Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 16.08.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. Chodzę w mroku sama i znam dobrze tę drogę, Gdzie niepokój w korzeniach oplata mi nogi. Moje kroki – szelest dręczących słów, Które cisza usypia wśród wilgotnych mchów. I wiem, że w tobie też tkwi ból A pod powiekami spoczywa zmęczona miłość. Że u ciebie też jest to, co we mnie. Bo kiedy kocham, To jakbym odchodziła. I kiedy odchodzę, To jakbym kochała. I nie rodzi się nic. I krwawię, i tkwię, Jakbyś był mi obcy. I tęsknię, i wracam, Jakbyś był mi bliski. Idę dalej, choć każdy krok wydaje się już czyjś.
    9 punktów
  2. - abecedariusz- Ach koniku jak nie opiewać cię? Bezmiar zachwytu cieniem się błąka. Czar liter w tło bieli wpisuje się. Drętwoty mizerią twa koronka. Et consortes gładko wiatr wyczuł. Filuternie w szeregu wszystkie ustawił. Gracko wnet je do rany przystawi. Hurtem zeskanuje, codzienne przypomni. Imentem nie bo do i biec tylko całym. Jeszcze w eter puścić tym grzesznym. Kazać, skazywać, oskarżać tak po prostu. Latami ciągnąć i ronić ku niebu. Łatkami przyrastasz jak nowy słój. Miotasz się, przydługi żywot twój. Nieprzewidzianym świata refleksem. O koniku zrodzony z szalejącej krwi. Pegazie co awangardy skrzydeł trzepotem. Raźniej do przodu unoś twej grzywy znój. Szum rojenia, co żywi się passusem. Troskę - tym szybkim haustem dla ust. Unieś słowa jak ptak beztrosko puść. Wznieś sił z zaporem przeuroczym, X- to przecież nie zbiór bzdur Y- też się dobrze dziś trzyma, Zeszlami się potem. Źródłem strawy i sławy wszelakiej. Żartem niby, a zrobi mokrą robotę.
    8 punktów
  3. Gar słów zostawiam na stole. i wszyscy częstują się sami, zaś czar na ustach już poległ spadając pięknymi zdaniami. Nad garnkiem usiadł poeta i myśl mu się jedna zaparła. Spytał, choć pewno to nietakt: czy zjadła czy może ze żarła? Jadła zapewne powoli smakując wyrazik jak kęsik pijąc alkohol miast coli, by smaczków znaleźć najwięcej. Ze żarła – boi się przyznać, bo brzuszek rozbolał od rana. Dawkuje sobie natychmiast kropelki – lecz nie Waleriana. A ja też chciałbym usłyszeć: Czy gar ów choć trochę zatrzymał? Bo słów to jeszcze mam michę, czy w śmiech zmieniła się mina?
    6 punktów
  4. Co można było tylko sknocić aż skiebźdźiłem do kwadratu (przy blasku sarkającego księżyca) (w promieniach słońca które nie zachwyca) w zapatrzeniu na siną dal która nie miała żadnego prawa nadejść zresztą z ani jednej strony wielostronnia Hiob – może i jestem ale w głównej mierze na własne życzenie Hiob – może przypominam ale sądzę, że bóg nie chce się mieszać w moje nieuroczo zaplątane historie i życie Próbuję je jedynie tylko wierszem rozplątać i nawet w wierszu i nawet w tym dobrym zupełnie bez powodzenia Ale ale, bo odzyskałem te kilka marnych wersów dla przelicznych współobywateli niedoli. Warszawa – Stegny, 16.08.2025r.
    6 punktów
  5. mamo mamo od rana do wieczora codziennie tak samo - patrz podaj słuchaj przytul zamknięte bajką mało tego w nocy to samo obok duży bobas zmęczony marudzi przytul mnie pytając czy ty mnie kochasz ludzie miejcie więcej litości to o pomstę woła - tego koń nie wytrzyma a ona musi
    5 punktów
  6. Waldkowi - za inspirację Szczęścia się nie da zmierzyć lub zważyć, złapać do klatki, zachomikować. Ma coś wspólnego z tym o czym marzysz zły kombinujesz - boli cię głowa! A w żadnym sklepie jego nie kupisz, chociaż ten towar zwą twoim szczęściem. Nie daj się nabrać i nie bądź głupi, wyrzuć oszustów i pomyśl jeszcze. Bo w tym temacie brak wszelkich wskazań, żadnych instrukcji też nikt ci nie dał. Nie wpadaj w rozpacz, to nie jest dramat, dostałeś rozum – myśl, gdy potrzeba! „Każdy kowalem własnego szczęścia” a z możliwości i upodobań, sam je zbuduje jak mu potrzeba, by być spełnionym w czynach i słowach. Dla jednych szczęście, to świat przemierzyć, dla innych - żona, dzieci, rodzina. „Każdy swe szczęście swą miarą mierzy, każdego szczęście ma inny wymiar”
    4 punkty
  7. -Co w temacie bliskości małpko chcesz powiedzieć? -Z misiami, jak najbardziej, ale nie z niedźwiedziem.
