Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zgadzam się. ale powiem więcej: nie mam nic przeciw przedsiębiorća, czy biznesmenom, ale irytuje mnie jeżeli interes (jakby nie patrzeć to spólki to tylko wymysł cywilizacji) staje się albo czynnikiem do ktorego się dorabia ideologię, albo wząniejszy niż ludzie.

pozdr.

A według mnie problem polega na tym, że tak naprawdę 'dzikiego kapitalizmu' nie ma. W dzikim kapitalizmie pracodawca nie może sobie pozwolić na zbytnie wykorzystywanie pracownika, bo ten poszuka sobie innego, lepszego w try miga. W warunkach silnej konkurencji i wolnego rynku, to się zwyczajnie nie opłaca, a państwowe regulacje (vide kodeks pracy itp) działają wręcz na niekorzyść pracowników.

tylko widzisz, nie pdooba mi się to,że splugawieni-hedonsityczni-bez-zasad-moralnych-materialistyczni-biznesameni wykorzystując posiadane środki układają świat pod sowje chciwe dupska. Teoretycznie kapitalizm jest dobry, ale w ptraktyce daje wladze im!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A według mnie problem polega na tym, że tak naprawdę 'dzikiego kapitalizmu' nie ma. W dzikim kapitalizmie pracodawca nie może sobie pozwolić na zbytnie wykorzystywanie pracownika, bo ten poszuka sobie innego, lepszego w try miga. W warunkach silnej konkurencji i wolnego rynku, to się zwyczajnie nie opłaca, a państwowe regulacje (vide kodeks pracy itp) działają wręcz na niekorzyść pracowników.

tylko widzisz, nie pdooba mi się to,że splugawieni-hedonsityczni-bez-zasad-moralnych-materialistyczni-biznesameni wykorzystując posiadane środki układają świat pod sowje chciwe dupska. Teoretycznie kapitalizm jest dobry, ale w ptraktyce daje wladze im!

Układają świat pod swoje chciwe dupska, karmią swoich roboli. Zapewniam, że lepiej niż altruistyczni-dobrzy-wzniośli socjaliści. Taky świat.
Opublikowano

Tacy czujecie się pokrzywdzeni i bez władzy? Załóżcie własne firmy, zatrudnijcie roboli, a wtedy nic, tylko mościć sobie świat pod swoje dupsko. Jest tylko mały problem. Ten wykorzystywany "robol" w razie czego zmieni pracodawcę i żyje dalej, a obrzydliwy kapitalista często traci wszystko. No i przygotujcie się na pracę od rana do późnej nocy, bez prawa do urlopu, beż świadczeń socjalnych i na tłum instytucji, które wyciągają łapy po należne podatki, składki, koncesje, opłaty nie wiadomo od czego itd.
Oczywiście piszę tylko o naszym pięknym kraju. Może tam, gdzie cywilizacja jest inaczej?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie.
Ja nie mówię o przedsiębiorcach, kórych bardzo szanuję. ja mowię o nicj: fiansjerze, która jest wszedzie (w każdym państwie) - mają potęzne aktywe i rezerwy. Grają pod siebie, byle mieć więcej i rządzić - oni niszczą ziemię, a my im przyklaskujemy. W naziźmie przynajumniej otwarto mordowano, teraz się nie morduje ludiz - robi isę gorze - niszczy ich fizycznie i psychicznie, a zwyrodniałe elity upają isę sowją władzą. Ale kiedyś to się zmieni - miejmy nadzieję!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie.
Ja nie mówię o przedsiębiorcach, kórych bardzo szanuję. ja mowię o nicj: fiansjerze, która jest wszedzie (w każdym państwie) - mają potęzne aktywe i rezerwy. Grają pod siebie, byle mieć więcej i rządzić - oni niszczą ziemię, a my im przyklaskujemy. W naziźmie przynajumniej otwarto mordowano, teraz się nie morduje ludiz - robi isę gorze - niszczy ich fizycznie i psychicznie, a zwyrodniałe elity upają isę sowją władzą. Ale kiedyś to się zmieni - miejmy nadzieję!
ale o jakiej finansjerze
o Czarneckim? Sołowowie? Walterze? Solorzu? o czym ty piszesz i dlaczego to pustosłowie? kto cię niszczy fizycznie i psychicznie?

