Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jak to jest
przy pani cały świat
wygląda jak chatka na kurzej łapce
na polanie wyszywanej konwalią majową

czary czary
pośród nagości dnia gaszącej śnieg
wśród oddechów głębszych niż Bałtyk
ja cały w pani ustach
a jednak w niebie

spotykamy się
ze świadomością naiwności
we własnej bajce

nasza wiara
zamienia każde drzwi
w wielką tabliczkę czekolady

to co je podgryza
nasza sceptyczna dorosłość
ma swoją pułapkę
niezmienny paradygmat

bajka zawsze kończy się dobrze

Opublikowano

Jeśli dorosłości dać odpowiednią ilość czekolady to i gotowa jest wyzbyć się sceptycyzmu :-) a tak już całkiem serio mówiąc to niezwykle ciekawie to wyszło, fajny pomysł lekko naszkicowany słowami tworzącymi własny mikroklimat. Po prostu dobry wiersz i tyle
Pozdrawiam

Opublikowano

o, jak odpowiedź do tekstu wuszki:)

"pośród nagości dnia gaszącej śnieg" no rozkoszne.
część tekstu (pierwsze dwie strofy) brzmi ironicznie i nijak mi nie pasuje do ładnej, lirycznej, "nibyoptymistycznej" pointy. taki dysonans. pointa/morał bardzo ladna.
pozdrawiam

Opublikowano

Drogi Imienniku
opowiadasz bajki i jest super
ale jeśli to miałby być wiersz liryczny to druga strofa wraz z paradygmatem nie pasuje, jeśli ironiczny to reszta zbyt liryczna a jeśli go między bajki włożę jest ok.
:))
pozdrawiam

ps. Wuszka była przy Tobie i dała drapaka - masz coś z tym wspólnego?

Opublikowano

Fagot;
nasza dorosłość przegrywa raz za razem z bajkami;
tylko kto się do tego przyzna oprócz poety?
!
:))
J.S

Lena Achmatowicz.;
dokładnie tak właśnie jest w życiu - na dwie części sceptycyzmu i ironii przypada jedna cząstka optymizmu - i ona przeważa!
jako chemiczka jesteś chyba w stanie to zrozumieć i nawet zaakceptować;
a życie to rozkoszny żywioł - czyż nie?

Andrzej Ludwiczak.;
podmiot liryczny w niczym nie różni się tu od przedmiotu lirycznego - paradygmat bez spełnienia warunków zaistnienia nie ma szans na ujawnienie;
J.S

Dariusz Sokołowski.;
słodycz działa poniżej progu świadomości - ulegając mu oddajemy chwałę słodyczy, ze swojej słabości czerpiąc siłę; czyż paradoks nie jest istotą istnienia?

Stefan Rewiński.;
ciekawa Stefanie, bo jesteśmy chcąc nie chcąc jej bohaterami;
J.S

Jacek Suchowicz.;
drogi Jacku; opowiadanie bajek dla dorosłych to specjalność poetów;
ale jak pisał Herbert: "powtarzajcie bajki, legendy i stare zaklęcia ludzkości, bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz";
mnie ten paradygmat też bodzie - ale nic innego nie znalazłem jako zamiennika;
chcąc nie chcąc musiałem ten wyraz w bajce zmieścić, jak kulę z oblężenia w murze wiersza;
consensus konieczny;
J.S
ps.;
czytałem wiersz dzie wuszki o puzdereczku, ale dlaczego autor usunęła utwór - to pytanie proszę kierować do autora;
nie widzę po swojej stronie jakiejkolwiek przyczyny dla decyzji usunięcia wiersza, zaznaczam - bardzo dobrego, czemu dałem wyraz w komentarzu;
ale też nie widzę potrzeby dociekać - prawo autora upublicznić, prawo autora usunąć tekst;

Opublikowano

Google nt. "nagość dnia":

http: //www.mojageneracja.pl/5535664/blog/14950655324960f7420d550_0_0_30
(zamknięte usta....
/.../
Bo nagość dnia na nowo otula mój świat…..
Delikatnie zagryzam wargi niewypowiedzianych słów…..
Okrywam się szalem ciepłych spojrzeń…..
Ludzkich samotnych dusz……)

http: //pl.netlog.com/marta_brozda/blog

("Róża"
/.../
Ty odejdziesz,
Ja zasnę
Mgła wyobraźni okryje nagość dnia
Chłód samotnych poranków
Zimnej pościeli)

http: //www.coma.art.pl/forum/viewtopic.php?t=1002&postdays=0&postorder=asc&start=100&sid=22b6423eac60ff92bb01a04d9766b69b
(Kocham teatr! Sama nawet w jednym gram (co prawda jest on amatorski, ale jest fajnie).
Ostatnio byłam na spektaklu NAGOŚĆ DNIA, który rozbawił mnie do łez)

"ja cały w pani ustach
a jednak w niebie"

- w takiej sytuacji pozostaje tylko pozdrowić autora!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie wiem, co miałoby wynikać z takiego zestawienia;
ale że jego autor zapomina o podstawowej zasadzie literackiego użycia związków frazeologicznych - że zależą one każdorazowo od kontekstu, to widać;
daremny trud moja pani;
mógłbym, ale mi się nie chce, pokazać kolejne sto przykładów użycia tego zwrotu, tylko nadal nie bardzo wiem, komu-czemu miałoby to służyć - co dowodzić;
pozostając w niebie - pozdrawiam;
J.S

ps.;
pozwoliłem sobe pani metodą wrzucić na google zwrot jaki znalazłem w pani wierszu: drżenie na przegubach -

motoryzacja - forum - Wymiana świec.Liczba postów: 17 - Ostatni post: 19 Mar 2007
Np. znowu stuka przegub. Nadal jest drżenie, ale o wiele mniejsze niż poprzednio. Poduszki?? Silnik brudny od oleju. ...
www.motomaniac.info/26_70414_0.html - 35k - Kopia - Podobne strony
Audi A3 i Audi S3 - Klub miłośników samochodów - Wyniki szukaniabardzo możliwe, że któryś z przegubów zewnętrznych się kończy. Przyspiesz kiedy zacznie Ci drżeć kierownica lub przyhamuj - jeżeli wtedy przestanie to 99% ...
www.forum.a3-club.net/search.php?do=finduser&userid=131&searchthreadid=18826 - 25k - Kopia - Podobne strony
Wirtualna Polska - S@motność w SieciStanął z tą walizką przykutą do lewego przegubu i z trudem ukrywając drżenie głosu, powiedział: - Jak tego nie pokroję dzisiejszej nocy u ciebie, ...
ksiazki.wp.pl/samotnoscwsieci/fragmenty.html - 31k - Kopia - Podobne strony
Mk2 drżąca kierownica :: VW GOLF Najwieksze forum fanów aut ...Liczba postów: 12
Przegub to na warsztacie byśmy zauważyli jakby był walnięty.Stawiam raczej na hamulce.Bo jak jeździłem tuz po zmianie to nie latała kierownica (drżała) a po ...
forum.vwgolf.pl/viewtopic.php?p=238796 - 70k - Kopia - Podobne strony
Skrzynia Praca (1) Brzana Ława Nacisk przy MunFitnessBlog.ComUtrzymywać twój przeguby prosty. Czynić nie skręt im. ... Podczas rozpoczęcie wyrzucić go światło waga, mój dłoń zmierzać wobec drżeć i zwichrowany czasem. ...
munfitnessblog.com/chest-workout-1-barbell-bench-press-2/pl/ - 151k - Kopia - Podobne strony
Świat-Fantastyki.pl - Chapter III- 'Miłość przepełniona krwią'Moje ręce leżały na stoliku, gdy już widział, że chce je zabrać, żeby ukryć ich lekkie drżenie, złapał mnie za przegub ręki. Po chwili splótł nasze dłonie. ...
www.swiat-fantastyki.pl/content/view/328/24/ - 54k - Kopia - Podobne strony
Świat Motoryzacji :: Twój doradca w biznesie... jej naprawy gwarancyjnej, mającej zlikwidować drżenie kierownicy. ... Niestety, auta w kwiecie wieku mają w przegubach korozję i aby jej szybki i ...
www.swiatmotoryzacji.com.pl/index.php?id=472&modul=numery&page=czytaj - 22k - Kopia - Podobne strony
blog użytkownika Bagheera na Netlogi świat zaczyna lekko drżeć w solidnych swych podstawach ... na przegubach dłoni zaplecione srebrem słońce mota twarz chłodne oczy gram /11.01.1995/ ...
pl.netlog.com/Bagheerarrarrra/blog - 53k - Kopia - Podobne strony
Portal Pisarski :: Opowiadania dla Wszystkich,Poezja,Publicystyka ::Spojrzał w dół na leżącego Nowaka i zauważył na przegubie jego dłoni zegarek wskazujący ... głos mężczyzny zaczął drżeć. - Jak tobie. Ale teraz twój ruszył? ...
www.portal-pisarski.pl/print.php?type=A&item_id=5655 - 12k - Kopia - Podobne strony
www.asu.pl Forums-viewtopic-zegary do escorta gtPrzegub z kompensacją pracuje na długości i nie można tam założyć innej gumy. Nawet jeśli się da, można zmienić wyważenie całego wału i zacznie drżeć, ...
asu.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&t=6508&view=previous - 233k - Kopia - Podobne strony -

takich stron z takim zwrotem jest w googlach pół setki;
bezsens takiego komentarza wydaje się oczywisty, o ile wie się i rozumie pojęcie związków frazeologicznych;
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ja się zastanawiam nad tą świadomością i zmianą drzwi przez wiarę. jesli jesteśmy świadomi naiwności, to przecież wiemy, ze drzwi nie są zamienione, tylko 'wydają się' czekoladowe
sceptycyzm to nie kwestia dorosłości, a nieufności. tak, bajka zawsze kończy się dobrze.
ta druga strofa, na pewno Ci się podoba, Jacku?

dzie wuszko;
niezależnie od tego co wiemy (nawet mając świadomość naiwności) nadal wierzymy w coś-tam; bo wiara wydaje się silniejsza od zdrowego rozsądku - ale też bez niej nie można osiągnąć niemożliwego; a jednak niektórym to się udaje (!);
nieufność nie wynika z cech charakterologicznych, ale z takich a nie innych doświadczeń i żeby mieć doświadczenia, trzeba trochę pożyć, przy czym już dzieci bywa, że osiągają taki stopień dorosłości z faktu własnych doświadczeń, jakich inny "dorosły" osiąga - bywa - grubo po pięćdziesiątce; jednak generalnie to dorastając (osiągając dorosłość) nabywamy sceptycyzmu (nieufności - choć to mocne zawężenie, bo w jednym możemy być nieufni, a w drugim otwarci i akceptywni);
na pytanie dotyczące drugiej strofy nie autor powinien odpowiedzieć, tylko czytelnik;
należę do takich autorów, którym już na drugi dzień mało podoba się z tego, co napisał dzień wcześniej - ale że zamieszczam, to w chwili, gdy wydaje mi się, że wyrażam w sposób zadowalający to co chciałem powiedzieć;
(sugerujesz kompromitację? - skoro stosujesz erystykę zadając tak sformułowane eufemistycznie pytanie...);
całuję (ale nie w kolano, bo nietykalne-święte);
:) J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ad. 1
- związki frazeologiczne mam zaliczone, na dobry plus
problem w tym, że "nagość dnia" robi tu za metaforę
beznadziejnie wtórną, żeby była jasność
linki odsyłają do tekstów literackich (wiersze, tytuł sztuki), czyli tworzą kontekst kulturowy, w którym ten zwrot funkcjonuje; jakość cyt. wierszy powinna wzbudzić w panu refleksję - jak widać wzbudziła tylko wzburzenie
ad. 2
- proszę przerobić temat: "wyszukiwanie zaawansowane"; żeby odnaleźć całą frazę, a nie występowanie pojedynczych słów - to nic trudnego, zapewniam
a wtedy być może, zemsta będzie słodsza niż wino

którego kielich - proszę w tym niebie - wypić
i złapać oddech
(i nie spadać, nie schodzić poniżej)
Opublikowano

"- związki frazeologiczne mam zaliczone, na dobry plus
problem w tym, że "nagość dnia" robi tu za metaforę
beznadziejnie wtórną, żeby była jasność"


napisał(a) cielec


tak właśnie pomyślałem, że autor komentarza jest pilnym uczniem, ale "myśli" za pomocą googla - bo "łapie" mechanicznie powtarzalność - wyciągając z tego faktu jakieś absurdalne i marginesowe wnioski;
nie wstydzę się powtórzeń, i nie mam zamiaru tłumaczyć pojęcia intertekstualności, skoro pani taka na plus dobry - bo przerabiając te zagadnienia zrozumie pani wzajemne związki wątków i tropów na przestrzeni całej kultury literackiej od Homera po Szymborską;
zostawiając w pilnej satysfakcji życzę mniej ciasnego spojrzenia na poezję;
także szerokiej drogi i sprzyjających drogowskazów;

J.S

Opublikowano

"co do drugiej strofy, to ten Bałtyk jest tam wrażony jak butla wody mineralnej 'perła bałtyku' w piasek wysp żółwich ;)"

dzie wuszka



podoba mi sie taki sposób czytania drugiej strofy;
to tylko ją ubogaca;

moje serce bije w podzięce;
:)
J.S

  • 8 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...