Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



przyjemny kawałek, chociaż co do walorów artystycznych miałabym pewne wątpliwości. Jednak jest coś świeżego, coś oryginalnego w pomyśle i urok prostoty w zapisie. Jedyne co mogę zasugerować to zamiana 'zawrotu' na "zawrotów'. Tak, moim zdaniem, jest poprawnie, chociaż poprawność nie jest koniecznością wiersza, a sam 'zawrót' jest chyba bardziej wieloznaczny.
pozdr aga

edit: czy może "złamane skrzydło łabędzie"???jeśli tak, to fajowo, łabędzie są super;)))))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a mały czy duży?;) bo jak duży to łabędź ponoć, ale jak mały, to tylko łabądek ;D alem nie ornitolog, więc tylko na temat zawrotów głowy wypowiadać się mogę;)
a ja strusim macham:)
pozdr jeszzce raz ciepło aga
Opublikowano

Nie pasują mi „uczucia” na początku wiersza. W drugim wersie jest „chcą” – wchodzić, płynąć, oczyścić. To opis działania instynktów, przyzwyczajeń, a jeśli miałoby być metaforycznie – pragnień, tęsknot, dążeń.

Wieżę z drugiej zwrotki postrzegam jak odbicie w wodzie. Łabędzie w czasie przelotów chyba zawsze lądują na wodzie (mogę się mylić, nie sprawdziłam).
W ogóle wydaje mi się, że Twoje łabędzie są z tych, co nie odlatują, jakkolwiek „uczucia pozostają” sugeruje odlot samych ptaków. Te w pierwszej zwrotce płyną pod prąd rzeki, te z drugiej zwrotki zdają się uwięzione na jakimś stawie, nad którym w międzyczasie wyrósł zamek.

Ja bym tego wiersza jeszcze nie wypuszczała z warsztatu, chyba że motywem byłoby zmęczenie materiału.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Wg mnie łabędzie z rzeką nie mają wiele wspólnego. Trzymają się na powierzchni wód stojących - jezior, stawów. Zgadzam się tylko z pierwszym wersem : uczucia łabędzi pozostają niezmienne. To trochę za mało na plus. Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i tu się mylisz, pracowałąm w mieście, gdzie jest rzeka, co prawda nieduża, ale wpada do morza i sobie WYOBRAŹ po niej pływały łabędzie!!!!!!
zimą chodziliśmy z dziecmi dokarmia, znaleźliśmy jednego. któremu łapki przymarzły. straszny to widok, gdy się szamotał i odleciał a łapka została na lodzie :)
pozdrawiam ciepło Agato.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Eee tam! Nie marudź, Fanaberio! :-)
Poważnie: dla mnie ten wiersz jest logiczny, przejrzystym spójny i pełen uczucia. Taki, jaki powinien być. Pierwsza strofa mówi o tym, że są istoty zdolne kochać przez całe życie, mimo, że coraz więcej jest opinii typu: miłość trwa przez chwilę, szybko mija, miłość to mgnienie, to najwyżej cztery lata itp. bzdury. Łabędzie płyną pod prąd takiego nurtu, są sobą. Oczyszczają się z takich sugestii w swoich czystych, dziecięcych uczuciach - bo zdolność do miłości kształtuje się w dzieciństwie.
Druga strofa mówi o tym, że mimo ostrzeżeń, że miłość jest zła, że rani, zdradza, odchodzi - niektórzy jednak mają odwagę kochać i nie obwarowują się zamkami z wieżami obronnymi. Nie tracą zdolności do kochania mimo nieczułości otoczenia. I mimo rozczarowań, któe są udziałęm prawie każdego człowieka (aczkolwiek nie zaprzeczają naszej zdolności do kochania przez całe życie).

Ja nie mam zastrzeżeń co do tego wiersza. Dla mnie jest skończony.

Pozdrawiam Obie Kochane Dziewczyny. ;-)
Oxy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Eee tam! Nie marudź, Fanaberio! :-)
Poważnie: dla mnie ten wiersz jest logiczny, przejrzystym spójny i pełen uczucia. Taki, jaki powinien być. Pierwsza strofa mówi o tym, że są istoty zdolne kochać przez całe życie, mimo, że coraz więcej jest opinii typu: miłość trwa przez chwilę, szybko mija, miłość to mgnienie, to najwyżej cztery lata itp. bzdury. Łabędzie płyną pod prąd takiego nurtu, są sobą. Oczyszczają się z takich sugestii w swoich czystych, dziecięcych uczuciach - bo zdolność do miłości kształtuje się w dzieciństwie.
Druga strofa mówi o tym, że mimo ostrzeżeń, że miłość jest zła, że rani, zdradza, odchodzi - niektórzy jednak mają odwagę kochać i nie obwarowują się zamkami z wieżami obronnymi. Nie tracą zdolności do kochania mimo nieczułości otoczenia. I mimo rozczarowań, któe są udziałęm prawie każdego człowieka (aczkolwiek nie zaprzeczają naszej zdolności do kochania przez całe życie).

Ja nie mam zastrzeżeń co do tego wiersza. Dla mnie jest skończony.

Pozdrawiam Obie Kochane Dziewczyny. ;-)
Oxy.
A właśnie że bede marudzić!!
;-D
Bardzo pięknie przedstawiłaś treść i przekaz wiersza. To jest właśnie to, co w Twoim pisaniu bardzo lubię i cenię.
Wyraziłam zastrzeżenia wyłącznie do zewnętrznej skórki wiersza. Pewnie, że na potrzeby wierszyka można wyjąć łabędzie z jakiejś bajki, umieścić na jakiejkolwiek wodzie albo i na wieży, przypisać im dowolne obyczaje, bez dbałości o ich biologię, fizjologię, naturę. Tyle że ja bardzo tego nie lubię, to mi zgrzyta, drapie, przeszkadza. Cholerny perfekcjonizm.
Pozdrawiam Ciebie i Autorkę :-)
Opublikowano

jeśli można w drobiazgach poszperać,
to zgadzam się z Fanaberką, że "uczucia" winny ulec transformacji;)
że łabędzie to raczej na wodach stojących, a nie na rzece -
- nie zgadzam się - toż to trawestacja heraklitowego
"Nie wchodzi się dwa razy ...".
A czy wierszyk sentymentalizmem trąca...?
to kwestia biustu;)

pozdrawiam wszystkich złamusów
i złamane skrzydło też;))

Opublikowano

mili, moi, przepraszam, za milczenie, ale wyjazdówka przeciągnęła się , dobrego nigdy za wiele :P
dzięki za miłe komentarze, Fanaberko,
Egzegeto,
Oxywio, dzięki za słowa w obronie
Zofio, jesteś miła ,
macham do was z odległosci większej niż powinna :)

wszystkiego dobrego dla was, niech się sopełniają zyczenia !

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • A tak przy okazji:   Puść życie wolno, przestań nalegać. Przestań narzucać własne wybory. Życie jest większe niż ty - dzieciątko, zrobi co zechce, trochę pokory.   Przyjmij co idzie, choćby niechciane, bo nigdy nie wiesz co z drugiej strony góry - nie widać. Mapy też nie ma. Może tam stok jest nasłoneczniony?   Przyjmij co idzie, choćby niemiłe, nie wszystko musi mieć sens od razu. Zakręt na drodze, świat się odsłania, wiesz po co zmiana już z biegiem czasu.   Autor: beta_b   Styl i forma taka sama i stąd mój wniosek: niektórzy autorzy chodzą na praktyki poetyckie do jakichś mistrzów i należą do jakiegoś związku literatów.
    • Fiolka była tylko do połowy pełna. Lecz dla mnie to wystarczyło. Lazurowy, lekko błyszczący  w ciemni strychu proszek, wysypał się na przygotowaną szalę. Na drugiej z nich spoczywała już niewielka kupka czarno-szarego proszku  o lekkim zapachu spalenizny. Były to starte kości,  wyjęte nie tak dawno z pieca. Oczywiście, były one ludzkie, bo tylko ich można było użyć do tego obrzędu. Skład lazurowego proszku był tajemnicą, miał on jednak tą jedną szczególnie istotną alchemicznie cechę. Przywracał do życia,  lub mógł to życie nadawać. Prawdziwie boski i potężny wynalazek. Szalę wagi równoważyły się idealnie. Porównałem je jeszcze,  mrużąc jedno oko  i pochylając się nisko nad blatem stołu. Były idealnie równe. Doskonała precyzja i równowaga. Rzuciłem pod nosem,  patrząc na osobliwe i ciche audytorium zebrane na krzesłach wokół stołu. Swojej rodziny  nigdy nie mogłem nazwać  prawdziwą rodziną.  Nie było w niej miejsca  na miłość, bliskość, szczerość czy czułość. Były tylko kłótnie, bijatyki, alkohol  i pijackie bredzenia. Musiałem zawsze bawić się  w bezpieczny azyl domu  wraz z moimi drogimi przyjaciółmi  których jednakowoż również nie miałem. Wymyśliłem ich sobie jednak. Od cech wyglądu, głosu  po maniery i status społeczny. Zaczęto ze mnie szydzić  i nazywać szaleńcem. Gdy szedłem rozmawiając głośno  z kimś u swego boku,  kogo nikt inny dostrzec nie był w stanie. A ja naprawdę ich słyszałem i widziałem. Śmialiśmy się, bawiliśmy się,  czasem nawet kłóciliśmy. Było ich wielu. Zawsze co najmniej kilku  chciało spędzać ze mną czas. Pewnego dnia, większość z nich. Zapragnęła być widzialna. Weszli w moje maskotki. Niestety jedynie na tyle  by mówić z ich wnętrza a nie przez nie. Wtedy szykany  na moją osobę trochę przycichły. Rozmawiałem z maskotkami a nie duchami. Byli tacy co potrafili to już jakoś przełknąć. Tłumaczyli to wybujałą wyobraźnią, odrzuceniem, odosobnieniem,  chorobą umysłową, potrzebą zauważenia. A ja przecież doskonale wiedziałem  co widzę i słyszę. Moi pluszowi przyjaciele, wędrowali za mną krok w krok. Przez lata szkoły, uniwersytetu  i początki pracy grabarza. Bo mimo głowy uczonej w zakresie medycyny, uznano ją także jako  kompletnie szaloną i pomyloną. Zakazano mi praktyki  i zesłano na pewną śmierć w głodu  na stopień miejskiego grabarza. Wtedy to z medyka stałem się alchemikiem  a z niego już o krok do geniusza. I dziś miałem potwierdzić ten geniusz. Przyjaciele siedzieli wygodnie wokół stołu. Ich kolorowe futerka, były niczym lampiony  rozświetlone w mroku strychu. Oczy z koralików, szkiełek lub guzików. Nosy z pereł, kamyków  lub zapasowych skarpetek. Jednemu brakowało pół uszka, innemu złamano nóżkę  lub przetrzepano porządnie rączkę,  zwisającą bezwładnie wzdłuż ciała. Mieli blizny po rozcięciach,  przypaleniach czy bójkach. Każdy miał swoje imię i nazwisko  a także wywód zaszczytnego pochodzenia. Nikt nie czuł się inny, gorszy, biedniejszy. Wszyscy byli równi i cenni. W moich oczach. Ich stwórcy. Patrzyli jak wstaje biorąc do ręki wagę. Szalę lekko się zachybotały  lecz proch po obu stronach  pozostał nieruchomy,  jak gdyby zdawał sobie sprawę  z powagi chwili. Dopiero teraz czułem się naprawdę szalony. Szalenie wielki, nieograniczony i szczęśliwy. Oto jest dzień, czas i chwila, w której to spełniam Waszą  najskrytszą prośbę i fantazję przyjaciele. Będziecie żyć!  Ruszą Wasze serca, żyły oraz usta! Śmierć tych których kości mam tutaj, da Wam życie wieczne. Bo tylko przez śmierć jest ono możliwe. Więc zabiłem ich byście żyli. I mogli być mi wdzięczni za ten boski dar. Te prochy muszą połączyć się  na Waszych obliczach. Wtedy będę pierwszy po Bogu  a Wy będziecie dziećmi swego Boga. Ożyjcie dzieci! Rozsypałem prochy w ich zastygłe oblicza. Lecz ze środka dochodziły głosy, bym ich ożywił, pozwolił trwać,  dał im wieczność na własność. Świece pogasły i zapadła grobowa ciemność. Zniknęli mi z oczu. Słyszałem tylko  ciche stękania, jęki i okrzyki. Coś spadło lekko na podłogę, coś szurało, ciche, szybkie kroki. Chichot i jakby zgrzyt kości. A może szczęk zębów? Zapaliłem świecę,  ledwo odnajdując w mroku zapałkę. I zobaczyłem armię żywych istot o splugawionych śmiercią obliczach ludzkich. Armia żywych umarłych, budzącą swe pluszowe ciała do życia. Zombie pragnące ciała i krwi żywych. Ciała swego stwórcy. Zbliżały się do mnie. Z zakrwawionymi ustami, pianą i śliną na zębach. Grymasami zwierzęcego głodu. Próbowałem odgonić je światłem. Otoczyły mnie prędko  wypowiadając tylko jedno słowo. Stwórca. Jestem Waszym stwórcą  a Wy moim szaleństwem! Czułem ich ostre kły  wbijane w szyję, ręce i nogi. Obaliły mnie szybko. Zagryzły jak wściekłe psy. Zlizując krew z ciała i siebie nawzajem. Do jej ostatniej, słodkiej kropli.
    • @beta_bŁadnie, beto. Sylabiczny, ze średniówką, równy i z sensem - kupuję go i pozdrawiam :)
    • @Tomasz.OTomaszu, podszedłeś z humorem do tego wiersza.  Wiesz, jeśli się chwalisz - i tak nikt tego nie słucha. Jeśli sam o sobie - mówisz źle, to się dobrze sprzedaje - to takie moje motto życiowe :)
    • @EwelinaWawrzyniak I z syfu można coś wyczytać. Przeważnie to jest, czy dana osoba żyje dobrze, czy źle. Niektórzy lubią rozgardiasz, ale taki poukładany, w którym wszystko znajdą. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...