Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

siódemka mew. mewy jak miecze i też z powietrza.
moja czy twoja ucieczka? zdaje mi się
że się do ciebie garnę

(każde ziarno piachu którym (wiatr) mnie przykrył mogłoby być policzone
za spojrzenie którym lepię się do każdego twojego skrawka majaczącego
w kąciku. ostrożnie strącisz słowa jak)

ale być może wiszę jak te ponure ptaszyska.

(tamten chudy dogmatyk pamiętasz mlaskał pochłaniając ciało
uniesieni śpiewali. jeszcze teraz
śnią mi się te pierwsze katechizmy miłości wtedy budzisz mnie z krzykiem)

widok: zachłanne tak że aż skamieniałe (na wietrze) wbrew prawu
jakiegokolwiek ciążenia (prócz chciwości) czy instynktom ucieczki (prócz chciwości).
Daj! Daj! Daj! upuszczały modlitwy i niemal bałam się
żarłoczności na wysokości oczu. rzucali
okruszyny (na wiatr) i śmiali się głupkowato jak tylko dorośli
udający dzieci potrafią. nienawiść niezaspokojonych
do zaspakajających zaiste jest wielka. żadna z okruszyn nie ważyła
się zstąpić na ziemię. nikt nie chybiał.
piękny (prócz wszechobecnej zniewagi) był tylko (wiatr) zezwalający mewom
i ludziom karleć jednako. więc upadali radzi.

chłopcze z manną w żyłach uczę się przełykać omeny i wreszcie odpoczniesz
zbawiona
będę (wiatrem) po tej śmierci.

Opublikowano

Rzecz tutaj znamienna - tekst dobry, a więc zero komentarzy. Pozwoli Pani, że poczytam jeszcze, bo zapis mnie męczy i wrócę i napiszę, co myślę,

l.
[sub]Tekst był edytowany przez lunatyk dnia 02-08-2004 10:37.[/sub]

Opublikowano

nienawidze takiej formy... ale gdybym miała powiedzieć że to kiepska poezja wyszłabym na idiotke...juz pierwszy wers wprowadza w niezły klimat... (chociaz mieczami sie brzydze :)) )

nie podoba sie jedynie manna w żyłąch... jakoś mnie, to nie pasuje

pozdrawiam
Tera



Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




malo, ze pozwole, to jeszcze czekac bede niecierpliwie. rozumiem, ze zapis meczacy, ale prosze wierzyc, nie bardziej niz te nieszczesne mewy :>
dziekuje, Panie Lunatyku, za uwage. bardzo milo mi poznac, mam nadzieje, ze sie jeszcze nie raz tu spotkamy.
pozdrawiam
m.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Anetko, nawet nie wiesz jak sie ciesze, ze zajrzalas. bardzo zle znosze emigracje sieciowa i pociecha wielka jest, kiedy wita w progu przyjaciel :)
dziekuje, z calego serca
i za uwage
:)
***
m.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



postanowilam, ze nie bede usprawiedliwiac formy, bo moim zdaniem jest nie do ruszenia przymurowana na amen do tresci i w ogole. zgadzam sie jednak, ze meczy, dlatego tym bardziej milo mi, ze poswiecila Pani chwile na jej trawienie :) dziekuje. a co do mieczy - jesli sobie Pani zyczy, moge podac hinta na privu, moze obrzydzenie troche przejdzie, przynajmniej na bardziej symboliczne pobocze.
a z manna, jak z forma. ciekawosc - czemu nie pasuje?
:)
pozdrawiam tropikalnie
m.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



witam :)
i znow - ta szczegolna czy taka forma generalnie? i czyli jaka jesli generalnie? dawno mnie na portalu nie bylo, dlatego jestem do tylu z preferencjami :(
ciesze sie, ze znajduje Pani kolejne zakamarki :)
dziekuje bardzo :)))
pozdrawiam
m.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Można docenić po rozłące.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dla mnie i nad morzem i w Warszawie za bardzo.
    • @Proszalny to ja dziękuję za tak piękne i mądre słowa

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Berenika97 No właśnie w wierszu naprawdę umiera sam Bóg a koniec dopiero wskazuję że zastępuję go człowiek - istota grzeszna, mierna i niegodna bycia drugim po Bogu. A ludzie pozbawieni opieki absolutu, dziczeją i dlatego

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Ten wiersz stawia pytanie - co dzieje się z cywilizacją po "śmierci Boga".
    • Na strychu, pośród podartych draperii, znajdowały się drzwi z namalowaną gwiazdą. - W sercu gwiazdy ukryty jest kot - tak twierdził Magot, malując na drzwiach coś, co przypominało włochaty jasiek. “Jej Kot” uważał, że to, co namalowane nie jest istotne. Ważniejsze, żeby w miseczce znajdował się koniak i pasztet z gęsi. Strych skrywał wiele podobnych drzwi, lecz tylko na prowadzących do pokoju hipnotyzera widniała gwiazda.   Wnętrze izby oświetlało okno wielkości księżyca w pełni. Mleczne szkło kładło do snu cienie, a w dzień błyszczało poświatą. Bałagan, zupełnie niepodobny do bogatego wystroju reszty domu, przypominał chaos panujący w głowie Magota. Ściany strychowej izby obłożone były półkami z mahoniowego drewna o miłym, wiśniowym odcieniu. Na półkach, za którymi lustra sprawiały wrażenie przestronnej przytulności, leżały księgi i pojedyncze archipelagi nic nieznaczących bibelotów. Pod sufitem wisiały klatki z egzotycznymi ptakami, a podłoga wyłożona intarsjowanym drewnem, wyobrażała tarczę słońca. Panująca tu cisza sprawiała, że słychać było myśli poprzedzające słowa oraz myśli towarzyszące ptasim trelom. Łabędzie kształty mebli nadawały wnętrzu pozorów lekkości i czegoś, co pozwalało układać niepokój w harmonijne wzory. Bujane fotele swoją masywnością budziły zaufanie i sprzyjały rozmowom tak błahym, jak choćby sposoby jedzenia pomarańczy. Magot przyjmował gości, siedząc w jednym z foteli. Przed sobą, na niskim stoliku, miał szklaną kulę i zapaloną świecę. Kula i świeca robiły dobre wrażenie na klientach - wyczytał to w jednym z podręczników magii.   Podczas seansów hipnozy, gdy Magot docierał do skrytych myśli i poprzednich żyć klienta, jego kot, zwany “Jej Kotem”, zazwyczaj leżał na pluszowej sofie i mruczał senne murmuranda. Czasami pozwalał sobie na drobne uwagi. Na szczęście nie czynił tego zbyt często, bo nikt nie lubi gadatliwych sublokatorów, zwłaszcza w czasie transu bywają uciążliwi. Kiedy znajdujemy się sam na sam z otchłanią, nawet jedno słowo potrafi zmienić bieg wizji. Wizje, majaki, mary, widziadła ciężko interpretować w hałasie oraz na trzeźwo. Toteż zarówno “Jej Kot”, jak i Magot, lubili popijać koniak z wnętrza szklanej kuli, która w przerwach pomiędzy seansami zastępowała karafkę. Było tu także ogromne biurko, mające tę dziwną właściwość, że pozostawione na nim przedmioty, następnego dnia nie leżały na swoim miejscu. Ołówki, gęsie pióra, gumki, kałamarze, rachunki z pralni - wszystkie te rzeczy zdawały się żyć własnym życiem, co zresztą nie przeszkadzało Magotowi. Biurko kryło w swoich czeluściach to, co jest potrzebne do codziennego życia. Poczynając od szpargałów pełnych zapisków i rysunków golema, poprzez fajki i woreczki z tytoniem, mapy skarbów, aż po zasuszone głowy krasnoludów. Można było tam znaleźć dosłownie wszystko - o ile się dobrze szukało i wiedziało, co chce się znaleźć. Na biurku stała zakurzona lampa z zielonym kloszem. W bezksiężycowe noce oświetlała wnętrze muślinowym światłem, przy którym tak dobrze czyta się stare księgi i wyszywa na makatkach magiczne zaklęcia. Wyszywanie zaklęć i aforyzmów było jedynym hobby Magota.   *   Pewnego wieczoru do drzwi zapukał elf, postać nieistotna, zdawałoby się tło tej opowieści. Magot otworzył ubrany w szlafrok koloru bordo. W rozchylonym dekolcie widniał medalion z okiem Ozyrysa. Ozyrys był najnowszym hitem na magicznym rynku mody, bogiem sprowadzonym zza oceanu. - Nic nie mów - dotknął jedną dłonią własnego czoła, drugą czoła gościa. - Jesteś ósmą emanacją bogini Anariel, a może jednym z cherubinów jej strzegących? Jak sądzisz? - Pytanie rzucił w głąb pokoju, jakby ktoś tam się krył. Odpowiedział mu ryk lwa i odgłos chłeptania koniaku z miseczki. - Ależ wybacz! Nieelegancko z mojej strony, że się nie przedstawiłem. Jestem Magot. - Laizarel. Mieszkam piętro niżej - odparł elf z uśmiechem. Magot widywał go wcześniej. Wiele razy podziwiał pełną gracji sylwetkę, lecz podziw ten był podziwem na prywatny użytek i nigdy nie wpadło mu do głowy, by dzielić się nim z kimkolwiek, w tym także z Laizarelem. Tym razem było inaczej. Światła świec i mistyczna noc zwęziły przestrzeń między nimi. Za plecami hipnotyzera rozległ się szmer, tupot włochatych łap i pisk zarzynanej myszy. Wiatr zawył w strychowych krokwiach, zagrał melancholijną symfonię o starości. - Lubisz odgłosy wiatru w kominie? - Hipnotyzer przysunął się do Laizarela, patrząc mu w oczy. - Jak myślisz, o czym opowiada wiatr? Drzemiący na sofie “Jej Kot” pomyślał, że jest to najgłupsze pytanie, jakie słyszał. - O wolności - odparł elf, wypełniając pierś chłodnym powietrzem. Magot westchnął z uznaniem i wskazał mu jeden z foteli. - Zaskoczyłeś mnie, przyjacielu. Zwykle słyszę tylko skargę. Ty usłyszałeś słowa wolności. To imponujące.   Trunek przyniesiony przez Laizarela wypełnił kryształowe kielichy. Magot nastawił ogromny patefon z tubą wielkości okrętowej syreny. Najpierw rozległy się trzaski. Z odległej galaktyki nadawano szum, biały szum, a później melodia mówiąca o... no właśnie, o czym? Tenor, zapewne ork, śpiewał:   “Rozpuszczalna kawa, rozpuszcza resztki snów. Piosenki o miłości. Znam je wszystkie, lecz wciąż pragnę nowych. Gdy śpiewam, myślę o modliszkach, ukrytych w kwiatach naparstnic. Czekają na swoje ofiary.”   Ostatnie słowo było popisem solisty. "Ofiary" po zakończeniu pieśni długo dogorywały w uszach. Następnie z głośnika popłynęło mambo. Magot nie kazał długo czekać i bez zbędnych słów porwał Laizarela w ramiona. Nogi drobiły w rytm muzyki. Niewidzialna siła poruszała ramionami, kazała głowie wyginać się w przód i do tyłu. Hipnotyzer poczuł, że unosi się nad podłogą i rzeczywiście, coś było na rzeczy, bo deski przestały skrzypieć pod nogami. Szum deszczu zmienił się w szum fal i można było przysiąc, że stojąca w rogu paprotka - samotna panna, której nikt nie zaprosił do tańca - zmienia się w kołyszącą nad egzotycznym morzem palmę. Świetliki w lampionach płonęły pożądaniem. - Świetnie pan tańczysz - szepnął do ucha elfa. - Taniec i muzyka przypominają beztroskie chwile. Papugi w klatkach trzepotały piórami, je także porwało mambo. Na tancerzy sypały się pióra, tęczowe konfetti.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...