Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 17.02.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
masz cierpliwe ucho, czujesz nim mój oddech mój kochany, jak dobrze, że jesteś moje usta smakują twój dotyk zazwyczaj czuję gorąco, czasem zwlekam, twój chłód mnie sięga nie odpychając potrzebujemy siebie - może ja bardziej ciebie, niż ty mnie, bo nigdy mi tego nie mówisz jesteśmy wierni sobie od początku dorosłego życia mój Kubeczku do kawy9 punktów
-
Noszę miłość jak bilet w kieszeni – ważny, lecz nieskasowany. Chcę wejść, usiąść przy kimś, a stoję w przejściu, pół kroku od życia. W myślach – zachwyt i alarm. Twe spojrzenie – jak klucz w zamku, chce przekręcić mą duszę. A ja wciąż słyszę: czekaj na wersję „bardziej”, jakby serce miało regulamin zwrotów. Śmieszne to, bo tęsknię jak bohater romansu, a uciekam jak księgowy od ryzyka: liczę procenty, ważę wady, robię bilans ciepła w człowieku. Bezdech lęku mnie ściska, więc udaję luz, a nocą gra w piersi małe kino: ja i Ty… i drzwi, których nie domykam… i budzi mnie serce drżące wciąż w trybie podglądu. Patrzysz tak, jakbyś już wiedziała, że moje „zobaczymy” to czułe kłamstwo, talizman przeciwko bliskości. Ale dajesz mi jeszcze szansę w tej grze na czas. A ja milczę – jakby od tego zależało czy zdążę w ostatniej sekundzie wybrać człowieka zamiast próżnego marzenia…9 punktów
-
Nie chcę cię budzić moja najmilsza śpisz błogo, słodko cicho oddychasz, nie musisz mówić starczy, że jesteś śnisz czasem o mnie i przez sen wzdychasz. Ja wiernie obok czekam aż wstaniesz choć bardziej śmierci niż mi żeś bliższa, wiem - jestem pyłkiem a tak cię pragnę ty jesteś siłą nad inne wyższa. Wiesz, kiedy umrzesz to ja też umrę na cóż mi dalsze bez ciebie życie gdy siedzisz obok i patrzysz w oczy to ja nad wszystkim tonę w zachwycie. Bądź ze mną proszę i nie umieraj, usnę przy tobie razem wstaniemy, i nawet wtedy gdy świat się skończy w ciasnym uścisku pozostaniemy. Już nawet słowa we mnie się chwieją... Wróć do mnie, proszę moja Nadziejo...7 punktów
-
6 punktów
-
“Wyjdźmy już, proszę, nie chcę tu być Za dużo hałasu i ludzi — jest mi źle” Odkąd mam ciebie Miasto zbrzydło i zbrukało Wyobrażenie o nocnym życiu kontuarów Za dużo wszystkiego Twojego ciała za mało Wiele tu mar i koszmarów Brzydkich ludzi, wybrakowanych baraków Zdradzieckich kochanków Szukają wzrokiem nowej ofiary Zdejmuje obrączkę — pełen wiary Ona mówi, że sama Konsumując kolejną lampkę szampana Wielu smutnych tułaczy Szczęścia znaleźć nie pozwala Kłamców wierutnych, ludzi obłudnych To jak krąg piekielnych zdążeń okrutnych… Mgła dymu spowiera jak wojenne okopy Zapach spirytusu jak szwedzkie potopy Nie jestem zwykłym żołnierzem Wielu tu zbrojnych w słowne karabiny Strzelają śmiechem — pękają witryny Pod stopami lepki dywan win od wina i winyli Każdy tu walczy o chwilę znaczenia Wśród brudnych świateł i ludzkiego cierpienia Krzyki, nie spełnione marzenia Krzyki, nie mają znaczenia Krzyki, przykrywają pragnienia Krzyki, zagłuszają sumienia Krzyki, cichną wierzenia Krzyki rodzą zwątpienia… Wyjdźmy już — tu brakuje mi tlenu…6 punktów
-
Leśna łąka ciepły wiatr zapach burzy Pachnąca rosą trawa ach cóż za miła chwila Czas przemiły dech zapiera jest cudny Żyć się chce śnić i marzyć prawdą być Że ten świat wspaniałością częstuję nas Nie wstydzi sie łez jest dziś jutro też będzie5 punktów
-
Noc miała dziś jaśniejsze dłonie — kosmaty palec zbliżał się do niej. Noc wykąpała się dziś pod ziemią — i myśmy — odbici w krysztale — badali jej iskry: odbite w krysztale —5 punktów
-
redukcja realnych fraz staje się rozszerzeniem wyobraźni lecz to właśnie słowa ciężkie i obszerne są źródłem materią do obróbki myśli znikam w tłumie rozciągam się w czasie pozbawiam atrybutów aby odsłonić kilka znaków opisujących stan istnienia zanim zmieni się w inną konstelację liter rozmazanych w myślach4 punkty
-
Zjawia się i przemyka między słowami. Jest jak spojrzenie znad krawędzi snu - ledwie uchwytne, a jednak przenika do krwi i zostaje na zawsze. Lgniesz do niej ufnie, jak do jasnej odpowiedzi, która obiecuje uciszyć wszystkie pytania. Ona nie protestuje, po prostu jest - pełna znaczeń, przed którymi nie ma ucieczki. Zanim zdążysz pojąć, że jej bliskość to nie jest bezpieczny brzeg, lecz ocean, który może wchłonąć - ogarnia cię lęk. Zawracasz. A ona, kiedy staje przed lustrem, widzi doskonałość rysów, gładkich i czystych. Ale w głębinach trwa jej drugie, surowe oblicze - to, które zawsze zostaje na dnie - niewzruszone i wieczne.4 punkty
-
za dużo słów na marne fizyka nie zawsze jest mądra trzeba się bronić przed niezdrowymi nowościami w technologii wrażliwość ograniczona misere mihi ceramika to nie niedzielna rozrywka śnieg i kwiaty4 punkty
-
Ciężar wciąż większy, wiedza kosztuje. Im więcej rozumiem, mniej się cieszyć umiem. Od brzegu oddalony setki kilometrów, ruszył powoli nabiera rozpędu. ... Sprawiła, że poczuł zalążek nadziei. Życie obydwojga niebawem się zmieni. Pierwsze spotkanie, gdy w oczy spojrzeli. Wiedzieli od razu, że sobie przeznaczeni. ... Los ich dojeżdżał, szykował im drogę. By siłę znaleźli, ogarnęli głowę. By zło nie zniszczyło przyszłości wyśnionej. Czy ich marzenia zostaną spełnione?4 punkty
-
Już wiem, że to sen. Ta wiedza niczego nie ratuje. Biegnę, a raczej zapadam się w bieg. Jak człowiek w melasie. Ruch istnieje, ale nie ma prędkości. Miasto znam. Na pewno znam. Byłem tu kiedyś. Albo śniłem, że byłem. Ulice rozpoznają mnie szybciej niż ja je. Bruk pamięta ciężar moich stóp, choć nogi mam z opóźnionej decyzji ciała. Próbuję przyspieszyć. Ciało nie wierzy. Każdy krok ciągnie się jak źle postawione zdanie, którego nie da się cofnąć. Asfalt ma temperaturę krwi. Wpija się w podeszwy. Zlizuje moje imię z dowodów istnienia. Oddycha. Przytrzymuje mnie jak dłoń na karku. Wciąga sznurówki, resztki tętna. Miasto bierze mnie małymi porcjami. Ktoś jest za mną. Od pierwszej sekundy mojego snu. Słyszę go w zmianie powietrza. W tym, jak cisza robi się cięższa. To drapieżnik. Nie ma twarzy. Jest jedynie negatywem światła, pustym miejscem w strukturze atomów, które wypełnia się moim strachem jak naczynie krwią. Poluje. Jego obecność zagęszcza ulice. Oddech ma wagę betonu w ruchu. Nie słyszę kroków. Słyszę, jak pod jego ciężarem pękają cząsteczki powietrza. Jest tak blisko, że moja własna skóra próbuje się odwrócić, by go nie widzieć. Wie, że nie muszę się spieszyć - to ja muszę. Uciekam w kręte uliczki. Znam je. A jednak nie wiem, gdzie jestem. Miasto przesuwa mapę pod stopami. Znajome miejsca gubią nazwy. Nie ma kierunków. Jest tylko przód i to, co jest za mną. Moje stawy to zatarte łożyska, w których noc kruszy się na opiłki. Każdy krok jest gwałtem na geometrii ulicy. Nogi mielą noc jak zużyty mechanizm. Powietrze gęstnieje, opiera się