Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 06.05.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. odpowiedzialność za życie którego nie mogła dać była wskazówką co robić by nie zwariować musiała wybrać odpowiednie czasowniki być mieć kochać choć próby zawsze kończyły się tak samo jej największą przenośnią była wiara w przyszłość wchodziła wypełniona słowami tobie mówię wstań — i szła co jakiś czas niosąc w sobie biały wiersz tę samą przestrzeń jaka łączyła kolejną śmierć widziała ten blady proch na czystej kartce dmuchnęła by ożył wniósł coś intymnego poza językiem nic to jedyny pewnik następna wyskrobana litera
    7 punktów
  2. Świat nie jest rockowym koncertem. Może dlatego bywa czasem tak trudno: Nikt nikogo nie kołysze, zimno, daremno i brudno. Tylko ciska o pokład, koje, maszty i ... sztormy ... bezlitosna Boska cisza A ty? Masz siedzieć i dziękować - zaszczycony i pokorny! Ech, Boże Niestworzony! Masz najmądrzejsze czoło na świecie. Czarny sweter. I sądzę, że mogłabym cię nawet poślubić! Gdyby nie to, że jestem zbyt brzydka i stara, a ty - zbyt przystojny i ja - nie bardzo lubię ludzi ... W sumie nie wiem ... za co Pokrętna prostota mojej logiki: za pancernymi drzwiami spędzam całą dobę Wszędzie fiolki piołunu - znów ludzie! Słodycz - tak! To ... pustka! ... Pozwolisz, że sobie dosłodzę? Sądzę, że jeszcze kiedyś (na pewno!) wrócę do życia Rzępoląc na głównej ulicy - pragnienie kontaktu z "nim(i)" poda mi coś do picia ... Obecnie: kulkami z kryształu podliczam lata życia, Być może kiedyś jedną - do łba sobie strzelę Odpowiem za błędy, rozgrzeszę je sobie A potem się wyśpię ... jak sobie pościelę ...
    7 punktów
  3. pytam wiosny czemu taka deszczowa zostawia mnie bez odpowiedzi nadal sypiąc z nieba kroplami nie zamierzam jej przeszkadzać szanuję jej prywatność każdy ma gorsze dni moje dobrze znasz znają nagie ściany odłamki szkła Twoje silne ręce wiele razy trzymały mój świat gdy okno było na oścież otwarte a z nieba patrzyły gwiazdy nie mogąc negocjować zapytałam nocy czemu taka cicha skoro w niej najwięcej myśli w odpowiedzi podesłała wschód słońca Klaudia Gasztold
    5 punktów
  4. w każdej godzinie jasnej lęk łatwo odsunąć Panie najtrudniej gdy ziemia spod nóg i skoczyć w zaufanie
    5 punktów
  5. Śniłem w szyszynce pod blaszką pokrywy gwiezdny pisk i rumor nadciągających grenadierów na kwadrat placu niszczących wszystko tak że stała się powódź i wody tego który błyszczy w otchłani odcięły nas od natury Byłem tu na tym placu zamojskim Nikiforem i podobnie jak on kiedyś był krynickim Matejką a ten wózek wagi ciężkiej był moim krzyżem spoczywały w nim hufce Anielskie Człowiek ślimak w liczbie mnogiej Pijacy Koty i Psy pary Zakochanych Muzycy budynki Miasta Drzewa które nikomu nie były zawalidrogą po niebie płynęły chmury i spoglądało oko Słońca święte geometryczne wzory esy-floresy bez linii prostych Śniłem też inne wody z rzek Tygrysu i Eufratu Merkurego Hermesa Trismegistosa w towarzystwie mędrców Wschodu i Zachodu śmierć boskiej jaźni i triumf fałszywe ego nowotworu pasożytującego na braku współodczuwania i empatii
    3 punkty
  6. teatrowi naszego życia co dzień inna kotara otwiera chwile w tym teatrze sami sobie bijemy brawo tu nie ma czasu na bis ten teatr ma jednego aktora - bez suflera wie jak grać nie boi się pustej widowni nauczył się ciszy nie bać
    3 punkty
  7. uśmieszek na wszystkich zdjęciach porwać wyrzucić spalić powiesić na ścianie grać w rzutki dokleić wąsy i afro wysuszyć łzy spić się winem oglądać stand up i umrzeć ze śmiechu fatalna przyczyna lepsza niż z lęku przed życiem bez jutra
    3 punkty
  8. Pośród barwnej zieleni grabów, lip i leszczyn, rozłożyste drzewo moc gałęzi wznosi. Wiosną ozdoba lasu, białoróżowy bukiet. Producentki złotej słodkości nie ustają w pracy. Jesienią inne kolory: czerwień i żółć błyska. Słychać tupot, chrupanie, czasami mlaskanie. Leśni mieszkańcy borów ciągną na stołówkę z apetytem chłonąc drobne, kwaśne dary. Bywa również: dwunogi poszukiwacz odwiedzi drzewo, kłaniając się nisko. Z głębi dziejów dziękuje pokornie karmiącemu drzewu życia, o żywność prosząc. Czasem błaga o ochronę, albo potomków wypatruje, wota składając dzikiej jabłoni.
