Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Sensacje XIX i XX wieku, czyli niesamowite opowieści z pokładowego raptularza Złotej Rybki

Miałem dziwny sen. Śniła mi się Złota Rybka. Słowo daję, prawdziwa. Siadła na tym swoim złotym ogonie i patrzy się na mnie tymi dużymi, rybimi oczami. Łypie tak na mnie jednym okiem, jak wigilijny karp świeżo wyjęty z wody na dwie godziny przed uroczystą wieczerzą. Wzrok pełen nadziei na ułaskawienie od wyroku, a pyszczkiem łapczywie wciąga powietrze jak Breżniew na trybunie podczas defilady pierwszomajowej w Moskwie. No więc pytam się jej grzecznie:
- Co ty tutaj robisz? - A ona na to, że chciała ze mną porozmawiać. Widzę, że się męczy, więc zaproponowałem jej szklaneczkę wody.
- Nie denerwuj mnie! - wydęła złośliwie te śmieszne rybie wargi do przodu.
- To normalny objaw jak przechodzę na powietrze - westchnęła głęboko i zatrzepotała długimi, mokrymi rzęsami.
- Czy to prawda, że spełniasz wszystkie życzenia - zacząłem nieśmiało.
- Nie do końca prawda. Tylko trzy - sapnęła i widać było, że doszła już do siebie.
- Trzy, to i tak dużo. A jakie dostajesz najczęściej do spełnienia? - robiłem wrażenie znudzonego, ale uszy nadstawiałem jak zając w kapuście.
- Jak pewnie wiesz, złote rybki żyją tak długo, dopóki spełniają wszystkie życzenia. Czasami kilkaset lat - rozsiadła się wygodnie i widać było, że chce coś interesującego opowiedzieć.
- To był rok 1804. Obsługiwałam samego Napoleona i tego, jak mu tam, no... tego mnicha z Rosji, Putina.
- Chyba Rasputina - wtrąciłem rzeczowo.
- Może. Widziałam go tylko raz, to niech mu będzie i Razputin.
- Ale to łajdak - łypnęła rybimi białkami w stronę sufitu i szybko przeżegnała się lewą płetwą.
- Dlaczego to robisz lewą płetwą - nie ukrywałem zdziwienia.
- To mi zostało z Rosji - wykrztusiła wciągając powietrze przez zaciśnięte skrzela. Widać było, że przeżywała to wszystko na nowo.
- Ledwie uszłam z życiem - mruknęła wyraźnie niezadowolona, rozglądając się ze strachem dookoła.
- Wracając zaś do Napoleona - kontynuowała - pojmali mnie w sieci królewskiej fregaty, koło Marsylii. Wrzucili mnie zaraz do wiadra z wodą i zanieśli do kajuty Napoleona.
- Przybywasz w samą porę, ale jak chcesz odzyskać wolność musisz spełnić moje trzy życzenia - zaczął bez ogródek.
Patrzę na niego i myślę... co to za bikiniarz z takim wielkim naleśnikiem na głowie? Smierdiakowszczina - pomyślałam złośliwie, a on do mnie wprost:
- po pierwsze, chcę zostać cesarzem Francji i to jak najszybciej.
Założył z tyłu ręce i chodził tak jakiś czas po kajucie.
- Tak czułam. Wiedziałam, że żądza władzy jest gwałtowniejsza od wszystkich innych namiętności. Ta cholerna megalomania Francuzów.
- Przewróciłam się na bok w tym wiaderku i udaję, że się topię. Jeden z oficerów wyciągnął mnie na stół.
- Ocucić! - rozkazał Napoleon
- Jaśnie Panie, ale jak? Rybę, wodą!? - panikował oficer pokładowy.
-Jak nie wodą, to prądem, ty,ty...gamoniu! - ryknął przyszły cesarz i doskoczył do stołu.
- No, jak ja usłyszałam o prądzie, to prawie zaczęłam fruwać i szybko sama wskoczyłam z powrotem do wiaderka z wodą.
- Drugie moje życzenie - mówił Napoleon nie spuszczając ze mnie wzroku-
- kiedy będę już umierał, to... chciałbym umrzeć na kobiecie.
- No nie! - myślę - ty stary satyrze. I prawie wiem jakie będzie trzecie życzenie.
- Wstrzymałam oddech...
- Po trzecie, to chciałbym mieć penisa do... do samej ziemi - wykrztusił jednym tchem.
- Chyba do samej podłogi, Panie Generale - zatrwożył się jeden z oficerów.
- No tak, do podłogi - przyznał Napoleon spuściwszy wzrok na pokład, jakby chciał ocenić czy to mu wystarczy.
- Wreszcie cię mam! - pomyślałam, puszczając triumfalnie serię perlistych baniek powietrza na ścianki wiaderka.
- Zaraz tu zrobię z ciebie francuskiego Pigmeja - dyszałam zemstą nurkując z radością na dno. Wynurzyłam się niespodzianie.
- Dobrze - odparłam, patrząc mu w oczy. Wiedziałam, że drugie i trzecie życzenie sformułowane jest nielogicznie i daje szansę na dowolną interpretację.
- Nabrałam powietrza w skrzela i mówię: cesarzem zostaniesz w ciągu czterech dni. Umrzesz tak jak chciałeś, na Helenie, a kiedy zdjął spodnie i zobaczyłam tę miernotę, zatarłam z radością płetwy.
- Ja ci zaraz dam do samej podłogi - pomyślałam jadowicie.
- A teraz - odparłam głośno - penisem dostaniesz do podłogi -syknęłam złowieszczo.
Ten francuski Sylen oblizał lubieżnie te swoje obleśne, mściwe, wąskie usta... Czekali w napięciu i nagle... Napoleon poczuł, że nogi mu się kurczą!
Wszyscy wpadli w panikę, a jeden z oficerów przytomnie złapał wiadro i wyrzucił mnie przez burtę. Moc przestała działać. To go uratowało, ale na dwadzieścia centymetrów " ciachnęłam" go w nogach.
Złota Rybka zamknęła pyszczek i spojrzała mi w oczy...
- To niesamowite! - wykrztusiłem zdumiony i patrzyłem na Rybkę z respektem.
- I tak Wielka Francja dostała Wielkiego Kurdupla - z dumą dodała Złota Rybka
- To znaczy, że wszyscy mężczyźni z krótkimi nogami mają takie kompleksy, jak Napoleon? - wysnułem logiczny wniosek.
- Nie popadajmy w uogólnienia - przerwała moje wywody.
- Jest ich jednak dużo. Ci co czekali do końca na spełnienie życzenia, pracują teraz w cyrkach i rozśmieszają ludzi, ale nie jest ich wielu.
Parsknąłem śmiechem - ale ty jesteś sprytna - nie kryłem podziwu, kręcąc głową.
Zatrzepotała znowu tymi ogromnymi rzęsami, wyraźnie zadowolona z siebie.
- Tak, 17 lat potem Napoleon zmarł na świętej Helenie - odparłem, chcąc popisać się znajomością faktów.
- A widzisz, my złote rybki zawsze dotrzymujemy słowa!
Zamyśliła się na moment.
- Swięta Helena, powiadasz, wydawało mi się, że ta Walewska inaczej miała na imię, ale dobrze, że chociaż ją beatyfikowali. Musiała się kobiecina nacierpieć z tym Napoleonem.
- Chciałem zaprzeczyć. Przecież to nie tak było. Ale ona mówiła już dalej;
Spoważniała nagle. Z tym Rasputinem, to nie było tak łatwo. Ten łajdak chciał mieć takiego długiego penisa, żeby podczas erekcji mogło usiąść na mim trzynaście wróbli, jeden obok drugiego.
- O boże! - wstrzymałem oddech. - I co? I co zrobiłaś?!
- Były kłopoty - odpowiedziała - Jak skrzyknęłam czarami 13 wróbli, to zdębiałam
z wrażenia. U nich, w Rosji, wróble większe jak u nas wrony.
Przykryłem się kołdrą z wrażenia, aż po oczy, jak to mówiła.
- Wytężałam wszystkie siły, ale jak siadł ten trzynasty, to ciągle mu jedna nóżka spadała. Rasputin był wyraźnie rozczarowany. Padałam ze zmęczenia.
Taki seans, wbrew pozorom, kosztuje dużo wysiłku. Patrzę na niego błagalnie
i mówię: bądź rozsądny, przecież nie masz krzywdy...
Pomyślał chwilę, machnął ręką i rzekł: na, charaszo, idi k' czortu!
- Po chwili mnie puścili na wolność. Jak dałam dyla przez Władywostok, to się
dopiero w Zatoce Gdańskiej zatrzymałam.
- Ale dlaczego? - spytałem zdumiony.
- Nie znasz Rosji przyjacielu. Jak się wszyscy dowiedzieli o mnie, to woda aż się gotowała od poszukiwaczy Złotej Rybki. Wędki, drgawice, widły. Co kto miał.
W Kijowie, to nawet jeden chciał mnie prądem porazić, ale na szczęście dynamo
mu się popsuło. Oj, gdyby oni mnie wtedy złapali, do dzisiaj musiałabym tam siedzieć i powiększać im te cholerne penisy - dokończyła z wyraźną ulgą.
- Myślę, że prędzej by wróbli zabrakło - pomyślałem głośno, szybko mnożąc męską populację razy trzynaście.
- Ach, Bóg z nimi, to piękny i zarazem straszny kraj - Złota Rybka przeżegnała się
szybko lewą płetwą.
- W 1959 pływałam sobie w Zalewie Zegrzyńskim i tam też jeden taki mnie złowił.
Do dziś nie wiem kto to był. Trochę było w tym mojej winy. Podpłynęłam do jego łódki i słyszę: - Władek, nie daj się, nawet jak przyjdą nocą i kolbami w drzwi załomocą.
- Wiem, wiem kto to był! - zawołałem z ożywieniem. To jeden z największych poetów rewolucyjnych ówczesnego proletariatu.
- Poeta, powiadasz? - Złota Rybka mówiąc to skrzywiła się, jakby cały dzień w occie pływała.
- Mnie to on wyglądał na kłusownika i takie miał przy tym oczy przekrwione -
- ciągnęła z ożywieniem. Przerwała nagle.
- Władek, a co to za imię? - popadła w zadumę. Przerwałem jej opowiadanie
mówiąc, że wtedy, to było bardzo popularne imię. To była epoka Władków,
Mietków, Józków i Cześków. Teraz jest już inaczej. Przyszła moda na Lechów,
Leszków, Olków i Romków. Chociaż jest jeden wyjątek. Mało, że ma Jan na pierwsze, to jeszcze mówią mu Maria.
- O Boże! - Złota Rybka złapała się płetwami za skrzela. To chyba jakaś hybryda, a może to hermafrodyta? - pytała się jakby sama siebie.
- To muszą być jakieś diabelskie sztuczki - dodała z niesmakiem.
- Tak, masz rację, sądząc po nazwisku, to diabeł musiał maczać w tym swoje włochate paluchy.
Otrzepało mnie na samą myśl o tych włochatych paluchach.
- Nigdy by mnie nie złapał na tę leszczynową wędkę - mówiła dalej.
- Ale drań miał drgawicę.
- Co, tak mu ręce latały? - przerwałem jej na moment.
- Widać, że nie masz pojęcia o łapaniu ryb - mówiąc to Rybka spojrzała na mnie
z politowaniem.
- Ale nie powiem, ręce też mu drżały - zawiesiła głos.
- Jak już mnie złapał, to powiedział: no, mam cię wreszcie suko.
- Bardzo się wtedy bałam.
- Pierwsze moje życzenie - powiedział - to, żeby cała ta woda w Zalewie w wódkę się zamieniła. - aż z oczu mu szły iskry, gdy to mówił.
- Rzucił mnie na dno łódki i łapczywie dłonią nabierał wódkę powstałą z wody.
Było mu jednak mało i niewygodnie, bo nagle powiedział : drugie moje życzenie,
to żebyś to wiosło zamieniła w chochlę.
- I stało się tak jak chciał.
- Jak zaczął pić tą chochlą, to tak łódkę rozkołysał, że morskiej choroby dostałam.
Przerwałam mu mówiąc: masz jeszcze ostatnie życzenie? Widziałam, że ma już dość. I wiesz, co on mi wtedy powiedział?
- No dobrze Złota Rybko, daj jeszcze pół litra stołowej i... spadaj!
- Coś podobnego! - wyszeptałem z trwogą.
- No tak, wtedy, aby walczyć skutecznie z proletariatem, wszyscy musieli być na gazie. To tak, jak Amerykanie, żeby wygrać z Indianami, najpierw nauczyli ich
pić wodę ognistą - dodałem, patrząc się w zamyśleniu przed siebie.
Z tego odrętwienia wyrwał mnie głos Złotej Rybki.
- A ty, czy zastanowiłeś się już nad swoim życzeniem?
Przyznam, że zaskoczyła mnie tym pytaniem.
- Jaa...- zacząłem nieśmiało.
- Tak, ty. Każdy ma przecież jakieś życzenia - przysunęła się do mnie i ciepło spojrzała na mnie tymi swoimi mokrymi oczami.
- Musiałbym pomyśleć - mówiąc to wiedziałem, że gram na czas.
- To pomyśl, niedługo się obudzisz. Nie mamy dużo czasu - nalegała.
- A więc - zacząłem - najpierw chciałbym być słuchawką...
- Coo oo o!! - widziałem, że Złotej Rybce na moment zabrakło powietrza.
- Czy ty przypadkiem nie pracujesz w telekomunikacji! - mówiąc to nie kryła zdumienia.
- Nie, nie taką jak myślisz. Słuchawką od prysznica, w prywatnej łazience, pewnej pół krwi Indianki.
- Tak? A jak się to cudo nazywa - przytupywała nerwowo płetwą po parkiecie mojego pokoju
- To śliczna, śpiewająca mieszanka indiańsko-kanadyjska, Shania Twain.
- Przykro mi, nie znam, ale dobra, to się da załatwić. Co dalej... drugie.
- Drugie moje życzenie, to chciałbym być siodełkiem w pewnym rowerze...
- No nie! Nie wytrzymam! - żachnęła się.
Zbliżyła się do mnie, przystawiając mi płetwę do czoła.
- Czy ty nie masz przypadkiem gorączki? - z troską w głosie badała mnie uważnie swoimi rybimi oczami.
- A po trzecie, to chciałbym być taki malutki jak krwinka czerwona lub leukocyt, a najlepiej taki mały, jak nanorobocik. Chciałbym znaleźć się w organizmie pewnej kobiety, którą muszę dokładnie poznać.
W tym momencie Złota Rybka fiknęła kozła i padła nieruchomo na podłogę.
Poleciałem szybko po wodę. Chlusnąłem na nią całą miednicę. Zaczęła prychać
i krztusić się powietrzem. Wreszcie siadła.
- Jak żyję, to nie słyszałam o takich życzeniach - mówiąc to oddychała, jak ciuchcia
jadąca pod górę.
- Do stu beczek zjełczałego tranu! - wrzasnęła na cały głos.
- I wszystko ma być takie malutkie!? Nic nie chcesz powiększyć! Ja muszę już chyba iść na emeryturę! - krzyczała bijąc ogonem o parkiet.
- Uspokój się. Proszę cię - błagałem, delikatnie polewając ją wodą.
Otrzepała się jak pies po wyjściu z rzeki.
- No dobrze, będzie tak, jak chcesz - sapnęła na koniec zmęczona
- Jeżeli mógłbym cię jeszcze o coś prosić, tak po znajomości - dodałem niepewnie-
- to chciałbym być tym wszystkim, o co prosiłem, tylko dwa dni w każdym tygodniu. Powiedzmy w soboty i niedziele. Wiesz, w poniedziałek muszę iść znowu do pracy. Zgoda?
- Zgoda, niech tak będzie - dodała i uśmiechnęła się życzliwie.
Kiedy możemy przystąpić do realizacji moich życzeń? - spytałem, bacznie patrząc na nią.
- Kiedy? - spojrzała figlarnie - Jak mnie złapiesz! I nagle... plusnęła gdzieś na bok znikając mi z oczu.
Rzuciłem się za nią w pośpiechu. Coś złapałem w dłoń... i wtedy, niestety, obudziłem się. Leżałem na podłodze trzymając dzwoniący budzik.
Spojrzałem mimochodem. Cholera...znowu się spóźnię. Ożesz, w... !!!

Opublikowano

Anno, jak sobie życzysz, ale muszę zamienić się u Ciebie w łazience w mydełko "fa" i przysięgam zniknę kiedyś, ale dopiero po tym, jak się wymydlę... hahaha
Albo w gąbeczkę szybkomknącą po rozpalonym... hahaha
Pozdrawiam Cię fantazjo nieokiełznana. W takiej Parze chyba się sparzę. :)

Opublikowano

dowcipny tekst i użytkowy, sytuacje są autentycznie zabawne, chociaż niektóre aż przedobrzone moim zdaniem. Jedna rzecz, że Rasputin nie żył w czasach napoleońskich, wprawdzie to nieistotne dla tego typu tekstu, ale skoro już wymienia się konkretny rok ;)

Opublikowano

Nie wiem dlaczego, ale mnie to rozśmieszyło ... Rasputina mogłeś odpuścić, chyba że z innego powodu...umieściłeś go dla kasi , to co innego. A poza tym to genialne, powiązania tajne.....widać działają i zachwycam się taką wspanialą wizją subwencjonalną, zwłaszcza przeż te mokre rybusie zimne z co siedzą w akwarium z kaktusem, nie mylić z tuskiem ani z krótko przegubowymi wypasionymi gęsiątkami... strasznie mi się rozpłynęły oczy w śmiechu ... i w formacji żywo poskręcanego moutanta ;)
:))))pozdrawiam , nieprawdoniemównie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Bułat OkPAPIERY POETY... NA PAPIEŻE
      Bułat Okudżawa

      Styx, AD 1965

      Płyniesz jak rzeki bieg i tak dziwne imię masz!
      Asfalt twój w słońcu lśni, jak rzeki toń we mgle
      Ach, Arbat, mój Arbat
                                           Tyś mój przeznaczenia szlak
      Ty i radość co dnia i nieszczęście me

      Przechodzący tu biegną tak od lat
      Wciąż obcasów stuk, za sprawami bieg
      Ach, Arbat, mój Arbat,
      Tyś mą religią jest
      Pode mną rozwijasz się w miraż mostów przęsł

      .. na twą miłość mi wciąż leku, antidotum brak,
      Choć tysiąca bym innych mostów kochał trakt
      Ach, Arbat, mój Arbat
                                                      Tyś ojczyzna ma
      Nigdy nie,
      Po sam kres...
      Nie przemierzę cię..

      1959
      Ostatnie tango na Newskim

      Kiedy ze starą biedą nie rady nie daję już,
      Gdy ogarnia mnie chandra, wtedy z biegu
      Wsiadam w akurat jadący trolejbus, siny niby śnieg,
      Ostatni,
      Chociaż pierwszy z brzegu.
      – I uciekam przed biedą nową wciąż jak z zimna siny zbieg;
      Wsiadam w podjeżdżający trolejbus, ten najzwyczajniejszy
      Trolejbus ostatni,
      Chociaż z brzegu pierwszy

      Nocny trolejbusie, w pustkę ulic gnaj wciąż
      I po bulwarach, skrzyżowaniach krąż,
      I daj schronienie tym, co w tę ciemną noc
      Przeżyli kraksę,
      Tragiczny zbieg szos

      Północny trolejbusie, w pustkę ulic pędź
      I wśród życia skrzyżowań sanktuarium schroń
      Dla tych, którzy w ten czarny dzień
      Przeżyli kraksę,
      Katastrofę strof.

      Twoich pasażerów rozpoznaję w mig -
      Tych żeglarzy słodkich wód, ich półgwiezdny szlak.
      Lecz gdyby nie nosił ich mój ciasny świat,
      Nie po drodze by było mi nie współczuć im.
      I gdyby nie byli tu od miliona lat,
      To czuć ich ból tak łatwo bym mógł

      Trolejbus jedzie wciąż, ostry cień tnąc mgły
      I wspomnienie wraca tak, jak w starym kinie film...

      O, Moskwo ma, jesteś jak równina fal,
      W ja w nim na dobre i na złe tkwię jak w oknie łza
      O, Moskwo moja, tyś ocean mój, a ja -
      Jestem kroplą w otchłaniach twych, plamką rdzy
      – a we mnie zawsze ty.
      |---|---|Na czarnym ekranie białych nocy...

      | Виноградную косточку в теплую землю зарою, |
      Winogrona pestkę w ciepłej ziemi zasadzę,
      | и лозу поцелую, и спелые гроздья сорву, |
      i ziemię ucałuję, i grona ich zerwę, jak życia nić.|
      | и друзей созову, на любовь свое сердце настрою... |
      i przyjaciół zwołam, i miłość na serca tronie osadzę... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Jeśli nie, po co mi na tej wiecznej ziemi żyć? ) |
      | | |
      | Собирайтесь-ка, гости мои, на мое угощенье, |
      Zbierajcie się, goście, na uczty mej uciechy |
      | говорите мне прямо в лицо кем пред вами грешен,
      | mówcie mi, w czym zgrzeszyłem, nie kryjąc nic|
      | Царь небесный пошлет мне прощение за прегрешенья... |
      Bóg przecież i tak wybaczy mi grzechy... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej po co mi na tej ziemi żyć? ) |
      | | |
      | В темно-красном своем будет петь для меня моя Дали, |
      W sukni ciemnokrwistej zaśpiewa mi Dali, |
      | в черно-белом своем преклоню перед нею главу, |
      A ja, na czarno-biało przed nią skłonię się, skromny widz|
      | и заслушаюсь я, и умру от любви и печали... | I w jej pieśń wsłucham się i umrę ze miłości tej, co pali... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo jak tak, po co mi na ziemi żyć!) |
      | | |
      | И когда заклубится закат, по углам залетая, | A gdy mgiełką zajdzie słońce, i zaprosi do świateł psoty, |
      | пусть опять и опять предо мною плывут наяву: |
      Niech znów i na nowo płyną, bo móc, to być: |
      | синий буйвол, и белый орел, и форель золотая... |
      Siny bawół, biały orzeł, i ten pstrąg złoty... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej nie umiem już żyć... )

      Песенка о Павке Морозове
      (Dosłowne tłumaczenie)

      За что ж вы Ваньку-то Морозова?
      No i cóż chcecie od Morozowa, Vasslyia?
      Ведь он ни в чем не виноват.
      Przecież niczemu nie winien on....
      Она сама его морочила,
      Ona sama go (bynajmniej) zauroczyła,
      а он ни в чем не виноват.
      Przecież niczemu nie winien on....
      Она сама по проволоке ходила,
      Ona sama za cienki drut go wodziła
      махала белым рукавом,
      Białym rękawem go zawodziła to tam, to tu.
      а то, что Ваньку погубила,
      I koniec z końcem Waśkę całkiem zamuliło
      так это было уж потом.
      A potem drut zmiękł mu aż miło
      А он, кулак к щеке прижавши,
      A on, zacisnąwszy przy policzku pięść,
      на ту на проволоку глядел,
      Wciąż ciągnął swego życia cienki drut
      и все глядел, и все вздыхал он,
      i patrzył w siną dal i łza mu się do rzęs kleiła,
      и все сидел и все бледнел.
      i ciągle siedział, ciągle bladł, i ciągle chudł

      А в цирке музыка гремела,
      A do szpagatu na drucie muzyka przygrywała,
      гремел литавр, труба звала,
      Grzmiał bęben, trąbka wzywała do..
      а в цирке публика шалела,
      A publiczność jak drut się wystroiła,
      кричала: «Браво!» и ума...
      Krzyczała: „Brawo!” i odchodziła zmysłów od!

      А он пошел в ресторан «Савой»,
      A on poszedł do kasyna „Royale”,
      где пьют вино, едят медуз,
      Gdzie wina w bród, i meduz huk,
      и там, качая головой,
      i tam, prosty jak drut ( mal mince, mais fatale )
      свой изливал тяжелый груз.
      Podlewał i rwał swój gorzki żal

      За что ж вы Ваньку-то Морозова?
      Co chcecie (by najmniej) od Vasslyia?
      Ведь он ни в чем не виноват.
      Przecież niczemu nie winien on....
      Она сама его морочила,
      Ona go (by naj mniej) zauroczyła
      а он ни в чем не виноват.
      A jego życia drut już jest kaput
      I nie ciągnie wsiom...
      Wsie paszli won!


      Duszny zaduch róż 33 BC

      Już od podwórza widać nasz dom
      Obskurny więcej, jak Szymborskiej tom
      Tylko że tam, gdzie stał płot,
      Stoi Czarny Kot.

      On łapą sobie szarpie wąs i już,
      Podwórze patroluje... niczym w święto stróż
      Tylko że tam, gdzie stoi z azbestu płot
      Stać będzie Czarny Kot.

      Mówią, że to pech,
      Gdy kot ów w drogę wejdzie ci (nie daj Boże trzy)
      Ale na razie jest tak (niech weźmę dech) -
      Że kot czarny jak grzech ma niezły pech

      A kot przy w winklu siedzi, tu
      I czeka, aż rybka z akwarium zbiegnie mu
      Albo mysz (tam gdzie płot)
      Prosto w paszczę trafi jak w lot

      Złapie czy nie - to mu wsio rawno:
      Mir to czy hyr nieważne, bo –
      Dla niego świat to po pierogach z pyr
      W ten deseń na deser serwowany syr.

      Wielkie nam pustki poczynił kot bez cnot j
      Jest teraz ciszej, jak słyszę (a Bóg drży w ciszy)
      Teraz pomieszkują tam (a bo wim) tylko myszy
      I tylko tam, gdzie łatwopalny płot
      Czuwa płomieniem czarnym Czarny Kot.

      ───

      Ad acta

      Żołnierz ten kiedyś na świecie żył
      Piękny i mężny, aż dziw bierze
      Lecz zabawką wojsk rodzajów był -
      Tylko z papieru żołnierzem.

      Chciał, byśmy byli szczęśliwi,
      I świat naprawić jak, miał zmysł,
      Lecz od papierów żołnierz to był na niby,
      I sam na cienkiej nitce zwisł...

      Gotów był za wszech w ogień i dym
      Pójść nie raz, lecz dwa i trzy razy
      A nas czułością ujął i tym,
      Że za świat umrzeć chciał, licho pal rozkazy!

      No, jak i gdzie sam idziesz w bój?
      Ach, widzowie aż siedzą niemi, ...
      „I dokąd lecisz tak, ach Boże mój?
      Przecież pod tobą nie ma ziemi!”

      Lecz on rzucił się w płomieni cień
      Jak zwierz, co jeńców nie bierze,
      Ale bohater będzie marny zeń:
      Papiery na żołnierza miał... na papierze
      !

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Posem - dzięki że czytasz moje wiersze -                                                                               
    • Bułat OkPAPIERY POETY... NA PAPIEŻE Bułat Okudżawa Styx, AD 1965 Płyniesz jak rzeki bieg i tak dziwne imię masz! Asfalt twój w słońcu lśni, jak rzeki toń we mgle Ach, Arbat, mój Arbat                                      Tyś mój przeznaczenia szlak Ty i radość co dnia i nieszczęście me Przechodzący tu biegną tak od lat Wciąż obcasów stuk, za sprawami bieg Ach, Arbat, mój Arbat, Tyś mą religią jest Pode mną rozwijasz się w miraż mostów przęsł .. na twą miłość mi wciąż leku, antidotum brak, Choć tysiąca bym innych mostów kochał trakt Ach, Arbat, mój Arbat                                                 Tyś ojczyzna ma Nigdy nie, Po sam kres... Nie przemierzę cię.. 1959 Ostatnie tango na Newskim Kiedy ze starą biedą nie rady nie daję już, Gdy ogarnia mnie chandra, wtedy z biegu Wsiadam w akurat jadący trolejbus, siny niby śnieg, Ostatni, Chociaż pierwszy z brzegu. – I uciekam przed biedą nową wciąż jak z zimna siny zbieg; Wsiadam w podjeżdżający trolejbus, ten najzwyczajniejszy Trolejbus ostatni, Chociaż z brzegu pierwszy Nocny trolejbusie, w pustkę ulic gnaj wciąż I po bulwarach, skrzyżowaniach krąż, I daj schronienie tym, co w tę ciemną noc Przeżyli kraksę, Tragiczny zbieg szos Północny trolejbusie, w pustkę ulic pędź I wśród życia skrzyżowań sanktuarium schroń Dla tych, którzy w ten czarny dzień Przeżyli kraksę, Katastrofę strof. Twoich pasażerów rozpoznaję w mig - Tych żeglarzy słodkich wód, ich półgwiezdny szlak. Lecz gdyby nie nosił ich mój ciasny świat, Nie po drodze by było mi nie współczuć im. I gdyby nie byli tu od miliona lat, To czuć ich ból tak łatwo bym mógł Trolejbus jedzie wciąż, ostry cień tnąc mgły I wspomnienie wraca tak, jak w starym kinie film... O, Moskwo ma, jesteś jak równina fal, W ja w nim na dobre i na złe tkwię jak w oknie łza O, Moskwo moja, tyś ocean mój, a ja - Jestem kroplą w otchłaniach twych, plamką rdzy – a we mnie zawsze ty. |---|---|Na czarnym ekranie białych nocy... | Виноградную косточку в теплую землю зарою, | Winogrona pestkę w ciepłej ziemi zasadzę, | и лозу поцелую, и спелые гроздья сорву, | i ziemię ucałuję, i grona ich zerwę, jak życia nić.| | и друзей созову, на любовь свое сердце настрою... | i przyjaciół zwołam, i miłość na serca tronie osadzę... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Jeśli nie, po co mi na tej wiecznej ziemi żyć? ) | | | | | Собирайтесь-ка, гости мои, на мое угощенье, | Zbierajcie się, goście, na uczty mej uciechy | | говорите мне прямо в лицо кем пред вами грешен, | mówcie mi, w czym zgrzeszyłem, nie kryjąc nic| | Царь небесный пошлет мне прощение за прегрешенья... | Bóg przecież i tak wybaczy mi grzechy... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej po co mi na tej ziemi żyć? ) | | | | | В темно-красном своем будет петь для меня моя Дали, | W sukni ciemnokrwistej zaśpiewa mi Dali, | | в черно-белом своем преклоню перед нею главу, | A ja, na czarno-biało przed nią skłonię się, skromny widz| | и заслушаюсь я, и умру от любви и печали... | I w jej pieśń wsłucham się i umrę ze miłości tej, co pali... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo jak tak, po co mi na ziemi żyć!) | | | | | И когда заклубится закат, по углам залетая, | A gdy mgiełką zajdzie słońce, i zaprosi do świateł psoty, | | пусть опять и опять предо мною плывут наяву: | Niech znów i na nowo płyną, bo móc, to być: | | синий буйвол, и белый орел, и форель золотая... | Siny bawół, biały orzeł, i ten pstrąg złoty... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej nie umiem już żyć... ) Песенка о Павке Морозове (Dosłowne tłumaczenie) За что ж вы Ваньку-то Морозова? No i cóż chcecie od Morozowa, Vasslyia? Ведь он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама его морочила, Ona sama go (bynajmniej) zauroczyła, а он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама по проволоке ходила, Ona sama za cienki drut go wodziła махала белым рукавом, Białym rękawem go zawodziła to tam, to tu. а то, что Ваньку погубила, I koniec z końcem Waśkę całkiem zamuliło так это было уж потом. A potem drut zmiękł mu aż miło А он, кулак к щеке прижавши, A on, zacisnąwszy przy policzku pięść, на ту на проволоку глядел, Wciąż ciągnął swego życia cienki drut и все глядел, и все вздыхал он, i patrzył w siną dal i łza mu się do rzęs kleiła, и все сидел и все бледнел. i ciągle siedział, ciągle bladł, i ciągle chudł А в цирке музыка гремела, A do szpagatu na drucie muzyka przygrywała, гремел литавр, труба звала, Grzmiał bęben, trąbka wzywała do.. а в цирке публика шалела, A publiczność jak drut się wystroiła, кричала: «Браво!» и ума... Krzyczała: „Brawo!” i odchodziła zmysłów od! А он пошел в ресторан «Савой», A on poszedł do kasyna „Royale”, где пьют вино, едят медуз, Gdzie wina w bród, i meduz huk, и там, качая головой, i tam, prosty jak drut ( mal mince, mais fatale ) свой изливал тяжелый груз. Podlewał i rwał swój gorzki żal За что ж вы Ваньку-то Морозова? Co chcecie (by najmniej) od Vasslyia? Ведь он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама его морочила, Ona go (by naj mniej) zauroczyła а он ни в чем не виноват. A jego życia drut już jest kaput I nie ciągnie wsiom... Wsie paszli won! Duszny zaduch róż 33 BC Już od podwórza widać nasz dom Obskurny więcej, jak Szymborskiej tom Tylko że tam, gdzie stał płot, Stoi Czarny Kot. On łapą sobie szarpie wąs i już, Podwórze patroluje... niczym w święto stróż Tylko że tam, gdzie stoi z azbestu płot Stać będzie Czarny Kot. Mówią, że to pech, Gdy kot ów w drogę wejdzie ci (nie daj Boże trzy) Ale na razie jest tak (niech weźmę dech) - Że kot czarny jak grzech ma niezły pech A kot przy w winklu siedzi, tu I czeka, aż rybka z akwarium zbiegnie mu Albo mysz (tam gdzie płot) Prosto w paszczę trafi jak w lot Złapie czy nie - to mu wsio rawno: Mir to czy hyr nieważne, bo – Dla niego świat to po pierogach z pyr W ten deseń na deser serwowany syr. Wielkie nam pustki poczynił kot bez cnot j Jest teraz ciszej, jak słyszę (a Bóg drży w ciszy) Teraz pomieszkują tam (a bo wim) tylko myszy I tylko tam, gdzie łatwopalny płot Czuwa płomieniem czarnym Czarny Kot. ─── Ad acta Żołnierz ten kiedyś na świecie żył Piękny i mężny, aż dziw bierze Lecz zabawką wojsk rodzajów był - Tylko z papieru żołnierzem. Chciał, byśmy byli szczęśliwi, I świat naprawić jak, miał zmysł, Lecz od papierów żołnierz to był na niby, I sam na cienkiej nitce zwisł... Gotów był za wszech w ogień i dym Pójść nie raz, lecz dwa i trzy razy A nas czułością ujął i tym, Że za świat umrzeć chciał, licho pal rozkazy! No, jak i gdzie sam idziesz w bój? Ach, widzowie aż siedzą niemi, ... „I dokąd lecisz tak, ach Boże mój? Przecież pod tobą nie ma ziemi!” Lecz on rzucił się w płomieni cień Jak zwierz, co jeńców nie bierze, Ale bohater będzie marny zeń: Papiery na żołnierza miał... na papierze !
    • A czytam tak:   Chciałabym uciec od problemów świata, odlecieć od ludzi: co nie mówią mi jak wysoko, beztrosko i wolno orzeł lata...   I tak podobnie i tak dalej
    • @wiedźma Sugestywny obraz przemijania i upadku. Pozdrawiam Cię.
    • @.KOBIETA. Po to jesteśmy, żeby się pragnąć odnaleźć. Spotykać wielu, żeby spotkać Tego/ Tą. Piękny wiersz, dziękuję.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...