    4 punkty
  8. Podglądam Cię przez szybę. Jesteś taki sam, jak w poprzedniej epoce: nosisz wciąż te same sny, identyczne złudzenia. Czuję, że nie pasujesz do rzeczywistości, jak element z innej układanki. Pragnę wypełnić Tobą moją wieczność. Marzę, żeby życie rozproszyło się na siedem stron świata. Od dziś przyszłość należy wyłącznie do mnie. Od dziś napotykam Cię tylko w innej współczesności. Spijam z Twoich warg miąższ zakazanego owocu; jawa jest tak łatwopalna. Być może zmierzch nauczy mnie, jak odchodzić wraz ze światłem. Wierzę, że łzy nauczą mnie więcej niż wyszeptana ballada. Ballada, która kwitnie w duszy, zmaga się z nadmiarem życia.
    4 punkty
  9. Poznali się przypadkiem - jak to bywa w miejscach, gdzie ludzie zostawiają swoje samotności w kącie monitora, licząc na czyjś cień. On - Michał. Czekał na wezwanie do wojska, z tym trochę dziecięcym lękiem w oczach, jeszcze schowanym za humorem. Ona - zbyt czujna, by się całkiem zauroczyć, ale dość wrażliwa, by poczuć ten znajomy trzepot duszy, gdy ktoś mówi "też tak mam." Zaczęli pisać prywatnie. Najpierw krótkie zdania. Potem już całe kawałki siebie. Aż pewnego wieczoru… - Co jesz? -zapytał. - Mandarynkę. - Ja też. Zatrzymali się oboje. Jakby czas przez ekran się zgiął w pół. Ona poczuła, że nie jest już sama w pokoju. Słodki, lekko cierpki zapach mandarynek wypełnił nie tylko powietrze, ale i ciszę między nimi. - Obierasz paznokciem czy nożem? - Paznokciem. Nie lubię noża do owoców. - Ja też. I tak siedzieli, każde po swojej stronie miasta, po swojej stronie ciszy. Łzy przyszły bez zaproszenia. Nie wiadomo dlaczego. Może przez samotność, która nagle przestała być prywatna. Może przez czułość, która nie zdążyła się przerazić formy. Michał napisał tylko: - Płaczę. - Ja też. Byli w tym razem. Jakby jedli mandarynkę z jednego talerza. Jakby ekran był tylko przezroczystym szkłem, za którym szept staje się dotykiem. Potem długo już nic. Michał dostał wezwanie. Nie było pożegnania. Ani umowy. Została chwila, taka, która już nie potrzebuje ciągu dalszego, bo się domyka w pamięci. Ale w niej - w niej coś zakwitło. Nie w głowie. W ciele. Od tej pory każda cząstka mandarynki przypominała jej dotyk ust, których nigdy nie dotknęła, a czuła je do dziś - jak smak, który zostaje pod językiem długo po ostatnim kęsie. Z tej jednej chwili powstał wiersz. A z wiersza – tytuł jej pierwszego tomiku. „Mandarynki.” Bo nie wszystko, co ważne, musi być realne. Wystarczy, że było prawdziwe.
    3 punkty
  10. Nie zostawiła. Wyrwała się ze mnie jak gwóźdź z martwego drzewa, zostawiając dziurę, która śni, że znów jest sercem. Nie poszła z innym. Uciekła w cień anioła, a mnie zostawiła na słońcu - żebym płonął jak prorok bez księgi, żebym wył jak metal w piecu ostatnich czasów. Gryzę język, by jej imię nie rozsypało się w ustach. Każdy głos powraca jak zwiastun z apokalipsy - trąba, co gra tylko ciszą. Szukam jej w zielu, w oddechu LSD, w winie rozlanym na ziemię jak krew kozła. Wciągam jej cień z powietrza, modlę się do poduszek jak do kamieni bez Boga. Ale nie wraca. Z raju się nie wraca, nawet jeśli utkany jest z plastiku,⁸ ze sztucznych gwiazd, ze słów modlących się jak aplikacje. W mojej głowie noc - czarna suka o sutkach suchych jak studnie. Ciągnie mnie przez ruiny pamięci i rzuca w ogrody kolców. Nie mam już twarzy - tylko maskę z popiołu jej spojrzeń. Nie mam już głosu - tylko świst, jakby w mojej klatce spał smok, który nigdy nie zasypia. Nie mam już serca - tylko echo, co bije w pustce. Każda ulica to rana. Każdy krok - bluźnierstwo. Każdy człowiek - ten drugi, który milczał jak kamień, gdy ona odchodziła jak bogini w płomieniach. Ja płakałem. Płakałem ogniem, który utracił wszechświat. Płakałem dymem. Płakałem jak wilk rozszarpany przez sny. Płakałem jak ziemia, kiedy pierwszy raz ujrzała krew. A ona? Śmieje się w bieli jedwabnej pościeli, czystej jak apokryf, którego nigdy nie otworzę. A ja? Wilk, który kochał ogień. Popiół udający człowieka. Cień jej cienia. Szczur w labiryncie Boga. Gwiazda spadająca w pustkę. Serce z krwi, które bije tylko po to, by przypominać, że świat bez niej jest moim końcem.
    3 punkty
  11. dobroć ludzka nie zna granic przyjrzyj się jednak dobrze monecie w dłoni nasze królestwa dzielą dwie mile siedzę w biznesie od zawsze wojna też branża społeczeństwo ty sąsiedzie coś z tego rozumiesz? nie znasz rosyjskiej duszy z kobietami łatwiej jesteś bez szans ja jestem u siebie* * Putin o niesprawiedliwości podczas transakcji sprzedaży Alaski
    3 punkty
  12. rozgrzany rynek szelest gołębich skrzydeł lądują w cieniu
    3 punkty
  13. Esy floresy tańczące po ścianie oraz trele morele słyszane z dworu, wczesnym rankiem zwabiły mnie na taras zmuszając do uśmiechu i wyciągnięcia rąk do kogoś , kto siedząc w wiklinowym fotelu tulił filiżankę z kawą patrząc z żalem tam gdzie powoli znikała noc . Widząc to powiedziałem - nie smuć się proszę miła gdy dzień się zmęczy i pójdzie spać ona wróci i otuli swą powłoką pod którą nasze ciała znowu zakosztują najpiękniejszej że wszystkich gier we wszystkich istniejących światach.
    3 punkty
  14. Tęcza była w pełnej krasie, zostały duchowe nici, rozpięte w między-czasie.
    3 punkty
  15. @Berenika97 Zebrało mi się w dziale poezji kanibalistycznej Na izbie przyjęć w mieście Larnaka, pacjent oświadczył: "Prawda jest taka: "Pamiętam tylko, że jadłem drób, wtargnął kanibal i w łeb mnie łup. A gdy zemdlałem, zeżarł mi ptaka". Rzekł pewien cwany szaman z Botswany przez ludożerców w buszu pojmany: "Uczą te oto ryciny, by starej nie jeść ludziny". Mimo to szaman został zszamany. Chciał ludożerca się żenić w Warszawie, nawet pierścionek wybrany miał prawie. Gdy jednak bliżej poznał rodzinę, tłumaczył lubej uczuć ruinę: "Ja twych rodziców kompletnie nie trawię". Nie martwi się wcale kanibal z Boliwii, że starzy dziewczyny są tacy zgryźliwi. Chociaż ciskają klątw miliony, suplikant mruczy urzeczony: "Ja bardzo to cenię, że tak są zjadliwi". Pozdrawiam
    3 punkty
  16. Wieża wysoka w oddali nad morskim klifem. Chusta z niej powiewa – to królewna uwięziona? Oby nie szczerbata, co tak macha… pranie suszy? Uszczypnąłem osła w ucho, dalej – pół królestwa w puli! Wertepami, przez błota i pokrzywy, przez mgły, Wśród piorunów zygzakiem… smok drogę zastępuje. Zionie ogniem – no to popas, chleb ze smalcem przekąsimy, Propan-butan kiedyś mu się skończy – takie czasy. Zbrojni konni – jeden, drugi, trzeci, cap za fraki, na ziemię powalili. Patrol jakiś? „paszport i szczepienia! zwierz podkuty? Gdzie gaśnica?” – pod ogonem! „o wsteczny nawet nie zapytam. Chuchnij, wędrowniku!” – huuu! – „dość! kiedy zęby myłeś?” „Precz mi z oczu, kmiocie, plebsie, nikczemniku! Dowgird, przegnaj chama batem!” – świst, trzask… ajajaj! U celu głowę zadzieram – istny drapacz chmur. No, do dzieła! kłódki jak z tytanu młotem rozbijam. Pomoc nadchodzi... cierpliwości, chwilka… Schodów nie ma – tylko lina szubieniczna. Wspinam się, co począć, chwyt za chwytem. Pnę się z gębą uchachaną… co w posagu myślę? Złota czy brylanty… i sto krów też się przyda. Sruu! – na głowę doniczka spada – test przetrwania? Drapię paznokciami, cegła za cegłą, coraz bliżej, Kic, kic… – na ostatniej prostej jestem – nóżki całuję! „Mamooo! złapał się królewicz – on ci z bajki!” Podstęp… wpadłem w sidła, nieee – dalej – dzidaaa! Fik przez okno – spadochron się otwiera, za mną szybuje postać z nosem zagiętym. W spódnicach rozdętych przez wichry… kraaaa! Miotłę odpala, gazu dodaje – smugi na niebie gęste, Warkot dwusuwa: wizg… bryyy, już mnie dopada, lada chwila. W dole wilki wyją, uciekają, smok podwinął ogon. Słońce zaszło, w dłoniach oczy skrywa: „mnie tutaj nie było!” Koniec, po mnie… marnie skończę – ot, śliwka w kompocie. „Wracaj, słodziuteńki – wieczerza czeka i napitki. To ja, twoja milusia przyszła pani, imć teściowa.”
    2 punkty
  17. na najwyższej zielonej górce kosztując zrywany owoc zatańczę winogronowo sokiem płynącym po rozgrzanym ciele
    2 punkty
  18. Anglik przez kanibala na Fidżi uwięziony, Usłyszał po angielsku: "Zostaniesz upieczony"! Białas przerażony trudną sytuacją - krzyknął: "A co ze wspólną cywilizacją?!" - "Przecież nożem i widelcem zostaniesz zjedzony"!
    2 punkty
  19. przychodzi żaba do fotografa, choć raz bym chciała wąskie usteczka - ustawię światła, zrobię co mogę i będziesz piękna, uwodzicielska fotograf myślał jakby to zrobić... po czym się zaczął drapać po głowie jest jedno słowo - to konfitura, jak będę robił - to ty wypowiesz a żaba wyschła trochę ze stresu marzy o deszczu, by zaczął padać - jakie to słowo, wiem, coś słodkiego dobrze pamiętam - to marmelada!
    2 punkty
  20. Żart żartowi żartem nierówny: "Co Ty taki? Jakiś durny!", "Gdzie maniery, inteligencie młody?", "Nie wypada! Pod nogi rzucasz kłody.", "Obrażasz! Obrażasz tym strasznie ludzi!", "Człowiek się lepiej w głuchej ciszy budzi.", "Nie pędź tak, bo w ścianę uderzysz!", "Dlaczego wszystkich swoją miarą mierzysz?", "Ironii nie znasz, jesteś chamem!", "Brzęczysz nad uchem, jakbyś był komarem!". Ja zaś, filozof prawdziwy, nie działam pochopnie, Sądzę, i myślę, i czuję, i widzę roztropnie: "Okropnie wszystkim dystansu brakuje, Człowiek się często zbyt dąśnie zachowuje." Ach! Jakie żem dziecko błyskotliwe i mądre! Sam swoje rozważania chyba poprę! Krzyknę donośnie: "Hej! Humorek nas zbawi!", Bo cóż innego radzić, gdy świat tak bawi? Wiem, że słowo moje czasem ludzi trapi, Lecz ten się śmieje, kto się śmiać potrafi!
