Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 27.12.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. S: „Kocham cię” to nie zgoda, żebyś sięgała po mnie tylko wtedy, gdy drżysz. F: A moje „kocham” nie jest schronieniem, dla twoich wahań ukrywanych pod słowem troska. S: Nie jestem podstawką pod twoją samotność, ani miejscem, gdzie zsypujesz okruchy swego lęku. F: Nie szukam kogoś, kto mnie uniesie, tylko kogoś, kto nie odstawi, gdy zobaczy pęknięcie. S: W tym duecie nie chcę być spodkiem, przesuwanym tam, gdzie akurat ci pasuje. F: A ja nie chcę być filiżanką, którą się stawia ostrożnie, ale nigdy nie bierze do ust. S: Relacja to nie blat stołu, na którym muszę stale uważać, żebyś ty czuła się stabilnie. F: Ja tylko próbuję nie spaść z krawędzi, kiedy ty milczeniem studzisz wszystko, co jeszcze jest gorące. S: To, co nas łączy, nie jest już miłością, tylko mapą miejsc, które kruszysz ciężarem twoich potrzeb. F: Moim błędem było wierzyć, że dasz mi ciepło, którego sam nigdy nie umiałeś utrzymać. S: Nie jestem naczyniem do napełniania. Jestem tym, co zostaje, gdy przestajesz pić i odstawiasz mnie na bok. F: Nauczyłam się, że mogę stać bez ciebie. S: Nie zauważyłem momentu, w którym przestałem być potrzebny. F: Bo zawsze byłeś potrzebny - tylko nigdy obecny. Po prostu - jesteś już zbędny.
    30 punktów
  2. "Nie odchodź" - prosi wiatr błądząc w sitowiu, gubiąc horyzont w kołysaniu trzcin. Też tak proszę, gdy twój dotyk płynie po mojej skórze. "Zostań" - szepczą wodorosty oplatając kostkę wędrowca, nie wiedząc, czy ratują, czy topią. Jeśli uchylisz drzwi do swojego spojrzenia - utonę w nim cała. "Nie gaśnij" - krzyczy noc, liżąc brzegi ostatniej krwawiącej gwiazdy. A ja chcę tak krzyczeć, gdy czuję, jak w twoich oczach eksploduje blask. "Zwolnij" - błaga chwila, nie chcąc tak szybko stać się przeszłością. I ja błagam próbując odcisnąć w pamięci fakturę twoich ust "Wypełnij mnie" - woła ziemia przyjmując deszcz , by nie utracić tego, co dotknęło jej wnętrza. Chcę tego samego. Gdy twoje imię rozpada się na języku, i stajesz się częścią mnie. inspiracja: Wiersz Anny Ciarkowskiej
    26 punktów
  3. Oprawia obrazy w ramy zbyt ciasne dla żywego spojrzenia. Łagodnieje o zmierzchu, gdy pękają kontury, lecz w pełnym świetle obnaża puste miejsca. Zamyka krąg powtórzeń, gdzie każda myśl wraca do własnego cienia. W słowie „pamiętam” drzemie pułapka z lukru, konserwująca martwe radości i czas bez następstwa - by ranom nie przysługiwało prawo do blizny. Pamiętanie jest trwaniem bytu, w którym nic już się nie staje.
    24 punktów
  4. Pokaż, że miłość to oparcie. Że wstaje ze mną o świcie i trzyma za ramię, gdy tracę pod nogami grunt. Nie chcę słów. Postaw swój kubek przy moim. Okryj, gdy trzęsę się z zimna. Bądź, póki jeszcze tu jestem, nim wchłonie mnie mgła. Bo jeśli twoje „kocham” to cień, jeśli jest chłodnym echem - nie zapalaj światła. Po prostu pozwól mi wyjść.
    23 punktów
  5. Twoje słowa - jak tłuczone szkło. Rzucasz je pod nogi, a ja idę boso. Każdy krok otwiera nowe cięcie. Krew nie nadąża za bólem. Twoje obietnice - gęste jak miód. Wlewasz je w moje rany - duszna słodycz udaje ratunek. I tak stoję - lepka od "miłości", pocięta twoją prawdą. Nie krzyczę - miód skleja mi usta, a szkło tkwi zbyt głęboko. *inspiracja - tekst Marka Żaka "Pytać, czy nie?" i komentarz do niego Michała Leszczyńskiego.
    23 punktów
  6. Nie ściągam krzyża Z widoku nocy. Wolę z nim rozmawiać, jak barbarzyńca z filozofem. Wolę go heblować ciętym słowem, gdy stoi na rozdrożu między miastami. Zerkać spod kaptura i pokazać nawet język, ale nie ścinać. A wy – wy już nawet nie macie, w co nie-wierzyć.
    22 punktów
  7. Odpowiedziałeś obroną sycylijską - ja gambitem bez pokrycia, każde z nas trzymało hetmana w tylnych szeregach, bojąc się pierwszego ruchu bez powrotu. Patrzyliśmy na zegar - czas uciekał a my graliśmy na remis. Twoje skoczki krążyły wokół mojego króla, a gońce unikały wymiany. Pat zamiast mata, dwie fortece naprzeciwko siebie. Żadne nie chciało poświęcić pionka jako szansy na zwycięstwo. To nie była szachownica dla nas, tylko lustro, w którym każde widziało własny lęk przed utratą kontroli nad grą. Odłożyliśmy figury do pudełka - partia przerwana, miłość niezagrana, bo oboje wybraliśmy bezpieczeństwo zamiast pięknego szaleństwa. xxx Tym razem nie rozpoczęliśmy gry, twoja dłoń zatrzymała zegar w połowie uderzenia, rozbijając ciszę, która nas dławiła. Zuchwałym ruchem strąciłeś wszystko ze stołu . Szachownica to teraz nasz wspólny, urywany rytm, którego nie mierzy żaden mechanizm. Nie ma już strategii, jest tylko instynkt - bezwzględny, drapieżny. Wreszcie jest mat. Szaleństwo, którego się baliśmy, gdy twoje ciało domykało ostatnią wolną przestrzeń, odbierając mi kontrolę. Krew huczała głośniej w najpiękniejszej klęsce świata - na gruzach naszej dumy. inspiracja: poeta Simon Tracy
    22 punktów
  8. przychodzę do ciebie przez lustro powoli bez twarzy bo twoje spojrzenie nosi ją za mnie mam na sobie koronki z cienia przylegają jak skóra są coraz cieńsze nie zdejmujesz ich - ścierasz wzrokiem kochasz odbicie ja kocham ciebie w tym szkle gdzie jestem piękniejsza od siebie samej tam nasza miłość napięta do granic doskonała nietykalna jak tafla która nas dzieli sprawdzasz codziennie czy da się już rozbić zapominając że gdy pęknie - zniknę
    21 punktów
  9. w jego dłoniach ziemia wciąż pachnie tobą gdy podlewa suche pelargonie które nie wiedzą, że lato już minęło na stole leży łyżeczka z odciśniętym śladem ust - jakbyś tylko wyszła po chleb powietrze stoi nieruchome drży w nim twoje imię tak ciche, że kurz boi się osiadać co wieczór otwiera okno dla oddechu, którego brak i nasłuchuje kroków na pustych schodach mówi do siebie w liczbie mnogiej żeby cisza nie pomyślała, że wygrała żeby noc miała z kim zasnąć czasem słyszy dzwonek i zanim zrozumie, że to echo z radia uśmiecha się - tak, jak dawniej na parapecie rośnie mięta - nie zrywa jej - nie chce przerywać wzrostu niczego, co jeszcze ma odwagę żyć a kiedy zasypia ręka szuka twojej gładzi prześcieradło które już niczego nie pamięta
    21 punktów
  10. powieki są zbyt lekkie, by opaść sufit wisi nade mną jak czarne lustro bez połysku bez odbicia jakby wchłaniał wszystko, nawet moje myśli nie liczę owiec liczę oddechy każdy jest za głośny i burzy układ ciszy czas przestał płynąć, uporczywie kapie ze ścian jak zimna woda jestem jedynym czuwającym punktem w całym domu wgnieciona w materac leżę nieruchomo i czekam aż czerń pęknie i wpuści trochę szarości
    21 punktów
