Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ok to w takim razie nie jest utwór liryczny , a otwór

i tak Zofia, została prekursorką, odkrywczynią, ba, Stwórczynią nowego gatYnku lirycznego: otwór liryczny :))
kurcze, to jest seksy... nawet!

Błyskawiczna seksu wkrętka,
skoro rozum niżej pępka.
  • Odpowiedzi 63
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Z punktu widzenia wiedzy, jaką wynoszą uczniowie ze szkoły - rzeczywiście "nieśmieszny żart", ale czego na lekcjach zabrakło - życie uzupełni. Niestety, w wielu przypadkach jest to nauka bardzo kosztowna.

Dziękuję za wpis i pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Zdarzenie jest ilustracją życia. Usłyszałam przypadkiem, jak lekarz wyjaśniał zainteresowanemu, że "poród pośladkowy" nie znaczy drugim otworem ale jest to pojęcie związane z ułożeniem dziecka tuż przed akcją porodową. Śmiałam się przez kilka dni, a potem zapisałam w formie fraszki to zabawne nieporozumienie. Opublikowałam na kilku portalach. I ze zdziwieniem odkryłam, że przez brak zrozumienia fraszka jest źle odbierana. Czyli ignorancja społeczna w tym temacie jest o wiele większa niż myślałam pierwotnie. Wiedza, którą powinno wynieść się ze szkoły podstawowej, jest nadal dla wielu osób terenem zupełnie dziewiczym.
I właśnie Ci czytelnicy skupiają się w komentarzach na penetracji pośladkowej zupełnie pomijając akt porodu, czyli istotę fraszki.

Dwa lata temu na www.poezja.org dostałam takich opinii 100%, więc publikację, o której już zaczynałam myśleć, że jest dla erudytów, usunęłam. Teraz ją zamieściłam tylko kontrolnie zmieniając tytuł na "Edukacja".

Dziękuję Wam za chwilę uwagi i wszystkie pozostawione wpisy.

Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Trafna uwaga!

Świetny tekst.

Amerrozzo, pięknie dziękuję!

Fraszkę napisałam około dwóch lat temu. To, że jest kontrowersyjna i niektórych wprawia w konsternację, tym lepiej (tu był przykład, że może też podobać się - kto zdążył, to zobaczył)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja nie oceniłem minusem ani plusem, bo nie mam prawa głosu.
Cóż, takie jest (tu) życie. Pozostając w temacie fraszki, jeszcze raz dam jej dojść
na ten temat do słowa:


Żyć... jak to wiele tłumaczy.
A najtrafniej Ślązacy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Marku, należysz do tych osób, których zdanie jest dla mnie ważne. Nie szkodzi, że nie masz prawa głosu - punkt jest tylko i wylącznie punktem, a dla mnie dużo istotniejszy jest opisujący go komentarz, dialog z czytelnikiem czy jego odczucia po lekturze.

Też nie mam prawa głosu - na własne życzenie zresztą, bo przed wprowadzeniem punktacji skasowałam wszystkie swoje wiersze z Z. Jeśli tam rządzi TWA, to mam niewielkie szanse na powrót do Z.

pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

- Droga autorko, dzieło jest na granicy dobrego smaku, dlatego musisz uwzględnić rozbieżność opinii krytyków. Aby to ukazać, napisałem dwie fraszki stopniując ich wulgarność i umieszczam je pod Twoim dziełem nad nim zaś...o, np fraszki B.K. ( są pod ręką ).

-Widzę, że zbierasz pozytywne opinie o dziele; Czy uwzględniłaś szkodliwość pozytywnych opinii na własną twórczość, ich zabójcze działanie? To właśnie B.K. napisał w jakimś wierszu, cytuję sens: jak chcesz zabić, zniszczyć poetę w poecie, to go chwal !

-Mimo wszystko, dziękuje za miły wieczór jaki spędziłem z Niebieskooką na tworzeniu całej serii mniej lub bardziej wulgarnych wierszyków.(tak, to z Pani inspiracji)
Pomagała bardzo, czym zaskoczyła mnie niebywale, dodając czasem bardzo odważne rozwiązania. Te dzieła nie nadają się do publikacji tylko do pamiętnika, gdzie jutro zostaną skrzętnie przeniesione.

- Jeszcze raz dziękuję za inspirację. pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Drogi autorze

Nie uważam fraszki "Edukacja" ani za "dzieło na granicy dobrego smaku" ani za "wulgarne" - nie jest moją winą to, że u niektórych czytelników wyraz "pośladkowy" kojarzy się jednoznacznie zupełnie tym samym zniekształcając wymowę utworu. Może właśnie tą fraszką uzupełniam jakąś poważną lukę w edukacji?

"Widzę, że zbierasz pozytywne opinie o dziele" - nie zbieram - sprawdziłam tylko, czy takie wpisy jeszcze istnieją - google wyrzuciło ich sporo...

Akurat opinię BK biorę pod uwagę.

Jeżeli przyczyniłam się do inspiracji calej serii wulgarnych wierszyków, to najmocniej przepraszam. Naprawdę mi przykro, że tak się stało, bo wyjątkowo nie lubię wulgarności w poezji.

Również pozdrawiam
Opublikowano

Zosiu
przepraszam, że nie pisałem ale z zapartym tchem i nie tylko obserwowałem dyskusję pod fraszką.
Przede wszystkim fraszka jest dobra rubaszna ale ok.
Czytając powyższe wypowiedzi można by napisać pracę doktorską na temat poczucia humoru wśród komentujących zakładając ich różnorakie wykształcenie, wiek i wykonywane zawody.
Czasem mam wrażenie, że gdzieś tam jeszcze żyje sobie staruszka Dulska i swoje pięć groszy dorzuca - ale to moje obserwacje i z komentarzy i z życia.
Pozdrawiam serdecznie ze sztaudyngerowskim uśmiechem Jacek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jacku, dziękuję pięknie za wpis, głos a przede wszystkim odwagę dołączenia do zdecydowanej mniejszości ludzi z poczuciem humoru.

Może niektóre moje wypowiedzi były trochę "na wyrost", ale nie był to czas zmarnowany, bo sporo dowiedziałam się o użytkownikach forum.

Pozdrawiam serdecznie

Dział Z - punkty za (2):pchła szachrajka, Jacek Suchowicz,
Do działu P (5): M. Krzywak, Pancolek, H.Lecter, Wiktor Bukowski, jacekdudek,
Opublikowano

[quote]

Drogi autorze

Nie uważam fraszki "Edukacja" ani za "dzieło na granicy dobrego smaku" ani za "wulgarne" - nie jest moją winą to, że u niektórych czytelników wyraz "pośladkowy" kojarzy się jednoznacznie zupełnie tym samym zniekształcając wymowę utworu. Może właśnie tą fraszką uzupełniam jakąś poważną lukę w edukacji?




[quote]

Jeżeli przyczyniłam się do inspiracji calej serii wulgarnych wierszyków, to najmocniej przepraszam. Naprawdę mi przykro, że tak się stało, bo wyjątkowo nie lubię wulgarności w poezji.

Również pozdrawiam

- jak słyszę "poród pośladkowy"...to nie jest to śmieszne, bo znam ewentualne negatywne konsekwencje dla dziecka i matki. wszystko co zostanie powiedziane po takim zdaniu śmieszne nie jest, to mój odbiór indywidualny Pani żartu, ukształtowany poprzez moje
doświadczenie.

- proszę nie przepraszać za inspirację, była owocna, i sprawiła mnie i Niebieskookiej wiele radości, to my dziękujemy, dzięki tej fraszce udało się stworzyć kilka pikantnych kawałków, a fraza " tak zupełnie przez przypadek."..będzie kodem otwierającym lub puentującym wiele rozmów. :))

- wulgarność w poezji jest naganna i też jej nie lubię, chyba, że jest uzasadniona - nie da się inaczej powiedzieć, trzeba użyć grubego słowa.

- jeszcze raz pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Też znam konsekwencje, (cieszę się, że wreszcie w dyskusji padło slowo "poród") ale pierwszy raz spotkałam się z tak wielką ignorancją wiedzy o fizjologii porodu - przyszły ojciec nie znał drogi, którą dziecko wydostaje się na świat i właśnie to jest śmieszne. Nie ważne dla niego były negatywne skutki dla dziecka, ale to - właśnie w tym momencie sobie wyobraził -że jak "pośladkowy" to najpewniej żona nie dochowała mu wierności. Niechcący byłam świadkiem tej sceny, słyszałam dialog i obserwowałam przyszłego ojca i rozmawiającego z nim lekarza.

Uważam, że jeżeli wulgarne wpisy pod moją fraszką wynikają z podobnego niedoinformowania, jak powyżej, to nie dziwię się, że słowa "pośladkowy" i "penetracja" wyrwane z kontekstu (bo treść jako całość jest niezrozumiała) mogą kojarzyć się jednoznacznie.

Zaobserwowaną scenkę może daloby się bardziej czytelnie opisać - zachęcam Pana do spróbowania, skoro uważa Pan, że mogłam lepiej (zawsze można lepiej)

Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Racz zauważyć, że "poród pośladkowy" oznacza pośladki dziecka, noworodka. Czy w tym kontekście ostatni wers jest smaczny? mam prawo mieć swoje zdanie, odmienne od Autorki? Już pomijam fakt ryzyka związanego z takim porodem. Dziękuję uprzejmie za taką edukację.
Aha, jeszcze minus.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Racz zauważyć, że "poród pośladkowy" oznacza pośladki dziecka, noworodka. Czy w tym kontekście ostatni wers jest smaczny? mam prawo mieć swoje zdanie, odmienne od Autorki? Już pomijam fakt ryzyka związanego z takim porodem. Dziękuję uprzejmie za taką edukację.
Aha, jeszcze minus.

Właśnie w tym rzecz. Gdyby przyszły ojciec zrozumiał, że chodzi o pupę dziecka, pewnie nie doszłoby do komicznego nieporozumienia, w wyniku którego został skutecznie wyedukowany, że mowa o płodzie zwróconym pośladkami w kierunku szyjki macicy.

Fanaberko, w kwestii "Dziękuję uprzejmie za taką edukację." masz rację - to powinno być w szkole.


Bardzo dziękuję za wpis z minusem i pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...