Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 20.01.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Pokaż, że miłość to oparcie. Że wstaje ze mną o świcie i trzyma za ramię, gdy tracę pod nogami grunt. Nie chcę słów. Postaw swój kubek przy moim. Okryj, gdy trzęsę się z zimna. Bądź, póki jeszcze tu jestem, nim wchłonie mnie mgła. Bo jeśli twoje „kocham” to cień, jeśli jest chłodnym echem - nie zapalaj światła. Po prostu pozwól mi wyjść.
    23 punktów
  2. Nie ściągam krzyża Z widoku nocy. Wolę z nim rozmawiać, jak barbarzyńca z filozofem. Wolę go heblować ciętym słowem, gdy stoi na rozdrożu między miastami. Zerkać spod kaptura i pokazać nawet język, ale nie ścinać. A wy – wy już nawet nie macie, w co nie-wierzyć.
    22 punktów
  3. przychodzę do ciebie przez lustro powoli bez twarzy bo twoje spojrzenie nosi ją za mnie mam na sobie koronki z cienia przylegają jak skóra są coraz cieńsze nie zdejmujesz ich - ścierasz wzrokiem kochasz odbicie ja kocham ciebie w tym szkle gdzie jestem piękniejsza od siebie samej tam nasza miłość napięta do granic doskonała nietykalna jak tafla która nas dzieli sprawdzasz codziennie czy da się już rozbić zapominając że gdy pęknie - zniknę
    21 punktów
  4. List pierwszy Janie, czytam Twój list w chwili, gdy chciałam zatrzasnąć drzwi i powiedzieć - "nie znam takiej miłości" I mieć spokój, jakby miłość mogła skończyć się od jednego zdania. Ale ona nie jest słowem, ani obrazkiem, który można zdjąć za ściany. Wchodzi mi pod skórę, dzieje się we mnie - w życzliwym komentarzu, w przebaczaniu. Dzieje się tam, gdzie nie gaszę światła, i zostaję, mimo niebezpiecznej fali. I nawet wówczas, gdy zamykam drzwi ona i tak czeka na mnie - bez słów. xxx List drugi Janie, dziś wyłączyłam wiadomości w pół słowa. Prezenter krzyczał o "dramatach", których nie przeżył. Wiem już, że nie każdy głos warty jest wysłuchania, a wrzask z ekranu nie daje mi spokojnie odetchnąć - nie chcę jego lęku ani gotowych „prawd”, które kradną ciszę. Uważnie też wybieram, z kim siadam do stołu, bo przy nim dzielę się własnym życiem. W moich słowach i w postrzeganiu świata zostaje ślad ludzi, którym pozwoliłam zostać na dłużej. xxx List trzeci Janie, dziękuję Ci, że poznałeś mnie z Gajusem. Byłam u niego, zastałam go, gdy zapraszał kobietę z dzieckiem, która nie miała gdzie spać. Skinął jej głową: "Na górze jest pokój". A ze mną usiadł przy herbacie. Zostawił wszystkich, którzy za oknem kłócili się o pierwszeństwo. Gdy podniósł kubek , uśmiechnął się lekko - "krzyk słychać z daleka, cichość trzeba zauważyć" - szepnął. Na motywach Listów Św. Jana
    20 punktów
  5. Rozbierz mnie słowo po słowie rozpracuj myśl po myśli co we mnie mrokiem spowite niech ci najjaśniej się przyśni. Rozcałuj niedomówienia sekrety rozszarp na strzępy przytulaj moje westchnienia losem bądź podłym przejęty. A potem zamilcz beztrosko i nie myśl o mnie w ogóle wszystko co cenne podeptaj odepchnij gdy się przytulę. Sekrety schowaj w kieszenie westchnienia rozdmuchaj śmiechem i za mną się nie oglądaj wszak stałam się twoim grzechem. Rozbierz mnie słowo po słowie i ubierz w niedomówienia rozchyl mi usta oddechem i ugaś milczeniem pragnienia. Odłóż na półkę jak książkę i zajrzyj kiedyś po latach dłonią kurz ze mnie odgarnij' i wróć do mojego świata.
    19 punktów
  6. Słońce zgasło, a żyć trzeba. Dmuchać w żagle ciężkim mgłom. Odlatuje uczuć mewa, gdzieś na wyspy bliskie snom. Słońce zgasło, a żyć trzeba. Co by było, zawsze warto. Nawet jeśli bodźców natłok, który wciągnie, jak wir na dno. Słońce zgasło, a żyć trzeba i do Innej będę śpiewać. Nie zatrzymam chwil na siłę, jestem rzeką, dalej płynę. Słońce zgasło, a żyć trzeba, nad klepsydrą nowe wzejdzie. Dzień zakwitnie śnieżną bielą, aż się scalą sny, krawędzie.
    19 punktów
  7. Inne spojrzenie kiedy zmierzch usypia minuty cienie sekund dotykają powiek drapią nie dają spokoju wybudzam się by policzyć ćmy uparte zawsze blisko tlącej się świecy tak bardzo szukają ciepła i polubiły ten zapach a ja świadomie układam obrazy które dopiero powstaną to nawet interesujące bo tak naprawdę czy byłam jutro - nie - raczej będę wczoraj styczeń, 2026
    17 punktów
  8. A może zbudujemy dom, z cegieł, którymi będą słowa. fundamenty już przybrały właściwe kształty, pewne, spokojne, jak myśli, które przestały się bać. Niech będą w nim duże okna - z widokiem na jasną przyszłość, na drzewa z metafor, które szumią sensami. W środku - wnętrza z przestrzenią na przenośnie meblowe, na alegorie dywanowe, na ciszę, w której będzie można złożyć dłonie jak w modlitwie. I kominek, w którym ogień będzie się grzał od naszego ciepła, od zgody, co nie gaśnie, choć czasem przygasa. A kota dobierzemy w kolorze nastroju - bo dom bez kota to tylko ściany. A ze słowem, które mruczy - już świat. 13.11.2025.
    16 punktów
  9. Nie było wtedy cyfrowych powrotów do przeszłości co dnia. Nawet migawki odciśniętej w srebrze na wyciągnięcie palca, ani pociągnięcia pędzla w czcigodnej ramie. Wspomnienia były zaświatami, czas - teraźniejszością, a słowo krzątało się kształtami w płomieniach ogniska. Dziś wciąż wracamy, przewijamy pamięć i patrzymy. Nasze przemijanie kończy się antydepresantami.
    16 punktów
  10. Spójrz na półcienie naszych niedopowiedzeń i ten głód jasnej frazy - jak czekanie, aż pauza nasiąknie do końca. Nie potrzebujemy już łąki, by ciało stało się liryką. Położymy się w moim wierszu, rozbierzemy go ze wstydu i z ostatniej kropki. Potem między udami a słowem dotkniesz puenty, której nie potrafi okiełznać żaden rym.
    15 punktów
  11. jak kolorowe motyle w tańcu opalizujemy się jaśniej niż letnie słońce otwierasz się tak pięknie gdy smakujesz mój nektar z nagietków mieszkamy na bujnych płatkach a nasze sylwetki mięknące w ciepłej wodzie są jaskrawym błyskiem
    15 punktów
  12. Ośniedziały konar nachyla się nad bramą cmentarza, otwartą w rdzawym oczekiwaniu na czerwień znicza w kamiennym obramowaniu, rozlanym pożółkłą i pulsującą plamą. Tak się zdarza - jest już zimny, a w potylicy brunatna rana miazgą bez znaczeń spoziera. Ciało wygolone, jak zawsze po wszawicy, pił z zimna, spadł z ławki wprost do Lucyfera. Przyszło twarde zderzenie z czarnym krzykiem losu. Poświęcę mu kwadrans rachunków bez znaczenia. Dziś - pierwszego listopada, święto milczenia, gdzieś na nędznych rubieżach wielkiego kosmosu.
    15 punktów
  13. Biegłam łąką zasypiała łkając rosą pieściłam dłonią mgłę unoszącą ostanie dźwięki nokturnu zbierałam kwiaty spojrzeniem rozsypane frazy twoich myśli ocierały się pieszczotą lęku kradnąc część mojego snu. Autor fotografii: M. Lewandowska
    14 punktów
  14. Była pięknością - dał jej miłość swą, Noce, dnie, życie i duszę całą. Westchnęła: "Wszystko, co ziemskie, już mam, Więc zawieź mnie szybko do raju bram! Albo do piekła wywieź mój miły, By Lucyfera me wdzięki skusiły.
    14 punktów
  15. Wieczorem przyszła fala mrozu, skuła lodem most łączący nasze brzegi. Między deskami biel jak blizny. Teraz z trudem usiłuję roztopić twardą zmarzlinę. Ogrzewam cierpliwie - oddech za oddechem. Czas i cisza upływają tak powoli, z każdym centymetrem. Wezmę cię znów w ramiona, powiem, że wszystko jest i będzie dobrze. Czekam na twoje jestem. Oddech za oddechem, centymetr po centymetrze...
    14 punktów
  16. Anna kaleczy stopy o rżysko powgniatane resztki kłosów gubią ziarna w oddali rżą konie i tylko świst batów nad głową woźnicy obwieszcza koniec żniw ludzie powoli zbierają tobołki gliniane dzbany w pękatych brzuchach przelewają resztki czarnej kawy pod gruszą płacze mały Teoś rozmiękczył dziąsłami gałganek z makiem lniane koszule przylegają do szerokich barków gospodarzy młode gospodynie upychają dorodne piersi w rozmemłane kawałki tkaniny ocierają zakurzone twarze dzieciaki wraz z jałówkami idą skrajem lasu tam gdzie sadzawka zatacza koło wchodzi bydło po kolana płosząc przy tym kaczki Sabinowej w oborach muchy urządziły rwetes jaskółki pod stropami kwilą przejmująco z wymion sączy się mleko wprost do wiadra ciepłe z pianką okalającą brzegi naczynia
    13 punktów
  17. w kolejną rocznice ślubu zapytała kochanie czy pamiętasz nasze pierwsze wspólne śniadanie pierwszy obiad i kolacje czy pamiętasz pierwsze przy świecach miłosne wariacje tak pamiętam odpowiedziałem to były najpiękniejsze w chwile które do dziś przetrwały które czasowi się nie poddały to dobrze że wciąż pamiętasz powiedziała tuląc się do mnie a ja czując jej ciepło poczułem się kolejny raz cudownie
    13 punktów
  18. mżenie deszcz nie przestał siąpić od wielu dni wciąż spływał po szybach okien szkieletach drzew gzymsach nosów a niebo wydawało się jeszcze gęstnieć jeszcze wyszarzać pokój tonął w mroku markotniały kształty z nastaniem wieczora północ otworzyła drzwi
    13 punktów
  19. Dziękuję wierszom, że potrafią, przejąć mój ciężar na ramiona i wiernie służą jako oręż, kiedy potrzebna jest obrona. Przepraszam wiersze za niepewność, gdy znów króluje w sercu zamęt. Wtedy tak łatwo o niewierność i lekko wrzucam je w niepamięć. Dlatego traktuj mnie poezjo, z cierpliwym przymrużeniem oka. Jak dziecko, które jeszcze nie wie, że słowa trzeba mądrze kochać.
    13 punktów
  20. Hotelowe lobby zaprasza, odzwierciedleniem luster szminka ukryta w kopertówce prosi o moje usta. Subtelnym napięciem czekam na nasz apartament Chapell Loft ty swoim spokojem otulasz niepewność nagich ramion. Unosi się przedsmak winy w świetle rubinowych lamp gdy w Hedwig’s Club niespiesznie sączymy koktajle chwili. Korytarz ciągnie się ciszą, oczekiwaniem pragnień ciał przyciągasz mnie mocno do siebie, całując żarem…
    13 punktów
  21. Hej, ty! Popatrz na mnie, proszę. Jestem pełna do połowy. I wiedz, że to świetnie znoszę! Nie mam przez to smutnej głowy. Cóż, że pustką także świecę? Wiesz, nie można mieć wszystkiego. Może i nie jestem specem, lecz pół szczęścia to nic złego. W końcu strużki mnie, herbaty, wciąż spływają tam po ściankach. Szczęście czasem jest na raty. Wiem to ja – niepełna szklanka.
    12 punktów
  22. dedykuję violi arvensis Już Cię rozbieram; także ze słów, skłębionych marzeń w ciągłym roju, z nieokiełznanych i mrocznych snów, ze skrytych pragnień, co może koją. Wpierw pocałunkiem wygładzam twarz zmywając wszelkie wątpliwości. Zdejmuję bluzkę z tysiącem spraw, które wciągają życie w pościg. Walczę by rozpiąć z domysłów rzecz co słodycz półkul w problemach skrywa na nich sentencje już stoją, lecz ta ich postawa jest zaraźliwa. Więc wszystko rzucam, bo nie ten czas. Książka na półkę wrócić musi, aby uczucia dojrzały w nas, i połączyły – dwoje ludzi.
    12 punktów
  23. Schodzi Wiesiu do piwnicy, bo kartofli mało w garze. Szczęka głośno w tej zimnicy, ale idzie – żona każe. Patrzy, a tam na tych pyrach siedzi jakieś straszne bydlę! Cztery gały, wielka gira, tłuste włosy ma na skrzydle! Krzyczy Wiesiek: „Ty potworze!”, ten zaś chrząka, potem rzecze: „Nie mów mi tak, jeśli możesz, bo mi przykro, nie zaprzeczę. Ty pięknością też nie grzeszysz, lecz ja jestem kulturalny. Z sądem mi się tak nie śpieszy, zaś twój takt jest wręcz fatalny”. Zszokowany Wiesław woła: „Ale z ciebie nie jest człowiek!”. On zaś na to: „Hola, hola! Coś ci, mądry panie, powiem: nie świadczy o człowieczeństwie wygląd, tylko zachowanie. Mógłbyś w swoim okropieństwie mniej być człekiem niż ja, panie”. Wiesiek wraca. Żona woła: „Gdzie są pyry, chamie, błaźnie?!”. I znów idzie do potwora. Tak mu jakoś przy nim raźniej.
    12 punktów
  24. nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów lecz najważniejsze że to nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny
    11 punktów
  25. wadera zobacz tę myśl co dryfuje pod niebem nić pajęczyny pszczoły oddechy unoszenie się warstw w powietrzu jaskrwawią plamy światła wyciągnij dłoń czekaj aż zaczną skapywać chciałam zatrzymać dla siebie to wgryzanie się w noc aż na rozlewisku pod oknem odezwały się czaple i świstuny aż pod tamten brzeg podeszły konie chciałam zatrzymać dla siebie że zgubiłam się pośród trzcin zaplątałam w korzeniach rozdarłam sukienkę o świt chciałam zatrzymać dla siebie ale rzucam notatki w nurt cofam się odsłaniam kły podbrzusze faluje
    11 punktów
  26. Nie wiem jaki ma sens.? niebo rozsmakowane deszczem. Ja i niebieski balonik płyniemy pomiędzy chmury. W nieskończoność, odgrywam ostatni akt. Podaj mi dłoń bez uśmiechu, tyle smutku na kruchych rzęsach. Za szybą, zawsze jestem z tobą.!
    11 punktów
  27. w sercu serca masz teraz słowa które wydają ci się wydrapanymi igłą z zimowego chłodu one się tylko tobie takie wydają nie zabieraj mi proszę huśtawki w obłokach tyle wystarczy mi do szczęścia a może ja chcę zamarznąć z zachwytu w najszczęśliwszym dniu w życiu i nic więcej podobno wtedy śni się najpiękniej
    11 punktów
  28. Sennie zabrzmiały słowa ukołysane tańcem dłoni w onirycznej przestrzeni otulam się twoimi drżącymi ramionami nasączone oddechem odnajdują moje spojrzenie ustami smakujemy barwę wyszeptanej tęsknoty noc tak pięknie maluje kolorami westchnienia. Autor fotografii: M.Lewandowska
    11 punktów
  29. Zaraza opanowała miasto. Kwarantanna, ostrzeżenie przed śmiertelną gorączką i czarną śmiercią. Afisz. Solidarność z chorymi. Z kraju nadchodzą książki dla pokrzepienia i nadziei. W gazecie. Książki płoną. Zasady higieny. Choroba nie może nieść się dalej. Trzeba spalić drobnoustroje wklejone między stronice, jak zapis epidemii. Recepta. Skalpel i narkoza.
    11 punktów
  30. nie musisz nic mówić ani szeptać Nie musisz od rana po kuchni dreptać wystarczy że obok usiądziesz swe spracowane dłonie ku moim wyciągniesz że swym uśmiechem poranną kawę osłodzisz przecież miłość to nie słowa i czyny Nie trzeba wdrapywać się na wyżyny wystarczy zwykły mały gest który równie jak ona ciepły i miły jest nie musisz nic mówić ani szeptać kochanie ona i tak do końca z nami zostanie
    10 punktów
  31. Niby jest tak samo – te same piosenki na ulicy i liście na drzewach, więdnące co roku. Niby tylko dzieci jest mniej na ulicy. Pewnie chore siedzą w domu, a zamkniętej tysiąclatce wybili wszystkie szyby. Młodzi zajęci sobą, zarabiają. Starość liczy tylko na siebie. O czym to rozmawiać. Jest jak było: drony skanują ciszę, Android na raty w dawnym mięsnym. Jest też lepiej – opancerzone nerwy, schrony w każdej wsi i karabin pod łóżkiem. Gdzie tu karpia kupić na święta teraz?
    10 punktów
  32. A człowiek mglisty, samotny i tuła się nocą po bogach Kołacze żalem w chmury I sam dla siebie jest trwogą A na postronku - pegaz Na dłoni - brak linii życia Czas? Sam wyruszył już w drogę Niebo? Szuka własnego odbicia.
    10 punktów
  33. W poszukiwaniu zatraconego „ja” Siadłem przed lustrem, przetarłem Ze smug i brudu, a tam krzywa gęba Zbira się śmieje, zęby żółte szczerzy. „Kopsnij szluga, młody, piwo zapodaj!” Nie znam cię, łotrze! precz, a kysz, maro! „Jam twoje odbicie; chcesz wiedzieć, Coś nawywijał w poprzednim życiu? Mogłeś zostać przyzwoitym człowiekiem, Chodzić dumnie z podniesionym czołem, Podawać pomocną dłoń upadłym aniołom. Nawet nigdy cierpiącemu łez nie otarłeś, Bo pojawiałeś się spóźniony, obojętny widz. Dano ci szansę zabawiania dzieci i wnuków, Lecz ty uciekłeś na antypody, a tam zdziczałeś, Wybrałeś ślepą pogoń z dzidą za kangurami. Pamiętasz ostatnią, płaczliwą laurkę od córki A w niej jedyne, krzykliwe słowo: Tato? Posłuchaj mojej rady, malowany księciuniu, Ty w ząbek czesany, gdy następnym razem Znowu żal cię chwyci mocno za gardło, Pluń śmiało w zwierciadło przed sobą, Wierzgaj nogami i rwij siwe włosy ze łba. Pluj, pluj w swoją własną żałosną twarz!”
    10 punktów
  34. lubię ciało i cielesność ale to jak taniec na linie nie da się wszystkim dogodzić granica jest cienka niesmak boli żałością lubię też niebo takie mniej szare z kolorem malarskim nie do przesady zieleń spod śniegu też da się lubić choć chłodna
    10 punktów
  35. Są ludzie, którym szczęście mignie tylko na moment, na moment tylko się ukaże po to tylko, by uczynić życie tym smutniejsze i okrutniejsze. Stanisław Dygat nocami wciąż przychodzą chwile gdy myśli zawiązują moje ciało na ciasny supeł bez oddechu za dnia zakasuję rękawy i biorę się do pracy nie mogę przecież zawieść odśnieżam mosty maluję karuzele jasnymi barwami stawiam na stole dwie gorące kawy by próbować się cieszyć by było jak dawniej jak zawsze lecz od świata oddziela mnie dziś nieprzemakalna przesłona nie czuję smaków zapachów nie słyszę dźwięków kolory i kształty są zamazane rozmyte nocami ubywa mnie niczym śniegu lub ognia zależy co wybierzesz jestem daleko o wiele wierszy nienapisanych jeszcze a może już nigdy nie wiem czego się chwycić spadając w dół górskiej rzeki spadając spadając spadając kiedyś może zechcesz rozplątać te wszystkie supły i będzie jak dawniej na zawsze
    10 punktów
  36. Nie potrafię już inaczej pokazywać i przekazywać swoich myśli i uczuć jak przez poezję. I choć nie mam nawet najmniejszych zdolności plastycznych to jednak zawsze malowałem wyobrażonym słowem. Jedyne myśli, które po mnie zostaną, to te spisane w wiersze. Tylko one utworzą mój idealny portret mój... "Portret trumienny" Chciałbym napisać co czuję. Nie warto. Chciałbym powiedzieć jaki jestem. Ty słuchasz już innego. Chciałbym pokazać, że jestem czegoś wart. Nie jestem i świat to bezlitośnie punktuje. Ty nawet nie musisz zapomnieć bo nigdy nie dane ci było być i pamiętać. Więc to ja zapomnę o życiu w kolaboracji ze światem żywych. Otwieram oczy. Nie mogę już znieść widoku świata. Zamykam je. Spokojnie i bez lęku, spadam w bezdeń czeluści swoich chorobliwych przekleństw. Takim mnie stworzyłaś. Więc teraz drwij z umysłu szaleńca. Zamknę się na wieczność. Bo kto przygarnie poetę nudnego? Żyje już tylko duchem nie ciałem. Zbudowałem sobie zamek na kompletnym odludziu. Cegły wypalałem z najgorszych wspomnień i szyderstw. Strzegą mnie zaklęcia starsze niż byty z Yuggoth. Pełna lawy fosa obronna. Dla mnie miłość jest zgubą a samotność to życia wiecznego fontanna. Nie zaryzykuję by kolejny raz napić się ze źródła już wyschniętego. Postacie duchów w korytarzach i te na portretach schodzą mi z drogi. Nawet świat nadprzyrodzony mnie unika. Mój pokój pozbawiony barw. Moje zimne prosektorium. Duchy walą do drzwi. Belki u sufitu one są twardsze niż moja wola i zraniona dusza. Nie schody złote i windy prędkie zabiorą mnie do nieba. A z zamocowaną u końca ramienia pętlą, miłosierny dla takich jak ja odszczepieńców dźwig.
    10 punktów
  37. Nad rzeką pełnia. W jej blasku akacjowy las śni słodkowodne muszle i naturalne perły pod wilgotną sukienką. W poszumie myśli jesteś słyszalny. Przepływasz światłem pomiędzy ziarenkami piasku.
    10 punktów
  38. ptaki lubią kiedy się z nimi śpiewa ostatnio coraz częściej przysiadają na starej czereśni mucha brzęczy nad uchem ospale kilka owadów potopionych w krochmalu szary papier w oknach łapie pierwsze promienie Anno wstań trzeba przesiać proso przez tarę narwać pokrzyw tych które jeszcze wczoraj ocierał smukłymi liśćmi powój za górą już słychać rżenie to w polu konie galopem puszczone tratują zagony księżowskie duszna łuna suchej ziemi łaskocze w nozdrza Anno chodź obok studni drewniane wieko przy każdym dotknięciu osypuje się mech w symbiozie z małym pająkiem chleb chowany po kieszeniach południem gdzieś daleko za dziś przepity głębinową wodą ściekającą jak z trzciny po dużej rosie Anno bądź oszalej tylko raz niech światło rośnie w brzuchu rozlewa się na biodra po pełne piersi aż do zakrzyczenia od świtu do nocnego wyciszenia w zasłonach z wiatru
    10 punktów
  39. soczystymi pąkami magnolii skorzystam z cudownego ciebie posmakować niebiańskich ust promień popieści blask ramion niesiony migdałowym zapachem wpadnie w środek piersi
    10 punktów
  40. Gdzie Cię szukać? Czy za rogiem? Czy na drodze? Jak wyglądasz? Szepnij proszę... Gdzieś ukryta? W polnym kwiecie, wielkich słowach, drżących dłoniach, w róż bukiecie? W pustym domu, ciemnej izbie, cichym kącie, tkliwym łkaniu, w odchodzeniu...
    10 punktów
  41. spójrz, niby niebo mam ponad sobą katedry drą moje skrzydła, bezkształty lęku strzępione zimnem baletmistrz wiatr mnie usidla. ale przy tobie ufność gołębią swym spopielanym zdumieniem. zmieszczę się w dłoniach, gdy je roztulisz w synogarlicę przemienię. po chwili w niebo twych oczu patrząc, to drugie uznam za marne, wszystko dlatego, że nakarmiłeś obłaskawieniem jak ziarnem ----------------- Inspiracja: „Spóźnieni kochankowie” Williama Whartona - historii o Mirabelle i Jacku, o codziennym karmieniu gołębi, powolnym rodzeniu się zaufania i o chwili, w której miłość na moment przywraca światło w oczach.
    10 punktów
  42. Plotka się unowocześniła, zmieniła najpierw płeć, fake news-em się nazwała, być celebrytką miała chęć. Dziennikarzom ogłaszała sensacje, z uśmiechem nieszczerym. Cytowały ją wszystkie redakcje, podniecone kłamstwem kolejnym. - Przecież to informacja nieprawdziwa! - krzyczał ktoś - co ona plecie!? Plotce podniosła się adrenalina: - Ja mówię tylko to, co słyszeć chcecie!
    9 punktów
  43. Zakradnę się w przebraniu Ewy Do rajskiego ogrodu i zwędzę Kosz rumianych, zakazanych jabłek. Wąż nie zrobi mi krzywdy, bo tetryk Już z niego, nawet nie zasyczy: ssyyy. Po worek najlepszej mąki ciastowej Udam się do starego młyna w Gdańsku. Wpadnę do Maćka Boryny i poproszę O czapkę jajek i dzban mleka od Mućki, A cukier, cóż, na kartki, wleci sacharyna. Cynamon, odezwij się, gdzie jesteś? Antonówki starte razem z palcami, Ciasto ugniotło się samo pod moim Groźnym spojrzeniem spod byka. Drożdże, do roboty, nie lenić się! Dalej na blachę i do starego pieca, W którym diabły palą, aż gorąc bucha! Nim się cudny smakołyk zarumieni I pudrem oprószę jego barwne lica, Ślinka cieknie, czas się ciągnie, jak makaron. Hurra! już pora wyjmować, lecz nim padło: „Ręce umyć, ustawić się równo w kolejce!” Po chwili nieuwagi zostały tylko okruszki, A winowajcy, pogwizdując, podziwiali sufit. „Smacznego” poczeka do jutra...
    9 punktów
  44. Czasami odwiedzam starych znajomych pijemy słabsze piwa, niesłodzoną herbatę i opowiadamy to co wiemy najlepiej o sobie samych. Siadamy w tym czy tamtym ogrodzie, przed domem, albo w domu, którego pilnują kulawe psy na nocną zmianę z papilotami pożerającymi ich żony od samej głowy. Gwiazdy te same świecą dla nas do późnej nocy. Stopy były tam i ówdzie, gdzieś pod palmami, w jaskini, na szczytach ogólnodostępnych gór. Przewracają się kartki w kalendarzach. Staramy się nie przypominać co tam komu kto, wybił ząb, dziewczynę, albo odbił żonę która wróciła potem z głową na której rośnie jeszcze więcej papilotów nie dał ściągać na kartkówce z pasożytów. Tak siedzimy patrząc w podłogę gdzie teraz, gdzie następne spotkanie gdzie zagra złota trąba na apel.
    9 punktów
  45. Pragnę ocalić w sobie przestrzeń, pomiędzy ciszą światło-cienia. Tam gdzie potrafi prosta radość, w dostatek serca pozamieniać. Dopóki jednak nieustannie, światło mocuje się z ciemnością, czuwam, by serce biło rytmem, napełniającym mnie wdzięcznością.
    9 punktów
  46. otulony ciszą zapatrzony w jeden punkt z myślami gra w coś czego nie widzi ale za to czuje że jest tuż tuż obok że musi temu spojrzeć w twarz nie boi się że może czasem zaboleć skaleczyć sumienie zranić - a może będzie odwrotnie zamiast tego doda więcej sił i otuchy by więcej nie karać się smutną pustką tylko codziennie z życiem o jego wartości walczyć nie poddawać się nie płakać tylko się uśmiechać bo na otulanie się ciszą przyjdzie jeszcze pora przyjdzie odpowiedni czas - ale nie teraz nie w tej chwili w której widać jest słaby ale jednak wyraźny blask któremu ktoś dal na imię nadzieja
    9 punktów
  47. Legendarny bohater Solidarności i bohater legendowany. Opowieść z mikrofilmu. Reszta spłonęła. Gdy prawda tonęła w rzece, przetrącona jak pamięć, wyssana z mlekiem pozoru i symulacji. Kogo to obchodzi. Poza historią żyje się wygodnie - tu czy tam, to już nie ma znaczenia.
    9 punktów
  48. niektórzy przez całe życie żyją w schronie wychodzą tylko żeby urodzić dzieci potem wciągają je do jakieś otchłani nie nauczeni być na powierzchni ziemi mają małe niekomfortowe potrzeby bez inwencji mijają im kolejne miesiące obiad na stołówce piwo po kolacji na dobranoc seks przed telewizorem rano znów idą w szkodliwe miejsca pracy wciąż myśląc że biorą udział w jakieś wojnie
    9 punktów
  49. A ja Cię tak kochałam, więc dlatego zastanawiałam się co będę z tego miała
    9 punktów
  50. jeszcze kiedyś przyjdą lekkie jasne noce sny rozłożą delikatnie na powiekach by łagodnie prowadziły każdy oddech na polanę gdzie się srebrem mieni rzeka i unosi każdą kroplę ze spokojem jakby dawno znała sekret przemijania więc nie musi nadaremnie walczyć z nurtem lecz pozwala czystej wodzie toń odsłaniać
    9 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...