Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z cyklu „Gonitwa absurdów”


Co wyprawiacie z moim istnieniem
za waszymi kościanymi kratami?

"Puszczamy z dymem twoją samotność"

Co robicie z moim oddechem
w waszej chwiejącej się wieży?

"Grzebiemy w twoim ostatnim tchnieniu"

Po co wypatrujecie moich rąk
przypięci łańcuchem do ściany?

"Czekamy na klucz który podarujesz"

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cóż, poszukiwania wymagają wysiłku... :(

Powtórzę, nic nie zachęca do wysiłku. Poezja tym się różni od pisemek szaradziarskich, że oprócz " wyniku " poszukiwań, równie ważne jest, by obcowanie ze słowem dawało satysfakcję estetyczną i emocjonalną. Tego tu zabrakło...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cóż, poszukiwania wymagają wysiłku... :(

Powtórzę, nic nie zachęca do wysiłku. Poezja tym się różni od pisemek szaradziarskich, że oprócz " wyniku " poszukiwań, równie ważne jest, by obcowanie ze słowem dawało satysfakcję estetyczną i emocjonalną. Tego tu zabrakło...

Jak może zauważyłeś, tekst wchodzi w skład zbiorku "Gonitwa absurdów". Inspiracją dla niego był nadrealizm Salwadore Dali. Pokazane obrazy, zarówno tu jak i w innych tekstach ze zbiorku, są alegorią ludziego losu - cierpienia, zniewolenia, nadziei. Pewnie dla kogoś obdarzonego talentem malarskim nie byłoby problemu namalować na podstawie mojego wiersza nadrealistyczny obraz. Rzecz pokazałem z dużym skrótem, z nadzieją dotarcia do odbiorców obdarzonych empatią i wyobraźnią, a nie tylko umiejętnością źonglerki słowami. No właśnie... :(

A za odkrywczą definicję poezji serdecznie dziękuję - nie wiedziałem... ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Powtórzę, nic nie zachęca do wysiłku. Poezja tym się różni od pisemek szaradziarskich, że oprócz " wyniku " poszukiwań, równie ważne jest, by obcowanie ze słowem dawało satysfakcję estetyczną i emocjonalną. Tego tu zabrakło...

Jak może zauważyłeś, tekst wchodzi w skład zbiorku "Gonitwa absurdów". Inspiracją dla niego był nadrealizm Salwadore Dali. Pokazane obrazy, zarówno tu jak i w innych tekstach ze zbiorku, są alegorią ludziego losu - cierpienia, zniewolenia, nadziei. Pewnie dla kogoś obdarzonego talentem malarskim nie byłoby problemu namalować na podstawie mojego wiersza nadrealistyczny obraz. Rzecz pokazałem z dużym skrótem, z nadzieją dotarcia do odbiorców obdarzonych empatią i wyobraźnią, a nie tylko umiejętnością źonglerki słowami. No właśnie... :(

A za odkrywczą definicję poezji serdecznie dziękuję - nie wiedziałem... ;)

Jako czytelnik nie obdarzony empatią i wyobraźnią, jedynie umiejętnie żonglujący słowami, robię teraz pod tekstem duuużo miejsca dla czytelników hojniej obdarzonych przez naturę... ; )
To co nazywasz definicją, jest luźną uwagą przeciętnego czytacza, którą możesz się podetrzeć i dalej pokazywać " rzecz z dużym skrótem, z nadzieją " i marnym efektem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Gratuluję elegancji... :( A tak poważnie - nie uchodzi używać takich zwrotów komuś, kto uważa się za intelektualistę i wyrocznię :(

Podcieranie, to sfera higieny a nie elegancji...
Właśnie ze względu na higienę psychiczną, autorowi łatwiej przychodzi odziać się w szaty niezrozumienia, niż uznać twórczą porażkę - o to nawet nie mam pretensji ale proszę nie wyrokować o mojej wyobraźni ; )

A gdzież to i kiedy " mianowałem " się intelektualistą i wyrocznią ... ?! : ))
Przecież napisałem, że moja opinia jest opinią przeciętnego czytacza...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...