Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

***


jest w tobie tchnienie jezior
zielony poszum lasów
świeżość kwitnących łąk

i coś z lotności wiatru
trochę ze słońca blasku
i księżycowych pełń

więc w radość twą popłynę
w twój zapach się zanurzę
więc



***


Stała naprzeciw siebie nad wezbraną rzeką
i padał deszcz ze śniegiem i ze śniegiem deszcz
przebiegały przez nią i przez jej przeźrocze,
łabędzie po niebach wracały jak echo.

Która była którą? Zatracone w sobie
zagubiły drogę, którą tutaj przyszły:
rzuciły się, chcąc odejść, przez wezbraną wodę
i przez siebie na brzeg, jeszcze bledsze wyszły.

I patrzyły na siebie przez piany na rzece,
jak śnieg pada z deszczem i jak z deszczem śnieg.
Na łabędzie, jak echo na przeciwnym niebie
lecące za nimi ku drugiemu z nieb.



***


czarna polana

Jest taki las... zaczyna się w lesie,
by ten prawdziwszy wydał się sobie:
cieniodrzew rzuca w nim czarne słońce?
drzewocień tak snuje się po drodze?

Ileż w nim razy byłem... bez ciebie
szukając ciebie - zanim odeszłaś.
Zaczynał się las, gdzie las się kończy
i dalej rósł tak, jak... nie pamiętam.

Lecz skoro chodzę po nim, zatem... jest!
Jak kiedyś zbieramy w nim jagody:
- ty, której poza nim, nigdzie nie ma
- ja, który nie znam powrotnej drogi.



***


Ślad

małej stopy na pustyni
jak zadra lodu wbita w upał.
Wędrowcy wokół się stłoczyli
i na kolana któryś upadł.

- Jedźmy efendi, to tylko wiatr
przyniósł znad morza Czerwonego
kobiety zapach, jej ciała ślad. -
- Szatański gad zniósł go na pewno! -

Gdzie spojrzeć piaszczy dal pustynia
i słońce piekli się w zenicie,
ale ten jeden się zatrzymał
a karawana dalej idzie.

Dawno dotknęła wód oazy,
spieczone plecy wciera w drzewo
i rozpowiada wkoło każdy
o odciśniętym śladzie przez Nią.

W oliwnym gaju, wieczorami
jest przyjacielem krwawe słońce,
- tu kończą żywot karawany,
a ten co został? To był... nonsens:

Ciągle "wędruje ciepłym krajem,
malachitową łąką morza.
(Ptaki powrotne umierają
wśród pomarańczy na rozdrożach.)"


(Ostatnia strofka jest fragmentem
"Piosenki" z 1938 roku
Krzysztofa Kamila Baczyńskiego)

***


Wieczór dziś cichy, zwyczajny
i trudno go zauważyć,
dlatego takie wieczory
gubiłem już tyle razy.

Potem w pamięci, uwierzysz?
- jak w Biurze Zgubionych Rzeczy:
lśnią twoje włosy na wietrze,
a w oczach słońce znów świeci.

Tuż obok, migoczą w rzece
po sam pas drzewa nadgniłe...
a przecież ja te wpółdrzewa
nie z tobą, miła zgubiłem?

I znam cię taką - wieczorną,
dzień ma się dopiero zdarzyć.
I wieczór zwyczajny, cichy,
aż trudno go zauważyć.


***


gdy "Stary niedźwiedź mocno śpi..."

Noc zagościła w przykrótkich zasłonach,
księżyc przekomarza się z wiatrem -
przy nas doskonałość zawstydziła się,
że jest przedoskonalona
nagle.

Noc listopadowa wtem tak stroma!
- ileż razy sen na nas z niej spadnie?
Szkoda chwili... kochajmy się, póki
nasze na wierzchu, jej - na dnie.


***


Jesteś

taki przezabawny
ciągle
w parkach kradniesz kwiaty

Jestem!
przez otwarte wrzucam okna
wkładam do snów poematy


zatęsknisz
śnić mnie jeszcze
(tu następuje wrzucenie
kwiatów zawiniętych
w poemat)

Nic się nie stało. Nie zdarzyło nic.
I nawet jeszcze nie zacząłem śnić.
Więc czemu tęsknię i czego pragnę,
nie mogąc zasnąć i zbudzony nagle?

