Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

****


Rekomendowane odpowiedzi

Zawsze chciałem mieć dom w ciepłym, soczystym miejscu. Najlepiej nisko, u zbiegu opadających łagodnie, pachnących trawami wzniesień.
Wymarzyłem go podczas wędrówek po małej ojczyźnie, przemykając samochodem pomiędzy rozłożystymi wzgórzami, które nie zasłaniają jednak horyzontu i czuć się tam można jakby na czubku świata; jakby ta wyżyna była najwyższym wybrzuszeniem kuli ziemskiej. Drogi jak wstążki, wiją się pomiędzy wypiętymi do słońca brzuchami; a niżej, powietrze gęściejsze jest niż nad wzgórzami, stawiające opór, przeciągające czas wędrówki i dające możliwość nasycenia się widokiem; twarzą na bocznej szybie, twarzą na przedniej, w szerokim kącie widzenia. Chłodne poranki w takiej trasie są jak uderzenia jakiejś pierwotnej, czystej świadomości, którą ogarniamy całą geologiczną skalę czasu, kurcząc do rozmiarów nieistnienia nasze trzydzieści, sześćdziesiąt, osiemdziesiąt lat życia. Cudownie znikamy. Nad tym wszystkim, a raczej pomiędzy tym, lub w tym, snuje się pocięta na drobniejsze fragmenty, dopasowana idealnie do górzystych krągłości, płaska blacha mgły, o stalowo – mlecznym odcieniu i o strukturze tak delikatnej jak sen tuż po zamknięciu oczu, gdy nie jesteśmy pewni, czy to co nam się jawi, jest jeszcze świadomą myślą czy już senną marą.
Właściwie to nie wiem, czy dom ten spotkałem gdzieś na trasie, czy powstał on w mojej wyobraźni. Tkwił pomiędzy wzgórzami odkąd pamiętam. Niski, parterowy, trochę jakby zbyt płaski i wyraźnie składający się z dwóch części. Pierwszej: mieszkalnej, i drugiej: ogromnego tarasu, prawie tych samych rozmiarów co pierwsza; drewnianego, z lekko ukośnym dachem, okrągłymi poręczami w koło, rozeschniętą podłogą, długim drewnianym stołem i prostymi ławkami stojącymi obok. Taras prostokątny. Dusza domu. Część łącząca kwadrat ludzkiego terytorium z bezmiarem powietrza, światła i materii. Ekoton. Miejsce gdzie budzi się spokojna ciekawość tego co krok dalej, a ludzki niepokój uchodzi daleko w noc. Jeden z jego rogów celuje dokładnie tam, gdzie dwa niewielkie wzgórza łączą się swoimi podstawami, tworząc gardziel która biegnie w górę i znika gdzieś w ciemności. Podczas parnych, letnich wieczorów spływa nią chłód, uwalniając od ciężaru zwarzonego, gorącego powietrza.
Właśnie w tym rogu stoi mój pleciony fotel i mały, okrągły stolik na którym mieści się tylko nocna lampa i ewentualnie, gdy czuję się dobrze, dzbanek mocnego, białego wina.
Gdy przychodzą letnie wieczory, pogrążony w marzeniach, delektuję się spokojem swojego domu, ciszą i odległym światem. Kiedy ja w zadumie opróżniam kieliszek, w małym salonie przy zapalonych świecach Marta gra Chopina. Fantazja cis – moll. Ciche, delikatne dźwięki wypadają wraz z bladoczerwonym światłem świec przez otwarte okno. Niezachwiana harmonia. Akordy powyginane w fantazyjne figury tworzą ledwie wyczuwalny dysonans z odgłosami zawieszonymi w chłodnym już wieczornym powietrzu. Muzyka… jeden z najcudowniejszych przejawów człowieczeństwa.
Jak zawsze, kiedy jestem zmęczony i słucham muzyki, moje myśli samowolnie szukają ścieżek przeszłości. Wspomnienia wyłaniają się z dźwięków, blasku lampy, z pucharu wina – długie, łagodne korowody wspomnień; nastaje jedna z najbardziej błazeńskich godzin, kiedy to odpoczywam i nic nie robię, a wyobraźnia, pamięć, tęsknota oraz setki delikatnych, czynnych nerwów pracują, gorączkują się i tworzą. Oczywistości stają się zagadkowe i niewytłumaczalne. To, co przeczytane, staje się przeżyciem, to, co przeżyte, spełnionym marzeniem, a rzeczy osiągnięte – pragnieniem.
