Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 27.01.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów lecz najważniejsze że to nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny12 punktów
-
wczoraj upadłam i ujrzałam na moim kolanie ślady purpurowe sińce krwiak burgundowy żółte wyropienia rana bordowa tysiące małych kolorowych igiełek nierówne wybuchy kolorów mgły barw i gwiazdy czerwieni jakby cała galaktyka i wszystko to i tak przykryłam spodniami6 punktów
-
wynik jest prosty bo przecież nie było bo jakoś zawieruszyło się wypełnienie została wysuszona łupinka dialogu nazwano ją zwyczajnie monologiem żeby mądrzej wyglądała pomalowano każdy wzór innym jaskrawym kolorem błyszczy jakby miała występy publiczne po to żeby się o nią jawnie targowano by ktoś wypatrzył cielaka w pokrowcu może własnego może tego jedynego który w tysiącu powtarzalnych momentów codziennie mógłby go czymś zaskakiwać wszak światło każdego ranka inaczej pada a te krople wyznaczają całkiem nowe koryta dla niestrudzonej potrzeby słowa dla transportu myśli w składne dialogi6 punktów
-
Jeden z poczytnych portali: informacja o nalotach na obiekty cywilne w Ukrainie. Tuż obok - reklama firanek . A gdyby tak promocję artykułów służących do wystroju wnętrz umieścić w sąsiedztwie plotek o romansie celebrytów z telewizji śniadaniowej? Fakt, że na zgliszczach. Fakt, że pod obstrzałem. Ale oni przynajmniej się urządzają.5 punktów
-
Na strychu, gdzie kurz tańczył z sennym cieniem, Odnaleźliśmy księgę, co pachniała jesiennie. Miała strony z pergaminu, w twardej, czarnej oprawie, Zapisane pismem dziwnym, niczym znaki na trawie. Nikt z nas dotąd nie widział podobnego pisania, Ani w starych inkunabułach, ani w szkolnych czytaniach. Pełne było symboli, kropek, kresek, zakrętasów, Które niosły opowieść z pradawnych już czasów. Siedzieliśmy wokół stołu, lampa rzucała blaski, Próbując rozszyfrować te hieroglifów maski. Szło nam opornie, lecz z każdą nową stroną, Czułem, że tajemnica zostanie tu zgłębioną. Ostatnia strona była pusta, z wyjątkiem linijki: "Gdy zrozumiesz słowo, poznasz wszystkie wyniki." Myśleliśmy, że to zagadka, jakiś szyfr skomplikowany, Lecz to był instruktaż, precyzyjnie napisany. Lecz to nie była książka o magii czy skarbach, Ani o dawnych królach, ani o bitew żeglarzach. To był spis treści nas, opis naszych dni, Przeszłość, teraźniejszość i sny. A słowo kluczowe, co tak długo szukaliśmy, Było w tytule: "Życie", którym oddychaliśmy. Księga była lustrem. Zamiast liter, lśniła pustka. Odkryliśmy, że wiersz ten piszemy my, usta w usta.5 punktów
-
Może mnie znowu pokochasz W noc tęskną, głuchą i ciemną. Gdy wracać będziesz ulicą, Zapłaczesz chwilę nade mną. Może też kiedyś pomyślisz, Głupia to pojmiesz naprędce, Że szczęście Twoje uciekło, Które już miałaś w swej ręce. Może poczujesz mój zapach, Z lękiem wypowiesz myśl wspólną, Tylko mnie już nie będzie W tę noc głuchą i smutną. Znów zwiedzać będziesz bornholmy, Gdańska mew pełne zatoki, Norweskie podziwiać fiordy I szwedzkie nadbrzeżne szopy. Żyć będziesz z wielkim rozmachem Świat chłonąć piersią szeroką, Lecz w ciszy, bardzo dyskretnie, Łezkę uroni Twe oko.5 punktów
-
4 punkty
-
Nie musisz nic mówić, śnisz. W ciepłym, wilgotnym miejscu pod skórą szczelna jedność przeciwieństw. Wsiąkasz i zostajesz. Pomiędzy łykiem a drewnem w żywej tkance ciszy lepkie palce we mnie.4 punkty
-
Coś Coś skrada się Coś dotyka oka jak mgła Coś ciągnie za uszy jak cisza Coś głaszcze po głowie jak sen Coś całuje w usta jakby tęsknota ale za czym za kim jakby Coś było a nie ma4 punkty
-
Stary strach na wróble z wiatrem rozmawia o tym jak to echo głupio o nim rozprawia Przecież ja nie chciałem być strachem na wróble lecz wyboru nie miałem musiałem wybrać to trudne A teraz gdy zima nastała cały się trzęsę marzną mi kark i głowa oraz patykowate ręce Dlatego proszę cię wietrze nie wiej jak szalony pozwól wiosny doczekać być znowu zadowolony4 punkty
-
Pośród mrocznej nocy cisza zasiała ziarno. Pośród zimnych lasów kwiaty nadziei zaczęły kwitnąć. Między gałęziami głos Boga odpowiada. Pośród gleb nieurodzajnych pewność zaczyna pączkować.4 punkty
-
Spójrz na półcienie naszych niedopowiedzeń i ten głód jasnej frazy - jak czekanie, aż pauza nasiąknie do końca. Nie potrzebujemy już łąki, by ciało stało się liryką. Położymy się w moim wierszu, rozbierzemy go ze wstydu i z ostatniej kropki. Potem między udami a słowem dotkniesz puenty, której nie potrafi okiełznać żaden rym.4 punkty
-
patrzę na ciebie tą … kiedyś twój uśmiech śmiały niecodzienny dawał radość płyną obrazy mienią się karminowo róż zdobi brzegi oglądam myśli zmieniają się jak w kalejdoskopie jak ty wtedy codziennie inna zatrzymują na chwilach gdy słońce świeciło tylko dla nas tak się nam zdawało 1.2026 andrew4 punkty
-
Jedna definicja: wszystko musi minąć. Czasu sztywna pętla, może da nam miłość. Jedna definicja, dwóch serc nie pomieści? Nie wiem, moje dłonie, pragną Ciebie jeszcze. Jedna definicja, nie powstrzyma piachu.. Tak rodzi się pustynia.. Od znaku, do znaku. Jedna definicja, ciągle szuka ujścia, jak bumerang wraca, w zaplątane usta. Jedna definicja, może wszystko zmienić. Panna będzie żoną, Pan się będzie mienić.4 punkty
-
Niby jest tak samo – te same piosenki na ulicy i liście na drzewach, więdnące co roku. Niby tylko dzieci jest mniej na ulicy. Pewnie chore siedzą w domu, a zamkniętej tysiąclatce wybili wszystkie szyby. Młodzi zajęci sobą, zarabiają. Starość liczy tylko na siebie. O czym to rozmawiać. Jest jak było: drony skanują ciszę, Android na raty w dawnym mięsnym. Jest też lepiej – opancerzone nerwy, schrony w każdej wsi i karabin pod łóżkiem. Gdzie tu karpia kupić na święta teraz?3 punkty
-
W Poznaniu przy Grunwaldzkiej trzynaście stary Żyd miał sklep ze słodyczami pachniało palonymi migdałami i niedopalonym gazem z instalacji Zakładu Siły i Światła z przeszklonych regałów spoglądały spode łba marcepanowe zwierzęta karmelowe serca biły miarowo w przeźroczystym celofanie nam ciągle brakowało dwudziestu groszy na żółtego zająca z rozbieganymi oczami i różowego prosiaka z klapniętym uchem na którego swędziały mleczaki chudzielec z siwą brodą podnosił swój cienki palec niczym sfatygowany starocerkiewny grzmot Teofanii i mówił że to naprawdę ostatni raz w ogóle to mamy się cieplej ubierać bo zimno i drzwi zamykać bo gaz drogi a od mrozu odpadają palce i będziemy pisać w szkole nosem wtedy na tablicy świata ktoś napisał, że wszyscy mają iść w cholerę przyszło pismo z Prezydium Miasta, że Żyd wędrowiec ma wędrować a nie kombinować worki z cukrem i kleić krzywe mordy lukrowego zwierzyńca w ogóle to niech bierze swoją starą żonę, która tylko ceruje skarpety wielkie jak hebrajska gablota i jedzie ze swoim cukrowózkiem gdzieś gdzie jest jakieś coś czego nie ma tu, może tam będę chcieli figurki z masy migdałowej i korzenne pierniki w kształcie pajaców które głupio się uśmiechają i mają podejrzane kolory mijały noce po dniach, świat schodził na ludzi, psy uciekały z miast nie oglądają się za siebie południami słońce tańczyło na ścianach sklepiku cieniami słodkiego zoo ortalionowa kurtka z doszytym rękawem z włóczki miała starczyć na podróż w każdą stronę, na całe szczęście wielką skarpetą da się owinąć dwoje ludzi gdy znów przyjdą zimne dni i spadnie pierwszy śnieg kot zapakował do walizki żonę z kłębami włóczek i krokodyla z żółtą wstążeczką na którego zawsze był mały popyt i bardzo rzadko się odzywał; różowe świniaki uradziły że najwięcej kalorii jest w szynkach i da się przeżyć długo na tym wikcie zielony zając wyjątkowo nie uciekał nigdzie i kupił bilety na pociąg z piernika który bardzo łatwo się wyklejał z braku smarowanie i niedostatku olejków eterycznych których nigdy nie było dość w punktach sprzedaży i sklepach sieci Społem wtedy zielona żaba z białymi wężami ustaliły że miejsce zbiórki będzie niedaleko pieca, a krokodyl ze złamaną nogą zajmie się kartonowymi biletami w końcu lepiej źle jechać niż dobrze iść ostatnia szczapa drewna jak wiadomo daje najwięcej ciepła w piecu znowu zapłonął ogień, siwy dym buchnął z komina, zaskrzypiały koła i latarnia zamrugała żółtym światłem, serca zaiskrzyły rumianym kolorem, zapach karmelu i spalonego drewna rozniósł się na powrót, a na ścianach zatańczyły cienie cukrowej menażerii, wszyscy byli gotowi do drogi dalekich podróży z których nikomu nie śpieszno wracać3 punkty
-
Człowiek i wiersz - to światy pokrewne, Choć niosą w sobie treści odmienne. Każdy ma głos i własne znaczenie, Własną wymowę i własne milczenie.3 punkty
-
"Sen o Wiktorii" Młodopolski erotyk inteligencki Panienka nie wygląda mi ani trochę, na smutną, porzuconą i zdradzoną. O nie! Panienka ma animusz i skora jest widać ku temu, by do mnie uderzać w zaloty sercowe. A ja, z przykrością muszę to dodać, brnę w tą igrę miłosną coraz to głębiej. Bo szukam Twego wzroku, co się ku mnie błyskiem szczęśliwości mieni. Wodzę za Tobą zmysłami i sennym marzeniem nawet, bo mi raźniej wtedy na duszy i weselej w sercu, gdy Cię oglądam co rano i widzę żeś w pełni rada na nasze słowne zaczepki co się mogą zakończyć u restauracyjnego, wieczornego stołu jak i w gorącej, świeżej, nocnej pościeli. Nie dociekam. Czy pocieszenia szukasz prędkiego, boś przed tygodniem ledwie zdradzona została? Czy Cię jednak mój temperament ujął za serce i zapragnęłaś nowego owocu miłości skosztować? Kupidynie, czemu Ty ślepcze, strzały miotasz? W kogo celujesz, sam nie wiesz. Ile się znamy? Niedługo. Dni ledwie dziesiąt. Księżycowych kwadr kilka. A tak nam dwojgu nie wstyd, tych podchodów miłosnych urządzać. A jeśli kiedyś przyjdzie ten dzień, że przekroczymy rozsądku granice, to ja rzeknę tyle, żeśmy temu niewinni. Bo rozgrzeszyć się trzeba. Zdradzeni perfidnie. Połączeni przypadkiem. Czasem jest tak, że to sensu ani celu nie ma. A działa tylko spojrzenie i uśmiech. I ta myśl, że to może nie być tylko sen. Dla Wiktorii mej…2 punkty
-