    3 punkty
  9. Dzielne liczby przybliżają świat, czasem określają prawie nieskończoność. Bywają często drugim imieniem. Są one narzędziem fizyków. Choć mam do nich respekt, zauważam, że zabierają czar.
    3 punkty
  10. To zostaje ze mną, skasowałabym "papieru"(pleonazm?). Lubię Twoją wrażliwość językową, budowanie przekazu, całość czytelna. bb
    3 punkty
  11. siedzimy patrzymy układamy w porządku przeciw porządku pożądanie cielosność spływa krótkotrwale-intesywna energia dana oddana zabrana stracona ..................... siedzimy patrzymy układamy w porządku przeciw porządku pożądanie...
    2 punkty
  12. wciągasz mnie cała przeszłam smakiem zapachem gestem nie podnoszę już powiek ustami doznaję całuję czule we wnętrze dłoni liżę nadgarstek palce błądzę twarzą w drobinkach sutków miękkości brzucha nie domykam się
    1 punkt
  13. Zryw (tytułowy paczwork 2) bez różnicy jak jest, letnio czy zimowo, pod wieczór ta sama dolegliwość, głusza. to już repeta, albo życiowa laborka, więc nie zasypiaj gdy wokół bez(w)ład. pod parasolem chowasz terapię i stajesz się obcy a ja - ranny ptaszek, mam ochotę na skargę do twojej matki. do niej... ona jak intruz, poczekaj na październik, w ogrodzie zdarza się, że od tyłu wpełza w cudze, by urodzić jedyną rzecz, wirówkę plotek, gdyby dodać pasjanse tkane z TV wizjer, to na wszystkim przybije pieczęcie, a potem zaćma i jesiennieje gdy w oknach wiosennie, taka to aktoreczka. przestań - to jeszcze nie impas, w przyrodzie tak bywa, od czasu do czasu dylematy, a czasami mętlik kiedy miasto rzuca ci romans pod nogi - tak wiem i rozumiem, każdy ma swoją wiosnę, ale w tobie od zawsze przesilenia, a my razem od lat jak w korcu maku, może jakiś retusz, by na koniec roku zaśpiewać grudniową kołysankę. znowu zaczynasz już prawie północ, najważniejsze że... kręci się.
    1 punkt
  14. dla dziecka - nieskończony dla starca - mgnieniem a ja pakuję go do torebki upycham szpilką pieczętuję szminką skrapiam perfumami i robię fiuuuuuuuu... w kosmos
    1 punkt
  15. szczep się niech walczą komórki i rwie się oddech w gorączce
    1 punkt
  16. ze studni własnego ciała mozolnie kręg po kręgu wzwyż kręgosłupa ścierając się z grawitacją i tęsknotą za całą przeszłością już mówię a będę widzieć i zobaczę Ciebie kilofem miłości przebiję sklepienie by się z Tobą połączyć bosko
    1 punkt
  17. od dziś będę tworzyć całkiem inną sztukę wiązać na supełki co się związać nie da dokąd zajdę nie wiem może to polubię może gdzieś zostanie spuścizna i scheda po niewinnych ludziach obłąkanych myślach poranionych sercach i tłumionym krzyku który nie pozwala żadnej nocy przespać mając tylko jedno słowo na języku samotność to psina co się w sobie kuli a podszyta strachem tkwi jak śmierć przy budzie zagląda nam w dusze plecie mocne sznury by zarzucić pętlę biedakom na szyję nie trzeba poezji wystarczy tęsknota i człowiek co zawsze z myślami się bije
    1 punkt
  18. Poeta jest autoterapeutąa terapeuta niech zna poezję życia
    1 punkt
  19. Bóg mi powiedział nie bój sie mnie ja też się mylę zdobywaj szczyty miłości laury sens życia nie bój sie grzechu on jest twoim horyzontem nie bój się swego on nawet mnie czasem uczy bo jest szczere ma okna drzwi radość słyszy Bóg powiedział ja mu uwierzyłem co mnie cieszy dlatego idąc spać modle się do niego
    1 punkt
  20. miłość to drzwi za nimi tak wiele kochanych chwil złamanych serc to czas pięknych bukietów i słów gorącej krwi usmiechów łez to coś co nigdy nie wstydzi umie pieścić noc rozumie miłość to świat w nim można sie odnaleźć lub zagubić
    1 punkt
  21. @Wojciech Dziękuję za czas, lekturę i komentarz. Nie będę tłumaczyła. Kiedyś na zajęciach z literatury współczesnej jedna ze studentek powiedziała profesorowi, że jej się źle czytało esej, bo autor używał zwrotów francuskich, a ona nie zna tego języka i czemu w ogóle pisarz posługuje się obcojęzycznymi słowami w tekście polskim, jej się przez to gorzej czyta. W odpowiedzi usłyszała, ze ktoś nie będzie prościej pisał, żeby jej się lepiej czytało i na tym profesor zakończył rozmowę. Nie będę tłumaczyła przesłania wiersza, bo skoro po przeczytaniu Pan go nie znalazł, to nie ma to sensu( publikuję tu wiersze, a nie autoanalizy).Być może dla Pana ten tekst nie ma żadnego przesłania i muszę to zaakceptować, a nie wmawiać Panu te przesłania na siłę aneksami do wiersza. Jeszcze raz zupełnie szczerze dziękuję za poświęcony czas, natomiast moja odpowiedź na Pana prośby może być wyłącznie taka. Pozdrawiam.
    1 punkt
  22. Coś w tym jest... podoba mi się. Pozdrawiam
    1 punkt
  23. Po kilku kieliszkach, po kilku drinkach całe to napięcie opada ze mnie i staję się rozmowny, pewny siebie a czasem nawet zadziorny, szukający sposobności do sprawdzenia siły swoich pięści, choć czasem kończy się to tym, że to ktoś inny – lepszy, szybszy, silniejszy lub tylko nieco trzeźwiejszy, sprawdza wytrzymałość mojej głowy, zębów, rąk. Czasem wygrywam i cieszę się, ale jest mi też żal tego gościa, z którego gęby starłem uśmiech, bo wiem co się teraz dzieje w jego głowie. Różnie z tym bywa. Plusem jest to, że kiedy ten boski napój krąży w moich żyłach, nie czuję strachu. Minusem natomiast, że nie potrafię ocenić swoich szans. Staję pijany, zbyt pewny siebie, z pełną wiarą w to, że za chwilę będzie po wszystkim, że zetrę z gęby tego kolesia, ten głupkowaty uśmieszek. Potem obmywam twarz pod uliczną studnią, chłodzę rozgrzaną głowę, kark, ramiona. Kolejne wino sprawia, że rozgrywam przegraną walkę po raz kolejny i jeszcze i jeszcze i jeszcze raz, aż zasypiam gdzieś na miejskim chodniku z ręką, zamiast poduszki pod głową i śnię, że latam nad miastem, nad dachami domów, lśniącymi od blasku księżyca. Zbieram co ciekawsze sny, te kolorowe, radosne i zamykam w szkatułce, by wypuścić je gdzieś na szpitalnym korytarzu, w nadziei, że trafią do dzieci – tych biednych dzieci, omotanych szarością twarzy współtowarzyszy, wenflonami, zastrzykami. Alkohol jest dla mnie jak modlitwa. Sięgam po niego w chwilach zwątpienia, a chwile te niestety zbyt często mnie dopadają. Nie, żebym był alkoholikiem, co to to nie! Po prostu lubię trzymać szklankę w dłoni z tym złocistym lub bezbarwnym napojem, wąchać go i doszukiwać się w nim Bóg wie czego – może nawet i samego Boga. Krąży we mnie ten płyn złocisty lub bezbarwny, rozszerza żyły, źrenice, rozluźnia napięte mięśnie i sprawia, że zaczynam, wbrew pozorom, myśleć trzeźwo, racjonalnie, oczywiście do pewnego momentu, do tej cienkiej, czerwonej linii, której czasem za wszelką cenę, staram się nie przekroczyć i jeśli mi się to uda, jestem tak po ludzku, dumny z siebie. Wyciągam wówczas zeszyt i długopis ze starej płóciennej torby, z którą nigdy się nie rozstaję i piszę. Piszę wszystko to, co przychodzi mi do głowy. Wypełniam tę pustkę, to wewnętrzne rozdarcie, to zagubienie w tym wielkim mieście. Samotność wśród ludzi bardziej boli niż bicie. Kurewsko boli. Nie, żebym się użalał, po prostu tak to odczuwam. To poczucie pustki jak nierówny puls wypełnia mnie po końcówki włosów. Czuję, jak moje ciało rozpada się na miliony drobnych kawałków, jak wszystko drga, pulsuje, wiruje. Podnoszę głowę znad poduszki, wyciągam rękę w poszukiwaniu butelki w której – mam nadzieję, jest jeszcze nieco tego boskiego nektaru i znów zdaję sobie sprawę, że przegrałem z samym sobą. Znów wszystko na nic. Psu na budę te wszystkie nocne, żarliwe modlitwy, te rozmowy z Bogiem, ze zmarłymi i cholera jeszcze wie z kim. To miasto po zmierzchu żyje jakimś innym, tajemnym życiem. Ja tylko pływałem po jego wierzchu, nigdy nie mając odwagi zanurzyć się w ciemnych czeluściach burdeli, podejrzanych lokali przed którymi rośli faceci, zaczepiają nocnych marków i szepcząc im do ucha, obiecują nieziemskie rozkosze. Wydaje mi się, że tu nie pasuję – do tych kamienic i bloków, przytulonych do siebie, zrośniętych ze sobą niczym żebrami, klatkami schodowymi, do tego potoku aut, ryku pędzących od świateł do świateł motocykli, nocnych neonów i nachalnych alfonsów. Szukam nocnego sklepu, by ukoić swój żal za tym co było kiedyś, za tym co mogłem mieć a uleciało jak ptak. Jeszcze tylko dziś wypełnię organizm tym płynem, który zmusza serce do szybkiego biegu i sprawia, że ręce przestają drżeć a od jutra, znów podejmę walkę o normalne życie. Manuel del Kiro
    1 punkt
  24. chłodny świt z polecenia różanopalcej Eos zapowiada upalny dzień... piaski Marsa błyskają złowrogo w czerwonych płomieniach czy trzy krople sympatii uratują Syzyfa?... nie wiem... daleko stąd do Helu I Jastarni a nie każda pustynia usłana jest oazami.... los wędrowca też ma swój koniec! Bizmut. Astat. Ksenon. królową bije goniec!
    1 punkt
  25. Wszędzie kości i krewStrumienie krwi w których brodzęCiemne nieboCałe zasnute dymem z pożarówNigdzie schronieniaWszędzie są OneSłyszę ich krzykiWiedzą że tu jestemWiedzą że im nie ucieknęZaszczuty biegnę bez wytchnieniaWszędzie slyszę ich śmiechSą już bardzo blisko mnieNie mam gdzie przed nimi uciecSiadam wśród kościWśród kałuż krwiCzekam na swój koniecCzekam aż nadejdąPochłoną mnie w calościJuż tutaj są!Moje Myśli...
    1 punkt
  26. @siachna Najlepiej, gdybyś przynajmniej jednego nie miała w szkatułce, ale na sobie. Nie szkodzi, że będą się obijały i ocierały o siebie. Atmosfera zacznie się z wolna oczyszczać :)
    1 punkt
  27. odszedł zabierając z sobą lewą komorę prawą zostawił przestrzeloną dziurawa pompuje krew do mózgu tylko po to by podtrzymać świadomość że obie zawsze należały do niego ...przejdzie z czasem :)
    1 punkt
  28. Szedłem z Kościołem za rękę dopóki jego krok nie stał się niepewny, wolny jakby nie znał drogi Puściłem więc dłoń niech idzie beze mnie niech idzie przede mną Ja pójdę krok za nim gdy spadnie w przepaść fałszu, zdążę się wycofać gdy znajdzie drogę do Domu, zdążę wejść przed zamknięciem się drzwi.
    1 punkt
  29. @Michał_78 Ano właśnie... Bóg, to z nim rozmawiamy i idziemy za rękę. Dla niego odwiedzamy świątynię. Ludzie kościoła natomiast, są tylko ludźmi. Tak też należy ich traktować... Dobry wiersz. Pozdrawiam :)
    1 punkt
  30. @Anna_Sendor Znowu maska na twarzy, szeroki uśmiech, radosny głos, ale tam, w głębi, serce milczfy, cierpi, a szczęście nie rośnie... Pozdrawiam :)
    1 punkt
  31. jesteśmy niczym bogowie zmyśleni w mglistej ekstazie co kują sobie pomniki w najrzadszym z rzadkich głazie dłutami z zer i jedynek stare ryjemy legendy granicą dla nas jedynie jest lepkość twórczej materii prawda jak wieczność przechodzi za parawanem ekranów wiążących ręce i oczy w otchłaniach złudnych vi arów (VR-rów) nikt się tym dzisiaj nie martwi że po nas tu nie zostanie ślad odciśnięty na skale ani na kamieniu kamień
    1 punkt
  32. 'Proroczo - wróżbiarski', mocny wiersz.... obyś się mylił. Pozdrawiam.
    1 punkt
  33. @OloBolo Tak wiem. Obydwa Twoje wiersze, potraktowałam po prostu jako jeden w dwu odsłonach. Taka kontynuacja :)
    1 punkt
  34. @Konrad Koper póki szczepienia nie są obowiązkowe będę się od nich migał, potem zobaczymy . Nie ma czegoś takiego moim skromnym zdaniem jak "mniejsze zło" . Jest zło albo dobro.
    1 punkt
  35. Intensywna czerwień kłuje chłonące oczy. Krew kaktusa razi dyskretną maleńkością. Pazerne zamorskie dłonie, czerpią zachłannie czerwień latynoską: koszenilę.
    1 punkt
  36. Też je lubię. Jak byłem dzieckiem, tata przynosił je w maju z lasu i stawiał w szklance albo w małym słoiku z wodą. Pachniały w całym domu. Ale jeść nie polecam, są silnie trujące... wszystkie ich części. To ciekawe, jak często w naturze piękne rzeczy są toksyczne... konwalie, biedronki, jaskry, powoje... Dzięki za czytanie i pozdrawiam :)
    1 punkt
  37. @Pi_ Dziękuję, miłego:) @Ilona Rutkowska już nie :) myślę, że przeszła w stan spoczynku;) Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :) @Dag Dziękuję Dag! Myślę, że ściął ją chłód.... pozdrawiam serdecznie :))) @Leszczym Dziękuję, jest mi niezmiernie miło, miłego dnia:)
    1 punkt
  38. To można łatwo sprawdzić opowiadając po raz kolejny tę samą historię. Kiedy mówią, że już to mówiłam, to mam pewność że słuchają :)) A tak na serio rodziców i dzieci dzieli najczęściej ponad 20 lat różnicy. Czasami robię tak jak Ty. Po prostu siadam i słucham nowinek z ich świata niby takiego jak mój, ale trochę innego i uczę się od nich, dzieci wiele potrafią nauczyć na różnych płaszczyznach. Również dobrego :)
    1 punkt
  39. Zgadza się. Uznałbym nawet, że tekst jest lekko przytłamszony tą lingwistyką, dlatego "zmysłowość" jest tu jakby nieco zawoalowana - a jednak mimo wszystko jest kluczowa, rzekłbym: nawet infiltruje w cielesności "jego i jej". Tak, zgadzam się i przyjmuje argument dominacji "słowa" w treści, tu przyznam: zamskowanie całego irracjonalnego i zmysłowego oddziaływania narracyjnego miało charakter zaplanowany. Cieszę się, że tak właśnie tekst odebrałeś. Dzięki za słówko pod utworem. W najbliższym czasie postaram się zajrzeć do ciebie na profil - z jakimś sensownym przyjaznym komentarzem. Pozdro! ?
    1 punkt
  40. piszę bo nie mogę przestać czy to jakoś mnie określa Poeta to Pan z szalikiem nie, nie kibol chociaż po części podobni każdy na swój sposób potrafi przypierdolić i za swój klub za swoje barwy będzie do końca walczyć więc możesz się śmiać że to tylko dla Ciebie bezwartościowy zlepek słów a ja i tak na przekór będę szedł uparcie bo przecież wybór nie jest mój
    1 punkt
  41. Proszę to przekazać lekarzowi ducha co leczy dla samego leczenia który przepisuje najlepsze leki wiedząc, że dawka leku zbyt mała aby kurację zakończyć. Nastąpił nawrót choroby nie chcę się już u niego leczyć. Proszę o wypisanie recepty na kolejną dawkę leku nie pamiętam niestety swojego numeru cyfr za dużo On będzie wiedział Napisane: 5.05.2020
    1 punkt
  42. Zagubione ramię Kto odnajdzie, bohater, ramie nadobne, Abym mógł cierpieć, kształtem urzeczony linii. Schowane w mule mrocznym, morskim grobie. Boskiej bogini. Barbarzyńca niepomny świętości świątyni, Mury rozwali i postać zbezcześci. Kochanką ziemi staje się bogini. O cześć ci !! Aż odnajdzie oracz, władający pługiem. Zamiast w świątyni stawić, darem dla żeglarza. Nadobnej staje się właściciel drugi. Nieszczęście się zdarza. Odzyskać pragnie tą, co z jego świty, Neptuna mórz władcy, a z Parnasu ona . By jej nie tracić, korab jest rozbity. Ocalona. O śmiałku morski, ramię odszukawszy, Niech by świeciło, jak kibić jej w bieli. Imię zapiszą twe w księgach na zawsze. Radość czcicieli. .
    1 punkt
  43. Już długo tu zamknięci w zimnie i ciemności, może stukot jakowy czy inny dźwięk dojdzie do nas, którzy czekamy w duszności i smrodzie głęboko na dnie morza, w czarnej samotności. Niewielu nas zostało, inni już zginęli, kiedy wybuch rozerwał okrętu poszycie, jednak gdy tli się jeszcze ledwo nasze życie wierzymy, że rodacy ratunek podjęli. Dużo czasu nie mamy, resztki tylko tlenu po kolana stoimy w lodowatej wodzie. Jesteśmy coraz bliżej ogrodów Edenu lecz wierzymy, że pamięć zostanie w narodzie. Głucha cisza i ciemność, że to koniec wiemy, czekaliśmy trzy doby, a teraz giniemy.
    1 punkt
  44. jej ciało to miejsce nadużyć połamała palce na próbach zliczenia – zegar tyka nieprzerwanie – jej ciało byłoby ziemią obiecaną gdyby nie dwie przepastne głuche studnie zamilcz posłuchaj jak mówią nie będziesz miał bogów przed nami krok w przód i dwa w tył – zegar tyka nieprzerwanie –
    1 punkt
  45. przesiąknięty zmarznięty wróbel dogorywa bez polotu kiedyś marzył o orłowaniu przyszło mu jednak machać za dwóch bez przystanku bez szybowania a teraz koniec bardzo martwy wróbel potrafił latać Pięć grzechów głównych Grzech I migrena kawa plus jedna tabletka półmrok kot za ciemno na papier płonie Australia myśliwi ratują zwierzęta w butach z kangura ech! przynajmniej wyznają zasadę zjem mięso które sam zabiję czy my naprawdę nie jesteśmy w stanie ugasić jednego pożaru przecież już nawet próbujemy powstrzymać zmianę klimatu Grzech II mistrz świata wśród ludzi powiedział o sobie szachista gracz GO e-sportowiec AI bije ich wszystkich na głowę ten drugi przegrał z nią 5-0 nowsza wygrała z pierwszą też 5-0 prawie się nabrałem na gimnastycznego robota salta fiflaki szpagaty poczciwy algorytm ten mniej sprawia że nigdy nie pudłuje strzelając zawsze rozpoznaje żywą istotę ciekawe jaki będzie następny Grzech III czy moglibyście nie zamieszczać reklam do tego co właśnie powiedziałem przynajmniej raz dziennie wyrażam zgodę na ten informacyjny szalet co rozsadza mi głowę zawód przyszłości - czyściciel zwojów mózgowych co z tego że za pomocą cyfr jesteśmy zapisani co z tego że kupują tryliard dodatkowych serwerów by to wszystko o nas gromadzić pozdrawiam Snowdena machając do niego na przystanku życia - wszystko mi jedno Grzech IV już od następnego poniedziałku zostanę wegańskim hipsterem 5.1 będę szejkował na almondowym mleku jagody goji-acai plus marynowane liście eukaliptusa przegryzając suszonym mango-liczi czy wsmarowując w boskie ciało olej kokosowo-palmowy na stoliku kawowym z sekwoji amerykańskiej a później dorzucę cosik w crowdfundingowej zbiórce na ratunek orangutana w brazylijskim lesie deszczowym Grzech V ostatni zawsze wojna zawsze walka przecież życie nie znosi próżni
    1 punkt
  46. Wszystko przemija i odchodzi, a żal próbuje zająć przestrzeń. Nowe, gdy nawet nie najgorsze, nie zawsze da się przykryć wierszem. Coś jednak zwykle pozostaje, w ukrytej łezce pod powieką - cichej zatoczce ciepłych wspomnień, które bywają często lekiem, aby do końca mieć nadzieję, że jutro, kryje znacznie więcej. A kiedy przyjdzie wypić piołun, by nie zgorzkniało z wiekiem serce.
    1 punkt
  47. Wiersz jest również inspirowany kulturą starożytnej Grecji. Czas toczy się przez wieki, kapie kroplami sekund, w rytm uderzeń serca wciąż przed siebie goni. Kolejny ranek jaśnieje, zapowiadany Jutrzenką... ciemnieje zmrokiem i tak wciąż na nowo. Czy widzisz, co ja widzę? Rok mija czworaki, zmieniając oblicza, przebierając szaty. Wczesną wiosną postać wątła jeszcze, słaba, rośnie z wolna w siłę, jasną zieleń nosi. Z czasem pełna, zwiewna młodą, soczystą zielenią, wielobarwnym kwieciem zdobna, niesie radosną nadzieję. Mocna już, uśmiechnięta, przybiera inną postać. Krzepki młodzieniec z urodziwą twarzą. Żywiołowy, płodny, ćwierkający radością, obdziela zdrowiem, obfitością do nieprzytomności. Z wolna nabiera spokoju... bujnej matrony ciało i oblicze. Dojrzałej Wielkiej Matki życiodajne łono. Złota suknia zdobna w kłosy, grona i warzywa obleka postać. Nie kryje łagodnego uśmiechu. Później siwieje na skroniach, kurczy się ciemnością, kształty starca przybiera w szarawych łachmanach. Chwiejny krok na wichrze, czerep z włosów odarty, pomarszczone ciało i wzrok wymęczony. Kres już nadchodzi wychudzonej mary i... znów świta nadzieja, nabrzmiewa sokami. Nic się nie kończy, znowu się zaczyna cykl życiodajny. Wiedzie w tysiąclecia.
    1 punkt
  48. - Hej, proszę pana! Zatrzymał się zdziwiony i rozejrzał wokół. - Na drzewie. Niech pan spojrzy na drzewo, jestem u góry! Podszedł bliżej. Gęste, zielone listowie, z którego dobiegał głos, nie pozwalało dojrzeć osoby, która go wołała. Podszedł więc pod sam pień drzewa i zadarł głowę do góry. Dopiero teraz dostrzegł dwie nogi zwisające z gałęzi, dziecięcą twarz spoglądająca w dół i drobną dłoń machającą mu na powitanie. - Co ty tam robisz, dziecko. Spadniesz i zrobisz sobie krzywdę — mówiąc to, spojrzał na zegarek. - Dokąd się pan tak spieszy? - Mam bardzo ważne spotkanie, nie mogę się spóźnić. Właściwie to po co mnie wołałaś? - Chciałam z kimś porozmawiać. Przechodziła tędy starsza pani, ale chyba nie słyszała, jak ją wołałam, bo poszła dalej. - Proszę cię, zejdź z tego drzewa, bo zrobisz sobie krzywdę! - Już pan to mówił. - Po co ty tam w ogóle weszłaś? - Żeby być bliżej gwiazd. - Zwariowałaś? Przecież teraz nie ma gwiazd, jest ładny słoneczny dzień. - Nic pan nie rozumie. Wy dorośli tak wszystko musicie komplikować. - Dobrze, dobrze nie mądruj się tak. Lepiej zejdź z tego drzewa, bo naprawdę nie mam czasu, spóźnię się na pociąg. - Na ten pociąg może się pan spóźnić, będzie przecież następny. - Aleś ty przemądrzała. Schodzisz, czy mam dzwonić po policję? - Nie mogę zejść, a pan może dzwonić albo wejść tu do mnie na drzewo. Jak pan chce, bo ja na razie nie zejdę. - A kiedy zejdziesz? - Zejdę, jak będzie już po wszystkim. - Co to znaczy: jak będzie już po wszystkim? Nie wiem o co ci chodzi, ale zaraz tam wyjdę do ciebie, chyba że zejdziesz sama. - Ależ proszę, niech pan tu do mnie przyjdzie, miejsca jest dużo, zmieścimy się oboje i popatrzy pan sobie na miasto. Stąd jest piękny widok. - Sama tego chciałaś — odparł mężczyzna zdejmując marynarkę. Po chwili wspinał się na drzewo. Szło mu to niezbyt sprawnie, ale o dziwo, zaczęło mu to sprawiać przyjemność. - Nie jestem przecież taki stary — pomyślał — czterdzieści lat to przecież średni wiek. W tym wieku mężczyźni robią różne dziwne rzeczy, więc dlaczego nie mogę wejść na drzewo. Tylko żeby mi ktoś walizki nie ukradł. - Ależ pan się wlecze. Pan już jest taki stary, że nie powinien pan chodzić po drzewach. - No, no. Nie pozwalaj sobie smarkulo, wcale nie jestem stary. Powoli, uważając, gdzie stawia stopy, wspinał się. Po chwil był na górze. Od dziewczynki dzieliło go tylko kilka gałęzi. - A teraz młodziutka, schodzimy powoli - usiadł niepewnie na grubej gałęzi i z lękiem spoglądał w dół. - Niech się pan nie boi. Jak już pan tu wyszedł, niech pan popatrzy na miasto, jaki piękny widok. Spojrzał i rzeczywiście, widok był piękny. Miasto położone w niewielkiej dolinie, te domy i ulice, które znał tak dobrze, teraz wyglądały nieco inaczej, jakby majestatyczniej. Wieża kościoła strzelała w niebo, bloki jakby przykucnęły, zdziwione swym wzrostem. - No rzeczywiście ładny widok, ale po co ty tu wyszłaś, możesz mi powiedzieć. - Często tu przychodzę, bo lubię to drzewo. O, pana pociąg właśnie wjeżdża na stację, widzi pan - pokazała palcem w kierunku stacji, gdzie właśnie wtaczał się pociąg. Spojrzał nerwowo na zegarek i wykrzyknął: - Cholera, to mój pociąg. Przez ciebie się spóźniłem na bardzo ważne spotkanie. - E tam. Może nie aż tak ważne, jak się panu wydaje. - Co ty możesz o tym wiedzieć. Schodzimy na dół i to szybko. Może jeszcze uda mi się dogonić ten pociąg. Chodź szybko. - Kiedy mnie tu dobrze i nie chce nigdzie stąd iść. - Słuchaj, jak ty masz w ogóle na imię? - Róża, a pan? - Marek. Słuchaj Różo, skończmy tę zabawę i zejdźmy już na dół. - Ależ to nie jest żadna zabawa. Panu się tak wydaje, ale później pan to wszystko zrozumie. - Dobra, nie wiem o co ci chodzi, i pytam po raz ostatni, schodzisz, czy mam ci pomóc. - Nigdzie się stąd nie ruszam, a panu radzę to samo. Zdenerwowany Marek wstał, postawił stopę na sąsiedniej gałęzi i powoli przeniósł na nią ciężar ciała. W tej chwili usłyszał trzask i poczuł, jak spada. Zdążył jeszcze pomyśleć, że teraz to już na pewno nie zdąży na pociąg. ☆☆☆ Powoli otworzył oczy i zamiast spodziewanej zieleni drzewa i błękitnego nieba ujrzał biały sufit. Przy łóżku siedziała Weronika, jego żona. - Gdzie ja jestem? - W szpitalu. Miałeś wypadek. - Jaki wypadek? - No właśnie. Czy możesz mi wytłumaczyć, co ty robiłeś na tamtym drzewie? Przecież szedłeś na pociąg, a nie, żeby się wspinać po drzewach. Z drugiej strony to dobrze, że nie pojechałeś tamtym pociągiem, bo mogłoby być dużo gorzej. Gdybyś do niego wsiadł i zajął miejsce, które miałeś wykupione, prawdopodobnie już by cię nie było. Pociąg się wykoleił i zginęło wiele osób. - O czym ty mówisz? - O katastrofie kolejowej pociągu, którym miałeś jechać, ale nie wiadomo czemu zamiast tego wspiąłeś się na drzewo i z niego spadłeś, łamiąc sobie rękę. - A co z dziewczynką? - Z jaką dziewczynką? Tam nie było żadnej dziewczynki. - Kto mnie znalazł, kto powiadomił pogotowie w takim razie? - Jakaś starsza kobieta przechodziła tamtędy i cię znalazła. Chyba to ona zawiadomiła pogotowie. ☆☆☆ Kilka tygodni później, biznesmen Marek udał się pod drzewo, na którym spotkał Różę, licząc na to, że znów ją tam zobaczy, lecz tylko ptaki śpiewały skryte wśród gałęzi. Przewiesił aparat przez ramię i powoli zaczął się wspinać, aż do tego miejsca, gdzie ostatnio spotkał dziewczynkę. Spędził tam kilka godzin, zrobił wiele zdjęć miasta i podjął ważną decyzję. Nadszedł czas, aby zwolnić tryb życia. Osiągnął już wiele, ma stabilizację finansową i tak naprawdę był już zmęczony tą ciągłą gonitwą, pogonią za uciekającym królikiem, za mamoną. Czas na zmiany. ☆☆☆ Napisał do mnie kilka dni temu z prośbą o pomoc, dlatego zamieszczam ten tekst na moim profilu. Poszukiwał Róży przez kilka miesięcy, lecz nadaremno. Dopiero przygotowując się do wyjazdu do Gruzji, natknął się przez przypadek na historię Róży. Planował podróż pociągiem z rodzinnego miasta, aż do stolicy Gruzji, Tbilisi i napisanie książki z opisami historii stacji kolejowych, znajdujących się na trasie, oraz własnymi fotografiami. W tym celu wertował internet w poszukiwaniu informacji. Zaczynając od rodzinnego miasta, przeczytał o 10-letniej dziewczynce, Róży, która zginęła na torach, ratując dziecko, które bawiąc się w berka, spadło z peronu. Róża, widząc nadjeżdżający pociąg, nie zastanawiając się ani chwili, skoczyła na ratunek. Zdążyła złapać dziecko, odepchnąć je na bok, tym samym ratując mu życie, lecz sama zginęła pod kołami pociągu. Ta historia wydarzyła się w 1962 roku. Teraz dopiero sobie przypomniał, że ta dziewczynka spotkana na drzewie, była ubrana w sukienkę jakby z innej epoki. Teraz próbujemy odszukać rodziny zapomnianej bohaterki. Może ktoś coś wie? Tymczasem szykujemy się do wyjazdu. Jutro zaczynamy podróż do Gruzji.
    1 punkt
  49. dobranoc. nim odejdę, zasypię struchlenia, wynajdę odpowiednie dla ciszy zacisze i bosa tobie podam do rąk odkupienie. nim w ziemię spadnę, z duszą bez nut się rozpiszę, roztańczę w znośne echo, pogłaszczę pogłosem. za mało mam obrazów, a lat nie wybieli dobra noc. powiem jutro, bo dzisiaj też bose - znalazło złoty środek bez końca dni. nie licz, nie szukaj mimochodów, mgnień oka, przymrużeń. przywołam serce z dłoni, przed wiekiem schowane na darmo. pusta droga za dnia, cień wydłuży i w dobrą noc zabierze. już stopy odziane. (10.11.2012)
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...