Czemu cię widzę wszędzie dokoła,
świat cały wokół twe imię woła,
gdy nawet oczu nie śmiałem marzyć -
nie znałem przecież, że możesz się zdarzyć?


***


Na jeziorze już cisza. I tylko rozblaski
kąpią puchy łabędzie w pomarszczonej fali.
Niesie wiatr pajęczyny, zamarłego lata

odgłosów kruche nitki i chowa gdzieś w dali.
Więc stoję. Niewysłowna. Z głową pod chmurami.
Sukni zieleń soczysta bezmiar smutku plami

zdając się zwielokrotniać żałosność jesieni,
jakbym nagle wtargnęła śmiejąca, radosna
wznosząc echa uśmiechów w ciemnej, chłodnej sieni

do domu, w którym pachnie świeżo ścięta sosna,
dokańczają się świece w konarach lichtarza.
W ostry ból zrozumienia: nie mam gdzie już wracać.

***


Dobranoc

Płakała w nocy lecz jej płacz
Zagłuszał cichy rynien szmer
Bo właśnie o niej sam śnił a
Jej płacz użyźniał jego sen
Na wodzie wierzby gięły się
Był słońcem wielki złoty dzban
Dolewał ciepła w jego dzień
U niej gęstwiała zimna mgła
Płakała w nocy lecz jej płacz
Zbyt cichy był by przebić się
Przez jego nieruchomą twarz
Gdy w księżyc niski do niej biegł
A w górze krążył srebrny smok
Łuskami jak latarnie lśnił
Ej smoku dobry ląduj chodź
Raz w koniczyny ziemskie wnijdź
Daj wdrapać się na mocny kark
I drogą mleczną nieś mnie nieś
Spójrz jak rosami miła ma
Czekając na nas śmieje się
Płakała w nocy lecz jej płacz
Nie zbudził nigdy go ze snu
Płakała w nocy łkała a
Tak dobrze było we śnie mu


Opublikowano

Boski Kaloszu! :) nie podoba mi się pierwszy wiersz, no, mówię, jak jest, jak na spowiedzi.
jest taki trochę - wątły... :( /albo angie niewrażliwa, nieczuła, z kamienia ;P - pytanie retoryczne, of course :P

drugi ładny. taki... otwarty i zakmnięty zarazem, w szklanej kuli, w dwóch niebach z przeciwka

trzeci wiersz jest szalony. tytuł czytam - czarna polewka, polewkę polano, podano do stołu. jagody...
no - się w tym wierszu zakochałam i nie znam powrotnej drogi.

ślad - podoba mi się umiarkowanie. czylo - hm... tak średnio na jeża; nie znalazłam w nim dla siebie śladu.

następny wiersz ma w sobie jakiś sztarbowsko-gałczyński urok :)
stary niedźwiedź chyba też, ale rozkręca się w ostatniej strofce :D:D

za to dobranoc - mój ulubiony. kurcze, skądś go znam :D
jest super - oddałabym za niego wszystkie... nawet buty :P

pozdrawiam, andżelika

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z tym wierszem związane jest pewne wydarzenie sprzed paru lat. Byliśmy akurat
umówieni z grupką zaprzyjaźnionych poetów na recital Janusza Radka... ale
może przytoczę rozmowy nazajutrz i jak ten wiersz widział dosłownie ktoś z boku:

> Warto było zaufać M i wszystkim, którzy zachęcali do obejrzenia
> spektaklu:
>
> To tylko ślad po recitalu, który zostawia ślad:-)

ja dodam jeszcze inny ślad, zapachowy :)
- BK dzierżył w dłoniach torbę z kosmetykami renomowanej firmy
francuskiej,
które to kosmetyki własnie odebrał jako nagrodę za wrzuconą kartke z
wierszem.

otóż przechodząc niedawno koło salonu firmowego przypomiał sobie że kończy
mu się woda do golenia; ponieważ akurat nie miał przy sobie drobnych a w
witrynie zauważył ogłoszenie o konkursie na hasło reklamowe szybciutko
skreslił kilka wierszowanych słów. i zapomniał.
aż do przedwczoraj kiedy to dostał telefon od pani mówiacej łamaną
posko-francuszczyzną informującą go o tej drobnej wygranej :-)))

(imię i nazwisko, jak to się pisze, znane Redakcji)

Od siebie dodam, że z tydzień wcześniej przechodziłem koło salonu "Yves Rocher"
i zauważyłem konkurs na hasło reklamowe. Nie namyślając się, wpisałem ten wierszyk,
tyle że pod tytułem: "Kobieta pachnąca Yves Rocher".
Po tygodniu zadzwoniła do mnie Francuzka, przedstawiciel firmy w Polsce
i na wpół po polsku na wpół po francusku oznajmiała, że co prawda nie jest to hasło,
ale wiersz jest tak cudowny, tak wspaniały, że Kierownictwo postanowiło
nagrodzić go dodatkowo koszykiem perfum i mam to natychmiast odebrać tam,
gdzie go wysyłałem.
Chyba przez dwa lata chodziłem wyperfumowany jak Ludwik XIV drogimi kosmetykami,
a wiersz jak widać, został do dziś.

Jednak "Dobranoc" też mi się podoba o wiele bardziej.
Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam.
Opublikowano

Ja te wszystkie Twoje wiersze pojmuję jako całość...
...całość natury niesamowicie wrażliwej, dostrzegającej to , co nieuchwytne...Obrazki liryczne dotyczące miłości...pieknie nakreślone:):)...chyba nie powinno sie ich rozdzielać....tak jak nie można rozdzielać uczuć i przeżyć:)
Bernadetta

Opublikowano

:) mniam pyszny szwedzki stół, najbardziej smakowało to:

Stała naprzeciw siebie nad wezbraną rzeką
i padał deszcz ze śniegiem i ze śniegiem deszcz
przebiegały przez nią i przez jej przeźrocze,
łabędzie po niebach wracały jak echo.

Która była którą? Zatracone w sobie
zagubiły drogę, którą tutaj przyszły:
rzuciły się, chcąc odejść, przez wezbraną wodę
i przez siebie na brzeg, jeszcze bledsze wyszły.

I patrzyły na siebie przez piany na rzece,
jak śnieg pada z deszczem i jak z deszczem śnieg.
Na łabędzie, jak echo na przeciwnym niebie
lecące za nimi ku drugiemu z nieb.
B.K

Cudowne, choć pachnie mi Balladą o rzece Baczyńskiego, przynajmniej cien zamysłu się stamtąd wziął, ale dalej poprwadozne już po swojemuy, te lustrzane metafory super pomyśł forma chce nadgopnić treść i przekręca i się z-lustrza ;) Bardzo dobry, cohć.. wsybitnie romantyczny, czyż nie?

Ale tak silna poezja jeszcze wróci do łask, poki co lewacka-hedonistyczna-finajsera nadaje inny ton i wmawia, że prawość to fałsz, a ich przekręty i materializm to prawość, ale nie łammy się - tenchwilowy triumf zezwierzecenia kiedyś minie!

A wierszy cudowny

pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie, zainspirowała mnie Pani Elżbieta Lipińska, którą znasz z Nieszuflady jako Holy Golightly.
Poszukaj wiersza "Roztopy" - właśnie pod jego wpływem napisałem swój.
[quote]
Ale tak silna poezja jeszcze wróci do łask, poki co lewacka-hedonistyczna-finajsera nadaje inny ton i wmawia, że prawość to fałsz, a ich przekręty i materializm to prawość, ale nie łammy się - tenchwilowy triumf zezwierzecenia kiedyś minie!
Oby. Ludzie wiele by stracili, gdyby zapomnieli, co to jest liryka.
Dziękuję i serdecznie pozdrawiam.
Opublikowano

Powiem po prostu ... Twoje liryki zawsze mnie urzekają, są takie pachnące uczuciem, barwne jak miłość w różnych porach roku i czułe jak spokojne fale jeziora muskające stopy na plaży księżycową nocą:))). Jesteś od dawna w moich ulubionych...
:)))))
Serdecznie pozdrawiam
-Krystyna

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- Krysiu, Twoja wypowiedź potwierdza moje przypuszczenia, dotyczące genezy powstania pseudonimu artystycznego Poety, który daje... oj, daje wzruszeń i poruszeń moc.

-Dlaczego Boskie Kalosze? To proste: on, na codzień musi chodzić w kaloszach, albowiem brodzi nieustannie w potokach łez, łez wzruszeń. Normalnie, chlapa jesienna bez względu na porę roku- stąd - Kalosze. Boskie zaś, bo to łzy kobiet, a te, przyznasz, są boskie same z siebie.:)))


- Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- Krysiu, Twoja wypowiedź potwierdza moje przypuszczenia dotyczące genezy powstania pseudonimu artystycznego Poety, który daje... oj, daje wzruszeń i poruszeń moc.

-Dlaczego Boskie Kalosze? To proste, on na codzień musi chodzić w kaloszach, albowiem brodzi nieustannie w potokach łez, łez wzruszeń. Normalnie, chlapa jesienna bez względu na porę roku- stąd - Kalosze. Boskie zaś, bo to łzy kobiet, a te, przyznasz, są boskie same z siebie.:)))


- Pozdrawiam.

Almare!
Zgadzam się z Tobą. Dodam może, że w moim odczuciu Boskie Kalosze jeszcze dlatego, że są pokorne, nie wynoszą się, drepcą po błocie (zapewne jesiennym) po śladach (a może na stopach?) Pana Boga wszędzie tam, gdzie ktoś potrzebuje ciepła, czułości i otuchy... dlatego często piszę zwracając się do niego po prostu Boski! I dlatego poezja Boskich Kaloszy jest boska :))))
Pewnie się zarumieni jak przeczyta, ale nich tam, skoro i Ty tak uważasz...
:))))
Serdecznie pozdrawiam
-Krysia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- Krysiu, Twoja wypowiedź potwierdza moje przypuszczenia dotyczące genezy powstania pseudonimu artystycznego Poety, który daje... oj, daje wzruszeń i poruszeń moc.

-Dlaczego Boskie Kalosze? To proste: on, na codzień musi chodzić w kaloszach, albowiem brodzi nieustannie w potokach łez, łez wzruszeń. Normalnie, chlapa jesienna bez względu na porę roku- stąd - Kalosze. Boskie zaś, bo to łzy kobiet, a te, przyznasz, są boskie same z siebie.:)))
Liryka ma to do siebie, że porusza to, co siedzi w człowieku najgłębiej, więc jest... najbardziej ludzkie. To co od dziecka chowamy tak dobrze, żeby nikt nie mógł nas zranić.
Stąd chyba bierze się jej siła, ale i... bezbronność.
Coś jak "Stary niedźwiedź mocno śpi..." - czyli listopadowy znak zodiaku:
groźnie brzmiący Skorpion albo, jak kiedyś nasi przodkowie nazywali o tej porze
układ gwiazd na niebie, bardziej swojski: Niedźwiadek.
Dziękuję i pozdrawiam.
Opublikowano

czytałam raz,drugi i trzeci i jeszcze wracam....i znów nie będę mogła zasnąć...z poruszenia

ogrzać się
chciałam ciepłą chwilą
jednym wspomnieniem zasmucić

przeszedłeś Panie
w "Boskich Kaloszach"
nim się zdążyłam odwrócić

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję Ci, tym bardziej bo umieściłem takie właśnie wiersze w kilka godzin po śmierci ojca.
Właśnie dlatego, żeby ktoś taki jak Ty przeczytał i.. zamyślił się przez chwilę "poruszony" jak to pięknie napisałaś.
Sam też chciałem zająć na chwilę myśli czymś innym, nierealnym, nie z tego świata 9 listopada który powiedział "Dobranoc" bliskiej mi osobie.
Takich komentarzy bardzo potrzebowałem i serdecznie dziękuję za nie Tobie i Innym.
Opublikowano

tym bardziej cieszy fakt, że w takich chwilach ktoś ucieka w poezję żeby się schować przed bólem,ja wiele razy tak robiłam.Ponad sześć lat temu życie mnie tak okrutnie doświadczyło że umarłam,przestałam malować,pisać ale wracam...Dopiero od miesiąca znów zaczęłam pisać wiersze,malować i jest mi z tym lżej na sercu choć wiem że dawne rany już nigdy się nie zagoją.Tym bardziej życzę Panu wytrwałości,niech Pan nie żałuje swych pięknych słów bo może ktoś taki jak ja może ich potrzebować by wstać i iść dalej...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Rozumiem doskonale. Znam ten stan, który nazywam stanem Dafne. Nie można
się wtedy poruszyć, krzyknąć, człowiek trwa zamieniony jak Dafne w drzewo bobkowe,
utkwiony na brzegu dotychczasowego życia:

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?pid=619463#619463

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • bezimię najpierw zniknęło echo. powiedziałem swoje imię. wróciła tylko cisza. cisza, która wyglądała, jakby już wcześniej wiedziała, co miałem powiedzieć. od tego dnia świat zaczął oszczędzać na mojej obecności. drzwi zamykały się odrobinę za wcześnie. fotokomórki nie zawsze mnie widziały. pies sąsiadów przestał odwracać głowę, kiedy przechodziłem. w sklepie kasjerka podała resztę człowiekowi stojącemu za mną. uśmiechnęła się. mnie nie zauważyła. myślałem, że to przypadki. przedmioty przestały stawiać mi opór. usiadłem na krześle, a drewno pod moim ciężarem nawet nie skrzypnęło. materac przestał pamiętać kształt mojego ciała, jakbym ważył mniej niż cień. stałem się tak lekki, że bałem się, iż przestanę odciskać stopy na podłodze. potem zaczęły znikać zdjęcia. ramię żony obejmowało powietrze. córka śmiała się do kogoś, kogo aparat już nie pamiętał. spytałem ją, kto zrobił to zdjęcie. popatrzyła na mnie długo. w jej oczach nie było już mojego odbicia. wzrok prześlizgnął się po mnie tak gładko, jakby patrzyła na dobrze umyty kafel. byliśmy sami w pokoju, ale ona zaczęła już powoli wietrzyć po mnie powietrze. w ustach miałem smak świeżo rozkopanej ziemi. dotknąłem kuchennego blatu. miałem wrażenie, że to nie ja go dotykam. jakby nawet dotyk musiał najpierw przypomnieć sobie moje imię. tej nocy usłyszałem, że ktoś chodzi po mieszkaniu. nie szukał mnie. szukał miejsc, w których kiedyś byłem. jakby upewniał się, że naprawdę zniknąłem. rano wszystkie lustra były zaparowane. na każdym ktoś zostawił ślad dłoni. nie od zewnątrz. od środka. ścierałem parę rękawem. szkło było ciepłe. jakby ten ślad zostawiono po tamtej stronie. zacząłem mówić głośniej. stawiać cięższe kroki. trzaskać drzwiami. hałas wracał. tylko nie do mnie. z każdym dniem pamiętałem mniej. nie dzieciństwo. nie twarze. pamiętałem coraz mniej samego siebie. któregoś ranka nie potrafiłem przypomnieć sobie własnego głosu. otworzyłem usta. wyszedł z nich oddech. cudzy. jakby ktoś od dawna ćwiczył go we mnie. ostatni raz spojrzałem w lustro. stał tam mężczyzna. wyglądał dokładnie jak ja. tyle że był spokojniejszy. bardziej prawdziwy. pozbawiony mojego błędu. uśmiechnął się z ulgą. jak ktoś, kto przez wiele lat czekał, aż właściciel wreszcie opuści dom. podniósł rękę. nie zrobiłem tego samego. to nie było odbicie. to był gest pożegnania. odwróciłem się. za plecami nikogo nie było. kiedy spojrzałem ponownie, lustro było puste. po raz pierwszy w życiu odbicie zniknęło przed człowiekiem. stałem na środku ulicy. czułem, jak czas przepływa przeze mnie, nie zostawiając we mnie żadnego śladu. od tamtej chwili ludzie coraz częściej przechodzili obok mnie. czasem na ułamek sekundy marszczyli brwi. jakby prawie mnie pamiętali. jakby zaraz mieli wypowiedzieć moje imię. ale świat był szybszy. to wystarczało. świat nie odbiera życia. po prostu pewnego dnia przestaje pamiętać, że kiedykolwiek byłeś.      
    • ulotność    ile waży ważka co się odbiło  w kropli rosy    co rano zjadł  robaczek  świętojański    czy kiedy się  rodziłeś świeciło słońce   jak smaczna  była kawa i lody z truskawkami   tylko poezja to wie
    • Wiatr przetoczył się. Wyrwał korzenie z ziemi. Drzewo padło bez ostrzeżenia. Rozbiło szybę pod ciężarem nieba.     Stoi biała i cicha. Pod kablami. Szklana pajęczyna rozbija światło. A w środku zapach burzy.     Blachę wymienisz.  Życia się nie da.
    • @andrew@Benjamin Artur serdecznie Wam dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Leszek Piotr Laskowski Tak mało potrzeba.  Wystarczy, kochać bliźniego , jak siebie samego .   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...