    2 punkty
  21. jest noc kilka chmur przemierza niebo siedzimy pod księżycem sparowani samotnością gwiazdy dzwonią do drzwi błąkają się w judaszu potem gasną w naszych oczach nie otwieraj to tylko sen świat przestał oddychać ratujemy się usta usta
    2 punkty
  22. @Annna2Czasami dobry fioł nie jest zły, a wręcz przeciwnie - bardzo twórczy! :))
    2 punkty
  23. @Migrena Twój wiersz jest mocny - bardzo świadomy językowo i boleśnie uczciwy. To emocjonalny żywioł, ale nie chaotyczny - to kontrolowany pożar, który ma swój rytm. Wiesz, co robisz. To nie moja bajka - moje serce jest chyba sto lat starsze ode mnie kocham klasykę - ale lubię, kiedy ktoś pisze właśnie tak: odważnie, bez kalkulacji. Czasem przeginasz w obrazie - ale tylko dlatego, że nie chcesz niczego zamieść pod dywan. Jest w tym pisaniu duch szaleńca i świętego jednocześnie - a przede wszystkim: autentyczność.
    2 punkty
  24. @Migrena Tu przypomniałeś mi autora "Blaszanego bębenka" , a właściwie jego powieść- pozwolę sobie przytoczyć fragm. rozdz, pierwszego: w arce Noego nie ma miejsca dla szczurów, po ludziach zostają tylko śmiecie, statek często zmienia nazwę, jaszczury wymierają. W Twoim wierszu zawarte są pytania( tak sądzę)- jak w powieści Grassa, rozterki ludzi 21 wieku @Migrena by przypominać, że świat jest końcem, tak- i nie można o tym zapomnieć. Podoba mi się Dopiszę- a może jest tak że serce bije jeszcze po by żyć też dla innych? Wilki tak robią Popiół nie udaje człowieka- jest pyłem po nim. Koheletowo
    2 punkty
  25. @Annna2 Ten wiersz to fascynujący abecedariusz. Każdy wers zaczęłaś kolejną literą alfabetu - do końca! A to przecież takie trudne! Świetna metafora - koń, który ewoluuje w Pegaza, w symbol natchnienia. Pokazałaś siłę słowa!!! Tytuł mnie zastanawia. :) Super Aniu, jesteś wielka!
    2 punkty
  26. Fajnie przeplatanie wstawki słów.
    2 punkty
  27. Zawsze razem, a nie "razem", Jak nie "razem" to nie zdrada, Każdym razem pod ołtarzem, Razem z tobą grzech się skrada. Tym razem jestem okrutny, Wczoraj byłem ideałem, Pytasz mnie czy jestem smutny, Razem z innym cię widziałem. Nigdy "razem", a jednak "ex", Zawsze blisko, oddalasz się. Zaliczasz mnie do marnych beks, Sama nade mną mażąc się. Tak wiele widzimy znaczeń, Choć dalej jesteśmy sobą, Dążymy spełnienia marzeń, Nie zawsze z dobrą osobą.
    2 punkty
  28. kiedy się kruszę jak bochen chleba i każda myśl niestabilna kochaj mnie mocno jak raz sie kocha taka potrzeba ma pilna kiedy osuwam się życiem zmęczona i pragnę w dym się przemienić kochaj mnie jeszcze i tą miłością zechciej mnie w ogień zamienić a kiedy znowu nie wiem co mówić i drżą mi dłonie bez sensu kochaj mnie znowu i ulgę przynieś memu spłoszonemu sercu no i gdy słowa płyną strumieniem I bywa łzy niepojęte tylko mnie kochaj a to co smutne zamienisz znów w uśmiechnięte i kiedy siedzę samotnie z kubkiem i sączę kawę zbyt słodką to ty nic nie rób ale mnie kochaj bym była miłości cząstką bo ja w tym wszystkim kochaniem jestem czyżbyś zapomniał niechcący tak mi mówiłeś tak zapewniałeś gdzie więc nasz świat jest płonący wiem wiem moj miły wszystko przemija nawet miłości prawdziwe lecz ty masz moce żeby przemienić bajkę złą w życie szczęśliwe
    2 punkty
  29. To się odważ i zagadaj sama. On pewnie się wstydzi.
    1 punkt
  30. Tego ulubionego o odmiennej orientacji?
    1 punkt
  31. @Somalija było buzi prosto w usta, takie namiętne z języczkiem, wiesz... a następnie wypili po czarze okowity. a potem były słowa donka: oj, wowa, oj wołodia, władimirku.. jaki z ciebie zimny drań, ty łobuzie jeden, i znowu było mocno z języczkiem tak namiętnie do samego końca...a bladym świtem donek do wołodii; jak się tamten nie zgodzi cośmy ustalili, to zwalimy na niego winą za wszystko... i piąteczka donka z wową na pożegnanie i znowu po buziaku i lekkim klapsiku po nagich , spoconych po seksie pośladkach...
    1 punkt
  32. @Leszczym no coś w tym jest. Bo wydawnictwo musi zarobić, Ty nie stracić- jakoś tak to działa. sprzedaje się sprzedaje- chyba antologie bardziej- widziałam kiedyś w Empiku w Olsztynie. Ale może się mylę. Nie mam wydawniczych aspiracji, ale czytać lubię
    1 punkt
  33. @Waldemar_Talar_Talar Waldemarze, z jednej strony śmiesznie - z drugiej... aż boli znajomo. Przypomniało mi się, jak w dzieciństwie podobno domagałam się, żeby mama zakładała mi smoczki na wszystkie palce. Tylko wtedy zasypiałam spokojnie. A mój brat? Gryzł rogi poduszki tak długo, aż w każdej był otwór. I kto wtedy myślał o matce? O kobiecie, która „musi” - od rana do nocy. Prosty ten wiersz, ale prawdziwy.
    1 punkt
  34. @Leszczym wiesz dlaczego napisałam, że nie wiem czy jesteś Hiobem- i tu nie chodzi o wygadanie, rozmowność. Hiob stracił wszystko- nawet dzieci, pomimo to był wierny Bogu. Nigdy nie wiadomo, jacy będziemy- to słowa W. Bartoszewskiego= jego doświadczenie Auschwitz. W skrajnych warunkach, sytuacjach w człowieku ujawniają się zarówno najlepsze i najgorsze cechy. Hioba nic nie zmieniło. I oby nigdy nie było Tobie dane tego doświadczyć
    1 punkt
  35. @Alicja_Wysocka I niech sobie mówią, że nie ma ludzi niezastąpionych.@Berenika97 Bohaterka tego wiersza spełnia wszystkie te warunki. @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję bardzo za wszystkie ślady zainteresowania, pozdrawiam.
    1 punkt
  36. @Leszczym nie wiem czy jesteś Hiobem, ale wiem, że słowo skiebźdźiłem - superowe jest
    1 punkt
  37. @wierszyki Ciekawie połączyłaś elementy sakralne z obserwacją. Zestawiłaś obraz cierpienia Chrystusa z opisem dziecięcych stópek - ciekawy kontrast między wysoką sztuką a ludzkimi reakcjami. Wiersz ma wiele urywków - zabieg stylistyczny. Wspominasz o Guido Renim (malarzu barokowym), czy przeglądałaś jakiś stary album sztuki (np. religijnej?)
    1 punkt
  38. @violetta dzięki
    1 punkt
  39. @Gosławawspaniałe zachowanie przynajmniej tak mogłaś pomóc Ja się modlę za swoją rodzinę. Wczoraj wnuk 20l miał wypadek samochodowy oczywiście z jego winy (mandat kilka tys) samochód rozbity prawie całkowicie a gówniarz wyszedł bez szwanku - nawet żadnego zadrapania Myślę, że z tej lekcji wyciągnie wnioski na całe życie (uszkodzona metalowa odbojnica i drzewo odrapane) @Annna2 a po co się powtarzać, a różnić się nawet trzeba, bo byłoby nudno:)))
    1 punkt
  40. @Jacek_Suchowicz dokładnie! Tak wiec szczęście (na szczęście), nie ma definicji.
    1 punkt
  41. Płyną sny i marzenia (Panta rhei) A słowa i czyny Są tylko zabawką W rękach gorszego Boga
    1 punkt
  42. nie wnikam jaki owoc zrywasz morele jabłka winogrona są wszystkie słodkie sok zlizywać istna przyjemność dopieszczona :))))
    1 punkt
  43. @kwintesencjai chyba o to idzie :))) dzięki
    1 punkt
  44. 1 punkt
  45. Witaj - piękny wiersz - Pzdr.zadowoleniem.
    1 punkt
  46. 1 punkt
  47. Strasznie jest gdy bóg śmieje się płacząc.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...