płucom, myślom, strachowi. Oddycham za wolno. Przez chwilę sen patrzy na mnie. Jest w tym coś spokojnego. Krzyczę. Krzyk nie wylatuje. Zastyga w przełyku jak stygnące szkło. Rozrywa płuca od wewnątrz, bo świat nie chce go przyjąć Gardło pęka - ale krzyk wraca, wbity z powrotem w usta jak knebel z własnego ciała. Kamienice nachylają się tak nisko, że czuję na karku ich stęchły oddech. Zamykają powieki fasad. Miasto mnie pamięta. I to jest najgorsze. To miasto śni mnie dokładniej, niż ja potrafię śnić je. Bruk układa się w kształt moich lęków, zanim zdążę o nich pomyśleć. Drzwi są oczami. Okna - jamami ust. Nikt nie pomaga. W całym mieście nie ma ani jednego świadka, który chciałby mieć oczy. Cień za mną jest cierpliwy. Cień nade mną rozlewa się jak smoła, która zna każdy mój krok i wie, gdzie zwolnię. Upadam. Podnoszę się, ale moje kości mają już gęstość popiołu. Grawitacja tego miejsca nie chce mojego ciężaru, chce tylko mojego oporu. Drapieżnik już stoi przede mną. A świat za nim jest zagięty, jakby noc złożyła się na pół. Nie goni. Czeka. Aż do niego dojdę na resztkach ruchu. Serce wali w żebra jak pięść w zamknięte od wewnątrz drzwi. Sen dławi mnie ręką z betonu włożoną w gardło. Krzyczę. W nocy. Krzyk przebija sen, ściany, cudze sny. Budzi domowników - obcych świadków mojego pościgu. Pęknięcie. Światło. Budzę się. Sprawdzam dłonie. Pod paznokciami mam pył z tamtego bruku. Cisza w pokoju nie jest pusta. Ma ten sam ciężar, co tam, za rogiem. Z gardłem spalonym od krzyku. Z sercem, które jeszcze biegnie. Leżę w łóżku. Cisza oddycha obok. I nie wiem, czy to miasto istnieje naprawdę, czy tylko wraca nocą po mnie.3 punkty
-
37. Nowożeńcy (narrator: hypaspista) 1. Król zwalnia nowożeńców — wojna też potrzebuje przerwy. 2. Patrzę na nich — młodzi, jeszcze wierzą, że życie czeka. 3. Niech idą. Niech im się rodzą dzieci i wspomnienia. 4. Pamiętam córkę sąsiada z pola — oczy jak oliwki. 5. „Zostaw kogoś po sobie” — mądrość starego ojca, wyśmiana nad tarczą. 6. Odłożyłem życie na później, a później stało się nigdy. 7. Może lepiej nie mieć nic, niż patrzeć, jak czas to powoli psuje. 8. Bez żony, bez syna — lekki jak dym, gotowy na wiatr. cdn.3 punkty
-
prekognicja co ma nadejść kusi jak nowe ubranie gładkość materii dotyk - ciche mury i tafla jeziora jak do mnie zawoła czy będziemy na ty od początku jaki będzie kolor jej oczu kiedy będzie zbliżać się do mnie? muszę zapisać to co powie inna nie przydarzy się rozbita o bruk sklejona jak wazon3 punkty
-
3 punkty
-
Boję się, boję się, Przez cały czas, Że zrobię coś źle, Nie dwa, nie raz. Strach zaprząta myśli me, Czy ja wszystko robię źle? Czas pokonać błędny strach I odważnie wkroczyć w świat. Krok po kroku, dzień po dniu, Nieustannie jestem tu. Gdzie odkrywać pragnę świat, Mimo błędów będę rad. Każdy krok mnie dalej niesie A ja się znów z tego cieszę. Strach już dawno odszedł w cień Tak zaczynam nowy dzień. 16.02.2026r.3 punkty
-
Piosenka na podstawie tekstu do posłuchania na youtube: PS: wiem chmury nie są błękitne Na początku – w równym rytmie – nieśmiało zabije, Dwie krople, a miłość już w sercu żyje, I jak woda co źródło nasyca, Kropla po kropli złote sny przemyca. A w snach, jak w chmur błękicie Szemrzą wiatry ulatując skrycie. Przebije powierzchnię – na zewnątrz wypłynie, Powoli, spokojnie dolinami popłynie, I przechodzi z wartkiego strumienia, W rzekę pełnej boskiego natchnienia. Dopływami karmiona szybko urośnie Choć czasem dokuczy nieznośnie. Wytrwała, z każdą trudnością sobie poradzi, Nawet, gdy drogę twarda skała zawadzi, Przez skał bryły korytarz wydrąży, I płynie, nim do morza dopłynąć zdąży. Choć lodem skuta, choć czasem wrzała, U kresu swego biegu – mądra, dojrzała. A u kresu, w morzu, jak w wieczności zaginie, I w czasie ziemskim na zawsze przeminie.3 punkty
-
Z okna samolotu Ludzie starają się Kreseczki ulic układają Na kamieniach budują Wieże do samego nieba W wierze pochyleni Drepczą niewidoczni Kochają, zdradzają Rodzą się i umierają W oczach słońca Jak jednodniowe motyle Albo szkielet dinozaura Znaleziony przypadkiem Giną Promieniem oka dotknięci Marząc dalej o kosmosie I jego dziurach Przepaścistych3 punkty
-
2 punkty
-
Usiadłam sama; światło roztaczając Radośnie lśnił letni dzień umierając; Widziałam jak kona, patrzyłam jak znika Z bezwietrznych łąk, z mglistego zagajnika; I myśli w mej duszy się rozszalały I serce się ugięło przed ich siłą I gorzkie łzy z moich oczu tryskały Bo słów na uczucie mi brakowało, Które dostojną tę radość kalało W tą godzinę, tak boską i tak miłą. Pytałam siebie, - Dlaczego cennego Tego daru niebiosa mi nie dały, Wielkiego, przez wielu otrzymanego, By się ich myśli w poezji splatały? - To sny mnie osaczyły, - powiedziałam - Z beztroskich dziecięcych lat dorastania; Fantazja dzika wizje przekarmiała Odkąd życie rozkwitło u zarania. - Dziś, gdy nadzieja na śpiew się zbudziła, Bezdźwięczną strunę ma ręka trąciła; I wciąż oznaką mej melodii granic Jest - Dość już twych starań, to wszystko na nic. - I Emily: Alone I sat; the summer day Had died in smiling light away; I saw it die, I watched it fade From misty hill and breezeless glade; And thoughts in my soul were gushing, And my heart bowed beneath their power; And tears within my eyes were rushing Because I could not speak the feeling, The solemn joy around me stealing In that divine, untroubled hour. I asked myself, “O why has heaven Denied the precious gift to me, The glorious gift to many given To speak their thoughts in poetry? “Dreams have encircled me,” I said, “From careless childhood's sunny time; Visions by ardent fancy fed Since life was in its morning prime.” But now, when I had hoped to sing, My fingers strike a tuneless string; And still the burden of the strain Is “Strive no more; 'tis all in vain.”2 punkty
-
To przez frustrację te inklinacje że patrzysz z góry No i nachalnie wygłaszasz jakieś obiekcje Przecież gdy będzie to tylko sztuka dla sztuki Wtedy sam stwierdzę zabójstwo w afekcie Mam minimalne wymagania jak stary merol Sam siebie pytam co tak długo głowę wietrzysz Disel śmiga na oleju ale motor trzyma tempo Na średnio to mogą być wysmażone steki2 punkty
-
gdy myślę o innych kobietach moje ciało wypełnia się nimi jak płuca dymem o trzeciej nad ranem są złotymi postaciami z klimta potworne w gracji wytrącają pył a ten osiada na powiekach bym zobaczył cię pierwszy raz2 punkty
-
naturalność chyba zdobywa się z wiekiem w różnych manierach i konwenasach co innego jest naturalne różne biotopy biolog nie podkreśla różnic on obserwuje ważne jest źródło wody gdzie wodopój2 punkty
-
