Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Spogląda na swoje dłonie, pomimo strachu prawie się nie trzęsą. Prawie. Od razu przypomniało się jej durne powiedzonko Zbyszka. „Kiedy włożysz dwa palce do ... każdy wkłada gdzie chce, ale jak już włoży te dwa palce, to wskazującego jest mniej, środkowego jest więcej, a właśnie ten kciuk jest prawie.” Głupie to wszystko. Sterczy tu od rana. Myślała, że skoro jest wpisana na 08:00 to po godzinie będzie wolna. Minęło 11 godzin. Tyle czasu pod kolejnymi gabinetami po to chyba tylko, żeby czekając przemyśleć ile warte jest życie. Miło ze strony Anki, że chciała tu przyjechać razem z nią. Dobrze, że nie przyjęła tego wsparcia. Po pierwsze wiedziała, że w towarzystwie zacznie się rozklejać i byłoby jej głupio, a do tego utknęłyby tutaj na cały dzień. Długo nie wiedziała czy komukolwiek mówić o odkryciu. Siostrze na pewno nie powie od razu. Rozważała to poważnie. Niedawno straciły matkę. Młoda może niepotrzebnie się wystraszyć. Marta czuła się w obowiązku odkryć karty dopiero kiedy pozna jakieś konkrety i tylko pod warunkiem, że będą one wyrokiem. Pamięta jak długo bolało, że matka ukrywała przed nimi zbliżające się zagrożenie. Powiedziała więc na razie tylko Ance i przyjęła jej pocieszenia. Nie chciała za dużo o tym rozprawiać żeby za każdym razem nie przeżywać na nowo wdzierającej się paniki. Choć chyba taka cicha panika nigdy jej nie opuszczała. Od tamtej chwili mocowały się cały czas. Kiepsko wtedy spała. Kręciła się całą noc jak królewna na ziarnku grochu. Faktycznie uwierało ją jakieś ziarenko. Wymacała prześcieradło i nic nie znalazła. Podniosła się i światło dopalającej się świeczki też niczego nie objawiło. Dotknęła czułego miejsca i...znalazła drania. Zamarła. Był wielkości grochu, może fasolki - Jak to? Kiedy on tam...przyszedł, urósł, przyplątał się? Nie chcę, nie, to nieprawda! -zaczęła szeptać – wszystko będzie dobrze, Martuś, wszystko będzie dobrze - uspokajała samą siebie. Rano zadzwoniła do lekarza, umówiła się na wizytę. Prywatnie, bo szybciej. Ważne żeby szybko reagować. Choć to pewnie nic wielkiego, no przecież takie rzeczy się zdarzają. Przypomniała sobie jak w zeszłym miesiącu klientka jej opowiadała z nadzieją w głosie:
- No jak będę miała dobre wyniki, to za dwa tygodnie amputują mi pierś, bardzo się modlę żeby były dobre.
Słuchała i nie wiedziała co powiedzieć. W tej chwili ta młoda kobieta pragnęła najbardziej na świecie pozbyć się własnej piersi. Wyniki były dobre, bo w zeszłym tygodniu, kiedy się widziały, pani Aneta z ożywionymi oczami podniosła przed nią bluzkę i pochwaliła się blizną jak wymarzonym tatuażem. Horror.
- Ja siebie tak szybko nie skreślę, nie dam się nikomu kroić - teraz wiedziała, po co chłonęła tyle wiedzy na temat ratowania zdrowia, kiedy zachorowała matka - mamik za szybko się poddała, Ja nie jestem taka miękka. Nie ze mną takie numery. Ej , Życie! Czy mnie teraz słuchasz? Ja tak szybko nie odpuszczam. Pogódź się z moim towarzystwem, bo niełatwo się mnie pozbyć. Postanawiam trwać - pyskowała myślami w eter dodając sobie odwagi i poczucia, że nikt nie musi się o nią troszczyć, bo sama świetnie da sobie radę.
Jednak klimat szpitala nie wpływa korzystnie na budowanie dzielnej postawy. Dlatego od jakiegoś czasu zaczynała się dusić. Zawsze kiedy wkradało się zdenerwowanie w Marcie narastało napięcie i zaczynało jej brakować powietrza. Kolejka ospale ruszyła i znalazła się za piekielnie skrzypiącymi drzwiami. Iście niekomfortowa sytuacja. Kiedy prawie nagą stanęła przed kimś szczelnie ubranym, panika objęła dominację. Piersi usmarowane zimną galaretą, a pani w kitlu powarkuje i szarpie oschle. Kobieta o ładnych rysach i nadętej minie, na kieszonce kitla podpisana Katarzyna Jakaśtam. Pewnie też zmęczona siedzeniem w tej instytucji do późnych godzin. Za oknem słońce zachęca do lenistwa na łące, czy biegania po mieniącej się wodzie. Łąka, maki, cały dywan zieleni przetykany czerwienią delikatnych płatków, motyle.
- Tak, powinnam myśleć o rzeczach przyjemnych i wyłączyć mózg na bodźce zewnętrzne - Marta złapała się ratunkowo świtającego w głowie wątku. Mają zapaść decyzje: chemicznie hodować dalej, czy na rzeź. Pierwsze wkłucie, ból którego się nie spodziewała, przecież była taka wytrzymała, miała pewność, że bolesne mogą być tylko wyniki, a ten z zaskoczenia uwierał ją już nawet w głowie, narastające napięcie... potem już tylko bezdech i po akcji.
- Niech pani nie wydziwia, jak mam pobrać próbkę? - zdenerwowanie pani Katarzyny sięgało apogeum równego strachowi Marty, która zemdlała. Kiedy już doszła do siebie i świadomość ulokowała na właściwym miejscu wyszeptała:
- Pani Katarzyno? Bardzo Pani nie lubi tej pracy? - delikatność wnętrza i podrygi dumy dawno poszły w odstawkę podczas walki o przetrwanie, dlatego zapytała naturalnie cicho i najspokojniej. Pani Kaśka zastygła w bezruchu, a na jej twarzy zaczęło się malować wzburzenie graniczące z nienawiścią. Pełnym chłodu oraz pogardy wzrokiem chciała wymierzyć policzek, ale zauważyła, że oczy Marty były nadal spokojne i ciepłe, już nie ukrywała w nich samotności. Przy zderzeniu źrenic obu kobiet, niczym gromu i spokoju, pani Kaśka się poddała. Opuściła ręce i głowę, po chwili milczenia najdelikatniej jak potrafiła pozwiedzała:
- Przepraszam, bardzo przepraszam, siedzę tu od rana i wie pani ludzie potrafią zmęczyć. Zachowują sie jakbym to ja decydowała o wynikach.
-Tez pracuję z ludźmi i nie wyobrażam sobie żeby ich źle traktować tylko dlatego, że poprzedni klient był niemiły, a teraz bardzo się boję. - odpowiedziała Marta
- Również się boję, o każdą osobę, która stąd wychodzi. To nie jest lekka praca, choć nie męczy fizycznie to jednak dobija bezradność. Przetwarzam tylko dane, nie mam wpływu na owoce -
Tutaj znów przypomniało się Marcie powiedzonko sąsiada „Nie kwiat, lecz owoc stanowi o wartości rośliny, chcesz poznać człowieka patrz na jego czyny” a kiedy się ubrała, pani Katarzyna podała jej rękę i wyznała:
- Jest pani wyjątkowa osobą i dlatego z serca życzę pani, abyśmy się więcej nie spotkały, a jeśli już to nie w tym gabinecie.
Marta uścisnęła ją ciepło i wyszła nacieszyć oczy widokiem nieba, które delikatnie się różowiło przygotowując słońce do zachodu.
- Może jutro też będzie dzień? – przemknęło Marcie przez głowę – pożyjemy zobaczymy – wsiadając za kierownicę cieszyła się, że ma za sobą kolejne pozytywnie zakończone zmagania z ludzkimi słabościami i to były dla niej wystarczająco dobre owoce.

Opublikowano

ojej juz ktoś
tzn Ty to czytałaś?
pewnie jeszcze jakieś szlifki potrzebne, ale musze umykać, bo mój pies na parcie
na łowienie gwiazd
jeszcze sierpień
jeszcze spadają
a my mamy sporo życzeń do spełnienia

ściskam serdecznie i do kolejnych literek
pa słonko

Opublikowano

Zauważyłem kilka literówek. Czytając wracałem pamięcią do niedalekiej przeszłości, gdzie codziennie odwiedzałem, na takim oddziale bliską mi osobę. Najbardziej utkwił mi widok wolno idących korytarzem kobiet, niosących przy sobie, bądź pchających przed siebie na metalowych wieszakach, plastikowych pojemników-odsysaczy, zapełnionych ciemną cieczą.

Opublikowano

„Ale kiedy Marta pozna jakieś konkrety i będą one nieprzyjemne, to dopiero wtedy czuła się w obowiązku odkryć karty z wyrokiem.” - chyba „poczuje się”?
„Dotknęła czułego miejsca i... jest.” – może lepiej „było”?
„Nie chcę, nie, to nie prawda!” – „nieprawda”
„Kiedy prawie nagą stanęła przed kimś szczelnie ubranym, panika objęła dominację.” – literówka „naga”; zwyczajowo mówi się „panika wzięła górę” – czy tu celowo ma być inaczej? Nie rozumiem tego: „kimś szczelnie ubranym”? Jeśli to miała być mammografia, to nie ma żadnego uzasadnienia do takiej ochrony osoby robiącej zdjęcie, poza tym to „kimś” jest strasznie bezosobowe. W ogóle dziwna ta diagnostyka :) Tak jednym ciągiem mammografia, USG („Piersi usmarowane zimną galaretą”) i od razu biopsja wykonywana przez panią, która „tylko przetwarza dane”? Albo trzeba dać sygnał czytelnikowi, że to tylko luźne myśli-obrazy, albo wcisnąć gdzieś pomiędzy jeszcze onkologa – nie ma rady :) Poza tym biopsja nie boli, tyle co ukłucie igły. Można łatwo zemdleć ze strachu, owszem, ale nie z bólu.
Może się czepiam (nawet na pewno) ale temat jest taki, że budzi emocje, dotyka doświadczeń wielu kobiet w bardzo różnym wieku (nawet całkiem młodych), więc sądzę, że warto byłoby się postarać o większą zgodność z realiami. I jeszcze propozycja: jest jeden wyrazisty element w klimacie szpitala, który, jak słusznie zauważasz „nie wpływa korzystnie na budowanie dzielnej postawy” – są to nieuniknione opowieści „doświadczonych” współtowarzyszek wielogodzinnej kolejki przed gabinetami. Te wieszaki z drenami ciągnącymi się spod szlafroków, o których napisał Marcin, są świetnym tropem. Inne wspomnienia, skutecznie wykańczające psychikę nowicjuszki badań, to np. przerzuty, chemia, powroty na oddział. Zabrakło mi tego elementu w obrazie całości.
Dalej czytało mi się coraz gorzej. Scena z panią Kaśką, moim zdaniem, w tej wersji bardzo mało wiarygodna, do dużego przeredagowania.
No i ostatnie zdanie. Zgrzyt gwoździem po szybie. Psuje wszystko.

Dobrze napisać o takim doświadczeniu to duże wyzwanie, masz u mnie szacuneczek za odwagę. Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

nie jestem odważna
więc chyba nie zasłużyłam na ten szacunek
co do bólu może niech każdy mówi za siebie
znam różne zdania
cudzy ząb zawsze boli mniej (a są też tacy którzy mają dentofobię albo coś gorszego)

jeden dzień z szpitalnej kolejki dla bohaterki tego tekstu wyglądał właśnie tak i właśnie tak go czuła
poza tym zgrzyt gwoździa na szybie był najistotniejszy

reszta do polemiki, a co tam
nawet z panią Kaśką (mogę ją poświęcić)
nieudolności poprawię jak skończę pracować

dziękuję za uwagę, nawet to miłe

bajabongo (w wolnym tłumaczeniu "do niebawem")

Rhiannon
.ozdrawiam

Opublikowano

Kamertonko, bardzo trudny temat - niełatwo jest wyrazić artystycznie psychikę kobiety, która odgania myśli o zbliżającej się śmierci, pocieszając się, że "wygrała" potyczkę słowną z kimś tam i że to daje jej wystarczającą satysfakcję. Nie wiem, czy tak miało być, ale to jest najbardziej żałosne w bohaterce.
Dlaczego miałaby być wyjątkowa? Nie widzę uzasadnienia dla takiej opinii, którą wyraziła jej rozmówczyni. Czegoś brakuje w tym dialogu.
Do uwag Ani Ostrowskiej muszę dodać kilka własnych:

"Pogódź się z moim towarzystwem, bo nie łatwo się mnie pozbyć." - niełatwo;

"bo sama dzielnie da sobie radę.
Jednak klimat szpitala nie wpływa korzystnie na budowanie dzielnej postawy." - powtórzenie;

"Zawsze kiedy wkradało się zdenerwowanie w Marcie narastało napięcie i zaczynało jej brakować powietrza." - zdenerwowanie to także napięcie, więc mamy tu "masło maślane";

"a na jej twarzy zaczęło się malować wzburzenie graniczące w nienawiścią." - z nienawiścią.

Ciekawy temat, ale mnie także kilka scenek wydaje się dość sztucznych. Nie mniej temat naprawdę trudny i ambitny.
Właściwie w całości zgadzam się z komentarzem Ani.

Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

zgodzę się z Wami tylko poczęci
bo końcowy gwóźdź owoców nie jest jednoznaczny (dla mnie)
przełamanie własnych ograniczeń jest pierwszym owocem
nie chodzi też o podaną wyżej chorobę tylko o nasze reakcje w sytuacjach jakiegokolwiek przyparcia do muru

podczas wymiany zdań pomiędzy bohaterkami tekstu
zasugerowałam się sprawdzoną zasadą, że silniejszy dyktuje warunki w tym wypadku klimatu spotkania
( gdzie dla mnie „silniejszy” nie znaczy „mocniej zadający ból”)
może sytuacje które nas spotykają są tylko sprawdzianem jak zachowamy się w całym łańcuszku następujących po sobie scen i dowodem na to czy wystarczająco poznaliśmy siebie aby dopiero wtedy zrozumieć i dotrzeć lepiej do drugiego człowieka
choćby po to żeby czegoś go nauczyć wybaczając, a tym samym ulżyć sobie

postawiłam niewidzialne pytanie o nasze refleksje nad wartościami życia, które niestety budzą się dopiero w chwili zagrożenia tego cennego skarbu
tekst przeczytany samymi literkami faktycznie może być zlepkiem banałów
jeśli tak go odbieracie to pozostaje mi tylko się uciszyć i czytać go, i poprawiać
ale wiem, że żadną kolejna wersją nie zadowolę wszystkich
każdy z nas jest odrębną galaktyką emocji, myśli i doświadczeń mających wpływ na naszą postawę i świadomość
zatem nie trafię w percepcję wszystkich czytających
za orty, gramaty i liretowniki przepraszam i dziękuję za ich wyłowienie, widać lepsza jestem w hodowaniu ziół, psów i podglądaniu gwiazd, niż sprawdzaniu swoich tekstów
czy z tego wyrosnę?
czas pokaże

tulę Was mocno i dziękuję jeszcze raz za obecność przy kamertońskiej zlepce
do niebawem, bo lubię tutaj być

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kamertonko, ale tutaj tego pytania nie widać. Zobacz, nikt go nie dostrzegł. Czegoś tu naprawdę brakuje jeszcze.

Nie wyrastaj. Nigdy.
A do prawidłowych ortów, gramatów i literowników postaraj się dorosnąć. :-)

Na razie, do następnego. :-)
Opublikowano

Ooo, Pani Kamertonko, zakładam Pani fanclub ;))
Chociaż, szczerze przyznam, że ten Pani tekst nie jest moim ulubionym i chyba bywały lepsze, to mimo to - stoję za Panią murem i będę niczym wierna fanka, śledziła pani teksty ;)

pozdrawiam cieplutko
zuzka ;)

Opublikowano

pochłonęła mnie ta historia. wzruszająca i ciepła, mimo trudnego tematu, o którym nie każdy chce rozmawiać. czytając czekałem finału i się nie zawiodłem. trzeba mieć zawsze nadzieję ona umiera ostatnia. bardzo dobre opowiadanie, a wspominane niedoskonałości mało istotne do całokształtu.
Autorka przecież poprawi:) Chylę czoła
pozdrowienia
r

Opublikowano

.....chwila milczenia, powiem tylko wiele widziałem, dzielnych kobiet, bohaterskich kobiet,rozmawiałem z nimi; dotknięte tym choróbskiem smiały się z przeciwnosci losu zwalczając apatię. Wygrały siłą woli, wiarą - oczywiscie nie czekając bezczynnie, a jednoczesnie lecząc chore ciało. Siła wiary i wspólczesna medycyna wyleczyły...pozdrawiam

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...