Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

a niebo
błękitniało i wstrzymało
oddech

wpław
w zawirowaniach
ból głowy wciągał w krzyżową drogę
nieporozumień

deszcz przekornie rozdawał
uśmiechy

na skróty
pod górę
z bagażem butwiejących ambicji
plecak z wyrozumiałością uciskał
ramiona

a wiosna
grała cicho na płatkach
przebiśniegów

Opublikowano

to pewnie będzie sprzeczne z założeniami autora,
ale gdyby tak niebo zbłękitniało?
I już wyłuszczam
Jednak ciąg tak samo skonstruowanych strof (o czas mi chodzi)
daje wrażenie monotonii
co nie licuje z tematem :)
A poza tym
Całkiem, całkiem :)
Pozdrawiam
Adam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


z tym zbłekitnieniem przemyślę;)z tym czasem byłabym ostrożna..sama nie wiem.Dzieki Adamie za wizytę:)pozdrawiam Beata
miałem na myśli to, że jeżeli dołożyć owo "z", ta monotonia zostaje odrobinę złamana i w tym jednym miejscu można to zrobić, dlatego właśnie, że forma reszty wiersza nie powinna zostać zmieniona, bo wtedy byłby to pewnie zupełnie inny wiersz :)
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


z tym zbłekitnieniem przemyślę;)z tym czasem byłabym ostrożna..sama nie wiem.Dzieki Adamie za wizytę:)pozdrawiam Beata
miałem na myśli to, że jeżeli dołożyć owo "z", ta monotonia zostaje odrobinę złamana i w tym jednym miejscu można to zrobić, dlatego właśnie, że forma reszty wiersza nie powinna zostać zmieniona, bo wtedy byłby to pewnie zupełnie inny wiersz :)
Pozdrawiam
a no widzisz, ja zrozumiałam zmienianie czasu w całym wierszu;)dzieki w kazdym razie za komentarz:)
Opublikowano

Wiersz, radosne wspomnienie wiosennej wycieczki (choć z bólem głowy),
z plecakiem na plecach. Jak boli głowa, to nieporozumienia muszą być
zapomniane, ból je usprawiedliwia. Pozytywne opinie o wierszu uzasadnione,
popieram.
Serdeczności
- baba

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...