okopy Zapach spirytusu jak szwedzkie potopy Nie jestem zwykłym żołnierzem Wielu tu zbrojnych w słowne karabiny Strzelają śmiechem — pękają witryny Pod stopami lepki dywan win od wina i winyli Każdy tu walczy o chwilę znaczenia Wśród brudnych świateł i ludzkiego cierpienia Krzyki, nie spełnione marzenia Krzyki, nie mają znaczenia Krzyki, przykrywają pragnienia Krzyki, zagłuszają sumienia Krzyki, cichną wierzenia Krzyki rodzą zwątpienia… Wyjdźmy już — tu brakuje mi tlenu…
    6 punktów
  6. Leśna łąka ciepły wiatr zapach burzy Pachnąca rosą trawa ach cóż za miła chwila Czas przemiły dech zapiera jest cudny Żyć się chce śnić i marzyć prawdą być Że ten świat wspaniałością częstuję nas Nie wstydzi sie łez jest dziś jutro też będzie
    5 punktów
  7. Noc miała dziś jaśniejsze dłonie — kosmaty palec zbliżał się do niej. Noc wykąpała się dziś pod ziemią — i myśmy — odbici w krysztale — badali jej iskry: odbite w krysztale —
    5 punktów
  8. redukcja realnych fraz staje się rozszerzeniem wyobraźni lecz to właśnie słowa ciężkie i pojemne są źródłem materią do obróbki myśli znikam w tłumie rozciągam się w czasie pozbawiam atrybutów aby odsłonić kilka znaków opisujących stan istnienia zanim zmieni się w inną konstelację liter rozmazanych w myślach
    4 punkty
  9. Zjawia się i przemyka między słowami. Jest jak spojrzenie znad krawędzi snu - ledwie uchwytne, a jednak przenika do krwi i zostaje na zawsze. Lgniesz do niej ufnie, jak do jasnej odpowiedzi, która obiecuje uciszyć wszystkie pytania. Ona nie protestuje, po prostu jest - pełna znaczeń, przed którymi nie ma ucieczki. Zanim zdążysz pojąć, że jej bliskość to nie jest bezpieczny brzeg, lecz ocean, który może wchłonąć - ogarnia cię lęk. Zawracasz. A ona, kiedy staje przed lustrem, widzi doskonałość rysów, gładkich i czystych. Ale w głębinach trwa jej drugie, surowe oblicze - to, które zawsze zostaje na dnie - niewzruszone i wieczne.
    4 punkty
  10. za dużo słów na marne fizyka nie zawsze jest mądra trzeba się bronić przed niezdrowymi nowościami w technologii wrażliwość ograniczona misere mihi ceramika to nie niedzielna rozrywka śnieg i kwiaty
    4 punkty
  11. Ciężar wciąż większy, wiedza kosztuje. Im więcej rozumiem, mniej się cieszyć umiem. Od brzegu oddalony setki kilometrów, ruszył powoli nabiera rozpędu. ... Sprawiła, że poczuł zalążek nadziei. Życie obydwojga niebawem się zmieni. Pierwsze spotkanie, gdy w oczy spojrzeli. Wiedzieli od razu, że sobie przeznaczeni. ... Los ich dojeżdżał, szykował im drogę. By siłę znaleźli, ogarnęli głowę. By zło nie zniszczyło przyszłości wyśnionej. Czy ich marzenia zostaną spełnione?
