Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

tym razem zabójca wstanie dopiero wieczorem
włoży maskę przeciwgazową i wejdzie przez komin

przyniesie ci mirrę kadzidło i złoto trochę muzyki
parę wierszy co to jeszcze pachną brzozą

śpij dziewczynko śpij ja ci posypię skronie popiołem
zanurzę kawałek chleba w piwie

bo dziesięć tysięcy mil to strasznie dużo jutro poznasz
ślepca on cię pocałuje że poczujesz kwas

śpij dziewczynko śpij mnie nie ma
i nie będzie jeszcze bardziej

(K-ko; 25/26 IV 2009)

Opublikowano

Przepiękny wiersz, najlepszy dla mnie z tych które czytałem jak na razie u Ciebie; w ogóle są mistrzowskie przerzutnie, obrazowe, emocjonalne frazy; i wymarzona kulminacja w puencie.
Jak dla mnie Kolego; nie łam się!

Pozdrooo!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Węch Cię zawodzi. Naprawdę piękny wiersz, szczerze. Pozdro
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zdarza się - ja jestem nienaturalnie podejrzliwy i też wiem, że to sporo utrudnia, ale mimo wszystko nie czuję się dobrze w innej skórze:|

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
    • @.KOBIETA.     dziękuję wszystkim

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      tak …spokój wewnętrzny bez czynników zewnętrznych ! Buziaczki
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...