popracuj sobie po kilkanaście godzin dziennie, tak jak Mirek napisał; z częstotliwości postów i ilości tematów, które zakładasz, wynika, że masz sporo wolnego czasu

czyli albo ktoś cię utrzymuje i masz komfort wypisywania pierdów bez pokrycia, albo masz zarąbistą fuchę i jest zakłamany - co wolisz?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


to nie jest tak
zauważ, że będąc zatrudnionym na umowę o pracę dostajesz "do ręki" ok. 55% pełnego kosztu pracy - reszta jest pokrywana przez pracodawcę i leci do usów i zusów; łatwo więc policzyć, że jeżeli pracownik nie chce pracować za mniej niż np 2000złotych, to pracodawcę to kosztuje ponad 3600 złotych (3000 wg kwoty brutto plus kwota składek nieubruttowionych)

nie usprawiedliwia to omijania prawa, ale daje pewien wgląd w obciążenie jakim pracownik etatowy jest dla pracodawcy; prawo pracy jest kompletnie nieżyciowe; pracodawca jest zmuszony opłacać niewydolne systemy ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych - de facto są to pieniądze wyrzucone w błoto, bo można się spodziewać, jaka emerytura z zusu na nas czeka i wszyscy wiemy, jak wygląda publiczna służba zdrowia i co trzeba zrobić, żeby z niej skorzystać

nie tak dawno pewien człowiek, który prowadzi firmę od początku lat 90-tych, firmę skądinąd bardzo uczciwą w stosunku do pracowników, powiedział mi, że gdyby trzymał się litery kodeksu pracy, dawno poszedłby z torbami

i ja nie uważam, żeby to był dziki kapitalizm - to jest raczej rozbój w biały dzień realizowany przez nasze kochane państwo, w gruncie rzeczy po to, żeby utrzymać przywileje grup zawodowych, które są zorganizowane, liczne i mają w związku z tym siłę; pracodawcy co mogą zrobić? zastrajkują? hahaha! zagłosują na kogoś innego? jest ich najwyżej ułamek procenta - więc nie ma po co z nimi w ogóle gadać

rolnicy nie płacą podatków a krus mają symboliczny; etat nauczycielski to połowa normalnego etatu i jeszcze się oburzają, że wcześniej na emeryturę ich nie chcą puszczać

ja pracuję po 10, a bywa że kilkanaście godzin dziennie - czy przysługują mi jakieś dodatkowe prawa z tego tytułu, że wypruwam sobie żyły?

ja rozumiem, że ludzie miewają ciężkie zawody, ale nic nie zaszkodzi się np przekwalifikować, ale odnoszę wrażenie, że tutaj chodzi o przyznawanie przywilejów nieróbstwa, tylko nie bardzo się myśli o tym, kto to wszystko utrzyma - jakoś to będzie, a takie jelenie, jak np ja będą się urabiać po łokcie, żeby znieść obciążenia, coraz większe jeśli tendencja się utrzyma

więc nie jeździjmy może po pracodawcach i przedsiębiorcach, bo oni w większości starają się reagować na trudną rzeczywistość, która wynika przede wszystkim z głupoty społecznej, bo ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że żeby komuś dać to innemu trzeba zabrać, bo pełno w naszym krajów idiotów typu socjalista historyczny, którzy mają zerowe pojęcie o ekonomii, natomiast szeroko się wypowiadają w kwestiach sprawiedliwości społecznej, państwa solidarnego i innych farmazonów, które skutkują tylko uciskiem ludzi pracy

tak, tak - ludzie pracy są uciskani na rzecz etatowych nierobów, lewych rencistów i przedwczesnych emerytów
uciskani przez państwo niestety
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



-chciałbym dorzucić do tej wypowiedzi, z którą w pełni się zgadzam, tylko tyle, że konflikt między kapitałem a pracą jest wpisany na stałe w procesy społeczne i tak długo będzie trwał jak długo pozostaniemy na obecnym poziomie techniki wytwarzania dóbr materialnych.

-socjalizm zżera zasoby społeczne i doprowadza do kryzysów ekonomicznych, których fazę upadku sami przeżyliśmy lub możemy ogladąć obecnie na Kubie i Koreii. socjalizm wykończy nawet takie potęgi ekonomiczne jak USA, czego napaleni, debilni wyznawcy dawania z cudzej kieszeni, oczywiscie, nie uważają za istotne; a co bardziej ideologicznie napaleni za swoistą wunderwaffe w walce z kapitalizmem.

-poniżej, żeby nie być gołosłownym, wkleję wywiad demokraty, który pokazuje jeden z "kamieni węgielnych" obecnego krachu finasowego.