Komu nie jest dane z jednostronną namiętnością gnać ślepo przez życie, niech zawczasu ćwiczy się w sztuce wspominania. Moc przeżywania i moc wspominania są od siebie zależne. Rozkoszować się – to wycisnąć z owocu do ostatka jego słodycz. Wspomnienia zaś to sztuka zatrzymywania i nadawania tej rozkoszy czystszej formy. Spoglądanie wstecz w taki sposób daje możliwość delektowania się na powrót rozkoszami minionych dni, każdy z nich podnosić do rangi symbolu szczęścia ; uczy nas rozkoszować się wciąż na nowo. Tak wiele witalności, ciepła i blasku można wtłoczyć w jedną godzinę wspomnień….
Muzyka ucichła, świece w salonie pogasły. Marta wychodzi na taras, zagląda do dzbanka z winem i śmieje się:
- Nie idziesz spać ?
- Nie, poczytam jeszcze Hessego.
Wychodzi, ale ja nie czytam. Siedzę i czuję jak prześlizgują się minuty. Przeglądam w marzeniach setki wspomnień, które nawiedziły mnie w tej godzinie. Tyle dni, tyle wieczorów, tyle godzin i tyle nocy – a wszystko razem wzięte nie stanowi nawet jednej dziesiątej mojego życia. Gdzie podziały się tysiące dni, tysiące wieczorów, miliony chwil, z których nic już nie pamiętam, które nigdy się nie obudzą. Przeszły, minęły, nieodwracalnie odeszły w dal.
A ten wieczór? Gdzie się podzieje? Czy kiedykolwiek coś go znowu wskrzesi? Nie sądzę, myślę, że jutro, pojutrze będzie należał do przeszłości, umrze i nigdy nie wróci. I gdybym dziś nie pracował, nie zadał sobie trudu i nie posunął się o krok dalej, to cały ten dzień zapadłby się jutro, pojutrze w bezdenną otchłań, dołączyłby do tych wielu pogrzebanych dni, z których nic już nie pamiętam…..
…wiatr tak nagle uderzył w otwarte okna, a nad wzgórzami chmury przepłynęły przez noc tak szybko i pożądliwie, że nie mogę już dłużej usiedzieć w miejscu. Burza woła mnie od horyzontu swym karmazynowym roztworem światła i wody. Biorę po cichu palto, kapelusz i laskę. Wychodzę z domu.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Napisane przyjemnie, ale nie wciąga. Skoro ciąg dalszy nastąpi, nie wypowiadam się dokładnie na temat tego tekstu - poczekam, co dalej. Postaraj się bardziej zainteresować czytelnika - trochę więcej akcji. Ładne, ale mimo to mało pociągające. Jednak skoro to tylko początek - pisz dalej, może się dobrze rozwinąć.
Pozdrawiam
Zuzka ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

myslałem, że to opowiadanie jest dramatycznie przeidealizowane, ale przed wpisaniem tego komentarza, przeczytałem Twoją twórczość chyba w całości i to co mi sie wydało początkowo nieprzyjemną manierą autora nabrało innego blasku;
myślę więc, że posiadasz ponad przeciętne słownictwo i wiesz gdzie tych słów użyć aby był widoczny efekt artystyczny;
to rzadka cecha, chociaż nie każdemu czytelnikowi taka forma musi odpowiadać;
ja gustuję w opisach prostszych, bo taki natłok słów wydaje mi się męczący;
jacek.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

Autorze, już kiedyś zwróciłem uwagę, że potrafisz malować słowami. Zgadzam się z Anią, Stanisławą, Fly Eliką i po części z 6 kilo / żeby tak po wodzie chodził i o pić prosił!/ - do słowa : musi odpowiadać - w jego komentarzu. Mnie odpowiada i jeśli pozwolisz, bo ostatnie zdanie zwróciło również mą uwagę, dodam:vulnerant omnes, ultima necat - nie to, żebym znał łacinę, można by po polsku, ale tak jest dostojniej.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...