Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 06.07.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
A przejdziesz czasem i przetniesz asfalt, chodnik, jezdnię i co tam jeszcze tak, no jasne, coś jeszcze... A jesteś według mnie i mi magnetyczna twarz, nogi, biust, włosy, młodość, kiecka etcetera Przytniesz moje myśli czasem ulotnym i zalotnym spojrzeniem ty wiesz że mkną po tobie od stóp do głów Miniemy się krocząc do mieszkań będziemy zmęczeni za ich progiem kto wie może nawet zmarnowani? Nie ma między nami dzień dobry jest między nami brak imion jest cisza do samego końca i nie ma naszych wzajemnych intencji. Warszawa – Stegny, 04.07.2022r.6 punktów
-
pozwól, że zaplotę się słowami wokół Twoich myśli ujmiesz moją twarz jak zbłąkanego nocnego motyla nasze stopy popłyną w rytmie śpiewu rozgrzanych świerszczy a nasze oczy rozbłysną niczym nadrzeczne świetliki zapleć swój oddech wokół moich westchnień ujmę Twoje słowa jak ostatnie krople wody nasze dłonie niech wędrują po meandrach rozpalonych ciał by nad ranem żar gasnącego ogniska otulił wspomnienie nocy5 punktów
-
fota z netu. o Jezusie Nazareński taki twardy taki męski po co przyszło ci do głowy by ocalić białogłowy i tych mężczyzn co to wszystko gdzieś tam mają już kochali teraz raczej nie kochają zbirów łotrów i oprychów po co w niebie aż ci tylu i te Marie Magdaleny co puszczały się niestety teraz bijąc się w pierś swoją zwisłą krzyczą że kurestwo im już zbrzydło tych morderców pedofilów tych hitlerów i putinów lepiej zajmij ty się mną gdy o to proszę no bo więcej już ja ciebie nie poproszę4 punkty
-
Kiedy ciąża jest niechciana, a dziewictwo chce zachować, wtedy prosi swego pana w innym miejscu się logować. W odpowiedzi na słuszny, krytyczny komentarz kolegi Wędrowca, dotyczącego:)4 punkty
-
Rafał Górski, rodem z okolic Śremu, uciekł od żony swej do eremu. Mówi, że choć śpi w trumnie, to "pustelnik" brzmi dumnie - musiał mieć ważny powód po temu.3 punkty
-
wczoraj było dziś jest jutr będzie taki układ otwiera nam nowe drzwi co za nimi kto tam wie może diabeł się śmieje albo anioł pióra rwie ale co tam mam to gdzieś co mi tam wczoraj byłem dziś jestem może jutro też...3 punkty
-
Jaka ja głupia Aż mi głupio bo wiem gdybym była nieświadoma to lepiej a tak jakoś nieswojo mi i wspak Wiele lat minęło Coś się kiedyś skończyło zanim się zaczęło To ja powiedzialam nie Wtedy myślałam że dobrze Teraz wiem że źle Zrobił karierę jest kimś znany bogaty A ja no cóż żyję z katem I na co poleciałam Na to że chłopa kawał Że bicepsy gęsta czupryna Dziś kawał drania Lecz reszty już nie ma Kawał drania No i ja już nie zakochana I nawet nie wiem czy Choć trochę jeszcze mnie Tamten pamięta Coś tam o kimś śpiewał Byłabym wniebowzięta Lecz nawet gdyby o mnie To pewnie dla mamony A ja tę piosenkę śpiewam Przed światem dla obrony Siedzę głupia i płaczę Chodźcie dzieci kochane Mama zrobi wam kolację Potem wam opowiem bajkę O księciu na bialym koniu Cicho dzieci cicho Tata wraca do domu3 punkty
-
Jak długo zamierzasz uciekać Przed nieuniknionym Przed przeznaczeniem Czas rządzi się swoimi prawami Doskonale o tym wiesz Powiedz proszę Dlaczego? Przeszłość cię dogoni Sumienie szybkie jest jak wiatr Nie odpuszcza Nie zwleka Wciąż myślisz o przyszłości Tej pięknej Tej lepszej Kiedy wróg twój wciąż u bram A nawet i bliżej Teraźniejszość jest ciężka Nie wiesz co będzie jutro Za tydzień Za jakiś czas A wspomnienia Ciągle cię śledzą Pora wziąć miecz swój I tarczę w dłoń Zmierz się z przeciwnikiem Pokonaj go I tryumfuj nad nim Bo tylko Ty Wyłącznie Ty Jesteś w stanie to zrobić Nikt inny Nie zmierzy się Z twym lękiem Nikt inny Nie pokona Twoich najgorszych Błędów...3 punkty
-
Pajda chleba z miłością To wszystko przyprawione tęsknotą Wsypiemy do kubka herbaty Miłosnej, zerwanej wprost z krzewu. Poczekamy, aż się zaparzy Naciągnie wywar z lubczyka Mętny, ziołowy napar Przyniesie nam szczęście w miłości. Pognajmy nasze konie Niech się rozpędzą w galop Poniosą nas do zatracenia Niechaj przesadzą tę przepaść.2 punkty
-
spotkałem echo które z wiatrem rozmawiało o tym i o tamtym zachwycali się chwilą podziwiali horyzont chwalili go mówili że on to prawda że nie smuci ich jest im bliski spotkałem echo i wiatr uśmiechali się było mi miło że to właśnie ja spotkałem ich gdy nuda obok2 punkty
-
niż rozlatujące się wspomnienia zostają mi po was ślady i obrazy waszych twarzy i brzmienia żywe bez rozstań2 punkty
-
tak tak drogi czytelniku najzwyklejsza garść ziemi zachwyca mnie bardziej niż mistrzowski obraz rzeźba wiersz powieść bo ta garść potrafi urodzić pachnący kłos w którym ukryta prawda o chlebie który tak kochamy i to nie od święta ale codziennie2 punkty
-
Witaj - dziękuje pięknie za czytanie i komentarz - Pozdr.uśmiechem. Witam - dziękuje Grzegorzu za tę miłą chwile - Pozdr. Witam - miło że tak widzisz ten wiersz - dziękuje - Pozdr. Witam i dziękuje za miły komentarz - Pozdr. Witam - miło że czytasz za co serdecznie dziękuje - Pozdr.2 punkty
-
Już nie trzeba. Tak, już nie trzeba. Na cholerę mi to było. Nie musisz odpowiadać. Zrecenzowałaś trafnie słabego człowieka. Słabego, nie nadającego się do życia. Nie nadającego się do n i c z e g o… W lustrze stojącego trema chwiejąca się postać. Zniszczona twarz alkoholika. Kto to? Nikt. To nikt, który zawsze był nikim. To nikt. To, tylko nikt. To nikt, wyśmiany i zbezczeszczony NIKT. To, ktoś z przeszłego czasu i powracający wciąż do przeszłego czasu. Kto? Nikt. A zresztą, jakie to ma znaczenie, kto, prawda? Wiem, że prawda. Nie musisz mi tego ciągle powtarzać. Wiem. Wiem. Moja to wielka wina. Wyłącznie moja. Moja wielka cholerna wina. I co? Ulżyło ci? Mogę to jeszcze powtórzyć milion razy, miliard, trylion… Moja wielka wina. Chrzanię to. Butelka toczy się po blacie stołu. Toczy się, toczy. Zaraz spadnie… Lecz oto łapię ją w ostatniej chwili. Co to? Puszczam ją i ciskam w niebyt mrocznego pokoju. Słyszę jeszcze długo trzask rozbijanego szkła o wilgotną, popękaną ścianę. Cień rozkłada ramiona. Obejmuje próżnię. I, mimo nicości, tuli do siebie – NIC. I, mimo nicości, płacze, roni łzy. I za chwilę śmieje się do n i c z e g o. Śmieje się, niczym wariat.. Niczym skończony wariat taplający się na ulicy pustego, nocnego miasta w przedwiosennej brei albo letniej kałuży po ulewnym deszczu. Śmieję się poprzez łzy. Śmieję się, śmieję… Bawi cię to, prawda? Brzuch jak gruszka Bessemera. Kaczkowaty chód. Wymachiwanie drewnianą laską. Powiedz, że cię to bawi. No, powiedz! Na białej upudrowanej twarzy klauna tworzą się bruzdy cierpienia, wściekłe chlaśnięcia pazurów samego Lucyfera!. Ściekające krople słonego deszczu. Spójrz. Właśnie spadam w bezkresną otchłań, rozpłomieniony ciemnością… Zanurzam się w przepaści, opadając powoli na dno, niczym falująca pod lustrem wody meduza… Jestem tutaj, bo gdzieżbym miał być? Jestem tutaj i nigdzie indziej, olśniony żółtawym światłem zakurzonych żarówek kinkietu, o które uderza skrzydłami zaniepokojona ćma. Uderza i wznieca kurz. Uderza. Uderza… Ćma. Ćma… Barowa ćma… Czuję jak wyrastają mi na plecach skrzydła o rdzawej barwie. Swędzi mnie to, piecze i szczypie. Cholernie szczypie jak po cięciach nożem… Alę, co cię to obchodzi? No, powiedz, co? Kwiaty w donicach, dęby, kasztany… Liście. Liście, jak w obrazach Jacka Yerki. Wszędzie liście. Gąszcz… Wszystko obrośnięte korzeniami, żeliwnymi bulgoczącymi rurami. Wszystko jakieś zaczajone, przyczajone. Wszystko splątane, zapętlone, obrośnięte zielonym mchem. I wszystko z dawnego czasu. I wszystko z głębokich warstw dawnych epok. I wszystko, jakby oczekujące czyjegoś przybycia. Czyjego? Przecież nie mojego. Więc, czyjego? Kolejna butelka po alkoholu i kolejna… Tak, jestem słaby. Zdemaskowałaś mnie do szczętu! Do absolutnego szczętu! Roznoszę nieprzyjemną woń, która zabija pluskwy. Ale, zawsze to jakiś plus. Przynajmniej będzie mniej tego drobnoustrojowego rojowiska. Muchy brzęczą naokoło i giną. Uderzają bezrozumnie o płaszczyzny szyb. Za oknami rozciągają się tereny zaniedbane, można rzec – niemal dziewicze. Skostniałe, wilgotne, niczyje… Przeglądam stare gazety. Pełno ich tu wokół. Spójrz. 6 listopada 1971 roku Amerykanie przeprowadzili na polarnej wyspie Amchitka, na Aleutach, test nuklearny o kryptonimie „Cannikin”, w tramach operacji „Grommet”. Co w tym dziwnego? Trwała przecież Zimna Wojna. Albowiem był to najsilniejszy test jądrowy przeprowadzony niemalże 2 kilometry pod ziemią Jego moc to około 5 megaton. W jednej sekundzie ziemia podniosła się na kilkanaście metrów na obszarze niemalże dwóch kilometrów, powodując wstrząs sejsmiczny o sile 7 stopni w skali Richtera. Następnie opadła, wzniecając chmurę radioaktywnego pyłu i tworząc poatomową kalderę. Licho wie, ile zostało napromieniowanych ludzkich istnień i ile umarło potem w męczarniach na raka. Niemniej jednak test wypadł ponoć wyśmienicie. Brawa. Wielkie brawa, wojskowa generalicjo. Ponumerowane medyczne eksponaty w szklanych gablotach, jak w muzeum, roznoszące mdławą woń chemicznych odczynników. Zalane formaliną. Słoje. Słoje. Wszędzie straszliwe słoje! Nowotwory złośliwe w natarciu! Malformacje, agenezje, hipoplazje, mikrocefalie, aberracje chromosomalne… Przyprawiająca o dreszcz neurofibromatoza! Zespoły Pataua, Edwardsa, Wolfa-Hirschhorna, Retta… Pierwsze aparaty do naświetlań, tzw. bomby kobaltowe (dziwne, pokraczne konstrukcje) Czarno-białe zdjęcia przedstawiające pacjentów na łożu śmierci, poddawanych beznadziejnym próbom leczenia. Politycy, aktorzy, piosenkarze… Filozofowie, pisarze… Premiery wydań wiekopomnych dzieł… Teraz zakurzone, zapomniane. Leżące na stercie, przez które przedzieram się, leżąc na podłodze o nikłym zapachu woskowej pasty. Kurz i pajęczyny. Rozrzucone kartki, okładki winylowych płyt… Porysowane, popękane… - niczyje… Jesteś tam jeszcze? Słyszę twój niewyraźny głos, jakby szept umierającego. W drugim pokoju mrok. Na łóżku pognieciona pościel. Wyraźny obrys leżącego tu przed rokiem martwego ciała mojej matki, która odeszła, patrząc w otwarte okno. Uleciała w nieokreśloną dal. W NIC. Zanim przyszedł lekarz, leżała tak przez kilka godzin. Kiedy się wreszcie zjawił, wypisał beznamiętnie kwit i poszedł. Pewnie do innego zgonu… Wracam do siebie. do swojej zawilgotniałej nory. Rozgarniam strzępy dawnego życia zwisające płachtami jak pozdzierana ze ścian tapeta. Chwieją się w podmuchach, po których wspina się przeciągły jęk przeciągu. Wołam. Wołam, ale świdruje mi uszy piskliwy szum. Bohater liryczny kpi sobie ze mnie. Kpi sobie ze mnie, rozsiewając wokół gorączkę, pijacką malignę. Kpi sobie ze mnie, tocząc butelki po stole, tocząc je po podłodze. Po zapleśniałej, dębowej klepce… Kto się ze mną bawi w ciuciubabkę? W chowanego? Kto się ze mną droczy? Nic nie widzę, lecz słyszę wciąż głosy, gdzieś w oddali mroku, w bezkresnych czeluściach drugiego pokoju… (Włodzimierz Zastawniak, 2022-07-03)2 punkty
-
Rośnie we mnie Rośnie Niebawem wybuchnie Rozsadzi każdy narząd Każdą żyłkę rozsadzi jak bomba Uwolni powietrze Spokój więziony Tam głęboko W lochach przeszłości Pulsuje Coraz szybciej Niebawem wybuchnie Wiem że nastąpi I godzę się na to Jak godzi se mnie życie Pragnę Tylko spokoju Jedynie Chociażby wiecznego Klaudia Gasztold2 punkty
-
nie pamiętam momentu zapalania świateł deszcz zacinał po karoserii kawiarniane okno zatrzymało przy szybie w polu widzenia zajął miejsce tulipan wygięty jak altowy saksofon kelner w oparach serwował gorące espresso na szklanym blacie widniały splecione dłonie w uśmiechu mówione łagodnie słowa utrwalone wytrawnym likierem1 punkt
-
źródło ognia zaczyna się pod powiekami. w ustach mam las, suchy jak ziarna pieprzu. wystarczy iskra, by to co na języku, płonęło żywym słowem. wymówka jest jak zapałka, skrawek papieru — ziemia, już chyba niczyja. nim zdmuchnę płomień, chcę poznać jego surowość, skruszyć go w palcach; zaboli — wiem, ale tylko tak uniosę bezgraniczną pustkę, niewyobrażalną ciemność.1 punkt
-
*** wybacz czego wybaczyć nie możesz wybacz sobie puść w niepamięć krzywdy co ranią swe słabości oddaj Jemu na nich buduj filary tego co jutro się zdarzy klęknij proszę pochyl głowę a może wtedy ... odgadniesz co nieodgadnione zdobędziesz co nie zdobyte wskrzesisz co utracone raz jeszcze proszę nie zwlekaj czasu ucieka1 punkt
-
pod ciepłem twojego wzroku wycinałam żyletką krtani każdy dźwięk rdzę żwir bez trudu opierałam o mur przepony pierwszy drugi głos w światłach koncertów nigdy nie słyszę nie widzę po wdechu wiem nie zdążysz wejść czuję jak odpuszczasz w drugiej zwrotce bijesz na gardło byle jak zbierając siłę na refren wejście nad gitarowe basy w lirycznym odpływie głosem bez dotyku robiłeś ze mną wszystko śpiewałam skąpana tobą tylko dla ciebie1 punkt
-
A chciałem jedynie sprzedać tysiące historii i kilkanaście teorii tym samym marzyłem by ciebie zanabyć myślą małą marzącą Nie odezwałem się ani jednym słowem ugrzązłem w zamiarach wydałaś mi się taka aż za ponad godna na bzdurki przeciętne Nie odkryłem żadnej z najważniejszych kart własnych w rękawach przedbiegi zmogły mnie prze wyczerpująco nie, nigdy nie podszedłem A to takie oczywiste, że nic o mnie nie wiesz nie mam u ciebie imienia najsłuszniej nie wyłowiłaś mnie z pełnego tłumu piszących poezję za tobą Nie, nie włączyłem ci żadnej z piosenek na żadnym z odtwarzaczy!! Warszawa – Stegny, 03.07.2022r.1 punkt
-
miłość wymyślono na zamknięciu epoki kamienia ta neolityczna rewolucja nie dotknęła Lucy Afarensis jej włosy porastające łono roznosiły zapach gotowość samiec nie powinien zbędnie rozpraszać sił podobno utonęła nieopłakana jej dzieci w widłach Tygrysu i Eufratu w żyznych madach doliny półksiężyca posiały narodziny miłości błysnęły też w oprawionych w złoto kamieniach pierścieni faraonów wymywały się z wód Żółtej Rzeki i w delcie świętego Gangesu odtwarzamy ten niezmienny prawzór szperamy w starej nowej wierze schodząc aż po ogniska piekła domowego czasem szukamy w wierszach bo poeci szczęśliwcy podobno ostatni ją widzieli znów nabrałam obłoków na twarz1 punkt
-
pewien dentysta pochodzący ze wsi Szczury obsesyjnie szukał w zębach najmniejszej dziury a że widział ich zbyt mało i zarobić się przez to nie dało szukał dziury w całym wszczynając awantury dużo wielkich dziur w zębach dla wszystkich Dentystów z okazji Dnia Dentysty :)!!!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Cor-et-anima Cześć, postawiłam taką tezę ?, długo myślałam, od którego momentu w historii ludzkości zaczęliśmy się zakochiwać. A Lucy mnie inspiruje od wielu lat, to prawdziwa miss Etiopii, chociaż nie należy do naszego gatunku, to Australopitek. Dziękuję za komentarz ?1 punkt
-
Samolot Chłopiec rzucający w bezchmurne niebo delikatny samolot ukształtowany z papieru Mężczyzna po latach spogladający w górę dostrzega powracającą do niego wieloletnią zgubę Teraz jak piorun roznoszący ogień podpala całe rodzinne miasto1 punkt
-
Już żona śle mu z okolic Śremu pytanie - Co cię pchnęło ku temu? Chcesz krokodyla i dajesz dyla? Ja, gdy zapragniesz, kupię ci emu!1 punkt
-
1 punkt
-
- O, CYD! NA WYSPIE I PSY WANDY. - CO? - O, GOTUJĄ I POR? - TU PO WYSPIE I PSY WOPU TROPIĄ, JUTO, GO.1 punkt
-
1 punkt
-
gdy wschodzi nad głowę wysoko białe otwiera bramy szeroko i spada prosto i ostro w rany rzucasz na mnie cień1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
W koło Macieju - zazieleniło... ach! Wiosna! Słońcem wzruszyło - wody polały... już lato. Jesień liściasta - u jubilera... nieznośna, zima jak zawsze - w mig spopielona... śnieg zakop! Datury dzwonią - kwiatom na zbiórkę... znikają, myślisz dlaczego - łania nerwowa... bo jeleń. Dziczek buchtuje - szuka żołędzi... znów szkoda, ani chwileczki - oczy zobaczą... niewiele. Nasz kołowrotek - ziemia wokoło... się kręci, zmiany kreować - może powinna... nie umie. Przyroda chora - człowiek wesoły... popsułeś, i jak myślicie - czy część naprawi... mdły dureń? Żal były cztery - została jedna... też zwiała, siostry bliźniaczki - jak zakonnice... kłótliwe. A gdzie persona - powiecie, nie ma... schowana, konto zapchane - liczy dolary... wziął figę. Pustkę zostawisz - wnukom, prawnukom... o zgrozo! Wichry, tornada - może tsunami... świat płacze? Ona jest moja - lecz czyim kosztem... grzmi - nie wie, teraz za karę - także z chciwości... łkasz raczej. "Zeszły się we mnie pory roku żywe i martwe. (...) ptak przeleciał przeze mnie, ptak i drzwi zostawił otwarte na góry moje, na drzewa, na wszystkie sprawy żywe i martwe." - Kazimierz Wierzyński.1 punkt
-
Ciepły i optymistyczny wiersz o miłości. Z przymrużeniem oka nakreślony plan działania: od stworzenia eliksiru miłości, po pokonywanie miłosnych barier. Jestem na tak!1 punkt
-
1 punkt
-
@Nefretete Nie, nie jestem uparta, tylko nie widzę swoich błędów, literówek zwłaszcza... To nie jest o kawie tylko o odurzeniu miłością. W samotną noc peelka odczuwa zimno, a niebieski szary brązowy to kolorystyka w Oslo, niebo, asfalt i budynki z brązowej cegły np. ratusz i idąc ulicą wszystko jej się rozmazuje przed oczami...1 punkt
-
-Znowu piszesz coś o miłości? -Tak. Owszem. -A raz, ale konkretnie, nie prościej? -Tak. Owszem. -To po kiego następny tekst mościsz? -Bo mogę. … Bo jak woda wlałaś się w piaski Rozsypanej wiatrem duszy. Rośliny puszczają już tu kwiaty. Świat taki pusty Zrobił się taki bogaty. Od śmierci akt łaski. Tobie pocałunki, Bogu oklaski. … -Tyle cukru. Przesłodzisz -Nie szkodzi. -A z wiekiem co zrobisz? -Wszyscy jesteśmy tak samo młodzi. -Zobaczysz. To się kiedyś rozwali -Bylebyśmy tylko do tej chwili tak się kochali. -Tobie to na próżno gadać -Och, nie pozwól sobie przeszkadzać.1 punkt
-
@Cor-et-anima Serio myślę, że Twoje pozytywne myśli mogą mi się przydać ;) Jeszcze raz dziękuję ;)1 punkt
-
Bardzo mi się podoba, a szczególnie: ty wiesz że mkną po tobie od stóp do głów. No i końcówka, intencji może nie ma, ale chęci ze strony peela jednak czuć, może wyobraźnia pomoże po zgaszeniu światła. Z podobaniem:).1 punkt
-
ale nie można tak oceniać po wyglądzie :))))) a tak na poważnie: wywołać takie wrażenie na mężczyźnie - ciche marzenie niejednej kobiety przeleciał dreszcz wiesz, co i jak pisać:) wiersz na dziś do poduszki:)1 punkt
-
@duszka Ach ta sztuka tracenia. Nic dodać, może tylko ująć jeden zaimek. Całość głęboko ukazuje podmiot liryczny. Mało słów A obraz mocno do mnie trafia. Można przyłożyć głowę do poduszki i wziąć głęboki oddech.1 punkt
-
Małe miasto, rudy dworzec. Załom sierpnia, dzień w zaniku. Przestrzeń stygnie, strużki chłodu. Chłopak chroni resztki ciepła. Nietaktowne megafony odczytują wyrok – – osobowy do R. przez O. planowo. Zostało odsunąć się od jęczących szyn, pomału godzić się z porwaniem dziewczyny, która poprawia kolory piór, dokarmia drzewa. Konduktorski gwizdek (jego bezczelność) ma moc soli trzeźwiących. Popołudnie w pełnym słońcu wpuściło w sny tlen i witaminy, jednak, jak zmora, wbija kły chwila zniknięcia ostatniego wagonu. Błogosławiona zbitka godzin, w której ona jest teraźniejszością. Peron ucichł, wyludniał. Tęsknota przeszła przez aorty. Krok po kroku. Stopnie, kasy, klamka. Stawy i kości połączone jak cegły. Nasłuch na prawą kieszeń. Sygnału trzeba jak mżawki.1 punkt
-
1 punkt
-
@Klip W Wolborzu z woli Bożej Przykładnie chłop zboże orze Czy to jego jest wola Czy też wyższa szkoła Sam pojąć chłop tego nie może1 punkt
-
Każdego dnia budzę się sama, Każdego dnia chcę nie pamiętać tego kim jestem, Każdego dnia myślę o śmierci. Nie chcę żyć więcej! Nigdy nie chciałam spać, Nigdy nie chciałam nic nie pamiętać, Nigdy nie chciałam czuć przemijania. Nie chcę żyć więcej! Zawsze spałam, Zawsze myślałam, Zawsze umierałam. Nie chcę żyć więcej! Każdego człowieka unikałam, Bałam się życia sama, Nigdy uczuć nie okazywałam, Zawsze od życia się odwracałam.1 punkt
-
1 punkt
-
spostrzegłam je mimochodem nierozważnie rzuciłam okiem wystarczyło jedno by dostrzec ich piękno mimo chodu szybkiego poczułam dotyku ich ciepło policzki zalało czerwienią choć Ty nie widziałeś jak się rumienią1 punkt
-
Szacowny Zbysław z miasta Działdowo, Pragnął zaszczepić się prawicowo. Piękne wystawił swój krągły zadek Lecz go ukłuli w lewy pośladek. I Zbysław zmienił się poglądowo.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne