Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 03.07.2022 uwzględniając wszystkie działy

  1. A chciałem jedynie sprzedać tysiące historii i kilkanaście teorii tym samym marzyłem by ciebie zanabyć myślą małą marzącą Nie odezwałem się ani jednym słowem ugrzązłem w zamiarach wydałaś mi się taka aż za ponad godna na bzdurki przeciętne Nie odkryłem żadnej z najważniejszych kart własnych w rękawach przedbiegi zmogły mnie prze wyczerpująco nie, nigdy nie podszedłem A to takie oczywiste, że nic o mnie nie wiesz nie mam u ciebie imienia najsłuszniej nie wyłowiłaś mnie z pełnego tłumu piszących poezję za tobą Nie, nie włączyłem ci żadnej z piosenek na żadnym z odtwarzaczy!! Warszawa – Stegny, 03.07.2022r.
    8 punktów
  2. Mój umysł nie jest jasny Przed nim tumany mgieł chcę zobaczyć wyraźnie zarys dni Lecz obraz wymyka się Tylko gdy spojrzę dalej głębiej Widzę słodko- gorzkie wspomnienia Lecz goryczy tu więcej Nic się nie zmienia dni jest tylko coraz mniej Daty się piętrzą chcą i są ostateczne Myśli już nie wylatują poza horyzonty Są raczej wsteczne Nie mam jasnego umysłu Choć jeszcze taki stan pamiętam Lecz coraz więcej schodów Więcej potknięć na zakrętach I jak tu zakończyć ten wiersz pisany nie jasnym umysłem Nie martw i nie trudź się Natura sama to zgrabnie Przytnie ( Raczej utnie Lecz cóż w miejscu tym Chodziło mi o rym )
    7 punktów
  3. My, bracia z Ziemią związani Rodząc się idziemy w daleką wędrówkę Z wybojami, z rzekami krętymi Które to mogą w każdej chwili nas porwać Wprost do moczar przeklętych Gdzie mało kto wrócił z powrotem My, bracia z Ziemią związani Rodząc się od razu nas biorą na cel Rządy haniebne, los i źli ludzie Którzy to mogą prędko nas zniewolić Byśmy nie mogli sami o sobie stanowić Stając się zaledwie niezdarnymi kukłami My, bracia z Ziemią związani Rodząc się zaczynamy umierać Przeciwnikiem największym jest czas Który to choć czasem łaskawy Zazwyczaj będzie upominał, że biegnie A my żałośnie skomląc prosić będziemy by przestał My, bracia z Ziemią związani Rodząc się nic nie musimy Możemy po prostu dać się ponieść światu Który to da nam kilka chwil pięknych Usypiając jednocześnie czujność naszą Chwilę później waląc nas młotem smutnej codzienności My, bracia z Ziemią związani Umierając będziemy się bronić przed Nią Z litością patrząc w jej smętne oczy Które to błagać będziemy o przesunięcie wyroku Abyśmy jeszcze zdążyli docenić świat i ludzi Zanim wróci ponownie, tym razem bardziej stanowcza
    5 punktów
  4. źródło ognia zaczyna się pod powiekami. w ustach mam las, suchy jak ziarna pieprzu. wystarczy iskra, by to co na języku, płonęło żywym słowem. wymówka jest jak zapałka, skrawek papieru — ziemia, już chyba niczyja. nim zdmuchnę płomień, chcę poznać jego surowość, skruszyć go w palcach; zaboli — wiem, ale tylko tak uniosę bezgraniczną pustkę, niewyobrażalną ciemność.
    3 punkty
  5. Czy Pan nam myśli złe wybaczy Gdy chcemy tylko dla rozrywki Wieczorem na naszych ekranach Podziwiać brutalne rozgrwki Horrorów masę jest na świecie I straszny esej za esejem A kiedy zbrodni brak krwi mało To nuda i flaki z olejem Rzymianie mięli swoje cyrki Gdzie krew też lała się strumieniem Pomyśleć trzeba by poważnie Jesteśmy Rzymian zaprzeczeniem? Filmy: "Ludzka Stonoga" "Srbski Film" "Salo, 120 dni Sodomy" "Onania Club" "Nekromantic" "Martys, skazani na strach" i wiele innych.
    3 punkty
  6. Zasiedziałem się tu, na forum poetów, I tracę nylon szans na wciąż nowe życie, Które kusi swoją nieodgadnionością, Czy zechcesz wyruszyć wraz ze mną w nieznane? Odkrywaj wraz ze mną uroki przyszłości, Zostaw za sobą wszelki ból i cierpienia, Zaklinam Cię, bądź mi wierną przyjaciółką Żoną, psiapsią, powiernicą i kochanką. Drwij z własnych błędów, ale i je uszanuj, I wyciągnij-że z nich naukę na przyszłość, Nie ma ludzi nieomylnych, stara prawda, Przestań się zadręczać, zaakceptuj siebie. Być może, miałaś przeszłość łatwiejszą niż ja, Lecz to absolutnie nie czyni Cię lepszą, Przeżyłem swoje, znam ból, upokorzenie Co mnie nie zabiło, czyni mnie mocniejszym. Moja miła, pamiętasz, jak śpiewał nam Sting, Kiedy tańczyliśmy przy blasku księżyca? Sting śpiewał nam wówczas balladę jazzową, A nasze ciała ruszały się rytmicznie. Warszawa, 3 VII 2022
    3 punkty
  7. Wolność... Przygnębieni wolności szukamy Czy istnieje w innym wymiarze... Wybrać szum odlecieć w nieznane Zamknąć oczy... Poczuć... Podmuch wiatru Iskry kół żelaznych zerwą nić łącząca dwa światy To takie proste pozbyć się problemów wystarczy stanąć poczekać na dźwięk wciągający jak wir... Uderzenie Cisza Wolność która już nie zaboli Gumka wymaże imię z ewidencji... I co pozostanie ? LRD
    3 punkty
  8. kraina latających żab śniło mi się stworzenie - autentycznie za oknem lało - deszcz obudził sen dzwonił strofami o rzekotkach - afroazjatyckich nie widziałem drzew - nie mówiąc o żabach rodził wiersz się - dziwnie obudziłem się - wcale niezdziwiony zapamiętać wszystko - we śnie było dużo lepiej - wena żarzyła szło składnie - zaprawdę poetycko dlaczego latające - nie wiem *******
    3 punkty
  9. Zgubiłem niebo płynąc w czasie Pikiem łamałem urojone podpory Wędrująca stróż baszt historii Wskazówka zegara mi podpowiedziała O niedoli braku celu, wypatrywaniu frasunku w oka mgnieniu Żadna to wskazówka, prędzej blef Pychy chęci posiadania potężna zagrywka, nie cel, lecz droga serce tak pięknie woła
    3 punkty
  10. Topowa sowa I tak jak obiecałem, moja droga Aniu i oto właśnie ona: krótka rozprawka od strony treściwej i formalnej na temat białego wiersza pod tytułem: "Czysty kolor" - to nic innego jak metaforyczna czysta dusza, która posiada następujące cechy wewnętrzne: delikatność, muzykalność i wrażliwość - niesamowitą - głębię... Jednakże: zmieniłbym formę komunikacyjną w postaci słowa pisanego pod maską mowy wiązanej, zamiast - tak: "Kąpiel w przebiśniegach musi być niezapomniana. Małe dzwonki często unoszą się nad zbity śnieg. Zresztą, biel to najczystszy z kolorów, niewinny. Kuszący by go zbrukać, jednym gwałtownym ruchem." Proponuję dużo bardziej falistą, jakby inaczej: formę, powyższy układ wersyfikacji jest po prostu łamany i psuje rytmiczność melodii, może - tak: "Kąpiel w przebiśniegach musi być niezapomniana, małe dzwonki często unoszą się nad zbity śnieg, a przecież biel to najczystszy z kolorów - niewinny, kuszący, aby go zbrukać jednym gwałtownym ruchem..." Oczywiście, to tylko i wyłącznie moja skromna propozycja: nie mam zamiaru ingerować w treść i formę powyższego tekstu Autorki, kończąc: organy i chór kościelny, ojej, kameralny - całkiem, całkiem i całkiem... Łukasz Jasiński (Warszawa: 2022)
    2 punkty
  11. żyjąc nabywamy prawo do tego by umrzeć umierając do tego by zrozumieć życie które jest tylko jedna z chwil jaka mija bezpowrotnie nigdy już nie wraca i niech tak zostanie niech nikt w tym nie grzebie nie wmawia że jest inaczej
    2 punkty
  12. Cóż, nie jestem baronem. Co za niefart. Mój to czy twój to pech? A może nasz? A może jeszcze kogoś innego? Żyłem i żyję słabiej i taniej, nie znam się i wyglądam gorzej, ba, inaczej. Ale szukam ciebie właśnie jaką jesteś - właśnie takiej. Warszawa – Stegny, 03.07.2022r.
    2 punkty
  13. I W końcu wstaję jeszcze ten jeden raz. Co roku w ustach stek tych samych fraz. Krawat luźno przypiąć - trudu tyle; W końcu będzie dusić jeszcze chwilę. Dusza luzem ulicami idzie, W myślach; "jutro będę na Ibizie"; Ale prędzej to na mej działeczce - Może nikt tam dusić mnie nie zechce. W busie skwar i trąci jak przystało; Ludzi gwar i czuć że nie padało. W sumie warto by wyczekać deszczu, Co by zmyć ten cały brud banałów, Oraz zaznać ożywczego dreszczu. II Drzwi otworem już przede mną stoją; Nie przyznają że to mnie się boją - Że ostatni raz ja wkraczam w gości Na oberka w tych przeklętych włościach. Świstek w ręku podziękowań pora Za ten trud od rana do wieczora; Papier krwią męczeństwa przystrojony Paskiem świętym, polskim, zasłużonym. Rozmów źródła całą wolną zgrają Słów potoki naraz wypuszczają. Wśród zebranych jeden głos się niesie; Pieśń zwycięstwa nad oświatą grają I nadziei w to, co czas przyniesie. III Slowik zgrzany w końcu z klatki wyszedł. Na powietrzu lepszym ledwo dyszy, Nawet, jeśli skwar go ciągle dusi; Teraz chociaż w końcu nic nie musi. Nikt mu nie drze się nad głową rano, Nikt nie bije awanturą żadną; Tylko cisza na otwartym polu. Dźwięki świerszcza, szum cichych topoli. Jeszcze tylko zdzierżyć całe życie; Szkołę, studia, pracę, szefa wycie. Krawat... dusić będzie na okrągło - Więc co? Śmierci czekać, tyle wolno. No, przez życie dech zanika skrycie... VI 2022
    2 punkty
  14. @michal1975-a Old man in New York? :)
    2 punkty
  15. książka przy łóżku włączona nocna lampka człowiek nie czyta
    1 punkt
  16. Już nie trzeba. Tak, już nie trzeba. Na cholerę mi to było. Nie musisz odpowiadać. Zrecenzowałaś trafnie słabego człowieka. Słabego, nie nadającego się do życia. Nie nadającego się do n i c z e g o… W lustrze stojącego trema chwiejąca się postać. Zniszczona twarz alkoholika. Kto to? Nikt. To nikt, który zawsze był nikim. To nikt. To, tylko nikt. To nikt, wyśmiany i zbezczeszczony NIKT. To, ktoś z przeszłego czasu i powracający wciąż do przeszłego czasu. Kto? Nikt. A zresztą, jakie to ma znaczenie, kto, prawda? Wiem, że prawda. Nie musisz mi tego ciągle powtarzać. Wiem. Wiem. Moja to wielka wina. Wyłącznie moja. Moja wielka cholerna wina. I co? Ulżyło ci? Mogę to jeszcze powtórzyć milion razy, miliard, trylion… Moja wielka wina. Chrzanię to. Butelka toczy się po blacie stołu. Toczy się, toczy. Zaraz spadnie… Lecz oto łapię ją w ostatniej chwili. Co to? Puszczam ją i ciskam w niebyt mrocznego pokoju. Słyszę jeszcze długo trzask rozbijanego szkła o wilgotną, popękaną ścianę. Cień rozkłada ramiona. Obejmuje próżnię. I, mimo nicości, tuli do siebie – NIC. I, mimo nicości, płacze, roni łzy. I za chwilę śmieje się do n i c z e g o. Śmieje się, niczym wariat.. Niczym skończony wariat taplający się na ulicy pustego, nocnego miasta w przedwiosennej brei albo letniej kałuży po ulewnym deszczu. Śmieję się poprzez łzy. Śmieję się, śmieję… Bawi cię to, prawda? Brzuch jak gruszka Bessemera. Kaczkowaty chód. Wymachiwanie drewnianą laską. Powiedz, że cię to bawi. No, powiedz! Na białej upudrowanej twarzy klauna tworzą się bruzdy cierpienia, wściekłe chlaśnięcia pazurów samego Lucyfera!. Ściekające krople słonego deszczu. Spójrz. Właśnie spadam w bezkresną otchłań, rozpłomieniony ciemnością… Zanurzam się w przepaści, opadając powoli na dno, niczym falująca pod lustrem wody meduza… Jestem tutaj, bo gdzieżbym miał być? Jestem tutaj i nigdzie indziej, olśniony żółtawym światłem zakurzonych żarówek kinkietu, o które uderza skrzydłami zaniepokojona ćma. Uderza i wznieca kurz. Uderza. Uderza… Ćma. Ćma… Barowa ćma… Czuję jak wyrastają mi na plecach skrzydła o rdzawej barwie. Swędzi mnie to, piecze i szczypie. Cholernie szczypie jak po cięciach nożem… Alę, co cię to obchodzi? No, powiedz, co? Kwiaty w donicach, dęby, kasztany… Liście. Liście, jak w obrazach Jacka Yerki. Wszędzie liście. Gąszcz… Wszystko obrośnięte korzeniami, żeliwnymi bulgoczącymi rurami. Wszystko jakieś zaczajone, przyczajone. Wszystko splątane, zapętlone, obrośnięte zielonym mchem. I wszystko z dawnego czasu. I wszystko z głębokich warstw dawnych epok. I wszystko, jakby oczekujące czyjegoś przybycia. Czyjego? Przecież nie mojego. Więc, czyjego? Kolejna butelka po alkoholu i kolejna… Tak, jestem słaby. Zdemaskowałaś mnie do szczętu! Do absolutnego szczętu! Roznoszę nieprzyjemną woń, która zabija pluskwy. Ale, zawsze to jakiś plus. Przynajmniej będzie mniej tego drobnoustrojowego rojowiska. Muchy brzęczą naokoło i giną. Uderzają bezrozumnie o płaszczyzny szyb. Za oknami rozciągają się tereny zaniedbane, można rzec – niemal dziewicze. Skostniałe, wilgotne, niczyje… Przeglądam stare gazety. Pełno ich tu wokół. Spójrz. 6 listopada 1971 roku Amerykanie przeprowadzili na polarnej wyspie Amchitka, na Aleutach, test nuklearny o kryptonimie „Cannikin”, w tramach operacji „Grommet”. Co w tym dziwnego? Trwała przecież Zimna Wojna. Albowiem był to najsilniejszy test jądrowy przeprowadzony niemalże 2 kilometry pod ziemią Jego moc to około 5 megaton. W jednej sekundzie ziemia podniosła się na kilkanaście metrów na obszarze niemalże dwóch kilometrów, powodując wstrząs sejsmiczny o sile 7 stopni w skali Richtera. Następnie opadła, wzniecając chmurę radioaktywnego pyłu i tworząc poatomową kalderę. Licho wie, ile zostało napromieniowanych ludzkich istnień i ile umarło potem w męczarniach na raka. Niemniej jednak test wypadł ponoć wyśmienicie. Brawa. Wielkie brawa, wojskowa generalicjo. Ponumerowane medyczne eksponaty w szklanych gablotach, jak w muzeum, roznoszące mdławą woń chemicznych odczynników. Zalane formaliną. Słoje. Słoje. Wszędzie straszliwe słoje! Nowotwory złośliwe w natarciu! Malformacje, agenezje, hipoplazje, mikrocefalie, aberracje chromosomalne… Przyprawiająca o dreszcz neurofibromatoza! Zespoły Pataua, Edwardsa, Wolfa-Hirschhorna, Retta… Pierwsze aparaty do naświetlań, tzw. bomby kobaltowe (dziwne, pokraczne konstrukcje) Czarno-białe zdjęcia przedstawiające pacjentów na łożu śmierci, poddawanych beznadziejnym próbom leczenia. Politycy, aktorzy, piosenkarze… Filozofowie, pisarze… Premiery wydań wiekopomnych dzieł… Teraz zakurzone, zapomniane. Leżące na stercie, przez które przedzieram się, leżąc na podłodze o nikłym zapachu woskowej pasty. Kurz i pajęczyny. Rozrzucone kartki, okładki winylowych płyt… Porysowane, popękane… - niczyje… Jesteś tam jeszcze? Słyszę twój niewyraźny głos, jakby szept umierającego. W drugim pokoju mrok. Na łóżku pognieciona pościel. Wyraźny obrys leżącego tu przed rokiem martwego ciała mojej matki, która odeszła, patrząc w otwarte okno. Uleciała w nieokreśloną dal. W NIC. Zanim przyszedł lekarz, leżała tak przez kilka godzin. Kiedy się wreszcie zjawił, wypisał beznamiętnie kwit i poszedł. Pewnie do innego zgonu… Wracam do siebie. do swojej zawilgotniałej nory. Rozgarniam strzępy dawnego życia zwisające płachtami jak pozdzierana ze ścian tapeta. Chwieją się w podmuchach, po których wspina się przeciągły jęk przeciągu. Wołam. Wołam, ale świdruje mi uszy piskliwy szum. Bohater liryczny kpi sobie ze mnie. Kpi sobie ze mnie, rozsiewając wokół gorączkę, pijacką malignę. Kpi sobie ze mnie, tocząc butelki po stole, tocząc je po podłodze. Po zapleśniałej, dębowej klepce… Kto się ze mną bawi w ciuciubabkę? W chowanego? Kto się ze mną droczy? Nic nie widzę, lecz słyszę wciąż głosy, gdzieś w oddali mroku, w bezkresnych czeluściach drugiego pokoju… (Włodzimierz Zastawniak, 2022-07-03)
    1 punkt
  17. Napisalem ten wiersz prawie rok po smierci mojej mamy. Jest moim krzykiem rozpaczy. Czy mógłbym prosić Was drodzy odbiorcy i współforumowicze o opinie na jego temat. Wielkie dzięki. Tęskno, smutno mi strasznie, Pustka serce przenika, Kiedy tak siadam i myślę, To w sercu goryczy muzyka. Jeszcze tak całkiem niedawno, Gdy w sercu niepokój miałem, Pod jeden adres pędziłem, Herbatę wnet zaparzałem. Lecz, nawet jeśli bym teraz, Pojechał tam choćby za chwilę, Zastukał, za klamkę pociągnął, Stuk echem odpowie niemile. Wspominam o domu swym małym, Gdzie zawsze było tak miło, Jednego serca zabrakło, I wszystko się wnet tak zmieniło. Ta miłość, serdeczność i uśmiech, Odeszły już z niego na stałe, Nie chce się jechać, wspominać, Bo rany powstają niemałe. Chociaż nieraz ciężkie chwile, Przyjaciela nie ma już, Tego, który zawsze wspomógł, Z każdych wyprowadził burz. Krzyczę czasem, gdzieś przed siebie, Tysiąc pytań, myśli, żali, Jednak nikt nie odpowiada, Albo może - ale z dali. Wszak nie słyszę żadnych słów Odpowiedzi ciągle brak, I telefon też nie dzwoni, Może stamtąd nie ma jak? Potrzebuję Twojej rady, słowa, Czegoś co podpowie mi, Pokieruje, wskaże drogę, I pozwoli ruszyć drzwi, Drzwi smutnego mego serca, Co w goryczy ciągle skryte, Już rok prawie tak zamknięte, Nie zamknięte – a zabite. Deski żalu, niezrozumienia, Pokrywają jego wnętrze, A te, zamknięte na innych, I ja złości w nim piętrze. Odeszłaś MAMO za szybko, Myślałem, że czas leczy rany, I z jego biegiem to minie, Lecz to tylko złudne omamy. Wręcz z czasem, jest tylko gorzej, I zamiast być bliżej człowieka, To jestem wręcz tylko gorszy, A życie, tak przecież ucieka. Uczyłaś być dobrym dla innych, Wiem to lecz, ja zły na Boga, Za stratę, za ból i za wszystko, I tym trudniejsza ma droga. Chciałbym abyś wiedziała, Wszak myślę, że czytasz co piszę, Że bardzo Cię kocham i tęsknię, Pomóż mi przejść przez tą ciszę. Daj wiarę, że będzie lepiej, Że wszystko to sens jakiś ma, Pomódl się za mnie i wspomóż, By wiara znów była jak Twa. Tymczasem trzymaj się ciepło, Matczynej miłości wyślij cień malutki, Daj mi rękę, choćby niewidzialną, I z nieba Błogosław me smutki
    1 punkt
  18. chabry w oczach uchwyciłem prozą świtu noc poezją była słodką a już dzień tajemnicą przyszłaś do mnie incognito mokrym dreszczem kusząc skromnie tego chcę lato lubi się osłodzić miodu łykiem
    1 punkt
  19. Niech świadczy przykład Boba z Grodziska, że Grodzisk miastem jest reggae i ska. Po polach i lesie głos basu się niesie i nawet konik rży ska na rżyskach.
    1 punkt
  20. @Stary_KredensMyślę, że jest różnica pomiędzy mózgiem, który jest częścią ciała i na pewno się starzeje (narząd znajdujący się wewnątrz czaszki, najważniejsza część układu nerwowego). Umysł to po prostu zdolność myślenia, rozumowania, czyli jest szansa patrząc metafizycznie, że jest nieśmiertelny - dusza. Pozdrawiam! *******
    1 punkt
  21. Gdybym mogła być kimkolwiek, ze wszystkich ludzi na świecie - byłabym sobą. Gdybym miała okazję, przeżyć życie od nowa - żyłabym moim. Gdybym znów mogła podjąć ważne w życiu decyzje - podjęłabym te same. Gdybym miała możliwość miłością kogokolwiek obdarzyć - najpierw pokochałabym siebie. Moje błędy, radości i smutki, cząstka po cząstce, tworzą mnie w całości. Tylko tyle i aż tyle. Bo każde uczucie, zdarzenie, emocje, napotkane osoby są i były potrzebne, żebym dzisiaj mogła być po prostu SOBĄ. Jestem wdzięczna, jestem spełnieniona, jestem dumna z bycia mną. I to wystarczy.
    1 punkt
  22. w milczeniu przyjąć nawałnicę zazwyczaj burze nie trwają długo czasem gdzieś zerwie dachówkę przewróci biały płotek podtopi fundament ot takie nic czego nie dało by się naprawić bo przecież wiadomo że piorun nie zawsze trafia prosto w serce
    1 punkt
  23. @Cor-et-anima tak faktycznie trochę doświadczeń, duża tęsknota (bywa że właśnie ona ładnie pisze) i jeśli powstał ładny WIERSZ no to bardzo jestem kontent ;))
    1 punkt
  24. @Somalija to mi się podoba, bajka:)
    1 punkt
  25. Po kilku latach Droga L spotkaliśmy się po kilku latach na szczęście nie padło dlaczego i że mnie nie chciałaś aż gdzieś głęboko znów zapragnąłem ciebie no ale nie umiałem tego w przelotnej chwili powiedzieć a ty zdaje się nie kontynuowałaś stanęło że u nas w miarę dobrze co zrobić, że mamy tutaj robić tylko i aż swoje? Znowu nie zostałem ani templariuszem ani masonem! Warszawa – Stegny, 12.06.2022r.
    1 punkt
  26. @LeszczymDroga L drogę inną wybrała. ;-)
    1 punkt
  27. @WiechuJK Ależ mnie zaskoczyłeś :)) Bardzo Ci dziękuję :) Już to wiem.
    1 punkt
  28. @Leszczymhttps://www.medianauka.pl/zaby-latajace Nie żartuję! Czytałem niegdyś coś na ten temat, ale mój sen "zmusił" mnie do poszukiwań na interku o tych latających.
    1 punkt
  29. nie każdy, który słucha, usłyszy wołające serce a dla tych, co słyszą - prędzej czy później niebo się otworzy
    1 punkt
  30. "z prawej" - bo w domyśle - strony. Dziekuje Ci za uważne czytanie i pochwałę :) @Radosław dziekuję Ci za serca i pozdrawiam :)
    1 punkt
  31. @Kapistrat Niewiadomski Po Europie na razie tylko (też praca). Lubię to.
    1 punkt
  32. Za 20 lat peel przeczyta ten wierszyk z łezkami w oczkach?
    1 punkt
  33. Zamykam drzwi do snów. Dziś - nie mam im nic do powiedzenia. Tak, życie to ciągły cykl odradzania się: po południu wypakowuję zakupy: ciężka siatka, w niej - jajo dinozaura ... Obiad na dwa dni? Ludzie lubią żyć bezmyślnie - tylko to chroni nas przed szaleństwem Przed wiecznym ogłupieniem w tym życiu, które przecież zaraz się kończy! Kiedy i czym? Zapytaj zwłoki. Czas ich nie cierpi. Goni! Uciekaj. Trwamy. Rozejm i rozbój. Wojujący pokój. I sodoma - rozpaczliwie szukająca uwagi u gomory. Nie musimy być głupi - nie musimy być kolejnym pokoleniem, które pieni się antygrawitacją, które zaprzecza temu, że ktoś ich wcześniej stworzył i ubiegł - w tworzeniu kolejnej utopii I tu - kończy się strach: nie tylko nam się nie udało. Nie odmawiaj sobie prawa do duszy. Kolorowe gazety przyjemnie tapetują ściany materialnego świata, ale trzeba mieć ten mały skrawek siebie, który należy wyłącznie do kosmicznych rajów, pióropuszy niebytu, wachlarzy snu ... Kiedy już się skończymy ... ? Otwieram drzwi - dzisiaj jednak je wpuszczę, te nierozgarnięte sny, pomięte serca, zziębnięte złości ... Tak bez pukania?! Kto to może być?! O tej porze śnię! To stąd ta chroniczna bezsenność...
    1 punkt
  34. Kiedy się w Twoje Oczy głęboko wpatruję Wtedy mięte Do Ciebie czuję I gorąca fala namiętności Zalewa nagie ciało Tego było mało Tego brakowało Uczucia które unosi Wysoko do samego nieba Kochać i pieścić Cię całą Bo tak muszę Bo tak trzeba
    1 punkt
  35. 1 punkt
  36. @janofor Mnie również Twój wiersz przypadł do gustu :)
    1 punkt
  37. fajnie dobrze wszystko przeżywać:)
    1 punkt
  38. Witam - zakończenie super - reszta też na tak - Pozdr.
    1 punkt
  39. Tetu', to niełatwy wiersz i nie jestem pewna, czy do końca go czytam... na pewno w niejednym miejscu na ziemi, jest wiele kobiet.. aktoreczek.. rozgrywających swoje małe/wielkie role w czterech ścianach... Rzucić kości, czy chodzi po wykrzyczenie.. NIE.. naprawdę nie jestem pewna. Pozdrawiam.
    1 punkt
  40. Taki mały jestem taki mały Nieciekawy Boję się latających muszek I w rozterce jestem Gdy odsłaniam Błyszczący brzuszek Za duży jestem Widać mnie w trawie A chciałbym żyć bezszelestnie Nie wadzić nikomu Własnym jestestwem Najlepiej jest mi pod ziemią Gdzie chłód mnie miły ogarnia Leżę do góry nóżkami Czułki moje spokojne Tak mógłbym siedzieć latami..
    1 punkt
  41. Hahaha ??? szczery mężczyzna, a myślałam, że to oksymoron ?, Łap uśmiech Wilku...
    1 punkt
  42. Kiedy mogę odetchnąć krótką, spokojną chwilą, podziwiając z pomostu rozległy, portowy widok. W szklance cafe latte kipią nowe wrażenia; oprócz tej widokówki nic nie było, nic nie ma. Wiatr łagodnie powiewa, rybki pluskają w wodzie, przekrzykują się mewy, ludzi tłum w korowodzie. Zostanie, co zawsze było, kto tutaj był, także będzie; gdy z oczu znika widok, myślą okalam wszędzie. Wezmę muśnięcie słońca, wiatr przez palce przewieje, w płucach zapas powietrza, na długie dni wspomnienie.
    1 punkt
  43. Zabawnie świat się kręci Krwią bryzga na łąki w obrusach, Rwie na strzępy i do płaczu wzrusza … Niech to wszyscy święci! Mój kosmos płonął W ciemności zalśniła ona Iskierka onieśmielona. Zasnąłem ogłuszony. Teraz niebo bez chmur Suczka mości serce I tęsknię za Tobą najwięcej, Żebyś zawsze była tu. Co tu dużo mówić… Krótko było. Coś się skończyło I powstała miłość. Jak to u ludzi.
    1 punkt
  44. Witaj @tetu , no no nastrój skręciłaś, niemal jak Kamiński. Wszystko się pięknie zgrywa i kojarzy, do tego rzeczywiście z dreszczem :) Pozdrawiam.
    1 punkt
  45. Dziękuję za czytanie i za stwierdzenie o dobrym sercu. Tak często ratuję zwierzęta z opresji. Kocham zwierzęta. Dobrej nocy.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...