Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 29.12.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
"Nie odchodź" - prosi wiatr błądząc w sitowiu, gubiąc horyzont w kołysaniu trzcin. Też tak proszę, gdy twój dotyk płynie po mojej skórze. "Zostań" - szepczą wodorosty oplatając kostkę wędrowca, nie wiedząc, czy ratują, czy topią. Jeśli uchylisz drzwi do swojego spojrzenia - utonę w nim cała. "Nie gaśnij" - krzyczy noc, liżąc brzegi ostatniej krwawiącej gwiazdy. A ja chcę tak krzyczeć, gdy czuję, jak w twoich oczach eksploduje blask. "Zwolnij" - błaga chwila, nie chcąc tak szybko stać się przeszłością. I ja błagam próbując odcisnąć w pamięci fakturę twoich ust "Wypełnij mnie" - woła ziemia przyjmując deszcz , by nie utracić tego, co dotknęło jej wnętrza. Chcę tego samego. Gdy twoje imię rozpada się na języku, i stajesz się częścią mnie. inspiracja: Wiersz Anny Ciarkowskiej21 punktów
-
Wiersze nieczytane Wiersze nieczytane odchodzą zakładają szpilki albo gumowce kapelusz albo kaszkiet czasem melonik albo welon wychodzą bez słowa albo trzaskają drzwiami rozbijają lustra huśtają się na tęczy albo w kropli rosy załamują skrzydła ciszą oplątują drzewa siadają w pustych gniazdach i czekają na wiosnę albo na miłość krusząc kopie smutku w szklance mocnej kawy13 punktów
-
Każdy mój ruch jest poczęty z bezsilności. Na planszy mojego życia, wszystkie pola są śmiercionośnymi pułapkami. Dlatego najlepszym sposobem wydaje się, utonięcie w myślach. Sennym bezruchu, któremu bliźniacze wsparcie okazuję Twoja obojętna i skupiona na błądzeniu po klawiszach fortepianu twarz. Ty nadal grasz. Palcami, kościstych kłamstw. Opuszkami, chłodnych uśmiechów. Knykciami, zdradliwych, porannych pocałunków. A ja ciągle myślę nad kolejnym ruchem. Minutą, godziną, dniem. Gdybym tylko wiedział ile mi pozostało czasu? Ile nam go bezcelowo ubyło? Ile zabrały wieczory, pełne tulenia i szeptów? Ranki chłodne, łaknące rozgrzania w miłosnych uniesieniach. Podróże słów do naszych serc i dusz. Ukrytych za grubymi murami niedostępnego egoizmu. Uwielbienia własnego ja. Ty - trującą lilia. Ja - doskonały narcyz. Mogę tylko patrzeć ukryty za zwartym szykiem swych wojsk. Pionów, co pieśń bitewną wznoszą. Bez wahania, oddają ofiarę z życia. Zabierając w zaświaty, tylu wrogów ile zdołają Gońców rozesłałem. Wrócili z niczym przed moje oblicze. Zapomniałem już. Jestem sam i sam muszę podjąć decyzję. Nie mam sojuszników ani przyjaciół. A wroga tylko w Twej osobie. Konie, rwą murawę pod sobą. Podkutymi kopytami. Ich oczy przekrwione, ślą pioruny z nienawiści złożone, na wrogie szańce. Parskają i rżą niespokojnie, chcąc rwać cwałem ku miłosiernej śmierci lub wiecznej chwale. Kaptury kolczug lśnią, nad ceglanymi blankami wież. Kusze załadowane bełtami z miłosną trucizną, wcelowane w Twe serce. Czekają jedynie na sygnał by rozpętać piekło. Królową, wygnałem na Twój koniec planszy. Po cóż mi szpieg i kłopot w oddziale. Chodzi mi tylko o Ciebie. By Cię pokonać. Zniszczyć i upokorzyć. Przed światem i ludźmi. Osądzić i osadzić w lochu. Gdzie Twój krzyk i szloch, będą wieczną udręką. Za grzechy nasze. Których ja jednak nie żałuję. Spojrzałaś przez ramię na mnie. Nie grasz? Spytałaś zdziwiona. Myślę nad ruchem. Odparłem. Jak chronić króla. A zabić. Najlepiej jednym, dobrym ruchem. Niepotrzebną królową.8 punktów
-
Tak jakby słońce trochę przygasło. I nie, nie nad horyzontem. To nie jest kolejny wieczór. Butelka Bordeaux na białym piasku. Muśnięcia fal przygarniają coraz bliżej i mocniej, wciągają. Lampek nigdy nie było, bo nie ma czego świętować. Słona woda obmywa stopy, otula. Zimny wiatr wyciska łzy. Słońca jakby mniej i mniej, a puste niebo nie oczekuje sztormu. Zamknięte w zielonkawym szumie myśli blade w poświacie księżyca zostają nagie, bez zbędnych słów. A ona dotyka spokojnie, delikatnie. Zaprasza miękkim ruchem w stronę kipieli. Nie mówi, czy dobrze, czy źle, nie obiecuje. Wino rozgrzewa płuca i żyły. Umysł przerabia zakamarki pamięci i miota się między teraz a kiedyś. To był bardzo dobry początek. Piwo dobrze smakowało w knajpie, ale rzeczywistość nie odpuściła. Ściśnięta kotłującym się światem w tym małym punkcie taniego życia udowodniła ponownie, że wszystko się kończy. A ja nazywałem cię kiedyś przyjacielem.8 punktów
-
niejeden raz z głowy do serca droga bywa daleka może szybciej tam dotrę jesli będę miał lżejszy plecak7 punktów
-
do ust przymarzły utracone nadzieje i na wpół pożarty przez obce myśli i wycieńczony polodowcowym głodem ssę korę drzewa można powiedzieć taka tradycja tam gdzie biel kłuje w oczy aż dzień powściągliwy żegna złotem i purpurą chęć życia wtapiam się w horyzont aby po zmierzchu wykrzyczeć wszystkie przekleństwa jakie znam i usprawiedliwić swoją nieobecność o brzasku z panem bogiem przytulam rzeczne kamienie pogrążone w głębokim śnie6 punktów
-
-Mistrzu, ludzie ufają Bogu Najwyższemu. -Nie chcą stanąć naprzeciw śmierci samemu, wierzą, że jeśli będą z Bogiem po swej stronie, pośmiertna nicość ich na pewno nie pochłonie. tak więc zaufanie im się zwyczajnie opłaca, jak inwestycja, która po stokroć się zwraca.6 punktów
-
świat to nie tylko choroby i wojny smutek czy głód wiatr i deszcz świat to orszak pełen miłości dumnych drzew uśmiechu i tęcz świat to droga to kamień i głaz niebo pełne fajnych gwiazd świat to poważny listopad czuły grudzień kapryśny kwiecień cud maj świat to potęga w nim wiele cyfr które nie mają zakończenia świat to świat zawsze będzie więc nie kłam że ci to obojętne6 punktów
-
Przyjdzie kochać, niech nie przejdzie. Nie chcę wiatru, nie chcę deszczu. Chcę jak promień wejść pod skórę i poszukać z Tobą sensu. Twoje słowa, wspólne chwile, które są po prostu nasze, w górę niosą, jak motyle, do Krainy Słowa Zawsze. Tylko gdzie jest ta kraina? Skoro życie jest skończone i dla wszystkich jeden finał: ciało w ziemi roztopione. Sama podróż jest wartością, do bram wiary, w głębię serca, do wspólnego szczęścia, losu, który pragnę z Tobą spędzać.6 punktów
-
W kominku ogień rozwiał wiatr zakręcił czarodziejsko chwilą i rozlał w pokój mocą barw odkurzył czyny w myśli wpłynął. Ponad grzbietami starych ksiąg nad rzeźbą w barokowym stylu przeleciał szybko niczym fal spieniony potok z góry spłynął. A bibelotów pełną garść rozrzucił na komody przestrzeń i suchych kwiatów tęgi kosz na łono rozsiał słów niewieścich. Treścią wypełnił każdy kształt rozpoczął czasu odliczanie odświętny przybrał układ rąk bezdusznie przed oczami stanął. Już nie te ręce pieszczą ust... wypity duszkiem dzbanek wina rozgrzaną głowę przeszył lód bierz ciało Świecie mnie w nim nie ma.5 punktów
-
Powietrze gęstnieje zwierzęcym aromatem piżma. Dostrzegam aksamitne roztocza w mlecznym szkle lustra wypełniając kontur ust odcieniem Viva Magenta. Kreślisz znak zapytania, napiętą linią kręgosłupa zapachem drzewa sandałowego i Old - Fashioned. Z czułością poprawiając zagubiony kosmyk włosów. Pocałunkami chłonę pierwotny smak ciebie w kropelkach śliny smakujesz lukrem i roztartą skórką pomarańczy. Gorący język w moich zimnych ustach.4 punkty
-
Śnieg padał i padał od rana, na ławkę, podwórko, huśtawki. Choinka już jest śnieżnobiała, co będzie, gdy spadną z niej gwiazdki? Przyjemnie wyruszyć spacerem, gdy stopy mej but nie uwiera. A świat otulony jest śniegiem, co pięknie krajobraz wybiela. I pech dziś spłoszony umyka najdalej stąd, "gdzie pieprz rośnie," z ulicy, ze skwerku, z chodnika, zza szybki spogląda zazdrośnie. I nic się doprawdy nie stało: od tego kamery są w mieście. Ułudę... po drodze przewiało, a słońce błysnęło dziś wreszcie.4 punkty
-
KOBIETA & hollow man la petite mort motel na przedmieściach mieszkańcy wyspy bez imienia masz w oczach czerwień neonu słowa nie karmią głodnych ust rzęsami domykasz przestrzeń w dłoni zaciśniętej na pościeli galaktyki docierają gdzie ich kres krążysz pod skórą zamiast krwi jak oddech który zapomniał powietrza serce co nie potrzebuje bić4 punkty
-
zabrałabym cię tam gdzie dusza spokój ma zegar niepotrzebny cienia brak myśli resetują się nie szukają pokarmu same nim są ale ty ... zaglądam w dal czy ta na morzu to ty z czapką kapitańską na głowie z uśmiechem beztroski jak w sam raz czy to byliśmy my jutro nie szukało miejsca dziś prowadziło było wodzirejem moczyło nogi w wodzie zbierało muszelki nie chciało wracać do domu życie się przytulało 12.2025 andrew4 punkty
-
4 punkty
-
wielką sztuką jest odnaleźć się po przejściach głowa w prawdzie chce do przodu jednak serce wciąż gdzieś skręca szuka dobrze znanych miejsc4 punkty
-
Spryciarz w śpioszkach i ze smokiem W ustach wydostał się cichaczem z łóżeczka Wspierany prześcieradełkiem, niczym Akrobata po linie ruszył w świat, do kuchni. Tam węsząc za bajkowymi przygodami Rozpoczął inwentaryzację szafek: trzask, trzask. Co się nie dało ugryźć, odrzucał w kąt. Na chwilę został perkusistą topowym, Waląc łychą w wielki garnek – bam, bam. Tu śnieg z torebki mąką się okazał... Już miał lepić bałwana, ale ciekawsza Łapka na myszy czekała pod stołem. A w niej mechanizm, że tylko palec wsunąć I zbadać ustrojstwo: „łaaa, iiii, uuu” Usnął smyk na bitewnym polu, zmęczony, Szczęśliwy, cmok, cmok intonował. Śnił o mieczu z łapki na muchy I zbroi z durszlaka odpornej na strzały, O rumaku bujanym, którego dosiądzie I pogna w siną dal, trzymając się grzywy. Jutro znów będzie mógł bohatersko Zdobywać swój dom – ten wielki, Nieznany świat, jako odkrywca, A może i gwiazdy z taką samą odwagą… Szczęśliwego Nowego Roku!4 punkty
-
12. Ostatnia rada (narrator: dziadek Agrianina) 1. Za lekki krok twój. Za ciężki los, co niesie każda włócznia. 2. Myślisz, że tarcza to ściana. A to tylko cień deski w deszczu. 3. Chcesz sławy? Dobrze. Wrócisz z nią — ale może bez połowy duszy. 4. Pamięć ma kształt blizn, których nie zmywa żaden strumień. 5. Wróg i przyjaciel zmieszają się w nocy jak wino z wodą. 6. Na wojnie nie ma blasku. Jest ciemność, która dusi od środka. 7. Nie słuchaj pieśni. One umierają szybciej niż ludzie. 8. Idź, ale pamiętaj: droga jest dłuższa niż twoje życie. cdn.4 punkty
-
Noc płonie pełnią księżyca, niebo składa obietnice. Przed lustrem. Wybieram zmysłowe koronki. Aksamitem skóry dotykając siebie. Oddechem wypełniam rozmazane usta, pokusą podwiązki rozkładając uda zastanawiam się Nad sensem. Małej, czarnej sukienki. Czekam, słyszę twoje kroki.? Jesteś.!3 punkty
-
czasami wypełniam cię po brzegi czasami odchodzę na trochę na dłużej na zawsze beze mnie jesteś pustym domem uschniętym badylem podróbką Gucci nie udawaj obojętności może udaje ci się przetrwać bez żebrania bez śladu wilgoci bez znaków na ustach ale to ja jestem między światami ja jestem światłem które otula twoją ciemność ja jestem kroplą która gasi twoje pragnienie ja jestem nasieniem które buduje twoje światy JA! twoja wena ⚡️⚡️⚡️3 punkty
-
zasłania umysł i serce ciepło jest pozorne a światło choć bardzo chce nie może się odbić3 punkty
-
Pogranicze Pustka na ekranie telewizora, biały szum przenika przez głowę — może zobaczysz w nim swoje odbicie. Niesamowite, jak dobrze przysłania zaschnięte jezioro, w rozlanych oczach. Łza szczęścia spływa po policzku — świąteczny sztorm nareszcie odszedł. Tlen trafił do moich płuc. Dość rozgrzeszania samotności, wysokoprocentowym śniegiem, gdyż ktoś zostawił litry mojej krwi w cudzym aneksie kuchennym. Powietrze elektryzuje się przyszłym tajfunem noworocznym. Napięcie skacze między krzesłami. Wspierasz niezmiennie, posuwając się bliżej pogranicza zapleśniałego łzami dywanu. Zanim cokolwiek zrobisz, ja już wiem: zrzucisz na mnie całe piekło, jakie świat ci wyrządził.3 punkty
-
czy Anna potrafi wybaczyć pytasz patrząc gdzieś ponad jej głową na klucz żurawi które z lekkością przecinają niebieską powłokę nieba wiesz że czasem wyciąga z siennikia stare listy w pożółkłych kopertach skryte strzępeki uczuć młodzieńcze ledwo z westchnień stłumionych sklecone tekie które pod wpływem dotyku skruszeją miażdżąc miłość zostały jeszcze dwa zdjęcia z odciętą datą do zatracenia do zapatrzenia do zapomnienia czy Anna potrafi wybaczać słoność łez płynących szybkim strumieniem wprost do ust do zachłyśnięcia i tą biel sukienki kłującą w oczy tą która nadeszła jak złodziej niestałością uczuć rozchełstaną jak halka podarta w trzech miejscach przez innego odmierza kolejne rozdziały przez życie idąc w nie swoich butach bo po co brudzić stopy czy Anna potrafi już kochać tak po prostu codzienną rutyną spraw wazniejszych między jednym a drugim praniem do zamyślenia do zatracenia do zobaczenia... Kochanie3 punkty
-
Sennnns... A potem kolejny dzień trwania w nonsensie w ruchu. Ileż to razy musiałem się tutaj obudzić, a mój budzik uchodził za wielką wredotę ... Warszawa – Stegny, 29.12.2025r.3 punkty
-
kwiaty przekwitają miłość przemija noc dniu ustępuje śmierć jej nie dziwi tylko ten człowiek dziwoląg ciągle ten sam tak samo wczoraj i dziś widzi szuka dziury w całym raz płacze raz się uśmiecha a potem mówi to nie ja świat spieprzyłem to wina gwiazd których na niebie zbyt wiele3 punkty
-
- Przepraw mnie na drugi brzeg, Proszę, zależy mi. - - Przeprawię, jeśli w swej sakiewce Masz grosze trzy. - - Mam w sakiewce mej trzy grosze, A oko me skrzy; Więc na drugi brzeg mnie przepraw Proszę, zależy mi. - - Zatem do mej łodzi wsiadaj, Czy w oku mrok czy skrzy, A na drugi brzeg przeprawię Za twe grosze trzy. - I Christina: "Ferry me across the water, Do, boatman, do." "If you've a penny in your purse I'll ferry you." "I have a penny in my purse, And my eyes are blue; So ferry me across the water, Do, boatman, do!" "Step into my ferry-boat, Be they black or blue, And for the penny in your purse I'll ferry you."3 punkty
-
To, co było całym światem, dziś jest raczej cieniem. Podążając w stronę słońca patrzyłam na Ciebie. Dziś kolorów więcej widzę, nie tęsknię za mrokiem. Zasłoniłam świat, bo byłam pod Twoim urokiem. A tymczasem wachlarz cały horyzont zalewa Miłość to jest tylko miłość, nie jasna cholera. Życie daje więcej wzruszeń, z cokołu Cię zsunę. Nadal jesteś ważny, ale bez Ciebie nie umrę.3 punkty
-
Autorzy: Michał Leszczyński plus AI. Prawdziwy blues płynie ze zmęczenia Coś we mnie samemu sobie nakazało znaleźć remedium i tę jedną odpowiedź napisałem wiersze i są gdzieś moje piosenki dalej zostałem sam z moim wielkim nic nie wiem komu i czemu i w co mam teraz wierzyć? Włożyłem w poszukiwania swe wykształcenie zestawiłem ze sobą cztery ważne tajemnice spowiedzi, adwokacką, medyczną i naukową zderzeniem tych protonów zamęczyłem umysł czy mnie lubisz - nawet tego już nie wiem... Jak ten mag bitewny chciałem tu cudów co wyśpiewałem - wzięto na odwrót co na odwrót było - zabrano dosłownie wszystko odebrano, a w zamian dano obawy dzisiaj i oby tak dalej nie wiem w co wierzyć... Pomyślałem przypomnę życiu matowego bluesa chciałem czegoś jakiegoś ważnego dla pokoleń wyszło, że wielu odebrałem całe mnóstwo czasu oni również są zmęczeni moją długą opowieścią wytłumacz mi proszę skąd mam wiedzieć czym sens... I tylko nowi radykalni podtrzymują na duchu że kiedyś, ze za lat sto, że może za lat pięćset będziemy jednak coś określonego wiedzieć dziwnawe są nasze mgielne wysprzątywania chciałem tylko wiedzieć, czy dojdę do choćby jednej odpowiedzi... I chyba to już wiem, że do niej chyba nie dotrę... Przypuszczam, że odpowiedzi są unikalnym zjawiskiem... Choć chyba już wiem, że chyba próbowałem... Ale chyba już wiem, że chyba zupełnie nieudolnie...3 punkty
-
Polują dyskretnie, kocim spojrzeniem, od góry na szklanej nitce lub rozhuśtani w zawisie. Z sinego podnieba wypatrują zamaskowanego bezruchu w tłumionym oddechu między zębami, zagryzionymi w wargi do martwej krwi, oczekując na przelot w niebyt suchego powietrza. A wy nadal nie wierzycie w rowy przykryte mgłą i ciałami sterczącymi ku nicości. U nas wieczór, pluszowy. Włączamy seans grozy na Netflixie.3 punkty
-
@KOBIETABardzo dziękuję! Cieszę się z Twojej opinii. :) Serdecznie pozdrawiam. @Leszczym @Simon Tracy Bardzo dziękuję! :)3 punkty
-
bracie mój gdy światło gaśnie od ludzkiej złości wołam cię wołam wołam w ciemności ty i ja jesteśmy dziećmi jedliśmy z tej samej matki lecz wśród nas są tacy którzy o tym zapomnieli a może mają własny cel w tym by nas podzielić to jest trudne bardzo trudne to jest jak siebie kochać i nie zostać narcyzem córko siebie musisz kochać inaczej nie pokochasz musisz siebie słuchać bo nikt cię nie wysłucha synu mój siebie szanuj i siłę w sobie znajdź by zmieniać świat na lepszy siostro siostro ma nie jesteś tu sama mocno schwyćmy się za ręce od kłamstwa odwróćmy odwróćmy na pięcie [outro] miłość to spotkanie z innym możliwym również w sobie3 punkty
-
miałam myśl kryształowo czystą przepadła z pierwszym zgrzytem niechęci podłości pospolitego czasem pięknego zła jednakże częściej piękne nie było nie siliło się na kamuflaż po co kiedy można przemocą ostrym słowem pięścią między oczy i nigdy myśl już czystą nie była nie odzyskała krystaliczności poszarzała sczerniała nabrała znamion codzienności mojej codzienności3 punkty
-
2 punkty
-
wypełniasz mnie całą co dzień staję do odwrotu by przed zmierzchem przekładając w palcach obrotowy kamień księżyca szeptać o dotyk zwilżenie ust sutków zatęskniam się po samo ludzkie pustkowie ogrzana wspomnieniem lśnienia skóry twoich przedramion żywa tylko wspólnotą czerwieni wargowej bioder nic nie zostaje2 punkty
-
Zero Niema Nic Dorzeczy Pierw Znak Zacznie Czyn Pierwiastki Znaczne Raz Twór Słowa Słów i Ańska MacieŻ Że Aż Słowiańska Mowa Ważone Słowa Czyż Nie Jest Tak? Pierwdźwięku Dziękuj Przemowa Głęboka Nad Tchnienie Powie - Wie Trze ! Do Czary Napięcie Szast Się Dmie i Niesie Oś Odziwo Zdjęcie Przecuda Dżwi2 punkty
-
pomyliłeś się to inny adres chyba że to ja coś zgubiłam a jednak w połowie drogi zebraliśmy chmury do czysta rozpogodziło się wszak o dziwo pyłki uleciały myśli ciemne bure ty w słońcu się przekomarzasz ja mu promienie dorysowuje sękatym drzewem podparta jakiś inny świat oglądam może film a może obraz dzieło sztuki portret stworzenia czy to początek czy kontynuacja wieki całe się przewijają zawieszone przerwane być może nigdy wcześniej nie zapisane cztery lata siedem miesięcy rogalik cytryna zielona kredka nie ustalamy już niczego dzieje się myśl samoistnie dokąd zmierza nie wiadomo obserwujemy jak chudnie i tyje jak w kolory wystrojona raz jest kogoś raz niczyja widoczna skromna ulotna czerwień murów na szczycie wśród lasów skały niełatwe niebieska szeroka wstęga co wdziera się w obraz słowami nie chcę słów nie teraz zabierz mnie tam gdzie cisza potrafi stwarzać kwiaty które potem zakwitają życiem2 punkty
-
Tu obok Jest druga ścieżka Nikt nie trąca spojrzeniem Zapach świeżych kwiatów Przypomina Ciepły dotyk słońca Na tej ścieżce Kamienie wydają się Być ciężkie Trudniej nimi rzucić W drugiego człowieka Tu obok jest druga ścieżka Zdeptane ślady Tkwią jak głaz Nie mogą oderwać się Od ogółu Na tej ścieżce Cień chowa się w sobie Wtedy jest Niewidzialny Idzie przed siebie lekki Tuż obok mnie2 punkty
-
naświetlony bladymi promieniami wtapiam się w grunt aerozol dostaje się do płuc gdy sucha trawa cicho śpiewa nie znaczysz zbyt wiele pudełeczko na wspomnienia nie znaczysz zbyt wiele kamyku powołany do istnienia2 punkty
-
@violetta Wielkopolska :) @Gosława :) tak dla blondynek owszem:) się wymaluję;) nikt mnie nie pozna;) @hollow man mmmm ….kocie oczy i ciała wrażliwe na dotyk….🫦 w nocy… hollow man …😉2 punkty
-
@Rafael Marius Myślę, że bieżące sprawy blues dobrze odzwierciedla. I stąd właśnie mam takie plany :) Dżemu z tego nie będzie, ani Nalepy również, ale coś z pewnością powstanie :) @piąteprzezdziesiąte Tego filmu nie znam akurat, a opis mało mi podpowiada...2 punkty
-
W wierszu peelka - kobieta jest nieodłączną częścią natury, ma swoje potrzeby, podobnie jak poszczególne gatunki i matka Ziemia, jako całość, która przyjmuje do siebie dary przyrody, by wydać inne, nowe. Bardzo mi się podoba takie pisanie. Pozdrawiam. M.2 punkty
-
2 punkty
-
Milczałem nad kubkiem zimnej już kawy, patrząc jedynie przez szerokie, jednoszybowe okno małej kafejki na front kamieniczek przy lekko owalnym rynku. Ludzi było wokół w brud. Niczym robotnice w mrowisku, uwijali się w uporządkowanym szyku śliskich od mżawki chodników. Nie spieszyli się ani nie trwali w pomroczności zajętych sprawunkami i problemami życia zmysłów. Po prostu szli z nurtem. Jak rzeki w korytach, czy krew mająca swój obieg w żyłach. Mieli widać swój cel w tym, by tak tłumnie wychynąć w niedzielne południe na ulice miasteczka. W pierwszej chwili pomyślałem o mszy w pobliskim kościele. Tłum był jednak na to zbyt wielki. Zresztą w dzisiejszej epoce, Bóg nie był już katalizatorem. Stada owiec buntowały się przeciw swym ziemskim opiekunom. Pragnęły prawdziwej wolności sumień i wyboru a nie praw spisanych na kamiennych tablicach, których nieprzestrzeganie było karane jedynie postępującą niemoralnością ich i tak psujących się dusz. Ludzie pragnęli samowładztwa i samospełnienia. Gwałtu bezprawia. Dziś wyjątkowo nie otworzył się jarmark ani targ. Wozów prawie nie było a kramy świeciły pustkami. Kuglarze i iluzjoniści opuścili wietrzne wyloty bram. Nawet nędzarze i pijacy, leżący w bocznych wąskich uliczkach czy na rogach kamienic. Starali się nie rzucać w oczy. Przykryci szczelnie narzutkami i kapotami, kołysali się sennie w upojenie w przód i w tył, niczym w siodle a nie na wyślizganych kocich łbach dochodzących do rynku traktów. Nie był to też dzień żadnego święta ani liturgii. Nie był to czas pielgrzymek oraz procesji. A jednak ci wszyscy ludzie mieli w tym cel, by zebrać się za szybą kafejki w której siedziałem w milczeniu nad kawą. I patrzyliśmy na siebie przez transparentność szkła niczym w zoo. Jakim wielkim i niezrozumiałym dysonansem, musiała być dla nich moja opanowana postawa. Żadnych słów wydobywających się zza sklejonych wręcz miesiącami milczenia ust. Żadnych ruchów nóg ani dłoni. Palce zaplecione w warkocz, ułożone pomiędzy porcelanową filiżanką a cukiernicą. Kelnerka dobrze wie, że nie słodzę ale podobno ma obowiązek przynosić każdemu klientowi cukier i mleko do kawy. Wzrok bystro i czujnie wbity w ich twarze. Czytam ich zamiast porannej gazety, zwiniętej w rulon na boku stolika. Lubię czytać ludzi. Do samej głębi. Wystarczy, że zakiełkuje w nich choć jedna myśl, uczucie. Już je znam. Czasami to śmieszy a czasami boli, że istoty zdać by się mogło tak dalece rozwinięte, są tak ułomne i słabe psychicznie. Potęgę rozumu, którą im dano, rozmienili na chwiejność emocji. Nie rozumiem. Jak na własne życzenie można dać się strącić z tronu ewolucji. Patrzę na nich z lekkim znudzeniem. A dostaję w zamian z ich oczu, obraz lęku, grozy, strachu i przerażenia. Lecz wiem że nie patrzą na mnie a na wydarzenia, które rozgrywają się w centrum sali, niedaleko za moimi plecami. Nadmienię jeszcze, że w kafejce która zazwyczaj w niedzielne południe pęka w szwach od klienteli, jestem teraz tylko ja i młoda para przy rzeczonym stoliku za mną. Wszyscy pozostali uciekli w popłochu. Wywracając stoliki i krzesła. Rozbijając się o kontuar baru i ławeczki przed wejściem. Rozpierzchli się jak wybudzone nagle na skutek strzału i kłótni nietoperze, które wylatują z jaskinii z głośnym sprzeciwem tak brutalnego potraktowania ich prywatności. Nie dalej jak kwadrans temu. Rozegrał się tutaj prawdziwy dramat. Zaczęło się od sprzeczki, ta przeszła w kłótnie a strzał z rewolweru, był kulminacyjnym punktem tej sceny. Większość aktorów uciekła zanim pojawiła się żądna sensacji widownia. Zostałem ja, jako cichy rekwizyt. Młodzieniec, rozparty teraz na stoliku w malignie szału i rozpaczy. Nie mógł przestać mówić. Chaotycznie rwąc zdania i kontekst. Klął i miłował. Pieścił i kąsał. Ubóstwiał swą wybrankę to znów beształ i równał ją z pannami z rynsztoka i dzielnic kolorowych świateł latarni. Rewolwer nadal ściskał w prawicy. Bezwiednie bawił się kurkiem. Były momenty, że cichł zupełnie by sekundę potem wybuchnąć rykiem zgubnej rozpaczy. Szeptał jej imię, płacząc jak dziecko. Brał ją w ramiona. Na próżno. Jego wybranka nadal wsparta była o oparcie krzesła. Lekko zgarbiona jednak i przechylona na prawo. Jej biała suknia i gorset, opływały w słodki szkarłat krwi. która sączyła się strumykiem z przestrzelonego czoła, przez jej młodzieńczą jeszcze twarz ku brodzie a z niej skapywała, niczym woda z nawisów skalnych jaskinii, ku małemu jeziorku, które zebrało się w zagłębieniu pomiędzy jej piersiami. Było mi jej bardzo szkoda. Nie dlatego, że zginął człowiek a dlatego że podniesiono rękę na cudowne piękno. Żywą do niedawna doskonałość i formę stworzenia. Winna była jej dusza, nie ciało. A tak bluźnierczo i okrutnie z nim postąpiono. Oskarżał ją o zdradę i widać nie bezpodstawnie bo dziewczyna słuchała jego krzyków ze stoickim spokojem a potem gdy dał jej wreszcie dojść do głosu, do wszystkiego się przyznała. Nie tylko do zdrady mu wiadomej, lecz również do wielu innych. Może gdyby usłyszał tylko to na co przygotował swe zmysły, nie użyłby broni. Lecz kolejne nazwiska kochanków, były jej gwoźdźmi do trumny i biletem do piekła. Były ołowianą kulą, która strzaskała jej czaszkę. Pod kafejkę dopadli wreszcie zawezwani lub zaalarmowani strzałem policjanci. Wpadli do środka celując z broni najpierw do mnie a dopiero potem do zabójcy. Ten zdążył jeszcze przyłożyć sobie rewolwer do skroni, lecz nim zdążył pociągnąć za spust, jego pierś przeszyły trzy, wycelowane w serce pociski. One domknęły tą tragiczną scenę niedzielnego południa. I cały akt. Sztuki śmierci. Byłem już zbędny. Mogłem już iść. Uiściłem jak gdyby nigdy nic pieciopensówkę na stolik. Założyłem melonik i wstałem. Policjant szybko doskoczył do mnie ze słowami. Dokąd się Pan wybiera. Musimy pana przesłuchać w charakterze świadka. Był Pan widać sparaliżowany ze strachu, jako jedyny Pan nie uciekł. Położyłem mu rękę na ramieniu i delikatnie acz stanowczo odsunąłem go ze swej drogi. Mną proszę się nie niepokoić. Byłem tu tylko rekwizytem. Przypadkowym świadkiem. Lepiej proszę zająć się ciałami tych dwojga i rozgonić tą gawiedź zanim przybędą reporterzy. Wyszedłem na zewnątrz bez przeszkód a ludzie rozstąpili się przede mną niczym biblijne morze.2 punkty
-
@Berenika97 W Twoim wierszu granica między naturą a intymnością niemal całkowicie się zaciera. Jest gęsto od emocji. Motyw imienia „rozpadającego się na języku” świetnie domyka tę opowieść o całkowitym przenikaniu się dwóch istot. To dojrzała, piękna i bardzo szczera poezja. Pozdrawiam2 punkty
-
Rok z tobą, z życiem w harmonii Serce wypełnione uczuciem Płynęliśmy w tej samej łódce Z twoim ciepłem, rok szczęścia Nasze pierwsze wszystko Zróbmy to jeszcze raz Pozostańmy tutaj, na zawsze Nie szukamy innych dróg do miłości One są wokół nas i nigdy się nie kończą Miłość jest jak nieprzerwane rozmowy I los oraz dzień układają się w pozytywny sposób Sekretem miłości jesteśmy ty i ja Bez względu na to, gdzie się znajdziemy, miłość będzie z nami Każdy nowy dzień przybliża nas do siebie. Lovej. 2025-12-29 Inspiracje . Roczna miłość2 punkty
-
Robi się zimno... Przestaję czuć. Widzę mroczki przed oczami... Czuję zmęczenie... Nie czuję już bólu. To wszystko znika — To, co chciałem, chciałam, To, co czułam, czułem. Słyszę znajomy głos — jedyny, który mnie wspierał. Czuję ciepło na dłoniach. Ktoś je ściska. Ktoś jeszcze chce je ściskać? Czy jeszcze zasługuję na uścisk? Nic mi się nie udaje, Nie potrafię nic dokonać, Więc po co to wszystko? Dla zabawy? Dla miłości? Dla płytkiej pomocy? Nie wiem. Chyba już się nie dowiem. Jednak dalej kocham wszystkich, Których znam, Których było słychać, Których było czuć. Bo to chyba o to chodzi — prawda? Ciekawi mnie, co będzie po wszystkim. Ciemność, nicość? A może wszystko i nic? Może raczej ktoś i coś? Nie wiem. Nawet jeśli nic, To przecież pod widmem ciszy są niekończące się chmury! To jakby patrzeć się na czyste, szkliste niebo, Spowite szarą kopułą, co nie ma końca I tak patrzeć i patrzeć, I nic nie widzieć – prócz gamy bieli i lazuru, Prócz tej przestrzeni upragnionej, Tego pagórka ukochanego... Horyzontu utęsknionego — Tego mi NAprawdę trzeba Bo gdy widzisz czystość, znajdziesz plamę, A gdy nicość, nic nie znajdziesz Chyba jednak znajdę szczęście.2 punkty
-
Witaj - miło że wartościowy - dziękuję - Witam - miło że czytasz - dziękuje - Pzdr. @Natuskaa - @Andrzej P. Zajączkowski - @Robert Witold Gorzkowski @Lenore Grey - @Poezja to życie - @Radosław @Simon Tracy @huzarc - serdecznie wam dziękuje -2 punkty
-
Złoto się sypie oknami do sieni, Dzień się zaczyna od wielkich olśnień! Patrz, jak się w słońcu świat cały mieni, Jakby ktoś pędzlem pomalował go głośniej! Wiatr w polu tańczy, gałęzie kołysze, Ptak wyśpiewuje błękitu potęgę, I taką jasną, świetlistą ciszę, Wpisuje niebo w swą wieczną księgę. Ciesz się tą kawą, co paruje w dłoniach, Ciesz się uśmiechem, co mija Cię w biegu. Życie nie pędzi tylko w pogoniach, Życie jest tutaj – w tym jasnym brzegu! Niech serce bije rytmem radosnym, Jak bęben lata, jak dzwonek wiosny, Bo każda chwila, co teraz trwa przecież, Jest najpiękniejszą chwilą na świecie! Otwórz ramiona! Chwyć słońce za końce! Rozpędź te chmury, co w głowie zostały. Dziś nawet kamień na polnej łące, Zdaje się wołać: „Świat jest wspaniały!”. Więc idź przed siebie, nie patrz już wstecz, Radość to prosta, zwycięska rzecz!2 punkty
-
Poezja! Grzmi neonem. Biały wiersz - obejmuje przez ramię. Życie! Istna randka z demonem I tango - z białą damą Nikt albo każdy - istnieje. Pustka to źle pojęta całość. Od dawna nie oglądam cudzych żyć: wolę swoje kłamstwa pieszczone przez niedbałość Miasta. Idę nimi, ponad nimi Wymyślam nowy pierwiastek i tango na sześciolinii Rozum to naga prawda Miłość? - domierza bikini ... Zegary niech kończą ten wrestling Z czasem. Lepiej poszukać miłości! ... a robią jeszcze kompasy?2 punkty
-
@piąteprzezdziesiąte Nie rozumiem skąd u Ciebie taka agresja w stosunku do mnie. Nic takiego nie napisałam o Tobie, chciałam tylko subiektywnie wyjaśnić brak Migreny. A prowokację zastosowali ci, którzy już się na portalu nie pojawiają. Źle mnie zrozumiałaś. A nad zmianą nicka pomyślę, ale może na żeński - może Wiedźma? @Omagamoga Twoje słowa brzmią jak maksyma życiowa - szczególnie w aktualna w czasach mediów społecznościowych, gdzie łatwo dać się wciągnąć w spiralę wzajemnych prowokacji. Rozumiem, że w pewnych sytuacjach na prowokację należy odpowiadać czymś mądrzejszym, głębszym, z odwołaniem się do wyższych wartości. Warte zastanowienia się. Pozdrawiam. :))2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne