Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Był w swoim, 

zupełnie niezrozumiałym 

przez innych świecie.

Kolejna nagła trauma

tym razem wywołała manię.

Spał tyle co nic.

Miał podkrążone, mętne oczy.

W tym stanie 

nie były jednak martwe jak co dzień.

Szarość zastępował błękit.

Był czujny, uważny, skupiony.

Był szalenie pewny wszystkiego.

Swojego geniuszu.

Idei ukochanego narcyzmu.

 

 

Nie jadł 

a raczej łapał pod wieczór byle co 

z praktycznie pustej lodówki.

Pił tylko kawę rozpuszczalną i colę.

Był opętany pasją tworzenia.

Zamykał drzwi i okna.

Wyłączał domofon, telewizor i telefon.

Stopował zegarki.

Wyłączał nawet muzykę.

Ściszał się do poziomu niebytu.

Tworzył przez cały czas. 

Rozmawiał z jedyną godną osobą.

Z samym sobą.

 

 

Ustawiał płótno.

Mieszał farby.

Przygotowywał pędzle.

Nie z nadzieją a pewnością.

Teraz ktoś mnie zauważy.

Zapłaci i pochwali.

Sprzedam dziesiątki prac.

I pracę rodziły się lekko.

Bez bólu.

Zapominał o ranach depresji.

Czas by on mógł zranić 

jedynym dostępnym orężem.

Swoją sztuką.

 

 

Jego pejzaże cierpiały na paranoję.

Rozczłonkowane,

krwawe wnętrza mieszkań,

ociekały psychozą tysiąca oczu i rąk,

wystających ze ścian.

Ostatnie chwile bohaterów.

Uchwycone za mgłą znieczulenia.

Wszędzie tylko ta podła, czarna krew.

Ofiara sądu, który nie zna litości.

Oni skakali do przygotowanego grobu.

A wieko trumny 

opadało im na zgarbione plecy.

Grzebiąc za sobą 

coś więcej niż samo życie.

Umiał nazwać wszystkie głosy.

Malował je ze szczegółami.

Schizofreniczny ich potok.

Napełniał go spokojem.

Bał się jedynie głosu rozsądku.

Bo on kazał mu walczyć o coś 

co nie miało żadnego znaczenia.

O życie.

 

Malował rzekę tak samo 

jak tamtego pamiętnego dnia.

Uśmiech nie schodził mu z twarzy 

nawet na chwilę.

Miał nieodparte wrażenie, 

że rzeka była

równie psychopatyczna i podła.

W jej nurcie,

słyszał szaleńczy rechot.

Nie żab schowanych w sitowiu

a braku jakichkolwiek odruchów.

Ta dziewczyna.

Zmusił ją by weszła do wody.

Patrzyła na niego.

Wiedząc, że za chwilę umrze.

A potem zaczęła tonąć,

we wzburzonym nurcie.

Jej chaotyczne ruchy,

wzbijały z dna,

lepkie ślady mułu.

Jakieś korzenie i zbutwiałe liście.

Poszła na dno.

Ale on ją uwiecznił.

Jej ciała nigdy nie odnaleziono.

A on je pamiętał doskonale.

 

 

Siły witalne opuściły go,

dopiero w środku nocy.

Obraz był skończony.

Podpisał się jeszcze inicjałami S.T.

Ale w zasadzie nie musiał tego robić.

Zawsze słyszał tylko.

Nikt nie maluję tak jak Ty.

Nikt nie patrzy na świat i dzieło jak Ty.

Jesteś chory i przeklęty.

Jesteś niebezpieczny.

Dopiero teraz odszedł od sztalugi 

i zaczął włączać na nowo

wszystkie sprzęty.

Domofon i telefon i tak by milczały.

Nikt go nie odwiedzał od lat 

a książka w telefonie 

nie nosiła śladu ani jednego kontaktu.

 

 

Sięgnął po pilot i włączył telewizor.

Oglądał tylko programy publicystyczne 

oraz wiadomości.

I właśnie ich powtórka 

leciała teraz na programie piątym.

Skamieniał patrząc w ekran.

Prowadzono relację z miejsca, 

które właśnie skończył malować.

Ta sama rzeka, 

ten sam ostro zakończony brzeg.

Ten sam cuchnący muł.

Na rzece unosiły się

dwie policyjne łodzie.

A wokół ich burt można było dostrzec,

wynurzone głowy trzech płetwonurków.

 

 

Spikerka mówiła o tym,

że wreszcie

po prawie trzech tygodniach,

udało się znaleźć ciało nastolatki, 

zaginionej na początku miesiąca.

Najpierw pokazano wywiad 

z koordynującym akcję oficerem policji,

później z załamaną babcią dziewczyny.

Wychowywała ją jak umiała najlepiej.

A na końcu

pokazano zdjęcie dziewczyny.

Jej długie, krucze włosy,

lekko zakrzywiony, długi nos,

szare, przejmująco smutne oczy.

I cudowne piegi, 

podkreślające jej wyjątkową urodę.

A później jeszcze tylko

zbliżenie kamery,

na worek z ciałem 

a raczej z tym, co z niego zostało 

po tak długim kontakcie

z dzikością żywiołu.

 

 

Nie oderwał wzroku.

Nie zrobił nic.

Czekał na jej ruch.

I wtedy odezwała się w jego głowie.

To nie była psychoza.

To była ona.

Zwróć nasze wspomnienie rzece.

Wyrzuć swój obraz w nurt.

Wyślij mnie znów do samego dna.

Proszę.

Uległ i pękł.

Złamał się i sam poszedł na dno.

Wiedział, że policyjne łodzie 

wrócą za jakiś czas w to miejsce.

Będą szukać kolejnego ciała.

A wśród ich burt i głów płetwonurków

będzie dryfował na spokojnej fali.

Jego ukochany obraz.

 

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...