Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

ryż we włosach mnicha
inicjuje sakramenty
na wietrze rozrzuconej
dorosłości

bądź pochwalony w
kwiecie lotosu
i medytuj aż
do śmierci

wolne ciało
wewnątrz umysłu duch
zwrócił formę
siłom psychicznym

z białego światła
drogą do tęczy
cierpienie chwycił
dżuku

szlachetne prawo
egzystencji
ciało jak relikwia
zmumifikuj się

Opublikowano

nie zwykłem podpowiadać, czy wyjaśniać Tereniu, ale
pierwsze tłuszczykiem napisane to wiatr po prostu
a dżuku to tybetański mnich siedzący w pozycji kwiatu lotosu, który osiągając nirwanę odchodzi tam gdzie wszyscy zmierzamy
pozdrowienia i dzięki za zainteresowanie

Opublikowano

Wpadłem, aby posilić się pisaniem wybiegającym znacznie ponad program twórczości ośmiolatka, ale niestety, trudno mi się przedrzeć przez ta zawiłości. Jak mam zadawać dziesiątki pytań: co autor miał na myśli, to mnie zaraz wszystko odchodzi. Pozdrawiam Cię serdecznie, Panie Biały.
Może następnym razem... :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ok, ale nie pasuje mi gramatycznie

na wietrze rozrzuconej
dorosłość


rozumiem, że "rozrzuconej" odnosi się do "inicjacji", ale dalej "dorosłość"? kłóci się gramatycznie; chyba raczej powinno być "dorosłości"

sens wiersza rozumiem, jest głęboko ukryty pod zawiłą treścią; lubię takie łamigłówki - niby o niczym a jednak...tylko trzeba się "dokopać" :)

pozdrawiam ciepło :-)
Krysia
Opublikowano

Panie Biały, nie znam się na rytuałach zakonnych, być może jest jakieś miejsce, w którym ryż we włosach inicjuje sakramenty, ale potem... "na wietrze rozrzuconej dorosłość"... brzmi co najmniej niegramatycznie.
Wiersz jako całość jest do przyjęcia, a tytułową śmierć mnicha widzę w jego stylu zakonnego życia,
w jego własnym wyborze, co dla innych może być tylko egzystencją, ale dla mnicha wcale nią nie jest.
Każdy ma wolny wybór i jeżeli mnich, taki "z krwi i kości", decyduje się na życie w zamknięciu, to jego sprawa... najwidoczniej tego mu w życiu brakowało, medytacji, walki z samym sobą, udoskonalanie własnego ja.... dlatego "ciało jak relikwia zmumifikuj się"... troszeczkę mi nie pasuje, ale nic to, tyle ja, mogę wcale nie mieć racji.
Pozdrawiam... :)

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @MIROSŁAW C., Dziękuję! :)
    • @Lenore Grey   dziękuję za miły odbiór.   pozdrawiam:)           @lena2_   czasem czuję jakby wytarły się we mnie hamulce:)   nie wiem czy ktoś je reperuje u ludzi?   pewno psychiatra,:)))     bardzo dziękuję za Twoje słowa:)   najmilej Cię pozdrawiam:)      
    • Ciemność zapada bardzo szybko. Nagle jestem gdzie indziej. Zdążyłem uciec, lub raczej to coś mi pozwoliło. Widzę znowu ten sam cień. Jego źródło zostawiłem na zamglonym horyzoncie. Skrawki mroku krążą między drzewami, by po chwili zniknąć   Co za ładny sad, rześkie powietrze, nasycone zapachem słodkich owoców, pomarańcz, śliwek i jabłek.    Nieopodal wirują dźwięcznie, tancerki na łąkowej scenie. Upleciona z porannej mgły, gdzie krople rosy, niczym kryształowe latarnie, migoczą cicho szeptane lśnienia.   Oświetlona poświatą w kształcie pięciolinii oraz dźwięcznych nut, sama w sobie jest dziełem sztuki.    Pszczoły w kolorowych sukienkach, nakładają łyżeczkami wyrzeźbionymi z wosku, odrobinki miodu do maleńkich kubeczków, wyżłobionych w mroźnych sopelkach.   Strumyk przezroczysty tak bardzo, że widać przez niego myśli ryb, unosi wilgotną ożywczą wstęgę ukośnie do zielonej falującej trawy. Srebrzysty wąż pląsa na wszystkie strony, opłukuje drzewa i mnie, z cuchnącego brudu.    Jestem wewnątrz, lecz mogę oddychać. Nawet lepiej niż powietrzem. Słyszę skowronka. Siedzi na fali wznoszącej. Dosięga śpiewem daleki brzeg. Klucz wiolinowy z armią nut, drąży tunel do błękitnego brzmienia muzyki. Kapią stamtąd, odrobinki słodkiego, do nieprzytomności piołunu.   Po drugiej stronie horyzontu widzę następny. Muszę sprawdzić, co jest za nim. Pod sklepieniem umysłu szybują niewiadome. Obijają niewidoczne ścianki, niczym fruwające ćmy. Żeby tylko nie przylgnęły wygodnie do światła, zgłębiając złudną istotę sensu    
    • @wiedźma   ja Ciebie też pozdrawiam i bardzo serdecznie dziękuję:)   wszystkiego dobrego:)    
    • @Poet Ka marzą się krągłości co owiną:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...