Inne spojrzenie kiedy zmierzch usypia minuty cienie sekund dotykają powiek drapią nie dają spokoju wybudzam się by policzyć ćmy uparte zawsze blisko tlącej się świecy tak bardzo szukają ciepła i polubiły ten zapach a ja świadomie układam obrazy które dopiero powstaną to nawet interesujące bo tak naprawdę czy byłam jutro - nie - raczej będę wczoraj styczeń, 20262 punkty
-
27. Po złej stronie (narrator: grecki najemnik w służbie Dariusza) 1. Złoto nie kłamie. Kłamstwo zaczyna się od sztandarów. 2. Słyszę, że chłystek z Macedonii niesie wolność. 3. Kto mówi o wspólnym wrogu, zwykle sam chce więcej ziemi. 4. Nie wierzę w bogów. Widziałem, jak giną razem z miastami. 5. Nie mam wrogów. Mam ludzi po drugiej stronie. 6. Walczysz długo, aż przeciwnik przestaje mieć twarz. 7. Patrzę w nurt. Zbyt spokojny, żeby nie był złowrogi. 8. Śmiejemy się przed walką. Po to, żeby nie myśleć. cdn.2 punkty
-
@tie-break Super, nie trzeba w nim mieszkać. Wystarczy, że mamy gdzie wracać. To baza miała i zawsze dla nas otwarta. Taki dom trzeba stworzyć ... z gruzów nie powstanie dom za dotykiem myśli budowanie jutra w słońcu to nie praca syzyfowa chociaż tak wygląda ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia2 punkty
-
Anna kaleczy stopy o rżysko powgniatane resztki kłosów gubią ziarna w oddali rżą konie i tylko świst batów nad głową woźnicy obwieszcza koniec żniw ludzie powoli zbierają tobołki gliniane dzbany w pękatych brzuchach przelewają resztki czarnej kawy pod gruszą płacze mały Teoś rozmiękczył dziąsłami gałganek z makiem lniane koszule przylegają do szerokich barków gospodarzy młode gospodynie upychają dorodne piersi w rozmemłane kawałki tkaniny ocierają zakurzone twarze dzieciaki wraz z jałówkami idą skrajem lasu tam gdzie sadzawka zatacza koło wchodzi bydło po kolana płosząc przy tym kaczki Sabinowej w oborach muchy urządziły rwetes jaskółki pod stropami kwilą przejmująco z wymion sączy się mleko wprost do wiadra ciepłe z pianką okalającą brzegi naczynia2 punkty
-
@Mitylene Wiersz jak zatrzymany oddech. Wszystko tutaj milknie - kolory chowają się, ocierają o szept, nawet krzyk na krawędzi nieba traci głos. Ta "dookolna cisza" przejmuje kontrolę nad światem. Piękny, niemal medytacyjny obraz zmierzchu, który nie tyle zapada, ile zamiera.2 punkty
-
@tie-break Twój wiersz wzrusza. Tak, dom to nie architektura, lecz uczucia. Szczególnie przejmujące jest zakończenie- prawdziwe bezpieczeństwo to nie tylko miejsce na oddech, ale przestrzeń, gdzie wolno nam być słabymi, płakać bez strachu przed odrzuceniem. To definicja domu, której często szukamy całe życie. "Noszony na dnie serca, codziennie wymyślany od nowa" - to przepiękna definicji domu. Piękny wiersz!2 punkty
-
@Charismafilos Tak, niestety takie są i ciężko się nie dać wepchnąć, a już wpadniesz w szufladę to ciężko z niej się wywinąć :// Ale to szufladom raczej umykać trzeba, starać się przynajmniej, tak sądzę. @bazyl_prost Tak, możliwe, że dziewczyny górą :) @Berenika97 Dużo jest takich semantycznych w życiu nieporozumień, naprawdę się zdarzają, a jak już wystąpią to ciężko, oj bardzo ciężko o dogadanie się ://2 punkty
-
nim huk rozproszy święte haiku jest cały czas trochę koślawy ale jednak nie wkroczę w złe ostępy napęd lepiej gdy jest miłością nie siłą2 punkty
-
Nadszedł czas, żeby się pożegnać i zniknąć bez śladu. Zostawię Wam zmyśloną bajkopisarkę „infelię”. Zaszczytem było dla mnie znaleźć się w Waszym gronie i czytać urokliwe wiersze, które były motywacją do pisania moich historyjek. Cóż, gdy kpią z ciebie i drą łacha, odpowiadam milczeniem. Dziękuję wszystkim za miłe słowa. Czułem się wśród Was, jak w rodzinie. Jutro pożegnalny wierszyk z udziałem Gośki. Żegnajcie.2 punkty
-
gdy miłość cię spotka nie rób głupiej miny uśmiechnij się gdy powie witaj to ja poznajesz od lat za tobą chodzę niech twoje oczy i serce przyznają że jej jest racja niech powiedzą że to jest miłe spełnienie a ty tego chcesz że teraz horyzonty twoje będą dużo wyraźniejsze2 punkty
-
@tie-break to prawda, że dom niekoniecznie musi być zbudowany z cegieł, desek czy innych materiałów. Dom to symbol stabilności, ostoi, bezpieczeństwa. Dom można nosic w sobie i dać schronienie w nim, kto na to zasługuje...Wiersz bardzo ciekawy.2 punkty
-
To wiersz o domu, który nie ma adresu. O miejscu, gdzie można oddychać spokojnie, być blisko bez zmęczenia i pozwolić sobie na słabość. O przestrzeni, która staje się bezpieczna dopiero wtedy, gdy wolno w niej płakać — bez lęku, że ktoś odejdzie.2 punkty
-
@tie-break Wchodzi się tam boso, żeby nie spłoszyć ciszy, żeby niczego nie zdeptać: ani zaufania, ani łez, ani cudzego serca, które właśnie odpoczywa. nie pyta gdzie, tylko z kim i dlatego jest prawdziwy. Wzruszający, delikatny i zakochany jak Ty sama :)2 punkty
-
Witaj - ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny - piękny wiersz - dom to nasz świat nasza ostoja - ja w swoim domu czuje się wspaniale - jestem wdzięczny losowi za ten stan - Pzdr.serdecznie.2 punkty
-
Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy. Bęc. Druga prosto w rdzawe oko. Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu. Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada. Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej. Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono. Na szybie strumienie chaosu. Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia. Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy. Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte. Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać. Puk. Puk. Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało. Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury. Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna. Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych. A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową. W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów. Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych. Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją. Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny. Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia. I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.2 punkty
-
nie musisz nic mówić ani szeptać Nie musisz od rana po kuchni dreptać wystarczy że obok usiądziesz swe spracowane dłonie ku moim wyciągniesz że swym uśmiechem poranną kawę osłodzisz przecież miłość to nie słowa i czyny Nie trzeba wdrapywać się na wyżyny wystarczy zwykły mały gest który równie jak ona ciepły i miły jest nie musisz nic mówić ani szeptać kochanie ona i tak do końca z nami zostanie2 punkty
-
@huzarc Ten wiersz pachnie apokalipsą, ale nie taką znaną z religijnych wizji, tylko taką dziejącą się na naszych oczach, niemal niezauważalną, codzienną, w którą nasza rzeczywistość powoli się przechyla i w której przepada. Widmo wojny, samotność, zastąpienie człowieka sztuczną inteligencją, społeczna inercja - to wszystko prowadzi ku zagładzie, nie spektakularnej, lecz powolnej i nieuchronnej, jak cywilizacyjna gangrena.2 punkty
-
@huzarc Ta pozorna normalność jest najbardziej przeraźająca. "Jest lepiej" z karabinem pod łóżkiem - jakie to smutne, że to stało się naszą definicją bezpieczeństwa.To pytanie o karpia na końcu rozbija serce. Codzienność miesza się z absurdem, a my udajemy, że wszystko "jest jak było". Bardzo refleksyjny i smutny. Pozdrawiam.2 punkty
-
lubię ciało i cielesność ale to jak taniec na linie nie da się wszystkim dogodzić granica jest cienka niesmak boli żałością lubię też niebo takie mniej szare z kolorem malarskim nie do przesady zieleń spod śniegu też da się lubić choć chłodna2 punkty
-
I nic słowa rozbiegły się nagle bez znaczenia wyskoczyły z krzyżówki i udają kaczki dziennikarskie porozrzucały po kątach kropki, przecinki i semikolony pozawieszały przestraszone litery na choince prawdy pozaglądały tu i tam ale mnie nie znalazły poszłam na spacer do lasu, na łąki i pola szukać sensu w tym bezmyśleniu w słomkowym kapeluszu choć bez głowy1 punkt
-
krople deszczu majaczą za oknem uderzając rytmicznie o parapet głucha noc pod fajerami spopielone drwa na murku surdut nakryty kolorową derką Anna nigdy nie widziała śmierci z bliska wyczuwa słodkawą woń dogasającego ciała smutek jak nóż wycina wzory na bladych policzkach matczyna czułość tuli nieruchome Serce wszystko dzieje się naprawdę szkliste drobiny pod powiekami dłoń w dłoni cisza nie widać żadnej z żył to nic to nić pergaminowe usta1 punkt
-
@Nata_Kruk A moim zdaniem ten wiersz to studium zasypiania i wybudzenia 😉 Opisujesz stany, zdarzenia bardzo dobrze mi znane. Dzień nie zawsze chce się domknąć w jednym mrugnięciu powiek i czasami trzeba faktycznie wstać, żeby wszystko sobie uporządkować, a refleksje w takiej chwili, kiedy wszyscy już śpią pojawiają się z automatu. Bardzo dobra puenta. Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
1 punkt
-
A może zbudujemy dom, z cegieł, którymi będą słowa. fundamenty już przybrały właściwe kształty, pewne, spokojne, jak myśli, które przestały się bać. Niech będą w nim duże okna - z widokiem na jasną przyszłość, na drzewa z metafor, które szumią sensami. W środku - wnętrza z przestrzenią na przenośnie meblowe, na alegorie dywanowe, na ciszę, w której będzie można złożyć dłonie jak w modlitwie. I kominek, w którym ogień będzie się grzał od naszego ciepła, od zgody, co nie gaśnie, choć czasem przygasa. A kota dobierzemy w kolorze nastroju - bo dom bez kota to tylko ściany. A ze słowem, które mruczy - już świat. 13.11.2025.1 punkt
-
@Leszczym To jak różnica między "coś się ze mną dzieje" a "ja coś robię". Czyli masz rację - dialog jest niemożliwy, bo te same fakty nabierają odmiennego znaczenia.1 punkt
-
@huzarc niech w pizdu przyjdzie szybko i tą patologię rozwali Normalnie nie mogę o tym spokojnie mówić Tyle się teraz słyszy o przebodźcowaniach dzieci o tym że potrzebni są psychiatrzy dzieciecy bo coraz więcej samobójstw Coraz więcej zdiagnozowanych maluszków w spektrum autyzmu i innych dysfunkcji poznawczych ruchowych itd a tu sami rodzice robią dziecku kuku1 punkt
-
Osiąść na zieleni jak osiada słońce, gdy swe cienie kładzie. Osiąść — byle w dole ziała rozpadlina — a hen, wysoko — bielała szumiąca dolina.1 punkt
-
@Nata_Kruk ... warto je tworzyć płynące swobodnie obrazy mienią się karminowo róż zdobi brzegi bawią się myślami czas układa nową rzeczywistość ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia1 punkt
-
soczystymi pąkami magnolii skorzystam z cudownego ciebie posmakować niebiańskich ust promień popieści blask ramion niesiony migdałowym zapachem wpadnie w środek piersi1 punkt
-
jedynie w twoich wierszach jestem błękitem za ulotnością obłoków nakrapianych gorącym światłem czytam je jakby były o mnie ale czy naprawdę dziś otulam cię ciszą bo nie wiem czy mogę ramionami nie chcę zdobyć ani posiąść tylko każdym uderzeniem serca ukryć się w twoich dłoniach czy jeszcze kiedyś powiesz kocham jak tamtego dnia zanim1 punkt
-
1 punkt
-
Kolejny raz drzwi windy rozwarły się na boki, za nimi ukazał się oświetlony lampami o mlecznym szkle, korytarz klatki schodowej. Całkiem dobrze utrzymanej i zadbanej jak na dzielnicę w której znajdował się ten konkretny wieżowiec. Trochę doniczkowej zieleni, kilka rowerów i jeden wózek dziecięcy na zimnej posadzce kładzionej na wzór dwukolorowej szachownicy. Wąskie a szerokie okienka nie wpuszczające zbyt wiele ożywczego, naturalnego światła. Szyby ich były zakurzone i przymulone od papierosowego dymu, palących na klatce chłopców. Nie było ich stać na picie i zabawę w pobliskim barze. Dlatego oblegali, sklep z alkoholem, który zajmował niewielki budynek naprzeciw wieżowca. Pielgrzymowali tam od wczesnego rana do późnego wieczora. Właścicielka kończyła pracę ledwie godzinę przed północą, Więc mieli aż nazbyt wiele czasu by oddać się ochoczo w alkoholowe odmęty zapomnienia. Choć zawsze jeździłem windą, mimo tego że przerażało mnie to i to nie z powodu lęku o stan techniczny urządzenia czy klaustrofobicznych przestrzeni a po prostu częstej jazdy w towarzystwie wielu osób, których niby znałem jako sąsiadów, ale nigdy nie potrzebowałem spotykać na swej drodze samotnika i wyrzutka. Nie potrafiłem nawiązywać choć przelotnych, pełnych podstawowych grzeczności kontaktów. Kogo to mogło obchodzić jak minął mi dzień, lub dokąd lub skąd idę. Dzień dobry. Żaden dzień mojego życia taki nie jest. Dobranoc. Bezsenna, pełna bolesnych retrospekcji, rozmowy z sennymi koszmarami, które wychodzą z głowy i patrzą na zamęczone ciało, unieruchomione w pościeli. Oczy szeroko zamknięte. Na realne potrzeby. Na znalezienie wyjścia z labiryntu. Staram się zawsze uciec w kąt. Choć w windzie jest to dosłownie niemożliwe. Wszyscy zaszczycają mnie swym wzrokiem. Nie potrafię odpowiedzieć tym samym. Pocę się i duszę wręcz próbując nie odwzajemniać zainteresowania. Lecz gdzie mogę skoncentrować uwagę. Na lustrze? Po to by patrzeć na siebie i nie poznawać się. W domu nie mam luster. Nie mam ochoty patrzeć na postęp choroby i nieodwracalnych skutków alienacji. Ale ludzie chcą widzieć i przyciąga ich to. A ja nie chcę tłumaczyć, dlaczego wybrałem tak jak wybrałem. Przecież nie będę też udawał, że czytam regulamin dźwigu. Ja człowiek z poza kanonu, charakterystyki, regulaminów i zasad społecznych. Zakazy mnie denerwują. Uważam, że nie powinniśmy zakazywać niczego co nie godzi w bezpieczeństwo publiczne i niezależność jednostki. Człowiek żyję po to by żyć a nie wegetować w klatce zakazów i nakazów, wyimaginowanych rządów i bóstw. Dlatego najczęściej po prostu patrzę w czerwone cyfry na panelu. Jak wędrują piętra w górę i w dół. Sinusoida życia. Reakcji i stadiów. Burzy i letargu. Mania stworzenia i lęk destrukcji. Umysłu poety. Czekam na swoje piętro. Wciśnięty w opiekuńczą ciepłotę ciał stada. To nie mój gatunek. Nie moje stado. Gdyby tylko wiedzieli kogo próbują chronić. Gdyby tylko znaleźli się ze mną za drzwiami mego mieszkania. Wtedy czar o dobrym lecz dziwnym sąsiedzie prysł by w jednej chwili. Odkryliby wiersze i pamiętniki. Luźne zapiski. A co najważniejsze, tajemnicę, która jest zbyt straszna. Nawet dla mnie. Na panelu wyświetliła się cyfra pięć. Jeden ze starszych sąsiadów pożegnał się z nami i wysiadł utykając lekko na prawą nogę. Cyfra siedem. dwie młode siostry, wysiadły życząc nam miłego dnia. Zarzuciły plecaki na ramiona i ruszyły pędem ku mieszkaniu spiesząc na spóźniony obiad. Cyfra dziewięć. Sąsiadka w średnim wieku chwyciła siatki z zakupami i szybko opuściła kabinę. Zawsze była wredna, wścibska i niemiła. Zostaliśmy tylko we dwóch. Ja i biedny studenciak z mieszkania naprzeciw. Chodził do szkoły muzycznej i śpiewał. zawsze z gitarą w futerale. Ubrany w znoszone buty, cerowane spodnie i płaszcz w tak tragicznym stanie jak gdyby okradł z niego bezdomnego. Czasami pukał do mnie po jakieś drobne lub kilka kromek chleba. Grał i śpiewał pięknie. Miał talent ale co ważniejsze jego cierpienie miało widać głęboki sens a dusza miała już dość. Pisał własne piosenki. Tylko tak mógł choć na moment usidlić swe demony. Był jedynym godnym, bym kiedyś mógł pokazać mu swoje teksty. Lubiłem go. Kocham inność. Piętro dziesiąte. Ostatnie. Wysiadamy. On z futerałem ja z rękoma w kieszeniach. Nie za dobrze pan dziś wygląda. Ta depresja pana wykończy. Zdobyłem się na lekki uśmiech. Czułbym się lepiej będąc martwy. Wiem, że Ty to rozumiesz. Jego mina mówiła tylko prawdę. Pożegnaliśmy się pomiędzy swoimi mieszkaniami i zakluczyliśmy szybko drzwi po wejściu. Wszedłem przez ciemny przedpokój do salonu i zapaliłem światło. Dobry wieczór kochanie. Jestem już tylko z Tobą i dla Ciebie. Najpierw zaparzę kawę a potem opowiem Ci cały mój dzień. Tylko ona była moim szczęściem i życiem. Jedynym powodem ku temu by nie wyskoczyć oknem wprost na zaparkowane na parkingu auta. Była tylko moja. Łączyło nas wszystko a dzieliła jedynie odległość. Cały salon był w jej fotografiach. Były ich setki a może tysiące. Ściany i sufit były nimi wyklejone szafka i biurko również. Ich stosy były na kanapie i parapecie. Dziesiątki stały w oprawach. Najpiękniejsze z nich były święte. Ozdobione kwiatami i podświetlone świecami. Każdy wiersz powstawał dla niej. Czekałem, zawsze tylko na jej wiadomość. Na jej anielską urodę, głos i ruch. Poprzysiągłem sobie że szybciej oszaleję niż ją stracę. Cóż oszalałem z miłości. Nie, nie miłości. Brzydzę się miłością. Oszalałem z uwielbienia do jedynej kobiety, której nie dane mi będzie nigdy mieć. I tym jest dla mnie dobry wieczór. Bo każda chwila z nią jest jak dzień w raju. Muzyka, poezja, natchnienie i jej fotografia na poduszce. Patrząca na mnie tak jak może patrzeć tylko anioł. https://youtu.be/G23iLGhh9lo?si=HC4mEvAuPSpaDfq41 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne