Wstrentny Opublikowano 29 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 Wstrentny jest w naszej wsi czczony na równi z denaturatem, tyle, że po dykcie niektórzy z nas ślepną a po Wstrentnym na odwrót - zaczynamy widzieć rzeczy o których filozofom... Na przykład wczoraj: zbieramy pod sklepem na wino a tu Wstrentny przychodzi (zarost na trzy żyletki, oczy czerwone jak chińska partia) i pyta: a wiecie wy, skurwysyny, która to godzina? Rozdziawiliśmy gęby ze zdziwienia rozglądając się dookoła, ale żaden, nawet Kalosze, syn jasnowidzącej nie wiedział. Wtedy Wstrentny wyjął zegar słoneczny z samym tylko sekundnikiem i kazał nam go gonić jak cienie konia w kieracie. - No i co, draby, wiecie już, czy nie wiecie? - zapytał znowu. Ale my tylko rżeliśmy ze zmęczenia wtopieni w jesienną noc.
Magda_Tara Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 No, jesteś wreszcie !!! :))))))))) Tak brakowało Twoich realistyczno-kosmicznych opowieści... :)) czuje się zapach arizony.
Almare Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 - wtopieni w jesienną noc, powiadasz...jeżeli przy bezchmurnym niebie spojrzymy w górę, to tak naprawdę Wstrentny: nie wiemy; a mimo to, widok ten dostarcza nam od tysięcy lat istotnych inspiracji;paradoksalnie, niewiedza inspiruje. :) -pozdrawiam.
Wstrentny Opublikowano 29 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. czy inspiruje? daje szczęścia łut Elizie Beethovena, uspokaja nieuleczalnie chorych i ich rodziny. niewiedza, co będzie dalej pozwala wierzyć, że istnieje lepszy świat po śmierci, inaczej po cholerę dzielić się ostatnim kawałkiem chleba z nieznajomym, wahać się, czy warto i co wato, Warto - rzeko ty moja ;)
Hania K. Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 Cała nasza kultura, promowana i opiewana, sprzedawana w czas Świąt. Zgroza. Hania.
Wstrentny Opublikowano 29 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. naprawdę? dodajesz mi skrzydeł Magdo, bo sam już nie mogę słuchać tego, co bazgrzą Boskie Kalosze! sonety.... błe... villanelle.... błe... same okropieństwa! a nie mogłabyś mu przypadkiem kiedyś napisać przy jakimś wierszu, że Cię mdli? ja wiem, z boku wygląda to tak, że ja to on i piszemy na zmianę... ale to nie jest całkiem prawda! to taka walka o wpływy i kiedy któryś z nas wreszcie wygra, inni przestaną istnieć. trudno to wytłumaczyć... o wiem! - jeśli oglądałaś "Nieśmiertelnego" - chodzi właśnie o coś takiego, o taką zonapsyche. narodziłem się właśnie w podobnej chwili, odrąbując łeb poprzedniemu nickowi: O witaj, witaj Melancholio pożerająca najeżone do niejesienności jeże! jak się masz pić! jak masz się szklany bękarcie wiosenna nocy na zimowej szybie i kolejna rato witaj gryzipiórku rozbujany deszczowy ogierze (czas zakopać Ilion! czas zakopać tego trojańskiego konia na biegunach cywilizacji) ponurozębny smutku z paszczą kosmicznego węża sięgającą po utkwioną w marazmie Ziemię, którą wstrzyknąwszy jad obietnicy wieczności w zielone tętnice połyka niespiesznie: zahipnotyzowana pogrąża się w pustkowiu człowiek po człowieku rafa Tu, w liczkach Odry z zamglonych czerwcowo opali Wstrentny mógł oszlifować dla siebie parę reliefów drżących zdań długopisem znalezionym w zbutwiałej marynarce pływającego w sitowiu topielca. A rozpoczęło się całkiem podobnie, przeto trzeba uważać, żeby nie pójść zbyt daleko jego śladami, gdyż skończył w trumnie przeżarty syfilisem ideałów: pusty kufel... pusty kufel... pusty łeb ("trufla" czy "trufel"?) Wstrentny zamyślił się między jednym niemyśleniem, a drugim, by lakonicznie wypowiedzieć jedno ze swoich ulubionych odtąd zauważeń, które są jak psy aportujące przynoszące ustrzelone kaczki sensu do nogi: parapitek to jednak nie para pitek! co nawiązywało do wyglądu i zapachu wydzielanego przez rozkładające się zwłoki mające niewiele wspólnego z wyglądem współcześnie żyjącego człowieka, czyli w tym konkretnym przypadku - żywego jeszcze wtedy do przesady młodego Wstrentnego "Śmierć była albo będzie: nie istnieje nigdy W teraźniejszości. Również nie zadaje męki. Śmierć sama: raczej jej oczekiwanie." (Owidiusz) Wtedy to de Wstrentny natchniony przemijaniem pomieszanym z piwem i marnością wyglądu denata z upływającą w rozrzeźwiony horyzont blaskołuską Odrą postanowił napisać coś wielkiego, choćby się nie udało - ale byleby zawarło jakiś morał, przesłanie niczym ble ble ble... posłanie pozostające po człowieku: człowiek odchodzi a posłanie zostaje dla innego, wystarczy je otrzepać z kurzu, wyprać ręcznie lub w automacie mydłem, szamponem, detergentem, czy nawet zostawić tak jak jest - najważniejsze, że coś po nas zostało, coś co drugiemu sprawi odrobinę radości a choćby i zakłopotania, to jednak rozziajana sztafeta życia biegnie dalej, pałeczka pozostawiona przez poprzednika, który zatoczył swoje bolesne koło ogrzewa łapkę optymizmu następnego gołodupca wychylającego głupiutki łepek, niczym peryskop z chłodnego niebytu i ble ble ble ble... w każdym razie uduchowiony jak nie wiem kto Wstrentny zaczął pisać: - ha! ha! haha! śmiali się kumple kiedy Noe wszywał sobie i całej rodzinie esperal pod skórę poświęcając na to mnóstwo czasu i pieniędzy - wariat! ha! ha! haha! prawdziwy wariat! drwili Noe spuszczał smętnie głowę i wychodził zaraz na początku wszelkich imienin, imprez, a nawet omijał tak przecież ważne dla przetrwania świata spotkania poetyckie szepcząc pod nosem: - jeszcze zobaczymy, kto będzie śmiał się ostatni? i rzeczywiście - któregoś dnia kumple wpadli w trans i pili przez czterdzieści dni i nocy czyli, jak to się mówi: nieźle popłynęli wpływając do momentu, w którym przestaje się zauważać cokolwiek. na szczęście Noe, przez setki lat maniakalny hodowca wszelakiej maści zwierzątek wietrzył akurat klatki i dotąd wypuszczał nadmiar białych myszek, aż te przestały wracać z powrotem zadomowiwszy się w łbach trzeźwiejących przyjaciół. myszki upodobały sobie zwłaszcza jednego, przezywanego Popielem z powodu nadużywania nikotyny od czego miał mnóstwo ozonowych dziur w kieszeniach, a co z kolei stało się powodem oskarżeń Popiela rzucanych pod adresem Noego: - te twoje gryzonie zniszczyły mi ubranie! zobaczysz! zobaczysz! niech no tylko cię dorwę! Popiel dorwał Noego pod Grunwaldem, gdzie mu porządnie wpierdolił - to właśnie od tego czasu zamiast "pobić", "stłuc na kwaśne jabłko", czy choćby "spuścić bańki" - mówi się również: "wpierdolić". Tu Wstrentny wypisawszy się co nieco, uspokoił myśli i zadowolony obszukał jeszcze raz dokładnie gnijące ciało, ale oprócz żab w żołądku i nowego zauważenia: kochaj i bądź kochany lub pierdol się sam nie znalazł niczego co by przedstawiało jakąkolwiek wartość dla pasera. Toteż wziął tylko długopis a resztę wspaniałomyślnie (tak, tak... de Wstrentny miewał często w młodości gest!) pozostawił dla dochodzeniówki. Tymczasem, warto podkreślić, że słoneczny cyrkiel zdążył naszkicować następne kilka radosnych stopni łuku na kartce otchłani i zrobiło się raptownie tak ciepło, jak niedźwiedziowi polarnemu zaskoczonemu na krze przez efekt cieplarniany, "Im wunderschönen Monat Mai" (w cudownym miesiącu maju gdy wszystkie pąki się otwierają, miłość rozkwita w mym sercu) /H. Heine "Intermezzo liryczne/ gromady ptaków niczym jakie dziobaki dziobały coś kracząc na brzegu, aż zirytowany Wstrentny przeniósł się znad Odry do Krakowa gdzie przez chwilę założył rodzinę, ale nie był szczęśliwy: - krakały krakały i wykrakały Kraka! zeźlił przez parę lat ustatkowany jak koń w kieracie. Czy można się dziwić, że wkrótce, korzystając z nadarzającej się okazji, jaką była niezrównoważona blondynka z Raciborza - uciekł z nią do Katowic? Oczywiście, że możemy - zatem dziwmy się, jak te dziwy na drodze machające w kierunku tirów, dziwmy się, żeby nie wyjść z wprawy, albowiem powiadam tym, którzy mają zamiar jeszcze trochę pożyć: jeszcze nie raz się dobrze zdziwicie! ... tak jak dziwili się idący przed nami torując rozfalowane drogi szkorbutem, zbuntowanymi sztandarami i whisky bez lodu wylewaną w gardła barbarzyńców - tak jak ja się dziwiłem, gdy de Wstrentny nie bywał wcale zdziwiony, kiedy wszystkie miłości okazywały się chybione jakby łuk Amora wymagał gruntownego remontu (ale jak? kiedy? kiedy tylu następnych czeka w kolejce, na ławkach, spaceruje po zalanych w trupa plażach całego świata bez celu i umiera w zachodzącym słońcu, każdy samotny jak mrówka w mrowisku nie zdążywszy nawet jedną noc pobaraszkować z królową życia ("masz takie piękne czułki..." "prawda?") przy pachnącym obficie do rana kwasie mrówkowym, rocznik sprzed kilku tygodni. Strzały podpleśniałego Amora coraz częściej zbaczają z orbity trafiając w tą samą płeć która je wystrzeliła, lecz przede wszystkim - nie są już w stanie przegryźć większości serc okrytych nowoczesnymi stopami metali: brzdęk, brzdęk, pierdut! odbijają się połamane od zaawansowanych technologicznie pancerzy, znikają na zawsze niszczone przez myśliwce przechwytujące zasadniczych myśli w konkretniejących nazwami kształtach cumulonimbusów, a przecież, do chuja! - mogłoby się to zmienić, wystarczy na chwilę zatrzymać zataczający się świat jakąś straszną (wszystkim tak naprawdę już zwisa) wojną albo spodziewanym od dawna kataklizmem, dać szansę dinozaurom szczurów, niechże teraz następni roznoszą kaganki serc po wszechmroku i cierpią, cierpią, cierpią... - miriady szczurkowatych atomów składających się na ślepe niepojmowalne cielsko Absolutnego Bólu! Jak zatem wspomniałem, de Wstrentny nie przejmował się wcale, kiedy złocistoszkarłatne miłości obracały się w popiół szczerze wierząc, że za następne pięćset lat będą miały ciąg dalszy, jak i teraźniejsze były kontynuacją tych sprzed pięciuset. Wyglądało to tak, jakby zamykał rozdział o wysokiej blondynce, aby zaraz w następnym otworzyć ją jako niską brunetkę i przeczytać, co będzie dalej po tej niepotrzebnej awanturze na szczotkę, ścierkę i spazm przechodzący w coraz cichsze echo odchodzących na zawsze kroków. Był prawdziwym skurwielem, po którym pozostaje przepaść głęboka na wiele idiotycznych i mało zrozumiałych, jak i ów poniższy tekstów, czyli dokładnie to, co zazwyczaj pozostaje nam po prawdziwych skurwielach: Sad nie przemawia już do mnie językiem liści. Wszystkie odeszły w kolorach do nieba i żaden owoc nie zostanie wypowiedziany więcej. A choć słońce zagląda tu coraz rzadziej - żaden słonecznik nie wodzi za nim ciekawym wzrokiem, nie odprowadza po horyzont. Tylko strach trzęsie się tu jeszcze z zimna. Wiatr zerwał mu z głowy kapelusz, czy może sam zdjął go którejś zimnej nocy prosząc Boga o litość - o wróble. A jednak zazdroszczę mu czegoś, zazdroszczę: uczuć. Strach na wróble ma przynajmniej zmysł stania w miejscu, ja nie mam już żadnego: wszystkie straciłem dla ciebie.
Magda_Tara Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 Mdli mnie....z miłości do Ciebie, Wstrentny. :)))))))))))))
Wstrentny Opublikowano 29 Listopada 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. zgroza to hotel Oberoi w Bombaju i to, do czego prowadzi idiotyczne pojmowanie Boga. przy okazji powiedz mi doktorze Oyey, bo śtraśnie mnie to ciekawi: jak sikasz... czy przejęty rolą Hani siadasz na kibelku? czy może wygrywasz na chwilę z kreacją kreaturą i jako Hania sikasz jednak wtedy na stojąco? tak czy siak śtraśnie fajnie to musi wyglądać, taka walka pomiędzy wami o WC :)))
Hania K. Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 Wstrentny Komentarzy: 1686 Oto słowa kolejnej gwiazdki Poezji Polskiej. Ten Kraj zapada w śpiączkę duchową. A kto to jest ten "ojej"?
Hania K. Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 Magda Tara Komentarzy: 261 Mnie stać na wydanie, tylko tylu wierszy jeszcze nie mam.
Magda_Tara Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Dość już tego !!!!!!!!! zaraz zwrócę: bwreeeeeeeeeee !!!!!
lubię latawce Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 aaaaaaaa Boski, niech.... mi ino Twój tomik wpadnie w łapska ;o)
Bernadetta1 Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 no i zaczytałam sie;)...jak zwykle zresztą jak wpadam do Ciebie:)...Rownie interesujące i z polotem były komentarze:):)...jak to było?...baw mnie......... pozdrawiam serdecznie:)Bernadetta
M._Krzywak Opublikowano 29 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 29 Listopada 2008 1 plus za to, żeśmy ramię w ramię z tym demonem na H... walczyli ;0 2 plus za tomik (!) 3 za wiersz Się naplusowałem :) Pozdrawiam.
Baba_Izba Opublikowano 30 Listopada 2008 Zgłoś Opublikowano 30 Listopada 2008 Ja za całokształt! Serdeczności - baba
Gość Opublikowano 1 Grudnia 2008 Zgłoś Opublikowano 1 Grudnia 2008 Cudownie się Ciebie czyta, naprawdę. Pozdro
Wstrentny Opublikowano 3 Grudnia 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 3 Grudnia 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. a ja świerzbieję, kiedy zadajesz się wbrew przeznaczeniu z tymi Boskimi Kaloszami!
Wstrentny Opublikowano 3 Grudnia 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 3 Grudnia 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. to może wydaj tymczasem męża? napisz donos, że to on był "Bolkiem" - powinno pójść!
Wstrentny Opublikowano 3 Grudnia 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 3 Grudnia 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. w rączki, proszę Szanownej Pani. śliczne i liryczne do cudowności i całowania.
Wstrentny Opublikowano 3 Grudnia 2008 Autor Zgłoś Opublikowano 3 Grudnia 2008 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. dzięki, dzięki, dziękówa na szerokość ramion. a demona nie da rady uśmiercić bo nieśmiertelny. ale boi się zaklęć na "k" i "ch" i lubi obierać ziemniaki i prace domowe, więc skoro znamy jego złe i dobre strony, łatwo go będzie kiedyś zwabić do zmywaka albo gorącej kartoflanki i tam nękać słowami na demony, aż odejdzie na 100 lat. zanudzać potomnych.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się