Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

MOJE TŁUMACZENIE

Niech ślub dwóch umysłów przeznaczonych sobie
Nie napotka przeszkód. Miłość to nie miłość
Wtedy gdy się zmienia bo się zmienić może
lub z serca wychodzi, gdy jej karzą zniknąć
Przenigdy! Ta szczera, znak wieczny na niebie
Nawet w czasie sztormu będzie niewzburzoną
Jest dla tułających statków się po świecie
niepoznaną gwiazdą, mimo, że zmierzoną.
Nie jest błaznem czasu! Choć ten krzywym sierpem
Róże z ust, policzków ścina ruchem chciwym
Lecz dnie, czy tygodnie nie zmienią swym biegiem
jej, co będzie trwała aż świat Ogień zniszczy.
Lecz jeśli się mylę. Ktoś dowieść to zdoła.
Nigdy nie pisałem, bo też nikt nie kochał


TŁUMACZENIE STANISŁAWA BARAŃCZAKA (nawet nie dla porównania, jako niedościgniony wzór)

Nie ma miejsca we wspólnej dwojga serc przestrzeni
Dla barier, przeszkód. Miłość to nie miłość, jeśli,
Zmienny świat naśladując, sama się odmieni
Lub zgodzi się nie istnieć, gdy ktoś ją przekreśli.
O, nie: to znak, wzniesiony wiecznie nad bałwany,
Bez drżenia w twarz patrzący sztormom i cyklonom -
Gwiazda zbłąkanych łodzi, nieoszacowanej
Wartości, choćby pułap jej zmierzył astronom.
Miłość to nie igraszka Czasu: niech kwitnące
Róże wdzięków podcina sierpem zdrajca blady -
Miłości nie odmienią chwile, dni, miesiące:
Ona trwa - i trwać będzie po sam kraj zagłady.
Jeśli się mylę, wszystko inne też mnie łudzi:
Że piszę to; że kochał choć raz któryś z ludzi.

(przeł. Stanisław Barańczak)

TŁUMACZENIE MACJIEJA SŁOMCZYŃSKIEGO

Zdrady są w związku dusz wiernych nieznane,
Albowiem miłość nie będzie miłością,
Jeśli jest zmienna, mogąc mieć odmianę,
Lub skłonna odejść za cudzą skłonnością.
Nie!To wzniesiona nad burzy bałwany
Latarnia morska, gwiazda niewzruszona.
Mknie ku niej każdy okręt zabłąkany,
Nieznanej, choć jej wysokość zmierzona.
Miłości w błazna swego nie przetworzy
Czas, choć lic świeżość i róże warg ścina.
Miłość z dnia na dzień się zmienić nie może;
Przetrwa, aż przyjdzie śmiertelna godzina.
Jeśli to błąd jest lub jeśli skłamałem,
Nikt nie miłował, nigdy nie pisałem.


ORYGINAŁ

CXVI

Let me not to the marriage of true minds
Admit impediments. Love is not love
Which alters when it alteration finds,
Or bends with the remover to remove:
O, no! it is an ever-fixed mark,
That looks on tempests and is never shaken;
It is the star to every wandering bark,
Whose worth's unknown, although his height be taken.
Love's not Time's fool, though rosy lips and cheeks
Within his bending sickle's compass come;
Love alters not with his brief hours and weeks,
But bears it out even to the edge of doom.
If this be error and upon me proved,
I never writ, nor no man ever loved.

Opublikowano

piękne to tłumaczenie i jakie wartosciowe

niestety nie znam Szekspira, to może moim ubolewaniem i słaboscią wykształcenia (jakieś ono jest) czyli nie poznania jego wszystkich dzieł,
pociesza mnie fakt, że Szekspir więcej obecny, jednak słowa te byłyjakoś jedną ze ścieżek
w moim życiu

serdeczności
powiedz dlaczego masz taki nick, ponieważ on odstrasza?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki za wgląd. Nick powstał dawno temu dla jajec, bo jest zauważalny i bulwersujący :> . Ale niestety kiedy rok temu miałem zamiar go zmienić okazało się, że nie można zmieniać nicków, można tylko zakładać nowe konta. A że miałem już część wierszy na tym adolfowym końcie, i jako adolf yłem znany zakładanie nowego konta to była kiepska perspektywa...

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki za wgląd. Nick powstał dawno temu dla jajec, bo jest zauważalny i bulwersujący :> . Ale niestety kiedy rok temu miałem zamiar go zmienić okazało się, że nie można zmieniać nicków, można tylko zakładać nowe konta. A że miałem już część wierszy na tym adolfowym końcie, i jako adolf yłem znany zakładanie nowego konta to była kiepska perspektywa...

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki za wgląd. Nick powstał dawno temu dla jajec, bo jest zauważalny i bulwersujący :> . Ale niestety kiedy rok temu miałem zamiar go zmienić okazało się, że nie można zmieniać nicków, można tylko zakładać nowe konta. A że miałem już część wierszy na tym adolfowym końcie, i jako adolf yłem znany zakładanie nowego konta to była kiepska perspektywa...

pozdrawiam

?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Od razu powiem, że celowo nie ingerowałem w pierwszy wers tak mocno jak inni tłumacze, zdjae mi się, że to minds jednak musi tam być. Przecież Szekspir mógł napsiać serce, duszę, a jednak wyrał słowo umyśł, i jakkolwiek można interpetowac jego znaczenie, zdaje mi się, że tak ma być :))
Opublikowano

Adolfino, podziwiam Twoje przekładanie, to nie jest łatwe (wiem, popełniłam parę tłumaczeń prozy). Nigdy nie dotykałam wierszy, to jest osobna dziedzina wiedzy, sfer odczuwania. Mnie przy porównywaniu tłumaczenia wiersza z oryginałem, tym bardziej kilku tłumaczeń, serce podchodzi do gardła - powstaje niesamowita jedność nadczasowa i słowna.
Twoim przekładem też jestem przejęta, jeszcze go poczytam - ale na pewno jest bardzo dobry - czytałam, porównywałam długo.
Wprowadziłam mała poprawkę w ostatnim zdaniu, bo wydaje mi się, że bardziejpodkreśla myśl, ale nie wiem czy poetycko to brzmi dobrze. Byłoby tak

Niech ślub dwóch umysłów przeznaczonych sobie
Nie napotka przeszkód. Miłość to nie miłość
Wtedy gdy się zmienia, bo się zmienić może
lub z serca wychodzi, gdy jej karzą zniknąć
Przenigdy! Ta szczera, znak wieczny na niebie
Nawet w czasie sztormu będzie niewzburzoną
Jest dla tułających statków się po świecie
niepoznaną gwiazdą, mimo, że zmierzoną.
Nie jest błaznem czasu! Choć ten krzywym sierpem
Róże z ust, policzków ścina ruchem chciwym
Lecz dnie, czy tygodnie nie zmienią swym biegiem
jej, co będzie trwała aż świat Ogień zniszczy.
Lecz jeśli się mylę, ktoś dowieść to zdoła,----------> przecinek zamiast kropki
Ja nigdy nie pisałem, bo też nikt nie kochał



Zgadzam się z Twoim myśleniem na temat 1. wersu. Oczywiście "minds" to nie serca, ani dusze - no, może bliżej dusz. Poza tym świetnie przetłumaczyłeś
[quote]Love's not Time's fool


Nie jest błaznem czasu!

No i końcówka - trudna do przetłumaczenia, ale poradziłeś sobie, tak myślę. Generalnie przetłumaczyć dobrze, zgodnie z duchem autora oryginału, a jeszcze trochę inaczej niz poprzednicy, to wielka sztuka. Trzymaj się tego, Adolfo, myślę, że to jeden z kierunków Twojej przyszłości.
Naślę tu Toby'ego, on ma talent do tłumaczeń.
Pozdrawiam - to inna kategoria (trochę), ale jak nie dać plusa. Biję brawo :)
Opublikowano

Ja nie jestem pewien, czy można wklejać publicznie tłumaczenia obce - jak Barańczaka czy Słomczyńskiego, bo możliwe, że są nad tym jakieś prawa autorskie.
A co do przetłumaczonego fragmentu - mało! Chcę więcej.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



też mnie to zastanawiało, czy wolno, ale skoro na każdej stronie o Szekspirze jest ten sonet już przetłumaczony, a w niektórych przypadkach nie podano nawet autora tłumaczenia, uznałem że chyba mogę :> w celach edukacyjnych :PPPP

A co do przetłumaczonego fragmentu - mało! Chcę więcej

To się da zrobić. Ale nie tłumaczę już Szekspira. Nie mam zamiaru konkurować z Barańczakiem, szczególnie, że jest jeszcze tyle nie przetłumaczalnych wierszy :P Po co tysiąc raz tłumaczyć wiersz, który ejst juz chya tłumaczony od kilkuset lat, trzeba się zająć tymi nei przełumczonymi :P

pozdrawiam
Opublikowano

Troszkę wywołany do tablicy przez Franię, pozwolę sobie zabrać głos ;)
Piękne tłumaczenie Twojego autorstwa, gratuluję adolfie. Abstrahując już od samej trudności związanej z układem rymów w sonecie, z czym świetnie sobie poradziłeś, pięknie potłumaczyłeś również same sensy... Myślę, że wersja Barańczaka jest wzorem, ale zawsze można pokusić się o aktualizację translacji oryginału, zwłaszcza, iż język tłumaczenia poezji wymaga nieustannego dopływu świeżej krwi... Tak na szybkensa wersja tłumaczenia z moimi sugestiami;)



Nie pozwól by na ślub serc, będących po słowie,
Wtargnęli intruzi. To nie jest miłość,
Jeśli się zmienia, gdy się zmienić może,
Albo z serca umyka, gdy jej kaŻą odejść.
Nie, nie! Ta, jako drogowskaz na niebie.
Nawet w czasie burzy będzie niewzruszoną.
Dla łodzi dryfujących po bezkresnym globie,
Ona gwiazdą nieocenioną się jawi, acz lunetą zbadana.
Nie jest błaznem czasu! Choć ów ust i policzków róże
Zamaszyście ścina długą klingą kosy,
A ona niezmienna, i w krytycznej chwili, i o każdej porze
Taka sama, trwać będzie, aż po koniec czasu.
Jeśli to nie tak, i mi to dowiedziecie,
Ja tego nie pisałem, ni nikt kochany na świecie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



też mnie to zastanawiało, czy wolno, ale skoro na każdej stronie o Szekspirze jest ten sonet już przetłumaczony, a w niektórych przypadkach nie podano nawet autora tłumaczenia, uznałem że chyba mogę :> w celach edukacyjnych :PPPP

A co do przetłumaczonego fragmentu - mało! Chcę więcej

To się da zrobić. Ale nie tłumaczę już Szekspira. Nie mam zamiaru konkurować z Barańczakiem, szczególnie, że jest jeszcze tyle nie przetłumaczalnych wierszy :P Po co tysiąc raz tłumaczyć wiersz, który ejst juz chya tłumaczony od kilkuset lat, trzeba się zająć tymi nei przełumczonymi :P

pozdrawiam

Dlatego, że to rzuca nowe światło na tekst :)
Np. Schiller tłumacząc Szekspira łagodził jego język i jakby to teraz nazwać - cenzurował po prostu to, co uważał za zbyt wulgarne.
Opublikowano

To ja się jeszcze do Toby'ego odezwę.
Przetłumaczyłeś "I never writ, nor no man ever loved jako "nikt kochany w świecie". zachwycają mnie te sensy ukryte w słowach, składniach. Trudno objaśnić czym jest dla mnie tłumaczenie - wchodzeniem w osnowę świata ? Pasjonatka translacji żem jest :)

Opublikowano

Wszystkie tłumaczenia, które zamieściłeś podobają mi się. Najbardziej mnie cieszy, że i Ty się odnalazłeś Adolfie ;)Tak jak mówi Michał - nowe światło na tekst.
Za podejście do poezji z pasją duży plus :))
Pozdrawiam.

  • 1 rok później...
Opublikowano

Witam. Przypadkowo trafiłam na to forum, moż ektoś z Was jeszcze się odezwie, chociaż ostatni wpis jest z 2009r. Trafiłam tu, bo poszukuje autora tłumaczenia własnie sonetu 116. Kiedys usłyszałam to w jednym z odcinków Przyustanku Alaska i zakochałam się w tym tłumaczeniu, ale nie pamiętam już, czyje było to tłumaczenie. W dodatku kiedy rok temu kupiłam sobie ten serial na DVD, tłumaczenie jest juz inne :-( A mi tak bardzo podoba sie to! Przeczytajcie, może będziecie wiedzieć, kto to tłumaczył:

Niechaj do prawych umysłów złączenia
Żadne warunki nie będa przydane.
Miłością nie jest miłość, co się zmienia
Lub jako rzeczy jest powyginane.
Miłość, znak to we wieczności stały,
Co nie wstrząśnięty jest nawet przez burze.
Gwiazda dla barki, którą wichry gnały,
Wartość nieznana,
Światło lśniące w górze.
Nie błaznem czasu miłość jest,
choć zgodnie z prawami jego więdną nasze wdzięki,
Nie zmienia się w godziny i tygodnie,
Lecz do zagłady trwa, to kresu męki. (tu coś mi nie pasuje, pamięć szwankuje)
Gdy sprawdzą na mnie - kłamstwo to rzecz płocha,
Nigdym nie pisał,
Nigdy nikt nie kochał.


A może mi to tłumaczenie po prostu się przyśniło?! :-)

  • 7 miesięcy temu...
  • 2 lata później...
Opublikowano

Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że Szekspir używał wyrazu "mind" w znaczeniu "dusza" i tłumaczenie go na "umysł" jest groteskowe i niezgodne z duchem jego poezji. Poza tym Pański przekład bardzo mi się podoba i jest o niebo lepszy niż żałosne produkcje Słomczyńskiego.

  • 6 lat później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie





    • Ciągną ją za rękę, przez dno wąwózu, które pokrywała ciemność – nie rycz, nie masz pecha, masz męża – zakpił wiedząc doskonale co aranżacja na zawsze i na wieki robi z obietnicą.

      – Z tych łez jeszcze będzie potok – wyszeptała. – Nie pocieszał jej żaden podszept oprócz śmiechu wiedźmy, który miał w zwyczaju wydobywać się z czeluści rozerwanych skał.

      – Za drzewami niedaleko wyjścia z tej jaskini jest kamienne miasto. Zaprowadzę cię tam, przybierzesz się w łachy wieszczki, suknie wrzuć do studni, tylko uważaj na tubylców. Nikt nie może cię zobaczyć, ale jeśli twoja moc czystości zacznie dominować tutaj i ściągniesz na nas niebezpieczeństwo... – przerwał wyjaśnienia.

      Miał już taki przypadek na swojej wspaniałej liście doświadczeń. Dziewica wydawała się z natury urocza, tak nie do końca, bo kiełkowała w niej siła wiedźmy, którą skrzętnie skrywała. W momencie wybawienia spod kobierca, zmieniła się w potworzycę. Walka była ciężka, miecz stracił swój blask, a on uszczerbek na dumie.

      – Ależ Panie, nie zostawiaj mnie! – Panna młoda widząc brak zainteresowania jej pozycją społeczną i nagrodą za oddanie jej w ramiona niechcianego pana młodego zaczęła mówić przez łzy.

      – Chimery depczą po twoich śladach. Jesteś na ich włościach. Twój miecz jest z kamienia zorzy polarnej, nie wystarczy ta moc na ścięcie tych cieni. Przydam ci się, będę walczyć niewinnością aż po grób. Wysoki czarnowłosy Pan Mroku odwrócił się i zwolnił uścisk dłoni. Spojrzał na białolicą pannę młodą swoim lodowatym błękitnym spojrzeniem.

      – Uważaj na śliskie kamienie – powiedział cicho i stanowczo.

      Teren był wymagający ogromnej sprawności w wyważeniu ruchów. Jeden błąd i kostki chrupną jak patyk pod naporem ciężaru dorosłego człowieka.

      Mroczny Pan szedł wolniej niż miał w naturze. – Zostańmy tu chwilę. – Mroczny puścił uścisk, zbyt mokry już od kontaktu z drugą skórą. Odczuwał dziwny rodzaj odbierania mu poczucia niezależności.

      – Przez tę suknię wytropią nas po wyjściu stąd – zmienił zdanie o dalszej wędrówce dziewczyny w tym stroju. Ratowanie uciekających panien było odskocznią od polowania na magów z krainy wiecznych przepisywań ksiąg magii.

      Niewielkie wiązki światła, które przebijały się przez coraz cieńszą pokrywę zieleni na zboczach, odbijały promienie od czysto krystalicznego materiału weselnego stroju.

      – Zdejmij ją i rzuć wysoko na te uschnięte gałęzie, ja mam jeszcze odrobinę pyłu zmian. Zmylimy ich złudzeniem, tylko nie panikuj. Zmienisz się za to w kogoś kogo nie rozpoznam na pierwszy rzut oka nawet ja, wytrawny łowca dziewic i wybawiciel.

      Szmer i syk, podmuch frunącej podmienionej panny młodej w brokatowym musie zawiesił ją na naturalnym wieszaku. Kukła żywa projekcja ze zwieszonym w dół nosem, bose nogi, pełna radość z uwolnienia się od przyszłości. Mroczny oglądał dzieło jeszcze, narzucając resztki poprawek z uformowanej kukły, gdy mamroczący duch ślubu uleciał ze sukni.

      Woń starego potu kozła, z którego zrobiona była sakiewka, wywołała u Mrocznego salwę kichnięć. Deszcz z magią spadł na stojącą obok dziewczynę.

      Mroczny ze swoją tęgą pamięcią, zapylił przez przypadek przeszłość wciągając przemianę nosem.

      Zmrużył oczy, gdy wir pochłonął obraz przed nim. Widział raz rękę raz nogę wyłaniającą się zawirowań, aż nagle wszystko opadło.

      – Kim jesteś?! – zapytał niepewnie łowca. Anielica porośnięta mchem z ogromnym garbem na klatce piersiowej przypominała żywy kamień.

      Czuł się oszołomiony widokiem. Nie tak miała wyglądać pozbawiona piętna skazanego na porażkę małżeństwa piękna dama.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @andrew   ach gdyby tak szybować i szybować ponad chmurami, ponad przestrzenią!

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam, dziękuję @Poet Ka   chodźmy w cytrynowych pelerynach i kaloszach ! pomalujemy świat! podoba mi się! Dziękuję! Serce dla Ciebie @violetta   Zawsze kiedy się rozbieram wbijasz mi szpilkę ( prosto w serce a może nawet w oko ? ) boję się z Tobą spacerować!
    • @.KOBIETA. nagie będziemy, och mam piękne miejsca do pokazania:)
    • @Andrzej P. Zajączkowski  moim zdaniem charakter oryginału jest zachowany

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Ciągną ją za rękę, przez dno wąwózu, które pokrywała ciemność – nie rycz, nie masz pecha, masz męża – zakpił wiedząc doskonale co aranżacja na zawsze i na wieki robi z obietnicą. – Z tych łez jeszcze będzie potok – wyszeptała. – Nie pocieszał jej żaden podszept oprócz śmiechu wiedźmy, który miał w zwyczaju wydobywać się z czeluści rozerwanych skał. – Za drzewami niedaleko wyjścia z tej jaskini jest kamienne miasto. Zaprowadzę cię tam, przybierzesz się w łachy wieszczki, suknie wrzuć do studni, tylko uważaj na tubylców. Nikt nie może cię zobaczyć, ale jeśli twoja moc czystości zacznie dominować tutaj i ściągniesz na nas niebezpieczeństwo... – przerwał wyjaśnienia. Miał już taki przypadek na swojej wspaniałej liście doświadczeń. Dziewica wydawała się z natury urocza, tak nie do końca, bo kiełkowała w niej siła wiedźmy, którą skrzętnie skrywała. W momencie wybawienia spod kobierca, zmieniła się w potworzycę. Walka była ciężka, miecz stracił swój blask, a on uszczerbek na dumie. – Ależ Panie, nie zostawiaj mnie! – Panna młoda widząc brak zainteresowania jej pozycją społeczną i nagrodą za oddanie jej w ramiona niechcianego pana młodego zaczęła mówić przez łzy. – Chimery depczą po twoich śladach. Jesteś na ich włościach. Twój miecz jest z kamienia zorzy polarnej, nie wystarczy ta moc na ścięcie tych cieni. Przydam ci się, będę walczyć niewinnością aż po grób. Wysoki czarnowłosy Pan Mroku odwrócił się i zwolnił uścisk dłoni. Spojrzał na białolicą pannę młodą swoim lodowatym błękitnym spojrzeniem. – Uważaj na śliskie kamienie – powiedział cicho i stanowczo. Teren był wymagający ogromnej sprawności w wyważeniu ruchów. Jeden błąd i kostki chrupną jak patyk pod naporem ciężaru dorosłego człowieka. Mroczny Pan szedł wolniej niż miał w naturze. – Zostańmy tu chwilę. – Mroczny puścił uścisk, zbyt mokry już od kontaktu z drugą skórą. Odczuwał dziwny rodzaj odbierania mu poczucia niezależności. – Przez tę suknię wytropią nas po wyjściu stąd – zmienił zdanie o dalszej wędrówce dziewczyny w tym stroju. Ratowanie uciekających panien było odskocznią od polowania na magów z krainy wiecznych przepisywań ksiąg magii. Niewielkie wiązki światła, które przebijały się przez coraz cieńszą pokrywę zieleni na zboczach, odbijały promienie od czysto krystalicznego materiału weselnego stroju. – Zdejmij ją i rzuć wysoko na te uschnięte gałęzie, ja mam jeszcze odrobinę pyłu zmian. Zmylimy ich złudzeniem, tylko nie panikuj. Zmienisz się za to w kogoś kogo nie rozpoznam na pierwszy rzut oka nawet ja, wytrawny łowca dziewic i wybawiciel. Szmer i syk, podmuch frunącej podmienionej panny młodej w brokatowym musie zawiesił ją na naturalnym wieszaku. Kukła żywa projekcja ze zwieszonym w dół nosem, bose nogi, pełna radość z uwolnienia się od przyszłości. Mroczny oglądał dzieło jeszcze, narzucając resztki poprawek z uformowanej kukły, gdy mamroczący duch ślubu uleciał ze sukni. Woń starego potu kozła, z którego zrobiona była sakiewka, wywołała u Mrocznego salwę kichnięć. Deszcz z magią spadł na stojącą obok dziewczynę. Mroczny ze swoją tęgą pamięcią, zapylił przez przypadek przeszłość wciągając przemianę nosem. Zmrużył oczy, gdy wir pochłonął obraz przed nim. Widział raz rękę raz nogę wyłaniającą się zawirowań, aż nagle wszystko opadło. – Kim jesteś?! – zapytał niepewnie łowca. Anielica porośnięta mchem z ogromnym garbem na klatce piersiowej przypominała żywy kamień. Czuł się oszołomiony widokiem. Nie tak miała wyglądać pozbawiona piętna skazanego na porażkę małżeństwa piękna dama.
    • Obcy w moich bramach, Choć uprzejmie się zachowuje, Nie mówi tak, jak mówię ja —   Myśli jego nie odgaduję. Widzę twarz, oczy i usta, Ale duszy za nimi nie czuję.   Moi właśni krajanie, Mogą czynić dobrze lub źle, Lecz poznaję kiedy kłamią, Oni zaś znają kłamstwa me; I nie trzeba nam tłumaczy, Gdy dobijamy targi swe.   Obcy w moich bramach, Może być podły lub miły, Lecz nie umiem powiedzieć jakie Jego nastrojem rządzą siły; Lub, czy Bóstwa jego dalekich ziem, Znów w jego krwi zagościły.   Moi właśni krajanie, Choć wielu diabła za skórą ma, Przynajmniej słyszą to, co ja słyszę, Widzą to samo, co widzę ja; I co myślę o nich i im podobnych, Oni myślą o takich jak ja.   Takie były ojca mego słowa; Moje się z nimi nie rozminą: Niech ziarna z jednego są snopa Z jednego krzewu grona spłyną, Bo zęby naszych dzieci ścierpną Przez gorzki chleb i wino.   Od tłumacza: Mamy tu nawiązania biblijne, przełożone za Biblią Tysiąclecia. Mogą brzmieć dziwnie, ale nie mnie kwestionować: The Stranger within my gate - Obcy w moich bramach - Księga Powtórzonego Prawa 5:14 Ere our children's teeth are set on edge - Bo zęby naszych dzieci ścierpną - Księga Jeremiasza 31:29    I Rudyard: The Stranger within my gate, He may be true or kind, But he does not talk my talk— —  I cannot feel his mind. I see the face and the eyes and the mouth, But not the soul behind.   The men of my own stock, They may do ill or well, But they tell the lies I am wanted to, They are used to the lies I tell; And we do not need interpreters When we go to buy or sell.   The Stranger within my gates, He may be evil or good, But I cannot tell what powers control— —  What reasons sway his mood; Nor when the Gods of his far— off land Shall repossess his blood.   The men of my own stock, Bitter bad they may be, But, at least, they hear the things I hear, And see the things I see; And whatever I think of them and their likes They think of the likes of me.   This was my father's belief And this is also mine: Let the corn be all one sheaf— —  And the grapes be all one vine, Ere our children's teeth are set on edge By bitter bread and wine.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...