Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z gwaru ulicy zapomnianej
wpadnijmy miły na herbatkę
do kawiarenki „Pod Truskawką”

na wprost usiądźmy, tak jak dawniej
by jak sokole nasze oczy
utkwionym wzrokiem nas połączył
czas niemo przeszły, co w objęciach
rozerwanego na pół zdjęcia

nad filiżanki czasu brzegiem
zbłąkane usta marzą cieniem
bladoróżanym zapatrzeniem

w wilgotnej mgiełce herbacianej
czy oczy moje znajdą Twoje
nim łzą słoną
na filiżanki dnie utoną


...
bea
30.10.2008

  • Odpowiedzi 48
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Witam ponownie :)

dla wtajemniczonych:
postanowiłam tyle razy umieścić tu ten wiersz ile razy nękał mnie BK
lista poniżej.

wszystkim życzę poczucia humoru, dystansu do wierszy i cierpliwości

pozdrawiam
/bea

Opublikowano

to lista komentarzy ponad trzy pierwsze, które nawet były ok.


Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ograniczanie ryzyka

22. Może to być duchowny, nauczyciel, trener, opiekun.

Skoro ktoś chwali bardzo słaby wiersz to nie kieruje nim fachowość, tylko...
jest to co najmniej podejrzane. Zwłaszcza, gdy umieszcza w sygnaturce:

"Pokój z Wami!"

20. Dzieci powinny słuchać instynktu, jeśli wyczuwają, że coś jest nie w porządku i nie dać się zwieść przez sztuczki pedofilów.

28. Wielu przestępców seksualnych traktuje organizacje młodzieżowe i portale internetowe jak swoisty teren łowiecki.


Bea, a może zaraz po tym, jak pochwalił taką ramotę, dostałaś od tego podejrzanego osobnika maila?:

60. Spytajcie dziecko, czy nie otrzymuje tego rodzaju komputerowej korespondencji.

Wiadomo, że najłatwiej wybrać ofiarę nieakceptowaną, której wydaje się, że została skrzywdzona przez innych:

43.. Każde dziecko może zostać uwiedzione przez pedofila, ale najbardziej są na to narażone te dzieci, którym brak rodzicielskiej miłości i czułości i akceptacji otoczenia.

16. Wytłumaczcie im, że ludzie ci mogą być najmilsi na świecie.






Sarkazmu? Zachowujesz się jak typowa ofiara pedofila: wybiera osoby, którym wydaje się,
że nikt ich nie rozumie i mówi: jak to? przecież to genialne, wspaniałe!
Tym bardziej, że tego typu osobnicy (a może jeden o wielu nickach) pojawiający się od czasu
do czasu na tym Portalu (i nie tylko) działają zawsze tak samo: chwalą złe wiersze, kiedy wieloletni bywalcy czytający w końcu to i owo mówią o nim, że jest zły.
Cel takiego działanie jest bardzo podejrzany. Można napisać: ale to i to nie jest najgorsze,
tylko dopracuj... tymczasem mamy, i to nie po raz pierwszy w takich sytuacjach:
"Bardzo dobry wiersz! Dodaję do ulubionych"

W każdym razie podaję na wszelki wypadek:

Interweniować możecie w:
rejonowym Sądzie Rodzinnym i Nieletnich,
— rejonowej Prokuraturze,
— rejonowej komendzie Policji Państwowej.

Możecie również skorzystać z pomocy:

Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie, czyli "Niebieskiej Lini"
przez którą specjalnie przeszkoleni pracownicy udzielają informacji i porad.Tel O-8000-20002 (telefon jest bezpłatny)

Komitetem Ochrony Praw Dziecka Warszawa, ul Boleść 2 tel.312429
Fundacji DZIECI NICZYJE Warszawa, ul Walecznych59 tel.616 03 14 lub 616 02 68






Nadęta panienko, o ile nią jesteś, bo wyglądasz na raczej zapyziałego trolla faceta:
po to miały być właśnie te minusy, żeby uniknąć takich awantur od strony
"skrzywdzonych: autorek i autorów gniotów.
Spadaj stąd, jak dosłownie: dział niżej.




To nie jest różnica: pisząc o czymś, staram się przeniknąć istotę tego, jak
najbardziej oddać jego naturę.
Odpowiadając komuś, staram się do niego upodobnić. Proste?
Sam jestem poza jednym i drugim.