    4 punkty
  12. Już wiem, że to sen. Ta wiedza niczego nie ratuje. Biegnę, a raczej zapadam się w bieg. Jak człowiek w melasie. Ruch istnieje, ale nie ma prędkości. Miasto znam. Na pewno znam. Byłem tu kiedyś. Albo śniłem, że byłem. Ulice rozpoznają mnie szybciej niż ja je. Bruk pamięta ciężar moich stóp, choć nogi mam z opóźnionej decyzji ciała. Próbuję przyspieszyć. Ciało nie wierzy. Każdy krok ciągnie się jak źle postawione zdanie, którego nie da się cofnąć. Asfalt ma temperaturę krwi. Wpija się w podeszwy. Zlizuje moje imię z dowodów istnienia. Oddycha. Przytrzymuje mnie jak dłoń na karku. Wciąga sznurówki, resztki tętna. Miasto bierze mnie małymi porcjami. Ktoś jest za mną. Od pierwszej sekundy mojego snu. Słyszę go w zmianie powietrza. W tym, jak cisza robi się cięższa. To drapieżnik. Nie ma twarzy. Jest jedynie negatywem światła, pustym miejscem w strukturze atomów, które wypełnia się moim strachem jak naczynie krwią. Poluje. Jego obecność zagęszcza ulice. Oddech ma wagę betonu w ruchu. Nie słyszę kroków. Słyszę, jak pod jego ciężarem pękają cząsteczki powietrza. Jest tak blisko, że moja własna skóra próbuje się odwrócić, by go nie widzieć. Wie, że nie muszę się spieszyć - to ja muszę. Uciekam w kręte uliczki. Znam je. A jednak nie wiem, gdzie jestem. Miasto przesuwa mapę pod stopami. Znajome miejsca gubią nazwy. Nie ma kierunków. Jest tylko przód i to, co jest za mną. Moje stawy to zatarte łożyska, w których noc kruszy się na opiłki. Każdy krok jest gwałtem na geometrii ulicy. Nogi mielą noc jak zużyty mechanizm. Powietrze gęstnieje, opiera się płucom, myślom, strachowi. Oddycham za wolno. Przez chwilę sen patrzy na mnie. Jest w tym coś spokojnego. Krzyczę. Krzyk nie wylatuje. Zastyga w przełyku jak stygnące szkło. Rozrywa płuca od wewnątrz, bo świat nie chce go przyjąć Gardło pęka - ale krzyk wraca, wbity z powrotem w usta jak knebel z własnego ciała. Kamienice nachylają się tak nisko, że czuję na karku ich stęchły oddech. Zamykają powieki fasad. Miasto mnie pamięta. I to jest najgorsze. To miasto śni mnie dokładniej, niż ja potrafię śnić je. Bruk układa się w kształt moich lęków, zanim zdążę o nich pomyśleć. Drzwi są oczami. Okna - jamami ust. Nikt nie pomaga. W całym mieście nie ma ani jednego świadka, który chciałby mieć oczy. Cień za mną jest cierpliwy. Cień nade mną rozlewa się jak smoła, która zna każdy mój krok i wie, gdzie zwolnię. Upadam. Podnoszę się, ale moje kości mają już gęstość popiołu. Grawitacja tego miejsca nie chce mojego ciężaru, chce tylko mojego oporu. Drapieżnik już stoi przede mną. A świat za nim jest zagięty, jakby noc złożyła się na pół. Nie goni. Czeka. Aż do niego dojdę na resztkach ruchu. Serce wali w żebra jak pięść w zamknięte od wewnątrz drzwi. Sen dławi mnie ręką z betonu włożoną w gardło. Krzyczę. W nocy. Krzyk przebija sen, ściany, cudze sny. Budzi domowników - obcych świadków mojego pościgu. Pęknięcie. Światło. Budzę się. Sprawdzam dłonie. Pod paznokciami mam pył z tamtego bruku. Cisza w pokoju nie jest pusta. Ma ten sam ciężar, co tam, za rogiem. Z gardłem spalonym od krzyku. Z sercem, które jeszcze biegnie. Leżę w łóżku. Cisza oddycha obok. I nie wiem, czy to miasto istnieje naprawdę, czy tylko wraca nocą po mnie.
    3 punkty
  13. 37. Nowożeńcy (narrator: hypaspista) 1. Król zwalnia nowożeńców — wojna też potrzebuje przerwy. 2. Patrzę na nich — młodzi, jeszcze wierzą, że życie czeka. 3. Niech idą. Niech im się rodzą dzieci i wspomnienia. 4. Pamiętam córkę sąsiada z pola — oczy jak oliwki. 5. „Zostaw kogoś po sobie” — mądrość starego ojca, wyśmiana nad tarczą. 6. Odłożyłem życie na później, a później stało się nigdy. 7. Może lepiej nie mieć nic, niż patrzeć, jak czas to powoli psuje. 8. Bez żony, bez syna — lekki jak dym, gotowy na wiatr. cdn.
