Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 01.07.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
On swoim ramieniem ją zawładnął, jak wiatr, co wszystko na drodze chwyta. Pieścił ramiona, tarmosił zmysły i nie zadawał żadnych pytań. Ona kładła się trawą po łące, pod każdym jego podmuchem silnym. Przy szeptach miękkich tańczyła lekko, tak się nie czuła z nikim innym. To była taka dziwna miłość – zdarzyła się szybko i namiętnie. Kwitła czerwienią, jak maki w polu – krótko, ale jak pięknie. Ona zielenią go czarowała, swych rzęs łąkowych kołysaniem. On rzucał pod nogi upojne bukiety i w tym kochaniu był cały dla niej. Byli dla siebie łąką i wiatrem, co w swym splątaniu tkwią namiętnie. Szkoda, że tylko na chwilę jedną, bo wyglądali tak pięknie.9 punktów
-
Łu noju psiakne spsiywnie ludzie spsiywali. Wprzód te gyszychty some łukłodali. Ło mniłowaniu, nieszczajściach, wojnie i o ciajżkiej robocie. Ale byli tyż take spsiywnie taka czam, czygo dzieciukom słuchać nie łuchodziuło tygo. 'Na całych jeziorach Ty" słychać zarumieniony Agnieszki szept. Wtem plusk i nóż do wody wpadł. Krzyk i ścisk- "Chrystine" po Oscara płyń. Noc uwalnia duchy, w Karnitach snuje się piękna Christa, czy Nienacki o niej wie? Małłek zbyt zajęty rozmową ze Steinbeckiem, więc nie opowie. Przedburzowa flauta ciszę wymusza, w łańskie imperium wciąż zaprasza. Na to wszystko Mikołaj Kopernik patrzy, przy zamkowej ławeczce przysiadłszy. O szklanych domach od Żeromskiego usłyszy. Słońce zawsze zachodzi samotnie. Zanurzę w nie palce powoli i czule. Tobą Warmio wciąż jeszcze biegnę, pomiędzy wersami ukrywam dreszcze. Zniknę potem, gdy nadejdą deszcze. gyszychty nosze - nasze historie łu noju- u nas spsiywnie- pieśni ( gwara warmińska) -cdn-8 punktów
-
rośnie uparcie do góry nie szarpie się z materią poddaje gałązki wiatrowi nie zdarza mu się słowotok kłótnie czy wulgaryzmy śpiewa w eterze listkami w harmonii i bez wysiłku kwiaty otwiera radośnie dzieli się barwą, zapachem i owoc wyda - to pewne bądź świadom drzewoczłowieku7 punktów
-
łapałam się w życiu wielu słów własnych i cudzych długa lista odkąd złapałam się za głowę zaczynam wreszcie łapać dystans6 punktów
-
Patrzę w Twoje Ciemne oczy I widzę siebie. Jesteśmy podobni. Nie lubimy porów I fast foodów, Głupoty i chamstwa. Czytamy te same książki I powtarzamy: Właśnie po to istniejemy! .......................... Pamiętam, Jak pokazywałeś mi świat, Jego piękno i brzydotę. Dawałeś mi tęczowe Farby, Miałam malować Swoje smutki. Potem śmialiśmy się Z kolorowych trosk. Pilnowałeś moich snów, Nie mogły być zlęknione. Gdy płakałam, Rozczesywałeś moje łzy, Zbierałeś rozmazane piegi, Czytałeś baśnie I opowieści o bohaterach. Nuciłeś pieśni nad pieśniami. ............................................... Wciąż mnie odmładzasz. Wysyłasz ciepły sweter, Dobre słowa I aromat imbirowego ciasta. Gdy mnie przytulasz, Oboje mamy w oczach Wzruszenie. Słucham twojego serca I nie wiem Jak to się stało, Że teraz mówimy Różnymi językami.5 punktów
-
Rozkminka po rozmowie z @FaLcorN, jako nadmiar spraw i stresu. Że wybrałam dobre imię - dowiedziałam się od dzieci, z kodem znaków zespolona, każda nim się w środku cieszy. Jakby myśląc o pociechach planowałam w duszy życie. I dziś szkic ten na nie czeka, dobrze im jest. Należycie. A jak myślę o tym samym (czy Beata mi pasuje) to pół wieku walczę z sobą, czasem wręcz nie reaguję... Imię - to dom duszy zgrabny. Co, gdy nazwa psuje wnętrza? Lubisz swoje imię? Napisz. (Czy "Matylda" będzie większa?) Robią botox, cycki, brzuchy, włosy, usta i pośladki. A ja wolę zmienić imię na pseudonim jakiś gładki.4 punkty