  11. List pierwszy Janie, czytam Twój list w chwili, gdy chciałam zatrzasnąć drzwi i powiedzieć - "nie znam takiej miłości" I mieć spokój, jakby miłość mogła skończyć się od jednego zdania. Ale ona nie jest słowem, ani obrazkiem, który można zdjąć za ściany. Wchodzi mi pod skórę, dzieje się we mnie - w życzliwym komentarzu, w przebaczaniu. Dzieje się tam, gdzie nie gaszę światła, i zostaję, mimo niebezpiecznej fali. I nawet wówczas, gdy zamykam drzwi ona i tak czeka na mnie - bez słów. xxx List drugi Janie, dziś wyłączyłam wiadomości w pół słowa. Prezenter krzyczał o "dramatach", których nie przeżył. Wiem już, że nie każdy głos warty jest wysłuchania, a wrzask z ekranu nie daje mi spokojnie odetchnąć - nie chcę jego lęku ani gotowych „prawd”, które kradną ciszę. Uważnie też wybieram, z kim siadam do stołu, bo przy nim dzielę się własnym życiem. W moich słowach i w postrzeganiu świata zostaje ślad ludzi, którym pozwoliłam zostać na dłużej. xxx List trzeci Janie, dziękuję Ci, że poznałeś mnie z Gajusem. Byłam u niego, zastałam go, gdy zapraszał kobietę z dzieckiem, która nie miała gdzie spać. Skinął jej głową: "Na górze jest pokój". A ze mną usiadł przy herbacie. Zostawił wszystkich, którzy za oknem kłócili się o pierwszeństwo. Gdy podniósł kubek , uśmiechnął się lekko - "krzyk słychać z daleka, cichość trzeba zauważyć" - szepnął. Na motywach Listów Św. Jana
    20 punktów
  12. drzwi były uchylone jakby wyszedł tylko na chwilę sprawdzić, czy kwitną już jabłonie na stole herbata wystygła z pierścieniem cienia wokół kubka jak obrączka, którą czas włożył mu na palec w radiu ktoś mówił o pogodzie i nikt nie miał serca ściszyć głosu bo może chciał jeszcze posłuchać buty stały równo przy ścianie czekając cierpliwie aż ktoś ogłosi koniec warty w słoiku z wodą pływała gałązka mięty ta sama, której nigdy nie zerwał na parapecie leżał jego cień złożony starannie jak niedzielna koszula a kiedy wiatr poruszył firanką na chwilę wydawało się, że wrócił - cichszy i jaśniejszy
    20 punktów
  13. w bliskości rozpuszczam się powoli jak kostka czekolady w ustach i wówczas tracę kontury w twoich źrenicach widzę światło chłopca który wciąż wierzy że obłoki są z cukru a świat nie zdążył jeszcze zardzewieć śmiejesz się gdy gubię wątek dnia a kawa zostawia na obrusie odcisk jesiennego liścia rozplątujesz moje słowa jak włosy po burzy gubisz się w nich - od pierwszego oddechu po sam koniec zdania tęsknisz nim zdążę ruszyć chłoniesz mnie wzrokiem jakbyś chciał zatrzymać w sobie ostatni promień słońca
    20 punktów
  14. Rozbierz mnie słowo po słowie rozpracuj myśl po myśli co we mnie mrokiem spowite niech ci najjaśniej się przyśni. Rozcałuj niedomówienia sekrety rozszarp na strzępy przytulaj moje westchnienia losem bądź podłym przejęty. A potem zamilcz beztrosko i nie myśl o mnie w ogóle wszystko co cenne podeptaj odepchnij gdy się przytulę. Sekrety schowaj w kieszenie westchnienia rozdmuchaj śmiechem i za mną się nie oglądaj wszak stałam się twoim grzechem. Rozbierz mnie słowo po słowie i ubierz w niedomówienia rozchyl mi usta oddechem i ugaś milczeniem pragnienia. Odłóż na półkę jak książkę i zajrzyj kiedyś po latach dłonią kurz ze mnie odgarnij' i wróć do mojego świata.
    19 punktów
  15. Słońce zgasło, a żyć trzeba. Dmuchać w żagle ciężkim mgłom. Odlatuje uczuć mewa, gdzieś na wyspy bliskie snom. Słońce zgasło, a żyć trzeba. Co by było, zawsze warto. Nawet jeśli bodźców natłok, który wciągnie, jak wir na dno. Słońce zgasło, a żyć trzeba i do Innej będę śpiewać. Nie zatrzymam chwil na siłę, jestem rzeką, dalej płynę. Słońce zgasło, a żyć trzeba, nad klepsydrą nowe wzejdzie. Dzień zakwitnie śnieżną bielą, aż się scalą sny, krawędzie.
    19 punktów
  16. Dzień odkleja się od ścian. Przedmioty tracą nazwy, stają się tylko bryłami cienia. Nie włączam światła - pozwalam, by kontury same się rozpuściły. Słowa są za ciężkie, by je przenosić przez próg nocy. Zostawiam je w przedpokoju. Zamykam oczy. Teraz jest czas na odejmowanie.
    19 punktów
  17. Taka naga dziś stoję, sama naprzeciw światu. Z nagą prawdą o sobie i wiedzą o braku. Bez lukru, łakoci, z wachlarzem słabości. Z zasobem doświadczeń i wagą wartości. Taka naga dziś jestem. Czy mnie przyjmiesz, mój świecie, bez miar i porównań, skoro jestem twe dziecię? Mówisz: dzieci są równe. Życie mówi inaczej. Kto za to odpowie, gdy równość się traci?
    19 punktów
  18. popołudniową porą na ławce, nie najśmielszy tak grzecznie mnie zaczepił niedokończony wierszyk. ubrany w cztery zwrotki, na nogach zgrabne rymy, nieśmiało mówi do mnie: - wiesz, nie mam puenty, wymyśl. kolejna wiosna mija chcę miniaturki dzieci, i cały czas się martwię bo nie mam ich z kim sklecić! Więc mówię tak do niego: cóż do stracenia miałam, - gdybym cię choć troszeczkę… to może bym została? * reszty się już domyślcie nie będę paplać przecież, że puenta jest szczęśliwa, a wiersz? jak nikt na świecie.
    19 punktów
  19. Za oknem miasto rozdrabnia czas. Szum jałowy, nie ma treści - to elektryczny puls. Karetka w oddali - czerwona kreska na wykresie nocy. Dźwięki nie układają się w słowa, są niczym echo cudzego pośpiechu. Słucham oddzielona warstwą chłodnego szkła.
    19 punktów
  20. Miasto zamarzło w nocy. Biała Królowa trzyma wszystko w garści. Ale oni nie grają w jej grę. Pięciu typów przejęło mój rewir - jakby zawsze tu byli. Na śniegu piszą swoje prawo - krzywo i krótko. Wolne duchy z cynicznymi pyskami. Wiedzą ile kosztuje przeżycie i komu wolno ufać. Nie chcą, żebym trzymała ich na smyczy. Złote klatki są dla ludzi, którzy wierzą w układy. Oni chcą jedzenia i dachu - czystej transakcji. Jestem im potrzebna jak alibi. Czułość? Śmieją się pod wąsami. Ich wzrok to przesłuchanie pod gołą żarówką - zimny, świdrujący, pełen żądań. Włamują się do mojej głowy bez wytrychu, wdrapują się po gzymsach duszy. Aż wreszcie wyciągają na światło to, co chowam najgłębiej - moje miauczące wyrzuty sumienia.
    19 punktów
  21. Tak jakby słońce trochę przygasło. I nie, nie nad horyzontem. To nie jest kolejny wieczór. Butelka Bordeaux na białym piasku. Muśnięcia fal przygarniają coraz bliżej i mocniej, wciągają. Lampek nigdy nie było, bo nie ma czego świętować. Słona woda obmywa stopy, otula. Zimny wiatr wyciska łzy. Słońca jakby mniej i mniej, a puste niebo nie oczekuje sztormu. Zamknięte w zielonkawym szumie myśli blade w poświacie księżyca zostają nagie, bez zbędnych słów. A ona dotyka spokojnie, delikatnie. Zaprasza miękkim ruchem w stronę kipieli. Nie mówi, czy dobrze, czy źle, nie obiecuje. Wino rozgrzewa płuca i żyły. Umysł przerabia zakamarki pamięci i miota się między teraz a kiedyś. To był bardzo dobry początek. Piwo dobrze smakowało w knajpie, ale rzeczywistość nie odpuściła. Ściśnięta kotłującym się światem w tym małym punkcie taniego życia udowodniła ponownie, że wszystko się kończy. A ja nazywałem cię kiedyś przyjacielem.
    19 punktów
  22. drzwi od sypialni się zamknęły za nimi jeszcze dźwięczą kroki pies z kotem stoją zadziwieni co tu się dzieje o co chodzi pies ryje nosem przy podłodze kot w mleczną szybkę skrobie łapką hau! miau! - niech ktoś nam w końcu powie po co zniknęli tam Pan z Panią piłeczkę przecież lepiej turlać i kłębki wełny przez przedpokój gryźć buty plątać się w sznurówkach w kuchni się dobrać do rosołu cóż mogą robić Pani z Panem ukryci niby w skarbcu z baśni pies chwyta w zęby zimną klamkę kot w krążki światła tęsknie patrzy cienie rąk tulą się do siebie śmiech zalał noc kaskadą złotą ciszę zawstydza satyn szelest kot prychnął pies podkulił ogon w końcu ich sen kudłaty zmorzył choć wciąż w sypialni słychać szepty a sens prawdziwy tej historii zna tylko mój zadziorny wierszyk
    18 punktów
  23. Noc płonie pełnią księżyca, niebo składa obietnice. Przed lustrem. Wybieram zmysłowe koronki. Aksamitem skóry dotykając siebie. Oddechem wypełniam rozmazane usta, pokusą podwiązki rozkładając uda zastanawiam się Nad sensem. Małej, czarnej sukienki. Czekam, słyszę twoje kroki.? Jesteś.!
    18 punktów
  24. To, co było całym światem, dziś jest raczej cieniem. Podążając w stronę słońca patrzyłam na Ciebie. Dziś kolorów więcej widzę, nie tęsknię za mrokiem. Zasłoniłam świat, bo byłam pod Twoim urokiem. A tymczasem wachlarz cały horyzont zalewa Miłość to jest tylko miłość, nie jasna cholera. Życie daje więcej wzruszeń, z cokołu Cię zsunę. Nadal jesteś ważny, ale bez Ciebie nie umrę.
    18 punktów
  25. Inne spojrzenie kiedy zmierzch usypia minuty cienie sekund dotykają powiek drapią nie dają spokoju wybudzam się by policzyć ćmy uparte zawsze blisko tlącej się świecy tak bardzo szukają ciepła i polubiły ten zapach a ja świadomie układam obrazy które dopiero powstaną to nawet interesujące bo tak naprawdę czy byłam jutro - nie - raczej będę wczoraj styczeń, 2026
    17 punktów
  26. wciąż nie może jeden z drugim trafić na swój haczyk przyjęzyczyć jak należy żeby sens dosmaczyć prawie każdy kłuje w ślepia albo uszy rani a ja muszę nie ustąpię nie odpuszczę za nic tak bym chciała żeby wyszedł bez dyskusji cymes znowu badziew bo pożarłam się jak zwykle z rymem
    17 punktów
  27. Po co ten dzisiejszy śnieg? Rozciągnięty między znaczeniami zanika, jak tylko opadnie. Błoto, błoto po nim. Samochody białe, niebo przygaszone. Zmrożone nagie drzewa, zaspane, przyjmą pył na chwilę czy dwie. Ulice błyszczą, mokre. Po co te chwile zbyt krótkie? Nawleczone na lodowe kryształy, płatki, nigdy takie same. Umierają na dłoni. Zimne powietrze smakuje sadzą. Szare postaci rozmyte opadem przenoszą ten dzień. Błoto, błoto po nich. Wiersz powstał przy tej piosence. Gdyby ktoś zdecydował się słuchać to proszę zignorować tekst piosenki - cała reszta gra, jak trzeba:
    17 punktów
  28. Wiersze nieczytane Wiersze nieczytane odchodzą zakładają szpilki albo gumowce kapelusz albo kaszkiet czasem melonik albo welon wychodzą bez słowa albo trzaskają drzwiami rozbijają lustra huśtają się na tęczy albo w kropli rosy załamują skrzydła ciszą oplątują drzewa siadają w pustych gniazdach i czekają na wiosnę albo na miłość krusząc kopie smutku w szklance mocnej kawy
    17 punktów
  29. A może zbudujemy dom, z cegieł, którymi będą słowa. fundamenty już przybrały właściwe kształty, pewne, spokojne, jak myśli, które przestały się bać. Niech będą w nim duże okna - z widokiem na jasną przyszłość, na drzewa z metafor, które szumią sensami. W środku - wnętrza z przestrzenią na przenośnie meblowe, na alegorie dywanowe, na ciszę, w której będzie można złożyć dłonie jak w modlitwie. I kominek, w którym ogień będzie się grzał od naszego ciepła, od zgody, co nie gaśnie, choć czasem przygasa. A kota dobierzemy w kolorze nastroju - bo dom bez kota to tylko ściany. A ze słowem, które mruczy - już świat. 13.11.2025.
    16 punktów
  30. Nie było wtedy cyfrowych powrotów do przeszłości co dnia. Nawet migawki odciśniętej w srebrze na wyciągnięcie palca, ani pociągnięcia pędzla w czcigodnej ramie. Wspomnienia były zaświatami, czas - teraźniejszością, a słowo krzątało się kształtami w płomieniach ogniska. Dziś wciąż wracamy, przewijamy pamięć i patrzymy. Nasze przemijanie kończy się antydepresantami.
    16 punktów
  31. Powietrze gęstnieje zwierzęcym aromatem piżma. Dostrzegam aksamitne roztocza w mlecznym szkle lustra wypełniając kontur ust odcieniem Viva Magenta. Kreślisz znak zapytania, napiętą linią kręgosłupa zapachem drzewa sandałowego i Old - Fashioned. Z czułością poprawiając zagubiony kosmyk włosów. Pocałunkami chłonę pierwotny smak ciebie w kropelkach śliny smakujesz lukrem i roztartą skórką pomarańczy. Gorący język w moich zimnych ustach.
    16 punktów
  32. poranek zagląda przez szyby okna wpuszczają nieśmiało pierwsze promienie słońca najczęściej budzi mnie drozd na komodzie w glinianym dzbanie więdną piwonie płatek po płatku opadają złudne nadzieje czekam na spacer drewniana podłoga ochrypłym rytmem oznajmia twoje przyjście jeszcze milczę obserwując drżenie powietrza otulona poszewką niczym nadrzeczna mgła wilgotnieję
    16 punktów
  33. czytałam chyba taki wiersz było w nim o tym że siedzieli na ławeczce o takiej porze w której jedno z nich nie wie jeszcze czy to już czy tylko się zdaje obok niej leżał bukiecik nieśmiałych fiołków a latarnia rzucała cienie które tuliły się do siebie wcześniej niż oni czy to możliwe nie napisałam tego i może dlatego wciąż tam siedzę
    16 punktów
  34. Po trudzie zostało tylko czarne serce i brudny palec, kreślący krzyż po języku na pożegnanie. Niechciane dzieci postępu w zgliszczach fabryk, dźwigających kiedyś świat ku zbawieniu, umierają na suchoty w widmie dymu, tak gęstego jak słowa troski bez pokrycia. Dziś nawet cegieł z rozbiórki nie chce nikt kupić - wypalone w szczerym ogniu są za twarde, a technologia istnienia stawia dziś na tworzywa plastyczne.
    16 punktów
  35. nie napiszę o tym wiersza w kilku wersach nie ma miejsca by pomieścić tyle serca
    16 punktów
  36. Spójrz na półcienie naszych niedopowiedzeń i ten głód jasnej frazy - jak czekanie, aż pauza nasiąknie do końca. Nie potrzebujemy już łąki, by ciało stało się liryką. Położymy się w moim wierszu, rozbierzemy go ze wstydu i z ostatniej kropki. Potem między udami a słowem dotkniesz puenty, której nie potrafi okiełznać żaden rym.
    15 punktów
  37. jak kolorowe motyle w tańcu opalizujemy się jaśniej niż letnie słońce otwierasz się tak pięknie gdy smakujesz mój nektar z nagietków mieszkamy na bujnych płatkach a nasze sylwetki mięknące w ciepłej wodzie są jaskrawym błyskiem
    15 punktów
  38. Ośniedziały konar nachyla się nad bramą cmentarza, otwartą w rdzawym oczekiwaniu na czerwień znicza w kamiennym obramowaniu, rozlanym pożółkłą i pulsującą plamą. Tak się zdarza - jest już zimny, a w potylicy brunatna rana miazgą bez znaczeń spoziera. Ciało wygolone, jak zawsze po wszawicy, pił z zimna, spadł z ławki wprost do Lucyfera. Przyszło twarde zderzenie z czarnym krzykiem losu. Poświęcę mu kwadrans rachunków bez znaczenia. Dziś - pierwszego listopada, święto milczenia, gdzieś na nędznych rubieżach wielkiego kosmosu.
    15 punktów
  39. W zbutwiałym domostwie, gdzie czas wykrwawił się wieki temu - pająki - niemi grabarze tkają w oczodołach okien lepkie całuny. To nie firanki, lecz sieci na zbłąkane dusze. Cisza tu nie koi - ona ogłusza - ciężka jak wieko dębowej trumny. Słodki fetor jaśminu wycieka z pękniętej wazy, mieszając się z wonią starej krwi, która udaje wiśniową słodycz na odłamkach porcelany. Pod stopami skomle zdarta podłoga - każdy jęk deski to wydech potępieńca, który nie może skonać pod ciężarem cienia. W mroku, za oziębłym piecem mieszka Smętek - pan beznadziei. Zaciska na gardłach intruzów pętlę z mrocznych wizji. Tu uczucia zostają pożarte przez wieczność, gdy Smętek wymazuje ich imiona z rejestru żywych. * Smętek - złośliwy diabeł trapiący ludzi, występujący w ludowych legendach mazurskich.
    15 punktów
  40. rano długo siedział przy stole wpatrzony w parę znad herbaty jak w modlitwę, której nie znał na pamięć nie spieszył się bo czas przestał mieć kierunek a kalendarz na ścianie tylko udawał zmianę wyszedł do ogrodu w płaszczu, choć było ciepło żeby nie zmarzły jego myśli na ścieżce poprawił kamień który od tygodnia leżał krzywo bo porządek rzeczy wciąż miał dla niego znaczenie gdy przysiadł na ławce, słońce położyło mu się na ramieniu jak pies, który zna zapach odejścia obserwował, jak liść spada do wody bez oporu, bez lęku dokładnie tak, jak chciałby zasnąć potem wrócił, przystanął w drzwiach słuchał, jak dom cicho oddycha - tak równym rytmem, że mógłby pomylić go z biciem serca na stole zostawił okulary żeby świat widział siebie wyraźniej gdy on już przestanie patrzeć
    15 punktów
  41. pociąg ludzie jadą pociągiem rozmawiają o życiu milczą o miłości twarze schowane w szybach wiatr rozrywa w rozpędzie rozcina słońcem usta targa włosy drzewami jadą rozmazani przemijają w pośpiechu stukaniem o tory jeszcze się tli czas jedzą kanapki i jabłka zasypiają jak gruszki w popiele potem krzyczą spojrzeniami wyciągają ręce do maszynisty o opóźnienie pociągu proszą
    15 punktów
  42. roztańczona nosi suknię z mchu i gwiezdnego pyłu zbiera guziki zgubione na rozstajach dróg i łączy je w pary z pętelkami mieszka na palmie, która czasem odbija by czas płynął wspak twierdzi, że podglądają ją szpar gały a gdy zapytasz ją o drogę wskazuje na chmury mówiąc, że tam są miasta zbudowane ze śpiewu wróżek gdy księżyc czasem wpada do rzeki z krzykiem biegnie na ratunek mieszka gdziekolwiek samotnie lub otoczona małymi serduszkami zostawia świat za sobą by pogrążyć się we własnym dziwność to jej schron jej ojczyzna __ 7 stycznia obchodzimy Dzień Dziwaka😉
    15 punktów
  43. Polują dyskretnie, kocim spojrzeniem, od góry na szklanej nitce lub rozhuśtani w zawisie. Z sinego podnieba wypatrują zamaskowanego bezruchu w tłumionym oddechu między zębami, zagryzionymi w wargi do martwej krwi, oczekując na przelot w niebyt suchego powietrza. A wy nadal nie wierzycie w rowy przykryte mgłą i ciałami sterczącymi ku nicości. U nas wieczór, pluszowy. Włączamy seans grozy na Netflixie.
    15 punktów
  44. oczarował swym pięknem Panią Zimę Pan Oczar zrzuciła biały kożuch rozpustnie ale z wdziękiem zawstydzony na widok rozczerwienił się cały zbliżyła się by objąć swym puszkiem śnieżnobiałym w splocie wzruszeń i czarów połączeni na zawsze Pan Oczar Pani Zima sobą oczarowani (Fot. z netu) 18 stycznia obchodzimy Światowy Dzień Śniegu i Bałwanków☃️☃️☃️
    14 punktów
  45. Wieczorem przyszła fala mrozu, skuła lodem most łączący nasze brzegi. Między deskami biel jak blizny. Teraz z trudem usiłuję roztopić twardą zmarzlinę. Ogrzewam cierpliwie - oddech za oddechem. Czas i cisza upływają tak powoli, z każdym centymetrem. Wezmę cię znów w ramiona, powiem, że wszystko jest i będzie dobrze. Czekam na twoje jestem. Oddech za oddechem, centymetr po centymetrze...
    14 punktów
  46. na samym dnie w pojemniku z używaną odzieżą przygnieciony empatią bez opamiętania czeka na okazję strój świętego mikołaja
    14 punktów
  47. Krzyś już został ubrany w mundur, zmężniał, bo za Stumilowym Lasem jest jednak świat, ten w bólu prawdziwy, toczony w szczękach żelaznej cygi, między przelotem zegara a pogonią umierania. A wy nadal wierzycie w pluszowe zwierzątka w fugach drzew i w malutki rozumek, który jest odpowiedzią na świat wbity wenflonem w obieg materii.
    14 punktów
  48. obserwuję cię wiecznie zielonego jałowca z niebieskimi ziarenkami w zimowej wędrówce pozuję ciepłą modelką z wełny i futra
    14 punktów
  49. Anna ma szlachetne rysy wygląda jak przedwojenna kobieta na sepiowych fotografiach tylko jej skóra jasna uwydatnia kręte szlaki fioletowych żył to nic że czasami chwyta za widły wątłe ramiona nie taki ciężar dźwigały spójrz wiatr liże skrzydła owadom biedne drobiny raz po raz oblepiają szybę stukot psiego łańcucha niesie echo po wsi ładnie wygląda w tej niedzielnej sukience tam za Zagórzem świat jakiś inny a gdyby tak na przełaj po łące między żółte mlecze i przekwitłe dmuchawce?
    14 punktów
  50. Zapomnieliście zabijać, więc zabiją was nocą na śniegu. Psy znaczą dla was więcej niż dzieci, więc wilki prowadzić was będą na smyczy i w obroży. Gardzicie pracą kapiącą znojem, więc zostaniecie niewolnikami bez korzeni kwitnących w dłoni. Brzydzicie się mięsem, więc zostaniecie tylko bezglutenowym nawozem. Chcecie różnorodności kanonicznie poprawnej, lecz kończy się ona dogmatem jednorodności w umysłowej próżni. Wierzycie w naukę, ale zamykacie szkoły, gdzie jeszcze uczono wątpić i pisać wiersze. Podróżujecie bez geografii, pamiętacie bez historii, mówicie bez składni, liczycie bez liczb. ostatnie pokolenie.
    14 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...