Udzielił jej senator z Connecticut, Christoher J. Dodd, nazywając sprawę po imieniu, a brzmi ono: CRA, czyli Community Reinvestment Act. Jest to ustawa, przyjęta przez Kongres w 1997 r. za prezydentury Billa Clintona, której celem była ochrona „kredytobiorców mniejszościowych”, czyli ludności kolorowej, ubogiej, znajdującej się w złych warunkach materialnych, przed złym traktowaniem jej przez banki.

Wypowiedź senatora Dodda wywołała konsternację. Padła bowiem z ust przedstawiciela Partii Demokratycznej, szczególnie wrażliwej na losy mniejszości. Mimo to coś w niej było na rzeczy. Ameryka, w tym i amerykańskie banki od dawna sparaliżowane są ustawodawstwem antydyskryminacyjnym, zakazującym wynajmowania lokali przedstawicielom mniejszości, zwalniania ich z pracy czy odmowy udzielenia kredytu – bez względu na to, jak racjonalne byłyby przyczyny tej odmowy.


- socjaliści - nieroby wszystkich krajów łączcie się!
Opublikowano

..."jak z jakiegoś domu nierządu. ..."
Hania K

NIE JAKIEGOŚ, tylko domu uciech, albo burdelu ("O nierządne królestwo..." - Odprawa posłów greckich - J. Kochanowski;);
lepszy AIDS wyniesiony z burdelu, niż intelektualny zysk wyniesiony z pani tekstów; to pani rozum nierządem stoi, gdyż jest tak bezwstydny, że pozbawiony samokrytycyzmu - to czysty ekshibicjonizm (synonim: nieprzyzwoita golizna na publicznym pokazie);
proszę wziąć zimny prysznic;
J.S

Opublikowano

A my z mężem mamy 4 firmy (a dokładnie jedną, tylko 4 punkty rozsiane na mieście) i jakoś nikt nie narzeka, chociaż rzeczywiście - z pracownikami nie jest najlepiej. Ciężko jest czasem utrzymać normalny tryb pracy, gdy 4 osoby bierze wolne i nie mamy kim obsadzić stanowisk. Z drugiej strony jednak staramy się robić wszystko zgodnie z prawem. Obarczanie tzw. prywaciarzy hurtem nie jest sprawiedliwe - sprawiedliwe jest jednak wytykanie palcami oszustów i naciągaczy, bo tacy też istnieją, np. oszukują na kasach fiskalnych, na godzinach itp sprawy. A przecież dla dobra Polski liczy się każdy grosz zarobiony właśnie przez pracownika, który te pieniądze wydaje właśnie w Polsce. Szacunek powinien być obopólny w tym wypadku, bez złych i dobrych.

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie.
Ja nie mówię o przedsiębiorcach, kórych bardzo szanuję. ja mowię o nicj: fiansjerze, która jest wszedzie (w każdym państwie) - mają potęzne aktywe i rezerwy. Grają pod siebie, byle mieć więcej i rządzić - oni niszczą ziemię, a my im przyklaskujemy. W naziźmie przynajumniej otwarto mordowano, teraz się nie morduje ludiz - robi isę gorze - niszczy ich fizycznie i psychicznie, a zwyrodniałe elity upają isę sowją władzą. Ale kiedyś to się zmieni - miejmy nadzieję!
ale o jakiej finansjerze
o Czarneckim? Sołowowie? Walterze? Solorzu? o czym ty piszesz i dlaczego to pustosłowie? kto cię niszczy fizycznie i psychicznie?

popracuj sobie po kilkanaście godzin dziennie, tak jak Mirek napisał; z częstotliwości postów i ilości tematów, które zakładasz, wynika, że masz sporo wolnego czasu

czyli albo ktoś cię utrzymuje i masz komfort wypisywania pierdów bez pokrycia, albo masz zarąbistą fuchę i jest zakłamany - co wolisz?

W obecnym ładzie rządzi ten kto ma pieniądze - i to on jest panem i władcą. Nie mam nic do przedisiębiorcow, ale finasjera sterująca światem tlyko żeby isę nachapać powinna byc usunięta ze świata. Ile by się razy szybcie rozwijaął sztuka i nauka gdyby choć cześć tych środków zamiast na dupy milionerow przeznaczać właśnie na nie? Od egoistycznych i próżhych zachcianek ważniejszy jest los ludzkosci, jest walka o CZYSTOŚĆ, DOBRO I PIĘKNO i w imię tych wartości pieniądze te należą isę ludzkości i polityce narodowej :)

pozdr

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...