-
Szukała w polu dla siebie dziadka, zwłaszcza że była po kilku wpadkach. Nie tylko dla niego i dla niej, pszennego wrogiem to płesznik, najlepsza babka.3 punkty
-
Człowiek? To nie brzmi dumnie. To brzmi jak błąd produkcji w fabryce gwiezdnego byle czego. W kosmicznym Excelu ktoś kliknął: Ctrl+C, Ctrl+V, i tak powstałeś – białkowy bug, czyli ty, który płaci kredyt na lodówkę, składki szkolne za dziecko, raty za samochód i jeszcze ten abonament na wodę, co leci z kranu. Masz mózg? Gratulacje – to biokisiel z błędami systemowymi. Co pięć minut aktualizuje ci humory: złość, apatia, poezja, głód, śmiech, pornografia i „czy to rak?” DNA? To jak instrukcja składania szafy z Ikei, napisana przez pijanego szympansa. Z błędami. W sanskrycie. Z częściami od innej szafy. I gwoździem, którego nie potrzebujesz, a którym się skaleczysz w bonusie. A ciało? To żart, stary. Siedzisz na dwóch kościach, które pierdzą, i masz brzuchowy worek, który ci rośnie od samego siedzenia. A układ trawienny? Trzymasz trzydzieści metrów fermentującego węża w środku brzucha który rządzi całym tobą. Dzięki wielkie, ewolucjo. A teraz najlepsze – ty, ten biologiczny robot z przeciekami z przodu i z tyłu, masz PRACOWAĆ, być KIMŚ, osiągać CELE, i w międzyczasie masz medytować, uczyć się, pracować, prać i sprzątać, uprawiać jogę, nie dotykać plastiku, jeść bio-jarmuż w szklanym słoiku, choć wszystko, co kupujesz, przychodzi w bąbelkowej folii. Ale czasem w nocy, kiedy świat śpi, w tych zgliszczach myśli, chciałbyś choć na chwilę poczuć spokój — taki prawdziwy, miękki jak oddech ukochanej osoby, który mówi: ''jesteś kimś więcej niż listą zadań na dziś, jesteś światłem które rozprasza mrok". W życiu to wyśnione "światło" jest tylko jego marną namiastką, tandetnym migotaniem. Ale i tak nic z tego, system ponad tobą czuwa. Pomylisz się – to płać ekstra ZUS. Nie ma darowania, urząd podatkowy czeka. Nawet za brudne auto. Złe spojrzenie? Mandat. Za spóźnienie? Mandat. Za gadanie? Mandat. Za oddychanie plastikiem – faktura, plus VAT. Musisz mieć pasję. Ale taką do wysyłki przez Allegro. Musisz być sobą – o ile mieścisz się w regulaminie. Musisz się rozwijać. Na własny koszt. Do końca życia. I codziennie aktualizować hasło do szczęścia. Kosmos cię stworzył z próżni, dał ci świadomość i kazał płacić za parking, prąd i gaz. Miłość? To biochemiczny trip, żebyś czasem nie uciekł z hodowli. Rodzina? To sitcom z aktorami, którzy nigdy nie dostali scenariusza. Sens życia? To PDF, który się nie otwiera. Bo to format nieobsługiwany przez twoje ciało. I tak się tu kręcisz – sapiący worek atomów, który rano smaruje chleb, wieczorem bolące nogi, a w środku krzyczy dumnie: „JESTEM KIMŚ!”, choć nawet nie pamiętasz, gdzie zostawiłeś klucze od domu. A potem umierasz. Po wszystkim, po tej całej operze z pierdzeniem i fakturami, umierasz jak telewizor po burzy: czerwone światełko, koniec sygnału. Więc klikaj, sapiens, w reklamy i linki, kopuluj, śmiej się i umieraj, bo jesteś królem... wśród cyfrowego śmiecia. Śnij dalej, człowieku, żeś panem wszechświata, twórcą astronautów, wielkim poetą, inżynierem na budowie – a jesteś po prostu... zwykłą małpą bez wynagrodzenia na śmieciowym gwiezdnym etacie. Tak kończy się człowiek – od maszyny inny tylko tym, że go boli i się męczy. A ból? To systemowy błąd, którego nikt nie potrafi naprawić.2 punkty
-
"Pewna kobieta po rozwodzie spędziła pierwszy dzień w smutku, pakując swoje rzeczy do pudeł i walizek, a meble – do wielkich skrzyń. Drugiego dnia przyszli ludzie i zabrali cały dobytek. Trzeciego dnia usiadła na podłodze pustej jadalni. Włączyła spokojną muzykę, zapaliła dwie świece, postawiła półmisek z dwoma kilogramami krewetek, talerz kawioru, otworzyła butelkę zimnego, białego wina i zaczęła ucztować. Gdy skończyła jeść, w każdym pokoju rozmontowała karnisze. Zdjęła z nich końcówki, do środka każdej rury włożyła po garści krewetek i kawioru, po czym starannie zamknęła wszystko z powrotem. Następnie, bez słowa, opuściła dom i przeniosła się do nowego mieszkania. Wkrótce jej były mąż wprowadził się do domu z nową partnerką i nowymi meblami. Przez pierwsze dni wszystko było idealnie. Ale po jakimś czasie w domu pojawił się nieprzyjemny zapach. Próbowali wszystkiego: dokładnego sprzątania, prania dywanów, wietrzenia każdego kąta. Sprawdzili wentylację, czy nie zagnieździły się tam martwe myszy. Powiesili dziesiątki odświeżaczy powietrza, zużyli setki puszek sprayów. Nawet wymienili wszystkie dywany na nowe. Nic nie pomagało. Ludzie przestali do nich przychodzić. Ekipa remontowa odmówiła dalszej pracy. Służąca odeszła. Zdesperowani, musieli się wyprowadzić. Przez miesiąc nie byli w stanie znaleźć kupca na dom – nikt nie chciał go oglądać, a agenci nieruchomości przestali odbierać ich telefony. Ostatecznie para zdecydowała się na zakup nowego domu za ogromne pieniądze. Pewnego dnia kobieta zadzwoniła do byłego męża w sprawach formalnych. Rozmowa zeszła na temat domu. Mężczyzna powiedział, że właśnie wystawia go na sprzedaż, nie wspominając o problemie z zapachem. Była żona, z pozornym spokojem, wyznała, że bardzo tęskni za domem i zapytała, czy mogłaby go odkupić. Zadeklarowała, że załatwi wszystko z prawnikami, by sprawnie przepisać własność. Mężczyzna, przekonany, że kobieta nie wie nic o „smrodzie”, chętnie zgodził się oddać jej dom za jedną dziesiątą realnej wartości – pod warunkiem, że podpisze dokumenty tego samego dnia. Kobieta bez wahania przyjęła ofertę. Tydzień później były mąż i jego nowa partnerka stali w drzwiach, uśmiechając się, gdy ekipa pakowała ich meble... razem z karniszami" Autor nieznany, opowiadanie z kręgu miejskich legend internetowych2 punkty
-
Jestem jak mrok między gwiazdami. Każdy na mnie patrzy, ale nikt nie dostrzega. Jestem jak milczenie między słowami. Jak cierpienie między najpiękniejszymi chwilami. Pamiętam wszystko... Widzę, słyszę, czuję, ale nie jestem jak wy.. Egzystuję nocami, płaczę literami, wypełniam pustkę między galaktykami. Kiedy dotykasz mnie snami, dotykasz pustki między nami.2 punkty
-
i cóż mi z tego nie piszesz do mnie więc drę w kawałki do ciebie listy na powrót składam wyrywam śmierci mozół i męka nie znajdę wszystkich jednym impulsem miażdżę uczucia w białych szpargałach są nawet śmieszne kiedy tak lecą w ostatnią podróż cisza na trąbce grana szelestem giną wzgardzone niepoświęcone zarodki chęci ledwie zamysły widać zgłupiałam powinnam spalić miałabym w oczach chociażby iskry2 punkty
-
Bezradność jest starością Z dłońmi Opuchniętymi ze złości. Z drżącym oddechem W nieudanym pośpiechu. Bezradność jest człowiekiem, Na którego nikt nie czeka. Stającą się tożsamością, Amputacją nadziei bez znieczulenia. Bezradność Zabija bardziej niż życie.2 punkty
-
@lena2_ … głowę. Słusznie, bo żadne cudze mądrości nie ustalą naszych osobistych granic, które pozwolą wiernie trwać względem przekonań, systemu wartości i będą naszym szańcem w konfrontacjach z ( nierzadko) pazernym życiem… pozdr.2 punkty
-
Szukanie igły w stogu siana to trudne zadanie, ale pewnie jest no sposób. Tak jak szukanie narzeczonej już odkrytej :)2 punkty
-
@andreasAch, wejść w taką ciszę - to aksamitne marzenie. Zrobiło się cudnie i bardzo nastrojowo.2 punkty
-
głowią się mądre głowy, co mają zrobić z uczniami, którzy głowy nie mają by bawić się cyferkami i nie chcą pisać matury z matmy – królowej nauk bo twierdzą, że są z natury homo dyskalkuliami1 punkt
-
Trochę jak Anakin Skywalker - zawsze w ruchu, jak określił go jednym równoważnikiem zdania jego mistrz Obi Wan (Ben) Kenobi. To porównanie jest jak najbardziej trafne. Także dlatego, że jako osoba przebudzona - a w następstwie tegoż postępująca ścieżką samoświadomości - mam, znów "trochę", z Jedi. Brzmi śmiesznie? Być może. Ale oprócz dbania o poziom umysłu i intelektualnych horyzontów przywiązuję stosowną miarę do rozwoju duchowego - albo energetycznego. To synonimy, co już wcześniej ajednokrotnie podkreśliłem. Do fizycznego również, na co składają się wiadome czynniki; nie nazywam ich tu więc. Mało tego: uważam, że każda osoba, dbająca o siebie samą w wyżej wymienionych przestrzeniach, jest częściowo jak Jedi. No i pasja, a właściwie pasje. Pierwsza to pisanie, które byłoby jednak amożliwym zarówno bez czytania, jak i bez pozostawania w świadomym kontakcie z esencjalnymi sferami mojego ja: z umysłem i z duszą. Ale umysł zestagnowany, czyli będący w stagnacji albo bierny, nie jest sobą i jako taki byłby mało użyteczny. A użytecznym ma być: czyli myśleć. Zasadniczo austannie. Robiąc sobie wolne tylko wtedy, kiedy naprawdę potrzebuje odpocząć. Ma także obserwować i zachowywać spostrzeżenia. A dusza, ciało wewnętrzne? Owa istotowa iskra, cząstka jak mówią, Osobowego Wszechświata, ożywiająca każdy - czyli wszystkie - żywy organizm, żywą istotę: obojętnie czy w formie roślinnej, zwierzęcej czy ludzkiej. Ona też ma być żywą, procesować samą siebie w rozwoju. Czerpiąc energetyczną esencję z zainicjowanych przez organizm, który zamieszkuje, materialno-psychicznych doświadczeń. Przyglądam się sobie. Analizuję przeszłość, układam plan na teraźniejszość, bo przyszłość przecież nie istnieje, składając go z konkretnych posunięć, opartych - bazujących - na poszczególnych decyzjach. Dzielę codzienność na to, co potrzebne, aby postąpić naprzód. Aby odcinek swego rodzaju przestrzeni - umownie nazywanej dniem i umownie nazywanej czasem - nabrał w mojej własnej teraźniejszości osobistego znaczenia. Napisałem te słowa, obejrzawszy się za siebie. Niedawno, po raz kolejny. Pierwsze zamieszkanie za granicą, w UK, po przekroczeniu czterdziestego czwartego równoleżnika. Druga pięciolatka w Królestwie Niderlandów. Trzy wydane książki, z czego dwie własnym sumptem, od dwa tysiące dwudziestego roku. Czwarta i piąta w tym roku. I podróże: trzy do Egiptu oraz po jednej do Brazylii, Maroka, Rosji, Sri Lanki, Tunezji i ostatnio Tajlandii. Chwalę się? Przemawia przeze mnie egoizm? Jeśli tak, to ten pozytywnie zdrowo-obiektywny. Mam fałszywie wstydzić się wysiłku? Urzeczywistnienia planów i osiągnięć? Zamierzeń? Nie. To obiektywizm. Mam pełną świadomość, że wiele osób osiągnęło znacznie wiecej. Zbudowały dom. Założyły szczęśliwe rodziny. Przeżyły tyle samo lat bardziej pomyślnie i bardziej owocnie. Zarabiają w dwa tygodnie tyle, ile ja przed dwa miesiące. Jak chociażby nasz pochodzący z Krakowa rodak, którego poznałem w Tajlandii, a który odwiedził ponad sto pięćdziesiąt krajów. Każdy odnosi sukcesy na swoją miarę, zgodnie z wykorzystywanymi możliwościami. Ale prawdą jest też i to, że umniejszanie własnych to fałsz i samoszkodzenie przez obniżanie poziomu - zasobu - osobistej energii. Na ile jesteś? Osobą, którą chcesz być? Wiedeń, 2. Lipca 20251 punkt
-
1 punkt
-
ja chciałem ty chciałaś a w ciałach krew wrzała niby nic takiego w miłości ale jakie ekskluzywne1 punkt
-
1 punkt
-
przedwczoraj mi się urodził wiersz brzydki, niczym potworek ach, dramat, pewno po takim resztek odwagi nie zbiorę. jak mam go innym pokazać, gdy brak mu rączek i nóżek? przyszłości oprócz szuflady już innej mu nie wywróżę. a on sam sobie uroił bo tak to bywa już z młodym, może minstrela zachwyci, że nada się na rapsody. i szyldzik sobie przywłaszcza bo lustra odnośni nie ma - a może ja sonet jestem albo i nawet poemat! * ty gniocie lichej postury bez sensu puenty i treści, zapytaj kosza na śmieci czy zechce ciebie pomieścić!1 punkt
-
Chwaliły się kąty proste, że są bardziej pożądane, niż kąty rozwarte i ostre. Koła dobrze poinformowane stwierdziły, że to bzdury, bo to kąty widzenia są ważne, by nie spłaszczyć już żadnej figury. Linie krzywe, ale odważne głośno krzyknęły: - Przecież kąty widzenia to tylko optyczne złudzenia!1 punkt
-
1 punkt
-
O czcigodni Entowie wy nie biegacie bez sensu każdy wasz krok to obrona przed złem 😉1 punkt
-
@Alicja_Wysocka ( …dlatego nie wchodzę tutaj pod teksty pewnej lekarki K. W. z Otwocka ( na innych portalach posługującej się nickiem antydesperant i Konfacela Borba 🥴) która mnie obraziła czyniąc pod swoim tekstem obraźliwe aluzje do wyglądu ( skąd czerpie „ wiedzę”?) i która później tanio 🥴 grała rolę ofiary, na zasadzie „ złodziej krzyczy : łapać złodzieja”, nie warto się zniżać do cudzego niskiego poziomu kultury,…), pozdr.1 punkt
-
@PerfectlyImperfect W moim odczuciem wiersz opowiada o byciu pomijanym, niezauważanym, odmiennym, kimś komu pustka wypełniła przestrzeń relacji. Jesteś pierwszą osobą na tym forum, o której wiem że interesuje się MBTI. Dla mnie to jedna z pasji od dobrych kilku lat. Co do mojego typu z urodzenia ESFJ, choć obecnie wskutek okoliczności zewnętrznych, niezależnych ode mnie bardziej przypominam ISFJ. Tak czy siak silna funkcja Fe. W twoim przypadku pewnie mniej aktywna skoro mówisz o domieszce INTJ.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Berenika97 piękny, przejmujący wiersz. Opiekuję się Tatą- jestem teraz jakby trochę jego rodzicem. I czasem aż wyć się chce- bo pamiętam jeszcze Tatę- kiedyś silnego mogącego wszystko.1 punkt
-
@lena2_Świetny wiersz - wywołał uśmiech i refleksję nad codziennością. No i subtelna autoironia - super!1 punkt
-
@lena2_Żeby powiedzieć, że ta miniaturka jest złotą myślą, to za mało. Jest co najmniej platynową albo diamentową,chociaż diament to już nie metal, ale szlachetny węgiel. Pozdrawiam.1 punkt
-
@Alicja_Wysocka … takie rzeczy „ kuszą”, pewnie niejednego ucieszy ten tekst, ale w moim odczuciu, zawsze na końcu sami musimy spojrzeć w lustro; dla zachowania własnej godności nie należy się tak poniżać…Zwierzęce reakcje niech zostaną w świecie fauny, człowiek wypracował sobie cywilizację, ale to moje zdanie, pozdrawiam miło.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Witam - dziękuje za ciekawy komentarz - Pzdr.uśmiechem. Witam - fajnie że dobrze napisane -dziękuje - Pzdr.serdecznie. @Natuskaa - dziękuje -1 punkt
-
1 punkt
-
@Migrena Ecce homo- oto człowiek. I dalej za Heglem- "wolność to uświadomiona konieczność" Żyjemy w kraju, społeczności, grupie- podlegamy przepisom, nakazom. Mamy wolność wyboru i odpowiadamy za swoje wybory @Migrena podoba mi się wiersz1 punkt
-
@ireneo Jasne, korzystam z pieniędzy jak każdy. Ale ten wiersz nie potępia samego pieniądza, tylko obsesję, która sprawia, że człowiek zapomina, co naprawdę ma wartość. Nie trzeba żyć w lesie, żeby zauważyć, że coś w nas się gubi.1 punkt
-
Tym bardziej się cieszę, że mogłam zobaczyć (uczestniczyć również) te, które jeszcze w coś takiego, jak wianki "wierzą". Ponieważ poza "wiarą", taka noc daje możliwość świetnej zabawy. Dzięki za opinię. Pozdrawiam :)1 punkt
-
1 punkt
-
@Lumen Astralis Nie, tekst został prawidłowo umieszczony, dajmy przykład: "Pan Tadeusz" - Adama Mickiewicza - jest prozą napisaną wierszem, prócz: inwokacji - to już liryka. Łukasz Jasiński1 punkt
-
@violetta @iwonaroma Bo czasami obrazy z dzieciństwa są bardziej przejrzyste, niż obrazy teraźniejsze. Tak jakby były bez zmazy pierworodnej poczęte... @Annna2 Mnie również słoma w butach nie uwiera :) @andreas Kombajn do zbierania kur po wioskach. Tak przy okazji twojego komentarza, przypomniała mi się nazwa nieistniejącej już kapeli... Dziękuję za wszystkie ślady zainteresowania, pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
noc spowiada kolejnych kochanków słuchając opowieści w które nie wierzą nawet gwiazdy niespełnione obietnice mnożą się bez opamiętania bo nie ma szans na choćby jeden wspólny świt niekochanie coraz głębiej wchodzi w krew1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@piąteprzezdziesiąte a jaki był poprzedni tytuł? :) bo edycja pokazuje tylko zmiany w treści wiersza, a w tytule już nie :(1 punkt
-
@Alicja_Wysocka @iwonaroma Szanowne panie chłop jest super doskonały- żadna z Was nie potrafiłaby tak zareagować; Scenka z życia wzięte prawdziwa rozegrała się na spotkaniu biznesowym jakieś trzy miesiące temu: Umówiliśmy się z inwestorami (wiek ok 50) na spotkanie celem domówienia szczegółów. Inwestorzy on i ona małżeństwo wspólnie prowadzą biznes. ona się trochę spóźniała, więc rozpoczęliśmy bez niej. Po dwudziestu minutach wparowała zadyszana ona; Przepraszam (i w kierunku męża) kochanie byłam u fryzjera - nastąpiła ciężka cisza. On nawet nie odrywając wzroku od papierów ze stoickim spokojem stwierdził "noooo..." Czy którąś z Was stać by było na taką reakcje, gdyby wasz chłop wrócił od fryzjera? Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Czy chłop nie jest super doskonały????? :))))1 punkt
-
1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne