Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Od dłuższego czasu obserwujemy "sztukę" w wydaniu współczesnym, łamiącą społeczne tabu i poruszającą opinię publiczną i środowiska nieskomercjalizowane.
Wystawa ludzkich zwłok Guntera von Hagensa, "Matka Boża na wybiegu", "papież przygnieciony meteorem" Bellmera, czy "Pasja" Doroty Nieznalskiej.

Czy to co przedstwaili nam współcześni możemy nazwać sztuką, czy tanią prowokacją w celu uzyskania szerszego rozgłosu? Czy pokazywanie tego typu "sztuki" jest oznaką poszukiwania i odkrywania nowych horyzontów, czy świadczy raczej o słabości twórczej autora? Czy istnieje coś takiego, jak kanony, które okreslają, co jeszcze jest sztuką a co już nią nie jest?

Zapraszam do dyskusji na rzeczowe argumenty. Chętnie sam zaczerpnę z bogactwa myśli uczestników tego forum.

mrs

  • Odpowiedzi 55
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

To tak na początek dyskusji:
"Audigier", poemat z końca XII wieku:

"Grinberge odsłoniła zadek, i piczę
po czym wgramoliła mu się na twarz
z jej tyłka polało się gówno obficie
... - dalej jest bardziej obleśnie, cytat za G. Agambenem

i jeszcze jeden przykład - Piero Manzoni sprzedawał własne odchody w puszce z napisem "100% Czystego Gówna Artysty
(za R. Appignanesi)

(akurat na teraz służę takimi przykładami, bo te akurat pamiętam, ale jest ich o wiele więcej.

Czyli o jakim łamaniu tabu my mówimy akurat we współczesnej epoce? Żeby dojść do "tabu", należy przejść przez termin "profanacja" i potem "religia". Tak ogólnie chodzi o to, że rzeczy będące własnością bogów uważano za święte i naruszenie ich było zbrodnią (prawo rzymskie). Religia przenosi rzeczy (ludzi, zwierzęta) w inną sferę, która cechuje nasze relacje z bogami. Czyli naruszenie jakiejś normy powoduje profanacje, a co za tym idzie - złamanie określonego w danej kulturze tabu (np. w filmie "Tabu" czymś takim był homoseksualizm).
I teraz odpowiadając na pytanie, co jest sztuką - najogólniej rzecz definiując - coś, co sprawia w odbiorcy jakieś wrażenie estetyczne. Artysta sięga po wszelkie dostępne środki, by zwrócić na siebie uwagę i ma do tego święte prawo jako twórcy. Dlatego tania prowokacja towarzyszy nam od zarania dziejów (i nie wiem, czy tworzenie dla mecenasa nie było większym obciachem niż "prowokacja".). Ktoś, kto chce być w jakiś sposób zauważony i jest do tego dobrym obserwatorem, wie, w co uderzyć - w to, co wyznaje większość, co jest w jakiś sposób "sacrum" w danej epoce.
Na pytanie, czy to jest dobre, to ja już nie odpowiem, chociaż osobiście ubiłbym palanta, który zagłodził psa w trakcie wystawy, nazywając to "sztuką". I jeszcze miał nagrodę za to dostać:
www.wiadomosci.onet.pl/64479,21,4,pokaz.html

Opublikowano

nie tania prowokacja, ale poszukiwanie, które może, lecz nie musi okazać się sztuką
nie wszystko, co bije po oczach i wstrząsa ma sens i wartość, wśród takich prób jest mnóstwo gówna bezczelnie i wrzaskliwie domagającego się, by nazywano je "dziełem sztuki"
zarówno artysta jak i odbiorca muszą przebrnąć przez szajs, żeby dobrnąć do czegoś poruszającego i łamiącego normy, ale sensownego, z mózgiem

:-]

Opublikowano

ja myślę, że problem tkwi gdzie indziej

sednem sprawy nie jest tematyka, środki, czy obrazoburczość pewnych tekstów kultury, które zostały nazwane kontrowersyjnymi, ale wydźwięk, jaki od jakiegoś czasu wzbudzają

otóż smutne jest to, że jedyne, na co potrafi się zdobyć "elita intelektualna" w przestrzeni publicznej to dyskusja na temat granic

należy wspomnieć, że w większości przypadków chodzi o symbole religijne, których w naszym kraju nie można dotknąć, jeśli nie chcesz się stać obiektem obelg, ataków nienawiści, a w najlepszym wypadku jednowymiarowych ocen wynikających z wdrukowanej bezrefleksyjności wobec tejże symboliki

problem polega na tym, że katolicyzm w polskim wydaniu wytworzył taki stan zbiorowej świadomości, w którym sfera sacrum/tabu otacza bardzo szeroko symbolikę i doprowadził do paranoi, w której dopatruje się złych intencji w każdej próbie wkroczenia w ten krąg

to paranoja podobna do tej opisywanej przez Haszka - kiedy to Bretsznajder aresztował biednego Palivca za obraz Najjaśniejszego Pana obsrany przez muchy... przy czym właściwie nie wiadomo, czy aresztowano go za fakt, że o tym obsraniu opowiadał, czy za to, że obsrany obraz zdjął ze ściany...

problemem też jest to, że ta symbolika jest właściwie jedynym wyznacznikiem wrażliwości kulturowej w naszym kraju - zwróćcie uwagę na przykłady wymienione w temacie - jedynie zwłoki
nie mają kontekstu bezpośrednio religijnego (ale też dotykają jej aspektów); zwłoki jednak nigdy nie będą tak samo kontrowersyjne jak pewne symbole, i słusznie, bo przecież krew się leje w telewizji i nikogo to nie obchodzi, a już najmniej rozmodlone babcie, które reagują tylko na hasło "ksiądz"

i tutaj docieramy do papieża - znowu źle postawiona kwestia, bo problemem jest to, że z Jana Pawła uczyniliśmy złotego cielca jeszcze zanim umarł... że w naszej świadomości pokutuje przekonanie, że o nim można tylko wielką literą, tylko dobrze i po naszemu, bo jest NASZ

zatem kontrowersja może dotyczyć jedynie krzyża i sutanny, ta kontrowersja, która prowadzi do dyskusji tylko i wyłącznie o granicach, o tym, co artyście wolno, a czego nie, zatem kontrowersja prowadzi do stwierdzenia, że takie wytwory kultury są brakiem szacunku dla społeczeństwa... a dlaczego? jedyną przyczyną może być bezrefleksyjność, bo w jaki sposób urąga społeczeństwu papież pod meteorem? bo jedynym dopuszczalnym sposobem wykorzystania jego wizerunku jest wyretuszowany portrecik, na którym uśmiecha się dobrotliwie? bo wtedy możemy dorysować sobie nad jego głową aureolkę i wszystko do siebie pasuje?
a jeżeli coś jest bez sensu, to w jaki sposób urąga społeczeństwu? urągać może chyba tylko autorowi bezsensownego dzieła, który powinien stać się raczej obiektem zbiorowego współczucia...
a jeżeli coś MA sens, wzbudza kontrowersje, ale zwraca uwagę na rzeczy ważne i trudne, ma potencjał wzbudzania dyskusji i refleksji tak jak np, moim zdaniem, Matka Boska na wybiegu, to co jest w tym takiego urągającemu społeczeństwu? czy raczej nie urąga mu fakt, że produkuje wciąż nowe obiekty niczym nieuzasadnionego kultu?

a zakończę przypuszczeniem, że chyba nie ma we Wszechświecie bardziej drażliwej istoty niż Bóg redaktora Terlikowskiego;)

Opublikowano

wydaje się oczywiste, że istnieją kanony. sztuki, zachowania, ubioru. zapewne można wymienić wiele innych. i nie są w żadnym razie jednolite. różnią się geograficznie, kulturowo, nawet między klasami społeczeństwa. ale to zupełnie inny temat.

jak dla każdej z dziedzin życia kanony nie mają praktycznie znaczenia, tak dla sztuki mają znaczenie dominujące, żeby nie powiedzieć konstytuujące lub pierwotne. łamanie obowiązujących kanonów ubioru nadal będzie "ubieraniem się". przekraczanie kanonów zachowania pozostanie zachowaniem. lepszym, gorszym albo zwyczajnie innym. jednak w przypadku sztuki, nierozerwalnie związanej z artyzmem, bo tylko wtedy można moim zdaniem mówić o sztuce "naprawdę", kanony są niezbędne. dzięki istnieniu pewnych wzorców, które można odrzucić, odwrócić, przyjmować wybiórczo, jednym zdaniem - zrobić wszystko, co tylko artyście przyjdzie do głowy, można nadal mówić o istnieniu sztuki.

dlaczego? myślę, że obecność sztuki jest możliwa tylko w połączeniu z ciągłym rozwojem i zmianą. obie kategorie rozumiem właśnie jako nieustanne dążenie do przekraczania granic. w przeciwnym wypadku już dawno mówilibyśmy jedynie o rękodziele lub wytwórczości rzemieślniczej.

natomiast wydaje mi się, że jedynym kryterium oceny sztuki jest nawet nie przekaz (tu lekko złośliwy ukłon w stronę niektórych współużytkowników naszego forum, nadużywających tego argumentu) i też nie sam artyzm, które są raczej nośnikami niż wartościami samymi w sobie, ale właśnie odbiór, reakcja adresata. stąd oczywisty wydaje się wniosek, że sztuka zawsze musi prowokować. zatem przeciwstawianie sztuki i prowokacji jest błędem.

tak samo jest z wartością (jakością???) sztuki. można podążać za Arystotelesem (Categoriae) i przyjmować, że jakość to to, co sprawia, że rzecz jest rzeczą, którą jest. sprawiają to atrybuty, zespół cech czy właściwości. stąd wynikają tendencje do stwierdzeń, że coś jest dobre, jeśli jego charakterystyki spełniają wyraźnie określone normy i wymagania ustalone obiektywnie przez bezstronnych znawców. tylko znajdźmy tych bezstronnych specjalistów. potem można nawet odpowiednią normę ISO wprowadzić.

drugie podejście, do którego osobiście się skłaniam, to oparte na Platonie definiowanie jakości jako "dobroci", możliwej do stwierdzenia tylko przez doświadczenie. jest to niejako odwołanie się do stanu "po". takie podejście uwzględnia subiektywność postrzegania. doświadczenia różnych odbiorców tej samej rzeczy mogą być różne, zatem jakość/wartość sztuki jest postrzegana w kontekście zaspokajania potrzeb. trochę to upraszczam, ale dla jednego będzie to potrzeba harmonii i piękna, dla innego odbiorcy potrzeba podążenia w zupełnie nieznanym kierunku. w tym miejscu można zapytać czy sztuką jest coś, co zaspokaja jedynie potrzebę twórcy. zgodnie z powyższym - jest. tylko cholernie niszową!

Opublikowano

Kilka wniosków, które przychodzą mi do głowy. Sztuka ma jakieś zadanie, jakiś cel, by nie powiedzieć misję. Oczywistym wydaje się fakt poszukiwania w sztuce nowych trendów, sposobów przekazu, innych środków i form wyrazu.
Opinie, które tu wyrażano, często są indywidualnym opowiedzeniem się po stronie takiej właśnie "sztuki" lub przeciw niej. Czy wogóle spór o kanony, prawidła sztuki jest rozstrzygalny?
Kiedy pisałem "tabu" miałem na myśli tematy w sztuce, które są społecznie drażliwe. I jak to zazwyczaj bywa "sztuka" takowa odnosi się do tematów związanych z religią - wydaje mi się, że to najczęstrzy przypadek.
Czy można mówić wtedy o obrazie wartości religijnych? Dlaczego najczęściej ukazuje się twórczość związana z symbolami chrześcijańskimi? Czyżby wyznawcy innych religii byli mniej wyrozumiali, lub też mieli mniejsze poczucie humoru?

Marek

Opublikowano

I jeszcze jedno. Istnieją kanony, które określają sztukę, kiedy możemy o niej mówić, że jest prawdziwa. Siłą napędową sztuki jest łamanie granic, przekraczanie samej siebie, "transcedowanie ku" nowej rzeczywistości, formie wyrazu. Sztuke mogą określać kanony estetyczne i doświadczenie jej odbioru. Jak ma się sztuka do wartości? Czy wogóle istnieją wartośći, które sztuka ma przekazywać? Czy wystarczy, że będzie nas szokować, wzbudzać poczucie dobrego odbioru, albo że pozostanie wierna ustalonym (przez ludzi przecież) kanonom?


Marek

Opublikowano

Poruszony tu temat jest jak rzeka i bardzo dobrze, że na takim forum poruszane są podobne tematy ale trzeba zawsze pamiętać o jednym, że podobnie jak w każdej innej dziedzinie pewna granica czy też obszar dyskusji dla ludzi nie nazywanych potocznie „ekspertami” jest jednak ograniczony.
Oczywiście wiadomo, że każdy Polak zna się na wszystkim: rano zreperuje kran, wymieni instalacje gazową i elektryczną, w południe wyleczy kilku ludzi, gdyż zagadnienia medyczna ma w jednym palcu a wieczorem ubiera kapcie ekonomisty układając plan walki z kryzysem gospodarczym i gdyby dać mu tylko szansę poprowadzenia piłkarzy, siatkarzy albo piłkarzy ręcznych na mistrzostwa świata to złoty medal można by obstawiać w ciemno i z zawiązanymi oczami.
W takim więc kraju ciężko jest poruszać publicznie temat współczesnej sztuki o czym najlepiej przekonała się Dorota Nieznalska, czy dzieło jej było szokujące? Tak! Ale czy to jest powód aby jego twórczyni stawała przed sądem?!
Większość ludzi jakich opinię słyszałem na ten temat nawet nie miała okazji widzieć owej instalacji ale jak sami twierdzili nie jest im potrzebne oglądanie męskiego przyrodzenia na krzyżu bo przecież z góry wiadomo, że jest to obraza wszelkiej moralności – tylko o jakim krzyżu mówimy bo na dobrą sprawę to bardziej Szwajcaria winna się czuć dotknięta.
Tłumy obrońców moralności przed galerią najchętniej powiesiły by Nieznalską na najbliższym drzewie nie zadając sobie nawet pytania, cóż takiego ta dziewczyna przez tą nieszczęsną instalację chciała wyrazić a co najciekawsze w tym całym zamieszaniu jest to, że najbardziej zaciekłe w tej kwestii były kobiety, których jak by nie było dosyć ważne problemy autorka starała się uświadomić odbiorcom.
Pamiętam także dobrze jak kilka lat temu toczyła się ostra debata publiczna na temat granicy między erotyką w sztuce a pornografią. Do jednego z programów telewizyjnych (jeśli dobrze pamiętam TVP2) zaproszono wspaniałego profesora warszawskiej ASP i chyba najwybitniejszego z żyjących polski malarzy Franciszka Starowieyskiego i przeciwko niemu posadzono, dziękuje siłom wyższym, że już nie pamiętam jakiego, posła nie mającego najmniejszego pojęcia o temacie rozmowy. Poseł, nawet nie w połowie programu, pod wpływem braku argumentów (co było naturalnym następstwem jego niewiedzy) wyrzucił Starowieyskiemu, że jeśli tak bardzo lubi malować gołe baby to niech maluje własną żonę, na co profesor odpowiedział, że gdyby malował jedynie własną żonę to nigdy nie zarobił by na chleb, po czym odpiął mikrofon i oświadczając, że w tak idiotycznym programie nie będzie brał udziału wyszedł ze studia a warto podkreślić, że była to relacja na żywo.
Sam jako plastyk zajmujący się sztuką od lat nie jestem wielkim entuzjastą Pasji stworzonej przez Dorotę Nieznalską (bardziej z powodów „technicznych”) rozumiem jednak pewną formę wyrazu bo sztuka już dawno przestała być jedynie próbą odwzorowania rzeczywistości, po wynalezieniu i udoskonaleniu aparatów fotograficznych odwzorowywanie jest najczęściej prezentacją kunsztu i techniki a sztuka oprócz cieszenia oczu musi czasem o czymś mówić.
Andy Warhol eksperymentował z malowaniem moczem a jego przyjaciel Jean-Michel Basquiat czynił to samo z resztkami jedzenia. Artyści, szczególnie ci wielcy, zawsze mają „dziwne” pomysły ale jeśli nie głodzą wspomnianego już psa i nie czynią fizycznej krzywdy innym cała reszta jest do zniesienia nawet jeśli była by najbardziej obrazoburcza.

Opublikowano

Tania prowokacja i łamanie kolejnego tabu,jeżeli chodzi o wystawę trupów zaskakujące są wyniki sondażu przeprowadzonego po obejrzeniu wystawy:
w Monachium, w przeciągu pierwszego miesiąca wystawę obejrzało 500 000 osób;

-wystawa jest jak dotąd najczęściej odwiedzaną na świecie;

-87% zwiedzających oceniło wystawę pozytywnie, 4% negatywnie;

-w niektórych miastach zainteresowanie wystawą powodowało, że była ona czynna 24 godz./dobę;

-35% zwiedzających to studenci i uczniowie;

-80% osób chce w przyszłości obchodzić się rozsądniej ze swoim ciałem;

-52% Niemców jest za zamknięciem wystawy (głównie nisko wykształcone osoby w wieku ponad 50 lat);

-po obejrzeniu wystawy co piąty zwiedzający gotów jest oddać swoje ciało do celów naukowych lub być dawcą organów (!)."


Dla mnie osobiście to żadna sztuka, kolejny szokujący pomysł na robienie kasy .....



www.racjonalista.pl/kk.php/s,4055

Opublikowano

Z tym pieniądzem to nie tak do końca, bo przyjmuje się na siebie ogromną cywilną odpowiedzialność, która może ciągnąc się przez całe życie (ekstremalne przykłady do wyroki śmierci za napisanie czegoś tam).
Panika powodowana naruszeniem tabu (czyli tych sutann w przypadku naszego kraju) dla mnie jest tematem troszeczkę przegrzanym - pamiętam z 1000 piosenek, gdzie kler był atakowany, wyzywany itp. i jakoś siły antyterrorystyczne nie atakowały za same teksty. Przypadki wezwań do sądów są sporadyczne i to najczęściej związane z moralnością jakiegoś nadgorliwca, który wytacza swoją świętą wojnę (chyba "Piersi" miały sprawę w 95r). Dlatego w tym wypadku to przekraczanie tabu przesunąłbym tam, gdzie jego miejsce - do sumień.
Inna sprawa że media i sztuka nakręcają siebie wzajemnie i na to nic się nie poradzi. Kiedyś druk okrzyknięto dziełem szatana, potem podobnie było z gazetami, teraz mamy internet i nikt nie wmówi mi, że istnieją jakieś tematy, które są nienaruszalne i zakazane. To już tylko kwestia "dobrego smaku" i jakiejś przyzwoitości twórczej, żeby nie robić, za przeproszeniem, gówna.

Opublikowano

Powstaje wrażenie, że w dzisiejszym świecie nie ma tematów nienaruszalnych. Wszystko już zostało dotknięte, wykorzystane w sztuce. Czy nie jest tak, że dochodzimy do jakiegoś absurdu, czyli do rzeczywistości, w której kutywowaną "wartością" staje się nie mieć żadnych wartości. I owa "wartość" ma swoich wyznawców a jej naruszanie jest obrazoburcze?


Marek

Opublikowano

Nie ma tematów nienaruszalnych i chyba nie było (co zależało od mniejszych lub większych represji w danym czasie) i jeżeli czegoś nie ma, to raczej przez to, że nie zostało wymyślone, a że nie "nie wolno".
I nie zapominajmy o tej funkcji sztuki, którą nazywa się "oczyszczeniem" - bez niej człowiek tłamsił by się w sobie, a tak napisze protest song i mu przechodzi.
Dlatego kwestia granic dla mnie nie istnieje, bo i tak nikt nigdy takich granic nie określi w sztuce (na mapie prędzej).

Opublikowano

Temat sztuki jest szeroki jak rzeka. Prawdą jest, że trudno zdefiniować czym ona jest. Dystkutując na temat prowokacji i łamania tematów tabu, dotykamy pośrednio, lub bezpośrednio innych terminów. Trudno jest mówić o sztuce, nie poruszając zagadnienia wartości uniwersalnych, nie tylko estetycznych. Czy sztuka ma jakąś wyższą misję do spełnienia? Pisaliśmy o funkcji oczyszczającej a czy widać w niej inne funkcje, np niesienia prawdy, dobra, piękna, nadziei itp?

Opublikowano

Jesli chodzi o wystawe Gunther von Hagens najbardziej przeraził mnie obraz ciała kobiety w ciąży,pozbawionej skóry, z rozciętym brzuchem i ukazanym pięciomięsięcznym płodem.

granice estetyczne tej wystawy zostały przekroczone i to na maxa.

Gunther von Hagens ma swoich zwolenników równiez Polsce i początkowo jego fabryka preparowania zwłok miała powstać w małym miasteczku Sieniawa Żarska ale polskie władze sie na to nie zgodziły i chwała im za to.

Opublikowano

Tak metaforycznie ujmując, sztuka to ocean, do której wpadają różne rzeki - jest więc miejsce na literaturę piękną, dostojną, jak i tą jarmarczną, karnawałową. Budowanie jakiś tam jest po prostu niewykonalne.
Sztuka jako misja - tutaj już trzeba czytać przeróżne manifesty i nie pogubić się.
Niesienie "dobra, prawdy, piękna" - to już ponad moje pojmowanie, bo nie znam reguł tych kategorii.

A co do Hagensa - mam wrażenie, że czasem to, co patologiczne, zamienia się w sztukę w imię bezkarności. Jednak jest prawo, które powinno definiować gdzie kończy się sztuka, a zaczyna przestępstwo. Np ja, nie lubię pana x, pójdę i go utłukę i uznam to za sztukę. I tutaj zaczyna być problem, ale jest to problem innego rodzaju - bo sztuka m. in. powinna eliminować takie chęci, tłumic je, zastępować. Bo tym się różni od realnego bytu na tym padole.

Opublikowano

Mówiąc o sztuce powinniśmy chyba zapytać o wartości? Jesli np prawo miałoby "ograniczać" sztukę stając na straży wolności i praw innych osób, których owa sztuka dotyczy, lub obrażą.
Nie można chyba oderwać sztukę od wartości? Może to jest granicą określania tego czym sztuka jest a czym już nie jest? Każdy z nas osculuje w świecie przez siebie rozumianym na swój sposób. Każdy ma wyrobiony światopogląd, w którym postępuje wg wartości obranych przez siebie. A może jest tak, że kanony sztuki wyznacza i ustanawia jej historia i mistrzowie, którzy zajmują honorowe miejsca w jej panteonie?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • W podziękowaniu za łzy     Pisze poeta – jest jak liści szelest Które wiatr pogłaskał delikatnie I choć wielkim poetą nie jest To na niejedno serce się natknie Serce co widzi niedostrzegalne Tam, gdzie wszystko zdaje się banalne I jest – serce, którego pragnął poeta I te łzy, które jak ogień – choć to woda Dla myśli nieznanych – to podnieta Której zmarnować byłoby szkoda Bo więcej znaczą niż słów tysiące I są jak życiodajne słońce Więc usiadł poeta i z tego strumienia Rzeki łez, duka wiersz diamentowy Bez przygotowania, bez natchnienia Bo do wdzięczności za te łzy niegotowy Zbyt dużo jak na serce jedno I słowa marnieją, bledną Słowa, jasnością łez wypalone Bledną, marnieją, bo mniej znaczą Niż te łzy miłością podpalone Co nie zważają i nie baczą Na bramę, którą w poecie otworzyły Jakby same z siebie żyły Te łzy, ile ich popłynęło rzeką Ile na ziemię upadło pojąc otuchą Ile ich jeszcze pod powieką One natchnieniem jednak – ciszą głuchą Z której poeci czerpią litera, po literze Słowa, co więcej znaczą niż pacierze
    • @Poet Ka Masz rację.   Osią utworu jest wpływ wojny na jednostki. A że jest destrukcyjny, to i wymowa pacyfistyczna.   Prawda bez chwały. Ból, który nie uczy, tylko powoli zjada.     Pozdrawiam @Nata_Kruk

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Przekażę podmiotowi lirycznemu :)
    • @Maciej Szwengielski @Maciej Szwengielski @Maciej Szwengielski @Maciej Szwengielski To nieprawda. Nie wiem w jakim celu Pan to pisze. Mało jeszcze jesteśmy skołowaceni i wprowadzani w błąd? Żaden Bóg przy nas nie stoi. Podam przykład: Miałem szwagra, zmarł na raka w wieku 43. lat. Osierocił dwoje małych dzieci. Był znanym w Polsce muzykiem jazzowym, komponował utwory religijne, jeden z nich śpiewany jest powszechnie na mszach w kraju. Zagorzały chrześcijanin, żyjący wyjątkowo wg wszystkich przykazań bożych. W tej samej kulturze wychowywał dzieci. Przez ponad rok odprawiano w kraju msze błagalne o jego zdrowie. Szukał ratunku w klinikach nie tylko w Polsce. I zmarł. To gdzie był Bóg ze swoją miłością? Dlaczego, skoro taki miłosierny i wszechmogący, nie opóźnił tej śmierci o choćby 20 lat, by mógł wychować dzieci? Od tego czasu dla mnie Bóg, to są jedynie bajki. I proszę mi nie opowiadać wierszyków w rodzaju, że "niezmierzone są wyroki boskie", bo już dzieckiem nie jestem.
    • @Natuskaa Dzięki. I ja pozdrawiam z całą wzajemnością. A nawet z okładem ;) 
    • @Zbigniew Polit Piszę, jak sam  tytuł wskazuje (rozważania), aby przemyśleć, myśleć, rozważać. Gdzie był kochający Bóg, kiedy umarł Pana ukochany szwagier? Cierpiał razem z nim, proszę szanownego Pana (vide: Chrystus cierpiący na krzyżu). Takie są konsekwencje "grzechu pierworodnego", które będziemy ponosić aż do skończenia się tego świata. Gdyby było inaczej, mielibyśmy "raj na ziemi" i Bóg nie byłby nam potrzebny. Teologia nie odpowiada wprost na pytanie dlaczego Bóg stworzył człowieka i po co ta cała "zabawa" w zbawienie. To pozostaje Jego tajemnicą. Bóg jest tak Dobry, iż pozwala aby jego krnąbrny, złorzeczący Jemu  ludek w ogóle trwał na "tym łez padole". Miał co jeść, co podziwiać (piękno przyrody), o czym myśleć... . @Annie Chyba nie sądzi Pani, że Bóg będzie nas kochał złorzeczących Jemu, wmawiających sobie i innym, że Go nie ma, negujących i przekręcających Jego naukę objawioną przez Syna? Poza tym Bóg jest Duchem, we wszystkim do nas podobnym oprócz grzechu. To dawni artyści przedstawiali Boga jako sędziwego staruszka z siwą brodą. Mam stworzone też wiersze, nieliczne wprawdzie ale warte, moim zdaniem, przeczytania. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...