    3 punkty
  14. prekognicja co ma nadejść kusi jak nowe ubranie gładkość materii dotyk - ciche mury i tafla jeziora jak do mnie zawoła czy będziemy na ty od początku jaki będzie kolor jej oczu kiedy będzie zbliżać się do mnie? muszę zapisać to co powie inna nie przydarzy się rozbita o bruk sklejona jak wazon
    3 punkty
  15. nie liczmy na promocję gdy z wyliczeń w kieszeni manko
    3 punkty
  16. Boję się, boję się, Przez cały czas, Że zrobię coś źle, Nie dwa, nie raz. Strach zaprząta myśli me, Czy ja wszystko robię źle? Czas pokonać błędny strach I odważnie wkroczyć w świat. Krok po kroku, dzień po dniu, Nieustannie jestem tu. Gdzie odkrywać pragnę świat, Mimo błędów będę rad. Każdy krok mnie dalej niesie A ja się znów z tego cieszę. Strach już dawno odszedł w cień Tak zaczynam nowy dzień. 16.02.2026r.
    3 punkty
  17. Piosenka na podstawie tekstu do posłuchania na youtube: PS: wiem chmury nie są błękitne Na początku – w równym rytmie – nieśmiało zabije, Dwie krople, a miłość już w sercu żyje, I jak woda co źródło nasyca, Kropla po kropli złote sny przemyca. A w snach, jak w chmur błękicie Szemrzą wiatry ulatując skrycie. Przebije powierzchnię – na zewnątrz wypłynie, Powoli, spokojnie dolinami popłynie, I przechodzi z wartkiego strumienia, W rzekę pełnej boskiego natchnienia. Dopływami karmiona szybko urośnie Choć czasem dokuczy nieznośnie. Wytrwała, z każdą trudnością sobie poradzi, Nawet, gdy drogę twarda skała zawadzi, Przez skał bryły korytarz wydrąży, I płynie, nim do morza dopłynąć zdąży. Choć lodem skuta, choć czasem wrzała, U kresu swego biegu – mądra, dojrzała. A u kresu, w morzu, jak w wieczności zaginie, I w czasie ziemskim na zawsze przeminie.
    3 punkty
  18. Z okna samolotu Ludzie starają się Kreseczki ulic układają Na kamieniach budują Wieże do samego nieba W wierze pochyleni Drepczą niewidoczni Kochają, zdradzają Rodzą się i umierają W oczach słońca Jak jednodniowe motyle Albo szkielet dinozaura Znaleziony przypadkiem Giną Promieniem oka dotknięci Marząc dalej o kosmosie I jego dziurach Przepaścistych
    3 punkty
  19. Usiadłam sama; światło roztaczając Radośnie lśnił letni dzień umierając; Widziałam jak kona, patrzyłam jak znika Z bezwietrznych łąk, z mglistego zagajnika; I myśli w mej duszy się rozszalały I serce się ugięło przed ich siłą I gorzkie łzy z moich oczu tryskały Bo słów na uczucie mi brakowało, Które dostojną tę radość kalało W tą godzinę, tak boską i tak miłą. Pytałam siebie, - Dlaczego cennego Tego daru niebiosa mi nie dały, Wielkiego, przez wielu otrzymanego, By się ich myśli w poezji splatały? - To sny mnie osaczyły, - powiedziałam - Z beztroskich dziecięcych lat dorastania; Fantazja dzika wizje przekarmiała Odkąd życie rozkwitło u zarania. - Dziś, gdy nadzieja na śpiew się zbudziła, Bezdźwięczną strunę ma ręka trąciła; I wciąż oznaką mej melodii granic Jest - Dość już twych starań, to wszystko na nic. - I Emily: Alone I sat; the summer day Had died in smiling light away; I saw it die, I watched it fade From misty hill and breezeless glade; And thoughts in my soul were gushing, And my heart bowed beneath their power; And tears within my eyes were rushing Because I could not speak the feeling, The solemn joy around me stealing In that divine, untroubled hour. I asked myself, “O why has heaven Denied the precious gift to me, The glorious gift to many given To speak their thoughts in poetry? “Dreams have encircled me,” I said, “From careless childhood's sunny time; Visions by ardent fancy fed Since life was in its morning prime.” But now, when I had hoped to sing, My fingers strike a tuneless string; And still the burden of the strain Is “Strive no more; 'tis all in vain.”
    2 punkty
  20. To przez frustrację te inklinacje że patrzysz z góry No i nachalnie wygłaszasz jakieś obiekcje Przecież gdy będzie to tylko sztuka dla sztuki Wtedy sam stwierdzę zabójstwo w afekcie Mam minimalne wymagania jak stary merol Sam siebie pytam co tak długo głowę wietrzysz Disel śmiga na oleju ale motor trzyma tempo Na średnio to mogą być wysmażone steki
    2 punkty
  21. naturalność chyba zdobywa się z wiekiem w różnych manierach i konwenasach co innego jest naturalne różne biotopy biolog nie podkreśla różnic on obserwuje ważne jest źródło wody gdzie wodopój
    2 punkty
  22. Bić się nigdy nie lubiłam. Lecz przypadła mi w udziale taka niefortunność, takie wstrętne widzimisię losu, że zasiadłam w ławce między dwoma oprychami. I cóż mi z tego, że po latach malowali mnie na skrzydłach wielkiego orła. Że nosili czerwień w butonierce. Bardzo przykra to refleksja, że czym by tu nie być – dumą czy jedynie słowem w dokumencie – najmocniej jestem, kiedy mnie tłuką. Choć nie nosiłam aksamitów, zestarzałam się zmarszczkami godnymi wielkiej damy. A dzisiaj jestem jak sadownik, który martwi się o drzewa i z drżącym ciałem zerka na prognozy mrozów ze wschodu. Dzisiaj trzaska mi serce, bo gdzie obcego kata nie ma, tam jest bratu katem brat?! Dzisiaj jestem jak staruszka, co niepewna uczuć swoich dzieci, z mokrą rzęsą pyta – czy mnie – matkę – jeszcze kto odwiedzi? Nie wykrzyknę nigdy z Tatr, hen, do Bałtyku, że się cierpieć godzi albo nie, że to wina ludzka albo boska, ale zniosę każdy cierń, póki imię moje – Polska! 8 II 2026
    2 punkty
  23. Zawsze warto mieć złudzenia. choć pewności nigdy nie ma.
    2 punkty
  24. Rozdarcie Sieci Stanu Spoczynkowego Przejdź do stanu początkowego okadź ciężar gałęzi – niech w końcu odpoczną Idź okrężną ścieżką którą wytoczyłeś z obawy przed prędkością krwi Deszcz metali ciężkich zatamował ruch autostrady Zapomniany karambol nieszczęść – gorzkie fragmenty połamały spójne sklepienie czaszki Chłód syren alarmowych roznosi prochy Schwanna Czy to dźwięk zagłady a może osądzająca biosfera? Odłamki czyjejś tożsamości zawieszone w atmosferze Nie wywróżysz z nich dobrze
    2 punkty
  25. @hollow man zostańmy przy zimnym glinie, lekko wilgotnym mamy mało czasu bo picasso jest szybki jedna linia za sto pociągnięć pędzla Velasqueza on przecież musi zdażyć przed ogniem już taki nawyk jak sanitariusz wydobywa kształt wszystko jest jak na fotografii
    2 punkty
  26. @viola arvensis Bardzo dziękuję! Takie słowa dają skrzydła i motywują do dalszego pisania. Serdecznie pozdrawiam. :) @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! Nie ma żadnego "za późno" - bardzo Cię rozumiem w tej kwestii. Dziękuję za komentarz. To, co piszesz o prawdzie, która nie paraliżuje, ale zmienia oddech i spojrzenie - tak, właśnie o tym chciałam pisać. Nie o prawdzie, która przygniata, ale o tej, która zmusza do ruchu. "Spotykać ją krok po kroku, wchodząc w jej ocean" - pięknie to ujęłaś - piękniej niż ja w wierszu. Serdecznie pozdrawiam. :) @[email protected] Serdecznie dziękuję i pozdrawiam. :)
    2 punkty
  27. @Rafael Marius @Lenore Grey dziękować
    2 punkty
  28. @[email protected] no chyba!! @Marek.zak1 eee, to zbyt oczywiste :) @Jacek_Suchowicz @Jacek_Suchowicz dziękować @Berenika97 rad jestem, że działa :)) I Twoich interpretacji ;) @Leszczym @piąteprzezdziesiąte @sisy89 @KOBIETA @Leo Krzyszczyk-Podlaś @violetta Dziękuję
    2 punkty
  29. tak jakoś chłodno tu nie przypuszczałem że w chłodzie śniegu znajdę bezpieczeństwo pisze się o cieple rąk gorących pocałunkach co kto lubi lubię zimę
    2 punkty
  30. green green grass of home w Pacanowie gdzie Koziołek Matołek kozy podkuwa aż huczy że do centrum Drogi Mlecznej droga niedługa... świetliste szlaki tachionów zakrzywiają czasoprzestrzeń dwa serduszka na walentynki uśmiechają się wiecznie... idzie pan za panem kopsa w pupę kolanem! adoracja aprobata apogeum!
    2 punkty
  31. Witam - dziękuje ci serdecznie za miły odbiór - Pzdr.uśmiechem. @Adam Zębala - @violetta - @Posem - dziękuję -
    2 punkty
  32. miało być bez ekscesów żadnych powrotów w nocy krwi na framudze rozbitych łbów żadnych sorów i komisariatów miało być stabilnie dobra robota co roku wakacje typu middle class kredyt do emerytury netflix zamiast narracji ogarnięta kuweta miałem zapomnieć czego i tak nie pamiętałem
    2 punkty
  33. Skrapla się para. Po tafli szyby woda ścieka. Na parapecie rzeka. Idąc wzdłuż niej, docieram do ściany. Spleśniała farba, zgniłe firany. Kropidlak tynk w maź zmienia, czarnozieloną gęstą maź o zapachu niszczenia. Pośród tej osobliwej oazy prusaki, larwy much i pajęczaki. Tu i ówdzie światło załamuje pajęczyna. Mech wyrósł tam, gdzie uszczelka była. Stoi tak dom, miejsce rodzinne, spowite przez naturę, zniszczone przez czas, samotne, opuszczone, zimne. Nie ma w nim śmiechu, nie ma radości. Tylko parapet w kolorze kości, pokryty kurzem, brudem, zapomnieniem. I tak z czasem miejsce pełne życia stało się cieniem.
    2 punkty
  34. I kobieta ma "te" i boki.
    1 punkt
  35. „Największym luksusem śmiertelności jest tworzyć coś, co również umrze.” Czas płynie nieubłaganie. Przypominacie mi o tym ciągle, niczym natrętne mechaniczne zegary, prędkie stopery czy piaskowe, szklane klepsydry. Macie obsesję na jego punkcie, ponieważ jesteście ostatnim pokoleniem. Cywilizacją końca. Za dnia wyrzymacie każdą sekundę, z mokrych od niewolniczego potu koszul. Nocami patrzycie bezsennie na cienie sufitowe w sypialni. I wracacie utrudzonymi myślami do czasów błogiego dzieciństwa, nie przynosi Wam to ulgi a strach. Obłęd nieuniknionego widma śmierci, która w każdej chwili może wyjść z szafy i zabrać Was do siebie. Znacie dobrze smak, depresyjnej niemocy. Porażki planów i zawodu otoczenia. Kto chciałby brać udział w walce o byt, gdyby wiedział, że zawsze kolejka jest równa długości ludzkiego istnienia. A jedynym wolnym miejscem jest to w ogonie stawki. Na samym jej końcu. Czas odliczam w gonitwie gwiazd. W koniunkcjach i przesileniach. W miesiącach winy. W latach kary. W wiekach przekleństwa. W erach prędkich i jasnych jak błysk świetlny. W galaktykach zimnych i martwych jak bezdenne oczy czarnych dziur. Jestem poza horyzontem czasu i zdarzeń. Nie podlegam prawom natury. Jestem wolną cząstką. Rzucaną na linię zdarzeń. Czasami wydaję mi się, że pędzę naprzód a potem okazuję się, że nigdy nie ruszyłem się z punktu zero. Lub przytomnieje w dalekiej przeszłości, otoczony gotyckimi aniołami, wiktoriańskimi balami i przepychem śmietanki salonu. Mówicie, że straciłem już wszystko. Nie zyskałem nic. Bo w życiu nie można nic zyskać. Mam swoją samotną planetę i różę o którą pieczołowicie dbam. Ona nawet nie kwitnie. Rośnie z każdym rokiem mocniej. Nie rozmawiam z nią bo ona nie potrzebuję moich słów by mnie zrozumieć. Wie wszystko. Jest najcenniejsza. Choć dla każdego innego nie ma żadnej wartości. Tylko ja widzę jej piękno i powab. Inni gorszą się jej osobliwym wyglądem. Jej ciernie ranią duszę do głębi, korzenie nie pozwalają zapomnieć, łodygi zniewalają przeguby i więżą w okowach szaleństwa. Gnilny swąd otępia zmysły. Blizny krwawią trucizną nektaru. Liście opadają zanim się w pełni rozwiną. Ta róża będzie strażnikiem mojego grobu. Ostatnimi słowami poety. Króla ulicy i nędzy. Wyklętego karalucha, literackiego ścieku. Planeta leżała daleko poza najodlejszymi rubieżami. Tam naprawdę kończył się świat. A zaczynały zaświaty. Już z wysoka widział wszystko jak na dłoni. Poeta leżał bez życia na wznak. Rażony gromem nagłego zgonu. Oczy miał czarne i duże, lico spokojne, przypominało maskę. Na planecie nie miał kompletnie niczego. Schronienia, jedzenia czy wody. Była na niej jedynie usypana rękoma mogiła. A na jej kopczyku krzak dzikiej róży. Kruk wylądował zaraz obok niej. Wiedział, że była ona jedyną miłością poety. Jego całym skarbem i dorobkiem. Lecz nikt nigdy nie uważał ją za piękna ani nawet właściwą. Przeżyła twórcę i to było jego celem. Lecz teraz jej los był przesądzony. Nie mogła liczyć na innego opiekuna. Kruk wyrwał krzak z mogiły i uniósł się z nim w przestwór kosmosu. Leciał tak przez świetlne eony. Bez odpoczynku i przystanku. Wleciał wreszcie do jednej z czarnych dziur, Jej tunel zaprowadził go do innego wymiaru. Wypuścił z dzioba krzak róży z ukrytą w nim duszą poety. Poza horyzont czasu, przestrzeni i wszelkich, przeszłych i przyszłych zdarzeń
    1 punkt
  36. @Somalija Innowacyjne sprężynki. Pozdr. :)
    1 punkt
  37. @Christine głupio mi :) ale to naprawdę sen. tylko sen. dewastujący śniącego. a ja tylko wierszokleta co udramatyzował to jak umiał :) dziękuję , że jesteś. dziękuję za Twoje słowa. piękna Ci życzę :)
    1 punkt
  38. @violetta dopóki w dobrym tonie
    1 punkt
  39. @Lenore Grey Za Bereniką... onirycznie,surrealistycznie... wspaniale.
    1 punkt
  40. @bazyl_prost fizyka nie kłamie nigdy człowiek kłamie zawsze przynajmniej trochę prawo ciążenia nie negocjuje nie ma nastroju nie jest zmęczone to człowiek wymyślił niezdrowe nowości fizyka tylko opisała możliwości ceramika pęka według praw które istniały przed człowiekiem śnieg pada doskonale bez naszej zgody bez naszego rozumienia miserere mihi - bo mądrość fizyki jest zimna fizyka jest nieograniczenie obojętna i w tej obojętności więcej prawdy niż we wszystkich słowach jakie człowiek kiedykolwiek wypowiedział
    1 punkt
  41. @Simon Tracy No tak, ale miałam nadzieję, że trochę znajdę w tym utworze nadziei. A właściwie to szukałam jej trochę na siłę. :)
    1 punkt
  42. @Berenika97Trochę późno, ale nie nadążam, sorry. To, co porusza najbardziej, to świadomość, że prawda nie jest czymś bezpiecznym, że zawsze ma w sobie głębię, której nie da się oswoić. A jednak ta jej surowość nie paraliżuje, pozwala patrzeć, zastanawiać się, wracać do siebie ze zmienionym oddechem, z innym spojrzeniem na świat. Lubię w tym wierszu, że nie próbuje oszukać czy pocieszyć – mówi wprost, że prawda jest żywiołem, wymagającym odwagi, a my możemy ją tylko spotykać, krok po kroku, wchodząc w jej ocean.
    1 punkt
  43. @violetta tak , nie lubię monotonii więc przełamuje ją swoimi wierszykami
    1 punkt
  44. @petros Znany to ogólnie w narodzie sposób gry na czas :))
    1 punkt
  45. na skraju lasu w starej chacie zapomnienie z ciszą rozmawia o tym jak było jak uśmiech izby bawił jak młoda dziewczyna chłopaka kochała tak jak on ją jak pająk z cieniem uczyli się czarów tak mocno że nie tylko mysz się bała jak wiatr okiennice zamykał nawet gdy słońce się ciepło uśmiechało na skraju lasu gdzie kiedyś czas się nie spieszył gdzie echo echo wołało
    1 punkt
  46. @Łukasz Jurczyk Ciekawe, trochę smutne.
    1 punkt
  47. @Amber a dziękuję . Nigdy życiu nic nie pisałem nawet nie myślałem o tym i był impuls @Emanuel
    1 punkt
  48. Ja to widzę inaczej, czyli, że łąka przywiera do nagiego brzucha dziewczyny, ale w poezji wszystko wolno:). Pozdrawiam
    1 punkt
  49. @ChristineDziękuję. Wiesz, usłyszałam w TV takie zdanie: Starość nie chroni przed miłością, ale miłość chroni przed starością, więc chyba tyle w temacie, pozdrawiam :)
    1 punkt
  50. Tej nocy sen opadł na mnie niczym całun z wilgotnej skały. Zbyt ciężki, by unieść powieki, zbyt gęsty, by znaleźć oddech. Rzeczywistość była tylko pęknięciem w murze, przez które sączył się mrok. Przeszył mnie głos, jak wiatr hulający w ruinach opactwa. Szeptał w nawie mojej czaszki imię tej, której proch dawno już ostygł. I wtedy stanęłaś w drzwiach wykutych z zastygłego cienia, blada, jakbyś piła tylko światło martwego księżyca. Mówiłaś językiem dzwonu bez serca, Rano, gdy pisałam, litery same układały się w modlitwę, której nikt nie wysłucha. Czułam, że każde słowo jest jak cierń wyrwany z relikwiarza bólu - święty i raniący. A każde wspomnienie — to bluszcz, co wrasta w szczeliny grobowca rozsadzając go powoli od środka. To cierpienie nie było ogniem, lecz chłodną architekturą pustki. I zapytałam w ciszy tej nawiedzonej krypty - ile we mnie Hioba, a ile mnie w jego popiołach? Czy Bóg jeszcze patrzy przez zakurzone witraże, czy już tylko słucha, jak kruszą się filary świata, jak spadają imiona , które nigdy nie przestaną się śnić?
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...