Fuj świntuszko! Wszystkim tu po kolei narzucałaś, od Pancolka zaczynając na mnie kończąc
bo po tym co pokazałaś nikt woli już nie napisać prawdy.
Najgorsze, że do teraz nie możesz pojąć, że to jest gniot, nie wart aby z jego powodu
mieszać wszystkich z błotem. Oczy na dnie filiżanki, sam tytuł 'filiżanka zapomnienia"
to badziewie bo herbata nie daje zapomnienia, chyba, że zamienisz ją na cykutę.
Rymy: cieniem/zapomnieniem, itd. dopełniają tragedii.
Kiedy zrozumiesz, że nie jest ważne, co chciałaś powiedzieć, tylko jak to napisałaś?
I nawet wiersz o Bogu może być gniotem, a nie - Temat.
Ciesz się, że udało Ci się w ogóle przez powagę tego Działu porozmawiać ze mną i z Innymi.
A teraz: odmaszerować do piaskownicy! :)




Nie, moje oczy są na swoim miejscu. Ale słyszałem, że komuś szklane utonęło raz w zupie.
Nie widzisz jakie bzdury wypisujesz? Potoczny język ma to do siebie, że
potocznie się go rozumie. Prędzej już wzrok może tonąć ale oczy wyglądają tylko komicznie.
Wszystko dlatego, że jesteś wręcz chorobliwie zarozumiała i zapalczywa.




O nie! Dałaś przykład, jak przyjmujesz brzmiące podejrzanie: "do ulubionych"
ale ani jednej, powtarzam: ani jednej krytyki nie potrafiłaś przyjąć.
Nie wtrącam sie zazwyczaj w takie pyskówki, ale widząc jak drapieszsz pazurami
Pancolka postanowiłem zając swoje zdanie. Powtarzam: swoje!
To nie jest jakaś zmowa, jak się grafomanom zawsze wydaje :)




Twój wiersz od początku mnie mało obchodził, bo jest do... no tam, gdzie obola nie wkładano
nawet po śmierci :))
Wtrąciłem się tylko dlatego, bo bezczelnie obrzucałaś innych błotem.
[quote]
Widzisz obydwoje mamy skrzydła - powiedział czarnoskrzydły do anioła stroża.

O! To jest właśnie póki co Twój poziom: anioły i szatany. Białe co lubić i czarne co nie lubić
twoich wierszy.







Beenie,
Na prawdę podobał Ci się ten komentarz??
no cóż, zapamiętam go...

"jest do... no tam, gdzie obola nie wkładano
nawet po śmierci "
- cytat dnia , autor rzekome Boskie Kalosze, portal literacki.

dziwne tu gusta panują.
ja wymiękam.
Co chcesz od tej złotej myśli? Brakuje tylko początku, czyli czegoś odwrotnego to jej końca:


Życie jest do... no tam, gdzie obola nie wkładano
nawet po śmierci.


Ciekawe, jak to rozumiesz? Mówi się: coś jest do bani i obola wkładano właśnie do bani,
a wkładając, jakby mówiono: życie jest... do śmierci.
A ja mówię, że nie tam: nie do bani, tylko... tam, gdzie nie ma bani! (rozumu),
gdzie jest najciemniej (ty ciemniaku jeden!, ciemnota, ciemnogród, itd.)
Czyli: życie jest ciemnością, a światłem dopiero śmierć.
Dobre, co? ;)




Ty jedno i drugie robisz źle, za to pyskujesz świetnie :)



Pod jednym warunkiem - jeszcze więcej pytajników:
????????????????????????????????????????????????
Czyżby klon? Patrząc na wiersze bardzo podobne.




I jeszcze raz to zrobię: kobieto, wyjmij wreszcie oczy z filiżanki,czy raczej
kieliszka i przejrzyj: krytyka wiersza to nie są obelgi!
Jeśli ktoś kogoś lżył to ty, wyzywając mnie od świni i ciesz się, że nie zgłosiłem bana.





"Frustratka" (Jacek Dehnel).
Satysfakcja, owszem. Człowiek który ubliża innym nie zasługuje, żeby tu pisać
i cieszę się, że cię zawstydziłem i musisz... niestety, tylko zmienić nicka.

"żadna z moich wypowiedzi nie była obraźliwa.
porównamy z listą obelg wobec mnie?"

Jesteś tak ordynarna, że nawet tego nie widzisz. Co do "listy obelg wobec mnie"
to proszę, pokaż ją.



Miałaś się już wynieść. Czego tu jeszcze szukasz?



Gdzie lista obelg? W urojoną czarną teczkę Tymińskiego się bawisz?



Są w Twojej wyobraźni. Nikt poza Tobą nikogo nie obrażał,
co widać z tych kliku tylko zarozumiałych odpowiedzi do komentujących, które przytoczyłem.



Jesteś tylko ordynarna. Poza tym kłamiesz: nie obrażałem Cię pisząc, że jesteś typową
ofiarą "pedofila", tylko że takie podejrzane zachowanie podlega weryfikacji, czym tak
naprawde jest spowodowane. Bo przecież nie uznaniem dla warsztatu, a ten osobnik
już nie pierwszy raz tak dziwnie się zachowuje.
Inni też odnosili się do wiersza, a nie do Ciebie.
Mogli napisać nawet "kupa" jak to miało miejsce tyle razy, więc i tak potraktowana
zostałaś ulgowo, czego rezultaty... widać.
Napisz taki wiersz, jak Mały Dzielny Toster to pogadamy o poezji. Póki co
możesz tylko obrażać, nawe przekupka to potrafi.




Jesteś tylko ordynarna. Poza tym kłamiesz: nie obrażałem Cię pisząc, że jesteś typową
ofiarą "pedofila", tylko że takie podejrzane zachowanie podlega weryfikacji, czym tak
naprawde jest spowodowane. Bo przecież nie uznaniem dla warsztatu, a ten osobnik
już nie pierwszy raz tak dziwnie się zachowuje.
Inni też odnosili się do wiersza, a nie do Ciebie.
Mogli napisać nawet "kupa" jak to miało miejsce tyle razy, więc i tak potraktowana
zostałaś ulgowo, czego rezultaty... widać.
Napisz taki wiersz, jak Mały Dzielny Toster to pogadamy o poezji. Póki co
możesz tylko obrażać, nawe przekupka to potrafi.
Proszę bardzo, to odnosiło się do Twojego gniota, a nie Ciebie:

po to miały być właśnie te minusy, żeby uniknąć takich awantur od strony
"skrzywdzonych: autorek i autorów gniotów.
Spadaj stąd, jak dosłownie: dział niżej.


Pisałem o wierszu i dlaczego są minusy: po to, żeby takie badziewie
spadało. No i spadło... prorok jakiś (jestem) czy co?



Zgłosiłem Aminowi. Jeśli nie zareaguje na podobne chamstwo, odchodzę z Portalu.
Wiersze można pisać wszędzie i wszędzie obronią się, jeśli będą dobre.
Twój, jeszcze raz to stwierdzam - nie był! Przyjmiesz to wreszcie do wiadomości?




"Świnia" - to jest konkretna obelga, naruszająca czyjąś godność.
Poza Tobą wszyscy odnosili się do wiersza i proszę nie wklejać
słów wyrwanych z kontekstu. Na serwerze są kopie także usuniętych i edytowanych wiadomości
więc nie licz na cwaniactwo.





A to kulturalnej damy nie uraża? Ba! dziękuje nawet.



Poproś Panią Marię-Jolantę Embst, żeby przeniosła dyskusję w bardziej odpowiednie miejsce.
To tylko mój wkład w Jej wypowiedź i mam prawo wszędzie zabrać głos.




Aha, pewnie mam skłamać i napisać, że "filiżanka zapominania' to wspaniały i cudowny wiersz?
Jeszcze raz powtórzę to, co niedawno Mariannie: nie ocenia się tematu, tylko to,
w jaki sposób (oryginalny) został poruszony i warsztat, czyli wykonanie.
Tu zabrakło jednego i drugiego i naprawdę czas, żebyś to zrozumiała.
Myślę, że sama masz szansę, ale po drodze musisz zostawić banialuki
i wieczne pretensje do świata "mariannom ja" i podobnym.





trzeba być wyjątkowo tępym cietrzewiem, by prosty przekaz o odrobinę kultury tak ciężko docierał do świadomości adresata.

wiersz mógł być dobry lub zły, nie ma sprawy.
zachowałeś się obraźliwie wobec mnie osobiście.

jeśli sam nie potrafisz sklecić paru zgrabnych zdań, to służę pomocą.
powinieneś przeprosić za słownictwo, obraźliwe porównania no i za to nękanie, bo mam go powyżej uszu.

tyle
zrozumiane?
odmaszerować
przemyśleć
wrócić z przeprosinami
/pa

Mylisz się: sama powinnaś przeprosić mnie i pozostałych! A przede wszystkim
tych wszystkich, których dzięki twojej postawie ominie szans pokazania warsztatu,
wytknięcia błędów bo nie mam zamiaru się już w to wtrącać. Lepiej poświęcić
zmarnowany na awantury czas własnym wierszom, czy czemuś innemu.
Jeszcze raz przeczytaj moje pierwsze wypowiedzi odnośnie "filiżanki zapomnienia"
(co to za tytuł?!) i pomyśl, jak wiele zrobiłaś, żeby rozmowa stała się nieprzyjemna.
Nie jesteś osoba prywatną, żebym się ceregielił, czy miał jakieś specjalne względy,
skoro odpowiadasz agresją na kazda próbę złagodzenia konfliktu z Innymi, czy
wreszcie wskazanie mankamentów wiersza.
Naruszyłaś regulamin nie przyjmując godnie krytyki i sprowadzając jednego po drugim
rozmówców do parteru.






jasne,
szczególnie będzie nam brakowało tak wartościowych komentarzy jak:

"gówieneczko"
'kosz"
"gniot"
informacji na temat koloru tyłka komentatora
informacji, gdzie coś se mam wsadzić
konstruktywnej krytyki zamkniętej w słowach "spadaj stąd", już cię tu nie ma" "jescze tu jesteś, mialo cie nie być".

no, faktycznie, portal bez tych wpisów okaże się bezwartościowy...
czyżby??
ale rozumiem, że tak uważasz.
jakieś to chore.

"Spadaj stąd" to moje :) ale dotyczyło tego, po co są te całe minusy: spadaj stąd (wierszu).
Jak myślisz, czemu w ogóle narodził się taki pomysł? Zapytaj Marianny, może powie :)
"Jeszcze tu jesteś?" - też moje :) bo obiecywałaś, że koniec dyskusji o tym wierszu.
Jak widać także i dzisiaj: kłamałaś.

26 razy?? :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


na wpół zdjęcia a na wpół czego?

ja wyczytałam że TO rozerwane było jeno w połowie zdjęciem
straszniem ciekawa czym było w tej drugiej części
?
;)


hmm.
jakoś lepiej mi brzmiało niż na pół, ale widzę, że drażni...
sama nie wiem, pomyślę

dzięki :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


oczy połączone wzrokiem (to się nazywa iskra, błysk i piorun? który spada na człowieka, gdy traci głowę, jak peel?)

może wzrokiem czasu przeszłego?
nie wiem, jak spotkam peela, to go zapytam..
a serio, to dzięki za konkretną uwagę

pozdrawiam
/bea (bez głowy;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



moje nastawienie się zjeżyło...
sorry
nie jestem w stanie po takiej akcji napisać nic nowego

pozdrawiam i czekam na swojego minusa ;)

Nie chcę Ci stawiać jakichś minusów, bo co to da?
Zmuś się do pisania i tym się zajmij, bo to wbrew pozorom podstawa tego portalu
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



moje nastawienie się zjeżyło...
sorry
nie jestem w stanie po takiej akcji napisać nic nowego

pozdrawiam i czekam na swojego minusa ;)

Nie chcę Ci stawiać jakichś minusów, bo co to da?
Zmuś się do pisania i tym się zajmij, bo to wbrew pozorom podstawa tego portalu


:))

no wiesz, jak nie spadnie, to nie będę mogła go zawiesić te wspomniane 26 razy ;)
śmiało!! przecież głosujesz na nie, bądź sobą !!
serio ;)

a poważnie, to pewnie kiedyś mi przejdzie ta reakcja alergiczna na BK...
może juz przechodzi.

czekam na minusa :)
Opublikowano

no i po co Ci to Beatko?...wstawianie wiersza na siłę...taki szantaż emocjonalny...Opinie sa byc może brutalne , ale prawdziwe niestety:(...To nie jest dobry wiersz...Zamiast skupiać sie na nim, napisz nowy...byc może bedzie duzo lepszy...czego Ci życze...pozdrawiam:)
Bernadetta

Opublikowano

nad filiżanki czasu brzegiem
zbłąkane usta marzą cieniem
bladoróżanym zapatrzeniem

-wszystko można poprawić. poniżej na szybko :

filiżanka brzegiem czasu
rozmarzone usta zanurzone
całują bladoróżowym zapatrzeniem


-następny wers powinien być jeszcze dłuższy, tak by przeciągnać chwilę nad filiżanką herbaty do nieskończoności...jak to w miłości :))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji. Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem. Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata.     Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca. Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.     Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż? Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.    
    • @vioara stelelor Spalić pamiątki, zniszczyć wspomnienia te nie po drodze nam.Jest tylko Kosmos i nasza Ziemia to teraz nasz ludzki czas..,
    • @hollow man   :) tak! Na przedmieściach, masz w oczach czerwień, neonu :)))  @KOBIETA hollow man:)))) uśmiechnij się:)))        
    • @KOBIETA Z każdej perspektywy.
    • @hollow man   od tyłu ;)))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...