Bić się nigdy nie lubiłam. Lecz przypadła mi w udziale taka niefortunność, takie wstrętne widzimisię losu, że zasiadłam w ławce między dwoma oprychami. I cóż mi z tego, że po latach malowali mnie na skrzydłach wielkiego orła. Że nosili czerwień w butonierce. Bardzo przykra to refleksja, że czym by tu nie być – dumą czy jedynie słowem w dokumencie – najmocniej jestem, kiedy mnie tłuką. Choć nie nosiłam aksamitów, zestarzałam się zmarszczkami godnymi wielkiej damy. A dzisiaj jestem jak sadownik, który martwi się o drzewa i z drżącym ciałem zerka na prognozy mrozów ze wschodu. Dzisiaj trzaska mi serce, bo gdzie obcego kata nie ma, tam jest bratu katem brat?! Dzisiaj jestem jak staruszka, co niepewna uczuć swoich dzieci, z mokrą rzęsą pyta – czy mnie – matkę – jeszcze kto odwiedzi? Nie wykrzyknę nigdy z Tatr, hen, do Bałtyku, że się cierpieć godzi albo nie, że to wina ludzka albo boska, ale zniosę każdy cierń, póki imię moje – Polska! 8 II 20262 punkty
-
Rozdarcie Sieci Stanu Spoczynkowego Przejdź do stanu początkowego okadź ciężar gałęzi – niech w końcu odpoczną Idź okrężną ścieżką którą wytoczyłeś z obawy przed prędkością krwi Deszcz metali ciężkich zatamował ruch autostrady Zapomniany karambol nieszczęść – gorzkie fragmenty połamały spójne sklepienie czaszki Chłód syren alarmowych roznosi prochy Schwanna Czy to dźwięk zagłady a może osądzająca biosfera? Odłamki czyjejś tożsamości zawieszone w atmosferze Nie wywróżysz z nich dobrze2 punkty
-
@hollow man nie :) to była Neuronauka:) różnice programowe..;) ja uważałam ;) Profesor był bardzo przystojny.! do dzisiaj potrafię narysować śródmózgowie z zamkniętymi oczami;)))) @KOBIETA oczywiście, najlepsza byłam;))) z tego przedmiotu;) I to akurat prawda:)2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
@hollow man zostańmy przy zimnym glinie, lekko wilgotnym mamy mało czasu bo picasso jest szybki jedna linia za sto pociągnięć pędzla Velasqueza on przecież musi zdażyć przed ogniem już taki nawyk jak sanitariusz wydobywa kształt wszystko jest jak na fotografii2 punkty
-
@viola arvensis Bardzo dziękuję! Takie słowa dają skrzydła i motywują do dalszego pisania. Serdecznie pozdrawiam. :) @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! Nie ma żadnego "za późno" - bardzo Cię rozumiem w tej kwestii. Dziękuję za komentarz. To, co piszesz o prawdzie, która nie paraliżuje, ale zmienia oddech i spojrzenie - tak, właśnie o tym chciałam pisać. Nie o prawdzie, która przygniata, ale o tej, która zmusza do ruchu. "Spotykać ją krok po kroku, wchodząc w jej ocean" - pięknie to ujęłaś - piękniej niż ja w wierszu. Serdecznie pozdrawiam. :) @[email protected] Serdecznie dziękuję i pozdrawiam. :)2 punkty
-
2 punkty
-
@[email protected] no chyba!! @Marek.zak1 eee, to zbyt oczywiste :) @Jacek_Suchowicz @Jacek_Suchowicz dziękować @Berenika97 rad jestem, że działa :)) I Twoich interpretacji ;) @Leszczym @piąteprzezdziesiąte @sisy89 @KOBIETA @Leo Krzyszczyk-Podlaś @violetta Dziękuję2 punkty
-
w starym domu zamieszkały dudki bardzo się kochały nie liczyły na smutki życie zabrało ich na kraniec świata i zmarzliby na kość gdzie indziej żyją swe lata2 punkty
-
tak jakoś chłodno tu nie przypuszczałem że w chłodzie śniegu znajdę bezpieczeństwo pisze się o cieple rąk gorących pocałunkach co kto lubi lubię zimę2 punkty
-
green green grass of home w Pacanowie gdzie Koziołek Matołek kozy podkuwa aż huczy że do centrum Drogi Mlecznej droga niedługa... świetliste szlaki tachionów zakrzywiają czasoprzestrzeń dwa serduszka na walentynki uśmiechają się wiecznie... idzie pan za panem kopsa w pupę kolanem! adoracja aprobata apogeum!2 punkty
-
Witam - dziękuje ci serdecznie za miły odbiór - Pzdr.uśmiechem. @Adam Zębala - @violetta - @Posem - dziękuję -2 punkty
-
miało być bez ekscesów żadnych powrotów w nocy krwi na framudze rozbitych łbów żadnych sorów i komisariatów miało być stabilnie dobra robota co roku wakacje typu middle class kredyt do emerytury netflix zamiast narracji ogarnięta kuweta miałem zapomnieć czego i tak nie pamiętałem2 punkty
-
Skrapla się para. Po tafli szyby woda ścieka. Na parapecie rzeka. Idąc wzdłuż niej, docieram do ściany. Spleśniała farba, zgniłe firany. Kropidlak tynk w maź zmienia, czarnozieloną gęstą maź o zapachu niszczenia. Pośród tej osobliwej oazy prusaki, larwy much i pajęczaki. Tu i ówdzie światło załamuje pajęczyna. Mech wyrósł tam, gdzie uszczelka była. Stoi tak dom, miejsce rodzinne, spowite przez naturę, zniszczone przez czas, samotne, opuszczone, zimne. Nie ma w nim śmiechu, nie ma radości. Tylko parapet w kolorze kości, pokryty kurzem, brudem, zapomnieniem. I tak z czasem miejsce pełne życia stało się cieniem.2 punkty
-
trzeba stworzyć postać literacką, kogoś będącego jak herbertowski pan Cogito. swojego nazwę Mojito. i oto przed nami wiecznie wstawiony miś ofiarny, którego możesz obarczyć odpowiedzialnością za wszystko, czego zapragniesz. to skurwomiś wgapia się ciągle w (oczywiście niewyrzucone!) zdjęcia swojej byłej, kłamie jak najęty, jak opętany ćpa. prawdziwe bydlę, zwierz nie do resocjalizacji! i ja mu dołożę cech spod ciemnej gwiazdy, dosypię mroku do "szczurów" na talerzyku, doprawię jadem to, co w szampance (straszny używkowiec z pluszaka!). obdziarany misiulek tylko dlatego nie podcina sobie żył, że, po pierwsze: aua, po drugie – szkoda kroić tatuaże i wyglądać potem jeszcze szpetniej, jak mięcho pomasarskie albo Niklas Kvarforth. a do Bugu nie hopsa, bo ma ładnych parę kilometrów (lenistwo ratujące skórę!). słowa łobuza – funta pluszu niewarte. przytulisz go – żyletki wychyną z watoliny, wysuną się igły i ostrza kos. tfu! na misia urok!1 punkt
-
w nocnym przenikaniu chłonę dotykalności wrażenie ust w różowobrzeżnym draśnięciu snem jawy obecność rozedrgane oceany nieświadomej naturalnym prawem wspólnego ciała drżącosrebrne sprężynki orgazmu jesteś cudem mojego świata1 punkt
-
@leszek piotr laskowski Sójka wróciła z uczty swojej: „Zjadłam dziś takiego pana, co to miał ambicje od rana! Kto za głośno krzyczy - krócej pełza po tym świecie.1 punkt
-
@Berenika97 @viola arvensis dzięki za surowo i chłodno taki muszę być bez ciepłego przymilania. nie czytałem de Chardina, noosfera fajnie brzmi, jak eter i astral.1 punkt
-
@Alicja_Wysocka To kapitalna igraszka z oczekiwaniami czytelnika! Przez większość tekstu byłam przekonana o intymnej relacji z drugim człowiekiem. :) Puenta sprawiła, że chce się przeczytać całość jeszcze raz, tym razem z uśmiechem. Fraza o byciu wiernym „od początku dorosłego życia” nadaje kubkowi rangę niemal życiowego partnera. To bardzo trafna obserwacja tego, jak przywiązujemy się do przedmiotów, które towarzyszą nam w chwilach przemyśleń. Tytuł „a wszystko przez kota” dodaje całości trzecie dno. Czy to kot stłukł poprzedni kubek, wymuszając tę nową „miłość”? To świetny, niedopowiedziany element. Bardzo sympatycznie i świetnie napisane. ! Gdzieś czytałam o kubku bez ucha - jeżeli chcesz ze mnie pić, musisz mnie objąć. :)1 punkt
-
@Simon Tracy No tak, ale miałam nadzieję, że trochę znajdę w tym utworze nadziei. A właściwie to szukałam jej trochę na siłę. :)1 punkt
-
Dzień dobry. Stukacz w mitologii słowiańskiej był duszkiem domowym, który w nocy dokuczał śpiącym ludziom różnymi figlami (strącał talerze, głośno biegał, przewracał przedmioty) co starałem się zobrazować w wierszu i piosence. Gdy ciżba ludzka do snu się układa Zadumana dnia minionego znojem, Nocy zasłona powoli opada Ciszy tonami, łagodnym spokojem. Jednak nocą nie oaza spokojna Zakwitnie nad ich śpiącymi ciałami, Lecz stuków i puków nieznanych wojna Co budzi głośnymi uderzeniami. W figurkę z metalu coś zastuka raz, Zadudni zaraz z głośniejszym wyrazem, Po strychu z hałasem przetoczy się głaz, Pęknie krąg ramy ze starym obrazem; Stary kocur mrok przebiegnie oczami, Czujnym słuchem otoczenie wybada, Coś drapnie ścianę ostrymi szponami – Dla kocich uszu to niemal zagłada! A stuków więcej od ścian się odbije, Talerze w twardą powierzchnię uderzą, Szkło brzęknie rozbite – północ wybije; Na grzbiecie kocim, aż się włosy zjeżą! I pobiegnie przerażony dziwami Na podwórze, w głąb, w bezpieczne schronienie, Nie powróci z lęku przed zdarzeniami Co przekraczają kocie rozumienie. Ludzi gromada we śnie utulona Ze strachem zaspane otworzy oczy, Gdy kanonada na dźwięk rozłożona Falami wibracji w łóżkach zaskoczy. Znowu łyżeczka metalem zadudni, Rozpłacze się dziecko w kącie pokoju Zbudzone odgłosem jakby ze studni, Gdy wiadro uderzy w ściany przekroju. Matka migiem na paluszkach ku dziecku Krokiem cichutkim podbiegnie zdyszana, Wielce zmartwiona, bo beczy w łóżeczku: Zawsze przesypiał do samego rana! Grozy przestrachem zdumiona przystanie, Gdy ślepia w mroku zabłysną czerwone, Rozgrzanego węgla ich migotanie Na chwilę rozświetli nocy zasłonę. I czmychnie slalomem futrzana kulka Strącając przy tym stołową zastawę, Potrąci kałamarz, ten spadnie z biurka: Kolejną dźwięków urządzi wystawę! Krok swój skieruje na strychu pokoje Drapiąc podłogę cienkimi nóżkami, Nie snu kraina, a złości nastroje W umysły wejdą hałasu ścieżkami; Od czaszki głośnym odbiją się echem Do granic bólu człowieka sennego. I tylko dziad stary z cichym uśmiechem, Z łzą w oku przywita nieznajomego. – Toć to jest Stukacz! Istota niegroźna! Choć figlami tak uparcie dokucza, Bardziej dotkliwa aura zimy mroźna, Co swoją srogą naturą poucza. I zabłysną pierwsze promienie słońca Na zaspanych ludzi twarze zmęczone, Ucieszeni, gdyż noc dobiegła końca, Zalegną w ciepłego łóżka ochronę.1 punkt
-
1 punkt
-
na skraju lasu w starej chacie zapomnienie z ciszą rozmawia o tym jak było jak uśmiech izby bawił jak młoda dziewczyna chłopaka kochała tak jak on ją jak pająk z cieniem uczyli się czarów tak mocno że nie tylko mysz się bała jak wiatr okiennice zamykał nawet gdy słońce się ciepło uśmiechało na skraju lasu gdzie kiedyś czas się nie spieszył gdzie echo echo wołało1 punkt
-
@Gosława Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam. :) @Christine Bardzo dziękuję! W pracy to czasami jest straszne! Pozdrawiam. @Łukasz Jurczyk Bardzo dziękuję! A ja szukam prawdy, jutro napiszę, czy można ją znaleźć. :))) Pozdrawiam. @Czarek Płatak Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam. :)1 punkt
-
Ja to widzę inaczej, czyli, że łąka przywiera do nagiego brzucha dziewczyny, ale w poezji wszystko wolno:). Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne