Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 17.11.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
Spacerowałem dzisiaj z przyjacielem po lesie ścieżką nakreśloną przez promienie jesiennego słońca ponad taflą jeszcze niedawno zielonych liści. Przed nami jakiś młody ojciec asystował dumnie dwójce swoich pociech, które właśnie opanowały sztukę chodzenia. Powiedziałem: „Zobacz Claus we wszechświecie powtarzają się rzeczy milion razy przed nami na oczach. W książkach, filmach rodzą się, dorastają oraz starzeją ludzie. Znamy już tę opowieść wspaniale i tracimy poczucie, że bierzemy w niej udział.“ A dzieci pokazywały nam swoje czerwone języki, krążyły wokół nóg ojca i nie chciały się od niego oddalać jak planety od swojej gwiazdy.7 punktów
-
6 punktów
-
gdy miano już witać go w niebie gdy miano już grzebać go w glebie po tym jak wydał swe ostatnie tchnienie nieboszczyk wstał z trumny na własnym pogrzebie; stanął przy odpalonej zniczy i mówi, że w życiu mało co się liczy bo wszystko co dałeś do ciebie powróci tak jak z prochu powstałeś tak i w proch się obrócisz5 punktów
-
Z radia leci jazz, zmywam naczynia, butla w której płyn, bańki puściła. Rozbawiło mnie, wręcz niesłychanie, kilkanaście tych mydlanych baniek. Gdzieś tam wojna trwa, sypią się bomby, propaganda znów rozsadza głowy, a tu w radiu jazz, jedna po jednej, bańki nikną nad kuchennym zlewem.4 punkty
-
znieczulona nie jednej nocy wdychałam smród przepoconego ciała pijanych napalonych pomiędzy płaczem dziecka a przerażeniem matki przełykałam po kryjomu we łzach resztki godności zmuszony człowiek strawi każdy los4 punkty
-
Dam Ci łyżeczkę szczęścia Kropelkę nadziei Dam gram zaufania Serce co na pół się dzieli Dam Ci marzeń miseczkę Szczyptę bliskości Dam pragnień do smaku I dodam radości Poleje wszystko ulgą Udekoruje słodkim snem Posypie miłością Najpiękniejszym dniem Mam taki przepis Upiekę Ci słońce Będziemy jeść wspólnie Po czasu końce3 punkty
-
Od lat nie pisałam... miałam chyba wszystko. Nic więcej nie chciałam... Z lalek już wyrosłam, reszta rzecz nabyta. -Dlaczego więc piszesz? -ciekawie zapytasz. Pragnę przyjaciela... Odnajdź mi go, proszę... Tak długo już pustkę w swoim sercu noszę. Poczekam cierpliwie aż pierwszy śnieg spadnie. Podziękuję później, jak umiem najładniej. Grzeczna chyba byłam. Sama zresztą nie wiem. Pozdrawiam serdecznie Elfy oraz Ciebie!!! A.3 punkty
-
Prosiła go Pola z miasta Gorie: "Zajmij się polem, zasadź cykorię." Zamiast zasilać z troską warzywa polifoską wolał uprawiać poliamorię.3 punkty
-
Jesień inaczej skąd spłynął na mnie taki smutek patrzałem na brzozę za oknem na gałązce poruszany delikatnie wiatrem kołysał się ostatni listek żal mu było opuścić miejsca gdzie doznał tyle radości miał takie piękne widoki a teraz... i nagle przypomnialem sobie nasze rozstanie także trzymaliśmy się przeżytych chwil ale stało przy nas jak wyrocznia nieuniknione czy na pewno do dziś trudno nam na to odpowiedzieć 11.22 andrew3 punkty
-
wizję spowija zaćma ten mrok co po każdym dniu przychodzi a na imię mu Cień po słońcu i blasku przychodzi jak złodziej w mroku własnej swojej istoty nie ma już nic ciemniejszego za dnia przemyka między drzewami za domami czuwa za myślami bezwiednie podąża o tej porze wyrasta jakby z ziemi niebo obnaża ze światłości i ciemność ją ogarnęła sięga do trzewi trawi odbarwia zakrywa taka to dyfuzja ciemnista nim brzasku ostrze porazi w nirwanie zanurza słodkiej bolesnej marze zabrawszy co chciał schodzi do podziemia by w śnie spocząć głębokim łakomym przemykając czuwając podążając jutro spotkamy się znowu X - 17 XI 20223 punkty
-
Według polskich wierzeń - Czarny kot przebiegający drogę - przynosi pecha. W uniknięcie nieszczęścia ma rzekomo pomóc cofnięcie się o 3 kroki. Według podań, możemy też splunąć przez lewe ramię, skrzyżować palce lub po prostu poczekać, aż ktoś inny minie nas pierwszy. Wówczas pech spadnie właśnie na tę osobę. W Niemczech - zgodnie z przesądem - pecha przynosi kot przechodzący z prawej strony na lewą. Jeśli przechodzi z lewej strony na prawą, niesie ze sobą szczęście. W innych miejscach czarne koty są zwiastunem pozytywnych wydarzeń. Mieszkańcy Japonii uważają, że przynoszą bogactwo i odstraszają złe moce. Anglicy również uważają, że widok czarnego kota przyniesie im szczęście. Czarny kot wręczony pannie młodej w dniu ślubu przyniesie małżeństwu pomyślność. Kot o czarnej sierści jest też uznawany za pomyślną wróżbę między innymi we Francji, gdzie jego obecność w domu ma przysporzyć mieszkańcom szczęścia.3 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
* Mówisz, to tylko jesień i liście grają marsza. Cóż z tego, że złotawa, gdy znowu o rok starsza. * Zdarza się dzień ponury, i łzawym okiem patrzy. Jak widać także jesień, ma swoje dno rozpaczy. * Jesień już traci barwy i w mglistych tkwi welonach. Lecz nosi w sobie zgodę, gdy życiem jest spełniona.2 punkty
-
zapaliłeś zarzewie myśli ubrałeś we własne słowa w przekonaniu że kupię całą treść bez namysłu i da ci wiarę cały świat to tylko t w o j a prawda2 punkty
-
Żyjąc nabywamy prawo do tego by umrzeć umierając do tego by zrozumieć życie Które jest tylko jedną z chwil jaka mija bezpowrotnie nigdy już nie wraca I niech tak zostanie niech nikt w tym nie miesza nie wmawia że jest inaczej2 punkty
-
Wybacz mi kochanie rozmowa nam się rozkleiła totalnie już nie nęcą nas z życia wzięte opowieści a pytania zdają się nadawać do kosza po co i na co te błędne smsy? Nasze życia twardo nawet nie zachciały się w tu i teraz wymieszać a wspólny bordowy shaker zdaje się że poszedł w zepsucie zostało zaledwie z kilka zmieszań Ciekawość drugiego człowieka zawsze była i być będzie nieodgadnioną i nieprzeniknioną zagadką zostały truizmy i trucie i tyci tycie no żesz w mordę z takim życiem !!! Warszawa – Stegny, 16.11.2022r.2 punkty
-
2 punkty
-
@Rafael Marius serio jest ich dużo. Bo przecież sprawy damsko - męskie to też intelektualna sprawa ;))2 punkty
-
Bo trudno byłoby się nie interesować. Dzięki za odwiedziny. Dzięki za ten komentarz. Pozdrawiam.2 punkty
-
2 punkty
-
zakochuję się w każdej chwili ja nagą gałązką dzikiej róży a ty plącz moje wieczne niesforne włosy uchwycę ulotne piękno2 punkty
-
