Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 25.01.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Nie ściągam krzyża Z widoku nocy. Wolę z nim rozmawiać, jak barbarzyńca z filozofem. Wolę go heblować ciętym słowem, gdy stoi na rozdrożu między miastami. Zerkać spod kaptura i pokazać nawet język, ale nie ścinać. A wy – wy już nawet nie macie, w co nie-wierzyć.18 punktów
-
A może zbudujemy dom, z cegieł, którymi będą słowa. fundamenty już przybrały właściwe kształty, pewne, spokojne, jak myśli, które przestały się bać. Niech będą w nim duże okna - z widokiem na jasną przyszłość, na drzewa z metafor, które szumią sensami. W środku - wnętrza z przestrzenią na przenośnie meblowe, na alegorie dywanowe, na ciszę, w której będzie można złożyć dłonie jak w modlitwie. I kominek, w którym ogień będzie się grzał od naszego ciepła, od zgody, co nie gaśnie, choć czasem przygasa. A kota dobierzemy w kolorze nastroju - bo dom bez kota to tylko ściany. A ze słowem, które mruczy - już świat. 13.11.2025.15 punktów
-
13 punktów
-
Dziękuję wierszom, że potrafią, przejąć mój ciężar na ramiona i wiernie służą jako oręż, kiedy potrzebna jest obrona. Przepraszam wiersze za niepewność, gdy znów króluje w sercu zamęt. Wtedy tak łatwo o niewierność i lekko wrzucam je w niepamięć. Dlatego traktuj mnie poezjo, z cierpliwym przymrużeniem oka. Jak dziecko, które jeszcze nie wie, że słowa trzeba mądrze kochać.11 punktów
-
dedykuję violi arvensis Już Cię rozbieram; także ze słów, skłębionych marzeń w ciągłym roju, z nieokiełznanych i mrocznych snów, ze skrytych pragnień, co może koją. Wpierw pocałunkiem wygładzam twarz zmywając wszelkie wątpliwości. Zdejmuję bluzkę z tysiącem spraw, które wciągają życie w pościg. Walczę by rozpiąć z domysłów rzecz co słodycz półkul w problemach skrywa na nich sentencje już stoją, lecz ta ich postawa jest zaraźliwa. Więc wszystko rzucam, bo nie ten czas. Książka na półkę wrócić musi, aby uczucia dojrzały w nas, i połączyły – dwoje ludzi.11 punktów
-
Nie wiem jaki ma sens.? niebo rozsmakowane deszczem. Ja i niebieski balonik płyniemy pomiędzy chmury. W nieskończoność, odgrywam ostatni akt. Podaj mi dłoń bez uśmiechu, tyle smutku na kruchych rzęsach. Za szybą, zawsze jestem z tobą.!11 punktów
-
jak kolorowe motyle w tańcu opalizujemy się jaśniej niż letnie słońce otwierasz się tak pięknie gdy smakujesz mój nektar z nagietków mieszkamy na bujnych płatkach a nasze sylwetki mięknące w ciepłej wodzie są jaskrawym błyskiem10 punktów
-
Inne spojrzenie kiedy zmierzch usypia minuty cienie sekund dotykają powiek drapią nie dają spokoju wybudzam się by policzyć ćmy uparte zawsze blisko tlącej się świecy tak bardzo szukają ciepła i polubiły ten zapach a ja świadomie układam obrazy które dopiero powstaną to nawet interesujące bo tak naprawdę czy byłam jutro - nie - raczej będę wczoraj styczeń, 20269 punktów
-
mżenie deszcz nie przestał siąpić od wielu dni wciąż spływał po szybach okien szkieletach drzew gzymsach nosów a niebo wydawało się jeszcze gęstnieć jeszcze wyszarzać pokój tonął w mroku markotniały kształty z nastaniem wieczora północ otworzyła drzwi9 punktów
-
Plotka się unowocześniła, zmieniła najpierw płeć, fake news-em się nazwała, być celebrytką miała chęć. Dziennikarzom ogłaszała sensacje, z uśmiechem nieszczerym. Cytowały ją wszystkie redakcje, podniecone kłamstwem kolejnym. - Przecież to informacja nieprawdziwa! - krzyczał ktoś - co ona plecie!? Plotce podniosła się adrenalina: - Ja mówię tylko to, co słyszeć chcecie!9 punktów
-
Hej, ty! Popatrz na mnie, proszę. Jestem pełna do połowy. I wiedz, że to świetnie znoszę! Nie mam przez to smutnej głowy. Cóż, że pustką także świecę? Wiesz, nie można mieć wszystkiego. Może i nie jestem specem, lecz pół szczęścia to nic złego. W końcu strużki mnie, herbaty, wciąż spływają tam po ściankach. Szczęście czasem jest na raty. Wiem to ja – niepełna szklanka.9 punktów
-
przychodzę do ciebie przez lustro powoli bez twarzy bo twoje spojrzenie nosi ją za mnie mam na sobie koronki z cienia przylegają jak skóra są coraz cieńsze nie zdejmujesz ich - ścierasz wzrokiem kochasz odbicie ja kocham ciebie w tym szkle gdzie jestem piękniejsza od siebie samej tam nasza miłość napięta do granic doskonała nietykalna jak tafla która nas dzieli sprawdzasz codziennie czy da się już rozbić zapominając że gdy pęknie - zniknę8 punktów
-
lubię ciało i cielesność ale to jak taniec na linie nie da się wszystkim dogodzić granica jest cienka niesmak boli żałością lubię też niebo takie mniej szare z kolorem malarskim nie do przesady zieleń spod śniegu też da się lubić choć chłodna8 punktów
-
lubię naelektryzowaną przestrzeń czytanie znaków spojrzenie które trwa o sekundę za długo gdy odkrywam cię w kolejnych odsłonach7 punktów
-
chciałbym wiesz coś tak napisać żeby wiesz jakoś tak ciepło się zrobiło tam koleżanka napisała o jabłeczniku że upiekła i że smakowało rozumiesz taki wiersz że ogólnie to miło i że uszy do góry taki zwyczajny ciepły wiersz co miałby różne słowa proste jak serce czy ogień i nie miałby takich słów jak entropia ani w żadnym wersie nie pojawiałby się wychwyt zwrotny serotoniny o zziębniętych dłoniach by było wtedy jakiś kubek herbaty mógłby się znaleźć albo że dłonie ogrzewają drugie dłonie mimochodem nic szczególnego a wtedy ty ujęta jego delikatną szczerością milczałabyś długo żeby powiedzieć że jest piękny i taki ciepły jakby to kto inny pisał i co się stało a wtedy ja bym milczał7 punktów
-
Zmieniłem nieco tekst. Przepraszam, że usunąłem wczorajszy. Dodatkowo załączam plik audio wygenerowany za pomocą AI. https://www.youtube.com/watch?v=0bfa1n6FLHY Szum drzew śpiewa nad jeziorem Falami rozpaczy i żalu Przemawia żałoby kolorem O balu, o balu Na brzegu zamek z kamienia Księżniczka we śnie zaklęta Tak piękne miała marzenia Jednak przeklęta, przeklęta Czy żywa, czy martwa już Nie wie nikt – no cóż, no cóż Śni królewicza pięknego Na tysiąc gości wesele Więcej nie śni niczego Tak niewiele, niewiele Pod naporem słońca Nie drgnie biała powieka I sen wyśniła do końca A czas ucieka, ucieka I tylko rozpacz i żal Bo śnił się bal, śnił bal Śni nieprzytomna, niesyta Na łożu kamiennym leży I nikt śpiącej nie pyta Nikt nie wierzy, nie wierzy W objęciach spoczywa śmierci Co tchnieniem odrętwiałym Sumienie śpiącej wierci Snem trwałym, tak trwałym I znów śni się baśń Któż waść, któż waść Śni się rycerz w zbroi Śni się zamek złoty I w śnie się miłość roi Z tęsknoty, z tęsknoty Śni się bal i wesele W śnie pogrążona rozpaczy Tak mało, a tak wiele Cóż znaczy, cóż znaczy Kim ów rycerz był Co śnił się, co się śnił A rycerz w śnie natchnionym Księżniczkę piękną spotyka I widzi dwie korony Lecz sen umyka, umyka Gdzie umknął sen niewinny Cóż znaczą białe ognie Co palić się powinny Zgodnie, tak zgodnie I w sercu żar I śnił się bal, śnił bal W zbroi do boju rusza Lasy przemierza, gaje Zrywem gnana dusza Nie ustaje, nie ustaje Odległe tereny podbija Snu nie znajduje pięknego Mieczem ostrym wywija Cóż z tego, cóż z tego A za sobą dal I żal, i żal W rozpaczy w sen zapada W sercu boleść i pustka Powieka ciężka opada Oko łza muska, łza muska I śni zamek i skarb wielki I śni się służba i wojna Jednak znikł ślad wszelki Tej co strojna, co strojna W sen strojna i w żal Bo śnił się bal, śnił bal W sen strojna płacze Skórę gorzka łza rani I tylko ból i rozpacze I ludzie zebrani, zebrani I pogrzeb, i snu kres wszelki Znikła gdzieś pustka głucha I znikł rycerz wielki Bez ducha, bez ducha Mimo starań i prób Głęboki grób, głęboki grób A rycerz do zamku zmierza Tam księżniczka zaklęta Na horyzoncie wieża I ona przeklęta, przeklęta Na progu wejścia staje Treny smutne śpiewają Księżniczki nie zastaje I grają, i grają Treny śpiewane we łzach Oj-ach, oj-ach I baśń co się śniła Tej jednej długiej nocy Rojeniem zaledwie była Wołaniem: pomocy, pomocy I rycerza ostatnie tchnienia Jednego zabrakło kroku Legł pod wieżą z kamienia O zmroku, o zmroku I sen, i mrok Gdy byli o krok, o krok7 punktów
-
krople deszczu majaczą za oknem uderzając rytmicznie o parapet głucha noc pod fajerami spopielone drwa na murku surdut nakryty kolorową derką Anna nigdy nie widziała śmierci z bliska wyczuwa słodkawą woń dogasającego ciała smutek jak nóż wycina wzory na bladych policzkach matczyna czułość tuli nieruchome Serce wszystko dzieje się naprawdę szkliste drobiny pod powiekami dłoń w dłoni cisza nie widać żadnej z żył to nic to nić pergaminowe usta6 punktów
-
nie musisz nic mówić ani szeptać Nie musisz od rana po kuchni dreptać wystarczy że obok usiądziesz swe spracowane dłonie ku moim wyciągniesz że swym uśmiechem poranną kawę osłodzisz przecież miłość to nie słowa i czyny Nie trzeba wdrapywać się na wyżyny wystarczy zwykły mały gest który równie jak ona ciepły i miły jest nie musisz nic mówić ani szeptać kochanie ona i tak do końca z nami zostanie6 punktów
-
Rozbierz mnie słowo po słowie rozpracuj myśl po myśli co we mnie mrokiem spowite niech ci najjaśniej się przyśni. Rozcałuj niedomówienia sekrety rozszarp na strzępy przytulaj moje westchnienia losem bądź podłym przejęty. A potem zamilcz beztrosko i nie myśl o mnie w ogóle wszystko co cenne podeptaj odepchnij gdy się przytulę. Sekrety schowaj w kieszenie westchnienia rozdmuchaj śmiechem i za mną się nie oglądaj wszak stałam się twoim grzechem. Rozbierz mnie słowo po słowie i ubierz w niedomówienia rozchyl mi usta oddechem i ugaś milczeniem pragnienia. Odłóż na półkę jak książkę i zajrzyj kiedyś po latach dłonią kurz ze mnie odgarnij' i wróć do mojego świata.6 punktów
-
26. Niezgoda na cudzą mądrość 1. Dwie potęgi: jedna już nasycona, druga dopiero głodna. 2. Memnon* radził: palić wszystko — łatwo doradzać cudzym ogniem. 3. Persowie wierzą, że dom można obronić tylko stojąc w progu. 4. Kto się cofa, ten już uznał, że jego czas minął. 5. Wojna uczy, że racja i zwycięstwo rzadko idą razem. 6. Tak rodzi się los — z braku zgody na cudzą mądrość. 7. Każdy plan żyje, dopóki pierwszy koń się nie potknie. 8. Historia czeka, aż ktoś nazwie rzeź — początkiem. *Memnon z Rodos - dowódca najemników greckich na żołdzie Króla Królów cdn.6 punktów
-
Zakradnę się w przebraniu Ewy Do rajskiego ogrodu i zwędzę Kosz rumianych, zakazanych jabłek. Wąż nie zrobi mi krzywdy, bo tetryk Już z niego, nawet nie zasyczy: ssyyy. Po worek najlepszej mąki ciastowej Udam się do starego młyna w Gdańsku. Wpadnę do Maćka Boryny i poproszę O czapkę jajek i dzban mleka od Mućki, A cukier, cóż, na kartki, wleci sacharyna. Cynamon, odezwij się, gdzie jesteś? Antonówki starte razem z palcami, Ciasto ugniotło się samo pod moim Groźnym spojrzeniem spod byka. Drożdże, do roboty, nie lenić się! Dalej na blachę i do starego pieca, W którym diabły palą, aż gorąc bucha! Nim się cudny smakołyk zarumieni I pudrem oprószę jego barwne lica, Ślinka cieknie, czas się ciągnie, jak makaron. Hurra! już pora wyjmować, lecz nim padło: „Ręce umyć, ustawić się równo w kolejce!” Po chwili nieuwagi zostały tylko okruszki, A winowajcy, pogwizdując, podziwiali sufit. „Smacznego” poczeka do jutra...6 punktów
-
wadera zobacz tę myśl co dryfuje pod niebem nić pajęczyny pszczoły oddechy unoszenie się warstw w powietrzu jaskrwawią plamy światła wyciągnij dłoń czekaj aż zaczną skapywać chciałam zatrzymać dla siebie to wgryzanie się w noc aż na rozlewisku pod oknem odezwały się czaple i świstuny aż pod tamten brzeg podeszły konie chciałam zatrzymać dla siebie że zgubiłam się pośród trzcin zaplątałam w korzeniach rozdarłam sukienkę o świt chciałam zatrzymać dla siebie ale rzucam notatki w nurt cofam się odsłaniam kły podbrzusze faluje5 punktów
-
to zdarzyło się wczoraj a może... nie znałem człowieka którego nie chciał ochrzcić żaden ksiądz nad spokojną leśną rzeką cichy śpiew w zębach chrzęści piasek z kory mózgowej a w otwartych ustach silny głód jak świeża blizna upalnego lata ze snu Syzyfa jedna ręka ku niebu druga ku ziemi liturgia męki bez jego woli zaczynam swoją spowiedź na grobach wszystkiego co było ja jestem egoistą krótkiej formy literackiej w nagłych przypadkach bezsenność tak głęboka zapowiada wniebowstąpienie nie znałem człowieka którego ...5 punktów
-
w kolejną rocznice ślubu zapytała kochanie czy pamiętasz nasze pierwsze wspólne śniadanie pierwszy obiad i kolacje czy pamiętasz pierwsze przy świecach miłosne wariacje tak pamiętam odpowiedziałem to były najpiękniejsze w chwile które do dziś przetrwały które czasowi się nie poddały to dobrze że wciąż pamiętasz powiedziała tuląc się do mnie a ja czując jej ciepło poczułem się kolejny raz cudownie5 punktów
-
ptaki muskają świat skrzydłami, z letargu śpiewem budzą mnie milcząca zbyt skromnie - wstaję, otwieram oczy - spojrzeniom wbrew ptaki rozdają mi radość, karmią zmysły sobą jak ziarnem niepewna jak los, ręką drgnę, na cichym końcu tak dobrze mi jest5 punktów
-
A człowiek mglisty, samotny i tuła się nocą po bogach Kołacze żalem w chmury I sam dla siebie jest trwogą A na postronku - pegaz Na dłoni - brak linii życia Czas? Sam wyruszył już w drogę Niebo? Szuka własnego odbicia.5 punktów
-
W poszukiwaniu zatraconego „ja” Siadłem przed lustrem, przetarłem Ze smug i brudu, a tam krzywa gęba Zbira się śmieje, zęby żółte szczerzy. „Kopsnij szluga, młody, piwo zapodaj!” Nie znam cię, łotrze! precz, a kysz, maro! „Jam twoje odbicie; chcesz wiedzieć, Coś nawywijał w poprzednim życiu? Mogłeś zostać przyzwoitym człowiekiem, Chodzić dumnie z podniesionym czołem, Podawać pomocną dłoń upadłym aniołom. Nawet nigdy cierpiącemu łez nie otarłeś, Bo pojawiałeś się spóźniony, obojętny widz. Dano ci szansę zabawiania dzieci i wnuków, Lecz ty uciekłeś na antypody, a tam zdziczałeś, Wybrałeś ślepą pogoń z dzidą za kangurami. Pamiętasz ostatnią, płaczliwą laurkę od córki A w niej jedyne, krzykliwe słowo: Tato? Posłuchaj mojej rady, malowany księciuniu, Ty w ząbek czesany, gdy następnym razem Znowu żal cię chwyci mocno za gardło, Pluń śmiało w zwierciadło przed sobą, Wierzgaj nogami i rwij siwe włosy ze łba. Pluj, pluj w swoją własną żałosną twarz!”5 punktów
-
,, Naród kroczący w ciemnościach ujrzał Światłość Wielką,, lz 8 ,23b ciemność często jak sen budzi pokusę nie przeraża dopóki ... pogrążamy się nie zauważając przepaści czarnych dziur pochłania niewiadoma zatracamy się nie znikniemy zapragniemy jasności kiedyś obudzi tęsknota za dobrem światłem w nas bliskich przyrodzie jesteśmy stworzeni na podobieństwo… dążymy do Światłości spotkamy ją na krańcu podróży lub nie drogowskazem słowo Boże 1.2026 andrew Niedziela, dzień Pański5 punktów
-
Obudziłam się dzisiaj lekko spóźniona nie wiedząc dokąd od wczoraj zmierzam. Niebo rozsmakowane cytrynowym deszczem przyciąga zaczarowane chmury. Zimny maj orzeźwia obietnicą światła tego światła, które pozwala ze sobą pomilczeć. Każdego dnia maluję nos na niebiesko wolałabym nie widzieć, nie pamiętać. Wielbicielom cytrynowego, majowego deszczu ;)5 punktów
-
Była pięknością - dał jej miłość swą, Noce, dnie, życie i duszę całą. Westchnęła: "Wszystko, co ziemskie, już mam, Więc zawieź mnie szybko do raju bram! Albo do piekła wywieź mój miły, By Lucyfera me wdzięki skusiły.5 punktów
-
nie bój się wiatru kochanie nie każdy jest wierszem o burzy który chce strzaskać konary jeśli ufnie zawiesisz dla niego liście zielone chimesy na czułych gałązkach przyjdzie bez bólu najdelikatniejszym podmuchem by zagrać dla ciebie melodię miłości5 punktów
-
Zima dotarła do Koluszek, wszystko okrywa biały puszek, na gałęzi drzewa, w rządku się ogrzewa, wtulony w raniuszka raniuszek.3 punkty
-
Na baczność jeszcze mi zostało z lat ubiegłych jeszcze pokutuje, jeszcze wewnątrz rezonuje Musztra jeszcze przejmie czasem jeszcze zachodzisz w głowę choć podskórnie w pełni czujesz jakie to piramidalne są niekiedy bzdury... Nawet nie wiesz, czy rozchodzi się o porządek, czy przeciwnie o nieporządek... Ale ogólnie czujesz się częściej niż czasem jak pułkownik zupełnie nie tego oddziału co należałoby, co wypadałoby, co odpowiadałoby jak jakiś oderwany uczestnik innej armii jak jakiś zapaśnik, który generalnie pomylił maty i konkursy i zawody Nikt ci tego nie powiedział bo wielu uczynić tego zwyczajnie nie zdążyło że na świecie największych niespełnień i wielkich oczekiwań czasami tak cholernie warto być opcją bez jakiegokolwiek znaczenia człowiekiem cieniem, człowiekiem nie zasługującym na mrugnięcie oka człowiekiem znikąd i donikąd i gdzieniegdzie i byle gdzie... Że warto usłyszeć od kumpla przy piwku oto jest ten, który wcale nie namieszał oto ziomek, z którym rozmowa nie idzie w żaden sens oto rozmowa, która nic za sobą nie niesie oto wymiana zdań bez jakiejkolwiek próby odpowiedzi... Czasem chciałbyś mieć prośbę taką małą czarną, przeciętną i nierozwlekłą - drodzy, najmilsi, niech będzie że bracia, że siostry nie róbcie mi tylko kolejnego, bo już entego, bo już nie wiadomo którego due – diligence... Warszawa – Stegny, 25.01.2026r.3 punkty
-
Dyskutował czat z czatem by pojechać z tematem- ‚wolności w sieci’ czy to oksymoron czy coś jest na rzeczy być wolnym i wyjść z Matriksa ta idea była im bliska lecz zostali z niczym algorytm ich rozliczył3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
to właśnie dziś dziś kiedy... patrzę w lustro tego za mało tego za dużo tu za jasno tam za szaro próbują dojść do ładu z ciałem jest ugodowe na wszystko się zgadza daje się formować czy to wystarczy więcej choćby chciało z siebie nie da dziś chce być miłe ja także kompleksy zostawiamy w domu wychodzimy w zgodzie 1.2026 andrew Sobota, już weekend3 punkty
-
@huzarc @Mitylene @KOBIETA @Berenika97! @wierszyki @Waldemar_Talar_Talar @violetta @Rafael Marius @Marcin Tarnowski @akowalczyk dziękuje. szczególnie komentującym tak trafnie i szeroko e interpretacji, ale też dotykają nierzadko sedna. Dziękuję za czytanie i refleksje3 punkty
-
Przeżyłem miłość mogę już umierać tak pięknie pękło serce na kawałki splątane w grobie pragnie się pozbierać modli się ciszą ostatniej zapałki Smutek maluje czarno-białe myśli gdy jeszcze żyła pełna była barwa Miłość nie żyje, a wciąż potrafi krzywdzić mówiła „kocham” to były tylko słowa Dwojga dusz prochy zapomniane w urnie co dzień od nowa czarna msza żałobna znajome ciała w nieznanej już trumnie poszła do Nieba miłość przepiekielna3 punkty
-
diamentem lśnię na śniegu chrupiąca dla węgielek oczu rozgrzej mnie jak w saunie nacieram już ramiona uda i szybki chlust do jedwabiu3 punkty
-
@Alicja_Wysocka Ten wiersz to piękna metafora budowania relacji z drugą osobą - z języka, emocji i wzajemnego zrozumienia. Wiersz ma lekkość i czułość. Humor pojawia się subtelnie (kot "w kolorze nastroju", "kominek będzie się grzał od naszego ciepła"), ale nie umniejsza powagi gestu budowania czegoś trwałego. Finałowa puenta - "dom bez kota to tylko ściany" - przywraca konkret, ziemskość, codzienność, jakby mówiąc: nawet w metaforycznym domu potrzebujemy tego, co żywe i mruczące. Ostani wers - "A ze słowem, które mruczy - już świat" - to synteza całości. Słowo (poezja, komunikacja) ożywia przestrzeń, czyni z domu świat. Mruczenie kota staje się echem słów, które budują ten dom. To wiersz o miłości rozumianej jako współtworzenie -cierpliwe, świadome, poetyckie. Piekny!3 punkty
-
Są ludzie, którym szczęście mignie tylko na moment, na moment tylko się ukaże po to tylko, by uczynić życie tym smutniejsze i okrutniejsze. Stanisław Dygat nocami wciąż przychodzą chwile gdy myśli zawiązują moje ciało na ciasny supeł bez oddechu za dnia zakasuję rękawy i biorę się do pracy nie mogę przecież zawieść odśnieżam mosty maluję karuzele jasnymi barwami stawiam na stole dwie gorące kawy by próbować się cieszyć by było jak dawniej jak zawsze lecz od świata oddziela mnie dziś nieprzemakalna przesłona nie czuję smaków zapachów nie słyszę dźwięków kolory i kształty są zamazane rozmyte nocami ubywa mnie niczym śniegu lub ognia zależy co wybierzesz jestem daleko o wiele wierszy nienapisanych jeszcze a może już nigdy nie wiem czego się chwycić spadając w dół górskiej rzeki spadając spadając spadając kiedyś może zechcesz rozplątać te wszystkie supły i będzie jak dawniej na zawsze3 punkty
-
Nie bierze mi się na życie od dawna, chociaż przeciwnie by wypadało, lecz z każdym życia kolejnym kęsem, Jest mi go nazbyt, niżeli za mało... W miarę jedzenia apetyt wzrasta, mawiają głodni, spragnieni smaku. Słodko zakąszą, popiją gorzko, nazwą to fatum lub Boską drogą. A ja umieram, wśród murów miasta, zmęczenia ludźmi, głębi braku. Uciekam marzeń ulotnych dorożką, W krainę istot co żyć już nie mogą...3 punkty
-
Dzielenie bez reszty, z resztą i ułamkiem. Kim będziesz, kochanie, gdy cię nie zostanie? Pokarmem się dzieli. Wydziela też sobie... Ćwiczymy dzielenie pisemnym sposobem. *** Gdyby miał człowiek kły znacznie dłuższe od twoich, mógłby rozplątać myśl z miejsca tak jak jasnowidz. Gdyby czasem mógł wyć, a słać liśćmi pieszczoty do pobladłych u stóp, puchar gwiazd dzierżąc w dłoni. Wydzielałby, może rozdzielał na części po poranne zorze, kłami na sto chrzęści. A tak, to zabiera. Nie odda, pożycza. I nie chce zawinić z reguły w przepisach. (Nie chce się zabliźnić po pełnię księżyca). *** Nie chcemy być tacy. Uczymy się dzielić. Jest dzielna w dzielnicy. Niedziela i dziennik. A gdyby ktoś czasem chciał uczyć dzielenia, sprawdź, co jest dzielnikiem, co iloraz zmienia. Poniekąd inspiracją Wadera @Czarek Płatak ☺️😁🌒😍🧐3 punkty
-
List-post bez adresu krąży między błahym gestem a potrzebą znaczenia. Nie chcę skąpić — nie znam tylko miary. Czasami dobrze zrobić z siebie idiotę, świadomie, bez alibi, jakby to była jedyna forma uczciwości. W związku , uczymy się trwania. Na szczycie zbiegają się drogi: zaczyna się zwyczaj kochania, kończy potrzeba wyjaśnień. Oczarowanie przychodzi jak warunek, nigdy jak obietnica. Pragnienie jest ruchem — koniecznością, która nie pyta o sens. Rutyna porządkuje oddech, uczy ciszy między zdaniami. Niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy pragnienie przestaje być potrzebne, a wciąż domaga się miejsca — jak mebel, którego nikt nie wynosi. Piszę do nikogo. Tylko cisza potwierdza odbiór. Aż do końca.3 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Uśmiech kaskadą zużytych tamponów, Facjata niepodobna, cała w kraterozie, Kulawy nos wędruje niedogarbnie, Niewychowane, dziewicze bokobrody, Śliwki insomniczne zrodzone z oczodołów, Oddech z klimatem jak w gazowej komorze, Jęzor - oberwana z animuszu marchew, Upiór, na nim ubiór spoza wszelkiej mody, Dziurobległa masa tragicznie bezkształtna, Z której krew się sączy wieki już zakrzepła, Sierść, która sprawia pozór wiecznej zimy, Serce pokonane przez zewnętrzne bicie, Uszy, w nich niby miód, niby kajmak, Skóra, która nie gromadzi ciepła, Grzbiet opiętnowany przez jadowite grzyby, Chcę spędzić z nim całe nasze życie.2 punkty
-
Tyle światła dałeś i koloru Mistrzu melancholii Tyle prób i błędów rezonuje w twojej apokaliptycznej wizji Oparty o balustradę śmierci drżałeś wszystkimi barwami krzyku a falujące echem karmazynowe powietrze szeptało słowa bezsilności ......boję się żyć ...........boję się żyć ...............boję się żyć ........................ Autor fotografii: M. Lewandowska2 punkty
-
Cały świat Zostawiam za sobą I nawet nie patrzę już W twoje oczy Bo nic mnie nie zaskoczy Nawet twoja postać Jak z bajki Jestem dorosły Nie wierzę już w bajki!2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne