Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 19.09.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. złotym atramentem rozlał się poranek a zmrużenie oczu skrzydlatym motylem dzień będzie dziś wierszem w kryształowej czarce a światło oddechem zamkniętym w bursztynie zaraz wzniosę toast i stuknę z kieliszkiem powietrza co dźwięczy gdy nóżkę dzwoneczka wiatr dotknie figlarny i mniszki lekarskie odfruną po bezkres w kudłatych rozczepkach niech lecą gdzie zechcę i zaniosą słowa lekuchne i ciepłe i te nic nie warte za płowieje mgliste bo nie wiem znów kiedy i do kogo trafi co z serca wyszarpnę
    11 punktów
  2. cóż warte takie serce Bogu nie oddane co może zrobić wiecej niż uczynić ranę choćby dobre być chciało bez fundamentu Boga czyni wszystko na opak i na korzyść wroga głupie serca bezbożne choć wybrać inaczej mogą idą z klapkami na oczach do piekła prostą drogą
    8 punktów
  3. kiedy się budzisz staję się światłem między twoimi powiekami kiedy zasypiasz jestem ciepłem w zagłębieniu poduszki jeśli mokniesz chcę być kroplą na twoim ramieniu gdy jasność wlewa się w poranne przestrzenie idę obok tą samą drogą kiedy cię nie ma moje czekanie obrasta ciszą i stajesz się każdą myślą która do mnie wraca
    8 punktów
  4. coraz zimniej ciemność wcześniej nadchodzi lato jest krótkie brzuchate nabrzmiałe już się nasyciło a teraz jesień z czerwoną gębą pożera płody właściwie po co to wszystko z wielką pracowitością jak w kołowrotku zabiega o jutro owszem przyśnie trochę zimą a potem znów się obudzi jak wielki bachor by ssać mleko matki która już tak wiele razy rodziła i spójrzcie tylko jak to wszystko ciągle żre co się urodzi musi zostać strawione czy to dobrze czy to źle najtęższe umysły od dawna pytają lecz ty na pewno nie będziesz pytał się gdy ci kiszki marsza zagrają
    8 punktów
  5. Jesienny park zadziwia stare małżeństwo, Gdy liście spadają pod nogi, kładąc się w kobierzec. On podaje jej ramię, ona na nim się wspiera, I tylko szelest dębów i kasztanów im towarzyszy. Jego dłoń w jej dłoni – ciepły, znany kształt. Jej szal na wietrze lekko powiewa. On zauważa: „patrz, już prawie usechł Ten klon, cośmy sadzili…” – ona tylko wzdycha. Nie trzeba wielu słów po tylu latach. Milczenie ma swój rytm, pogodny, własny. Wspomnienia lecą z lekkością latawca, Jak krople deszczu słone, z oczu płynące. A słońce przez konary się sączy nadzieją, Ciepłem ostatnim, nim zmrok ziemi dotknie. Dzieli się uśmiechem z dziecięcego obrazka I powoli za nimi podąża – anielski stróż. Zimowy chłód już w powietrzu się unosi, Lecz oni idą, wolni od obaw i zmartwień. Bo gdy się kroki w jednym rytmie stawia, To i najkrótszy dzień nie jest tak smutny. I nie żal liści ginących bez szelestu, Ani tych lat, co poszły w niepamięć, Bo z tym, z kim się szło przez życia gąszcz, Jesień jest piękna, ta nasza, czarująca jesień. „Zanućmy, mamuśko, jak za dawnych lat, O płonącym ognisku i szumiących kniejach, O drużynowym, którego nie ma już wśród nas, Tym, co opowiadał starodawne dzieje”
    6 punktów
  6. Wnętrze pokoju wypełnia dym zapach trociczek Wieczór się domilcza jak nasze zdziwienia nad tym co jeszcze nieotwarte Dotknij mnie zapachem chleba i młodych warzyw zamiast rozcinać kartki książki
    6 punktów
  7. w różowym kwadracie życia obijam się godzinami o kanty w rozprutym kole obłędu rozmyślam nad sobą najwięcej dwa razy
    4 punkty
  8. Pewien poeta i bynajmniej nie tylko z nazwy i kształtu spodni (mimo różnych podejrzeń) postanowił tak dalece uchwycić piękno, że uchwycił je tak mocno, iż wcale nie mógł go oddać. No co za uchwyt, oj co za uchwyt nie budzący wcale nadzwyczajnego zachwytu. A ile w tym było codziennej nieco brzydkiej walki, toż poezja, prawdziwa poezja... Warszawa – Stegny, 19.09.2025r.
    4 punkty
  9. Być może istotą sztuki, jest jakaś taka, w dużej mierze, wewnętrzna rozgrywka, w której polemizuje się z okolicznością, iż się prowokuje. Warszawa – Stegny, 18.09.2025r. Właściwie wspólna nieco myśl moja i Poety Pawła Modrzejewskiego.
    4 punkty
  10. pacierz kochanie tęcza babie lato zboża kwiat niebo pełne gwiazd to wszystko jest piękne mógłbym tak bez końca ale rady temu nie dam bo tak dużo tego więc tylko się uśmiecham
    4 punkty
  11. Czas jest wrogiem wszystkich a najbardziej zakochanych rzadko pierwsza miłość jest ostatnią pamięć każdej niewidzialnie zapisana życie kroi na pół a śmierć na ćwierć uczucie umiera w męczarniach miłość to tragikomiczna farsa do której potrzeba dwojga ale śmiech pochodzi z Nieba była kiedyś przestrzeń jak nie kończąca się łąka kochałem byłem motylem i to by było na tyle
    4 punkty
  12. ,, Pan mnie wysłuchał, kiedy Go wzywałem ,, Ps 138 gdzie jesteś Panie wołam ... w potrzebie nie widzę nie słyszę latami a On On … podaje rękę nie czeka na upadek czeka na zawołanie nie szukajmy światła pod łóżkiem światło jest w nas wystarczy powiedzieć ... Jezu ufam Tobie 9.2025 andrew Piątek,dzień wspomnienia męki I śmierci Jezusa
    4 punkty
  13. nie zgubisz tego co było ono nie umiera jest obok w pamięci mieszka a jak zajdzie potrzeba da znać o sobie mówiąc co tak naprawdę boli a ty będziesz musiał się zderzyć z prawdą która minione otworzy do którego być może się uśmiechniesz zapłaczesz nie spojrzysz w oczy
    3 punkty
  14. wokół księżyca bez zmian kręcimy się na nowo nasze spojrzenia błądzą w butelce ultramaryny za oknem wędruje cień kota milczę głaskany twoim mruczeniem
    3 punkty
  15. Myślę - więc jestem Błądzę - więc szukam Wiem, że nic nie wiem Czy wydaje mi się ,że wiem? A i tak głupi umrę!
    3 punkty
  16. o katastrofo toporek zastyga nad głową zbliżasz się krzyczę widząc go coraz bliżej przepływam ocean wód płodowych wychylam głowę i nie do wiary witaj katastrofo znów wszędzie mięso o katastrofo mam cię pod skórą jak odsunięty kielich goryczy co nie odpuszcza katastrofa obalone bóstwa rzeźby ułomne i rozbite lustra katastrofo nad głową nadchodzisz witają cię idący na szafot wiem że tak krach i piach że upadek trąd prąd ze skóry robi swąd ależ tak grudzień 2019
    2 punkty
  17. Kwiatki miłosne : róże goździki maki… ważna jest wstążka
    2 punkty
  18. Spektakularna jest przychodzi na raty i zawsze w ciszy. Ona- śmierć głodowa. Bo trzeba wybierać- wykupić leki czy zapłacić rachunki, i jest wiotkość z powodu niedożywienia. Za słabi na operację czy chemioterapię. Ze szpitala wypisują, by nabrać sił, i kółko się zamyka. Uliczne latarnie co noc w okna patrzą, bo nikt nie jest sam. Złudzenie? Jeśli tak- proszę skłam.
    2 punkty
  19. Byli już po słowie. Dosłownie - oboje. Niesłownie przysięgali. Gołosłownie miłość wyznawali. Przy słowie „wierność” Poczuli nieszczerość.
    2 punkty
  20. noszę zawsze przy sobie i piekło tkwi mocno we mnie na wierzch wypływa raz jedno raz drugie póki jedno ś ć nie zwycięży
    2 punkty
  21. Mikołaj z gdańskiej dzielnicy Stogi, był u barbera, wziął włos z podłogi, swojego wroga zabił i ten włos tam zostawił. DNA wykryje, kto to zrobił. Ludzie kłamią, DNA nigdy
    2 punkty
  22. brązowe pocałunki dyskretnie prześlizgują się między włosami, u stóp kamienic i Sekwany haftują chrupiące dywany turlają się po nich bordowe guziki, tęsknotę uchylając w oczach starej okiennicy tylko klony w oburzeniu potrząsają grzywami, kiedy jesień powoli rozpina Paryż jak co roku zazdrosne o pierwsze na jej liście, kasztanowce
    2 punkty
  23. Córka generała i syn pułkownika. Nad nimi zadumane wisi włoskie niebo, zaśnieżone łabędzim marmurem ku górze, jak całunem w błękitnym oku wieczności. Ono widziało Las Augustowski i krzyki niewinnych, nocą, gdy księżyc - czasu podłego towarzysz – spisywał czerwonymi słowami cyrograf z kastą dziedziców sierpa i krwawego młota. Ono widziało legion zdradzonych, który zaprowadzono ku górom Apeninu, aby maki w pieśni zakwitnąć mogły - z domu nieludzkiej niewoli, na wzgórzach wśród bławatów nieuleczonych ran. Ono widziało ojców z wyrwanym sercem przez żelazny zryw, gdy zdrada w pył mieliła diamentowe dzieci na kształt gorzejącego ziela na kraterze, w ogniu rysującego do dziś znak naszych dni. Synowie nie są winni zbrodni swoich ojców, ani córki namaszczenia ich dawną zasługą. Lecz pamięć wymaga mądrej sprawiedliwości i pokory, aby duch wyrósł pośród ruin. Wnuk splunie na twarz kata i jego ordery, a my, rozciągając nić cierpliwą jak pamięć, mostem pomiędzy borem, przełęczą i miastem odczytajmy sens słów wykutych w granicie… Nie w dąsie ociosanym z próżnej tautologi moralistów, którzy palcem, oprawionym w sygnet bolszewickiego miotu i ruchem grabieżcy drwią z naszych blizn - w ziemi odciśniętych przez śmierć.
    2 punkty
  24. zachód słońca zaćmienie księżycowa pełnia niebo pełne gwiazd drzewa szumiące echo i mgła twarz uśmiechnięta kwitnący kwiat nadzieja która puka do drzwi miłe słówka ptasi poranny śpiew miłość która umie tulić to wszystko klamrą spięte jest cudowne piękne dlatego warto jest żyć być świadkiem tych chwil którymi częstuje świat
    2 punkty
  25. gdzieś w głębi ogrodu stoi zapomniana altanka w niej mieszka cisza która z pająkiem rozmawia wspomina minione które miłością częstowało kiedy słowo kocham było szczere nie kłamało słowo któremu róża i bluszcz się kłaniały o owej altance tylko echo pamięta które goniąc lasem wspomina ją czule
    2 punkty
  26. idąc myślę gdzie idę przecież tu nie ma drogowskazów jest tylko nadzieja wiatr drzewa czasem ptak zaśpiewa idę myśląc co jest grane przecież ta droga nie jest szczera ale i tak się uśmiecham bo wiem że na końcu ujrzę prawdę która nie musi boleć może być ciekawa i tego się trzymam
    2 punkty
  27. to był rok dwa tysiące i ileś (tak wam mówię - nie pamiętam wcale) pierwsza gwiazdka mroźnego wieczoru weszła blaskiem w porodową salę to mogło być tak: światła, stęki zachłysnąłem się całym wszechświatem wszystko czułem, nic nie mogłem powiedzieć więc płakałem, płakałem, płakałem chciała mówić we mnie dusza najczystsza co to "kochać", co to znaczy "zaistnieć" aż ścisnąłem nierozwiniętą krtań, rozedrgane wszystkie słowa wyszły ze mnie piskiem to był grudzień, dwadzieścia długich lat temu żyję ciągle z tym samym człowiekiem ciągle chcę coś przekazać, słuchajcie! i ciągle nic wam nie mogę powiedzieć...
    2 punkty
  28. Jaki jest sens istnienia, skoro rzeczywistość obraca się jak wielkie, bezlitosne koło? Wiersz nie daje odpowiedzi, ale stawia pytania, na które każdy musi znaleźć swoją własną. Żarłoczność natury może korelować z naszym apetytem na życie. miłego dnia:)
    2 punkty
  29. @Marek.zak1Coś czuję, że może być inaczej. Jak przeczytałam Twoją dedykację, że "życie w czasie pokoju może być równie skomplikowane, jak podczas wojny ..." to chyba w tej Ameryce nie będzie tak "różowo". Na razie muszę przeczytać książkę z literatury skandynawskiej - bo obiecałam przyjaciółce. Ale po Gara sięgnę zaraz po niej. Pozdrawiam. @LeszczymŻe tak się tu wtrącę. Słowo geniusz może też oznaczać najwyższy stopień uzdolnienia lub sprawności w jakiejś dziedzinie. Tak wyczytałam. A Artur Rubinstein jest określany jako geniusz fortepianu. Stąd moje określenie "geniusz". :) @Rafael MariusBardzo dziękuję! :)
    2 punkty
  30. Nic nie widzę nic nie słyszę tylko czuję nic nie robię nic nie chcę tylko żyję nic nie mam nic nie dostanę tylko pragnę nic a jednak szukam chcąc nie chcąc siebie
    2 punkty
  31. @Jacek_Suchowicz :) Człowiek może być na noże... @Waldemar_Talar_Talar :) Dzięki Waldku, również serdecznie pozdrawiam @Berenika97 :) Właśnie, człowiek ma wybór Dzięki @Natuskaa ;) Dziękuję i również pozdrawiam :) @Deonix_ hej Deo, bywa, że coś nie leży... Dzięki:) I również pozdrawiam:) @huzarc @Andrzej P. Zajączkowski @Rafael Marius Podziękowania
    2 punkty
  32. Wieczór kawalerski, czyli jak wędzenie zamieniło się w ortopedię Nic nie jest trwałe. Na pewno nie żebra, nie obojczyk i - jak pokazuje życie - nie małżeństwo. Moja przyjaciółka Hania może to potwierdzić. Miała męża, Jana. Już go nie ma. Jak śpiewają Rosjanie: „paszoł k drugoj”. Jego strata. Próżnia długo nie trwała - pojawił się Marcin. Gość w porządku, choć formalista. A jak formalista, to wiadomo - ślub. A jak ślub, to i wieczór kawalerski. A jak wieczór kawalerski, to... ortopedia. Ten wieczór zapamiętam na długo. I nie tylko dlatego, że karkówka była tak dobra, że można było ją opatentować jako broń masowego rażenia. Ale też dlatego, że od tamtej pory moje żebra grają na zmianę z obojczykiem koncert bólu, który zna tylko ten, kto próbował zasnąć z klatką piersiową w wersji origami. Wieczór był połączony z wędzeniem - taki kulinarny multitasking. Produkty miały trafić na stół weselny. Trafiły. Ja natomiast trafiłem na SOR. Następnego dnia. Złamanych dziewięć żeber i obojczyk. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale też nikt nie ostrzegał, że będzie aż tak... dramatycznie. Wszystko zaczęło się klasycznie: chłopaki ze wsi, kilka piw, rozmowy o sporcie, narzekania na politykę, grill, karkówka, steki, kiełbasa z nutą dymu i testosteronu. Po kilku godzinach - piątka na pożegnanie. Do domu miałem niedaleko, z górki. I właśnie ta górka okazała się zdradliwa. Spadł deszcz, droga śliska, a mój telemark wyglądał bardziej jak taniec godowy pingwina. Padłem. Usłyszałem chrobot żeber. Zakląłem. Nie mogłem wstać - ból jakby Chuck Norris kopnął mnie w klatkę piersiową z orbity. Wstałem, zrobiłem kilka kroków i… znów gleba. Kolejny chrobot. Tym razem obojczyk. Ale o tym dowiedziałem się dopiero na SOR-ze. Proces wstawania przypominał narodziny żółwia z betonu, ale udało się. Ból nieziemski, ale cóż to dla młodego mężczyzny 60+? Dałem radę. Do domu miałem 300 metrów. Zakomunikowałem żonie, że wszystko wyjaśnię rano, umyłem zęby i poszedłem spać. Rano - konsternacja. Nie mogę wstać z łóżka. Po kilku godzinach prób, okraszonych przekleństwami i jękami godnymi opery, zrezygnowałem. Rodzina wezwała posiłki - czyli karetkę. Ratownicy po wstępnych oględzinach uznali, że kręgosłup jest cały, i pomogli mi usiąść, używając siły, której nie powstydziłby Hulk. Nie było to przyjemne, ale przetrwałem i nawet nie zawyłem z bólu. Jak już usiadłem, okazało się, że mogę też chodzić - czyli do karetki doszedłem sam, jak bohater filmu akcji klasy B. Kilka godzin oczekiwania na swoją kolej. Indywidualny spacer do RTG, zdjęcie i potem zdziwienie personelu: siedem żeber z prawej, dwa z lewej, obojczyk z przemieszczeniem. Dostałem zakaz chodzenia, więc dalsze procedury już na wózku, pchanym przez pielęgniarza, który wyglądał jakby właśnie wrócił z maratonu. W końcu wylądowałem na sali, gdzie leżało dziesięciu takich połamańców jak ja, czekających na decyzję, co dalej. Obok mnie turysta z Tajlandii z pęknięciem czaszki -pobity przez turystów z Chin. W pierwszym odruchu przeprosiłem go za Polaków, bo myślałem, że to nasi pokazali „gościnność”. Tak zaczęła się moja rehabilitacyjna przygoda. A wieczór kawalerski? Cóż... niech będzie przestrogą dla wszystkich, którzy myślą, że po piwie z górki to tylko zjazd do domu. Czasem to zjazd do ortopedy.
    1 punkt
  33. Wsadzili do mamra fryzjera z Miami. Zarzuty - współpraca z obcymi służbami. Podstępny mistrz brzytwy, pseudo Syn Rybitwy, nikomu nie mówił, że strzyże uszami.
    1 punkt
  34. Włączam ciszę na pełny ekran i siadam z nią. Myślę o nas i o tym, co zostanie, kiedy świat wyloguje się z własnej iluzji. I wtedy: Twoje słowa - espresso w żyłach, które na języku zostawia spokój. Twoje dłonie - róża wiatrów, nawigacja, której nie trzeba aktualizować, prowadzi mnie prosto do brzegu. I wystarczy mi już jedna chwila, gdy twój śmiech rozjaśnia powietrze i rozsypuje zmrok. Chcę tu być, w szczelinie między dotykiem a oddechem, gdzie miłość jest jedynym kodem, który przetrwa restart świata.
    1 punkt
  35. Nigdy nie oburzę się na dziecko, które zwinnie ukryło batonik przemykając obok kasy - zdaję sobie sprawę, że rodzice sami mogą ''nie mieć co do gara włożyć.'' Rozumiem, że jeśli doniosę i zacznę oburzać się w tonie: ''gdzie są rodzice'' itp., to za kilka lat mogę dowiedzieć się z różnych www.pl, że to właśnie moja interwencja miała, kluczowy wpływ na życiorys najgroźniejszego młodocianego zabójcy. Zabójcy też w pewnym sensie mnie nie oburzają. Boleję i płaczę nad ofiarami, to naprawdę rani mi serce, ale jednocześnie jestem w stanie zrozumieć motywy moderców. Nawet za tymi najbardziej ''bezsensownymi'' zbrodniami. Bo każdy MOTYW da się zrozumieć. Czy wybaczyć - to już inna kwestia. Rozważanie jej może doprowadzić do kolejnego morderstwa. Dotychczasowego oprawcy. Czy to, że mały piesek na mnie nie szczeka oznacza, że jestem dobrym człowiekiem? Nawet jeśli, to nic mi o tym nie wiadomo: nikomu nie pomagam, nie utrzymuję żadnych kontaktów towarzyskich, nie poświęcam się w żadnej relacji ... Może jakieś dobro przejawia się poprzez sam fakt, że nikogo nie zabijam? Nie wiem. Kasnodzieja z prywatnego kościoła z pewnością rozgrzeszy każdego. Wystarczy powtórzyć jednozdaniową afirmację. To nie dla mnie. Tak właściwie każdy człowiek prowadzi swój domowy kosciół. Bezpłatnie i często bez dachu nad głową, bywa też, że w tych domach wiary stoją wielkie donice, w których nie ma nawet ziemi ... na ziarnko wiary. Mam swoje cele: muszę znowu schudnąć, zrobić jakieś studia i kurs językowy, polecieć wreszcie samolotem do jakiegokolwiek miasta i zacząć lubić ludzi... Niewielki osiedlowy sklep. Przyglądam się półce z batonikami. Mija już chyba kwadrans. Jeszcze nie wiem, który ukradnę ...
    1 punkt
  36. proszę nie sądź w pośpiechu nie wiesz co będzie dalej oświeci boskie echo ogień w sercu zapali te błędy po coś robią one też czemuś służą są zgodne z Wolą Bożą może kogoś nauczą a Bóg piękne ma plany o nich nawet nam nie śnić a my możemy skorzystać albo wszystko przekreślić pozdrawiam
    1 punkt
  37. @Alicja_Wysocka lekkie i piękne jak motyl Kredens pozdrawia
    1 punkt
  38. @Berenika97 Niech Ci tak zostanie. Miłość to straszna choroba Nieuleczalna i trwała, Lecz gdyby z niej można wyleczyć Z miłości - bym umrzeć wolała
    1 punkt
  39. bardzo ładnie oddane uczucie które nieba na co dzień przychyla lecz uważaj bo może ci uciec nadgorliwość bywa niemiła każdy ptaszek wolność swą ceni klatkę trzeba czasami otworzyć po pokoju polata i wróci aby znowu dla ciebie coś tworzyć :))
    1 punkt
  40. Witam - kiedy cię nie ma moje czekanie obrasta ciszą i stajesz się każdą myślą która do mnie wraca - ten fragment ozdobą całego wiersza - super - Pzdr.usmiechem.
    1 punkt
  41. Witaj - ślicznie - pachnie czystą poezją - Pzdr.serdecznie.
    1 punkt
  42. @Berenika97 ciepło, miło i bez patosu. A za tym tęsknimy, tego brak, nawet takim cynikom jak ja:) pozdrawiam
    1 punkt
  43. @Leszczym Na poziomie zewnętrznym sztuka prowokuje - lubię jak wywołuje reakcje, burzy ustalone porządki, kwestionuje normy. To jej naturalna funkcja. Jednak "istotą sztuki" może być właśnie ta "wewnętrzna rozgrywka" - proces, w którym artysta lub zmaga się z własną prowokacyjną naturą. Czy w sztuce gotowania jest wewnętrzna rozgrywka, polemika z solą i z samym sobą? Kucharz też prowadzi wewnętrzną polemikę. Dosypuje szczyptę i już myśli: "Czyż nie za dużo?" Nie dosypuje - i dręczy go myśl: "Czyż nie za mało?"
    1 punkt
  44. @Alicja_WysockaOj, wyszarpnęły Twoje słowa z serca dużo pięknych obrazów i wzruszeń. Masz niezwykły dar ubierania ulotnych chwil w piękne, subtelne metafory, wręcz czarodziejskie. Naprawdę jesteś z krainy czarów, tych poetyckich. :)
    1 punkt
  45. Powiedziane trafnie i dobrze bo po co Pana gdzieś tam szukać gdy On jest wszędzie i w każdym z nas codziennych modlitw naszych słucha i wszystko czego Ci potrzeba da :))
    1 punkt
  46. @Kwiatuszek - dziękuje -
    1 punkt
  47. Witaj - nożem kroję chleb lecz jeśli trzeba ... użyję go inaczej nie zawaham się nigdy być człowiekiem - ostro zakończyłaś wiersz - można różnie interpretować - Pzdr.serdecznie.
    1 punkt
  48. ja tylko skromnie zapytać raczę czy człowiek noża "użyje inaczej?"
    1 punkt
  49. Mówisz, to tylko jesień i liście grają marsza. Cóż z tego, że złotawa, gdy znowu o rok starsza. *** Zdarza się dzień ponury, i łzawym okiem patrzy. Widocznie także jesień, ma swoje dno rozpaczy. *** Jesień już traci barwy i w mglistych tkwi welonach. A może się zasłania, gdy życiem niespełniona.
    1 punkt
  50. @Klip Bo co uchwały, na sposoby Wizerunki, nowe kłody Fajnie, bo z uśmiechem :) M.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...