Odkładasz siebie na później, Nie widzisz, jak zastyga twa krew. Myślisz - pewnego dnia wzniosę się I zrzucę ołowiany ciężar minionych dni. Przejrzyj swą duszę na wskroś, Zanurz się w jej głębinach. Odkryj siebie na nowo I odważ się być szczęśliwym. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś Zanim założysz nowe buty i pójdziesz w nowe sny. Horyzont spowity ciemnością twych nocy Nie pozwala ujrzeć bijącego światła dnia. Otwierasz rozum, otwierasz serce. Ostatni raz oszukał Cię ktoś. W blasku poranka zburzysz młotem mur, By potem pewnie wyjść ku niebu. Delikatnie i czule okryje Cię dobro. Twoja dłoń kreślić będzie radosne okręgi. Oto stanąłeś na innej ziemi, Gdzie stare już dawno zmył deszcz.2 punkty
-
List w płatkach róży... Plucha jesienna weszła na podboje Drzewa ostatnie liście rzucają Kołysanka chłodu sen przyniesie przyrodzie Szelestu złotego dywanu już nie usłyszymy... Deszcz rozmyje barwne posłanie... Z kościelnej wieży dobiega głos dzwonu Ktoś zasnął tej nocy Odszedł po cichu List pozozostawił ukryty w płatkach czarnej róży... Tam jego słowa Tam jego życie pełne obrazów które malował... Wiatr się rozszalał szukając twarzy... Ciemne granaty niebo okryły Nadejdzie zima Blejtram obrazów wspomnienia o nikim kronikarz bielą pomaluje.... Przestworza światów łącza się i odchodzą jak spadające płatki róży Powstanie życie Przyroda się przebudzi... Słowa listu... Kto go napisał? LRD2 punkty
-
— Kran w umywalce ciężko dokręcić! — Naprawdę? Teraz nie mam na to czasu. Kilka chwil później... — Mówiłam ci, że z kranu w łazience cieknie. Przestań siedzieć przy komputerze. Zadbałbyś trochę o dom — powiedziała z nutką wyrzutu w głosie. Wiedziałem, że jak raz zacznie, temat kranu będzie powracać jak bumerang. Miałem za sobą wyczerpujący tydzień i nie mogłem wykrzesać odrobiny energii na cokolwiek, co dopiero jakiś cieknący kran. — Co chcesz, żebym zrobił? — Chcę, żebyś obejrzał ten kran. Może tylko uszczelkę trzeba wymienić. — Przecież wymieniałem w tym kranie uszczelkę już dwa razy w ciągu ostatniego miesiąca. — Pewnie wymieniłeś nie tę co trzeba. Skąd ona tyle wie o uszczelkach? Pewnie od koleżanki, tej która w Polsce studiowała hydraulikę stosowaną, czy coś w tym rodzaju. Ta koleżanka nie naprawiła jednego kranu, bo ma od tego znajomych. Samotna, atrakcyjna, kokietuje tylu facetów, że sami wymyślają, co by tu jeszcze upiększyć: wysypać żwirem alejkę, pomalować płot i co tylko tamta zechce. — Gdybyś na dom poświęcał tyle czasu, ile marnujesz przy komputerze, już dawno mieszkalibyśmy w pałacu. „A na co mi pałac?” — pomyślałem i co jej przeszkadza komputer? Przed telewizorem mogę siedzieć pół dnia i nie zwraca na to uwagi, a gdy tylko zacznę grać na komputerze, zaraz ma pretensje. — Trzeba wezwać hydraulika — mruknąłem na odczepkę. — Ale oni strasznie zdzierają. Za sam dojazd liczą tyle, co za godzinę pracy. — Najlepiej znaleźć kogoś, kto mieszka w pobliżu. — To czemu nie szukasz? Przestań grać i zrób coś pożytecznego. No tak, sobota zmarnowana, a czekałem na nią cały tydzień. Cieknące krany, przystępne ceny… W ciągu niecałej sekundy ponad sześć milionów rezultatów. Aż tyle kranów przecieka? To gdzie są te pałace? Kliknąłem na kilku odnośnikach z pierwszej strony. Co? Takie ceny to prawdziwy rozbój! Byłem na siebie wściekły: lata studiów, zakuwanie po nocach, egzaminy i przychodzi mi wzywać hydraulika, który może mieć sześć klas podstawówki, a zarabia więcej na godzinę niż ja przez cały dzień. Na taką niesprawiedliwość pozwolić nie mogę! — Skarbie, wiesz jak bardzo nie lubię tego robić, ale doprowadzę ten cholerny kran do porządku, żebyś nie uważała mnie za złego męża. Wstałem od biurka poszukać zapasowej uszczelki. Potem zakręciłem dopływ zimnej wody przed domem. Ciepłej wody nie trzeba było zakręcać, bo szła z tej samej rury, przez kocioł w pralni. Odkręciłem baterię, założyłem nową uszczelkę i sprawdziłem, czy dławica jest dobrze dokręcona. Następnie wykonałem te same czynności, w odwrotnej kolejności. Kapało jak przedtem. „No to problem z głowy” — stwierdziłem z ulgą. Zrobiłem co w ludzkiej mocy i teraz z czystym sumieniem mogę wzywać fachowca. Ale na babski upór nie ma rady. Poszperałem na dnie szuflady i wybrałem uszczelkę grubszą, innego koloru. Powtórzyłem całą procedurę, lecz woda ciekła nadal, chyba nawet bardziej niż na początku. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie ten dzień i nie mogłem uwierzyć, że kilka minut później stałem w drzwiach w wyjściowym ubraniu i z kluczykami do samochodu. — Serduszko, jadę do sklepu zasięgnąć porady. Zaraz będę z powrotem. — Dobrze, tylko bez pośpiechu, mamy cały dzień. Sklep dorównywał rozmiarami hangarowi na lotnisku. Powinni w nim sprzedawać airbusy-piętrusy, ale zawalony był mnóstwem rozmaitego asortymentu, co tylko może mieć użytek w domowym gospodarstwie. Gdybym na oglądanie każdej rzeczy poświęcił choćby sekundę, nie wyszedłbym stąd przed rokiem. — Mam problem z wymianą uszczelki — zaczepiłem przechodzącego sprzedawcę. Był w starszym wieku i miał na sobie długi, czerwony fartuch, a pod spodem szorty. Wyglądało śmiesznie, jakby nosił sukienkę. Gdy tylko usłyszał mój akcent, przestał kontaktować i musiałem powtórzyć pytanie. — Widocznie dławica jest przepracowana i wymaga naprawy. Widząc, że nic nie rozumiem, wyjaśnił: — Można to łatwo zrobić przy pomocy narzędzia do ręcznego frezowania. Nie kosztuje ono wiele, a właśnie dzisiaj mamy specjalną ofertę. Nie tracąc czasu na długie rozmyślania, kupiłem to narzędzie i przystąpiłem do dzieła. Przytknąłem frez do dławicy i powoli, równomiernym ruchem ręki, zacząłem nim obracać, dokładnie według wskazówek udzielonych mi przez sprzedawcę. Gotowe. Spojrzałem na zegarek: dopiero minęła jedenasta, może jeszcze zdążę pograć na komputerze. Odkręciłem wodę. — Psia krew, teraz dopiero cieknie! Podstawiłem wiadro pod zlew. Obserwowała mnie z dezaprobatą. — Może poproś Paula? Naprawia spychacze, koparki, na pewno będzie umiał… Paul to nasz sąsiad, młodszy ode mnie kilka lat. Kiedy zamieszkał obok, zaprosiliśmy go z żoną na grilla, żeby wybadać kim są i zawrzeć pakt o nieagresji. Było to na jesieni, lecz słońce wciąż grzało mocno, dlatego siedzieliśmy pod gazebo, na trawniku za domem. Każdy pił co innego: ja piwo, mój szmaragd białe wino, Vivian Jack Daniel's whiskey. Paul miał ochotę na wódkę, więc zaproponowałem absolut o smaku porzeczki, za którym sam zbytnio nie przepadam. Nalałem mu, wypił do dna. Swój chłop — pomyślałem. Nalałem znowu, wychylił bez namysłu. — Ale dobre! — Mlaskał z zachwytu. — Bądź tak uprzejmy i nalej mi jeszcze jeden. — Powoli Paul, mamy sporo czasu… Paulowi nigdzie nie było spieszno, lecz rozmowa go nudziła. Nie przyszedł tu gadać i miałem wrażenie, że jeśli mu nie naleję, sam złapie za butelkę. Starsza o dziesięć lat Vivian, świdrowała go karcącym wzrokiem, jakim matka patrzy na nieletnie dziecko, ale Paul nic sobie z tego nie robił. Po kilku kieliszkach jego twarz zbladła jak płótno, krzesło na którym siedział traciło w coraz głębszym przechyle styczność z podłożem, aż osiągnęło punkt krytyczny, za którym nie było powrotu. Zatrzepotał w powietrzu rękami i runął na wznak jak kłoda. Ważył chyba siedemnaście kamieni i zataszczenie go do domu wymagało dużego wysiłku. Unikał mnie przez kilka następnych tygodni, a znajomym z ulicy rozpowiadał, jak to Polaczek spod jedenastki spił go w trupa. Na szczęście od tamtego zdarzenia upłynęło już tyle dni bez alkoholu, że znowu byliśmy w przyjacielskich stosunkach. Paul nigdy nie odmawiał wyświadczania drobnych przysług i gdy tylko wyjaśniłem w czym rzecz, złapał za frez ręką potężną jak niedźwiedzia łapa. Zagrało w rurach po całym domu, lecz kranowi niewiele to pomogło. Paul machnął ręką i powiedział, żebym nie żałował pieniędzy na hydraulika, ale mój diament nie chciał o tym słyszeć. Odbyłem w takim razie drugą podróż do sklepu i żeby nie opowiadać całej historii od początku, odszukałem tego samego sprzedawcę. Znalazłem go w dziale wyposażenia łazienki, widocznie była to jego specjalizacja. Układał towar na najwyższej półce i musiałem poczekać aż zjedzie dźwigiem na dół. Kiedy wypomniałem mu, jak dobre narzędzie mi sprzedał, odparł niewzruszony: — Pewnie frez zrobił wycięcia w dławicy, które penetruje woda i dlatego kran cieknie nadal. Powinieneś wybrać inny rodzaj, taki zakładany na wiertarkę. Mówiąc to pogmerał na półce i podał mi kawałek ciemnego metalu w kształcie grzybka. Czemu nie powiedział mi tego za pierwszym razem? Pewnie dlatego, żeby zarobić podwójnie. Poszedłem bez słowa do kasy, zapłaciłem i wróciłem do domu. Wyjąłem ze schowka w przedpokoju wiertarkę, nałożyłem frez, przystawiłem równo do dławicy i pociągnąłem za spust. Wierciłem ostrożnie kilkanaście sekund, po czym poświeciłem latarką, żeby sprawdzić rezultat: powierzchnia dławicy była gładka jak lustro. Nauczony złym doświadczeniem, bez większych oczekiwań puściłem wodę. — Złotko, chodź tutaj prędko! Naprawiłem kran, zobacz ani jednej kropelki, a jak leciutko można zakręcać! Popatrzyła na mnie z nieukrywanym podziwem. Wówczas zrozumiałem, że żadna ilość dyplomów, ani tytułów nie zaimponuje kobiecie. Miał rację jeden z moich kolegów mówiąc: — One lubią faceta, co używa rąk, jest wiecznie zajęty. Coś tam struga, maluje, całymi dniami. A ona wieczorem zrobi mu kawę, pochwali: „O, jak fajnie to skleiłeś, nikt nie zrobiłby tego lepiej, jesteś wspaniały!” Samica ptaków wybiera tego, który uwił najpiękniejsze gniazdko, a czymże jest dom, jeśli nie gniazdkiem? Rozpierała mnie duma, aż do granicy zarozumiałości. — Teraz nie ma takiego kranu, którego nie mógłbym naprawić. Może nawet dam ogłoszenie do gazety i nieźle na tym zarobię. Będziemy mieszkać w pałacu. Co o tym myślisz? — Nigdy nie jest za późno na naukę czegoś praktycznego — odpowiedziała, a z jej oczu wyczytałem, że tej nocy będzie mi przychylna i spełni najbardziej wyrafinowane zachcianki. Nie minęły dwa tygodnie. — Kran w łazience cieknie. — Co, znowu? Niemożliwe! Szybko jednak zapanowałem nad emocjami i dodałem z pewnością w głosie: — Nie rób takiej zmartwionej miny, piętnaście minut i będzie naprawione. Wyjąłem wiertarkę, założyłem frez, wiercę, wiercę, aż raptem metal ustąpił i wiertło wpadło głęboko do dziury. Przewierciłem dławicę na wylot. Woda trysnęła na kafelki, jak ze studni artezyjskiej. Usiadłem na posadzce, mokry, zrezygnowany. — A niech to diabli, dzwonię po hydraulika!1 punkt
-
nie chcę się budzić a może wstawać a może po prostu widzieć świata a może po prostu czasem są takie dni gdy wolimy żyć tym co się nam śni1 punkt
-
Jasne, że mogę sprawić ci kilka wrażeń, ale obawiam się jednego, a mianowicie iż przyziemny real sprowadzi nas na ziemię z odległej przecież planety Marsa lub Wenus. Zresztą chyba rzeczywiście wolę sprawiać niż sprawować lub sprowadzać, ale tę regułę muszę jeszcze przemyśleć. Wyrzekam się raz na zawsze ocen za dobre / złe sprawowanie, bo nie jest to bynajmniej kategoria, w której chciałbym rywalizować. Sprawdzam!! Warszawa – Stegny, 17.11.2022r.1 punkt
-
leć do miłości jak rześki spacer wśród wietrznych zielonych traw pogładź twarz niczym różowego bzu ścisnę cię lekko biedronką1 punkt
-
Super. Nawet nie zdajemy sobie na ogół sprawy, jak natura rządzi. Np.w korporacjach, które mają się za cywilizacyjną nowoczesność. A tu... grzybnia :)1 punkt
-
@helenormeller Ja bym już nie edytował. Jest idealnie. Pozdrawiam1 punkt
-
@Rafael Marius wiesz w sumie w ogóle portale miewaja dużo ze sobą podobieństw ;)) Nawet do poezji.org można znaleźć analogie ;))1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@goździk "Temat kobieta to teraz drażliwa kwestia,.."? hmm... kiedyś nie była? ;)1 punkt
-
1 punkt
-
Dochodzę do wniosku, że Potrzebuję miłości, to kiełkuje We mnie od lat i czuję, że Pierwszy listek wypełza już, Przez gardło, na światło dzienne. Dochodzę do wniosku, że Zakochałem się i jest ona moim pierwszym listkiem. Nietuzinkowa, czarująca; kobieta, Z dziecięcą twarzą, blond włosami opadającymi na jej suche ciało. Jej dotyk sprawia, że zmysłami odchodzę. Dochodzę do wniosku, że Uzależniłem się od jej dotyku Pewnego, zaspokajającego moje potrzeby, Kojącego moją zbolałą duszę. Dochodzę do wniosku, Pragnienia Na tyle wyjątkowego, abym nigdy już tego nie powtórzył. Urokliwa, niewinna, jasnowłosa Zaczyna tańczyć Gdy ja wpatrzony, leżę, Przywiązany na madejowym łożu. Dobiera się do mnie, Majestatycznie zaczyna pieścić językiem Moje całe ciało, Począwszy od lewego ucha. Robi to z niezwykłą przyjemnością, Pieszcząc stopami moje przyrodzenie, Dochodzę. Językiem schodzi coraz niżej, Kończywszy na moich stopach, Dokładnie muska moje palce. Łożę zaczyna się rozciągać, Powoli, stopniowo. Ona z całych sił próbuję wyrwać zębami moje paznokcie, Schodzą Bez problemu, oporu. Moja erekcja jest nie do opisania. Dochodzę dwa razy, Płaczę. Piękny ból. Nie do opisania. Łóżko zakrwawione do kolan. Moja anielska sprawczyni się uśmiecha, Widzę na jej policzkach łzy. Mam nadzieję, że szczęścia. Błagam o podcięcie sutków, Dzięki temu czuję, Osiągnę błogi szczyt. Ona bierze w swe delikatne jak jedwab dłonie Skalpel, Tępy. Powoli przykłada do mojego nabrzmiałego sutka, Z największą precyzją nacina milimetr po milimetrze Delektując się przy tym krzykiem, bólem. Dochodzę kolejny raz. Ból nie miał już skali. Odczuwam tylko przyjemność. W jej oczach widzę spokój. Rozcina mi z precyzją chirurga w pół moje przyrodzenie. Cała jest we krwi, Nie mogę patrzeć jak się biedna pobrudziła. Wbija mi zakrzywione gwoździe w oczy I zaciąga w swoją stronę By ostry zakrzywiony początek wbił mi się w oczodół. Moja dama schodzi ze mnie. Łóżko rozrywa moją każdą kończynę. Uśmiecham się. Kładzie mi list przy sercu, Zawartości jego się już nigdy nie dowiem. Dochodzę do wniosku, że To już koniec, A to wszystko w jedną noc. Odchodzę.1 punkt
-
Żeby tylko to… Kiedy dałem ten tekst do przeczytania znajomym, wytknęli następujące mankamenty: interpunkcja leży i kwiczy niewłaściwa kolejność słów rażące powtórzenia i błędy stylistyczne ogólnie pisane bez polotu i fantazji Dlatego zamieściłem w warsztacie, choć oczywiście w ostatnim punkcie warsztat wiele nie pomoże. Dziękuję za cenną uwagę i pozdrawiam. 👋 Akurat ten sposób zwracania się zapożyczyłem od kolegi, bo wydawał mi się zabawny: kochanie, skarbie, serduszko, złotko, diamenciku, szmaragdzie, szafirze, moja ty perełko. ✨ Jak masz pomysł na wydłużenie powyższej listy, to byłbym niezmiernie wdzięczny. 😊 @goździk Ależ to było okropne! Szmaragd jest ozdobą domu, ma być podziwiany, umilać czas, a nie brudzić delikatne rączki obrzydliwą zawartością cieknących rur — od tych ostatnich jest chłop. Dziękuję za przeczytanie i zabawny komentarz. 😊1 punkt
-
1 punkt
-
@Leszczym Ja ten tekst napisałem w samym środku nocy w ciągu zaledwie jednej godziny. Gdy patrzyłem w nocy jak po tragedii w Przewodowie cały internet zalewa fala paniki nie mogłem pozostać na to obojętny... Świt dnia ostudził tamte nocne emocje... Teraz z perspektywy czasu widzę że było to jak gaszenie pożaru lasu kieliszkiem wody... Ale gdy inni z premedytacją siali dezinformację ja przynajmniej zrobiłem cokolwiek...1 punkt
-
@Kapistrat Niewiadomski Ja ten tekst napisałem w samym środku nocy w ciągu zaledwie jednej godziny. Gdy patrzyłem w nocy jak po tragedii w Przewodowie cały internet zalewa fala paniki nie mogłem pozostać na to obojętny...1 punkt
-
Chłodno wokolo, nie śpiewa skowronek Szepnęła cicho owocowa muszka To tylko jeden leniwy dzionek I nie wstała rankiem ze swojego łóżka Smutny los bywa takiego leniucha Tylko marudzi, narzeka, wciąż prycha Jest najmądrzejsza, nikogo nie słucha Natomiast wieczorem ledwo już dycha W pośpiechu szybko skosztować gruszkę Skubnąć śliweczkę, potoczyć jabłko Tańczyć, pląsać , przykucnąć na nóżkę Nie ma już czasu i sił też zabrakło Chociaż wiec chłodno i brak jest skowronka Nie marnuj minut, nie przesypiaj słońca Fruwaj szczęśliwie, zaglądaj po kątach Tak szybko dzień ten dobiega do końca1 punkt
-
1 punkt
-
nie chcę się budzić - może wstawać może po prostu świat zobaczyć a może śnić miast udawać i nie przekręcać pojęć znaczeń zaakceptować rzeczywistość z jej morderstwami łajdactwami pokornie zachowując czystość powiedzieć "prowadź dalej Panie" pozdrawiam1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne