Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 05.02.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
A swoją drogą - koty. Kota się kocha tak, że nie zostawia się go na długo. On wraca zawsze własnym krokiem, jakby znał wszystkie ścieżki. Z ludźmi bywa inaczej - im dziwnie łatwiej uchodzi, gdy odchodzą. Może dlatego koty są tak bliskie sercu: wierne nie przez obietnice, ale przez samo bycie.9 punktów
-
Choć w sprawach miłosnych nie byłem smakoszem, to o degustację los pięknie poproszę. Trafiła mi się raz... kucharka wspaniała, co menu miłosne na pamięć już znała. Ja – skromny pomocnik, ledwo co przy garach, ona – mistrzyni, w przyprawach i czarach. Gdy podała danie, tak wonne i słodkie, moje starania przy niej były wiotkie. To ona w tej kuchni rządziła przy piecu, ja ledwo patrzyłem, nie tracąc oddechu. Mieszała uczucia z wielką wprawą, pasją, aż wszystkie obawy w tym ogniu mi zgasną. I choć to był deser zjedzony w pośpiechu, nie zabrakło przy tym westchnień i uśmiechu. Choć byłem nowicjusz, a ona – profesją, zostałem po uczcie z radosną obsesją.8 punktów
-
Gdy faktów brakuje i pycha zaślepia, a jad wylewany logice zaprzecza próżno wciąż tłumaczyć co słuszne i święte, głuchemu na prawdę sensy niepojęte. Więc zamiast rzucać perłami przed wieprze bez słowa odchodzę zanurzając w wiersze.8 punktów
-
nasze literki są mądrzejsze od nas wiedzą która ma być obok której która przed - która za jak wiersze łyżeczki ale już się nie plączą dosyć namieszały bo od teraz nie słodzimy6 punktów
-
Zuzanna z miasta Nisko lubi z panami bliskość, oni też tak mają i się przytulają, wierząc, że to nie wszystko.5 punktów
-
piosenka słuchałem jak cisza żłobi wersy w skórze księżyc palcami mieżwił grzywy drzew gałęzie wystukiwały refren o szybę okna opierałem o nią czoło5 punktów
-
musiałem odejść w stronę swojej bezlitosnej ultima thule na antypodach języka żebyśmy nie stawali się powoli dla siebie kamieniami u szyi krzywymi lustrami, słowami niczym strzały z bata nikt przecież nie zawinił że ty wybrałaś nietykalność snu a ja ocieranie potu z czoła i ból ramion zmęczonych nadmiarem rzeczy konkretnych już nie mam prawa wiedzieć co skrywa twoja cisza ale przecież nadal jestem choć nie czujesz już na szyi mojego oddechu i nawet teraz wciąż chciałbym się o ciebie zatroszczyć jeśli trzeba przeprowadzić cię przez to rozstanie najdelikatniej podać ci dłoń bo może drżysz przed pierwszym odcinkiem ścieżki na której kamienie i ciernie będą toczyły spór o twoje serce później przeniósłbym cię na rękach ostrożniej niż jednodniowe jagnię przez zbutwiały most nad rzeką pamięci co do samego końca nie potrafi odpuścić i wziąłbym na siebie ostatnie wizgi ścigającej nas ulewy a dalej pójdziesz już sama czułą łąką skrajem lasu brzegiem jadeitowego jeziora znikniesz za migotaniem mgieł po kolana w ciepłych plątaninach kostrzew i tymotek uniesiesz się na skrzydłach z zielonej organzy nad spokojem polnych kwiatów utkanych w konstelacje oznaczające nowy lepszy czas odlecisz aż za balsamiczny horyzont z twoich najmilszych obrazów tam gdzie wieczorne niebo z ziemią splatają się w ukojeniu5 punktów
-
W kalendarzu, między dentystą a „kupić jogurt”, dopisuje drobnym drukiem - "koniec świata". Myśli: " To zabawne - jak puste miejsce w szafie potrafi ważyć więcej, niż cała jej zawartość". W markecie jedną ręką scrolluje traumę, drugą wybiera awokado, w słuchawce seryjni mordercy, w koszyku "poranna rosa"- płyn, który ma przykryć zaduch nieprzespanej nocy. Przez jezdnię przechodzi ostrożnie. Nie z miłości do życia, ale przez wstyd - głupio byłoby zginąć bez makijażu i z listą sprawunków. Trwa - od ataku paniki do promocji na masło, od lęku przed ludźmi po potrzebę świeżego chleba. Codzienność rozpięta między lodówką a przepaścią. Świat nie chce złożyć się w całość. Idzie do wróżki - niech ktoś jej wreszcie wymyśli jakąś przyszłość.5 punktów
-
Biała bluzka, krucha, maleńka koronka, jeszcze przez chwilę pachnie wiatrem, który złapała w biegu, ale pożądanie już rozsypuje guziki w trawie, ciało drży po rozstaniu z bielą i niewinnością.5 punktów
-
instrukcja obsługi ciała obcego nie gwarantuje że wstaniesz wyspana w środkach ostrożności nie ma nic o zakochaniu inaczej ważyłabym słowa tańczyła do rytmu fraza o czułości sprawia że drżą mi dłonie — dotyk za dotyk i masz mnie więcej w tobie drapieżnika niż baranka pieprzyć więc ładne metafory — język i tak znajdzie najczulsze miejsce w którym obce stanie się ciałem i nikt nas z tego nie wyliże4 punkty
-
4 punkty
-
Mknąc przez pole całkiem bosa, tak beztrosko, z różą w dłoni, zawołałam z werwą: „O, sad!”, gdy ujrzałam rząd jabłoni. Zapał zniknął w jabłek stosach, bo się bliżej im przyjrzałam – widniał na nich pleśni osad i robaków cała chmara. Kto orzekał o ich losach? Moja róża też przygniła. Wyszeptałam z żalem: „O, sad… To nie pole, lecz mogiła”.3 punkty
-
3 punkty
-
wygładzam obrus prasuję na nim tależe i sztućce srebrne z poprzedniej epoki kto zasiądzie przy stole ten się naje powietrzem z dodatkiem ości ości można odłożyć i jeszcze deser z cytryny i sok z brzoskwiń3 punkty
-
1.0 jestem miastem którego nie zbudowano wczoraj ale jeszcze nie stało się miastem widmem pamiętam jeszcze dawne nazwy ulic wiecznie głodne ikarusy i liście i światła rozcinające szarość jak kartki książki - kupowało się bo rzucili okna bloków nadal ktoś myje od wewnątrz znajomy nieznajomy narzeka czasem na ból kręgosłupa moich ulic świt już nie obmywa zapachem kawy ale do wieczora zostało jeszcze kilka godzin i na chwilę się przejaśniło 2.0 przez starówkę chciałabym chodzić zawsze z zamkniętymi oczami i tylko dotykiem albo zapachem rozpoznawać znajome znaki restauracyjny ogródek zapełniony tak mniej więcej w połowie ostatniego gościa bardzo się boję na szałwii w donicy niektóre kwiaty w pąkach inne w pełnym rozkwicie a są i takie, które zaczęły otrzepywać się z suchych płatków jeden ze stolików obsiadła gromadka wróbli skaczą po pustych talerzykach wydziobują okruchy szarlotki po tych którzy już zapłacili rachunek i wyszli 3.0 jestem miastem podobnym do wielu innych lubię patrzeć na ludzi jak na fotografie z młodzieńczych podróży wchodzą wychodzą idą wracają pamiętają zapominają gubią odnajdują spokój niepokój pokój z tobą powtarza wieża kościelna galerie handlowe wsysają tłum jak plankton trzaskają drzwi sieciowych knajp nie nadążam z liczeniem wahnięć i rozbłysków w tej dreptaninie podekscytowani przechodnie wiją swoje gniazda na których mój wzrok się zatrzymuje a potem sprowadza deszcz albo bicie dzwonu zielsko wyrasta ze spękań w miejskich murach jeśli chcesz nadaj mu moje imię również takie jakie chcesz bliżej mi do wagabundy niż do tubylca nawet jeśli teraz jedynie słowa wsadzam do cyfrowych samolotów i posyłam w świat 4.0 moje odbicie czasem możesz zobaczyć w akwarium sklepowej witryny gdy latarnia oświetli ją w odpowiedni sposób czasem lipa na przystanku tramwajowym położy ci pod nogi mój cień cudownie pomnożony przez podmuchy wiatru dogasający zapach przemknie przez głowę na tyle mocny że poczujesz na tyle lekki że nawet nie zarejestrujesz go w świadomości o szarej godzinie za bramkami metra spotkasz mnie wśród wielu moich sobowtórów prawdziwych lub zmyślonych żywych lub martwych tylko że oni tam a ja już z powrotem a jeśli podniesiesz z chodnika pięciozłotówkę i zaczniesz się zastanawiać - kto zgubił to na pewno będę ja 5.0 miasto jest moim signifiant ale sens sięga dalej niż zajezdnie peryferie zaplecza rozjeżdża się w nie wiadomo jakich kierunkach kopci w zaułkach sumienia nawołuje z bilbordów promocją na carpe diem lub memento mori ciężko mi dzisiaj nie mogę dojść do ładu z plątaniną ulic zbiegających się we mnie w bolesny węzeł raz po raz pory roku wytrzepane z mojej kieszeni są takie bezdomne3 punkty
-
w nocnym przenikaniu chłonę dotykalności wrażenie ust w różowobrzeżnym draśnięciu snem jawy obecność rozedrgane oceany nieświadomej naturalnym prawem wspólnego ciała drżącosrebrne sprężynki orgazmu jesteś cudem mojego świata2 punkty
-
Stoję pod tym drzewem, co wtedy. W niemodnym garniturze i w krawacie uwiązanym krzywo. I stoję spragniony miłosnego chleba: a nuż coś z tego wyniknie? Pod tym cieniem skrzydlatym i bystrym od oddechów letniego popołudnia, od wietrznych westchnień oczekiwania. I czekam, jak czekałem wtedy. O tej godzinie, w której gołębie i wróble... I ptaki inne. I inne… I kwiaty różane, których woń, aromat i barwa… Otwarły się szeroko, zdziwione tym upojeniem słodkim. Wiesz, czekałem długo. I czekam nadal. Tutaj. O tej godzinie sennej. Na wpół-wieczornej i tkliwej. W liliowej poświacie obłoków. W tej dolinie słońca i mgnień utajonych, i trawy. A kiedy przyjdziesz umówiona… Bo przyjdziesz, prawda? A więc, kiedy dostrzegę ciebie w oddali z kosmykiem włosów przesłaniającym ci twarz, bo dzisiaj wiatr tak jakoś plącze gałęzie, szeleści. I chwieje, tarmosi… Wtedy podejdę do ciebie w tej niepewności okrutnej: czy ty, czy ty… Lecz najpierw podejrzę w utajeniu i ciszy. Ciebie. Więc patrzę jak patrzyłem wtedy. I napatrzeć się nie mogę. Gałązka muska mnie po skroni, łaskocze, kiedy rozchylam czujnie wiotkie łodygi krzewu, co znienacka stanął tuż przede mną. I widzę liście i płatki, i sok lepki tworzący białe ślady. I cień wąski między mną i tobą. Tej gałązki między nami. Po którym przejdę, jak po kładce nad strumieniem rwącym. Dużo tu światłocieni, ostrego chiaroscuro. I tej jakiejś cichej melancholii, której szum aż nadto tężeje w sześcianach powietrza, których ciepłe wargi przypadają do moich warg spragnionych. Do twoich. Czujesz? Właśnie gładzę twoją twarz przypadłą do mojej, A twoje włosy, a twoje... Kładą się miękko pod dotyk moich palców przeczesujących je czule... Portugalczycy nazywają to „Cafuné”. Ty wiesz. I ja wiem. Nasze słowa. Wszystko to, co chcieliśmy sobie powiedzieć, powiedzieliśmy w poświacie księżyca, co spływa teraz smugą srebrną. perlistą. A więc to już tyle upłynęło czasu? To już tak późno? Nie. Proszę! Nie odchylaj głowy, nie oddalaj zmyślnych ust! Choć wówczas odsłonisz swoją gładką szyję. A wtedy moje usta chciwe… A wtedy moje szepty na twojej drżącej skórze... Zostańmy tak. Jeszcze. Choć jeszcze… (Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-05)2 punkty
-
Człowiek i wiersz - to światy pokrewne, Choć niosą w sobie treści odmienne. Każdy ma głos i własne znaczenie, Własną wymowę i własne milczenie.2 punkty
-
zaaferowany zainfekowany do szpiku rozłożył się kobierzec potworności oglądam spis treści jego twarze znane rozpieszczone pomarszczone ikony autorytety światowa śmietanka kefir zero procent kwaśne mleko przykładam ucho i oko jest pisk skrzywienie zmarnowanie starannie ułożone w równą kostkę poniedziałek środa i niedziela maska starego pudrowanego dziada i inni ludzie od wielkiego biznesu mam mdłości niestrawności niechęć na literkę E elita ekonomia eros erozja ENTER2 punkty
-
wiatr przesypuje rzeczywistość z twojej ręki do mojej a może odwrotnie? na zmianę rozjaśniam i przyciemniam przestrzeń od teraz rozumiem cię głębiej boleśniej nad nami jarzą się pękają geody nocy2 punkty
-
rozpłynąłem się jestem rozpłynięty zaburzona percepcja niczego nie tłumaczy zwykłe historie tak się nie dzieją chociaż są tak zwykłe i stare jak świat światem2 punkty
-
połamany świat połamany statek na dnie osiadł połamany płatek połamany świat byłeś mi bratem ostatni raz połamany płatek połamany świat z ofiary katem cóż to za mgła2 punkty
-
Drops tak po nocy ukradkiem paciorek słodki na paluszkach końcem języka ukradkiem nikt nie widział utkną mi w gardle skaczę coraz wyżej weź wypluj księżyc no weź oczy wyszły z orbity to był jednak kłaczek2 punkty
-
2 punkty
-
@tetu instrukcja obsługi ciała obcego zwłaszcza gdy w pani ciele tkwi tylko na pozór jest do niczego o ostrożności w niej nie ma nic i jeśli rano dostaje skrzydeł i marzy skrycie by wieczór był to wielkie szczęście ma niewątpliwie o którym inni już mogą śnić :))2 punkty
-
2 punkty
-
na panelach widać ślady krwi, rozlewam się na ściany w meblach drga mój krzyk; zaraz je rozsadzi, jęczą drzwi, krzywią się lustra; odpadają wskazówki zegara - zostaje tarcza pusta, wydeptana podłoga rozsuwa się, zapadam się w ziemię, płonę w piekle zostają po mnie podrapane pazurami ściany2 punkty
-
jakie to piękne kłaść się do snu z myślą że jutro będzie ładniej niż wczoraj i dziś że pokaże nam iż warto jest żyć bo horyzonty nie są tylko ciemne czasem coś się tli jakie to piękne budzić się widząc uśmiechy nie łzy czuć szczere ciepło od nich bijące słyszeć śpiew ptactwa szum drzew krzyk bawiących się dzieci które przedrzeźnia świerszcz jakie to piękne być świadkiem prawd którymi częstuje bezinteresownie kolejny ale inny dzień2 punkty
-
Augustowskie noce parne i gorące jak jądro Drogi Mlecznej światłem promieniujące witraże tachionów rozświetlają korale planet czy skradnę Agnieszce całusa na wiosne ? czy na czerwonej planecie wybuduję swój nowy dom ? Astat. Bizmut. Brom. we śnie Mendelejew czynił cuda... ja nie bo jestem gapa i maruda !2 punkty
-
nie bryluję na przejściach dla pieszych hm to safari w szarży na monopolowe biuro podróży z przymusu (śmiech) szarpie struny świętej harfy bwiti z nutami eukaliptusa i wanilii na potwierdzenie teorii wyjścia z Afryki wracam do źródła o ja pierdolę pierdolę sam siebie jako nałogowy hermafrodyta w głębokich pastelach strzeżonego ogrodu gdzieś na manowcach czarnego lądu czknąłem w momencie umierania wyklejam wierszami pułapkę reinkarnacji ...2 punkty
-
kot kocha miejsce a nie ludzi uwielbia swoje terytorium kot test panem a człek mu służy smyra i głaszcze gdy jest w domu ludzie udają że kochają im samych siebie kochać trudno kręcą mataczą uciekają gdy jest za dobrze to jest nudno :)))2 punkty
-
czegoś chce, może tylko herbat czekaj, czekaj, czegoś chce hej bycie, społeczne bycie z zagubieńcami któży żyli tak jak ona się bała żyć powiesz, niespełniona kurtyzana dziewczyna dla Witkacego też k.... dobry szaman w dzień dama w białej cerze ale dużo było modleń jak już na kolanach przyrosnąć do podłogi to chociaż za mądrość, o mądrość Panie Bucku drogi2 punkty
-
nie jesteś snem wystarczy spojrzeć kwitną wspomnienia nie jesteś ogrodem pełnym kwiatów a masz moc magiczną przybliżasz nieskończoność morze z wczoraj zamykając oczy czuje się dal za którą kryją się marzenia nie chłodzisz myśli rozpalasz wierny przyjaciel budzi wiarę w jutro nie zachodzi jak słońce oddaje się bez reszty ofiaruje ... 2.2026 andrew2 punkty
-
@Berenika97 :) ;) @wierszyki :) inne krainy niech też będą naszym domem :) Dzięki i również zdrówka @tetu :) Dziękuję wdzięcznie:) @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję Waldku, również uśmiecham :) @Radosław :) Dziękuję @violetta @lena2_ Dzięki dziewczynkom :)2 punkty
-
@vioara stelelor Ten wiersz to moment przełomu w relacji - intymny, kosmiczny i przepełniony napięciem. Metamorfoza przez rozpad.1 punkt
-
@KOBIETA Jest taki podcast "Speaking of Jung", który prowadzi Laura London. Rozmawia z analitykami jungowskimi. Fascynujące rozmowy.1 punkt
-
@hollow man dziękuję. @Charismafilos a myśl ile chcesz. Kto mało myśli, błądzi wiele :) Teraz już wiersz należy do Ciebie, czyli czytelnika. Pozdrówka. @bazyl_prost ano rozwiewa:) Dzięki za wgląd. @violetta no nie wiem:) Miłego wieczorku. @Trollformel dzięki wielkie. @Jacek_Suchowicz Ubawiłeś mnie do łez :D Lubię Twoje rymowane komentarze:) z początku chciałam milczeć skromnie zataić sekret mój wstydliwy i nic by Pan nie poznał po mnie... i wszyscy byliby szczęśliwi:) Serdeczności.1 punkt
-
@Somalija ale nic cię nie rusza, Aga, albowiem jesteś z kamienia... @violetta ja? komiczny? przecież nie wypowiedziałem żadnego żartu...1 punkt
-
1 punkt
-
@Łukasz Jurczyk Fajna jest ta część, znowu uniwersalna. Zbrojenia i wojny zawsze szły w parze z rozwojem techniki, nauki, aby doskonalić metody zabijania i niszczenia. Taka myśl mi się nasunęła. Czyli niewiele się zmieniło w ludziach. Świetnie się czyta Twój poemat. Pozdrawiam. :)1 punkt
-
I bardzo dobrze, byle dalej od chamstwa. I niech wiersz, co ze strun się toczy, Będzie, przybrawszy rytm i dźwięki, Tak jasny jak spojrzenie w oczy I prosty jak podanie ręki. Leopold Staff. Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
@vioara stelelor Jesteś miastem, w którego zaułki i wystawy sklepowe zagląda Twoja dusza, tak jak dusze innych miast i ich mieszkańców tworza się pełne przemijania obrazy. Czy to dużo, czy mało - nie wiem. Czy warto pytać o sens istnienia? Ci co ida, siedza, gubia, mijają, o sens nie pytaja. Piękne wersy, zatrzymał mnie ten: odnajdują spokój niepokój pokój z tobą powtarza wieża kościelna1 punkt
-
piękne zakończenie i jakże prawdziwe czy mamy zniżać się do poziomu chamstwa prostactwa złodziejstwa zdrad narodowych braku honoru a samo się nam nie polepsza :(1 punkt
-
1 punkt
-
Tak, masz rację. Niezależnie od okoliczności, miejsca, czasu. Nawet wtedy, gdy mogłoby się wydawać, że nie ma już przestrzeni ani upoważnienia na obecność.1 punkt
-
Nie uciekaj zbyt szybko w sen - gdy noc nadchodzi, nad głowami wirując karuzelą mgławic. Zostań jeszcze przez chwilę na krawędzi jawy, proszę, przyjmij bez lęku pokorne pieszczoty. Moje usta chcą złożyć na dnie twojej dłoni pocałunek miłości - feerycznie jasny, nadać słowom jałowym znaczenia i barwy, sycić mocą kwitnienia wymarłe ogrody. Nie śpiesz się do krainy, gdzie mrok trąca struny surowych harf - i wicher nazbyt ufne liście - by płonnym cieniem rzeczy wśród rojeń cię tulić. Bądź mi niczym rosarium pod wieczór odkryte w wierszu, który pąkami obsypie pęd suchy, nim nas ciemność przemilczy pod zazdrosnym skrzydłem.1 punkt
-
Przyjaciółki wpadły na kawę, całe w skórach i makijażach. Spojrzały na mnie litościwie - "Musisz być na topie!" - stwierdziły. Moje włosy wzbudziły spory: Za gęste! Odsłoń czoło! Podkręć! Wyprostuj! Zrób loki! Otworzyły następnie szafę: Co za kolory! Niemodne! Za ciemne! Jak z zeszłej dekady! Teraz muszą być pastelowe! A fasony?! Niekobiece! Za szerokie! Już nie trendy! Tu są same modowe błędy! Szafa do wymiany! Jakie masz paznokcie? Też niezrobione! Tipsy to nasze walory! Że co, niewygodne?! Twoje są dobre dla kury domowej! Trendy? Paznokcie? Moda? Ja mam dziecko – i to jest moja uroda.1 punkt
-
Początek konferencji był wielkim zaskoczeniem dla Moniki. Prowadzący wyjaśnił, że obiekt, w którym właśnie przebywali, był jednym z kilkudziesięciu pałaców należących przed wojną do rodu Kasstel. Monika już słyszała to nazwisko na dworcu w Olsztynie. „Może się przesłyszałam?”, pytała sama siebie. Głos zabierali kolejni prelegenci z różnymi referatami. Monice niektóre historie bardzo się podobały, a inne uznała za nudne i nic nie wnoszące. Na koniec głos zabrał organizator i przedstawił wszystkim gościa specjalnego, Wolfganga Grafa von Kasstel. Miał on być bezpośrednim spadkobiercą majątku po stryju, księciu Alexie Kasstel. Ale nie był to koniec niespodzianek. Wolfgang zabrał głos jako prelegent. Wyjaśnił zebranym, że przed wojną Stary Folwark nosił nazwę Druzliten. Zaczął opowiadać o historii swojej rodziny, która nie popierała Hitlera i miała z tego powodu wiele problemów. Ale Monika już dalej nie słuchała. Dla niej było to za wiele dziwnych zdarzeń. Poczuła, że brakuje jej powietrza. Wyszła na ganek. Musiała to wszystko sobie poukładać. - Oto jestem w pałacu rodziny, która wykorzystywała do pracy w swoim folwarku polskich żołnierzy, w tym mojego dziadka. Muszę mu to powiedzieć. - gorączkowo myślała. - Niech nie będzie taki dumny ze swojego rodu! Wolfgang zauważył, że Monika wyszła z sali. Po skończeniu swego wystąpienia, postanowił ją odszukać. Chciał jej tyle powiedzieć. Przede wszystkim podziękować za pomoc w czasie wspólnej podróży. Przedstawić jej swoje plany, związane z tymi ziemiami. Pragnął wyjaśnić, dlaczego musi zająć się rodzinnym grobowcem. Opowiedzieć, jak sprofanowano szczątki jego przodków, o tym, jak płyty nagrobne wrzucano do błota, aby robić z nich chodniki. Dlatego chciał odbudować najpierw rodzinne mauzoleum i uporządkować stary cmentarz. Ale nigdzie nie mógł jej znaleźć. Monika natomiast spacerując wokół pałacu, układała swoją przemowę do Wolfganga. Nagle podeszła do niej znajoma bibliotekarka i zapytała, czy nie chciałaby wracać z nią do Olsztyna. Jest swoim samochodem i może ją zabrać. - Chętnie skorzystam z propozycji! – odpowiedziała. Nie chciała stracić okazji wygodnego powrotu do domu. Żałowała tylko, że nie wygarnęła Niemcowi tego, co ją gnębiło. Może jeszcze nadarzy się okazja – pocieszyła się. Wolfgang wyszedł na dziedziniec. Zauważył, jak Monika wsiada do samochodu. „Dlaczego ucieka?” „Może przeze mnie?”, dodawał wątpliwości. Długo stał jeszcze na schodach dziedzińca i wpatrywał się w przestrzeń parku.1 punkt
-
Wolfgang zakończył właśnie wykład, gdy szef wydziału historii uniwersytetu monachijskiego poinformował, że ma zaproszenie na konferencję. - I to jaką! – tajemniczo się uśmiechnął. – W Polsce, w Prusach Wschodnich! Wolfgang od razu zainteresował się tym zaproszeniem. Będzie mógł odwiedzić krainę swoich przodków, swoje dziedzictwo. Wuj zostawił mu jeszcze misję do spełnienia w imieniu rodziny. Postanowił pojechać bez wahania. „To za trzy tygodnie. Trochę mało czasu na przygotowanie się do takiej podróży”, zmartwił się. Zaczął od oddania do przeglądu swojego 3-letniego Audi A4. Potem załatwił biurokratyczne formalności. Skrupulatnie obliczył trasę. Wyszło mu trzynaście godzin samej jazdy, ale zdawał sobie sprawę, że odcinek w Polsce nie będzie taki łatwy. Wiedział o braku autostrad i fatalnym stanie dróg. Doliczył dodatkowe trzy godziny. W przeddzień konferencji Wolfgang wjeżdżał do Olsztyna. Był zadowolony, bo jak dotąd całą trasę przebył bez problemów. I właśnie wtedy poczuł huk, prawym kołem wpadł do wielkiej dziury w asfalcie i uderzył podwoziem w nierówność. Zatrzymał samochód. Zobaczył zniszczoną felgę i wyciekający olej z miski olejowej. Wściekły zadzwonił do swojego ubezpieczyciela, potem na Policję. Miał szczęście, jeden z funkcjonariuszy mówił po angielsku. Udokumentował zdarzenie i pomógł zamówić lawetę. W warsztacie czekało na naprawę zbyt dużo samochodów, aby jutro jego Audi mogło kontynuować dalszą podróż. Z samochodu zabrał walizkę, nałożył marynarkę i prochowiec. Zdruzgotany sytuacją, poprosił o przywołanie taksówki i pojechał do hotelu „Gromada”. Następnego dnia już o ósmej rano był na dworcu, chociaż odjazd do Starego Folwarku był godzinę później. Kupił bilet i usiadł na ławce naprzeciwko stanowisk, z których wyjeżdżały kopcące Jelcze. Obserwował dworcowe życie. „Jak tu nieprzyjemnie, szaro i smutno”, pomyślał. „I dlaczego tu jest tak brudno”. Nie dostrzegał też uśmiechów na twarzach śpieszących się ludzi. Nagle jakaś kobieta usiadła koło niego. „Wreszcie jakiś kolor”, pomyślał, widząc zwiewną sukienkę na której dostrzegł różnorodność kwiatów. Podniósł oczy na twarz sąsiadki. Ciemne, błyszczące oczy, regularne rysy twarzy i długie kasztanowe włosy zachwyciły Wolfganga. - Piękna! – ocenił w myślach - Może mieć około trzydziestu lat. Postanowił ją zagadnąć: - Przepraszam, czy Pani może jedzie autobusem do Starego Folwarku? Kobieta odpowiedziała w jego języku. Uradowany od razu przedstawił się i zaproponował wspólną podróż. Dowiedział się, że ma na imię Monika. Ukradkiem delektował się jej urodą. Zauważył na jej prawej ręce obrączkę. „Szkoda”, pomyślał. Monika nagle wstała i kazała mu iść za sobą. Wolfgang postanowił robić to, co ona. Wyjął z kieszeni bilet i też wyciągnął rękę do góry, dzięki temu ludzie przepuszczali ich do autobusu. W autokarze Wolfgang wyjął telefon i zaproszenie, w którym znalazł numer organizatora konferencji. Zadzwonił. Wyjaśnił mu, co się stało z samochodem i pytał czy może liczyć na pomoc w powrocie do Olsztyna. Usłyszał też prośbę, aby na konferencji przedstawił najnowszą historię swojej rodziny. Na to nie był przygotowany. Zobaczył, jak Monika z torebki wyciąga takie samo zaproszenie. Zrozumiał, że jadą w to samo miejsce. Szczerze się z tego ucieszył. Wolfgang zaczął przyglądać się krajobrazowi. Przecież był w „swoich Prusach Wschodnich”. „Ale co mam powiedzieć na konferencji”, zastanawiał się. Wyobrażał sobie życie w wielkim gospodarstwie swojego stryja Alexa. Piękny, królewski pałac, siedziba rodu znajdowała się tylko piętnaście kilometrów od Starego Folwarku. Ze wspomnień wuja, wiedział, że sowieccy sołdaci wszystko rozgrabili. Pałac podpalili. Nie jest tylko pewien, czy celowo, czy też z głupoty. Jeden z polskich jeńców po wojnie opowiadał, że czerwonoarmiści chcieli się ogrzać i rozpalili w pokoju na piętrze ognisko. „Moja rodzina nie popierała Hitlera, ale Polacy w to nie uwierzą”, myślał. „Będą sądzić, że chcę wybielić swój ród. A przecież wujek Alexa, Heinrich, uczestnik zamachu na führera zapłacił za to życiem. Sam Alex odmówił wydania rozkazu rozstrzelania jeńców wojennych. Co mogę jeszcze opowiedzieć?” Z tych rodzinno-wojennych wspomnień został wyrwany przez Monikę, która kazała mu wysiadać. Na przystanku Wolfganga witał organizator konferencji ze strony niemieckiej oraz troje uczestników z Monachium. Zadawali mu wiele pytań, sypali różnymi propozycjami. Wszyscy wreszcie skierowali się w kierunku pałacu, w którym m.in. znajdował się hotel. Piękna, biała budowla w stylu włoskim zachwyciła Wolfganga. Do tej pory widział ten pałac tylko na zdjęciach.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne